Witajcie, jestem od roku w związku... problem w tym, ze zawsze chciałam byc z zupełnie innym facetem, no ale serce nie wybiera, chyba sie zakochałam i trwam w tym związku. Mimo wątpliwości i bardzo duzych różnic między nami, kochamy sie i nadal jesteśmy razem. Więc: ja mam 163 cm wzrostu... a chłopak 166 cm i jest raczej drobnej postury, zresztą ja również. Różnica między nami jest niewidoczna, jesteśmy równi. Na początku nie mogłam sie przyzwyczaić, ale przecież to tylko wzrost, on nie ma na to wpływu, po jakimś czasie przestałam zwracać na to uwage... W pewnym momencie, zobaczyłam nasze odbicie z dosyć dalekiej perspektywy... wyglądamy troche żałośnie, taka para maluszuków trzymająca sie za rączki, dzieci z gim, no po prostu śmiesznie. Zaczęłam sie nagle źle przy nim czuć, kiedy chodziliśmy gdzies razem, czułam sie z nim jak dziecko, jak jego siostra a nie jak kobieta i dziewczyna. Kiedy sie przytulamy stojąc ... nie mogę sie w niego fajnie wtulić, w jego klatkę piersiową, on nie weźmie mnie na ręce, jak siedze mu na kolanach, tez musi to komicznie wyglądać. kiedy nadszedł czas ze P. ma poznac moich rodziców... obawiam sie bardzo ich reakcji co do jego wzrostu... Troche głupio będę sie czuła jak moja mama będzie "większa" zarówno wzrost i ogólnie masywność ciała od mojego chłopaka... Szkoda mi z nim zrywać, z powodu wzrostu bo mimo wszysko akceptuje mnie jak nikt inny, rozumie i kocha... Tylko kolejnym problemem jest to hmm mozna powiedzieć mam dosyć mocno zmotoryzowaną rodzinę. Każdy ma prawo jazdy, to podstawa jakby .. ciężko jest bez auta, zwłaszcza ze mieszkam w miejscowości do której nie ma innego dojazdu jak autem.. Bardzo interesuje sie i lubie motoryzacje, tata róznież bardzo mocno, chyba to od niego mam
a nawet mama i problemem jest to ze P. mimo 20 lat nie ma nawet prawa jazdy, proponowałam aby zrobił, zwłaszcza ze tez ma trudny dojazd bo nie mieszka w mieście, do mnie tez nie moze przyjeżdżać, wie ze by ułatwiło duzo, ale odkłada to ciągle... mówił ze zacznie kurs od czerwca, sierpnia, września, nagle powiedział ze od października... i jest tak ciągle. "Po co mu, skoro ja mam" "po co skoro i tak nie ma auta". Juz przestałam mu o tym mówić. Wiem, ze tego nie zrobi. Teraz zacznie studia i nie będzie miał czasu przez kolejny rok. I ja rozumiem i akceptuje, ze ma inne zainteresowania, tylko czasami sie męczę widząc jak moje koleżanki jeżdżą gdzies ze swoimi facetami a ja zwyczajnie nie mogę... jak jakis odwozi dziewczynę do domu.. spotykamy sie tylko na mieście. Chciałabym sie tez czasami poczuć jak kobieta, zeby zabrał mnie na jakąś kolacje, do kina, czy po prostu przyjechał wieczorem w sobotę i ze mna posiedział.. czy cokolwiek...ale nie ma jak.
Zupełnie dwa inne światy. Bo on nie widzi chyba w tym nic złego, w końcu jego tata zrobił sobie prawo jazdy w wieku 37 lat i nadal jeździ tylko do pracy i nigdzie więcej. Boje sie reakcji rodziców bo oni zawsze powtarzali, zawsze chcieli abym miała fajnego, przystojnego (pewnie wysokiego) chłopaka, który przyjechałby po mnie czy cos.. ostatnio zaproponowałam abyśmy gdzies pojechali to odpowiedzili ze niech mnie chłopak zabierze. Aż zrobiło mi sie smutno, bo niestety to taki czuły punkt. Jest naprawdę fajny, miły, inteligentny... ale czasami tak mi brakuje tego czegoś, czasami tak źle sie przy nim czuje... tyle różnic, raczej inne wartości, postrzeganie świata, zainteresowania, ze juz nie wiem co mam robić. Do tego ten wzrost. Musiałam sie komuś wygadać, bo zwyczajnie za bardzo mnie to męczy.
Głupie komentarze prosze zachować dla siebie, bo dla mnie naprawde są to problemy i wątpliwości co do zwiazku i tego czy chce nadal tak żyć ... mimo ze go kocham i nie wyobrażam sobie zeby go nie było... czasami żałując ze nie zostałam na przyjaźni z nim. Nie wiem juz jak mam sobie poradzić z tym wszystkim i ze strachem co do reakcji rodziców na jego temat.
Podobne tematy
Hej, trochę zainspirowałaś mnie do tego, żeby zarejestrować sie na tym forum. Twoje problemy nie są ani za duże, ani za małe. Każdy problem zazwyczaj jest neutralny, tylko od nas zależy, czy to będzie duże, czy małe utrapienie.
Podejrzewam, że dla Twojego mężczyzny, jego wzrost też jest problemem. W świecie, kiedy to na ekranach widujemy ludzi pięknych i wysokich, można nabawić się kompleksów, rożnej maści. Na rynku są dostępne wkładki do butów, które
dodają kilka centymetrów, które nie rzucają sie w oczy. To jest rozwiazanie dla "świata", tak żeby odbiorcy nie myśleli "...wyglądamy trochę żałośnie" Dla mnie takie pary, jak każde inne, gdzie widać spore różnice w wyglądzie są inspiracja i
napełniają mnie nadzieją, że ten świat nie widzi tylko piękna zewnętrznego. Dla rodziny wzrost Twojego chłopaka, sam stanie się czymś normalnym, neutralnym- to kwestia czasu.
Facetowi, który nie chce zrobić prawka , nadaję cechę "ciota" (wiem, przesadzam) ale co to znaczy, mieć kobietę, która chce z nim podróżować, jeździć, a mimo to nie chce tego zrobić ?
Problem może jest szerszy, brak pieniędzy, trudno powiedzieć, nie napisałaś nam zbyt wiele w tej sprawie. Jest dla Ciebie niesłowny, i fakt, ze ciągle przekłada terminy mówi trochę o tym, ze nie traktuje poważnie Twoich potrzeb.
Twoje problemy nie powinny wpłynąć na to, czy być ze sobą czy nie. Jeżeli myślisz o rozstaniu i masz w głowie te dwie, trzy sprawy to podświadomie jest ich znacznie więcej. Tylko kwestia czasu jest ich "wykopanie"
Kochana, tutaj nie ma nic oprocz "kocham go", szkoda mi (go), wstyd (przed rodzicami), tesknie (za byciem adorowana na rozne sposoby)itp...nic Was nie laczy oprocz tego "kocham go". Czy aby na pewno? Czy to jest naprawde kochanie? Nie jestes do niego przekonana, jestes bardziej na zewnetrz niz wewnatrz tego ukladu. W glowie chcialabys juz zeby to sie skonczyo tylko szkoda Ci go. Podstawowa sprawa: nigdy nie tkwij w zwiazku z litosci - milosc ma Cie laczyc. Co bedzie za rok, dwa, piec, 10? Wyobraz to sobie i odpowiedz rowniez sobie.
Tredowaty - Nie przesadzasz, bo ja tak samo nadaję cechę "ciota" ... tylko zwyczajnie sama przed sobą nie chce sie przyznać ze nazywam tak swojego faceta. Jeszcze rok temu powtarzałam ze nie wyobrażam sobie mieć faceta bez prawa jazdy czy auta... ale nagle pojawił sie on i sie zakochałam. Moim zdaniem w tych czasach naprawdę większość ludzi posiada to prawo jazdy i ono naprawde sie przydaje... kiedys o tym z nim rozmawiałam to on zawsze powtarzał ze kieruje sie stereotypami, ze po co mu, ze przecież każdy głupi moze zrobić, to żadna cecha zaradności i to o niczym nie świadczy czy ktos ma to prawo jazdy czy nie... ale jak mówię ze chciałabym podróżować i zwiedzić troche świata, pobyć z nim przez ten cały weekend (czyli gdzieś wyjechać ) i nacieszyć sie sobą bo i tak rzadko sie spotykamy.. to on zawsze mówi ze też by chciał... tylko co z tego skoro nic nie robi w tym kierunku.
Problemem nie jest brak pieniędzy bo rozmawiał o tym z rodzicami i na pewno mu pomogą finansowo z płaceniem za kurs.
Kiedyś on sam wpadł na te wkładki do butów które mogą dodać troche cm.. ale nigdy nie postanowił ich kupić a mi chyba troche głupio powiedzieć "kochanie moze kupiłbyś sobie aby wyglądać na wyższego bo głupio sie z Toba czuje". Dostałam zaproszenie na wesele... i co ? pojadziemy razem z moimi rodzicami i bratem jednym samochodem ? To troszkę niefajnie... Chcialabym jednak pojechać sama z chłopakiem, to takie miłe... Do tego dziwne spojrzenia rodziny co do wzrostu...
grinta - Moze jest troche racji... szkoda mi go, tęsknie za byciem adorowaną... i czasami chciałabym aby sie to skończyło tylko szkoda mi go i kocham go, nie wiem jak poradze sobie bez niego. Co do tego co będzie w przyszłości sama staram sie uwierzyć ze - będzie lepiej, ze sie zmieni, ze moze jednak będzie dobrze, bo faktycznie teraz nie ma jak... ze jeszcze jesteśmy zbyt młodzi... nie wiem juz sama.. nic nie wiem..
"Zakochanie" a "kochanie" to dwa inne stany... .
Litość, wstyd i pogarda (a one przeważają w Twych postach) nie są uczuciami, na których można zbudować trwały i dobry związek. O miłości napisałaś, ale osoba kochająca nie tak opisuje swego partnera.
Jednemu wierzę. Że to, co Cię przy nim trzyma, to strach przed życiem samodzielnym, bez faceta u boku.
utwierdzacie mnie w przekonaniach ze naprawde jestem z nim z litości, ze tylko pogarda, ze nie powinnam z nim byc...
ale ja naprawdę czuję ze go kocham, oprócz tych wszystkich wymienionych jest naprawde fajnym i kochającym, czułym facetem...
Czujesz, że go kochasz. Kochasz, czyli...?
Czyli po prostu kocham. Martwie sie o niego, jestem zazdrosna, chce z nim spędzać czas... Rozumie mnie, akceptuje, wspiera... wszystko jak powinno być oprócz tych problemów z prawkiem czy wzrostem które czasami tak mocno mi przeszkadzają, ale staram sie je odepchnąć i nie myśleć.
Próbowałam skończyć tą znajomość kiedyś, ale zwyczajnie nie pozwolił mi na to jakby. Przekonał ze spróbujmy jeszcze, ze postara sie zeby było dobrze itd. Dał mi "czas przerwy". A ja zwyczajnie nie mogłam wytrwać w decyzji i wróciłam do niego - bo jak sobie tłumaczę, kocham go mimo wszystko. Tęskniłam.
utwierdzacie mnie w przekonaniach ze naprawde jestem z nim z litości, ze tylko pogarda, ze nie powinnam z nim byc...
ale ja naprawdę czuję ze go kocham, oprócz tych wszystkich wymienionych jest naprawde fajnym i kochającym, czułym facetem...
Posluchaj, wystarczy naprawde niewiele czasu by przywyknac do zycia w parze i kiedy pojawia sie wizja rozejscia zaczyna sie panika:jak ja sobie poradze bez niego? a jak sobie radzilas zanim go poznalas? Mysle,ze starasz sie rekompensowac sobie/jemu Twoje negatywne odczucia mowiac o tym jaki jest fajny i ze go kochasz. Srobuj dac sobie troche czasu, odpocznijcie od siebie przez miesiac, dwa i wtedy zobaczysz czy czujesz wciaz to samo. Mowisz,ze wierzysz,ze bedzie lepiej-tu nie chodzi o to by sie ludzic, miec nadzieje ale by budowac na tym co masz teraz-jakie sa szanse na przyszle szczescie z tym co odczuwasz teraz. Spojrz prawdzie w oczy chocby nie wiem jak bolala-chyba tego tutaj szukasz?
Czyli po prostu kocham. Martwie sie o niego, jestem zazdrosna, chce z nim spędzać czas... Rozumie mnie, akceptuje, wspiera... wszystko jak powinno być oprócz tych problemów z prawkiem czy wzrostem które czasami tak mocno mi przeszkadzają, ale staram sie je odepchnąć i nie myśleć.
Próbowałam skończyć tą znajomość kiedyś, ale zwyczajnie nie pozwolił mi na to jakby. Przekonał ze spróbujmy jeszcze, ze postara sie zeby było dobrze itd. Dał mi "czas przerwy". A ja zwyczajnie nie mogłam wytrwać w decyzji i wróciłam do niego - bo jak sobie tłumaczę, kocham go mimo wszystko. Tęskniłam.
On Cię akceptuje, ale Ty Go nie akceptujesz!
Skoro zerwę z nim z powodu braku prawka czy auta to wyjde wg na materialistke czy blacharę... a jeśli z podowu wzrostu to ze nie akceptuje go, mimo ze on mnie tak.
Twierdzisz, że go kochasz. Gdy poprosiłam o wyjaśnienie tego, podałaś przykłady... jego przydatności.
Owszem, kochasz go używać.
Skoro zerwę z nim z powodu braku prawka czy auta to wyjde wg na materialistke czy blacharę... a jeśli z podowu wzrostu to ze nie akceptuje go, mimo ze on mnie tak.
raspber- bo Ty go nie akceptujesz. Tylko wstyd Ci przed sama soba, przed nim,ze on potrafi a Ty nie, ze niepotrafisz zapanowac nad tym-ale tu nie o to chodzi bo albo ktos nam podoba sie ze wszystkimi defektami albo nie. Tobie to przeszkadza juz teraz i ,wierz mi-bedzie coraz gorzej. To wiem z obserwcaji.
Też jestem tego zdania, że Go nie kochasz.
Ty jesteś z Nim tylko dlatego, że On Cię akceptuję, bo możliwe, że Twoim zdaniem nikt inny nie będzie chciał być z Tobą.
Tak przynajmniej wnioskuję z Twoich postów.
Tak, ponieważ nie jestem typową kobietą. Zarówno pod względem charakteru jak i urody... mało osób to akceptuje i mało osób akceptuje ja. Ale nie ma czegoś takiego ze boje sie samotności czy boje sie ze nie będzie mnie nikt inny chciał. Samotność mi nie przeszkadza a zainteresowanych związkiem ze mną również mam/miałam.
Tak, ponieważ nie jestem typową kobietą. Zarówno pod względem charakteru jak i urody... mało osób to akceptuje i mało osób akceptuje ja. Ale nie ma czegoś takiego ze boje sie samotności czy boje sie ze nie będzie mnie nikt inny chciał. Samotność mi nie przeszkadza a zainteresowanych związkiem ze mną również mam/miałam.
Ok, czyli zaczyna wylaniac sie sedno sprawy- i smiem twierdzic,ze tu lezy pies pogrzebany. Lęk. Jednak o to ,ze moze nie spotkasz tak dobrego, inteligentnego goscia, ktory w dodatku akceptuje Cie calkowicie. Tym bardziej zla jestes na siebie,ze nie jestes w stanie zaakceptowac jego i ze draznia Cie pewne rzeczy w nim. Tak jest czy sie myle?
Mam 174 cm czyli niespecjalnie dużo i jakoś tak się dziwnie złożyło, że wszystkie moje kobiety w życiu były wyższe ode mnie - te niskie mnie zlewały, a u wyższych zawsze miałem powodzenie. W sumie ciekawa prawidłowość. Kumpel twierdzi, że to dlatego, że te niskie koniecznie chcą mieć wysokiego faceta, bo leczą w ten sposób swoje kompleksy, a te wysokie nie muszą ![]()
Ta, z którą ostatnio coś tam kręcę, ma 180 cm. A jej niskie koleżanki jakoś na mnie nie chciały spojrzeć ![]()
Znowu mój kolega z dawnej pracy, ok. 165 cm, wyrwał pannę o jakieś 12 cm wyższą, są ze sobą prawie 2 lata i są szczęśliwi.
Wniosek: Znajdź sobie wysokiego faceta 190 cm, a Twój niski chłopak niech sobie poderwie dziewczynę powyżej 175 cm i wszyscy będą zadowoleni ![]()
No to chyba trafiłaś. Mimo ze przeszkadzają mi pewne rzeczy i mi ciężko, to jednak boje sie ze juz kogoś takiego kto da to poczucie akceptacji nie spotkam. Do tego on jest naprawde inteligentny, zabawny i wiele innych cech które ja sobie bardzo cenię.
Czasami zwyczajnie "pękam" i nie chce z nim być, chciałabym aby ze mną zwyczajnie zerwał ale po chwili uświadamiam sobie ze no ale przeciez go kocham, przecież jest dla mnie taki dobry itd... i tak nadal jestem, bo wydaje mi sie ze mimo wszystko i tak go kocham.
No to chyba trafiłaś. Mimo ze przeszkadzają mi pewne rzeczy i mi ciężko, to jednak boje sie ze juz kogoś takiego kto da to poczucie akceptacji nie spotkam. Do tego on jest naprawde inteligentny, zabawny i wiele innych cech które ja sobie bardzo cenię.
Czasami zwyczajnie "pękam" i nie chce z nim być, chciałabym aby ze mną zwyczajnie zerwał ale po chwili uświadamiam sobie ze no ale przeciez go kocham, przecież jest dla mnie taki dobry itd... i tak nadal jestem, bo wydaje mi sie ze mimo wszystko i tak go kocham.
Czyli usprawiedliwiasz sie bo przykro Ci kiedy go widzisz pozytywnie i wtedy nazywasz to,ze go kochasz. Juz wiesz jak jest wiec idz tym tropem i nie oszukuj siebie.
Wydaje mi się, że pewnych rzeczy nie można przeskoczyć. Z tego co napisałaś, jest to oczywiste, że przeszkadza Ci jego wzrost i brak chęci zrobienia PJ. Niestety, nie jedna kobieta marzy o wysokim mężczyźnie któty wzbudzi w nej poczucie kobiecości.
Zastanów się czy na dłuższą metę, jesteś w stanie być z taką osobą mimo wspaniałych cech. Wzrostu nigdy nie zmieni, i pytanie, czy to nie będzie dla Ciebie problem..
Ale ja ogólnie odnoszę wrażenie, że autorka wątku po prostu nie czuje już chemii do tego faceta (bardziej jest to uczucie na zasadzie przywiązania), i próbuje to racjonalizować jego niskim wzrostem (bo prawko to mógłby jednak zrobić!). Z doświadczenia własnego i innych par wiem, że gdy jest chemia, to niski wzrost nie jest przeszkodą. Więc problem pewnie leży tak naprawdę w osobowości faceta, która nie jest pociągająca.
Daj gościowi spokój, autorko i - tak jak wyżej Ci ludzie piszą - nie oszukuj siebie i jego.
Jak jest pociąg to nie patrzy się na wzrost czy kilka kg nadwagi, itp.
Ja też jestem raczej przyzwyczajona do wysokich mężczyzn, a ostatnio spodobał mi się chłopak ok. 175cm - ma tak piękna twarz i fajna osobowość, że reszta "wymagań" poszła w odstawkę ![]()
Tak to działa na etapie 'chemii', a co dopiero jak kochasz kogoś - Ty na siłę starasz się przekonać samą siebie do jego zalet i jakoś sobie zracjonalizować, że warto z nim być. Ja nie chcę wiedzieć jak wygląda wasz seks, skoro Ty go nawet fizycznie nie postrzegasz jako atrakcyjnego ![]()
Ale jeśli zdecydujesz się kiedyś autorko wątku na zerwanie z tym facetem (nie, żebym namawiał, mówię tak hipotetycznie), to nigdy mu pod żadnym pozorem nie mów, że to z powodu wzrostu, bo wbijesz go w kompleksy, wyrządzisz mu krzywdę i być może będzie to źle rzutować na jego przyszłe relacje z kobietami.
Z powodu braku prawa jazdy to już prędzej ![]()
25 2015-09-13 20:22:01 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-09-13 20:22:23)
A może, wiem - to niepopularne, zdobyć się na prawdę? I powiedzieć, że go nie kocha.
Jezusie, ale płycizna. Prosiłaś o brak głupich komentarzy, no ale jak można odpisać na głupie pytania?
Lista Twoich problemów:
- wzrost - rozumiem, że niski chłopak nie może być odpowiedzialny, ambitny, prawda? To są cechy ze sobą związane. Sukces i wzrost. I będziesz wolała wysokiego chama, kochanka Twojej sekretarki od chłopaka, który jest po prostu niski?,
- prawo jazdy - odpowiedzi udzieliłaś sobie sama. Skoro nie ma samochodu, to po co mu prawo jazdy? Czemu oceniasz go przez własny pryzmat - Wy macie prawo jazdy, macie samochód/samochody, stać Was na ich utrzymanie. Może chłopak nie ma kasy na prawo jazdy, a tym bardziej na utrzymanie samochodu i po prostu nie chce Ci o tym powiedzieć wprost?,
- odbicie w lustrze - to już skrajny przykład braku dojrzałości. Gwarantuję Ci, że 3/4 związków nie wygląda jak Cristiano Ronaldo i Irina Shayk (czy jak to się pisze). To normalni ludzie, nieraz lekko łysawi, nieraz z brzuszkiem, nieraz z oponką. Budzą się, idą do pracy, wracają i są szczęśliwi, mimo że nieraz sporo im do "ideałów" brakuje. Przeciętny człowiek to nie piłkarz, któremu płaci się za uprawianie sportu. I chociaż sam jestem zwolennikiem pracy nad sobą i swoim ciałem - to trzeba jakoś wyważyć obie te kwestie, żeby przez przypadek nie pomylić priorytetów,
- co powiedzą rodzice? - no shit. To już w ogóle przeświadczyło mnie, że jesteś z chłopakiem z przyzwyczajenia, z wygody, z lenistwa. To nic złego, jest wiele takich związków gdzie partner siada przed kanapą, nic nie musi, bo druga strona nie wywiera presji i tak powoli się toczy... Wstydzisz się chłopaka. Wstydzisz się go przed osobami Tobie najbliższymi. To jest miłość?
Jedyne co rozumiem - to jego bierność. Ale może zamiast wysyłać go na kurs prawa jazdy, idźcie lepiej na kurs tańca, na siłownię, na basen?
Pomocnikgargamela,
Sensownie piszesz i trudno z tym polemizować, ale jest jedno ALE i o tym pisaliśmy - na siłę nie da się sobie wmówić uczucia używając argumentów rozumowych.
Z tego nic nie będzie, bo autorka musiałaby przeprowadzić sobie najpierw transplantacje mózgu
W innym wypadku dalej będzie się oszukiwać, z zaciśniętymi zębami spotykać się z nim i oboje będą się tylko unieszczęśliwiać.
Moj wywód zmierza do tego, żeby się zastanowiła CZY go kocha, CZY wstydzi się jego wzrostu i braku prawa jazdy. Bo boję się pomyśleć co będzie, jeśli kiedyś pójdą z chłopakiem na imprezę, spotkają tam jej przyjaciółkę - a ona będzie miała chłopaka wysokiego bruneta, który jest kierowcą rajdowym.
Moj wywód zmierza do tego, żeby się zastanowiła CZY go kocha, CZY wstydzi się jego wzrostu i braku prawa jazdy. Bo boję się pomyśleć co będzie, jeśli kiedyś pójdą z chłopakiem na imprezę, spotkają tam jej przyjaciółkę - a ona będzie miała chłopaka wysokiego bruneta, który jest kierowcą rajdowym.
A klei Ci się takie zestawienie: Miłość i wstyd za kogoś? bo mi nie bałdzo ![]()
pomocnikgargamela napisał/a:Moj wywód zmierza do tego, żeby się zastanowiła CZY go kocha, CZY wstydzi się jego wzrostu i braku prawa jazdy. Bo boję się pomyśleć co będzie, jeśli kiedyś pójdą z chłopakiem na imprezę, spotkają tam jej przyjaciółkę - a ona będzie miała chłopaka wysokiego bruneta, który jest kierowcą rajdowym.
A klei Ci się takie zestawienie: Miłość i wstyd za kogoś? bo mi nie bałdzo
No to właśnie o tym piszę, być może niedokładnie się wyraziłem ![]()
A ja się obawiam, że daleko tak nie zajedziesz. Mnie to wygląda na związek z "dobrym chłopakiem", którego jednak nie traktujesz jako partnera, a koło zapasowe. Te historie zwykle kończą się na dwa sposoby. Pierwszy- pojawia się inny facet, zainteresowany ową kobietą i ona odprawia poczciwego miśka. Druga- kobieta ma dalej te same wątpliwości, ale zegar biologiczny tyka, nikt inny się na horyzoncie nie pojawia, więc biorą ślub. Dalej też milion różnych dróg, którymi może się potoczyć ten związek, jednak raczej nie jest to love story.
Myślę, że gdyby zainteresował się Tobą wyższy, przystojniejszy i z prawem jazdy, to nie miałabyś takich wątpliwości, które wyraziłaś w tym poście. Ty się go wstydzisz, a to jest naprawdę zły znak. Inaczej, nawet gdyby rodzinie się nie podobał jego wzrost czy brak prawa jazdy, to zlałabyś to.
Kilka istotnych informacji wyłapanych przeze mnie:
Witajcie, jestem od roku w związku... problem w tym, ze zawsze chciałam byc z zupełnie innym facetem,
Zaczęłam sie nagle źle przy nim czuć,
P. ma poznac moich rodziców... obawiam sie bardzo ich reakcji co do jego wzrostu...
Szkoda mi z nim zrywać, z powodu wzrostu bo mimo wszysko akceptuje mnie jak nikt inny, rozumie i kocha...
Zupełnie dwa inne światy.
Boje sie reakcji rodziców bo oni zawsze powtarzali, zawsze chcieli abym miała fajnego, przystojnego (pewnie wysokiego) chłopaka, który przyjechałby po mnie czy cos..
czasami żałując ze nie zostałam na przyjaźni z nim.
Nie wiem juz jak mam sobie poradzić z tym wszystkim i ze strachem co do reakcji rodziców na jego temat.
Szkoda chłopaka. Prawo jazdy? Mam 23 lata i też go nie posiadam. Zamierzam zrobić po studiach, bo póki co szkoda mi kasy, skoro i tak nie będę miała czym jeździć. Mam zrobić teraz po to, żeby mieć czym szpanować czy może lepiej poczekać te 2 lata i być "na świeżo"? Z tego co zrozumiałam, Twój chłopak też stwierdził, że i tak teraz nie miałby czym jeździć. To po co ma wydawać kasę na prawko, którego i tak nie będzie używać? Żeby było lepiej Tobie albo Twojej rodzinie?
32 2015-09-13 23:23:23 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2015-09-13 23:23:43)
No to już sama musisz sobie odpowiedzieć na ile to Tobie przeszkadza. Ja akurat miałam byłego niższego ode mnie i mnie to nie przeszkadzało, a byłam z nim 2 lata, nie miałam takich odczuć jak Ty, po prostu czułam się z nim dobrze i tak. Związek z innych przyczyn się rozpadł. Niemniej dla mnie akurat wzrost faceta jest mało ważny, byłam z niższym, teraz jestem z facetem 184, ale generalnie wzrost jest dla mnie mało ważny, może być dla mnie zarówno niski jak i wysoki, a mam 170 i dla mnie nie ma problemu. No, ale inna dziewczyna czy np Ty może mieć inny gust i jeśli np Tobie to jednak bardzo przeszkadza, no to nic na siłę też się nie zrobi. Tylko pomyśl też ile w tym własnego zdania, ile tego co wpoili rodzice, że "facet powinien". Może taki masz gust, może tego nie przeskoczysz, a może tak, bo może tylko boisz się reakcji otoczenia bardziej. Niemniej jakbyście mieli się rozstać, to lepiej wcześniej niż później, gdy związek byłby dużo poważniejsze, wiesz np wspólne mieszkanie itp. A co do samochodu, to mój facet ma prawo jazdy, a nie ma samochodu, kiedyś pewnie będzie miał, ale długo też prawa jazdy nie miał, tzn zrobił nie tak szybko jak niektórzy faceci, ale mnie to nie przeszkadza. Sama nie mam prawa jazdy, na razie wystarcza mi komunikacja miejska. Mam 24 lata, a mój facet 28 lat.
No, ale kwestia potrzeb, ktoś woli, by prawo jazdy było i auto, dla kogoś to mniej ważne jak dla mnie. No tak, jak będziemy mieszkać razem, będą poważniejsze plany, to przyda się i pewnie wtedy się pomyśli, ale teraz to nie jest dla mnie konieczne, że muszę jechać komunikacją czy coś. No, ale u Ciebie inaczej, bo interesujesz się motoryzacją i chciałabyś, by chłopak to podzielał, a jego do samochodu nie ciągnie teraz. Moim zdaniem albo to zaakceptujesz albo nie, bo na siłę nic nie zrobisz, a chłopak nie musi podzielać tego i mieć prawa jazdy, jak widać dla Ciebie może to być ważne, a nie dla każdej kobiety jest, dla mnie nie było ważne. Zwłaszcza, że na spotkania dla mnie nie jest niczym strasznym jeździć komunikacją, ale oczywiście rozumiem inne podejście i że wolałabyś inaczej. Zastanów się czy da się to pogodzić, czy jednak związek nie ma sensu. No innej rady nie ma, bo to sama musisz przemyśleć.
Ty nie kochasz jego, tylko to, że jest dla Ciebie "taki dobry, czuły, kochający, akceptujący". On Cię darzy szczerym uczuciem i podobasz mu się taka, jaka jesteś. Ty go nie darzysz miłością - Twoje emocje są odbiciem jego uczuć i troski wobec Ciebie. Ty kochasz nie jego, ale ten stan, kiedy z nim jesteś i on okazuje Ci miłość.
Uwierz - dla kochającej kobiety jej facet jest absolutnie seksowny, przystojny, podobający się. Nie twierdzę, że bez wad. Ale te wady nie mają znaczenia, a już na pewno znaczenia nie ma to, co "rodzice, znajomi powiedzą". Nie akceptujesz tego, że jest niski. Nie akceptujesz tego, że nie chce zrobić prawa jazdy. Nie akceptujesz więc ani jego fizyczności (na widok której po niecałym roku związku powinnaś wrzeć i rzucać się na niego z wielką chęcią), ani podejścia do tak kluczowej sprawy, jaką jest zrobienie prawka.
Zerwij z nim, bo nie będziecie ze sobą szczęśliwi. Nigdy.
34 2015-09-14 01:41:59 Ostatnio edytowany przez Realista (2015-09-14 01:47:44)
To takie przykre, że autorka tekstu jest tak niedojrzała. Wiesz dla mnie to Ty też jesteś niska 163 cm wzrostu tylko różnica polega na tym, że jak się kogoś Kocha to nie ma znaczenia ile ma wzrostu, co posiada etc.
"Fałszywe laski chcą facetów którzy mają wszystko. Prawdziwe kobiety pomagają swoim facetom to wszystko osiągnąć"
Wyobraź sobie sytuację, że z kimś jesteś w związku, bierzecie ślub i nagle Ty zachorujesz na chorobę, która niszczy Ci wygląd i w ogóle jesteś w stanie tylko leżeć w łóżku. Jakbyś się czuła gdyby w takiej sytuacji osoba Kochająca po prostu by Cię rzuciła, bo nie wyglądasz tak jak wcześniej, nie jesteś zaradna, miła itd. no powiedz jak?
Nie chciałabyś zapewne tego, a Ty tak samo postępujesz wiesz? Tylko z tą różnicą, że wierzyłaś jakimś cudem, że to zaakceptujesz lub on urośnie i że będzie Cię tak bardzo kochał, że zrobi dla Ciebie prawko.
Jeśli jakimś cudem byś zaakceptowała jego wzrost i zrobiłby to prawko, to JAKIE następne wady byś w nim wyszukała? Że nie ma o centymetr większego? Proszę Cię.
Zrobisz mu przysługę jak wcześniej skończysz z nim niż miałabyś go puścić kantem za 2-3 lata bo się źle czujesz przy niskim itp. tylko nie wmawiaj mu ze zrywasz dla jego dobra:)
Poza tym coś jest na rzeczy skoro wcześniej już 'niby' zrywałaś, była przerwa w związku trochę inaczej było Ci być samą i wróciłaś, warto się zastanowić nad tym jak to było i dlaczego...
Ale jeśli czujesz ze go kochasz pomimo tych wad (które jak widać nawet bardzo Ci przeszkadzają) to pogadaj z nim twardo, że obiecał prawko, powiedz to co nam w delikatny sposób może chłopak się ogarnie. Rodzicami bym się nie martwił, moi nie akceptowali mojej ex ale to była przecież tylko i wyłącznie moja sprawa nie ich.
Dlatego jeśli masz jakieś wątpliwości co do miłości (moim zdaniem masz ale nie znam dokładnie syt.) daj chłopakowi spokój, a jak masz problem z tym co inni o tobie/ o was pomyslą to już sama musisz nad sobą popracować by tak nie mysleć
Zakładam że marzysz o scenie kiedy na to rodzinne wesele podjeżdżasz samochodem, a następnie Twój wysoki model... wróć, partner otwiera Ci drzwi i wysiadasz dostrzegając wzrok rodziny mówiący - jakiego ma przystojnego mężczyznę... i wzrok koleżanek / kuzynek pełen zazdrości. Próbujesz sobie podbić własne poczucie wartości poprzez posiadanie faceta jaki spodoba się i będzie imponował Twoim bliskim... A tak naprawdę to Twoje kompleksy, nie jego... Znajdź coś innego za co mogą Cię chwalic niż wysoki facet z samochodem...
dokładnie chcesz miec chlopaka ktory podniesie twoja wartosc w oczach innych i aby nim sie chwalic
milosci nie ma tu wogole ani szacunku
ty sie go wstydzisz
moją wartość, kompleksy, zazdrość ?
to nie ma nic do rzeczy ze chciałabym aby inni mi zazdrościli partnera, jestem z nim rok wiec jak widać miałam gdzieś jego wzrost i prawko. Akceptowalam go mimo wad. zwyczajnie zaczęłam się źle czuć i chciałabym robić coś a zwyczajnie nie mogę. Chciałabym normalnego związku ze spotkaniami, malymi wycieczkami, trochę adorowania... chyba jak każda normalna kobieta.
Spotkania i komunikacja miejska ? pisałam wcześniej ze nie ma takiej możliwości, bo nie ma zarówno do mnie jak i do niego żadnych autobusów i tego typu spraw, można dojechać tylko autem.
Nie będzie miał czym jeździć jak zrobi prawko ? będzie, auto ma jego ojciec i jestem pewna że gdyby chciał to pożyczylby mu.
Jestem niedojrzała bo zwyczajnie chce się poczuć jak kobieta ... tak, prawda. Głupie przykłady ze choroba zmieniająca wygląd, opieka .. ze to i tamto. Bo ja wszystko rozumiem, ale wygląd to jedno a wzrost drugie. Nie ma znaczenia dla mnie twarz czy ciało ... Bo to z pewnością ma pociągające. Jest tylko wzrost który ciężko mi zaakceptować i nie chodzi o to co pomyślą znajomi ... tu chodzi o to jak ja się czuje przy nim ! O to czy zaakceptują go rodzice !
Gdy niektórzy przestają kogoś kochać (albo gdy tej osoby nigdy kochali), każdą jego cechę zamieniają w wadę. I zamiast przyznać się do swego braku miłości, dorabiają ideologię i winą za rozpadanie się związku obarczają tę drugą - już (albo nigdy) niekochaną - osobę.
Smutne.
I chciałbym dodać że nie mam żadnego problemu z akceptowaniem kogoś, nie szukam ideału, nie chce się chwalić ... bo byłam już w jednym związku gdzie facet nie uchodził za przystojnego, gorącego kolesia na widok którego kobiety leżały, nie miał też auta za 100 tys a jednak widziałam w nim najprzystojniejszego, najlepszego faceta na świecie i wszystkie jego wady akceptowalam w pełni.
a jednak widziałam w nim najprzystojniejszego, najlepszego faceta na świecie i wszystkie jego wady akceptowalam w pełni.
i właśnie o to chodzi
a w tym zwiazku tego nie ma
cóż, mniejsza o to czy te dwie kwestie są prawdziwą przeszkoda w Waszym związku czy mają podreperować Twoje ego... koleś ewidentnie nie chce zrobić prawka i na bank nie urośnie... albo się pogodzisz z tym, albo rzuc go dla jego dobra
Mialam kolezanke niskiego wzrostu,ktora wyszla za maz za chlopaka tak samo niskiego.Przez lata slyszalam jaki on jest fajny, dobry itp i jednoczesnie:no i to moje malenstwo, taki malutki jest-sama siebie musiala przekonywac,ze jest ok ale bardzo jej dokuczal jego wzrost ( z czym on absolutnienie mial problemu) i nie mogla sie z tym pogodzic mimo,ze byli razem juz 20 lat. Podobna sytuacja do Twojej. Ja rozumiem,ze to moze przeszkadzac bo wiele osob tak ma,ze sa w stanie zaakcetowac u partnera 99% ale jest cos co zawsze by przeszkadzalo, jakis czuly punkt. Dla mnie takim czulympunktem jest tzw. mala glowka-gdy facet jest wysoki a ma mala glowe. I bedzie mi to zawsze kolidowac z caloscia chocby nie wiem jaki wspanilay byl, zawsze bede to zauwazac. Tak autorka ma w kwestii wzrostu. Nie mowie,ze bylby to dla mnie argument przewazajacy bo i tak zwiazalabym sie z takim czlowiekiem ale bylby to element dla mnie czuly.
44 2015-09-14 12:05:16 Ostatnio edytowany przez pomocnikgargamela (2015-09-14 12:07:23)
Tak, ponieważ nie jestem typową kobietą. Zarówno pod względem charakteru jak i urody... mało osób to akceptuje i mało osób akceptuje ja. Ale nie ma czegoś takiego ze boje sie samotności czy boje sie ze nie będzie mnie nikt inny chciał. Samotność mi nie przeszkadza a zainteresowanych związkiem ze mną również mam/miałam.
Jeśli w czyjejś głowie pojawiają się myśli "czy jak zerwiemy, to ktoś mnie będzie chciał?" - to według mnie jest to wystarczający dowód braku miłości do swojego partnera. Osoba zakochana takich rozważań nie prowadzi.
Akceptowalam go mimo wad. zwyczajnie zaczęłam się źle czuć i chciałabym robić coś a zwyczajnie nie mogę. Chciałabym normalnego związku ze spotkaniami, malymi wycieczkami, trochę adorowania... chyba jak każda normalna kobieta.
Spotkania i komunikacja miejska ? pisałam wcześniej ze nie ma takiej możliwości, bo nie ma zarówno do mnie jak i do niego żadnych autobusów i tego typu spraw, można dojechać tylko autem.
Nie będzie miał czym jeździć jak zrobi prawko ? będzie, auto ma jego ojciec i jestem pewna że gdyby chciał to pożyczylby mu.
Jestem niedojrzała bo zwyczajnie chce się poczuć jak kobieta ... tak, prawda. Głupie przykłady ze choroba zmieniająca wygląd, opieka .. ze to i tamto. Bo ja wszystko rozumiem, ale wygląd to jedno a wzrost drugie. Nie ma znaczenia dla mnie twarz czy ciało ... Bo to z pewnością ma pociągające. Jest tylko wzrost który ciężko mi zaakceptować i nie chodzi o to co pomyślą znajomi ... tu chodzi o to jak ja się czuje przy nim ! O to czy zaakceptują go rodzice !
Akceptuje to się znajomych w pracy. A partnera się kocha. Ze względu na miłość do niego, można co najwyżej zaakceptować jego wady.
Kiedy ja byłem trochę młodszy, nie miałem samochodu. Zabierałem swoją kobietę na wycieczki nad morze, w fajne romantyczne miejsca POCIĄGIEM, AUTOKAREM. Fakt, wiązało się to z pewnymi niedogodnościami zarówno po stronie mojej, jak i mojej (wtedy jeszcze) dziewczyny. I chociaż bardzo chciałem zagwarantować jej możliwość podróżowania wygodnie, szybko samochodem - zwyczajnie nie było mnie na to stać. Ale nigdy nie poczułem, że moja dziewczyna zazdrościła innej kobiecie, że przyjechała bardziej komfortowo. Nigdy mi nie wypomniała, że jedziemy komunikacją publiczną, a nie samochodem. Co ma wspólnego fajny, romantyczny wyjazd - ze sposobem dojazdu na miejsce?
Jak sama zauważyłaś, auto ma jego "ojciec" (ja wiem, że to termin prawny, ale może z większym szacunkiem). Nie możesz podchodzić do tego tak roszczeniowo: "ojciec" ma, "ojciec" da. Być może potrzebuje samochodu w pracy, a być może sam na niego zarobił ciężką pracą i chce teraz komfortowo dojeżdżać do pracy? A być może nie stać ich na jeżdżenie w te i z powrotem do dziewczyny autkiem? Fajnie jest, jeśli drugą stronę stać na te atrakcje, co Ciebie, ale tak jest niezawsze.
Według mnie mamy do czynienia z klasycznym przykładem mezaliansu. Dziewczyna, ze średnio-zamożnej lub zamożnej rodziny i chłopak z rodziny od niej uboższej, pewnie zwykła rodzina. Dziewczyna przyzwyczajona do myśli, że może jeździć na/w rajdach samochodowych, że przyjedzie do niej rycerz na białym rumaku, piękny niczym kwiat kwitnącego lotosu, z ciałem boskiego Amora (tylko większym kaloryferem na brzuchu), uklęknie, poprosi ojca o rękę białogłowy, oddając mu za to 10 hektarów ziemi oraz 3 wasali. Niestety, chłopak nie urodził się w tej bajce, a w XXI wieku i na domiar złego - w Polsce. Na domiar złego, chociaż jest bardzo przystojny, jest dla dziewczyny za niski, ma 165 cm wzrostu. Wyjść na miasto z takim się nie godzi. Rozumiem (ironia).
PS: w średniowieczu rycerze rzadko mieli powyżej 170 cm. ![]()
moją wartość, kompleksy, zazdrość ?
to nie ma nic do rzeczy ze chciałabym aby inni mi zazdrościli partnera, jestem z nim rok wiec jak widać miałam gdzieś jego wzrost i prawko. Akceptowalam go mimo wad. zwyczajnie zaczęłam się źle czuć i chciałabym robić coś a zwyczajnie nie mogę. Chciałabym normalnego związku ze spotkaniami, malymi wycieczkami, trochę adorowania... chyba jak każda normalna kobieta.
Spotkania i komunikacja miejska ? pisałam wcześniej ze nie ma takiej możliwości, bo nie ma zarówno do mnie jak i do niego żadnych autobusów i tego typu spraw, można dojechać tylko autem.
Nie będzie miał czym jeździć jak zrobi prawko ? będzie, auto ma jego ojciec i jestem pewna że gdyby chciał to pożyczylby mu.
Jestem niedojrzała bo zwyczajnie chce się poczuć jak kobieta ... tak, prawda. Głupie przykłady ze choroba zmieniająca wygląd, opieka .. ze to i tamto. Bo ja wszystko rozumiem, ale wygląd to jedno a wzrost drugie. Nie ma znaczenia dla mnie twarz czy ciało ... Bo to z pewnością ma pociągające. Jest tylko wzrost który ciężko mi zaakceptować i nie chodzi o to co pomyślą znajomi ... tu chodzi o to jak ja się czuje przy nim ! O to czy zaakceptują go rodzice !
No jak są problemy z komunikacją, to inaczej. U mnie miasto średnie i duże obok, to jest łatwo. W małych miastach czasem ciężej. No, ale to już musicie spokojnie porozmawiać, bez może mówienia, że ma zrobić teraz, bo takie naciskanie nie jest dobre. No co do wzrostu, to już sama musisz się zastanowić czy zaakceptujesz. Niemniej inni mają rację, że skoro jesteś z nim rok i masz problem z jego wzrostem, to może jednak nie jest większe uczucie. Może coś było z Twojej strony, ale szybko się skończyło? Pomyśl o tym. No bo jak się kocha, to ten wzrost nie ma znaczenia, a po roku jest ekscytacja tą osobą nadal. Na pewno nie jest rozwiązaniem, by on kupował sobie buty podwyższające czy jakieś wkładki do butów, bo albo się akceptuje albo nie, facet też jak kocha kobietę to nie oczekuje, że ona będzie wyższa, obcasy jak ona nosi, to dla siebie, bo lubi czy dla ładniejszej sylwetki od czasu do czasu, a facetowi to potrzebne nie jest. To co pomyślą znajomi, rodzina jest mało ważne, jak są dojrzali, to jego wzrost, skoro jest fajnym facetem nie powinien mieć dla nich znaczenia. No, a przede wszystkim to dla Ciebie nie powinno mieć znaczenia, bo to naprawdę nieważne co pomyślą, jeśli jesteś szczęśliwy, a wzrostu sobie nikt nie wybierał, a jak ktoś jest fajnym człowiekiem, to spada on na dalszy plan.