netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Rozstanie. Powód: potrzeba zdystansowania, przemyślenia i odpoczynku.

11 odpowiedzi5 154 wyświetleniazałożony przez m_n22, 01.07.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie. Powód: potrzeba zdystansowania, przemyślenia i odpoczynku.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: Rozstanie. Powód: potrzeba zdystansowania, przemyślenia i odpoczynku.

Witam wszystkie Forumowiczki.

Jestem 24 letnim facetem który niecałe 1.5 tygodnia temu rozstał się z kobietą swojego życia którą nadal bardzo kocham!
Byłem w związku, opartym na miłości, zaufaniu, wierności, namiętności i trosce o drugiego, trwającym 4 lata aż o końca czerwca..

Zacznę od początku.

Cały nasz związek mógłbym podzielić na 3 etapy..
I etap- to pierwszy rok naszego związku, gdzie poznawaliśmy się, uczucie kwitło.. piękny czas.. przeżyliśmy razem śmierć naszych najbliższych ( od jej jak i mojej strony). Wszystko było naprawdę super

II etap- zaczął się od miesięcznej przerwy spowodowanej tym iż nie poradziłem sobie z stratą bliskiej mi osoby..i pogubiłem się..
Ona była, czekała, wspierała jak mogła.. nie odpuszczała!
Po tej przerwie wróciliśmy do siebie wzmocnieni i pełni energii i miłości.. to był cudowny czas! co tu dużo mówić..

III etap - zaczyna się kiedy Ona wyjeżdża na 4 miesiące za granice, a ja na 5. Dzieli nas 1000 km. Utrzymujemy stały kontakt ze sobą, długie rozmowy, sms, staramy się przetrwać. Jednak z czasem temperatura troszkę spada.. Kiedy już wracamy do domów.. jest znowu ok ! nie możemy się nacieszyć sobą! ale wtedy nadchodzi czas wyjazdu do pracy. 190 km, spotkania jedynie w niektóre weekendy.. Przychodzi październik. Ona zaczyna studia i podejmujemy decyzję żeby razem zamieszkać. Jest świetnie.. ale z czasem zaczynamy się docierać.. kłótnie sprzeczki, każdy ustawia wszystko pod siebie...niedopowiedzenia.. Atmosfera robi się coraz bardziej gęsta. Ja wpadam w wir jakiejś dziwnej obojętności, przestaję doceniać moją Ukochaną, wkrada się rutyna, ochłodzenie relacji, brak okazywania uczuć z mojej strony, bardzo rzadkie zbliżenia..

Ona sygnalizuje mi że nie chce tak żyć.. żebym coś zmienił... ja nie reaguje.. i tak przychodzi maj/czerwiec..  i w końcu Ona mówi ze dalej tak nie może i potrzebuję odpocząć ode mnie i przemyśleć wszystko.. żebyśmy się rozstali dopóki się kochamy, a nie nienawidzimy.. Wszystko zbiega się z tym iż kilka dni po rozstaniu wyjeżdża do pracy za granicę na 3 miesiące..

Do mnie dopiero po tym wszystkim dotarło, co zrobiłem, jak się zachowywałem. Że byłem najgorszym partnerem, nie okazującym uczuć, nie starającym się. Zrozumiałem wiele rzeczy... Niestety kilka miesięcy za późno... Teraz nie mogę nic zrobić.. wpadłem w okropne rozżalenie..Płaczę, rozmyślam, staram się jakoś przekonać ja do siebie żeby dała nam 2 szansę... ale w odpowiedzi słyszę że na razie tam gdzie jest jest szczęśliwa, i nie może mi obiecać że wróci do mnie ale kocha mnie bardzo.. Rozumie ją w pełni, bo nie dawałem jej powodów żeby starała się uwierzyć w szczerość mojego uczucia!

Nie mogę pogodzić się z tym że zostałem sam, że kobieta którą kocham nad wszystko.. odeszła.. i jest jej lepiej beze mnie..
Czuję się że straciłem sens życia, marzenia które odeszły razem z Nią...

Proszę pomóżcie, co mam zrobić.. jak sprawić żeby znowu uwierzyła w Nas, w naszą miłość..

2

Odp: Rozstanie. Powód: potrzeba zdystansowania, przemyślenia i odpoczynku.

Musztarda po obiedzie niestety.Czy umiesz sobie sam racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego lekceważyłeś ją gdy była przy tobie? Przeciez zrobiłeś wszystko żeby odeszła. To o co ci teraz chodzi?

3

Odp: Rozstanie. Powód: potrzeba zdystansowania, przemyślenia i odpoczynku.

tu pomocy raczej nie ma sam pomogles jej odejsc teraz mozesz miec pretensje sam do siebie ze pozwoliles jej odejsc nie potrafiles jej sluchac dawala ci szanse prosila o zmiany a teraz teraz to wsiadaj w samochod jedz do niej padaj na kolana i pros moze cos uprosisz podobno proscie a bedzie wam dane ale czy tak bedzie ktoz to wie

4 Ostatnio edytowany przez pterodaktyl (2015-07-03 06:24:04)

Odp: Rozstanie. Powód: potrzeba zdystansowania, przemyślenia i odpoczynku.
m_n22 napisał/a:

...Byłem w związku, opartym na miłości, zaufaniu, wierności, namiętności i trosce o drugiego...

II etap- zaczął się od miesięcznej przerwy spowodowanej tym iż nie poradziłem sobie z stratą bliskiej mi osoby..i pogubiłem się..

...podejmujemy decyzję żeby razem zamieszkać. Jest świetnie.. ale z czasem zaczynamy się docierać.. kłótnie sprzeczki, każdy ustawia wszystko pod siebie...niedopowiedzenia.. Atmosfera robi się coraz bardziej gęsta. Ja wpadam w wir jakiejś dziwnej obojętności, przestaję doceniać moją Ukochaną, wkrada się rutyna, ochłodzenie relacji, brak okazywania uczuć z mojej strony, bardzo rzadkie zbliżenia...

Ona sygnalizuje mi że nie chce tak żyć.. żebym coś zmienił... ja nie reaguje.. i tak przychodzi maj/czerwiec..  i w końcu Ona mówi ze dalej tak nie może i potrzebuję odpocząć ode mnie i przemyśleć wszystko...

Do mnie dopiero po tym wszystkim dotarło, co zrobiłem, jak się zachowywałem. Że byłem najgorszym partnerem, nie okazującym uczuć, nie starającym się. Zrozumiałem wiele rzeczy...
...staram się jakoś przekonać ja do siebie żeby dała nam 2 szansę... ale w odpowiedzi słyszę że na razie tam gdzie jest jest szczęśliwa...

Pozwolisz, że i facet zabierze tu głos? Wyjaśnij mi parę spraw:
1. Co rozumiesz, przez okreslenie "pogubiłem się" (po stracie bliskiej osoby)? Czy miało miejsce coś, co mogło zachwiać Waszymi relacjami?
2. Te kłótnie, sprzeczki, "docieranie się" - czy jesteś w stanie okreslić, kto więcej to inicjował, czego dotyczyło (powody) i jak wygladało rozładowanie takich nieporozumień?
3. Nie wspomniałeś nic o tym, ale czy mieliscie za soba (zarówno Ty jak i Twoja dziewczyna) jakies doswiadczenia z byciem w związku 24 godziny/dobę, innymi słowy, czy to Wasze wspólne mieszkanie (obfitujace w kłótnie) to było dla Was pierwsze doswiadczenie? Mieliscie jakieś związki (ale nie spotykanie sie na randki/kino/spacerki) na tyle zaawansowane, ze mieszkaliscie już z kimś?
Widzisz, żyjąc "na odległość" i wydując się raz na jakiś czas nie sztuką jest widzieć swój związek jako idylliczny, pełen "miłości, zaufaniu, wierności, namiętności". Dopiero PRAWDZIWE ŻYCIE, wspólne mieszkanie weryfikuje to wszystko i obnaża dojrzałość, przygotowanie do zycia i te wszystkie "wspaniałosci" jakie nam się ...wydają. Tak bywa.

zbytdelikatna napisał/a:

...Czy umiesz sobie sam racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego lekceważyłeś ją gdy była przy tobie? Przeciez zrobiłeś wszystko żeby odeszła. To o co ci teraz chodzi?

joanna925 napisał/a:

tu pomocy raczej nie ma sam pomogles jej odejsc teraz mozesz miec pretensje sam do siebie ze pozwoliles jej odejsc nie potrafiles jej sluchac dawala ci szanse prosila o zmiany a teraz teraz to wsiadaj w samochod jedz do niej padaj na kolana i pros moze cos uprosisz podobno proscie a bedzie wam dane ale czy tak bedzie ktoz to wie

Wybaczcie, Drogie Panie, ze w oparciu o Wasze opinie dopuszczę się swojej refleksji... Autorze, jesli czytujesz Forum, to zauważyłes juz chyba, ze w wielu watkach, w których autorami sa mężczyźni zdradzający swoje rozterki, odpowiedzi pań bywają stronnicze i mało obiektywne. Prawdopodobnie i tutaj mamy z tym do czynienia. Gdybys swój watek pisał jako kobieta, a to Twój partner po niepowodzeniach wspólnego zycia (krótkotrwałego bardzo...) zmył się - jak Twoja dziewczyna - opinie Pań byłyby prawdopodobnie inne: "okazał sie niedojrzałym gnojkiem, przerosło go wspólne zycie, wieczny chłopiec, nieodpowiedzialny - nie masz co wylewać łez, znajdziesz odpowiedzialnego, wyrozumiałego i mądrego..." Często zauważam taką stronniczość, zatem nie bierz takich opinii za bardzo do siebie.
Panie cała winę przypisuja Tobie. Cóż, ja tak jednoznacznego osądu nie wygłoszę. Za katastrofę w zwiazku odpowiadaja oboje - nie obwiniałbym tu Autora tak jednoznacznie... Szczegółów nie znamy na tyle, bo całą winę przypisać, Drogie Panie, Autorowi... Bywa róznie. Zakładam, że oboje nie mieli jeszcze doświadczenia w byciu z kimś tak "na całego", ze wspólnym mieszkaniem. Nie znając tego i nie potrafiac sie w tym odnaleźć - nie trudno o "kwasy", rozdrażnienia i kłótnie. Autor sam wspomina, ze oboje wszystko "ustawiali pod siebie", znaczy, ze oboje nie potrafili funkcjonować mając wciąż obok drugą osobę... To wprowadza często u osób dotychczas zyjących "jak single" (zwiazek "na dochodzenie" też taki jest) irytacje i nerwy. Taki syndrom "starokawalerstwa" w pewnym sensie... Bywa. Następna sprawa: to odejscie dziewczyny, jej słowa i zachowanie "po" świadczą, iz niespecjalnie jej na związku zależało i woli wygodniejsze, bezproblemowe zycie samej. W innym przypadku nie poddałaby sie tak szybko i nie "odwróciła na pięcie" - tylko walczyła o lepsze relacje. Ona zaś skreśliła ten związek i poszła w długą. Na marginesie wspomne tu też, ze Autor nie ma chyba swiadomosci, ze w związku, w którym non stop jest "gęsta" atmosfera, są kłótnie i nerwy - trudno jest normalnie funkcjonować, byc radosnym, spontanicznym i zabiegać, okazywać uczucie i mieć chęci "na zblizenia"... To całkowicie normalne zaleznosci. Skoro było jak było miedzy Wami, Autorze - nie widze tu wystarczających powodów do kajania sie i przypisywania sobie tylko wszystkich win za rozpad związku... Do ratowania związku potrzeba oboje. Sam niczego nie zdziałasz... Nie wiem czy miałoby sens bieganie do tej dziewczyny i błaganie o litość i powrót. Myslę, że w ten sposób tylko się upokorzysz przed nią i nie osiągniesz niczego ponad politowanie... Ale to moje zdanie na podstawie bardzo okrojonych - z Twojej strony - informacji. W obecnej sytuacji jedynym posunieciem z Twojej strony byłoby nawiązanie z nia kontaktu, zasygnalizowanie (ale nie "płaczliwym tonem"), ze Ci jej brakuje i chciałbyś, abyście spróbowali "jeszcze raz", ale już swiadomi poprzednich błedów... Jesli dla niej Wasz związek miał takie samo znaczenie jak dla Ciebie - wykorzysta to i da Wam szansę. Kajanie się, obwinianie, szmacenie się przed nią przyniesie tylko skutek odwrotny niz byś tego oczekiwał...
Spróbuj rozwinąć zagadnienie, które na początku wskazałem - moze cos wiecej będzie mozna Ci doradzić...

5

Odp: Rozstanie. Powód: potrzeba zdystansowania, przemyślenia i odpoczynku.

" .. wpadłem w okropne rozżalenie..Płaczę, rozmyślam, staram się jakoś przekonać ja do siebie żeby dała nam 2 szansę... ale w odpowiedzi słyszę że na razie tam gdzie jest jest szczęśliwa, i nie może mi obiecać że wróci do mnie ale kocha mnie bardzo "
piszesz - jest tam  szczęśliwa  i bardzo kocha ????? hmm.....

6

Odp: Rozstanie. Powód: potrzeba zdystansowania, przemyślenia i odpoczynku.

Dziękuję Wszystkim za odpowiedzi.. konstruktywne jak i te mniej.


pterodaktyl-u, postaram się rozwinąć pkt. które wyszczególniłeś, które nie dają pełnego obrazu problemu.

1. Pogubiłem się.. tzn. nie radziłem sobie z nadmiarem emocji. Żalu, bezsilności, świadomości tego co będzie.
Dodam tylko że przez cały okres choroby która była powodem śmierci jednej z najbliższych mi osób, byłem przy tej osobie. Karmiłem, myłem, przebierałem, towarzyszyłem w tym wszystkim. Postanowiłem że nie będę narażał drugiej połówki na odreagowywanie  tego wszystkiego i odszedłem.
Po miesiącu od śmierci, zeszliśmy się..

2. "Docieranie się".. ciężko mi stwierdzić kto inicjował te sprzeczki.. raczej to było obustronne. Coś w rodzaju 50/50.
Powody były nieraz błahe, a nieraz poważniejsze..

3. Jeśli chodzi o doświadczenia w sferze wspólnego mieszkania.. to ani Ona ani ja nie mieliśmy wcześniej takich doświadczeń.
Dla Niej jak i dla mnie był to "pierwszy raz". Był to też dla nas pierwszy poważny związek z którym łączyliśmy oboje pewne nadzieje, marzenia.


Uznałem także że skoro moja "druga połówka" potrzebuję czasu..to dam jej tyle ile będzie potrzebowała. Niech odetchnie, przewartościuje sobie wszystko, przemyśli. Podjąłem decyzję również że nie będę się z nią kontaktował, a jedynie jak ona będzie czuła taką potrzebę niech napisze/zadzwoni.

Dzieli nas blisko 1700 km..także nie mogę zbyt wiele zrobić.
Pozostaje mi tylko czekać..

Jak uważacie, podjąłem właściwe decyzje ?

7

Odp: Rozstanie. Powód: potrzeba zdystansowania, przemyślenia i odpoczynku.
Kamoa napisał/a:

" .. wpadłem w okropne rozżalenie..Płaczę, rozmyślam, staram się jakoś przekonać ja do siebie żeby dała nam 2 szansę... ale w odpowiedzi słyszę że na razie tam gdzie jest jest szczęśliwa, i nie może mi obiecać że wróci do mnie ale kocha mnie bardzo "
piszesz - jest tam  szczęśliwa  i bardzo kocha ????? hmm.....

tak, powiedziała mi że jest szczęśliwa ale nie na 100%..
powiedziała również że nie przestanie mnie kochać.. bo nie da się tak z dnia na dzień..

nie wiem co o tym myśleć..

8

Odp: Rozstanie. Powód: potrzeba zdystansowania, przemyślenia i odpoczynku.
pterodaktyl napisał/a:

Pozwolisz, że i facet zabierze tu głos? Wyjaśnij mi parę spraw:
1. Co rozumiesz, przez okreslenie "pogubiłem się" (po stracie bliskiej osoby)? Czy miało miejsce coś, co mogło zachwiać Waszymi relacjami?
2. Te kłótnie, sprzeczki, "docieranie się" - czy jesteś w stanie okreslić, kto więcej to inicjował, czego dotyczyło (powody) i jak wygladało rozładowanie takich nieporozumień?
3. Nie wspomniałeś nic o tym, ale czy mieliscie za soba (zarówno Ty jak i Twoja dziewczyna) jakies doswiadczenia z byciem w związku 24 godziny/dobę, innymi słowy, czy to Wasze wspólne mieszkanie (obfitujace w kłótnie) to było dla Was pierwsze doswiadczenie? Mieliscie jakieś związki (ale nie spotykanie sie na randki/kino/spacerki) na tyle zaawansowane, ze mieszkaliscie już z kimś?

Dziękuję Wszystkim za odpowiedzi.. konstruktywne jak i te mniej.


pterodaktyl-u, postaram się rozwinąć pkt. które wyszczególniłeś, które nie dają pełnego obrazu problemu.

1. Pogubiłem się.. tzn. nie radziłem sobie z nadmiarem emocji. Żalu, bezsilności, świadomości tego co będzie.
Dodam tylko że przez cały okres choroby która była powodem śmierci jednej z najbliższych mi osób, byłem przy tej osobie. Karmiłem, myłem, przebierałem, towarzyszyłem w tym wszystkim. Postanowiłem że nie będę narażał drugiej połówki na odreagowywanie  tego wszystkiego i odszedłem.
Po miesiącu od śmierci, zeszliśmy się..

2. "Docieranie się".. ciężko mi stwierdzić kto inicjował te sprzeczki.. raczej to było obustronne. Coś w rodzaju 50/50.
Powody były nieraz błahe, a nieraz poważniejsze..

3. Jeśli chodzi o doświadczenia w sferze wspólnego mieszkania.. to ani Ona ani ja nie mieliśmy wcześniej takich doświadczeń.
Dla Niej jak i dla mnie był to "pierwszy raz". Był to też dla nas pierwszy poważny związek z którym łączyliśmy oboje pewne nadzieje, marzenia.


Uznałem także że skoro moja "druga połówka" potrzebuję czasu..to dam jej tyle ile będzie potrzebowała. Niech odetchnie, przewartościuje sobie wszystko, przemyśli. Podjąłem decyzję również że nie będę się z nią kontaktował, a jedynie jak ona będzie czuła taką potrzebę niech napisze/zadzwoni.

Dzieli nas blisko 1700 km..także nie mogę zbyt wiele zrobić.
Pozostaje mi tylko czekać..

Jak uważacie, podjąłem właściwe decyzje ?

9 Ostatnio edytowany przez pterodaktyl (2015-07-04 14:12:07)

Odp: Rozstanie. Powód: potrzeba zdystansowania, przemyślenia i odpoczynku.
m_n22 napisał/a:

...
Uznałem także że skoro moja "druga połówka" potrzebuję czasu..to dam jej tyle ile będzie potrzebowała. Niech odetchnie, przewartościuje sobie wszystko, przemyśli. Podjąłem decyzję również że nie będę się z nią kontaktował, a jedynie jak ona będzie czuła taką potrzebę niech napisze/zadzwoni.
Pozostaje mi tylko czekać..
Jak uważacie, podjąłem właściwe decyzje ?

Dziękuję za więcej informacji... Co do punktu pierwszego, tego Twojego "pogubienia się" - rozumiem to, bo tego typu doświadczenia sa traumatyczne i trochę człowieka ...zmieniają. Sam też miałem takie sytuacje w zyciu i wiem, ze trudno być dalej takim samym człowiekiem. Moze inaczej to odbiła swoje pietno w moim zyciu, nie mniej jakiś ślad pozostaje...
2. Sprzeczki, kłótnie... Jesli było tego za duzo - też mogły wpływać na Wasze samopoczucie w tym związku i zadziałać ...zniechęcająco. Bo cóż daje bycie z kimś, jakie pozytywy, gdy na kazdym kroku maja miejsce kłótnie i nerwy? Docieranie sie to jedno, a ciągła walka charakterów i osobowosci - to cos innego. I chyba taka walkę mieliście w swoim związku.
Wspólne mieszkanie zazwyczaj obnaża nasze przygotowanie do wspólnego z kims zycia, weryfikuje nasze "wydaje mi się" i sprowadza na ziemię. Nagle zdychają ideały (Jak z Gombrowicza...: Boże, to ona jednak tez chodzi do toalety? Boże, to on chrapie? smile ) i pojawia się realne życie we dwójkę. I to jest dopiero prawdziwy zwiazek. Sam pewnie przyznasz, że zwiazek polegający na randkowaniu i spotykaniu się mozna ciągnąć latami, a prawdziwe, wspólne zycie moze sie okazać nie do wytrzymania...? I może to Wasze przygotowanie, dojrzałość, wyrozumiałość okazała się ...innego zaawansowania - stąd cała sytuacja?
Teraz o Twojej decyzji: w zasadzie prawidłowa podjąłes i jedyna z mozliwych. Owszem, mogłes postawic ultimatum: albo-albo, jednak miałoby to wydźwięk szantazu i z góry wiadoma byłaby jej reakcja. Pozostaje czekać... Zawsze jest tez i druga strona: dając jej czas stałes się jednoczesnie zdany na jej łaskę i niełaskę, okazałeś, że jesteś i czekasz cierpliwie aż jej sie zechce podjąć decyzję. To też dobre nie jest (dla Ciebie) bo stoisz w miejscu i wyczekujesz. A ona w tym czasie ... Różnie bywa... Myslę, że wypadałoby, abys postawił sobie jakąś granice tego "czekania" i wówczas (gdy do tego czasu panna będzie milczeć) ...odwrócił sie i poszedł juz w swoja stronę. Mozesz jej to też jasno zakomunikować, bo głupio robić z siebie w takiej sytuacji wiernie czekajacego - aż pani sie wyszaleje i zdecyduje - pieska, prawda? Dojrzałość to także umiejetność podejmowania niewygodnych decyzji i ponoszenie ryzyka ich ewentualnych konsekwencji... Wypadałoby znać decyzję Twojej partnerki...
Tak juz na marginesie... Nie jestem w stanie zrozumieć takiego stanowiska: i chcę i nie chcę, nie wiem, kocham, ale chcę byc sama, bo muszę przemysleć, muszę sie upewnić, muszę się zdecydować, a ty jak kochasz mnie to czekaj (czekaj ...do dziewięćdziesiątki aż się wyszaleje w zyciu...). Jak się kogoś kocha to się z nim CHCE BYĆ i nie ma wówczas rozterek, niepwnosci, obiekcji i potrzeby zastanowienia. Jest to prosta decyzja: wte lub we wte. Jak sa rozterki to ...albo nie ma miłości, albo jest ktoś jeszcze obok...
Polecam Ci bardzo zblizony tematyką wątek, w którym dostrzegam sporo podobieństw z Twoja sytuacją. Poczytaj uważnie początkowe wątpliwości i późniejsze (wczorajsze) słowa samego Autora: http://www.netkobiety.pl/t81400.html

10

Odp: Rozstanie. Powód: potrzeba zdystansowania, przemyślenia i odpoczynku.
pterodaktyl napisał/a:
m_n22 napisał/a:

...
Uznałem także że skoro moja "druga połówka" potrzebuję czasu..to dam jej tyle ile będzie potrzebowała. Niech odetchnie, przewartościuje sobie wszystko, przemyśli. Podjąłem decyzję również że nie będę się z nią kontaktował, a jedynie jak ona będzie czuła taką potrzebę niech napisze/zadzwoni.
Pozostaje mi tylko czekać..
Jak uważacie, podjąłem właściwe decyzje ?

Dziękuję za więcej informacji... Co do punktu pierwszego, tego Twojego "pogubienia się" - rozumiem to, bo tego typu doświadczenia sa traumatyczne i trochę człowieka ...zmieniają. Sam też miałem takie sytuacje w zyciu i wiem, ze trudno być dalej takim samym człowiekiem. Moze inaczej to odbiła swoje pietno w moim zyciu, nie mniej jakiś ślad pozostaje...
2. Sprzeczki, kłótnie... Jesli było tego za duzo - też mogły wpływać na Wasze samopoczucie w tym związku i zadziałać ...zniechęcająco. Bo cóż daje bycie z kimś, jakie pozytywy, gdy na kazdym kroku maja miejsce kłótnie i nerwy? Docieranie sie to jedno, a ciągła walka charakterów i osobowosci - to cos innego. I chyba taka walkę mieliście w swoim związku.
Wspólne mieszkanie zazwyczaj obnaża nasze przygotowanie do wspólnego z kims zycia, weryfikuje nasze "wydaje mi się" i sprowadza na ziemię. Nagle zdychają ideały (Jak z Gombrowicza...: Boże, to ona jednak tez chodzi do toalety? Boże, to on chrapie? smile ) i pojawia się realne życie we dwójkę. I to jest dopiero prawdziwy zwiazek. Sam pewnie przyznasz, że zwiazek polegający na randkowaniu i spotykaniu się mozna ciągnąć latami, a prawdziwe, wspólne zycie moze sie okazać nie do wytrzymania...? I może to Wasze przygotowanie, dojrzałość, wyrozumiałość okazała się ...innego zaawansowania - stąd cała sytuacja?
Teraz o Twojej decyzji: w zasadzie prawidłowa podjąłes i jedyna z mozliwych. Owszem, mogłes postawic ultimatum: albo-albo, jednak miałoby to wydźwięk szantazu i z góry wiadoma byłaby jej reakcja. Pozostaje czekać... Zawsze jest tez i druga strona: dając jej czas stałes się jednoczesnie zdany na jej łaskę i niełaskę, okazałeś, że jesteś i czekasz cierpliwie aż jej sie zechce podjąć decyzję. To też dobre nie jest (dla Ciebie) bo stoisz w miejscu i wyczekujesz. A ona w tym czasie ... Różnie bywa... Myslę, że wypadałoby, abys postawił sobie jakąś granice tego "czekania" i wówczas (gdy do tego czasu panna będzie milczeć) ...odwrócił sie i poszedł juz w swoja stronę. Mozesz jej to też jasno zakomunikować, bo głupio robić z siebie w takiej sytuacji wiernie czekajacego - aż pani sie wyszaleje i zdecyduje - pieska, prawda? Dojrzałość to także umiejetność podejmowania niewygodnych decyzji i ponoszenie ryzyka ich ewentualnych konsekwencji... Wypadałoby znać decyzję Twojej partnerki...
Tak juz na marginesie... Nie jestem w stanie zrozumieć takiego stanowiska: i chcę i nie chcę, nie wiem, kocham, ale chcę byc sama, bo muszę przemysleć, muszę sie upewnić, muszę się zdecydować, a ty jak kochasz mnie to czekaj (czekaj ...do dziewięćdziesiątki aż się wyszaleje w zyciu...). Jak się kogoś kocha to się z nim CHCE BYĆ i nie ma wówczas jrozterek, niepwnosci, obiekcji i potrzeby zastanowienia. Jest to prosta decyzja: wte lub we wte. Jak sa rozterki to ...albo nie ma miłości, albo jest ktoś jeszcze obok...
Polecam Ci bardzo zblizony tematyką wątek, w którym dostrzegam sporo podobieństw z Twoja sytuacją. Poczytaj uważnie początkowe wątpliwości i późniejsze (wczorajsze)

Tylko ja kocham ja wręcz bezgranicznie...zawsze kochalem! Nie potrafię wobec tego wszystkiego przejść obojętnie...pogodzić się z ta sytuacja... To jest dla mnie niesłychanie ciężkie..

Nie chce nic wymuszać na niej, nie wiem jak określić ta granice czekania...wciąż wierze ze jednak to uczucie będzie silne i wrocimy do siebie!

11

Odp: Rozstanie. Powód: potrzeba zdystansowania, przemyślenia i odpoczynku.

Uważam że masz jak najbardziej szansę.
Moim zdaniem ona Cię kocha i jeśli dasz jej czas, żeby zatęskniła to wróci do Ciebie jak będie w kraju.
Staraj się!

12

Odp: Rozstanie. Powód: potrzeba zdystansowania, przemyślenia i odpoczynku.

Dziękuję Wam za dobre słowo wink

Ale mam jedno pytanie... co mogę zrobić żeby pokazać jej że szczerze i ogromnie zależy mi na Niej ??

Proszę pomóżcie!

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Rozstanie. Powód: potrzeba zdystansowania, przemyślenia i odpoczynku.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026