hej!
Pierwszy raz w życiu zarejestrowałam się na forum! Mam nadzieję,że wszystko ogarnę, choć już pisałam mój pierwszy post (chyba z godzinę, po czym gdy chciałam go dodać nie udało się!
, ale może to i lepiej, był dłuugi i pewnie połowa z Was nie dotarwałaby do końca
). Dołączyłam do forum, ponieważ uważam,że czasami warto poznać opinię i rady osób postronnych
mam nadzieję, że i ja będę mogła służyć Wam swoimi radami!
Jeszcze tylko krótko napiszę o sobie, a następnie przedstawię Wam swój problem (przecież bez powodu tu nie dołączyłam;)). Mam 21 lat, studiuję, jestem lubiana, towarzyska,na urodę raczej nie narzekam, jednak to co mnie trapi i wielu może wydać się dziwne...nigdy nie miałam chłopaka...może jestem zbyt nieśmiała, może jestem zbytnią romantyczką,a może po prostu zbyt wybredna
I teraz opis mojego problemu:
Jest chłopak,który jest we mnie zakochany...ale od początku: poznaliśmy się jeszcze w liceum, widywaliśmy się na imprezach. Od wspólnych znajomych wiedziałam, że mu się podobam. Około roku temu zaproponował mi spotkanie, uznałam,że czemu nie? Chłopak jest naprawdę spoko, sympatyczny, dobrze wychowany, z dobrego,zamożnego domu, na świetnych studiach, z pasjami, dbający o siebie i na dodatek całkiem przystojny...niestety "nie ciągnie mnie do niego" ![]()
Od pierwszego spotkania dawał znać,że liczy, że będzie między nami coś więcej. Postawiłam sprawę jasno i po kilku spotkaniach powiedziałam,ze z mojej strony nie może liczyć na związek. On niemal ze łzami w oczach powiedział,że jeszcze takiej dziewczyny jak ja nie spotkał w swoim życiu, że jestem wyjątkowa i, że będzie na mnie czekał, aż zmienię zdanie...A tymczasem nie chce tracić ze mną kontaktu i chce, abyśmy nadal się spotykali, zwyczajnie jak przyjaciele. No i tak przez ten rok się spotykaliśmy. Myślałam,że to tylko takie gadanie,że znajdzie sobie dziewczynę i mu przejdzie, a ja zyskam fajnego kumpla, ale nie...minął niemal rok, a on podpytuje co jakiś czas czy kogoś mam; gdy się żegnamy przytula mnie tak,że myślę,że nigdy nie puści i dopytuje,kiedy się znowu widzimy; kiedy idziemy do kina, ja oglądam film, ale on mam wrażenie myśli tylko o tym,żeby złapać mnie za rękę,albo przytulić; jeśli nie odzywam się do niego choć przez tydzień ma wyrzuty; gdy byłam na imprezie na której byli też jego kumple odniosłam wrażenie,że moje imię coś im mówi...; przedwczoraj gdy się widzieliśmy, zaproponował,że może pójdziemy do niego,że rodziców nie ma w domu ( nie wiem czy to mnie miało zachęcić, czy jak? w każdym razie wolałam nie sprawdzać i się wymigałam
).
I teraz moje pytanie do Was, które dręczy mnie po rozmowie z przyjaciółką. Przyjaciółka jest moim zupełnym przeciwieństwem pod względem doświadczenia z facetami, powiedziała,że ten obecny poza którym świata nie widzi, na początku w ogóle jej nie kręcił, że spotykała się z nim tylko w jednym, wiadomym celu... Powiedziała,że może warto dać szansę temu wyżej opisanemu, że może z czasem się wkręcę na dobre, a tymczasem "odhaczę" parę rzeczy, bo w pewnym wieku już nie wypada być taką niedoświadczoną... No i jak sądzicie? Spróbować? Można po pewnym czasie się "wkręcić" i zakochać? Co do niego mam pewność,że jestem dla niego ważna i ma dobre intencje.
1 2015-08-13 23:49:30 Ostatnio edytowany przez limonka93 (2015-08-13 23:52:29)
Podobne tematy
2 2015-08-14 00:28:36 Ostatnio edytowany przez ad rem (2015-08-14 00:29:30)
Jezooo...
Co to oznacza 'odhaczyć kilka rzeczy"??
To jakaś konkurencja jest? Czy checklist?
Jak lubisz chłopaka, to mu du** nie zawracaj.
Sama piszesz, że nic do niego nie czujesz i nie chcesz z nim związku.
To po co masz w takowy wchodzić? Chyba tylko żeby nim się pobawić i złamać serce.
To jest człowiek, żywa istota.
On ma dobre intencje w stosunku do Ciebie.
A Ty w stosunku do niego jakie?
Ad rem - święte słowa
Tylko zauważ - ten chłopak się autorce jakby nie było narzuca i nie odpuszcza..
Ona - jasne, że nie powinna wchodzić w bliższa relację z nim nie czując nic.
Ale trzeba też zauważyć, że ten gość nie przyjmuje "nie" za odpowiedź i tym sam bata na siebie kręci.
Ile na Forum takich wątków, gdzie jedno nie chce, drugie je niemal zmusza do związku..a potem po kilku miesiącach jest płacz i żale.
Elle, owszem.
Ale ona mówi jasno że nie chce, powiedziała mu to i się kumplują.
Jego uczucia nie uległy zmianie, jej też nie.
Ale mimo to, ona się zastanawia, czy się jednak nie związać żeby sobie punkciki poodhaczać..No bo skoro sam się pcha...
On kręci biczyk zaślepiony, podlewając swoje zauroczenie regularnymi kontaktami.
Ale ona może być mądrzejsza. I nie wchodzić w ten związek ' z braku laku'.
No to niech nie wchodzi - jestem za
Mowię tylko, że człowiek zadurzony jest ślepy i głuchy,a potem pretensje.
Reasumując: Autorko, nie krzywdź chłopaka.
6 2015-08-14 00:48:31 Ostatnio edytowany przez ad rem (2015-08-14 00:48:47)
Si, seniorita.
Jesteśmy w tym zgodne:)
Autorko- a najlepiej ochłódź tę 'przyjaźń', zdystansuj się do niego, chłopak dozna szoku, ale może rzeczywistość zacznie do niego docierać.
A ja sie dziwie czemus innemu:
Wiesz, ze on w kinie, nie na filmie sie skupia, tylko na tobie.
Wiesz, ze kombinuje, zeby sie zblizyc
Wiesz, ze on caly czas zabiega, i nie jak o kumpele
Wiesz, ze on ciebie pragnie
Wiesz, widzisz, czujesz to, i nie przeszkadza ci to w kontaktach z nim?
Nie czujesz sie glupio nie odwzajemniajac tego afektu?
( tez mi sie takie sytuacje zdarzaly, ale z zonatymi, i moja podlosc byla usprawiedliwiona- wg mnie.
Jak sie durny lovelas napala, to jego problem, ale u was chyba nie ma podstaw do takiego wyrachowania)
Oldorando,
bo ją to miło gila, że on taki zakochany...
Humanitarna jednostka już dawno by ukróciła jego cierpienia, bo to żadna przyjaźń jest..
9 2015-08-14 01:14:48 Ostatnio edytowany przez iggam1000 (2015-08-14 01:16:22)
No a akurat moja kuzynka weszła w związek z chłopakiem który jej nie kręcił i był bo był przez jakiś czas. A potem ona zaczęła się angażować. Teraz juz jest pewna ze go kocha, są ze sobą kilka lat, mieszkają razem.
No, ale nikt tu autorce nie napisze, czy ona z czasem sie zakocha, czy nie.
Ale na te chwile, to jakies zimno suczowate jest.
- chodzic z nim, i patrzec, jak on sie napala...
- uzyc go do odhaczenia zaleglosci, bo on bezpieczny...
Takie to wyrachowane.....
No, wyrachowane..ale jak on sam się na tej tacy podaje..
Trzeba siły charakteru i empatii by nie skorzystać.
A człowiek, na pewnym etapie, jest jak drapieżnik na polowaniu: "przetrwają najsilniejsi" ![]()
Trzeba docenić jednakowoż, że autorka poddała temat refleksji, bo mogła po prostu skorzystać z okazji i zaślepienia.
Autorko, co postanowiłaś?
Albo właśnie czystości własnych intencji.
I właśnie jak się tak podaje..
Już gdzieś dyskutowałyśmy o tym: ktoś się we mnie angażuje, ja wiem że nie, ukrócam akcję i nie podtrzymuję złudnych nadziei.
Stwarzanie pozorów że 'może, może', tam gdzie 'nie może' to już zabawa.
A autorka pewnie śpi jak normalni ludzie, i nie wie że jedziemy po niej tutaj tłumnie;)
Nie no, jasne - hazard uczuciowy zawsze niesie spore ryzyko, że zostawimy po sobie sporo syfu w postaci blizny na czyimś ciele emocjonalnym.
Nie ma sensu.
Autorka śpi jak normalny człowiek zapewne.
Po 01:00 regularnie od kilku dni Forum przejmuje zlot czarownic, w stałym mniej więcej składzie.
Trudno jej się dziwić, że wybrała sen ![]()
Hahaha:)
Gdzie ta moja miotła?Hm...:)
Nie wygłupiaj się, teraz możesz wyjąc ![]()
Do którego wątku odbijamy? ![]()
16 2015-08-14 02:14:20 Ostatnio edytowany przez ad rem (2015-08-14 02:22:48)
Weeź,
zaśmiecamy ludziom posty:D
A ja nie uwazam, zeby to bylo takie " korzystanie" i nie ogladanie sie na czyjes uczucia.
Po mojemu, to bylbyndyskomfort, po prostu.
Opowiem wam.
Mialam w pracy taka sytuacje( moja pierwsza)
Facet mnie podrywal. Uparcie, nagminnie i wytrwale.
Dystans mialam do tego, bo nie chcial tej relacji przeniesc poza prace, tylko swirki bajerki....
Postanowilam go sprawdzic, uruchomilam ziemie, niebo i pol piekla, i sie dowiedzialam, gdzie mieszka, i ze mieszka z zona, 2 corkami, siostra i tesciowa.
Pomyslalam sobie- " takis ty?!?!"
Dobra, bedziesz tanczyl, ale na moja melodie...
I przez dwa lata go uwodzilam, zwodzilam, bajerowalam...
On fochy strzelal, blagal, zloscil sie, przeklinal.........................i......nic.
Cala firma miala ubaw, z jego determinacji, a najwiekszy chyba ja.
To byla pierwsza moja sytuacja, kiedy bajerowalam bez zamiaru zblizenia.
I tak- robilam to z premedytacja,....
Ale moja sytuacja zasadniczo rozni sie od sytuacji autorki. Kogos, kogo lubie, cenie, kto jest mi bliski, to bym tak nie mogla.....
Oldo,
ja nie twierdzę że ona to robi z premedytacją.
Ale gdzieś podświadomie jej przyjemnie, że ktoś tak o nią zabiega.
I ona nie widzi nic złego zapewne w tym, że mają kontakt. W końcu on się też na to zgodził ( żeby w ogóle mieć ten kontakt, i żeby coś wyżebrać...)
I właśnie- z kimś ważnym byś tak nie mogła.
Wiedziałabyś że ktoś wkręcony, a Ty tego nie jesteś w stanie odwzajemnić i być nie ciągnęła.
I tak w sumie w końcu zrobił ten mój...może nie ma co na nim psów wieszać...
Oldo,
ja nie twierdzę że ona to robi z premedytacją.
Ale gdzieś podświadomie jej przyjemnie, że ktoś tak o nią zabiega.
I ona nie widzi nic złego zapewne w tym, że mają kontakt. W końcu on się też na to zgodził ( żeby w ogóle mieć ten kontakt, i żeby coś wyżebrać...)I właśnie- z kimś ważnym byś tak nie mogła.
Wiedziałabyś że ktoś wkręcony, a Ty tego nie jesteś w stanie odwzajemnić i być nie ciągnęła.
I tak w sumie w końcu zrobił ten mój...może nie ma co na nim psów wieszać...
Ide do ciebie, poczytac........
20 2015-08-14 02:35:30 Ostatnio edytowany przez ad rem (2015-08-14 02:36:20)
Oldo, tam nie ma za wiele.
Smaczki to znasz z naszych pogaduch:)
Oldo, tam nie ma za wiele.
Smaczki to znasz z naszych pogaduch:)
Tak- wiecej wiem z naszych pogaduch....
Dziwne uczucie, jak tak sobie czytalam...
Ten moj ostatni przyjaciel taki byl podobny w pisaniu do aurory...
( przykre uczucie.....)
Dziś się dyskusja wartko potoczyła, nie powiem, i sobie przerabiam jednak pewne kwestie 'na żywo'.
A Aurora bardzo sensowną osobą jest- sądząc po postach.
To już, odganiaj (miotłą) te przykre uczucia:)
Dziś się dyskusja wartko potoczyła, nie powiem, i sobie przerabiam jednak pewne kwestie 'na żywo'.
A Aurora bardzo sensowną osobą jest- sądząc po postach.To już, odganiaj (miotłą) te przykre uczucia:)
Spoko, juz sie im nie dam...
To " uczczenie minuta ciszy bylo"
jejku! Nie spodziewałam się takiego odzewu!
dziękuję Wam bardzo!
Trochę mi się od Was dostało, no, ale liczyłam się z tym pisząc tego posta... Muszę przyznać, że słusznie piszecie i pomogłyście mi
Wcześniej nawet nie zastanawiałam się nad możliwością, aby jednak dać mu szansę, wszystko się zmieniło po tych nieszczęsnych słowach mojej przyjaciółki. Zaczęłam się po prostu zastanawiać, czy może fakt,że nie mam chłopaka nie wynika z tego, że mam złe wyobrażenie odnośnie tego jak to wszystko powinno się zacząć. Ja zawsze wyobrażałam sobie, że kogoś poznam i po prostu będę wiedziała,że chciałabym z nim być, a nie takie wiązanie się z kimś z braku laku, licząc, że z czasem pojawi się uczucie. Zapytałam Was co sądzicie, bo jeżeli żyję w jakimś chorym wyobrażeniu to mogę nigdy nikogo nie spotkać i zawsze być sama. Ale najwyraźniej rady przyjaciółki nie zawsze są trafne i nie mam co działać wbrew sobie, a jedynie cierpliwie czekać, że ktoś się pojawi ![]()
Z tym "odhaczaniem" macie rację, kompletna głupota, aczkolwiek czuję się już czasami trochę dziwnie wśród reszty moich rówieśników. Ale chyba jednak lepiej postępować zgodnie ze swoim sumieniem, niż robić coś tylko dlatego,że inni już to mają za sobą ![]()
Co do pytania, postawionego przez Oldorando, "czy nie czuję się głupio nie odwzajemniając tego afektu?" - nie, nie czuję się głupio. Ja od początku byłam z nim szczera i przez cały ten czas nie dawałam mu nadziei co do tego, aby moje uczucia względem niego miały się zmienić.
I na koniec, radzicie, że najlepiej jakbym zakończyła tę znajomość...tylko, że ja naprawdę go lubię,jest fajnym człowiekiem. Zresztą nie wyobrażam sobie jak miałabym z nim tę znajomość zakończyć, bo wystarczy, że np. napiszę, że nie mogę się spotkać w weekend, to on od razu dopytuje dlaczego, wypisuje, że tęskni... Jak nagle powiem,że koniec ze spotykaniem, to on się chyba załamie
no, ale może problem rozwiąże się sam, bo prawie na 100% wyjadę za granicę na kilka miesięcy na wymianę studencką
Czyli podsumowując, kumpluję się z nim dalej i trwam przy swoim,że nic z tego więcej nie będzie.
Przyjaciółka jest moim zupełnym przeciwieństwem pod względem doświadczenia z facetami, powiedziała,że ten obecny poza którym świata nie widzi, na początku w ogóle jej nie kręcił, że spotykała się z nim tylko w jednym, wiadomym celu...
W jakim "wiadomym" celu? Hajs? No bo chyba nie chodzi o seks, skoro w ogóle jej chłopak nie kręcił.
Nie czepiam się - po prostu chciałem poznać zwyczaje dzisiejszej młodzieży.
Przeprowadź z nim szczerą rozmowę. Powiedz, że bardzo go lubisz jako przyjaciela, ale na pewno nic do niego czujesz. Że nie chcesz mu robić przykrości i nie zwiążesz się z nim. Decyzja o znajomości może pozostać po jego stronie, ale zdecydowanie bym ochłodziła relację.
I przeżyła dziewczyna nalot czarownic:)
Nie przejmuj się że jesteś za rówieśniczkami. To naprawdę nie jest wyścig, i nie daj sobie wmówić inaczej. Szczególnie że chyba masz w głowie dość poukładane:)
Nie ma gwarancji, że kogoś spotkasz i 'to będzie to', ale jesteś tak młodziutka, że bezsensem jest wiązać się na siłę, żeby uniknąć samotności.
Co do tego przyjaźnienia- to jak pisałam- on się zgodził, bo ma nadzieję, że jednak coś z tego będzie. Jasne, lubi Twoje towarzystwo, nie chce go tracić, ale w głębi serca na coś liczy. I Twoja sympatia go podkręca w tym liczeniu (nie przyzna się do tego, żeby Cię nie stracić).
A Ty właśnie lubiąc go powinnaś waszą znajomość wystudzić. Bo pomyśl z jego perspektywy- on ma Ciebie za przyjaciółkę- cały czas obok, i póki jesteś w jego polu widzenia ani się z Ciebie nie wyleczy, ani nie pozna innej. Nie mówię o drastycznym zerwaniu kontaktu, ale powolutku, ochładzaniu atmosfery.
Ja natomiast uważam; ze w życiu nie chodzi tylko o miłośc. Jeśli Cię szanuje, milo spędza się Wam wspolny czas, dba o Ciebie, stara się, troszczy- mogłabyś spróbować . Miłość często przychodzi z czasem.
Dużo znaczy ze dążyć się sympatią.
Przemysl to BARDZO DOBRZE zanim podejmiesz decyzję, bo może byc tez tak ze dasz mu kosza, zaczniesz spotykać się z kimś innym - wtedy zauważysz ze ranten był dla Ciebie ważny. A może być za późno.
My - kobiety często szukamy księcia na białym koniu, romantycznego itd.itp. a ktoś kto jest blisko może być kimś więcej Nawet niż ów książę.
Ja bym spróbowała, bo później możesz żałować, bo on ułożyć sobie życie a Ty uznasz ze jednak zle wyszlo ze odpuściłas.
Zycie to tak wybory.
Ooooooooooo..........wiem, jak ci to powiedziec!!!!!!!!
Kumplujac sie w ten sposob, mialabym odczucie, jak bym jadla na oczach glodnego.
Zschodzac sie z rozsadku, czulabym sie, jak bym karmila kogos, czyj apetyt mnie nie cieszy.
Dobre Oldo ! ![]()
dzięki za kolejne rady!
i odpowiadam
wont - Chodziło jej tylko o seks, ale nie powiedziałabym, że takie zachowanie to typowe zwyczaje dzisiejszej młodzieży ![]()
lilianna90 - Taka rozmowa już dawno za nami, na samym początku, gdy zaczęliśmy się spotykać ![]()
ad rem - Twoje słowa dodały mi otuchy, dziękuję!
sweet.dream - Jedna z nielicznych odpowiedzi, która sugeruje, żeby jednak spróbować...dziękuję, ale chyba te moje wątpliwości były chwilowe i już zostały rozwiane
Chyba takie zagranie i ryzyko to nie dla mnie ![]()
oldorando - Ciekawe porównanie, ale smutne...
najlepiej jakbym się odcięła na dobre...i wygląda na to,że jest to prostsze niż przypuszczałam jeszcze wczoraj wieczorem
jeden dzień i wszystko stało się jasne! o ten jeden dzień pośpieszyłam się z pisaniem tutaj, ale z drugiej strony cieszę się,że poznałam Wasze opinie i w przyszłości (choć mam nadzieję,że już mi się taka sytuacja nie przytrafi) nie zrobię głupstwa
A mianowicie, dziś się dowiedziałam,że mój wyjazd na stypendium jest pewny już na 100%, więc i tak przez około 6 miesięcy się nie zobaczymy. Nie dość, że się sporo nauczę na wyjeździe, to jest nadzieja i myślę,że całkiem spora, że chłopak sobie w końcu odpuści i jak wrócę będziemy mogli się po prostu kumplować
Jeszcze tylko Wam dodam,że nie było tak,że widywaliśmy się jakoś bardzo często. Ja studiuję poza naszym miastem, więc bywam tylko w niektóre weekendy. A i nie w każdy weekendowy powrót do domu oznacza spotkanie z nim
Więc nie byłam,aż tak wredna, żeby dzień w dzień " jeść na oczach głodnego" jak to ujęła Oldorando ![]()
No i świetnie się stało.
Gratuluję stypendium- korzystaj:)
A chłopak będzie miał okazję ochłonąć.