netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

ciąża...zdrada...toksyczny związek...

11 odpowiedzi5 325 wyświetleńzałożony przez Ms.Bianka, 10.12.2009

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ciąża...zdrada...toksyczny związek...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: ciąża...zdrada...toksyczny związek...

Witam wszystkich...Postaram się jak najkrócej ująć moją sytuację...Jestem w 6 miesiącu ciąży i z chłopakiem związana 7 lat, jest ode mnie starszy o 10 lat i ma już na koncie jeden rozwód i trójkę dzieci...Tak związałam się z takim mężczyzną...z szalonej miłości. Kochałam go bardzo mocno (on mnie też)ale sytuacja jego "dorobku" z przeszłości często mnie przerastała...byłam tak zaślepiona miłością i tak naiwna, że nawet wybaczałam mu zdrady...nie wiem sama tak naprawdę ile ich było...na pewno 3...przez ten cały czas jak jesteśmy razem to nie zliczę ile razy odchodziłam od niego...cierpiałam kochałam i ...wracałam bo on nie pozwalał mi odejść z "miłości" ...i cierpiałam bo mu nie ufałam i nie ufam do tej pory!starałam się zapomnieć o tych zdradach ale nigdy tak naprawdę nie wybaczyłam i wiem że nie jestem w stanie mu tego wybaczyć, cały czas mam podejrzenia (On twierdzi że się zmienił że zrozumiał swoje błędy ale ja nie potrafię wierzyć w jego słowa...strasznie mnie to męczy)

Ostatni raz chciałam odejść od niego przed latem...i to tak serio...znowu ten sam scenariusz...on ze łzami w oczach proszących...mimo że nie chciałam to przyjeżdżał, dzwonił, robił się nadto troskliwy...ja twardo stałam przed tym że to i tak koniec, było mi lżej w tamtym czasie podjąć tą decyzję bo wyjeżdżałam na obóz żeglarski..no ale tak w swojej oziębłości wytrzymałam 2 dni na obozie, potem rozmawiałam z nim normalnie...czyli wrócił stan "jest ok" Po powrocie on już z utęsknieniem czekał...potem miłe chwile, gorące noce i z jednej z nich(dobrze wiem kiedy) on specjalnie nie zdążył (uprawialiśmy przerwany sex)
Wiem to głupie i zawiłe wszystko... sad ale ja na to do niego : -Ja nie chcę mieć dziecka (w myślach tylko nie z Tobą) a On -Fajnie będzie, będziemy mieć dzidziusia...nic się przecież nie stanie. Pamiętam to dokładnie, obróciłam się do niego plecami i chciało mi się strasznie beczeć...

Po 3 tyg.okazało się że jestem w ciąży...Dla mnie rozpacz...bo mimo tego że jestem z nim 7lat to zawsze miałam nadzieję że odejdę od niego i nie będę się już tak męczyć...a teraz to maleństwo przyjdzie na świat i nie chcę go pozbawiać ojca...poza tym boję się że nie poradzę sobie finansowo...I tkwię tak teraz już dla tego maluszka w tym...na siłę wmawiam sobie że będzie ok chociaż tak naprawdę jest coraz gorzej...bo on wie że ma mnie już w garści...że dziewczynę z brzuchem to już żaden inny nie będzie chciał...bo tego chyba tak naprawdę on się bał i nie mógł znieść myśli że mogłabym być z innym...taki typ Pies ogrodnika.

Co najgorsze, że teraz gdy ja zaczęłam na poważnie się starać stworzyć dom temu dziecku...to on mnie coraz bardziej zlewa i mam wrażenie że oddala się...nie mieszkamy razem bo na razie nie ma takiej możliwości...plan jest taki że w przyszłości dobudujemy się do mojego domu...ale to nie istotne...problem tkwi w tym, że gdybym teraz postanowiła odejść od niego z tym brzusiem to jestem pewna że on by mnie w ogóle nie zatrzymał....zaczyna się wszystko walić na łeb...już mu nie zależy jak jeszcze 5 miesięcy temu...nie interesuję się mną za bardzo, zajął się swoją praca...już nie chce przyjeżdżać do mnie i zostawać na noc...teraz kiedy potrzebuję wsparcia od niego( bo będzie dziecko..moje pierwsze) to on mnie olewa...dosłownie.Już zaczęłam znowu podejrzewać że sypia z inną...bo mnie nie chce już nawet przytulić żadnego czułego gestu z jego strony...nie mówiąc o tym że często chciał się kochać a teraz nie....zapytałam się jego wprost czy moje ciało jego brzydzi w takim stanie..? wyparł się tego, postukał się w czoło i znowu usłyszałam że coś wymyślam...Nie czuję żadnego wsparcia z jego strony...to mnie dobija, nie dawno otworzył bar i pracuję w nim 12h codziennie i mogę liczyć tylko na jeden tel. od niego w ciągu dnia...i ta rozmowa nawet nie klei się bo ja jestem rozżalona...i mam pretensję do niego o to że ma mnie...gdzieś. Znowu chcę uciec od niego...on jest beznadziejny...1 dzień na 3 czuję że jakoś wytrzymam a resztę dni czuję beznadzieję.... Powinnam się cieszyć że niedługo zostanę mamusią...ale nie potrafię....czasami mi się wydaję że dam radę sama...ale chyba jestem za słaba psychicznie...

Wiem miało być krótko...nie wiem czy komuś się tyle będzie chciało czytać...ale to zaledwie kropla w morzu tego toksycznego związku...

2

Odp: ciąża...zdrada...toksyczny związek...

wiesz, że miałaś odejść wtedy kiedy chciałaś.... zanim pojawiła sie w brzusiu dzidzia........
no ale za późno na gdybanie..... z tym człowiekiem i tak nie bedziesz szczęśliwa.. wiesz o tym... wybaczyłas zdrady, wracałaś.... on teraz wie ze moze wszystko i nawet to, że nie musi sie juz starac.... trudno powiedziec czy znów ma kogos czy to taki typ.... nie zazdroszcze ale wiedziałas wcześniej jaki jest! po co w to brnełaś? bo kochałas tak... i masz teraz kochanie.... a raczej olewanie, ból i łzy.... warto było? nie łatwiej było wtedy zacisnąć zęby i odejść i dac sobie szanse na szczęście??
Teraz juz trudno..... ale za to będziesz mieć dzidzie dla której nie mozesz sie teraz denerwować.... skup sie na sobie i dziecku... wazne  jest teraz ze skoro nie masz wsparcia u niego to żebys miała w rodzinie.... masz??

3

Odp: ciąża...zdrada...toksyczny związek...

Szkoda, ze nie bylas dosc silna, zeby go zostawic zanimjeszcze pojawilo sie dziecko. Ale wie to kazda z nas, ze milosc jest slepa i bardzo latwo wybacza nawet najciezsze grzechy. Niedobrze, ze on jest takim dupkiem i teraz,kiedy naprawde potrzebujesz jego wsparcia, on pokazuje cala swoja twarz i to te niezbyt dobra. Ale teraz musisz byc spokojna i jednoczesnie silna nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla dziecka. Pakuj manatki i zwiewaj. Jestes mloda i nawet z dzieckiem znajdziesz fajnego i godnego zaufania faceta. Jesli on zawiodl Cie juz tyle razy, co bedzie pozniej? Pozdrawiam cieplo i trzymam kciuki.

4

Odp: ciąża...zdrada...toksyczny związek...

Może to zabrzmi zbyt drastycznie, ale Kochana wiesz ile kobiet samotnie wychowuje swojego dzidziusia? I wiesz ile kobiet cieszy sie z tego? łatwo zniszczyć sobie życie przy kimś niewłąściwym, i dlatego mamy wpływ na to z kim jestesmy! Facet co ZDRADZA, OLEWA, NIE CIESZY GO TWÓJ WIDOK nie jest dobrym kandydatem na towarzysza życia, a co dopiero na ojca! Jestem pewna że napewno podejmiesz przemyślaną decyzje, musisz tylko byc dzielna! Pozdrawiam

5

Odp: ciąża...zdrada...toksyczny związek...

majorka masz rację wiedziałam jaki jest...pokazał mi to nie raz...i nie raz walczyłam za sobą żeby uciec od tego...nie udawało mi się bo...mocno kochałam...on potrafił być kochający...i ja znowu poddawałam się dobrym chwilą...potem znowu coś nie tak...i znowu cierpiałam...wiem to chore ale wtedy nie wyobrażałam sobie że on będzie z inną...dla mnie wtedy to tak jakbym poniosła porażkę...bo to była cały czas walka z zazdrością...jakby o "przetrwanie" tamte wiedziały że on jest ze mną więc nigdy nie chciałam, żeby poczuły satysfakcję, że mnie zostawił dla niej...wiem! wiem! to było chore! najśmieszniejsze jest to że to on sam przyznał się do 2 zdrad...trzecią sama odkryłam i zawsze cierpiał, przepraszał, tłumaczył że nie wie dlaczego to zrobił...że alkohol itp. 
Tak od 3-4 lat niby się uspokoił...ale ja i tak cierpiałam bo te zdrady często wracały, śniły mi się po nocach...od dłuższego czasu wiem że go już nie kocham...że jestem chyba z nim z przyzwyczajenia...no i teraz tym bardziej dla dziecka...i wiesz co gdyby był ok dla mnie to pewnie dalej bym w tym tkwiła i udawała że tak to już chyba musi być...Ale niestety nie mogę na niego liczyć i szlak mnie trafia bo tak jak napisałaś on wie że teraz już nie musi się starać....

Jeśli chodzi o moją rodzinę...Mieszkam tylko z mamą...reszta rodzeństwa wyprowadziła się "na swoje" 1 siostra i brat mieszkają w tej samej miejscowości...udaję przed nimi że jest ok..tylko bratowa tak naprawdę wie jak jest, chociaż nie chcę jej zawracać głowę bo widzę jak się tym przejmuję, już od dawna wspierała mnie żebym go zostawiła...Wszyscy wiedzą że ma przeszłość a mimo to zaakceptowali go, mama go zaakceptowała bo on potrafi w śród moich bliskich być kochany dla mnie troskliwy...i wszystko co najlepsze dla mnie. Mama go szczerze polubiła, On dla ludzi jest otwarty...chętny do pomocy, potrafi przyciągać ludzi...ma taki dar i wszystkim w koło się wydaję, że on jest w porządku....jest! dla innych ale nie dla mnie sad  Tak to wygląda...

6

Odp: ciąża...zdrada...toksyczny związek...

aga333 Masz w 100 % rację. Rozsądek mi to samo podpowiada, że muszę być silna dla dziecka...stąd znowu przemyślenia o ucieczce...Tylko że on potrafi mną tak manipulować... raz mi się wydaję że będzie ok że muszę się przyzwyczaić do tego że "jesteśmy razem" ale każde z nas ma swoje drogi...a potem znowu otwieram oczy i mówię sobie NIE tak nie może być to żaden związek, nie ma partnerstwa nie ma zaufania...nie ma szansy na przetrwanie...ostatnio też przestałam dzwonić do niego...żeby mu pokazać że też go olewam...nie odbierałam telefonów od niego( a było aż ich jeden na dzień) ...nie przyjechał nawet sprawdzić co się ze mną dzieję...a mamy od siebie około 3 km Gdybym nie była w ciąży to tych tel.było by chyba z 20 dziennie i parę smsów i stałby pod drzwiami z obawy że naprawdę odeszłam... tak wytrzymałam 4 dni...gdy odebrałam ten łaskawy jeden tel. to mnie od chorych psychicznie wyzwał, że znowu sobie coś wkręcam i że co się niby stało...?! bo przecież dzwonił...aż raz dziennie a mi się nawet gadać z nim nie chciało bo o czym?jak nawet takiemu to miłego słowa nie można powiedzieć...bo ja już takich słów dla niego nie posiadam...jest wieczny żal...i nie zrozumienie...
aga333 dziękuję za słowa otuchy...wiem nie mam co na niego liczyć.. Pozdrawiam

7

Odp: ciąża...zdrada...toksyczny związek...

malgosiagosia  dziękuję za wiarę we mnie...ja już to dawno wiedziałam, że on nie jest kandydatem na całe życie...tylko nie wiem dlaczego nie miałam siły go zostawić...nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć...po prostu najpierw z ślepej miłości a potem z czystej głupoty...a teraz to męczę się dla tego nie narodzonego maleństwa...chociaż wiem że dzidzia będzie szczęśliwa jak jego mamusia będzie szczęśliwa...tak podobno mówią....pozdrawiam

8

Odp: ciąża...zdrada...toksyczny związek...

myślę ze powinnaś od niego odejsc, bo on nie bedzie dobrym ojcem. moja przyjaciółka mieszka na wsi nie ma pracy, jest z biednej rodziny, zostawił ją chłopak jak była w 4 mies. ciązy i wiesz co dała sobie radę,naprawdę. nie ma alimentówale jedynie 300zł z opieki społecznej i daje radę.jestes mądrą osobą napewno sobie poradzisz, wiem ze bedzie ci cieżko ale myślę ze ten facet wiećej zaszkodi aniżeli pomoże. zawsze możesz go podać o alimenty  i poporodowe. chyba nie chcesz zeby całe zycie wasze dziecko słyszało jak sie kłocicie o jego kochanki i widziało jak cierpisz. a to ze bedziesz miała dzidziusia wcale cie nie przekresla ze nie znajdziesz sobie fajnego chłopaka. ja wierze ze jeszcze tacy są. pozdrowienia dla ciebie i dla dzidzi smile

9

Odp: ciąża...zdrada...toksyczny związek...

jeangrey1 on ma już 3 dzieci z poprzedniego związku...i ma dobry kontakt z nimi...one są strasznie za nim...nie wiem jak to będzie z naszym..?nie wiem czy jak odejdę to będzie chciał widywać dziecko?(wątpię) Tamtą trójkę wychowywał na samym początku był z nimi w domu...
Kurczę mam mętlik w głowie...wiem że jakoś bym pociągnęła sama...ale to straszne że będę musiała z tym człowiekiem walczyć...walczyć ze sobą...z zazdrością...mimo wszystko jestem z nim długo i stał mi się kimś bliskim...mimo tylu rozczarowań. A ja jestem taka "miękka faja" że obrażam się na chwilę...i łatwo mnie ugłaskać...a potem cierpię bo te wszystkie chore i przykre sytuację z jego strony wracają i niszczą mnie wewnętrznie...Co za życie hmm sama sobie zgotowałam taki los...nie raz myślę o psychologu...jak już podejmę ten ostateczny krok to bez niego się nie obejdzie...
Wczoraj wieczorem gdy przyjechał po pracy...znowu dał mi powody do zazdrości...echhh nie chcę być już niewolnicą jego zagrywek...
jeangrey1 dziękuję za dobre słowo...po to tu napisałam...to mi daję trochę więcej wiary w siebie...i wiary w uśmiechniętą przyszłość... Mam nadzieję że jak już maluszek przyjdzie na świat to wyleję na niego całą miłość tak żeby nie starczyło jej dla tego drania...żebym nie miała czasu już myśleć o tych zmarnowanych latach...

10

Odp: ciąża...zdrada...toksyczny związek...

Ms.Bianka na Twoim miejscu otworzyłabym sie na rodzeństwo... napewno Ci pomoga i mama. Przeciez mieszkasz z nią, wszystko sie jakoś ułozy. Naprwde nie masz przyszłości przy tym człowieku. Pomyśl o dzidzi... Odeszłabym na Twoim miejscu, na poczatku bedzie ciężko ale dasz rade zobaczysz!!!

11

Odp: ciąża...zdrada...toksyczny związek...

myślę że dla maleństwa które nosisz pod serce jesteś w stanie o nim zapomnieć.Co z tego że jest ojcem jak nie potrafi się zaopiekować tobą. Moja koleżanka miała podobną sutuację , niby wielka miłość, byli ze sobą dwa lata. I stwierdzili ze chca miec dziecko,jak probowali to nie wyszło a jak sie rozstali to okazało się  że moja kolezanka jest w ciazy.Do 4 miesiaca było pomiedzy nimi w miarę,ale potem sie pokłócili i jej chłopak powiedział ze dla niego dziecko to jest problem którego on by się chciał pozbyć.Moja kolezanka zdenerwowała się, zaczeła krwawić( na szczescie nic powaznego sie nie stało) a matka mojej koleżanki wyrzuciła go z domu.Dzisiaj jak sie widzą na ulicy to obydwoje głowę w bok i na siebie nie patrzą.A on nigdy nie przyszedł zobaczyć małej, nigdy nie przeprosił mojej koleżanki.Nie zrobił nic tylko dalej koledzy piwko itp.Do tego moja koleżanka nie za bardzo może liczyc na pomoc matki, gdyż jej mama miała raka macicy i chodzi schorowana, ojciec i brat piją. jedynie młodszy brat coś jej pomaga, ale pracuje na stażu wiec ma grosze.Ja tez staram się pomagać bo jestem dla małej chrzestną.Powiem ci szczerze ze myslalam ze moja kolezanka się załamie a zadziwiło mnie to jak sobie swetnie daje rade, ja myslę ze ty tez sobie swietnie poradzisz naprawdę trzymam kciuki smile

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » ciąża...zdrada...toksyczny związek...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026