Cześć wszystkim
Daniel z tej strony, 23 lata. Wychodzę do was z pewnym problemem, z którym borykam się już od pewnego czasu. Aby zrozumieć mój charakter i jego problematykę przedstawię wszystko od początku: jestem osobą bardzo ambitną, pewną siebie, nie bojącą się wyzwań i dążącą do spełnienia swoich marzeń. W dodatku tryskam energią na lewo i prawo(bieganie, siłownia, karate), na każdej imprezie dusza towarzystwa, pomysłodawca i "wariat". Ludzie dzięki mnie mają niezapomniane wrażenia.
Wiele w życiu osiągnąłem, od 1 października będę pracował w wymarzonej pracy, studiował na bardzo dobrej uczelni, mieszkał na swoim. Życie jak w Madrycie. Za wszystkie te osiągnięcia jestem przez znajomych podziwiany, motywowany do bycia lepszym i zagrzewany do walki o lepsze jutro. Naprawdę powiem wam, że jest to wspaniałe uczucie, kiedy człowiek staje się autorytetem dla innych. Dawni nauczyciele prawią komplementy, pękają z dumy na wieść o tym, że mogli mnie kiedyś uczyć. Tak samo jest z moimi dawnymi uczniami
Kocham pomagać innym, kiedy się uśmiechają jestem bardzo szczęśliwy. Taki już jestem, wolę oddać potrzebującemu niż samemu mieć. W przyszłości zamierzam stać się bogaty a następnie aktywnie uczestniczyć w pomocy potrzebującym. Chciałbym kogoś wykształcić, dać szansę na lepsze życie, nakarmić, dać schronienie. Dla mnie ludzkie życie jest bardzo ważne.
Mój problem leży w sferze uczuciowej i dzieli się on na wiele czynników. Pierwszy jest taki, że nigdy nie miałem dziewczyny i zacząłem teraz o tym myśleć. Przez całe dzieciństwo żyłem w rodzinie, gdzie niestety nie starczało do 1-ego i trzeba było nieco kombinować. Pomimo tego moja mama, babcia, tata i dziadek wyznaczyli sobie cel: wykształcić mnie najlepiej jak się da. A zatem motywowali, inwestowali we mnie argumentując tym, bym był lepszy od nich, bo oni nie mieli warunków. A ja, że od samego początku wykazywałem symptomy talentu do przyswajania wiedzy, zacząłem osiągać niebotyczne sukcesy. Tyle, że tak się w to wciągnąłem, że olałem wszystko inne. Imprezy, dziewczyny, spotkania itp. Stałem się niewidzialny i to podniszczyło moją psychikę. Do teraz mi trochę tego zostało, chociaż hartując swój charakter latami (wraz z pomocą przyjaciól) udało mi się przemóc i robić w życiu wiele ciekawych rzeczy. Niestety mam tendencję do dziwnego myślenia (czynnik nr.2 - zaraz wyjaśnię). Bardzo szanuję kobiety, moja babcia przekazała mi, że należy być wiernym aż po grób, mama, że kobieta to skarb w życiu mężczyzny.
Utrwalając te wartości jak i wiele innych starałem się poderwać jakąś dziewczyną, ale nie wychodziło. Dostałem chyba z 7-8 koszy :-D bo byłem... zwyczajnie... "sobą". Nieprawdopodobne a jednak. Dałem sobie więc spokój i skupiłem się na pomocy innym i spełnieniu swoich marzeń. Dwa z trzech już spełnione
Wracając jednak do czynnika nr. 2 to jestem uprzedzony faktem, że seks to krzywda dla kobiety. Penis do pochwy -> kalanie jej ciała. Nie wiem skąd się to wzięło, ale przez to mam jakiś dystans... (i tak... wciąż jestem prawiczkiem, ale z jakimi chęciami i pomysłami ;-P). Najprawdopodobniej nie rozumiem swojej seksualności, dużo o tym czytałem, ale pojęcia zawarte w tekstach za bardzo wyogólniają ów problem. Dlatego potrzebuję waszej pomocy: co powinienem zrobić, gdy chcę wejść w życie seksualne po całym dzieciństwie pracy i takim głupim myśleniu? Od razu dopowiem, że każda spotkana dziewczyna od razu szufladkuje mnie jako przyjaciela, pomimo szczerości, flirtu, nieprzewidywalności, pomysłowości czy bycia liderem w grupie. Czy ja coś robię źle? Czy moje zachowanie jest dziwne, może po prostu nie trafiam na swego rodzaju kobiety. Jestem w tym zielony
Długi wątek, ale gratuluję odwagi wszystkim tym, którzy go ukończą ;-P Whoah
to jak przebiegnięcie pół maratonu przez kogoś kto poćwiczył kilka dni ![]()