Cześć wszystkim
Nawet jeśli nikt tego nie przeczyta ani nie odpowie, to muszę się wypisać, wyżalić.
Mam 20 lat, mój facet 25 lat. Jesteśmy ze sobą w związku od 2 lat , a od blisko roku zaczyna się między nami dziać kiepsko, mimo to staramy się zawsze rozmawiać i jakoś dogadać, ale później jest to samo. Problem pojawił się w tym , że nie potrafi pokazać mi, że jestem ważniejsza od jego kolegów np. rozmowa nasz ostatnia "pojadę na wakacje więc ze znajomymi, a Ty siedź sobie sama w domu jak Pani"... przykre, bo chciałam z Nim jechać i też mówił, ze nie potrzebuje ze znajomymi już jeździć, że chce ze mną spędzić czas, a tu nagle taki tekst. Czuje się, jakbym była mu potrzebna tylko do pokazu przed znajomymi, która jest niestety w większości jego rodzinom, tworzą jakiś gang dla mnie... strasznie dużo w nich fałszu jest, dwulicowości i wszystko skupia się tylko na alkoholu, rzeko z powodu interesów...
Jestem w stanie wiele zrozumieć, jak kocham drugą osobę... późna praca etc. Ale ostatnio czuję się już wgl niepotrzebna do niczego Mu, a problem jest w tym że bardzo Go kocham, jednak nie na tyle, aby zaakceptować to, ze nie umie mi okazać uczuć i pokazać że jestem ważniejsza, ze to ze mną chce coś tworzyć ;c Też nie jestem święta i rozumiem, ze może mnie nie chce ze względu, iż po wypadku samochodowym i poważnej operacji stałam się bardzo nerwowa i rozchwiana emocjonalnie... jedno słowo potrafiło mnie doprowadzić to wściekłości i wypowiadałam wiele słów, które później żałowałam... starłam się jednak to później odpracować, chociaż wiem ze to głupie i pewne słowa w nas zostają, chociaż nie wiem jak druga osoba chciała to naprawić. Zrobiłam też błąd, ze za wiele razy mu pokazałam, ze jestem cała dla niego... za dużo mu dałam, usługiwałam, zapewniałam... ale taka jestem, potrzebuje uczuć i sama chce żeby osoba, z którą jestem czuła i wiedziała, była pewna że jest ważna i kochana... Pojechał do Lwowa, zostawił mnie ( bo akurat pracowałam) mimo ze błagałam ze to tylko 1 dzień pracuje i żeby został ze mną, ze potrzebuje Jego wsparcia tutaj ( długi weekend czerwcowy) niestety pojechał... zerwałam z nim wtedy ale przyszedł przepraszał, obiecywał... uwierzyłam i znowu lipa. Po wypadku nie mogłam w grudniu lecieć na wakacje, zostawił mnie poleciał z kolegami też... niby znowu żałował obiecywał i dupa ;/
Tydzień temu jechaliśmy do sexuologa, gdyż ma problemy z przedwczesnym i po około roku rozmów wreszcie sie zdecydował. Niby mi podziękował, jak odwiózł mnie do domu, ale w drodze usłyszałam przykre słowa:
"nic mi nie dajesz" "wchodzisz mi na głowę" "mało Ci ciągle czasu ze mną" " w niczym mi nie pomogłaś"
Wiele wcześniej słyszałam też teksty, że " jesteś dwulicowa, wyżej srasz jak tyłek masz i trzeba Ci w niego wejść żebyś była zadowolona" ... niby przeprosił, ale bardzo mnie to zdziwiło, gdyż jest On spokojnym człowiekiem, który taki słów nie używał ;o
od wyjazdu do sexuologa nie odzywam się do Niego, mimo iż się nie kłóciliśmy tylko On do mnie gadał takie rzeczy, a ja już nie miałam siły się odzywać i setny raz mu tłumaczyć jak źle się czuje, kiedy mi pokazuje, ze znajomi wygrywają. Kocham Go, wiązałam z Nim przyszłość, razem wiele rozmawialiśmy o niej, ale od kilku miesięcy nie wiem, jakaś porażka. Dziś 4 dzień jak nie gadamy, mimo ze tej kłótni nie było i ja nic złego nie mówiłam! ;/ Czuje się kiepsko, bo wiem, ze nie zawiniłam... Nie wiem co ja mam o tym już myśleć ;c