Za 1 ręcznego nie spuściłam, no taka glupota, żeby z egz wywalić, za 2 przy cofaniu wjechałam na pachołki, za 3 przejechałam linie przy cofaniu, a wszystko dlatego, że wcześniejsi instruktorzy nie jeździli ze mną na plac poćwiczyć, albo jeździł jeden typek ze mną, tylko raz w tygodniu, bo pracą pochłonięty. Za 4 razem udało mi się pokonać plac, na miasto wyjechałam, ale przy parkowaniu, jak wyjeżdżałam wymusiłam pierwszeństwo. Dzisiaj miałam 5 podejście, ale przesunęłam pacholek, no za przesunięcie pacholka wywalić, nie przewróciłam go. Jazd przed 5 podejście nie miałam, aby sobie przypomnieć wszystko, gdyż natłok obowiązków. Powtarzam sobie, uda się to się uda, nie uda się walczę dalej. Znam też takie przypadki, mój kuzyn zdał za 8 dopiero, żona kuzyna za 7, córka znajomych mojego wujka za 10, ktoś jeszcze za 13,11 nawet 18 razem. Znajomy mojego kuzyna za 30. Widać, że samozaparcie mieli. Jakie macie sposoby, aby za 6 się udało? Jedno jest pewne, nie poddaje się, walczę dalej. Uważacie, że liczba podejść decyduje o czymś? Wg mnie nie, liczba podejść nie decyduje czy ktoś ma być wpuszczony na drogę czy nie.
Zdałem za 4. Z doświadczenia powiem, że na jesień nie ma co podchodzić, bo WORDY lubią sobie na koniec roku budżet reperować.
A jak zdać? Wykuć. Nawet jazdę przed egzaminem wykupić.
I tak prawdziwa nauka jazdy zaczyna się po zdaniu.
Przepraszam, ale zdać za 18 czy 30 razem to nie jest samozaparcie tylko głupota.
Bo to znaczy, że ten człowiek nie powinien wyjeżdżać na ulice, bo się do tego po prostu nie nadaje.
Skoro zdawałaś 5 razy i tylko raz udało Ci się wyjechać z placu, to pora wykupić sobie dodatkowe lekcje i ogarnąć ten plac.
Nie każdy musi i nie każdy powinien być kierowcą. Tutaj wjechałaś w pachołek, tam możesz wjechać w człowieka.
30 prób? Masakra, naprawdę nie każdy musi być kierowcą.
I jak najbardziej słuszne, że za dotknięcie pachołka lecisz, pachołek symbolizuje ścianę/inne auto/obiekt.
Tak liczba podejść o czymś świadczy, niekoniecznie dobrym.
Ojej a ja za 7 razem zdałam. U mnie problemem była ta pieprz górka i ruszanie z ręcznego.... Nawet kupowałam godziny i tylko to ćwiczyłam aż się udało
z parkowaniem i jazda nie miałam problemu, raz prawie za pierwszym razem zdałam i już wracałam ale głupi błąd, zatrzymalam się przed pasami mimo że nikogo nie było , za pasami był znak stóp stop i tam już nie, no głupi błąd i coś się pomyliło ale oczywiście śmiałam się z tego. Polecam kupić godziny i ćwiczyć plac i się tak nie stresować, a zdałam późną jesienią i od tego czasu a już sporo minęło, nie miałam stłuczki, nawet samochodu nie zarysowalam więc ilość podejść nie mówi nic o kierowcy. Bym powiedziała że tacy co dużo błędów na egzaminie zrobili to drugi raz tego nie popełnili, naprawdę ![]()
Ja też zdawałam jesienią. Zdałam za trzecim. 11 lat temu xD pół roku temu kupiłam sobie samochód i jeżdżę regularnie i tak naprawdę to teraz zaczynam ogarniać jak bezpiecznie i sensownie jeździć.
Idź na jazdy! Ćwicz w mieście, gdzie zdajesz egzamin, jeździj koło tego miejsca, gdzie jest ośrodek, poproś o wskazówki. Idź do trzech różnych instruktorów, każdy co innego nowego Ci powie - ja tak miałam, jak kupiłam sobie jazdy doszkalające po długiej przerwie, przed zakupem samochodu.
7 2020-12-06 01:31:23 Ostatnio edytowany przez Britan (2020-12-06 01:33:06)
Najważniejsze jest opanowanie płynnego, bezstresowego ruszania i hamowania.
Jeśli to opanowujesz to na prawdę jest z górki.
Mój brat cioteczny niedawno zdawał i polecał kanał na tubie "Panie Jacku".
Zajrzyj.
Moim zdaniem autorka ma problem ze stresem.
Zacznij pić meliskę, bo Twoim największym problemem jest po prostu za duży stres.
Ja jeszcze przed egzaminem odpalalam google street view i normalnie jechalam ludzikiem calą trasę egzaminacyjną ![]()
Ja jeszcze przed egzaminem odpalalam google street view i normalnie jechalam ludzikiem calą trasę egzaminacyjną
A skąd wiedziałaś, jaka będzie trasa? ![]()
A ja z kolei wisiałam nad telefonem z moim instruktorem i omawialam kto ma kiedy pierwszeństwo hah
a podczas jazdy przestałam i tak myśleć, jakoś intuicyjnie było wszystko ale jak zaczęłam myśleć to wychodziło że nic nie wiem
Wyluzuj, pamiętaj o dobrym nawadnieniu, polecam magnez i Wit B ![]()
11 2020-12-06 20:30:39 Ostatnio edytowany przez Britan (2020-12-06 20:37:30)
KoloroweSny napisał/a:Ja jeszcze przed egzaminem odpalalam google street view i normalnie jechalam ludzikiem calą trasę egzaminacyjną
A skąd wiedziałaś, jaka będzie trasa?
Youtube, fora o prawie jazdy.
Trasy się powtarzają w każdym mieście. Są nawet w formacie GPX do ściągnięcia które można wrzucić do endomondo czy innej aplikacji.
Poznanie trasy to moim zdaniem dobry krok ku zniwelowaniu stresu.
Zawsze jak czegoś nie znamy to się stresujemy, nawet podświadomie.
Ja polecam dobre zapoznanie się z ruszaniem. Zrozumienie mechaniki. To jest główny powód stresu i oblewania egzaminu.
Aby nie było na egzaminie wątpliwości typu, "A co się stanie jeśli docisnę sprzęgło", "Czy mogę wcisnąć hamulec bez sprzęgła?", "zostawić auto na biegu podczas stania na światłach?" i inne zagwozdki które mają początkujący kierowcy.
KoloroweSny napisał/a:Ja jeszcze przed egzaminem odpalalam google street view i normalnie jechalam ludzikiem calą trasę egzaminacyjną
A skąd wiedziałaś, jaka będzie trasa?
U nas jest wyznaczona, obejmuje dość duży obszar wiec po prostu 'oglądałam' całą hahahha. Wbrew pozorom fajna sprawa, jak mialam problem z jakims skrzyzowaniem, to siadalam w domu i analizowałam
Lady Loka napisał/a:KoloroweSny napisał/a:Ja jeszcze przed egzaminem odpalalam google street view i normalnie jechalam ludzikiem calą trasę egzaminacyjną
A skąd wiedziałaś, jaka będzie trasa?
U nas jest wyznaczona, obejmuje dość duży obszar wiec po prostu 'oglądałam' całą hahahha. Wbrew pozorom fajna sprawa, jak mialam problem z jakims skrzyzowaniem, to siadalam w domu i analizowałam
aaa ok ![]()
ja jeździłam w jednym z większych miast w Polsce i u nas nie ma czegoś takiego jak wyznaczone trasy. Wiadomo po jakim rejonie się będzie jeździć i wiadomo, jakie elementy muszą byc zawarte w egzaminie, ale trasa może być taka, jaką sobie egzaminator wymarzy.
Okropne kiedy człowiek zdaje sobie sprawę, że zdał egzamin za pierwszym razem. Co poszło nie tak?
Okropne kiedy człowiek zdaje sobie sprawę, że zdał egzamin za pierwszym razem. Co poszło nie tak?
A jeszcze gorzej jest gdy człowiek uświadomi sobie, że obok niego jeżdżą delikwenci którzy niemalże "wychodzili" sobie prawo jazdy...
16 2020-12-07 00:11:47 Ostatnio edytowany przez Wiatrwewlosach (2020-12-07 00:12:19)
Chyba bym sie do konca nie zgodzila, ze jezeli ktos ma duzo prob zdania egzaminu, to sie nie nadaje na kierowce. Szczegolnie z formula egzaminu w Polsce. Chyba zalezy na czym czlowiek oblewa. Bo pelno osob ma stres przed/w czasie egzaminu (nie przez jazde, a przez egzamin) i wlasnie ten stres jest powodem oblania. Prawda jest taka, ze realna jazda i poruszanie sie samochodem wcale nie wyglada tak jak na egzaminie. Np. jezeli ktos mysli, ze nie da rady zaparkowac pomiedzy samochodami, to jedzie na sam koniec parkingu gdzie jest wiecej miejsca itp.
Mysle, ze duzo zalezy tez od egzaminatora.
Wiec autorko postaraj sie wyluzowac przed egazminem, cwicz duzo (chociazby na drodze w lesie w samochodzie czlonka rodziny) i powodzenia ![]()
Oj tak, dużo zależy też od egzaminatora
jeden wie gdzie prowadzić by nie zdać, drugi gestem coś zasugeruje. U mnie podczas egzaminu (który zdałam) przy cofaniu z wykorzystaniem terenu, egzaminator specjalnie się wychilil mocno by zasugerować że mogę najechac na krawężnik, raczej by mi się udało "na styk" ale grzecznie posłuchalam rady
koleżance z kolei szturchajac ręką zasugerował by skręcajac w lewo z jezdni jednokierunkowej przytuliła się do lewej strony. Także warto uśmiechnąć się do egzaminatora o przede wszystkim wrzucić na luz, rozmawiałam z egzaminatorem i potwierdził że naprawdę przez stres dużo osób oblewa, zapominają nawet co gdzie jest przy pierwszym zadaniu ![]()
18 2020-12-07 00:37:12 Ostatnio edytowany przez Snake (2020-12-07 00:37:57)
A może mi ktoś wyjaśnić po ludzku zjawisko parkowania tyłem pod sklepem przez kobiety w 99 %? Jako, że prawko robiłem blisko 30 lat temu, to być może nie jestem na czasie ale zauważam takie nagminne zjawisko u kobiet, osobliwie młodych. Naszło mnie na pytanie, bo wczoraj zajechałem na parking pod Biedrą i dziewczę właśnie szykowało się do tego manewru. Zaparkowałem i wchodząc do sklepu obserwowałem, że jeszcze manewr kontynuuje obok mojego samochodu. Gnębi mnie myśl, że jestem nie na czasie i coś robię nie tak.
Oj tak, dużo zależy też od egzaminatora
jeden wie gdzie prowadzić by nie zdać, drugi gestem coś zasugeruje. U mnie podczas egzaminu (który zdałam) przy cofaniu z wykorzystaniem terenu, egzaminator specjalnie się wychilil mocno by zasugerować że mogę najechac na krawężnik, raczej by mi się udało "na styk" ale grzecznie posłuchalam rady
koleżance z kolei szturchajac ręką zasugerował by skręcajac w lewo z jezdni jednokierunkowej przytuliła się do lewej strony. Także warto uśmiechnąć się do egzaminatora o przede wszystkim wrzucić na luz, rozmawiałam z egzaminatorem i potwierdził że naprawdę przez stres dużo osób oblewa, zapominają nawet co gdzie jest przy pierwszym zadaniu
Jak coś egzaminator nie może wprowadzić w błąd.
Więc tym bym się nie przejmował.
Eeee za moich czasów mógł wprowadzić w błąd.
Oczywiście w ramach haczyka.
21 2020-12-07 01:02:08 Ostatnio edytowany przez Britan (2020-12-07 01:03:12)
Eeee za moich czasów mógł wprowadzić w błąd.
Oczywiście w ramach haczyka.
Mamy prawie ten sam wiek i nie nie mógł ![]()
Egzaminator nie może podać instrukcji którą łamiesz prawo drogowe, nawet w ramach haczyka.
To mit.
Lucyfer666 napisał/a:Eeee za moich czasów mógł wprowadzić w błąd.
Oczywiście w ramach haczyka.Mamy prawie ten sam wiek i nie nie mógł
Egzaminator nie może podać instrukcji którą łamiesz prawo drogowe, nawet w ramach haczyka.
To mity.
To kolejny mit obalony ![]()
Ale nie bez powodu u mnie nazywa się to MORD ![]()
23 2020-12-07 01:04:56 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2020-12-07 02:02:05)
Britan napisał/a:Lucyfer666 napisał/a:Eeee za moich czasów mógł wprowadzić w błąd.
Oczywiście w ramach haczyka.Mamy prawie ten sam wiek i nie nie mógł
Egzaminator nie może podać instrukcji którą łamiesz prawo drogowe, nawet w ramach haczyka.
To mity.To kolejny mit obalony
Ale nie bez powodu u mnie nazywa się to MORD
Punkt 5.
[ nieregulaminowy link ]
Nie wiem co to za strona, ale zacytowany fragment dotyczy zapisu prawa.
A może mi ktoś wyjaśnić po ludzku zjawisko parkowania tyłem pod sklepem przez kobiety w 99 %? Jako, że prawko robiłem blisko 30 lat temu, to być może nie jestem na czasie ale zauważam takie nagminne zjawisko u kobiet, osobliwie młodych. Naszło mnie na pytanie, bo wczoraj zajechałem na parking pod Biedrą i dziewczę właśnie szykowało się do tego manewru. Zaparkowałem i wchodząc do sklepu obserwowałem, że jeszcze manewr kontynuuje obok mojego samochodu. Gnębi mnie myśl, że jestem nie na czasie i coś robię nie tak.
Jak parkuje pomiedzy dwoma samochodami to tylem jest o wiele latwiej niz przodem. Moze tez latwiej wtedy wyjechac?
Kazdy robi tak jak mu wygodnie.
Jak parkuje pomiedzy dwoma samochodami to tylem jest o wiele latwiej niz przodem. Moze tez latwiej wtedy wyjechac?
Kazdy robi tak jak mu wygodnie.
O kurczę, tego mi 30 lat temu nie powiedzieli... To czemu ja wjeżdżałem na parking, a panna się szykowała do zaparkowania tyłem, ja wszedłem do sklepu, a panna nadal parkowała tyłem? Dodam, że po zakupach ja wygodnie wypakowywałem je do bagażnika z wózka, a panna nosiła zakupy pod latanię w trawie trawnika. Co zrobiłem nie tak?
O kurczę, tego mi 30 lat temu nie powiedzieli... To czemu ja wjeżdżałem na parking, a panna się szykowała do zaparkowania tyłem, ja wszedłem do sklepu, a panna nadal parkowała tyłem? Dodam, że po zakupach ja wygodnie wypakowywałem je do bagażnika z wózka, a panna nosiła zakupy pod latanię w trawie trawnika. Co zrobiłem nie tak?
Jedyne co robisz nie tak, to zostanawianie sie dlaczego jakis randomowy czlowiek parkuje sobie w taki a nie inny sposob.
Jedyne co robisz nie tak, to zostanawianie sie dlaczego jakis randomowy czlowiek parkuje sobie w taki a nie inny sposob.
Jeden mi nie przeszkadza, Zjawisko oznacza, że ktoś tak ich uczy. To znaczy uczy ich głupot. Parkowanie tyłem ma sens tylko i wyłącznie:
- parkowanie równoległe,
- parkowanie w ciasnym miejscu, gdzie skrętność przedniej osi ma znaczenie.
Ta pani parkowała tyłem w miejscu, gdzie były wolne i oznaczone graficzne 3 miejsca postojowe. Parkowanie tyłem pod sklepem, to konieczność noszenia zakupów między wózkiem, a bagażnikiem przeciskając się między samochodami i chodząc po błocie trawnika poza parkingiem. Logika.
Jeden mi nie przeszkadza, Zjawisko oznacza, że ktoś tak ich uczy. To znaczy uczy ich głupot. Parkowanie tyłem ma sens tylko i wyłącznie:
- parkowanie równoległe,
- parkowanie w ciasnym miejscu, gdzie skrętność przedniej osi ma znaczenie.
Ta pani parkowała tyłem w miejscu, gdzie były wolne i oznaczone graficzne 3 miejsca postojowe. Parkowanie tyłem pod sklepem, to konieczność noszenia zakupów między wózkiem, a bagażnikiem przeciskając się między samochodami i chodząc po błocie trawnika poza parkingiem. Logika.
Parkowanie tylem daje wyjazd przodem. Wg mnie wystraczajaco dobry powod, zeby w taki sposob parkowac, jezeli komus sie tak podoba. Nielogiczne to jest to, ze ktos kto parkuje w taki a nie inny sposob zajmuje Ci uwage, mimo, ze w zaden sposob nie wplynelo to na Ciebie.
Moze skonczmy off-top.
30 prób? Masakra, naprawdę nie każdy musi być kierowcą.
I jak najbardziej słuszne, że za dotknięcie pachołka lecisz, pachołek symbolizuje ścianę/inne auto/obiekt.
Tak liczba podejść o czymś świadczy, niekoniecznie dobrym.
Nic dodać, nic ująć.
Zastanawiam się dlaczego niektórzy nie potrafią zrozumieć, że nie każdy może, a przede wszystkim nie każdy powinien być uczestnikiem ruchu drogowego. Są niestety takie umiejętności i potwierdzające je uprawnienia, do których trzeba mieć określone predyspozycje, do bycia kierowcą także. Tutaj dodatkowo stanowi się niebezpieczeństwo - dla siebie samego i innych na drodze.
Myślę sobie, że zamiast na siłę komukolwiek (sobie i otoczeniu) coś udowadniać, w pewnych sytuacjach większą odpowiedzialnością i mądrością można wykazać się kładąc po sobie ogon i jednak odpuszczając.
Niemniej odpowiadając wprost na zadane pytanie - obawiam się, że niestety poza wykupieniem dodatkowych jazd doszkalających, solidnym powtórzeniem teorii, wyspaniem się i ewentualnym zreaksowaniem, niewiele jesteś w stanie zrobić.
Ja polecam dobre zapoznanie się z ruszaniem. Zrozumienie mechaniki. To jest główny powód stresu i oblewania egzaminu.
Aby nie było na egzaminie wątpliwości typu, "A co się stanie jeśli docisnę sprzęgło", "Czy mogę wcisnąć hamulec bez sprzęgła?", "zostawić auto na biegu podczas stania na światłach?" i inne zagwozdki które mają początkujący kierowcy.
Słuszna uwaga. Takie oczywiste dla wprawnych kierowców oczywistości dla nowicjuszy potrafią stanowić nie lada wyzwanie, wynikające po prostu z braku wprawy i/lub zwykłej niewiedzy. To z kolei potęguje stres, który w chwili, gdy podczas jazdy egzaminacyjnej np. na skrzyżowaniu zgaśnie silnik, może wywołać panikę (tzw. utratę głowy) i jest po egzaminie.
Parkowanie tylem daje wyjazd przodem. Wg mnie wystraczajaco dobry powod, zeby w taki sposob parkowac
Acha, wjechać z marszu przodem, potem cofnąć i wyjechać przodem, o jakże by inaczej. Acha, wjechać przodem, czaić się żeby cofnąć i zaparkować tyłem, utrudnić sobie wypakowanie zakupów, w tym narażając sąsiednie auta na obtłuczenie zakupami i dumnie wyjechać przodem! Ok.
Nic dodać, nic ująć.
Zastanawiam się dlaczego niektórzy nie potrafią zrozumieć, że nie każdy może, a przede wszystkim nie każdy powinien być uczestnikiem ruchu drogowego. Są niestety takie umiejętności i potwierdzające je uprawnienia, do których trzeba mieć określone predyspozycje, do bycia kierowcą także. Tutaj dodatkowo stanowi się niebezpieczeństwo - dla siebie samego i innych na drodze.Myślę sobie, że zamiast na siłę komukolwiek (sobie i otoczeniu) coś udowadniać, w pewnych sytuacjach większą odpowiedzialnością i mądrością można wykazać się kładąc po sobie ogon i jednak odpuszczając.
A nie ma w Twojej opinii znaczenia na czym oblewa ta osoba? I kiedy jest ta magiczna liczba kiedy juz ktos powinien dac sobie spokoj? Tak jak ktos wczesniej napisal, prawdziwa nauka zaczyna sie tak na prawde po egzaminie. Bo nikt po marnych 30 godzinach jazdy z instruktorem, nawet przy zdaniu egzaminu za pierwszym razem nie jest dobrym kierowca.
Plus, z tym jak wyglada egzamin teraz, szczegolnie toeretyczny, podejrzewam, ze wiekszosc kierowcow ktorzy maja prawo jazdy od x lat by oblala.
A nie uwazam, zeby ludzie, ktorzy duzo razy musza zdawac egzamin byli glownym problemem polskich drog.
32 2020-12-07 13:19:45 Ostatnio edytowany przez Britan (2020-12-07 13:19:54)
Plus, z tym jak wyglada egzamin teraz, szczegolnie toeretyczny, podejrzewam, ze wiekszosc kierowcow ktorzy maja prawo jazdy od x lat by oblala.
Kiedyś też by oblali.
To tak samo jak powrót na studia i egzaminy bez przygotowania ![]()
A nie ma w Twojej opinii znaczenia na czym oblewa ta osoba?
Przejechanie na placu linii czy przesunięcie pachołka, to w rzeczywistości kolizja z innym obiektem z możliwością uszkodzenia auta swojego lub cudzego, potrąceniem pieszego itp. Wymuszenie pierwszeństwa na drodze, to potencjalnie śmiertelny wypadek. Brak podstaw do zaliczenia egzaminu.
A nie ma w Twojej opinii znaczenia na czym oblewa ta osoba? I kiedy jest ta magiczna liczba kiedy juz ktos powinien dac sobie spokoj? Tak jak ktos wczesniej napisal, prawdziwa nauka zaczyna sie tak na prawde po egzaminie. Bo nikt po marnych 30 godzinach jazdy z instruktorem, nawet przy zdaniu egzaminu za pierwszym razem nie jest dobrym kierowca.
Plus, z tym jak wyglada egzamin teraz, szczegolnie toeretyczny, podejrzewam, ze wiekszosc kierowcow ktorzy maja prawo jazdy od x lat by oblala.
A nie uwazam, zeby ludzie, ktorzy duzo razy musza zdawac egzamin byli glownym problemem polskich drog.
Ma znaczenie, oczywiście, że ma, ale jeśli ktoś czuje, że sobie nie radzi, to powinien znaleźć taki punkt, kiedy zamiast na siłę komuś coś udowadniać, dopuścić do siebie myśl, że mimo szczerych chęci kierowcą nie będzie. Znam takich, którzy powinni w ten sposób postąpić, nawet pomimo otrzymania uprawnień, a jednak zwykła duma im na to nie pozwala.
I nie mówię tu o gasnącym silniku czy jakimś niewinnym (takie też są) przekroczeniu linii, ale jak ktoś nie panuje nad samochodem, myli gaz z hamulcem (nie ma znaczenia, że to może być pod wpływem stresu, bo w stresujących sytuacjach jeszcze nieraz przyjdzie mu jeździć), rozjeżdża pachołki, czyli potencjalnych ludzi, czy też zamiast w prawo, to wycofuje samochód w lewo (myli kierunki), a nawet jeśli regularnie włącza niewłaściwe kierunkowskazy, to już stwarza realne zagrożenie.
Nie czarujmy się, ale jeśli ktoś zdaje 10 czy (o zgrozo!) 30 razy, to już należy do tego grona.
Swoją drogą jeśli komuś nie wystarcza 30 godzin jazdy, a przecież są tacy, którym to wystarcza, to zamiast się ten sposób tłumaczyć, zawsze może dokupić kolejne.
O teoretycznym egzaminie nie wspominam, bo to kwestia nauki i zrozumienia.
A nie uwazam, zeby ludzie, ktorzy duzo razy musza zdawac egzamin byli glownym problemem polskich drog.
Posiadasz jakieś statystyki na ten temat?
35 2020-12-07 13:23:51 Ostatnio edytowany przez Britan (2020-12-07 13:32:28)
Wiatrwewlosach napisał/a:A nie ma w Twojej opinii znaczenia na czym oblewa ta osoba?
Przejechanie na placu linii czy przesunięcie pachołka, to w rzeczywistości kolizja z innym obiektem z możliwością uszkodzenia auta swojego lub cudzego, potrąceniem pieszego itp. Wymuszenie pierwszeństwa na drodze, to potencjalnie śmiertelny wypadek. Brak podstaw do zaliczenia egzaminu.
Dlatego apelowałem aby przed egzaminem zobaczyć co daje na przykład dociśnięcie sprzęgła, samochód tak zwalnia, że można na spokojnie przejechać placyk.
Wiem, że ze stresu pewnie metoda na liczenie pachołków jest lepsza, ale nie ma to przełożenia na sytuację na parkingu.
Jeśli komuś trzęsą się ręce przez niedostatki magnezu (kawosze) to polecam przed egzaminem wyleczyć się z tego ![]()
Co do niwelowania stresu to gorąco polecam oddech ognisty, zimną kąpiel (jak na wasze możliwości) i oddech kwadratowy. Jest to mój poranny rytuał składający się z tych 3 rzeczy następujących po sobie.
Działa lepiej niż kawa. Daje skupienie, dużo mniejszy stres i moc na cały dzień ![]()
Egzamin na prawo jazdy wymaga pokazania podstawowych umiejetnosci radzenia sobie w ruchu drogowym. Takich naprawde podstawowych, bo jak ktos nie potrafi cofac bez uderzenia w pacholek, to dla mnie nie powinien znalezc sie na drodze.
Jezeli ktos zdaje 30 razy i dalej ma problem, to cos jest nie tak.
Wiadomo, ze egzamin i nauka na prawo jazdy nie przygotowuje do bycia kierowca i dopiero praktyka wiecej daje. Ale bez tych podstaw ciezko z praktyka. Bo co z tego, ze ktos pojedzie na zakupy, kiedy wyjezdzajac z parkingu przerysuje 5 innych aut.
37 2020-12-07 13:34:00 Ostatnio edytowany przez Britan (2020-12-07 13:34:53)
Egzamin na prawo jazdy wymaga pokazania podstawowych umiejetnosci radzenia sobie w ruchu drogowym. Takich naprawde podstawowych, bo jak ktos nie potrafi cofac bez uderzenia w pacholek, to dla mnie nie powinien znalezc sie na drodze.
Jezeli ktos zdaje 30 razy i dalej ma problem, to cos jest nie tak.
Wiadomo, ze egzamin i nauka na prawo jazdy nie przygotowuje do bycia kierowca i dopiero praktyka wiecej daje. Ale bez tych podstaw ciezko z praktyka. Bo co z tego, ze ktos pojedzie na zakupy, kiedy wyjezdzajac z parkingu przerysuje 5 innych aut.
Ja jestem zdania, że każdy jest w stanie nauczyć się wszystkiego dostępnego dla przeciętnego człowieka.
Chyba, że w grę wchodzi jakaś poważna choroba lub upośledzenie.
Takie osoby które zdają po 20-30 razy strzelam, żę są mocno emocjonalne i stresogenne.
Czyli trzeba wyeliminować stres, wyleczyć nerwicę czy coś pokrewnego i zbudować od nowa obraz samego siebie.
Lady Loka napisał/a:Egzamin na prawo jazdy wymaga pokazania podstawowych umiejetnosci radzenia sobie w ruchu drogowym. Takich naprawde podstawowych, bo jak ktos nie potrafi cofac bez uderzenia w pacholek, to dla mnie nie powinien znalezc sie na drodze.
Jezeli ktos zdaje 30 razy i dalej ma problem, to cos jest nie tak.
Wiadomo, ze egzamin i nauka na prawo jazdy nie przygotowuje do bycia kierowca i dopiero praktyka wiecej daje. Ale bez tych podstaw ciezko z praktyka. Bo co z tego, ze ktos pojedzie na zakupy, kiedy wyjezdzajac z parkingu przerysuje 5 innych aut.Ja jestem zdania, że każdy jest w stanie nauczyć się wszystkiego dostępnego dla przeciętnego człowieka.
Chyba, że w grę wchodzi jakaś poważna choroba lub upośledzenie.Takie osoby które zdają po 20-30 razy strzelam, żę są mocno emocjonalne i stresogenne.
Czyli trzeba wyeliminować stres, wyleczyć nerwicę czy coś pokrewnego i zbudować od nowa obraz samego siebie.
albo brakuje umiejetnosci, bo jazdy byly na odpiernicz robione. Ale czasami po prostu nie do wszystkiego sie nadajemy. Teoria to jedno, a praktyka to drugie i jezeli ktos nie czuje sie pewnie za kierownica, stresuje go to, ma nerwice, to jak zareaguje w przypadku stresogennej sytuacji na drodze?
Przejechanie na placu linii czy przesunięcie pachołka, to w rzeczywistości kolizja z innym obiektem z możliwością uszkodzenia auta swojego lub cudzego, potrąceniem pieszego itp. Wymuszenie pierwszeństwa na drodze, to potencjalnie śmiertelny wypadek. Brak podstaw do zaliczenia egzaminu.
Moze podam przyklad, bo widze, ze sie nie rozumiemy.
Zdawalam egzamin 4 razy. Pierwsze dwa oblalam na placu. Nie bralam zadnych dodatkowych lekcji, a jednak kolejne dwa zdalam plac i wyjechalam na droge. Czy moje umiejetnosci samoistnie sie poprawily? Nie, bo plac i inne male pierdolki (i nie mowie o wymuszeniu pierszenstwa, bo to pierdolka nie jest) nie zaleza tylko od umiejetnosci.
znaczenie, oczywiście, że ma, ale jeśli ktoś czuje, że sobie nie radzi, to powinien znaleźć taki punkt, kiedy zamiast na siłę komuś coś udowadniać, dopuścić do siebie myśl, że mimo szczerych chęci kierowcą nie będzie. Znam takich, którzy powinni w ten sposób postąpić, nawet pomimo otrzymania uprawnień, a jednak zwykła duma im na to nie pozwala.
I nie mówię tu o gasnącym silniku czy jakimś niewinnym (takie też są) przekroczeniu linii, ale jak ktoś nie panuje nad samochodem, myli gaz z hamulcem (nie ma znaczenia, że to może być pod wpływem stresu, bo w stresujących sytuacjach jeszcze nieraz przyjdzie mu jeździć), rozjeżdża pachołki, czyli potencjalnych ludzi, czy też zamiast w prawo, to wycofuje samochodem w lewo (myli kierunki), a nawet jeśli regularnie włącza niewłaściwe kierunkowskazy, to już stwarza realne zagrożenie.
Nie czarujmy się, ale jeśli ktoś zdaje 10 czy (o zgrozo!) 30 razy, to już należy do tego grona.
Swoją drogą jeśli komuś nie wystarcza 30 godzin jazdy, a przecież są tacy, którym to wystarcza, to zamiast się ten sposób tłumaczyć, zawsze może dokupić kolejne.O teoretycznym egzaminie nie wspominam, bo to kwestia nauki i zrozumienia
Nie no, tutaj sie zgadzamy, jezeli ktos myli gaz z hamulcem, albo nalogowo przejezdza na STOPie to jak najbardziej sie nie nadaje na samodzielne prowadzenie samochodu i ten egzamin powinien byc oblany. Ale znam osoby, ktore zdaja duzo razy, bo ciagle oblewaja na malych pierdolach.
I tez znam takie, ktore mimo zdania egzaminu za pierwszym razem sie nie czuja na to, zeby byc kierowca i nie decyduja sie na jazde samodzielna.
Uwazam, ze stres na egzaminie nie wynika ze stresu prowadzenia samochodu jako tako (bo ze swoim instruktorem ktorego znasz sie nie stresujesz), a bardziej z samego faktu, ze ktos jest egzaminowany.
Teoretyczny egzamin w mojej opini dotyczyl tylko nauki i zrozumienia, poki nie zmienili go na egzamin gdzie kazde pytanie ma okreslony czas. Dodatkowy stres, plus pytania, ktore sa wcale niepotrzebne do prowadzenia pojazdu (jak chociazby to slynne o tablice rejestracyjna).
Z wykupowaniem dodatkowych lekcji tez nie do konca sie zgadzam, bo to jest samo napedzajaca sie technika zarobku. WORD cie oblewa na jakiejs nieznaczacej rzeczy, kupujesz dodatkowe lekcje, placisz znowu WORDowi, i tak w kolko.
A np. praktykowanie z osoba, ktora ma juz prawo jazdy i siedzi z Toba w samochodzie tez moze byc bardzo skuteczne (trzeba tylko oznaczyc samochod). Tak jest w UK, mozna isc na egzamin bez widzenia sie z instruktorem. (Pewnie i tak bym kilka lekcji z instruktorem w takim wypadku wziela, podaje tylko przyklad).
Co do Twojego pytania o statystyke, nie, nie mam takich statystyk i nie sadze, ze takie istnieja, bo nikt nikogo nie pyta po wypadku ile razy zdawal egzamin. To jest tylko moja obserwacja (dlatego napisalam "uwazam"). Zdawalnosc za pierwszym razem (okolo 30% w Polsce) nie jest jednoznaczna z byciem dobrym kierowca. A glownymi problemami polskich drog sa w mojej opini alkohol, brawura i mala uprzejmosc na drodze.
snake napisał/a:Przejechanie na placu linii czy przesunięcie pachołka, to w rzeczywistości kolizja z innym obiektem z możliwością uszkodzenia auta swojego lub cudzego, potrąceniem pieszego itp. Wymuszenie pierwszeństwa na drodze, to potencjalnie śmiertelny wypadek. Brak podstaw do zaliczenia egzaminu.
Moze podam przyklad, bo widze, ze sie nie rozumiemy.
Zdawalam egzamin 4 razy. Pierwsze dwa oblalam na placu. Nie bralam zadnych dodatkowych lekcji, a jednak kolejne dwa zdalam plac i wyjechalam na droge. Czy moje umiejetnosci samoistnie sie poprawily? Nie, bo plac i inne male pierdolki (i nie mowie o wymuszeniu pierszenstwa, bo to pierdolka nie jest) nie zaleza tylko od umiejetnosci.
Ja bym powiedziala, ze wlasnie plac jest typowo umiejetnosciowy. Pamietam jak cwiczylam luk to byla taka typowo umiejetnosciowa rzecz. Mialam to tak wycwiczone, ze wiezialam kiedy zaczac skrecac itd. I tak mnie tego uczono. Tak samo ruszanie pod gorke bylo takim umiejetnosciowym testem. I jak dla mnie jak ktos na tym odpada, to pokazuje to tyle, ze za malo bylo tego placu.
Ja egzamin zdalam za 4 razem, ale z placu wyjechalam kazdorazowo
pierwsze dwa razy mialam te sama egzaminatorke, ktora potwornie sie czepiala i kazala mi parkowac w mega waskim miejscu (powaznie nie byloby jak drzwi otworzyc) i jak chcialam wyjezdzac tylem, to poleciala po hamulcach, bo bala sie ze porysuje auto obok
za drugim razem z nia to juz nie pamietam na czym polecialo.
Potem mialam super egzaminatora i zrobilam glupote, bo wyjezdzalam na warunkowym skrecie w prawo i sprawdzilam czy nic nie jedzie, ale sie nie zatrzymalam (bo mialam pusto), wiec to bylo od razu po egzaminie.
A potem na chillu zdalam, pamietam, ze bylam przeziebiona, nie chcialo mi sie, mialam ochote olac i wyjsc przed egzaminem, wiec zdawalam na totalnym luzie bo mialam to gdzies. Babka mnie wziela na skrzyzowanie, ktore przejechalam totalnie na czuja, bo jakbym sie spinala to w zyciu nie wiedzialabym jak je przejechac
i jakos poszlo.
Ale wlasnie takie umiejetnosciowe rzeczy pozwalaja na to, zeby potem nie rozwalic nikomu auta na drodze. Bo tu jest pacholek, tam moze stac dziecko.
41 2020-12-07 19:46:39 Ostatnio edytowany przez samotnax4 (2020-12-07 19:49:42)
Przede wszystkim to proponuję sprawdzic za co egzamin jest przerwany, a kiedy jest druga szansa. Z tego co piszesz nie masz o tym pojęcia. Proponuję wykupić parę jazd w szkole z dobrą zdawalnoscia i zacząć się uczyć, zamiast zwalać winę na instruktora.
Pachołek dotknęłem..nie przewróciłam go - za to właśnie egzamin zostaje przerwany. Tak samo jak za przejazd przez linie ciągła.
Weź się do nauki
Mi pomogło wykupienie kilku dodatkowych jazd u pani instruktorki która więcej mi przekazała niż szkoła jazdy do której uczeszczalam:) powodzenia!
nie mam pojęcia, w ogole nie mam zamiaru zdawać, bo uważam, że na kierowcę się nie nadaję. Potrafię się zderzyć ze slupem idąc chodnikiem i patrząc przed siebie, tak czasem odpływam myślami ;-) Wolę nie ryzykować przejechania człowieka czy jakiegoś kota. Jeżdzę tylko za miastem, na krotkie dystanse, z działki do wioskowego sklepu. Bo jeżdzić umiem i ponoć mam dryg. Ale znam siebie lepiej i wiem jak bardzo bywam rozkojarzona, więc wolę nie kusić losu. Bo jakbym miała prawko to pewnie bym jeździła a tak nie mam i jest bezpieczzniej na dzielni ![]()
Zresztą mieszlam w mieście, tu jest tak dobra komunikacja, że szybciej do pracy dojeżdżam autobusem (buspas) niż autem.
Obserwuję jednak kierowców i uważam, że niektorzy to te prawka chyba sobie kupili, tak koszmarnie jeżdżą i bez żadnej wyobraźni...
Podzielam więc opinie, że nie każdy musi być kierowcą. Nawet małpę można nauczyć wciskać pedały i kręcić kierownicą. Ale nie o to chyba w tym chodzi.
Mnie zjadał stress, jak jeździłam z instruktorem, to wszystko było bezproblemowo, ale obecność inspektora mnie strasznie denerwowała. Instruktor mi dał tabletkę na uspokojenie przed egzaminem i zdałam za 3 razem ![]()
45 2021-01-03 18:35:22 Ostatnio edytowany przez Michalmichalmichal (2021-01-03 18:36:23)
Golden_eye,
jeśli znowu oblejesz egzamin to pomyśl o wakacjach na których robisz prawko. Zdawalność 99%. Wiem, że w Łomży są organizowane takie turnusy. Na pewno jeszcze w jakimś innym mieście w Polsce. To jest wypad na 14 dni. Uczysz się przez większość pobytu tras tego małego miasteczka a na koniec masz egzamin z "przychylnym" egzaminatorem. Nie jest to tania opcja, ale raczej każdy zdaje.
Golden_eye,
jeśli znowu oblejesz egzamin to pomyśl o wakacjach na których robisz prawko. Zdawalność 99%. Wiem, że w Łomży są organizowane takie turnusy. Na pewno jeszcze w jakimś innym mieście w Polsce. To jest wypad na 14 dni. Uczysz się przez większość pobytu tras tego małego miasteczka a na koniec masz egzamin z "przychylnym" egzaminatorem. Nie jest to tania opcja, ale raczej każdy zdaje.
Może się i zdaje, ale skoro wszystko odbywa się w tak błyskawicznym tempie, cała nauka polega na poznaniu ulic jednego, niewielkiego miasteczka, a na koniec egzaminuje "przychylny" egzaminator, to może warto zastanowić się co potem? Czy kierowca będzie posiadał wystarczającą i sprawdzoną wiedzę, czy poradzi sobie w ruchu, czy będzie jeździł w sposób pewny i bezpieczny także dla innych?
Serio nie ogarniam myślenia typu "ważne, aby dostać uprawnienia, a potem niech się dzieje co chce".
Ją zdalam za 3 podejściem, pierwsze 2 podejścia nie dziwie się ze nie zdalam bo sama czulam ze nie jestem pewna za kółkiem.
Wrocilam na jazdy, wykupilam ich sporo i cały czas chciałam coś poprawiać aż w końcu zapytalam instruktora co mam jeszcze poprawić? A on mi odpowiedział :"uwierzyć w siebie " I uwierzylam, poszlam i zdalam ![]()
Ja tez miałam problem z egzaminem na prawko. Trzy razy podchodziłam do niego i zawsze oblewałam. Wreszcie zmieniłam szkołę i zrobiłam jazdy w innym ośrodku. I tam już po paru jazdach instruktor pokazał mi co robię nie tak. Nabrałam pewności za kółkiem i egzamin zdałam bez problemu. Jeżeli chodzi o szkołę w Rzeszowie to spokojnie polecam Kierunkowskaz naprawdę dobrze tam uczą jeździć.