Pisze tu bo sama już nie wiem co mam robić... Jestem w związku od 3 lat i nie wiem czy widzę w tym dalszy sens. Teoretycznie wszystko jest "idealnie"- chłopak jest na każde moje zawołanie, każdą chwile chce ze mną spędzać, chce wyprowadzić się na swoje, założyć rodzinę itp.. Zaś mi na samą myśl o tym aż słabo...Jesteśmy mega dziwną parą- ja jestem jak typowy facet, zaś on jak typowa kobieta- bluszcz. Można powiedzieć, że on przytłacza mnie swoją osobą, że zagłaskał mnie na śmierć... Ja się tak w tym czuje., On chciałby słodką dziewczynę, która bd go ciągle przytulać i mówić jak baaardzo go kocha i siedzieć z nim od rana do wieczora wtulona na kanapie. Mnie z kolei takie coś męczy, przez co czuje się nieszczęśliwa. Jestem młodą osobą a czuje się jakbym miała 100 lat.Tęsknie za czasami gdy wychodziłam z koleżankami na dyskotekę, świetnie się bawiłam, nie musiałam się nikomu tłumaczyć czy bać się że nie daj Boże ktoś na mnie spojrzy lub ja popatrzę w kierunku gdzie stoi jakiś facet..!!! Może to jakiś kryzys, a może po prostu przyzwyczajenie..Czuje się w tym wszystkim strasznie źle jak widzę jak dziewczyny się staraj, robią wszystko dla swojej drugiej połówki a ja? ja na to nie mam najmniejszej ochoty a przecież to również i mi powinno sprawiać radość.. nic mnie już tu nie cieszy, nawet nie chce mi się z nim spotykać czasem..Może po prostu jestem skazana na samotność?
Podobne tematy
Myślę, że powinniście odbyć poważną rozmowę. Nie sugeruj się zachowaniem koleżanek, które robią wszystko dla swoich połówek. Ty bądź sobą i do niczego się nie zmuszaj, bo jak widzisz dopada Cię niechęć i apatia. Może do siebie zwyczajnie nie pasujecie? Każdy powinien czuć się w związku komfortowo. Potrzebujesz przestrzeni, a on Cię przytłacza. I trzeba o tym porozmawiać. Na ile jest w stanie dać Ci tej swobody, co Cię denerwuje, czego oczekujesz, co by Cię uszczęśliwiło itd. Związek to nie więzienie i co najważniejsze nie koniec robienia tego co do tej pory sprawiało ci przyjemność. Głowa do góry! ![]()