Nie wierzyłam że kiedykolwiek spotka mnie ten problem...i że kiedykolwiek będę pisać na forum..
Jesteśmy małżeństwem od września 2014, razem jesteśmy od stycznia 2012.. wszystko było dobrze, byliśmy blisko, długo walczyliśmy o naszą miłość i o to by być razem, potrafiliśmy godzinami spędzać ze sobą czas, mąż zabiegał o spotkania i czas, wspólne wyjazdy itp itd.. ale po ślubie, a może już wcześniej coś się zaczęło dziać.. mój mąż znalazł sobie znajomych, w którymi wychodzi na spotkania, na piwo do baru( nie ma problemu alkoholizmu), Mąż uprawia dużo sportu, dba o Siebie fizycznie, biega, jeździ na rowerze, dużo się też interesuje sportem.. non stop mogłby mówić, rozmawiać o sporcie, o swoich znajomych z którymi biega, jeździ w góry, spotyka się itd.. ja jesczze ani razu nigdzie z NIm nie byłam i z jego znajomymi bo albo pracuje, albo miałam dużo pracy na studiach, albo teraz jestem w ciąży i nie mam sił na wyjazdy w góry... trzeci weekend z rzędu nie ma go w domu... najpierw pojechał na Turbacz z koleżankami z biegania w sobote, za tydzień wyjazd w góry z kolegami w niedziele i wbieganie na szczyt, a dziś znów pobudka o 4 wyjazd na jakiś maraton-sztafete w górach znów z tymi znajomymi.. proponowałam byśmy pojechali dzień wcześniej razem, spedzic weekend razem, ale nie był bardzo chętny... bo kasa, bo oni mają w aucie tylko tyle miejsc ile ich biegnie, i że nie byłoby dla mnie miejsca. Więc siedze znów sama w 6 miesiącu ciąży.. od wielu dni tylko o tym wyjexdzie mówił, non stop pisał smsy, na fb z tymi znajomymi... tak że mogłam coś mówić, a i tak mnie nie słyszał... coraz częściej mnie nie słyszy a jeśli nawet to i tak nie ma odpowiedzi na moje problemy słowa, bo zaraz znów temat biegi, sport, wyniki, osiągnięcia, znajomi itd....czasu na obowiązki domowe też nie ma, bo po pracy zmęczony, albo idzie biegać, rower, znajomi, a to później coś zrobi, albo jutro i tak wychodzi że ja wszystko w domu robię,, jestem załamana... czuję się jak 5 koło u wozu, tylko do sprzątnia domu, obiadu, prania i słuchania o jego sprawach...
Co ważne od momentu zajścia w ciążę ani razu nie kochaliśmy się...wcześniej już od kilku miesięcy też to było bardzo rzadkie, tłumaczył się że nie ma ochoty, że nie potrzebuje.. a mi brakuje czułości, ciepła, takiego jak było kiedyś.. on oczywiście nie widzi problemu bo przecież mnie codzień przytuli ale dla mnei to za mało. W ogóle mnie nie całuje, taki buziak na dowidzenia jak idzie do pracy.. nie zauważa, nie powie miłego słowa( bo przecież po co, uważa że już wszystko powiedział co powinien i że nie ma sensu się tak powtarzać każdego dnia). Wie że bardzo lubię kwiaty, ale ich nie kupi bo uważa że to strata pieniędzy... prezentu też już dawno nie dostałam bo przeciez nie ma pieniędzy na takie brednie, skoro on musi mieć nowe buty, rękawiczki nie biegania, idzie ze znajomymi na dobre (drogie piwo), a to jedzie w góry..
A ja nie taka "sportowa" jak jego znajomi, wiadomo w ciąży przytyłam kilka kilogramów, mam różne problemy z cerą, zmęczenie i lęk przed macierzyńswtem, planuje wydatki, boję się porodu i odpowiedzialności, potrzebuje pomocy, rozmowy, zrozumienia, a tu zero wsparcia od Męża. Mam wrażenie że mogłabym wyjechać na kilka dni a on nawet by nie zauwazył, bo przeciez jest komputer znajomi sport ...
nie wiem czego oczekuje pisząc to wszystko.. może forma terapii, by to z siebie wyrzucić.. popłakać do monitora...
sama nie wiem jak sobie z tym poradzić, jak powiedzieć Mężowi dosadnie że nasz związek umiera, że czuję się samotna, ż ebrakuje mi czułości i zwykłego kontaktu, rozmów... kilka razy powiedziałam że mnie coś boli, ale on uważa że przesadzam, że teraz w czasie ciąży współżycia nie może być, bo on się boi o dziecko i ma blokadę i w ogóle nie ma ochoty na zbliżenia.. i że przeciez nic się nie zmieniło między nami.. a ja otwieram stare listy, maile i wiadomości międyz nami i płączę jak dziecko z tęsknoty za tym co kiedyś było między nami.. za tą bliskością, czułościa i zrozumieniem.,...