netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Między uczuciem a rozsądkiem

15 odpowiedzi3 835 wyświetleńzałożony przez czemu tak, 05.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Między uczuciem a rozsądkiem

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 16 ]

1

Temat: Między uczuciem a rozsądkiem

Poznajemy się przypadkiem. Oboje lekko po 30-tce. Nikogo nie szukałam, nie spodziewałam się, że tu i teraz poznam kogoś, kto mnie zainteresuje. Ale zaczynamy się spotykać. Początkowo staram się trzymać dystans, mówię sobie: nie będę się zbytnio angażować, zobaczymy jak to będzie. Gdzieś w głębi duszy boję się zranienia. A jednak coraz bardziej się do siebie zbliżamy. Świetnie się dogadujemy, czuję się przy nim tak dobrze… 

Mijają jakieś dwa miesiące. Wydaje się, że wszystko jest ok. Pewnego dnia mówi, że bardzo mnie lubi, ale nie czuje się zakochany. Że chce się ze mną nadal spotykać, ale nie jest pewien, czy to ze mną chciałby spędzić całe życie. Czuję się zaskoczona, myślę: to raczej normalne, że po takim czasie się takich rzeczy przecież jeszcze nie deklaruje. Uśmiecham się i mówię: spotykamy się przecież tak krótko, po prostu zobaczymy, jak dalej będzie.

Za jakiś czas temat się powtarza. Potem dzwoni do mnie skruszony, że strasznie mu przykro, że mi coś takiego powiedział, ale po prostu musiał. I że w tej chwili tak źle się z tym czuje, że tak bardzo by chciał się teraz ze mną zobaczyć i mnie po prostu przytulić. Jestem trochę zdezorientowana, nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć.

Niedługo potem wyjeżdżam na dwa tygodnie do moich rodziców. Dzwoni codziennie. Rozmawiamy jak zawsze. Gdy wracam, dzwoni, że tęskni. Gdy na drugi dzień się spotykamy mówi, że chciałby ze mną porozmawiać. Że dużo się zastanawiał i chce być ze mną szczery i że mnie bardzo lubi, ale nie jest we mnie zakochany. Że jego celem jest zakochać się, stworzyć stały związek, założyć rodzinę. W miarę możliwości być z kimś do końca życia. Ale nie wie, czy ja jestem tą osobą. Że z jednej strony chce się ze mną spotykać, bo mnie lubi, ale z drugiej strony nie chce mnie zranić. Że nie wie, co zrobić. Płaczę. Mówię, że w takim razie dla mnie to nie ma sensu i że nie chcę się z nim już spotykać.

Mijają dni. Tęsknię. Nie umiem sobie znaleźć miejsca. Tysiące myśli przebiega mi przez głowę. Myślę: spotykamy się niecałe cztery miesiące, może potrzeba więcej czasu, może za szybko odpuściliśmy. Zależy mi na nim. On chce poważnego związku, ja też. Skoro jest między nami przyjaźń, jest między nami namiętność, on mnie lubi, ba, ja się już chyba zdążyłam zakochać, to może z czasem coś z tego będzie? Dlaczego nie? Przecież nie oczekuję, że on mi obieca na tym etapie miłość po grób. Może po prostu nie myśleć za dużo o przyszłości, cieszyć się tym co jest teraz, po prostu zaryzykować, spróbować, dać sobie szansę.

Po ponad tygodniu dzwonię do niego i umawiamy się na spotkanie. Po rozmowie decydujemy się jeszcze spróbować, choć  przez głowę przelatuje mi myśl, że może tylko mi na tym zależy. Ale kilka dni później on proponuje, żebym pojechała razem z nim na weekend do jego krewnych. Jestem zaskoczona, ale i ucieszona. Mówi, że nie wie, co z nami będzie, ale że chce próbować  i myśli, że to nam dobrze zrobi, że spędzimy trochę czasu razem…

Spędzamy naprawdę miły weekend, czuję się szczęśliwa. Po powrocie stwierdza, że musi znowu ze mną porozmawiać. Że owszem, było fajnie, ale on ma nadal te same odczucia, że on mnie lubi, ale mnie nie kocha. Że myślał, że jak gdzieś wyjedziemy i spędzimy trochę czasu razem gdzieś w inny sposób, to będzie jakoś inaczej, ale nie czuje się tak do końca szczęśliwy.  Że możemy dalej próbować, ale to nie byłby prawdziwy związek, bo on przyszłości ze mną nie widzi. Mówię, że mam poczucie, że on chce zakończyć ten związek, tylko chce, żebym ja to powiedziała. A on na to, że on nie wie. Że z jednej strony nie chce się ze mną rozstawać, bo lubi ze mną spędzać czas i nie chce być sam, ale z drugiej strony nie chce mnie skrzywdzić, bo nie chce, żebym się coraz bardziej angażowała, podczas gdy on się nie zaangażuje. I że czuje, że wcześniej czy później i tak pewnie by ten związek zakończył. Mówię, że chcę, żeby to on podjął decyzję. Czy chce ze mną być, czy nie. Miota się. Że on nie wie. Że nie potrafi powiedzieć, żebyśmy się już nigdy nie spotkali. Ale w końcu mówi, że na dzień dzisiejszy będzie chyba lepiej, żebyśmy zakończyli, albo chociaż zrobili sobie przerwę. Zamiast powiedzieć, żeby sobie poszedł, płaczę i pozwalam, żeby mnie przytulał. On, że mu przykro, że nie chciał, żeby tak wyszło. Ja, że nie mam żalu, że tak bywa, jego decyzję szanuję i akceptuję. Jeszcze długi czas nie potrafimy się rozstać.

Parę godzin później, wieczorem, dzwoni do mnie i mówi, że tak źle się z tym wszystkim czuje. Że nie wie, czy podjął dobrą decyzję. Że już za mną tęskni. Że tak bardzo chciałby mnie teraz zobaczyć. Mówię, że to nie jest dobry pomysł. On, że to jest wszystko takie trudne. Ja, że to normalne, że potrzeba czasu. On, że może podjął złą decyzję, że może da się to jeszcze naprawić. Ja, że jestem już tym zmęczona, że mam dość, żebyśmy zrobili sobie dłuższą przerwę, że nie chcę na razie kontaktu, żeby się zastanowił, nie będąc ze mną, co do mnie czuje, czy mnie potrzebuje itd. On, że dobrze, że postara się nie dzwonić przez parę dni.

Jestem kłębkiem nerwów. Nie jem, nie śpię. Ale dochodzę do wniosku, że do jakich by on nie doszedł przemyśleń, to ja przecież wiem, że to już nie ma sensu.

Odzywa się po ponad tygodniu. SMS. Co słychać. Odpisuję, że wszystko w porządku. Pytam co u niego. Odpisuje, że dużo myśli i że nadal nie wie, co ma zrobić.

On nie wie. Ale ja już wiem.

Następnego dnia proponuje spotkanie. Zgadzam się. Chcę powiedzieć, że to już koniec. Chcę być twarda, ale na powitanie zbiera mi się na płacz. Pyta co się stało, przytula. Pytam, po co chciał się ze mną spotkać. On, że za mną tęsknił. Pytam, czego ode mnie chce, on, że właściwie nie wie, że dużo o nas myślał… Mówię, że ja już tego nie widzę. Że ja chcę czegoś więcej. Że chcę normalnego związku. Że chcę być szczęśliwa. Że nie potrzebuję ciągłego stresu, nie wiedząc, czy zostawi mnie jutro, czy za tydzień. Że na dzień dzisiejszy nie widzę żadnego fundamentu, na którym można by budować prawdziwy związek. Mówię, że to koniec. On, że on tego nie powiedział. Ale ja to powiedziałam. Pyta, czy nie chciałabym się od czasu do czasu spotkać, zobaczyć, może jednak mogłoby coś z tego być. Mówię, że nie, nie chcę się spotykać. 

On nie potrafił podjąć decyzji, musiałam ją podjąć za niego.

Mija parę dni. Dzwoni wczoraj. Pyta, czy nie miałabym ochoty pójść na spacer. Uprzejmie, ale zdecydowanie odmawiam. Choć głupie serce znów zaczyna bić szybciej, szepcze: on myśli o mnie, może mu jednak zależy… Ale wiem, że muszę być silna. Zdecydowana. Konsekwentna.

Po co to wszystko tu opisałam? Nie wiem, może po prostu potrzebuję się wygadać. A może potrzebuję obiektywnego spojrzenia  z boku, może potwierdzenia słuszności swojej decyzji, może konstruktywnej krytyki, może jakiegoś kopa, żeby mnie czasem coś nie podkusiło, żeby się znowu wycofać, żeby się złamać, jak któregoś dnia znów zadzwoni stęskniony, budząc głupie nadzieje, że może jeszcze moglibyśmy mieć na coś szansę… Wiem, że na tym forum jest wiele silnych kobiet, chyba potrzeba mi trochę takiej siły…

2

Odp: Między uczuciem a rozsądkiem

odpusc sobie. jezeli na poczatku nie jest zdecydowany to pozniej tez nie bedzie. poczatki związku sa najpiekniejsze....A on od poczatku serwuje Ci taką mieszanke uczuć ze nie warto marnowac czasu i nerwów..
pozdrawiam

3

Odp: Między uczuciem a rozsądkiem

Jesteś jego taką przystanią/poczekalnią. Bo w sumie fajnie jest, ale jak kogoś poznam to i tak odejdę. Niby nie chcę Cię ranić, ale patrzę egoistycznie na to czego ja potrzebuję. Bardzo dobrze zrobiłaś. On nie zrozumie, a na pewno nie tak szybko. Też uważam, że prędzej czy później i tak by odszedł. To była najlepsza decyzją jaką mogłaś podjąć w tej sytuacji! Głowa do góry dasz radę!!

4

Odp: Między uczuciem a rozsądkiem

Po 30 niektórzy wchodzą w związki z wyrachowania. Idą kalkulacje, albo nastawienie: że miłość przyjdzie z czasem. Pożniej takie cyrki wychodzą. Zresztą małżeństwa też smile. Mam taką koleżankę, która taką strategię przetestowała. Skończyło się niesmakiem i porażką, i ona wciąż obwinia za to wszystko tamtego faceta. Wiedziała, że facet nie jest od początku nią zainteresowany, nie zabiega itp. ale się uparła. No to ma smile.

5

Odp: Między uczuciem a rozsądkiem

Niestety z tego nic nie będzie. Jak poznałam mojego narzeczonego to miałam 28 lat, a my juz po miesiącu wiedzieliśmy co zaczynamy odczuwać, po dwóch miesiącach wyznał mi miłość. Po roku sie oswiadczył, niedługo potem zamieszkalismy razem i w przyszłym roku pobieramy sie. Podsumowując albo sie od razu wie  ze to ta osoba, albo nic z tego. Miesiąc to sporo żeby zweryfikować uczucia a gdzie tam 4. Widzi ze jesteś dobrą dziewczyną, może i pragnie sie zakochać ale nie umie, i powiem więcej nie będzie umiał.

6

Odp: Między uczuciem a rozsądkiem

Gratuluję Ci rozsądku i tego się trzymaj. Z Twojej historii jasno wynika (przynajmniej dla mnie), że dla tego pana jesteś kołem zapasowym, niestety.
Bywa, że kogoś lubimy, a nie ma tzw, chemii i nic nie da się z tym zrobić. On prawdopodobnie tak czuje i z jednej strony niby jest wobec Ciebie uczciwy, a z drugiej, desperacko próbuje utrzymać tę znajomość, bo nie ma akurat kobiety do której poczułby to "coś".
Jego próby podtrzymania kontaktu, w sytuacji, gdy widzi Twoje zaangażowanie i co tu dużo mówić, cierpienie, są nie w porządku, tak jak jego fałszywa uczciwość.
Nie rób sobie nadziei, wylecz się z niego, czego Ci życzę.

7

Odp: Między uczuciem a rozsądkiem

Nie rób priorytetu z kogoś dla kogo jesteś tylko opcją!

8

Odp: Między uczuciem a rozsądkiem

Autorko, nawet jak by się zdecydował na związek - to całe twoje życie będzie tak wyglądało, wieczna huśtawka.To taki typ, sam nie wie czego chce. Podjęłaś bardzo dobrą decyzję. Na twoim miejscu zerwałabym wszelkie kontakty z tym dziwnym człowiekiem i starała się szybko zapomnieć. Tym bardziej, że już płacisz zdrowiem za ten kołowrotek.Mam nadzieję, że wkrótce spotkasz poważnego faceta.

9

Odp: Między uczuciem a rozsądkiem

Dziękuję Wam wszystkim za opinie i wsparcie. To naprawdę pomaga. A ciężko jest…

Wczoraj dzwonił i pytał, dlaczego poprzedniego dnia nie chciałam się z nim spotkać. Powiedziałam, że zakończyliśmy związek i w związku z tym spotykanie się z nim nie ma dla mnie już żadnego celu. Że być może kiedyś, po długim czasie będziemy mogli się spotkać i pogadać jak zwykli znajomi, ale w tym momencie jest to dla mnie niemożliwe. Zapytał, czy w takim razie ma do mnie więcej nie dzwonić. Czy ma mnie zostawić w spokoju. Głos mi się łamał, ale odpowiedziałam, że tak będzie lepiej. Powiedział, że uszanuje moje życzenie.

Jakaś część mnie się buntuje i chciałaby jakikolwiek kontakt utrzymać. Ale wiem, że to byłoby bez sensu. Że ciągle bym tkwiła w jakimś zawieszeniu. Wiem, że muszę uciąć kontakt, żeby się z niego wyleczyć.

10

Odp: Między uczuciem a rozsądkiem

Przepraszam za to co napiszę, ale... sama jesteś sobie winna. Prosiłaś się o takie zakończenie.
Facet już od samego początku jasno Ci mówił że nic z tego nie będzie, a Ty na siłę przedłużałaś.  I to kilkukrotnie wciąż mając nadzieję że on się zakocha.

Zostaw to za sobą i poszukaj kogoś innego. Z tego na 100% już nic nie będzie.

11

Odp: Między uczuciem a rozsądkiem

Madoja - Muszę przyznać, że masz sporo racji... Nie przepraszaj, w sumie to spodziewałam się, że ktoś coś takiego tu napisze.

Tak, mimo tego, co mówił, ja wciąż miałam głupią nadzieję, że może z czasem coś się zmieni, że może kiedyś się we mnie zakocha... Zdaję sobie sprawę, że trochę przedłużałam to wszystko na siłę. Po prostu nie mogłabym znieść poczucia, że może przedwcześnie zrezygnowałam, że straciłam na coś szansę.

Ale w końcu dotarło do mnie, że to już nie ma sensu. Że choćbym na rzęsach stanęła, to czyichś uczuć nie zmienię...

12

Odp: Między uczuciem a rozsądkiem

Ta piosenka opowiada Twoją historię:
https://www.youtube.com/watch?v=oOzMGYCTn-Q

13

Odp: Między uczuciem a rozsądkiem
madoja napisał/a:

Ta piosenka opowiada Twoją historię:
https://www.youtube.com/watch?v=oOzMGYCTn-Q

Popłakałam się...

14 Ostatnio edytowany przez lifrinat (2015-08-07 08:59:21)

Odp: Między uczuciem a rozsądkiem
czemu tak napisał/a:

Madoja - Muszę przyznać, że masz sporo racji... Nie przepraszaj, w sumie to spodziewałam się, że ktoś coś takiego tu napisze.

Tak, mimo tego, co mówił, ja wciąż miałam głupią nadzieję, że może z czasem coś się zmieni, że może kiedyś się we mnie zakocha... Zdaję sobie sprawę, że trochę przedłużałam to wszystko na siłę. Po prostu nie mogłabym znieść poczucia, że może przedwcześnie zrezygnowałam, że straciłam na coś szansę.

Ale w końcu dotarło do mnie, że to już nie ma sensu. Że choćbym na rzęsach stanęła, to czyichś uczuć nie zmienię...

Też uważam to, co Madoja smile. Wyciągnij wnioski z tego. Naprawdę musi być jakaś strzała elektryczności najpierw.

15

Odp: Między uczuciem a rozsądkiem

Moimi największymi wrogami są tęsknota i nadzieja. One mnie zabijają od środka…

Głupia tęsknota. Przecież wiem, że on mnie nie kocha, że nie wiąże ze mną przyszłości, że nie jestem dla niego tą najważniejszą.  Dlatego gdy wtedy zadzwonił i chciał się spotkać, odmówiłam.  Przecież wiem, dlaczego taką a nie inną decyzję podjęłam, wiem, co jest dla mnie dobre i nie dam się ponieść emocjom. A jednak czasem dopada mnie poczucie, że to wszystko nieważne, liczy się tylko, żeby ukoić ten ból. Ważne jest tylko, że ja go potrzebuję. Tu i teraz. Pragnę tylko, żeby dzisiaj znowu zadzwonił, albo nawet jestem gotowa sama to zrobić. I jeżeli on zechce przyjechać, spędzić ze mną swój czas, porozmawiać, dać mi trochę czułości, to ja przecież o niczym innym nie marzę. Tylko o tym, żeby poczuć, że on dzisiaj chce być tylko ze mną.  Wiem, strasznie żałośnie to brzmi, wstyd mi nawet, że to piszę, wiem, że to najgłupsze, co mogłabym zrobić, zadowolić się jakimiś resztkami uczucia, ale naprawdę, takie mam czasem myśli.

I głupia nadzieja. Parę dni temu dostaję od Niego SMS-a: „Tęsknię za Tobą…” Oczywiście nic nie odpisuję, ale przepłakuję pół wieczoru…  I z jednej strony myślę: No dobrze, myśli o mnie, może nie jestem mu zupełnie obojętna…  Ale co z tego dla mnie wynika? Czy coś się w Nim zmieniło? Zapewne nic. I wiem, że to dla mnie za mało, że on tęskni, że to tak naprawdę nic nie znaczy, że to nie jest żadna deklaracja… A z drugiej strony gdzieś w głębi duszy wierzę, że może jeszcze nie wszystko stracone, marzę, że pewnego dnia, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki coś się zmieni i on nagle stwierdzi, że zrozumiał, że nie potrafi beze mnie żyć, że będzie o mnie walczył… I po chwili sama siebie ganię za tą głupią nadzieję, pytam siebie, czy nawet gdyby tak się stało, to czy potrafiłabym mu znowu zaufać, czy potrafiłabym nie myśleć i być po prostu szczęśliwa? Byłoby trudno. Ale nadzieja umiera ostatnia. Świadomość, że nie ma już żadnej szansy wydaje się być nie do zniesienia.

Wiem, że niepotrzebnie się zaangażowałam w coś, w co nie powinnam była się zaangażować. Wiem, że niepotrzebnie to teraz roztrząsam. Doskonale zdaję sobie sprawę, że najsensowniej byłoby zostawić to po prostu za sobą i pójść dalej. Nie rozpamiętywać. Nie odwracać się do tyłu. Ja to wiem, tylko jakoś nie potrafię jeszcze tego zrobić.

Zerwałam z nim kontakt, żeby chronić siebie. Ale w środku nie jestem silna. Każdego dnia walczę sama ze sobą. Jak dobrze, że jest to forum. Czytam różne posty, widzę jak sobie inni radzą i to jest dla mnie źródło siły…

16

Odp: Między uczuciem a rozsądkiem
czemu tak napisał/a:

Moimi największymi wrogami są tęsknota i nadzieja. One mnie zabijają od środka…

Głupia tęsknota. Przecież wiem, że on mnie nie kocha, że nie wiąże ze mną przyszłości, że nie jestem dla niego tą najważniejszą.  Dlatego gdy wtedy zadzwonił i chciał się spotkać, odmówiłam.  Przecież wiem, dlaczego taką a nie inną decyzję podjęłam, wiem, co jest dla mnie dobre i nie dam się ponieść emocjom. A jednak czasem dopada mnie poczucie, że to wszystko nieważne, liczy się tylko, żeby ukoić ten ból. Ważne jest tylko, że ja go potrzebuję. Tu i teraz. Pragnę tylko, żeby dzisiaj znowu zadzwonił, albo nawet jestem gotowa sama to zrobić. I jeżeli on zechce przyjechać, spędzić ze mną swój czas, porozmawiać, dać mi trochę czułości, to ja przecież o niczym innym nie marzę. Tylko o tym, żeby poczuć, że on dzisiaj chce być tylko ze mną.  Wiem, strasznie żałośnie to brzmi, wstyd mi nawet, że to piszę, wiem, że to najgłupsze, co mogłabym zrobić, zadowolić się jakimiś resztkami uczucia, ale naprawdę, takie mam czasem myśli.

I głupia nadzieja. Parę dni temu dostaję od Niego SMS-a: „Tęsknię za Tobą…” Oczywiście nic nie odpisuję, ale przepłakuję pół wieczoru…  I z jednej strony myślę: No dobrze, myśli o mnie, może nie jestem mu zupełnie obojętna…  Ale co z tego dla mnie wynika? Czy coś się w Nim zmieniło? Zapewne nic. I wiem, że to dla mnie za mało, że on tęskni, że to tak naprawdę nic nie znaczy, że to nie jest żadna deklaracja… A z drugiej strony gdzieś w głębi duszy wierzę, że może jeszcze nie wszystko stracone, marzę, że pewnego dnia, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki coś się zmieni i on nagle stwierdzi, że zrozumiał, że nie potrafi beze mnie żyć, że będzie o mnie walczył… I po chwili sama siebie ganię za tą głupią nadzieję, pytam siebie, czy nawet gdyby tak się stało, to czy potrafiłabym mu znowu zaufać, czy potrafiłabym nie myśleć i być po prostu szczęśliwa? Byłoby trudno. Ale nadzieja umiera ostatnia. Świadomość, że nie ma już żadnej szansy wydaje się być nie do zniesienia.

Wiem, że niepotrzebnie się zaangażowałam w coś, w co nie powinnam była się zaangażować. Wiem, że niepotrzebnie to teraz roztrząsam. Doskonale zdaję sobie sprawę, że najsensowniej byłoby zostawić to po prostu za sobą i pójść dalej. Nie rozpamiętywać. Nie odwracać się do tyłu. Ja to wiem, tylko jakoś nie potrafię jeszcze tego zrobić.

Zerwałam z nim kontakt, żeby chronić siebie. Ale w środku nie jestem silna. Każdego dnia walczę sama ze sobą. Jak dobrze, że jest to forum. Czytam różne posty, widzę jak sobie inni radzą i to jest dla mnie źródło siły…

Zakochałaś się w swoim wyobrażeniu i nie jesteś w stanie znieść rzeczywistości.
Nic ci po zerwaniu kontaktu jak podświadomie podtrzymujesz to uzależnienie - "byleby tylko wrócił, bylebym tylko mogła wypić jednego".
Jesteś uzależniona od tych myśli i wyobrażeń o "szczęśliwym życiu razem".
Musisz zejść na ziemię, aby ruszyć do przodu.

Posty [ 16 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Między uczuciem a rozsądkiem

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026