Jesteśmy ze sobą prawie 4 lata, za rok chcemy wziąć ślub. Różnie między nami bywało. Zdradziłam go ale mi wybaczył. Wiem, że źle zrobiłam bo przez to wszystko się zmieniło i tu wcale nie o nas chodzi tylko o mnie. Przez tamtego poczułam się jak zdzira i szmata, straciłam do siebie szacunek. Jednak jak już wspomniałam mój juz teraz narzeczony mi wybaczył. Jednak z perspektywy czasu widzę, że wtedy było trzeba to zakończyć. Wiem co powiecie,że jestem suką bo go zdradziłam i jeszcze mam pretensje...Jednak sprawa wygląda tak,że on mi nie ufa,w sumie co się dziwić,tzn. ufa ale tylko wtedy gdy czuje się bezpiecznie. Gdy pojawia się jakiś facet zaczyna wypytywać i tworzy sobie historie. Wiem, ze nie powinnam mieć do niego pretensji ale czy jeśli postanowił ze mną zostać to nie powinien jakieś pracy nad sobą podjąć?
Ja pracuję a on studiuje. Mam 23 lata a on 24. Poznaliśmy się na studiach, które musiałam z powodów finansowych przerwać. To były już jego drugie nieskończone studia a teraz znów studiuje i jest na trzecim roku,będzie robił licencjat. Tyle,że głównie siedzi i się opieprza,zdaje często fuksem a podręczniki czy książki czytam ja podobnie jak pisze dla niego prace na studia. W wakacje co roku muszę się spierać,aby podjął jakieś dorywcze zajęcie a że teraz będzie miał licencjat to już o dodatkowym zajęciu mowy nie ma. Ogólnie jest bardziej biegły powiedzmy w sprawach komputerowych,więc jeśli to znajdzie i przeczyta to się nie zdziwię albo znowu będzie uważał, że coś przed nim ukrywam i wtedy i tak będę musiała mu to pokazać.
On ma na mnie duży wpływ, jeśli idzie o poglądy i w ogóle. W domu niby mówi, że będzie mi pomagała, ale na tym się kończy. Jeśli chcę, aby on coś w sobie zmienił mam mu powiedzieć i mówię ale nie zmienia nic no może na chwilę. W domu czuję jak służąca, która jest od sprzątania,gotowania, zbierania jego skarpetek a no i robieniu mu dobrze.
Wiem co powiecie,że mam dopiero 23 lata ale swoje przeżyłam i śmiało mogę powiedzieć,że jestem nad wyraz dojrzała. Nie interesowały i nie interesują mnie imprezy a zresztą z kim jeśli nie mam znajomych, on też nie. Ja chcę mieć rodzinę. Chciałabym mieć dziecko, męża ale usłyszałam, że po studiach, jak się uda to za 6 lat. Niby żartem było tych sześć lat ale kto wie. W ogóle on wszystko mówi żartem...A ja sama nie wiem co czuję,mam wątpliwości.
I w takiej to sytuacji pojawia się Ktoś. Niby zwykły prosty chłopak. Jakby to ująć prostak w porównaniu do tamtego. Jednak dobrze się z nim czuje. Jest starszy o 10 lat i samotny. Zakochał się we mnie. Powiedział mi to tylko że ja myślałam o nim jak o przyjacielu. Wtedy powiedziałam o nim narzeczonemu. No i się zaczęło...że mam zmienić pracę, bo choć rzadko sie widujemy to czasem tak, że on czuje się niekochany, ciągła kontrola i irytujące pytania. A to wszystko mimo tego,że ja poza przyjaźnią nic do tamtego nie czułam. Do czasu... w pewnym momencie znajomi z pracy mówią, Ty się zakochałaś. Nie było żadnych motylków w brzuchu, po prostu dobrze się z tamtym czułam. Przyszedł weekend gdy narzeczony zobaczył smsa od niego i mimo tego, że zastanawiałam się co zrobić i obiecałam sobie, że decyzji pod presją nie podejmę to zrobiłam to i wybrałam narzeczonego. Jednak zakochałam sie w tamtym a do niego czuję pustkę,nic. Ale tak mnie prosił, abym go nie zostawiała, on nie chce być sam i w ogóle,że uległam. Miłości na nowo można się nauczyć przecież.
Ja z tamtym się kochamy ale nie możemy być razem choć on ma nadzieję. Cierpimy ale muszę dać sobie spokój bo narzeczony sam zostać nie może. Tamten ma poważne zamiary wobec mnie,chce rodziny,dzieci...
Podobne tematy
2 2015-06-30 21:17:34 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2015-06-30 21:22:22)
Jeśli nic nie czujesz do narzeczonego to rozstan się z nim. Większą krzywdę robisz mu zostając z nim z litości niż stawiajac sprawę jasno. Chlopak będzie cierpiał ale ułoży sobie wkońcu życie z kimś kto go pokocha ...Ty nie jesteś tym kimś.
W tym momencie robisz dobrze tylko sobie bo chcesz zagłuszyć wyrzuty sumienia ale to dorosły człowiek i da sobie rade. Wyswiadczysz mu przysługę zostawiając go bo dasz szanse na autentyczne i odwzajemnione uczucie. Samo to nie moze zostac male dziecko a nie dorosły mężczyzna.
Farciarz ten Twój narzeczony. Z tego co opisujesz to nie jest on chyba zbytnio atrakcyjnym partnerem dla kobiety, nie ma poważnych planów na przyszłość ani nie robi ze sobą zbyt wiele, no może poza studiami. Nie dziwię się, że od razu znalazł się ktoś inny, ktoś kto bardziej Ci odpowiada, mimo tego, że też ideałem nie jest. Sytuacja trochę patowa, skoro na etapie narzeczeństwa dochodzisz do takich wniosków, to przemyśl to sobie bardzo poważnie i bardzo powoli, prześpij się z tym i wtedy zadecyduj co zrobisz. Jak sobie pościelesz tak się wyśpisz.
Zastanawiam się czy to co czuję o co napisalam nie jest spowodowane stanem zakochania a po jakimś czasie to po prostu minie i na ewentualne wady przestane uwage zwracać?
(...) śmiało mogę powiedzieć,że jestem nad wyraz dojrzała. (...)
To zdanie jest sprzeczne z pozostałymi, w których opisujesz siebie i swoje zachowanie.
Ja bym tak ostro nie oceniała całej sytuacji. Specyfika forum polega na tym że widzimy wszystko od jednej strony. A może ten chlopak ma podstawy do tego by być zazdrosny i cie kontrolowac? W końcu został przez ciebie zdradzony już raz. Nie mówię ze to dobre, wręcz przeciwnie i powinniście coś z tym zrobić, najlepiej razem (np. iść do psychologa).
Podstawowym pytaniem jest: czy dalej kochasz narzeczonego i chcesz być z nim? I nie mówie tu o tym dziwnym uczuciu w brzuchu tylko czy dobrze sie przy nim czujesz gdy sie nie kłocicie. Na tym etapie związku trudno mówić o większej miłości a raczej o przyzwyczajeniu i przywiązaniu.
Jeśli go kochasz to odpuść sobie tego drugiego. Weź pod uwagę że nawet jeśli ci zdradę wybaczył to lęk pozostaje i dla mnie naturalnym jest że nawet jeśli zdrada została wybaczona i częściowo zapomniana to jest to rana która będzie pozostawać na zawsze i powracać co jakiś czas. Dlatego nie dziwi mnie jego strach i zachowanie.
Jeśli natomiast chodzi o podejście do życia i rodziny. Nie ma się czemu dziwiśc że twój narzeczony żartował że dzieci chce mieć za 6 lat a ten drugi od razu. Między nimi jest przepaść wiekowa i twój narzeczony na pewno bedąc w wieku tego drugiego też będzie bardzo chciał być ojcem a może nawet i szybciej. Zresztą jak opisywałaś waszą sytuacje to on się wydaje myślec racjonalnie. Wszak nie macie jeszcze ułożonego życia pod wzgledem materialnym. Za rok ma skończyć studia z tego co pisałaś a wtedy może się wszystko zmienic. Nie warto marnować 4 lat znajomości dla przelotnego zauroczenia.
Nie mam zamiaru ci mówić co masz robić. To ty powinnaś wybrać co dla ciebie jest najlepsze bo to ty jesteś najważniejsza, a nie to czy on będzie sam. Ale nie podejmuj decyzji pochopnie. Rozważ wszystkie za i przeciw i porównaj czy faktycznie takim złym materiałem na męża jest twój narzeczony. Tylko pamiętaj o tym jak wiele lat doświadczenia zyciowego dzieli twojego obecnego z tym drugim i jak wiele może się w tym czasie zmienić w człowieku.
Jeśli jednak zdecydujesz się zostać z tym z którym jestes obecnie to zmiana pracy nie byłaby taką złą decyzja. Wybiłabys mu argument do kłótni bo nie bedziesz miala jak sie widywac z tym drugim. Po za tym jesli bedziesz chciala zapomniec o nim to nie rozmawiaj z nim najlepiej. Krótko się znacie, on łatwiej zapomni (tym bardziej ze biorac pod uwage wiek to juz nie raz pewnie mial kogos i zostawal sam) a twój narzeczony będzie spokojniejszy.
"Ja z tamtym się kochamy ale nie możemy być razem choć on ma nadzieję"
Na klamstwie, falszu i obludzie nic dobrego zbudowac sie nie da. Przedzej czy pozniej sie to skonczy zle, o wiele gorzej niz jest teraz. Ty nawet kwestii szasunku do samej siebie, postepowania zgodnie z uczuciami nie rozwazasz! Jednak to co opisuejsz to jest zwykla sytuacja oszukiwania drugiego czlowieka (prawdziwym drugim dnem moze byc Twoja sytuacja egzystensjalna przez koniecznosc zamieszkiwania i utrzymania), klamstwa. Co na tym mozna zbudowac z narzeczonym? Prawdopodobnie skonczy sie to jedna wielka klapa, ranieniem siebie, obopolnymi zdradami. Po co chcesz to robic skoro masz swiadomosc obecnej sytuacji? Z jakiego powodu chcesz oszukiwac i oszukac bliskiego Ci czlowieka? Bo tak Ci jest wygodniej? Bo tak to sobie umyslilas? Bo tak to sobie wyobrazasz? Rece wprost opadaja jak sie co takiego czyta.
Mylisz dojrzalosc z masochizmem
Zachowujesz sie jak nawiedzona zakonnica, ktora postanawia kleczec na kamieniach az jej kolana beda krwawic, bo w piatek zjadla ciastko.
Wlasciwie nie wiem co ci napisac... wspolczuje dziwacznej decyji.