Od zdrady mojego męża minęło powiedzmy półtorej roku. Do dziś zdarza mi się wyć w niebogłosy choć nie tak często jak wcześniej. Do dziś nie ufam i nie wierzę gdy mówi, że ładnie wyglądam itp. Do dziś chyba do końca nie jestem pewna czy dobrze robię, że z nim jestem. Mamy dwójkę dzieci, po ślubie 9 lat, zdradził mnie fizycznie raz, choć rozmawiał z nią dość długo. Zawsze kiedy pomyślę o tym co nam zrobił mam ochotę zniknąć z jego życia na zawsze, nie chcę Go oglądać. Jest czuł, wrażliwy, wspiera, chwali, pomaga bardzo w domu i przy dzieciach, przynosi kwiaty i na każdym kroku chce pokazać jak mu przykro, nawet zdarza się, że płacze gdy mnie złapie na ślimtaniu i ciągle przeprasza, że taki głupi był. Ja wydaje mi się, że go kocham naprawdę gdy nie myślę o tym co się stało widzę w nim dobrego kochającego faceta i ojca, zależy mi na nim ale...seks to dla mnie "udręka" tzn jak mnie dotyka myślę tylko o tym co robił, z nią, czy porównuje...dramat nie chcę żeby mnie dotykał choć jak się zdarzy, że jakimś cudem pójdziemy dalej jest naprawdę ok ale głownie chcę żeby przestał...czuję się jak szmata, która pozwala się pieprzy...komuś kto miał mnie w dupie. Co ze mną jest nie tak? Dziewczyny tutaj niejednokrotnie po 3 miesiącach przechodzą nad wszystkim do porządku dziennego a u mnie...jak sobie z tym radzić...ktoś coś proszę. On mówi, że spokojnie nie ma pośpiechu ale jakie małżeństwo przetrwa bez seksu na dłuższą metę?
Podobne tematy
2 2015-07-21 23:10:32 Ostatnio edytowany przez rumpel (2015-07-21 23:27:06)
Hmmmm....trudny temat po zdradzie,rozumiem wszystkie twe udręki... ale wydaje mi się że nie przepracowałaś jego zdrady do końca, i jeszcze do tego potrzeba Ci czasu jeszcze raz czasu. Z biegiem jego upływu powinno być lepiej.Staraj się jak najmniej rozdrapywać fakt jego zdrady (wiem że jest to trudne). No niestety związek bez sexu raczej się nie uda ...skończy się następną zdradą.
rumpel
Naprawdę nikt? Nic? Jakiś pomysł? błagam Was podzielcie się swoimi doświadczeniami,, poradźcie, jest szansa, że będzie lepiej, że będzie ok?
Dziękuję Rumpel. Wiem doskonale, że bez seksu nic z tego nie będzie. Zastanawia mnie cholera ile jeszcze to musi potrwać...a może robię błąd, że próbuję trwać w tym związku skoro to dla mnie takie trudne? Kocham go ale nie wiem może ja nie potrafię wybaczyć i żyć dalej...ludzie...tak się wszystko spieprzyło i teraz nie można tego cofnąć...aż mi się ciśnie na usta jak żyć? ech ![]()
Od zdrady mojego męża minęło powiedzmy półtorej roku. Do dziś zdarza mi się wyć w niebogłosy choć nie tak często jak wcześniej. Do dziś nie ufam i nie wierzę gdy mówi, że ładnie wyglądam itp. Do dziś chyba do końca nie jestem pewna czy dobrze robię, że z nim jestem. Mamy dwójkę dzieci, po ślubie 9 lat, zdradził mnie fizycznie raz, choć rozmawiał z nią dość długo. Zawsze kiedy pomyślę o tym co nam zrobił mam ochotę zniknąć z jego życia na zawsze, nie chcę Go oglądać. Jest czuł, wrażliwy, wspiera, chwali, pomaga bardzo w domu i przy dzieciach, przynosi kwiaty i na każdym kroku chce pokazać jak mu przykro, nawet zdarza się, że płacze gdy mnie złapie na ślimtaniu i ciągle przeprasza, że taki głupi był. Ja wydaje mi się, że go kocham naprawdę gdy nie myślę o tym co się stało widzę w nim dobrego kochającego faceta i ojca, zależy mi na nim ale...seks to dla mnie "udręka" tzn jak mnie dotyka myślę tylko o tym co robił, z nią, czy porównuje...dramat nie chcę żeby mnie dotykał choć jak się zdarzy, że jakimś cudem pójdziemy dalej jest naprawdę ok ale głownie chcę żeby przestał...czuję się jak szmata, która pozwala się pieprzy...komuś kto miał mnie w dupie. Co ze mną jest nie tak? Dziewczyny tutaj niejednokrotnie po 3 miesiącach przechodzą nad wszystkim do porządku dziennego a u mnie...jak sobie z tym radzić...ktoś coś proszę. On mówi, że spokojnie nie ma pośpiechu ale jakie małżeństwo przetrwa bez seksu na dłuższą metę?
Bez terapii małżeńskiej, ciężko będzie Ci samej przywrócić zaufanie, a tym samym wybaczyć i ponownie pozytywnie odbierać seks z mężem... Poszukaj w swojej miejscowości poradni i namów męża na terapię.
Dziękuję Rumpel. Wiem doskonale, że bez seksu nic z tego nie będzie. Zastanawia mnie cholera ile jeszcze to musi potrwać...a może robię błąd, że próbuję trwać w tym związku skoro to dla mnie takie trudne? Kocham go ale nie wiem może ja nie potrafię wybaczyć i żyć dalej...ludzie...tak się wszystko spieprzyło i teraz nie można tego cofnąć...aż mi się ciśnie na usta jak żyć? ech
Wiesz przytoczę Ci tu słowa mego 17 letniego syna które mi powiedział jak odkryłem zdradę swej żony - "tatuś... co się stało to się nie odstanie, musisz żyć dalej ... a jak zależy od ciebie..."
Jeżeli kochasz mocno to w tym szukaj sił aby przezwyciężyć wszystkie problemy . POWINNO SIĘ CI UDAĆ... chociaż tak wiele Cie to kosztuje.
Tak ku pokrzepieniu twego serca moja historia http://www.netkobiety.pl/t70840.html
rumpel
Dziękuję Rumpel. Wiem doskonale, że bez seksu nic z tego nie będzie. Zastanawia mnie cholera ile jeszcze to musi potrwać...a może robię błąd, że próbuję trwać w tym związku skoro to dla mnie takie trudne? Kocham go ale nie wiem może ja nie potrafię wybaczyć i żyć dalej...ludzie...tak się wszystko spieprzyło i teraz nie można tego cofnąć...aż mi się ciśnie na usta jak żyć? ech
Rumpel dobrze Ci napisal.
Czas i jeszcze raz czas wszystko zweryfikuje.
Jedni potrzebuja 3 miesiace, inni 3 lata, a jeszcze inni przechodza obok bez mrugniecia okiem.
Jedno co mi sie nasowa, to to, czy Ty chcesz wybaczyc i zapomniec?
Miałam nadzieję, że się obejdzie bez osób trzecich. Pewnie mnie zaraz zgromicie ale nikt nie wie o tym co się stało. Ja nie potrafię o tym rozmawiać z kimkolwiek, co mam powiedzieć? Mąż mnie zdradził teraz przeprasza a wszyscy będą się patrzeć z politowaniem na mnie...nie wiem może ja jakaś dziwna jestem ![]()
konami coś zaszwankowało na drodze do wybaczenia. Albo nie do końca przepracowaliście, albo poszłaś nie ta drogą, którą chciałaś iść.
Dla mnie fizyczność po zdradzie byłaby nie do przeskoczenia niestety. Ale to ja. Ty widać masz podobny problem.
Byłaś pogadać z jakimś specjalistą? Gdzieś masz blokadę: nie do końca wybaczyłaś, nie chcesz wybaczyć? Czy fizycznie też twoje ciało się buntuje?
Z opisów tu na forum i nie tylko, niektóre kobiety po zdradzie wręcz rzucają się na swoich mężów zdradzaczy. Może to jakaś forma podniety jak lateksowe wdzianko?
Mnie by odrzucało fizycznie gdyby mój mąż miałby (przepraszam za dobitność) włożyć to coś, co jeszcze chwilę temu było w innej kobiecie, czy miałabym uprawiać seks oralny po zdradzie. No way!
Ale każdy reaguje inaczej.
Chcę, chcę ale kiedy pozwalam mu się dotykać czuję się jak zero, czuję, że pozwalam się traktować jak...nie wiem czuję, że daję przyzwolenie na to co zrobił. Czy to głupie?
Aniaa34 fizycznie nie, nie ma buntu, to w psychice jest tylko i aż tam niestety. I tak jak pisałam gdy coś się ma dziać czuję, że nie mogę bo to znaczy, że to co zrobił jest ok i może robić co chce...
12 2015-07-21 23:36:47 Ostatnio edytowany przez konami (2015-07-21 23:37:46)
Rumpel mój mąż podobnie jak Twoja żona gdy wspiera mnie w ciężkich chwilach (jakkolwiek to idiotycznie brzmi bo te chwile, dzięki niemu) ale jak tylko widzi, że coś zaczynam się zasmucać to zaraz coś wymyśla, spacer, film, zakupy cokolwiek byle odgonić myśli. I też wciąż mówi, że kocha i będzie tylko lepiej nie będę żałować i dzieci będą zawsze szczęśliwe bo On o to zadba...tylko wiara w to wszystko już nie przychodzi tak łatwo jak kiedyś...Moje dzieci nie wiedzą są zdecydowanie za małe, zresztą jak pisałam nikt nie wie...
Miałam nadzieję, że się obejdzie bez osób trzecich. Pewnie mnie zaraz zgromicie ale nikt nie wie o tym co się stało. Ja nie potrafię o tym rozmawiać z kimkolwiek, co mam powiedzieć? Mąż mnie zdradził teraz przeprasza a wszyscy będą się patrzeć z politowaniem na mnie...nie wiem może ja jakaś dziwna jestem
To że nikt o tym nie wie to dodatkowy plus tej sytuacji, odpada Ci problem patrzenia w oczy znajomym z uczuciem wstydu za partnera. Ale wydaje mi się że jednak nie do końca przepracowaliście zdradę. Proces wybaczanie jest niestety bardzo trudny ,złożony i w każdym przypadku inny. Jednak pewne sprawy można by uogólnić np.zaufanie, sex czy poczucie krzywdy, ale z tym musi sobie niestety poradzić osoba zdradzona do tego nic nie dając po sobie znać zdradzającemu. Rozmowa z specjalistą to nie jest ogłaszanie zdrady w twym związku z ambony, tak że polecałbym Ci tą terapię.
rumpel
(...) jak tylko widzi, że coś zaczynam się zasmucać to zaraz coś wymyśla, spacer, film, zakupy cokolwiek byle odgonić myśli. (...)
Zapytałaś męża, dlaczego tak się zachowuje? Dlaczego nie pozwala Ci być smutną? Dlaczego nie chce towarzyszyć Tobie w tym czasie? \
Sporo w Tobie żalu, smutku, zwątpienie, nieufności, it.p.. Zamiast pozwolić im ujawnić się, upychasz je - na własne i męża życzenie - w najgłębsze zakamarki. Seks jest tą sytuacją, w której udawać dość trudno, wówczas dochodzą do głosu wszystkie te wyżej wymienione uczucia.
Nie wiem, czy decyzja o reaktywacji związku jest dobra, czy jest zła dla Ciebie. Wiem jednak, że ukrywanie tych nieprzyjemnych uczuć, udawanie, że ich nie ma, jest fatalne dla wszystkich osób w związku. Skoro, być może w dobrej wierze, Twój mąż nie pozwala na ujawnianie trudnych uczuć, jak możecie odbudować swą relację?
Miałam nadzieję, że się obejdzie bez osób trzecich. Pewnie mnie zaraz zgromicie ale nikt nie wie o tym co się stało. Ja nie potrafię o tym rozmawiać z kimkolwiek, co mam powiedzieć? Mąż mnie zdradził teraz przeprasza a wszyscy będą się patrzeć z politowaniem na mnie...nie wiem może ja jakaś dziwna jestem
A jednak postarałaś się i założyłaś konto na tym portalu. Potrafiłaś napisać o swoim problemie. Ale pewnych schematów, które Masz już w swojej głowie, sama nie wyzbędziesz się. Trzeba jednak komuś powiedzieć o swoim problemie, nawet jeżeli będzie to poradnia małżeńska. Bez ingerencji osób trzecich nie uda się, bo Ty widzisz tylko skutki problemu, a nie ich pra przyczynę...
Teraz spójrz z mojej perspektywy:
Macie dwójkę dzieci, które Was bardzo uważnie obserwują i będą naśladować w swoim dorosłym życiu. Jeżeli nie poradzicie sobie z tą sytuacją, Wasze dzieci nabiorą fałszywych wzorców rozwiązywania problemów i w ich dorosłych związkach będą to powtarzać, czego nauczyły się w domu.
Zróbcie to przede wszystkim dla dzieci, nawet przy pomocy obcych osób trzecich...
Chodzisz do kościoła? Jeżeli tak, to dlaczego nie Masz oporu przed spowiadaniem się obcej osobie?
16 2015-07-22 00:18:32 Ostatnio edytowany przez konami (2015-07-22 00:22:06)
Wielokropek to nie tak, że On nie daje moim złym uczuciom się wydostać, że nie pozwala mi o nich mówić. Nieraz siedział ze mną na podłodze i płakał, nieraz odpowiadał na te same pytania i mówił płacz i pytaj jeśli ci to pomaga. Starr o przyczynach jak do tego doszło też rozmawialiśmy miliony razy i wiem jaka byłą wina i moja i jego, że wszystko zaszło tak daleko...tylko jest jeden problem dla mnie tłumaczenie wszelakie nie jest wystarczające żeby iść do łóżka z kimś innymi
czy to idiotyczne w dzisiejszych czasach? Zanim kogoś przelecisz skończ jedno jeśli jest Ci tak źle...tak źle, że chcesz w łóżku kogoś innego. Ja też nie byłam szczęśliwa przed tym miałam dużo na głowie, On też ale ja rozmawiałam i próbowałam czułam, że jest źle a on wyjechał, przeleciał,wrócił i zrozumiał, że to był błąd ludzie!
Ok.
Sporo wypłakałaś, sporo mówiłaś o swych uczuciach. Co zrobiłaś ze złością? Pytam, bo wylewa się ona z Twych postów.
Poza daniem w pysk, wykrzyczeniem w twarz, wywaleniem w worek treningowy i wrzaski tak głośne, że aż bolało gardło to niewiele więcej. Co mam zrobić żeby zniknęła? Nie chcę jej już...mam dość tego stanu.
Wywalać ją. Do skutku, czyli do czasu, gdy jej się pozbędziesz całkowicie.
Worek treningowy nadaje się doskonale. Wrzeszczenie też pomaga (warto jednak robić to z dala od ludzi - las, pustkowie). Każdy ma swój sposób wywalania złości, dla jednych może to być ów worek, dla innych wszelkie zajęcia w siłowni, pływalni, dla jeszcze innych - rąbanie drewna, trzepanie dywanów, szorowanie drewnianej podłogi, głośne przeklinanie.
Ważne, by - w imię tzw. dobrego wychowanie - nie kisić tej złości w sobie.
20 2015-07-22 00:53:18 Ostatnio edytowany przez konami (2015-07-22 01:13:36)
Ale ja już czasami nie mam siły wrzeszczeć, wyć do księżyca czy walić w worek albo ćwiczyć. Ja po prostu mam już dość tego stanu. Cholera wydaje mi się, że przepracowane (nie cierpię tego słowa już) zostało wszystko w temacie wywalanie złości idzie mi nieźle a blokada wciąż jest co ja robię źle, że nie mogę pójść dalej? Dodam, ze po każdej eskalacji tych emocji i wywaleniu jest lepiej ale to zawsze w końcu wraca...
21 2015-07-22 00:54:06 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-07-22 00:59:45)
Czego się boisz?
Edit:
Wraca z taką samą siłą? Nic jej nie ubywa? A może masz kłopot z codziennym mówieniem o tym, co Cię drażni, irytuje, wkurza? Wówczas cały czas zbierasz złość i mimo wywalania jej stan jest na tym samym poziomie. Co wywalisz, to uzbierasz.
22 2015-07-22 00:59:58 Ostatnio edytowany przez konami (2015-07-22 01:03:13)
Boję się, że to znowu się stanie a ja głupia nie zauważę oznak, (choć teraz wiedziałam od razu w zasadzie od chwili kiedy się zaczęło ale ciągle powtarzał, że wszystko ok. Boję się, że jeśli się rozstaniemy dzieci nie będą miały ojca a są za nim bardzo. Boję się, że i tak powieli przykład swoich rodziców/ojca i odejdzie (wtedy mi powiedział ja się wychowałem bez ojca oni dadzą radę). Boję się, że wszyscy będą patrzeć na mnie oj głupia, ślepa, wstydzę się tego, choć nie ja powinnam. Nie boję się tylko tego, że to ja zostanę sama bo wiem, że sobie poradzę. I boję się, że mój plan o szczęśliwej rodzinie, której jemu brakowało i po części mnie też już nigdy się nie spełni ;(
Co do złości czasami mam wrażenie, że za dużo mówię o tym co mnie irytuje, ciągle się przypierzam jak tylko coś...no nie wiem dziecko zapłacze a ja, że to jego wina takie bzdury a ja ciągle coś...
A złość nie, nie jest tak samo teraz o tym pomyślałam jak spytałaś, jest mniej lepiej i dłużej lepiej...
23 2015-07-22 01:14:25 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-07-22 01:21:38)
Bingo!
To, z czym masz sobie poradzić, to własny strach. Wielokrotnie powtarzam, że nie boją się jedynie osoby bez wyobraźni. Ważnym jest jednak to, co się z tym strachem robi. Czy ulega jemu, czy też bierze go pod rękę i idzie z nim przez życie.
Nie masz, ale i nikt na świecie nie ma, 100% gwarancji, że rzecz się nie powtórzy (mąż/żona nie zdradzi).
Boisz się, że dzieci, po ewentualnym Waszym rozstaniu, nie będą miały ojca. Przecież to absurd! Twój - wówczas już były - mąż, ojcem być nie przestanie. Rozwód jest rozwiązaniem małżeństwa, nie zaś ojcostwa. Sąd nie udzieli rozwodu do czasu, gdy rodzice nie ustalą spraw wychowywania dzieci.
Boisz się tego, co ludzie powiedzą o Tobie po ewentualnym rozwodzie. A co Ty myślisz, gdy spotykasz rozwódkę/rozwodnika? Uważasz ją/jego za głupich?
Wstydzisz się? Czego? Czego dokładnie?
Szczęśliwa rodzina. Znam szczęśliwe związki, które uporały się ze zdradą. Z Twoim może być podobnie. To zależy i od Ciebie, i od Twego męża. Od wspólnej decyzji o reaktywacji związku.
Przyszło mi do głowy jeszcze jedno pytanie. Przed czym te Twoje obawy Cię chronią? Co stałoby się (co zrobiłabyś), gdybyś się nie bała?
Edit:
Dopisałaś. ![]()
Skoro coś Cię irytuje, to nie ukrywaj tego. Rozróżniaj jednak to, kiedy jesteś złą, bo coś się wydarzyło, od tego, kiedy tej sytuacji używasz, by dokopać mężowi. Jeśli to drugie, to gryź się w język i spadaj do siłowni - tam jest miejsce do odreagowywania.
Boję się, że zostawi dzieci bo wtedy w zasadzie chciał wyjechać na drugi koniec i zaczął się odsuwać, żeby było łatwiej tak tłumaczył. Wstydzę się tej zdrady, że będą gadać jaka to ja jestem, byłam, że mąż mnie zdradził. Gdybym się nie bała...nie wiem ale powiedziałam mężowi, że gdyby nie było córki odeszłabym tzn. dzieci (choć gdy mnie zdradził to byłam w ciąży więc teoretycznie dziecka). Nie jestem tylko pewna czy nie powiedziałam tego żeby mu dowalić...tak naprawdę go kocham i tego też się wstydzę...On się pieprzy z jakaś dupą a ja i tak go kocham no o czym to świadczy ech, że głupia jestem bo dumna, rozsądna kobieta powinna gada wywalić za drzwi a ja co kocham...
25 2015-07-22 01:43:32 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-07-22 01:45:15)
Zaraz, zaraz.
Troszkę porządku w tym Twoim sposobie myślenia warto by zrobić. ![]()
Współczuję tego, że obracasz się w bardzo kiepskim otoczeniu, że ważne dla Ciebie osoby winą za zdradę obarczają osobę zdradzoną, że mają klapki na oczach.
Nie ma nic ani złego, ani wstydliwego w tym, że kochasz swego męża. Że kochasz go mimo zdrady. Czytając Twoje posty odniosłam wrażenie, że Twój mąż jest dobrym człowiekiem. Fakt, zdradził, popełnił idiotyczny błąd. Błyskawicznie jednak oprzytomniał, rozum wrócił mu na miejsce i teraz całym sobą udowadnia, jak ważną osobą dla niego jesteś.
Twierdzisz, że dumna i rozsądna kobieta wywaliłaby zdrajcę za drzwi. Znam takie, które wywaliły, znam też takie, które dalej żyją z mężem - zdrajcą. Co je różni? Nie duma, nie rozsądek, tylko umiejętność lub jej brak pogodzenia się z rzeczywistością.
Wiele u Ciebie, wybacz, stereotypów w myśleniu, wiele obaw "co ludzie powiedzą". Ktoś wyżej zaproponował, a ja powtórzę: skorzystaj z terapii. Ty. Na razie bez męża. Poszukaj dobrego psychoterapeuty (nie każdy psycholog jest psychoterapeutą, nie każdy psychoterapeuta - psychologiem); wiedz, że jest to człowiek, który niejedno słyszał, niejedno wie, nie oburza się na czyjeś zachowania i decyzje, tylko pomaga "pozbierać się" i z rozumiem, i z uczuciami, dzięki czemu łatwiej jest podjąć decyzję.
konami, wybacz, pora - jak dla mnie - bardzo późna, padam na twarz. Nieźle namieszałam Ci w głowie, masz o czym myśleć. Jeśli będziesz chciała "pogadać" ze mną, spotkajmy się za kilka/kilkanaście godzin.
Teraz życzę Ci dobrej nocy. ![]()
26 2015-07-22 06:13:09 Ostatnio edytowany przez rumpel (2015-07-22 06:49:08)
konami, wybacz, pora - jak dla mnie - bardzo późna, padam na twarz. Nieźle namieszałam Ci w głowie, masz o czym myśleć. Jeśli będziesz chciała "pogadać" ze mną, spotkajmy się za kilka/kilkanaście godzin.
Teraz życzę Ci dobrej nocy.
Nic jej w głowie nie namieszałaś... tak powinna do tego podejść.Też mi się wydaje że ta para ma szansę odbudowy związku ale muszą oboje nad tym pracować a autorka w szczególności.To niestety na nią w głównej mierze spada ciężar przebaczenia i pogodzenia się z rzeczywistością.To ona musi prowadzić codzienną walkę z swymi wątpliwościami. Musi ona w sobie wypracować pewien schemat postępowania w sytuacjach kryzysowych tz. właśnie iście na siłownię czy do lasu się wykrzyczeć a resztę wydaje mi się że zrobi czas. Do tego jak by dodała "karmienie" się tylko dobrymi wspomnieniami z ich związku, bycie jak najwięcej razem i szczerość wobec siebie to powinno przynieść dobre rezultaty.
Co prawda autorka pyta o sex ale ja jako facet nie za bardzo mogę się wypowiadać w tej kwestii bo kobieca psychika pracuje inaczej ale wydaje mi się że rozwiązanie tego problemu tkwi w powyższych.
rumpel
Wileokropek masz rację to w sumie dobry facet (choć w czasie tego wszystkiego nie był taki dobry jak każdy zdradzający a może jak większość, odsuwał nas itd). Potrzebuję żeby mi ktoś napisał, że to głupie, że obchodzi mnie co inni powiedzą czy będą myśleć. Zresztą to naprawdę idiotyczne bo ja w życiu nie przejmowałam się innymi od dziecka byłam nauczona Ty to Ty a każdy jest inny i nie m a się co sugerować a tu taka wtopa...bo co powiedzą? Mało tego ja byłam przekonana, że gdyby taka sytuacja mnie kiedyś spotkała to będę umiała wybaczyć i żyć a jak spotkała to...jak widać. Rumpel staram się myśleć o dobrych chwilach z kiedyś i tych co są teraz bo jest ich naprawdę dużo ale jak mnie dopadnie przeszłość to dramat. I chyba gdzieś tam mam świadomość, że dopóki naprawdę nie wybaczę i nie zacznę z tym funkcjonować seksu nie będzie...i naprawdę się staram ale to czasem tak potwornie trudne mimo, że minęło już tyle czasu. Mało tego mnie się wydaje, że poza pierwszą chwilą szału, szoku itd było mi łatwiej teraz im większa świadomość jest trudniej...dziwne to wszystko.
Dziękuję Wam bardzo.
Nic jej w głowie nie namieszałaś... tak powinna do tego podejść.Też mi się wydaje że ta para ma szansę odbudowy związku ale muszą oboje nad tym pracować a autorka w szczególności.To niestety na nią w głównej mierze spada ciężar przebaczenia i pogodzenia się z rzeczywistością.To ona musi prowadzić codzienną walkę z swymi wątpliwościami. Musi ona w sobie wypracować pewien schemat postępowania w sytuacjach kryzysowych tz. właśnie iście na siłownię czy do lasu się wykrzyczeć a resztę wydaje mi się że zrobi czas. Do tego jak by dodała "karmienie" się tylko dobrymi wspomnieniami z ich związku, bycie jak najwięcej razem i szczerość wobec siebie to powinno przynieść dobre rezultaty.
Co prawda autorka pyta o sex ale ja jako facet nie za bardzo mogę się wypowiadać w tej kwestii bo kobieca psychika pracuje inaczej ale wydaje mi się że rozwiązanie tego problemu tkwi w powyższych.
rumpel
Nic nie musi, to nie ona narozrabiała. Uważam że powinna sobie dziewczyna odpowiedziec na pytanie co dla niej jest fundamentem związku. Dla mnie fundamentem związku jest zaufanie. Nie ma zaufania związek traci rację bytu. Chce być w tym piekle ok ma prawo być w związku bez zaufania ale to nie na jej barki spada odpowiedzialność za odbudowanie tego zaufania. Daj sobie czas dziewczyno, z niczym się nie spiesz. Brak seksu u ciebie jest wynikiem traumy, wstrząsu. Jeśli chcesz wspomóż się psychologiem ale nie daj sobie wmówić że to Ty powinnaś coś zrobić.
Daj sobie prawo do swoich uczuć jak bedziesz na siłę je wypierać wróca ze zdwojoną siłą albo nabawisz się jakiś chorób. Jedno co musisz zrobić to sama to wszystko w swojej głowie poukładać dla siebie, nie dla faceta. Brak seksu to konsekwencja jego głupoty.
Niestety ja to wiem ale on też. Mówi, że spokojnie bo wie, że wszystko spieprzył ale będzie starał ze wszystkich sił naprawić i tak robi. Od tego półtorej roku a ja mam czasem wrażenie, że nie jest mi lepiej mimo upływu czasu a przecież czas goi rany i co....
Niestety ja to wiem ale on też. Mówi, że spokojnie bo wie, że wszystko spieprzył ale będzie starał ze wszystkich sił naprawić i tak robi. Od tego półtorej roku a ja mam czasem wrażenie, że nie jest mi lepiej mimo upływu czasu a przecież czas goi rany i co....
Czytając twe wypowiedzi zastanawiać się zacząłem jakiego Ty teraz po zdradzie oczekujesz związku czy aby nie takiego samego jak przed zdradą???
32 2015-07-22 08:55:27 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-07-22 09:05:36)
Prosisz i masz. ![]()
Tak, to głupie przejmować się i kierować w swym życiu nie tym, co myślisz i na co masz ochotę, tylko tym, co ludzie Cię otaczający - i w dodatku nieżyczliwi - powiedzą.
Wybaczysz wtedy, gdy się na to zdecydujesz, wtedy, gdy teraźniejszość i przyszłość będą dla Ciebie ważniejsze niż jedno zdarzenie z przeszłości. Wtedy, gdy uświadomisz sobie, że kochasz męża mimo zdrady i stwierdzisz, że mimo niej chcesz z nim być dalej.
(...) Od tego półtorej roku a ja mam czasem wrażenie, że nie jest mi lepiej mimo upływu czasu a przecież czas goi rany i co....
Czas leczy rany tylko wówczas, gdy pozwoli się sobie na wszystkie kłębiące się uczucia. Gdy się je ukrywa, rany pogłębiają się.
Ach, te literówki... ![]()
Nic nie musi, to nie ona narozrabiała. Uważam że powinna sobie dziewczyna odpowiedziec na pytanie co dla niej jest fundamentem związku. Dla mnie fundamentem związku jest zaufanie. Nie ma zaufania związek traci rację bytu. Chce być w tym piekle ok ma prawo być w związku bez zaufania ale to nie na jej barki spada odpowiedzialność za odbudowanie tego zaufania. Daj sobie czas dziewczyno, z niczym się nie spiesz. Brak seksu u ciebie jest wynikiem traumy, wstrząsu. Jeśli chcesz wspomóż się psychologiem ale nie daj sobie wmówić że to Ty powinnaś coś zrobić.
Daj sobie prawo do swoich uczuć jak bedziesz na siłę je wypierać wróca ze zdwojoną siłą albo nabawisz się jakiś chorób. Jedno co musisz zrobić to sama to wszystko w swojej głowie poukładać dla siebie, nie dla faceta. Brak seksu to konsekwencja jego głupoty.
Takie pytanie ..Czy naprawiłaś coś kiedyś w życiu? Znalazłaś się w podobnej sytuacji? Czy tylko próbujesz sprzedać wiedzę zasłyszaną ?
Naprawiam rumpel swoje błedy. Jesli robię błąd mam obowiązek go naprawić a nie zrzucać odpowiedzialnośc za innych. Mam 40 lat, wiele przeżyłam i wiem że jeśli bede na siebie przejmować odpowiedzialnośc za głupote innych skonczy się to tragedią. Trzeba umieć człowieku rozróżnić co jest w mojej przestrzeni a co już nie. Inaczej dasz sobie wmówić każdą winę a na poczuciu winy daleko nie ujedziesz. Autorka tak desperacko chce utrzymac zwiazek że jest gotowa zrobić wszystko...dosłownie wszystko by przestać czuć to co czuje a to jest oszukiwaniem samej siebie. Piekło na ziemi.
Niestety ja to wiem ale on też. Mówi, że spokojnie bo wie, że wszystko spieprzył ale będzie starał ze wszystkich sił naprawić i tak robi. Od tego półtorej roku a ja mam czasem wrażenie, że nie jest mi lepiej mimo upływu czasu a przecież czas goi rany i co....
Teraz się biczujesz bo 1,5 roku nie mozesz zmusić się do obowiązku małżeńskiego? No przestań!!! a co by było jakbyś zachorowała i nie mogła uprawiać sexu 5 lat?? Co wtedy? Mógłby iść na lewo? ![]()
To czas dla Ciebie i dla niego, to czas by wypróbować siebie na wzajem i zbudować relacje na nowo. Ja proponuje ci porade psychologa, to najlepsze co możesz zrobić dla siebie i nadaj sobie prawo do tego by czuć co czujesz.
Przepraszam za podwójny wpis.
36 2015-07-22 09:12:11 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-07-22 09:13:06)
W ostatnim poście napisałam głupotę. ![]()
Można wybaczyć zdradę i zdecydować się na dalsze wspólne życie.
Można też wybaczyć, ale podjąć decyzję o życiu osobnym.
Zobacz, dlaczego nie decydujesz się wybaczyć mężowi. Zobacz, do czego ten brak wybaczenia jest potrzebny Tobie, do czego go używasz. Zobacz też, czy wybaczenie nie jest bardziej potrzebne Tobie niż Twemu mężowi.
I jeszcze jedno. Wybaczenie nie ma nic wspólnego z zapomnieniem o tym wydarzeniu.
..... a przecież czas goi rany i co....
Tak, powiedzmy, że goi aczkolwiek blizny mogą zostać. Tyle, że ranę trzeba najpierw oczyścić. Wybacz Konami, Wy tego nie robicie. Ty tego nie robisz.
Boję się, że zostawi dzieci bo wtedy w zasadzie chciał wyjechać na drugi koniec i zaczął się odsuwać, żeby było łatwiej tak tłumaczył.
Komu łatwiej? Tobie? A jak podchodzi do tego na chwile obecną?
Jest czuł, wrażliwy, wspiera, chwali, pomaga bardzo w domu i przy dzieciach, przynosi kwiaty i na każdym kroku chce pokazać jak mu przykro, nawet zdarza się, że płacze gdy mnie złapie na ślimtaniu i ciągle przeprasza, że taki głupi był
wspiera mnie w ciężkich chwilach (jakkolwiek to idiotycznie brzmi bo te chwile, dzięki niemu) ale jak tylko widzi, że coś zaczynam się zasmucać to zaraz coś wymyśla, spacer, film, zakupy cokolwiek byle odgonić myśli. I też wciąż mówi, że kocha i będzie tylko lepiej nie będę żałować i dzieci będą zawsze szczęśliwe bo On o to zadba...
Przykro mu. Mówi, że nie będziesz żałować. I dzieci szczęśliwe będą. A on? Zadba o wszystko. Dlaczego odnoszę wrażenie, że ten człowiek za wszelką cenę boi się, że wszystko ujrzy światło dzienne? Bo nikt o tym nie wie... Nikt. Tylko Ty i on.
38 2015-07-22 09:17:14 Ostatnio edytowany przez rumpel (2015-07-22 09:21:08)
Naprawiam rumpel swoje błedy. Jesli robię błąd mam obowiązek go naprawić a nie zrzucać odpowiedzialnośc za innych. Mam 40 lat, wiele przeżyłam i wiem że jeśli bede na siebie przejmować odpowiedzialnośc za głupote innych skonczy się to tragedią. Trzeba umieć człowieku rozróżnić co jest w mojej przestrzeni a co już nie. Inaczej dasz sobie wmówić każdą winę a na poczuciu winy daleko nie ujedziesz. Autorka tak desperacko chce utrzymac zwiazek że jest gotowa zrobić wszystko...dosłownie wszystko by przestać czuć to co czuje a to jest oszukiwaniem samej siebie. Piekło na ziemi.
Po pierwsze Nie piszę o przejmowaniu odpowiedzialności autorki za błąd męża.
Po drugie Nie radzimy autorce poczuwać się do winy.
Po trzecie Autorka wcale desperacko nie chce utrzymać związku tylko chce poradzić sobie sama z sobą.
Qursywa ja nie staram się utrzymać tego związku za wszelką cenę, ja...go po prostu kocham i zawsze myślałam, że będziemy tylko my (wiem głupie). Nie biczuję się, że nie mogę się "zmusić" do obowiązku małżeńskiego po prostu brak seksu mnie też przeszkadza i nawet jak wydaje mi się, że mam ochotę i będzie ok to jak przychodzi co do czego to nie mogę. Wieokropek ja nawet mam wrażenie, że mu wybaczyłam ale jak zaczynam myśleć co powiedzieliby by inni o tej sytuacji to myślę Boże jaka ja głupia jestem, jakiś wstyd czy brak wiary w siebie po tym wszystkim mi mówi, że powinnam się rozstać bo to, że zostaję pokazuje, że siebie nie szanuje. Nie wiem czy to co piszę ma w ogóle sens...Rumpel obawiam się, że masz rację bo choć wiem, że nie moze być tak samo bo my jesteśmy inni to chyba chciałabym tego co było ![]()
40 2015-07-22 09:23:17 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-07-22 09:25:07)
(...) Dlaczego odnoszę wrażenie, że ten człowiek za wszelką cenę boi się, że wszystko ujrzy światło dzienne? Bo nikt o tym nie wie... Nikt. Tylko Ty i on.
Może oboje są podobnie do siebie skonstruowani? Bo o obawach męża autorki nic nie wiadomo. Wiadomo za to sporo o jej obawach związanych z ujawnieniem na zewnątrz informacji o zdradzie męża.
Tylko... po co wszystkim wkoło o tejże zdradzie mówić?
Edit:
Rany!!!!
Co dla Ciebie jest ważniejsze? To, na czym Tobie zależy czy opinia innych nieżyczliwych Ci osób?
Qrsywa napisał/a:Naprawiam rumpel swoje błedy. Jesli robię błąd mam obowiązek go naprawić a nie zrzucać odpowiedzialnośc za innych. Mam 40 lat, wiele przeżyłam i wiem że jeśli bede na siebie przejmować odpowiedzialnośc za głupote innych skonczy się to tragedią. Trzeba umieć człowieku rozróżnić co jest w mojej przestrzeni a co już nie. Inaczej dasz sobie wmówić każdą winę a na poczuciu winy daleko nie ujedziesz. Autorka tak desperacko chce utrzymac zwiazek że jest gotowa zrobić wszystko...dosłownie wszystko by przestać czuć to co czuje a to jest oszukiwaniem samej siebie. Piekło na ziemi.
Po pierwsze Nie piszę o przejmowaniu odpowiedzialności autorki za błąd męża.
Po drugie Nie radzimy autorce poczuwać się do winy.
Po trzecie Autorka wcale desperacko nie chce utrzymać związku tylko chce poradzić sobie sama z sobą.
Sama ze sobą wpisując że związek bez seksu daleko nie ujedzie?
czytasz czy udajesz że czytasz??
To dla mnie informacja, że zaczyna czuć się z tym źle że nie uprawia seksu z mężem bo to może go popchnąć do odejścia. Poczucie winy aż kipi z tego postu.
Dobry związek przetrwa nawet bez seksu. Jak wpisałam wyżej są rózne sytuacje życiowe, które eliminują seks w związku. Znam faceta którego żona chora na stwardnienie rozsiane, nie miała z nim bliskości 5 lat. I te 5 lat dochował jej wierności.
Na tym polega wlaśnie związek oparty na miłosci, zaufaniu, przyjaźni.
Qursywa ja nie staram się utrzymać tego związku za wszelką cenę, ja...go po prostu kocham i zawsze myślałam, że będziemy tylko my (wiem głupie). Nie biczuję się, że nie mogę się "zmusić" do obowiązku małżeńskiego po prostu brak seksu mnie też przeszkadza i nawet jak wydaje mi się, że mam ochotę i będzie ok to jak przychodzi co do czego to nie mogę. Wieokropek ja nawet mam wrażenie, że mu wybaczyłam ale jak zaczynam myśleć co powiedzieliby by inni o tej sytuacji to myślę Boże jaka ja głupia jestem, jakiś wstyd czy brak wiary w siebie po tym wszystkim mi mówi, że powinnam się rozstać bo to, że zostaję pokazuje, że siebie nie szanuje. Nie wiem czy to co piszę ma w ogóle sens...Rumpel obawiam się, że masz rację bo choć wiem, że nie moze być tak samo bo my jesteśmy inni to chyba chciałabym tego co było
Dlatego zamiast tu pisać zbieraj tyłek z forum i szukaj profesjonalnej pomocy dla siebie. Nawet jak zajmie ci to rok to bedzie to najlepiej spożytkowany czas.
Pozdrawiam
... zawsze myślałam, że będziemy tylko my (wiem głupie)
Jeśli takie Twoje zdanie w tej materii, to większość z nas jest głupcami ![]()
Nie biczuję się, że nie mogę się "zmusić" do obowiązku małżeńskiego po prostu brak seksu mnie też przeszkadza i nawet jak wydaje mi się, że mam ochotę i będzie ok to jak przychodzi co do czego to nie mogę
To nie ma być obowiązek małżeński Dziewczyno...
Qursywa ja nie staram się utrzymać tego związku za wszelką cenę, ja...go po prostu kocham i zawsze myślałam, że będziemy tylko my (wiem głupie). Nie biczuję się, że nie mogę się "zmusić" do obowiązku małżeńskiego po prostu brak seksu mnie też przeszkadza i nawet jak wydaje mi się, że mam ochotę i będzie ok to jak przychodzi co do czego to nie mogę. Wieokropek ja nawet mam wrażenie, że mu wybaczyłam ale jak zaczynam myśleć co powiedzieliby by inni o tej sytuacji to myślę Boże jaka ja głupia jestem, jakiś wstyd czy brak wiary w siebie po tym wszystkim mi mówi, że powinnam się rozstać bo to, że zostaję pokazuje, że siebie nie szanuje. Nie wiem czy to co piszę ma w ogóle sens...Rumpel obawiam się, że masz rację bo choć wiem, że nie moze być tak samo bo my jesteśmy inni to chyba chciałabym tego co było
Chcąc ratować... nie ratować - budować NOWY ZWIĄZEK z obecnym partnerem musisz niestety dumę i poszanowanie siebie na razie schować głęboko, no cóż a związek taki jaki był już nie istnieje skończył się wraz zdradą twego męża, MUSISZ SIĘ Z TYM POGODZIĆ.
Sponiewierana zacytowałam Qursywę z tym obowiązkiem
, nie tak postrzegam seks w związku
. Rumpel teoretycznie wiem ale jakoś z praktyką ciężko
Sponiewierana napisał/a:(...) Dlaczego odnoszę wrażenie, że ten człowiek za wszelką cenę boi się, że wszystko ujrzy światło dzienne? Bo nikt o tym nie wie... Nikt. Tylko Ty i on.
Może oboje są podobnie do siebie skonstruowani? Bo o obawach męża autorki nic nie wiadomo. Wiadomo za to sporo o jej obawach związanych z ujawnieniem na zewnątrz informacji o zdradzie męża.
Tylko... po co wszystkim wkoło o tejże zdradzie mówić?
Edit:
Rany!!!!
Co dla Ciebie jest ważniejsze? To, na czym Tobie zależy czy opinia innych nieżyczliwych Ci osób?
Nie wszystkim. Komuś bliskiemu... Założę się, że znalazłoby się tutaj kilka osób, które potwierdziłyby, że rozmowa z kimś sprawiła, że po przeżyciach nachodzi człowieka swojego rodzaju ulga...
47 2015-07-22 09:35:54 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-07-22 09:40:14)
Nie wszystkim. Komuś bliskiemu... Założę się, że znalazłoby się tutaj kilka osób, które potwierdziłyby, że rozmowa z kimś sprawiła, że po przeżyciach nachodzi człowieka swojego rodzaju ulga...
100% racji. Tyle tylko, że z postów wynika, że wśród osób autorkę otaczających nie ma ani jednej życzliwej, bliskiej jej osoby. Że wszyscy wilkiem na nią patrzą i czyhają, by w majestacie prawa nazwać ją głupią.
Że to niemożliwe, by wszyscy potępili ją w czambuł za to, że ich związek przeżywał kryzys a mąż ją zdradził? Że mimo zdrady go kocha i planuje być z nim dalej? Wiem.
W psychologii znane jest zjawisko projekcji, czyli przypisywania innym swych myśli, poglądów.
Wcześniej zaproponowałam, by autorka podjęła własną terapię u dobrego psychoterapeuty. Nie po to, by odbudować związek, ale po to, by mogła swobodnie stwierdzić na czym jej zależy, co dla niej jest ważne i podjąć swoje decyzje (również dotyczące małżeństwa).
Sama ze sobą wpisując że związek bez seksu daleko nie ujedzie?
czytasz czy udajesz że czytasz??
To dla mnie informacja, że zaczyna czuć się z tym źle że nie uprawia seksu z mężem bo to może go popchnąć do odejścia. Poczucie winy aż kipi z tego postu.
Dobry związek przetrwa nawet bez seksu. Jak wpisałam wyżej są rózne sytuacje życiowe, które eliminują seks w związku. Znam faceta którego żona chora na stwardnienie rozsiane, nie miała z nim bliskości 5 lat. I te 5 lat dochował jej wierności.
Na tym polega wlaśnie związek oparty na miłosci, zaufaniu, przyjaźni.
Wiesz.... Czytam i do tego chyba ją bardzo dobrze rozumiem.
49 2015-07-22 09:39:01 Ostatnio edytowany przez Qrsywa (2015-07-22 09:40:52)
konami napisał/a:Qursywa ja nie staram się utrzymać tego związku za wszelką cenę, ja...go po prostu kocham i zawsze myślałam, że będziemy tylko my (wiem głupie). Nie biczuję się, że nie mogę się "zmusić" do obowiązku małżeńskiego po prostu brak seksu mnie też przeszkadza i nawet jak wydaje mi się, że mam ochotę i będzie ok to jak przychodzi co do czego to nie mogę. Wieokropek ja nawet mam wrażenie, że mu wybaczyłam ale jak zaczynam myśleć co powiedzieliby by inni o tej sytuacji to myślę Boże jaka ja głupia jestem, jakiś wstyd czy brak wiary w siebie po tym wszystkim mi mówi, że powinnam się rozstać bo to, że zostaję pokazuje, że siebie nie szanuje. Nie wiem czy to co piszę ma w ogóle sens...Rumpel obawiam się, że masz rację bo choć wiem, że nie moze być tak samo bo my jesteśmy inni to chyba chciałabym tego co było
Chcąc ratować... nie ratować - budować NOWY ZWIĄZEK z obecnym partnerem musisz niestety dumę i poszanowanie siebie na razie schować głęboko, no cóż a związek taki jaki był już nie istnieje skończył się wraz zdradą twego męża, MUSISZ SIĘ Z TYM POGODZIĆ.
Jesli mam przestać szanowac siebie bo to kompromis to przepraszam jak mogę wymagać by szanowł mnie ten ewentualny mój partner?
coś mylisz chyba.
Ja niczego nie muszę ja mogę ewentualnie chcieć...to drobna różnica aczkolwiek bardzo znacząca. ![]()
50 2015-07-22 09:40:30 Ostatnio edytowany przez konami (2015-07-22 09:42:56)
Nie boję się, że odejdzie z powodu braku seksu. Teraz wiem, że może mnie zostawić bo tak ale ja się już tego nie boję. Boję się, że nie będę wiedzieć, że coś się stało i będę się czuła jak idiotka. Co do seksu zwyczajnie mnie brakuje takiej intymności i niejednokrotnie mam na to ochotę ale jak przychodzi co do czego to bam i nie mogę
a kiedyś było wspaniale. Jeśli chodzi o mówienie o tym to ja nie chcę mówić innym. Mąż powiedział, że jeśli mi pomoże to mam rozmawiać, mówił nawet o moich rodzicach choć wie, że gdyby się dowiedzieli ich podejście do niego zmieniłoby się diametralnie.
Edit
Poza tym codziennie On mnie często przytula czy całuje w czoło albo w usta, nie naciska i taka intymność nie budzi we mnie jakiś oporów jak tylko to posuwa się dalej to zaczyna się we mnie jakiś bunt.
Drodzy Państwo, można siebie szanować i zdecydować się na reaktywację związku. ![]()
Nie boję się, że odejdzie z powodu braku seksu. Teraz wiem, że może mnie zostawić bo tak ale ja się już tego nie boję. Boję się, że nie będę wiedzieć, że coś się stało i będę się czuła jak idiotka. Co do seksu zwyczajnie mnie brakuje takiej intymności i niejednokrotnie mam na to ochotę ale jak przychodzi co do czego to bam i nie mogę
a kiedyś było wspaniale. Jeśli chodzi o mówienie o tym to ja nie chcę mówić innym. Mąż powiedział, że jeśli mi pomoże to mam rozmawiać, mówił nawet o moich rodzicach choć wie, że gdyby się dowiedzieli ich podejście do niego zmieniłoby się diametralnie.
Dlaczego nie chcesz mówić?? Wstyd?? Czy chcesz go ochronić by inni nie zmienili do niego podejścia?
Tyle tylko, że z postów wynika, że wśród osób autorkę otaczających nie ma ani jednej życzliwej, bliskiej jej osoby. Że wszyscy wilkiem na nią patrzą i czyhają, by w majestacie prawa nazwać ją głupią.
No właśnie. Dłaczego? Kanomi, jest tak?
Wcześniej zaproponowałam, by autorka podjęła własną terapię u dobrego psychoterapeuty. Nie po to, by odbudować związek, ale po to, by mogła swobodnie stwierdzić na czym jej zależy, co dla niej jest ważne i podjąć swoje decyzje (również dotyczące małżeństwa).
Dokładnie. Jestem jak najbardziej za
A swoja drogą, co zrobić by wytłuścić tekst?
wstyd....:(
Drodzy Państwo, można siebie szanować i zdecydować się na reaktywację związku.
Zgadzam się. To wybór. Dokonuje wyboru bo chce i ponoszę konsekwencje takiej decyzji. Jesli decyzuje się dać mu szansę to jedno co robię to pracuję nad tym by przestać rozpamiętywać jego błąd. Ale tego nie da się zrobić samemu, chyba że ma się jako taką umiejętnośc rozpoznawania swoich uczuć identyfikowania się z nimi i wykorzystywania tego co się czuje do poprawy własnego życia. Jesli kochasz męza i chcesz z nim być bierz to na klate i patrz w przód a nie wstecz. Konsekwencje tej decyzji ty poniesiesz nikt inny
Nadal zalecam prace z psychologiem ![]()
wstyd....:(
a czego się wstydzisz?i kto powinien się wstydzić?
wstyd....:(
Jedynie za partnera... SOBIE NIC NIE MOŻESZ ZARZUCIĆ !!!
Nie boję się, że odejdzie z powodu braku seksu
Boisz się, że ....
... że jeśli się rozstaniemy dzieci nie będą miały ojca a są za nim bardzo.
A on?
Boję się, że i tak powieli przykład swoich rodziców/ojca i odejdzie (wtedy mi powiedział ja się wychowałem bez ojca oni dadzą radę)
Brzmi jak postrach... Albo usprawiedliwienie.
Konami po prostu porozmawiaj z kimś o tym. Albo z bliską osobą albo z specjalistą. Pewnie przesadzasz i nie zostałabyś potępiona za to, że zostałaś zdradzona, przecież to głupie. Z tego co piszesz widać, że irracjonalnie się tego boisz. Nie przetrawiłaś tego co się stało i rozmowa na pewno pomoże. Może i pisanie na forum przyniosło jakąś ulgę, ale na jak długo. Trzymanie w sobie złych emocji tylko nas dusi.
konami napisał/a:wstyd....:(
Jedynie za partnera... SOBIE NIC NIE MOŻESZ ZARZUCIĆ !!!
za parntera?
to jakby próbowac też za niego kochać ![]()
Przerwanie milczenia dałby ci autorko kolejny bardzo ważny profit. Złamałoby mu komfort, jakby miał ochote na kolejny raz ![]()
wstyd....:(
Wstyd ??
- ze wybrałaś partnera który okazał sie zdrajca ??
- Za partnera ze postąpił jak postąpił ?
- za siebie ze dalej z nim jestes ??
- ze nie u umiesz sobie dalej z tym poradzić ?
Czego konkretnie sie wstydzisz ??
konami napisał/a:wstyd....:(
a czego się wstydzisz?i kto powinien się wstydzić?
Konami... To co nabroiłas , co?
Przepraszam za off top. ![]()
(...) A swoja drogą, co zrobić by wytłuścić tekst?
Tutaj masz link do różnych przydatnych informacji: http://www.netkobiety.pl/help.php#smilies.
Wstydzę się, że uchodziliśmy za idealne małżeństwo. Mówili na nas gołąbeczki a ja byłam taka szczęśliwa, ze tyle lat i gołąbeczki. A tu taki wstyd bo mąż woli inne, bo nie byłam zbyt dobra, bo on nie był nie umiem tego wyjaśnić racjonalnie wstydzę się po prostu, że to się stało, że nie byliśmy tacy zakochani żeby być gołąbeczkami na całę życie.
Konami,
A rozważałaś również i to, czy na całą Twą trudną sytuację przypadkiem nie nakłada się dodatkowo "biologia"?
Z postów wynika, że Wasze Dziecko jest jeszcze malutkie... Może wyczerpująca opieka nad nim? Może jakiś rodzaj baby blues, który przechodzisz? Może problemy z libido? Może jakieś pastylki, które łykasz? Może obawa przed zajściem w kolejną ciążę, w sytuacji, w której sama nie wiesz, czy chcesz dalej wędrować przez życie z tym człowiekiem?
Rozważałaś takie okoliczności?
Czy nadal lubisz jego dotyk, jego oddech, jego zapach? jego obecność w ogóle? Nie chodzi mi tu o fizyczną bliskość, ale o takie sytuacje, które tworzą intymność między Wami. W którym momencie dokładnie się blokujesz?
To pytania dla Ciebie, oczywiście. Nie oczekuję odpowiedzi na Forum.
Sugeruję tylko przemyślenie sprawy, bo może warto byłoby, abyście razem z Mężem skonsultowali się też z seksuologiem, a nie tylko terapeutą.