netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Samotność w małżeństwie...

60 odpowiedzi29 664 wyświetleniazałożony przez SamotnaMamaCórek, 15.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Samotność w małżeństwie...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 61 ]

1

Temat: Samotność w małżeństwie...

Czuję się samotna już od bardzo długiego czasu. Wiele rzeczy w moim, a raczej naszym - małżeńskim życiu się wydarzyło, powoli czuję się przytłoczona małżeństwem, a raczej samotnością w małżeństwie...

Tworzymy parę od ponad 7 lat, od ponad 5 jesteśmy małżeństwem. Mamy 2 dzieci, które kocham ponad życie, wypełniają je po brzegi, ale ostatnimi czasy czuje, że tylko na tym moja rola jako człowieka polega... Mój mąż dużo pracuje - w chwili obecnej jest jedynym żywicielem rodziny, co prawda nie jesteśmy ubodzy, ale żyjemy od wypłaty do wypłaty - rachunki, kredyt hipoteczny, zaspokojenie potrzeb dzieci, żywność, chemia, kosmetyki pochłaniają cały dochód co do grosza. Czuję się sfrustrowana tym, że całymi dniami siedzę sama w domu z dziećmi. Bywają i miesiące kiedy nawet i w niedziele mój mąż idzie do pracy. Oczywiście jestem dojrzałą emocjonalnie kobietą i zadaję sobie sprawę, z faktu iż w naszym kraju wóz albo przewóz i w pełni akceptuję pracę mojego męża - dzięki niemu żyjemy  na określonym poziomie! Wracając jednak do mojego sfrustrowania, bardziej wpływa na nie raczej fakt iż po powrocie z pracy jestem ignorowana bądź co gorsza mój mąż jest dla mnie oschły, burkliwy, obraża się o każda uwagę, nigdy nie może zrobić czegoś o co go poproszę, burczy na starsze dziecko czegokolwiek by nie zrobiło. Ogólnie rzecz biorąc mam wrażenie, że wraca do domu za karę. Jest mi przykro, że po całym dniu w ' samotności ' i wieczór tak spędzam. Mąż kiedy ma cokolwiek ze mną zrobić jest zmęczony. Jedynym wyjątkiem są sytuacje kiedy ma ochotę na sex - przyznam szczerze, że rzadko mam ochotę na cokolwiek z prostego względu - po całym dniu z dziećmi jestem zmęczona, a sposób w jaki traktuje mnie mój mąż sprawia, że jestem zła i smutna, a nie pobudzona. Mój mąż oczekuje, że po tym jak na mnie burczy, wyzywa pod nosem że o coś go poprosiłam, przeklina sam do siebie rzucę mu się na szyje... Sytuacja diametralnie zmienia się kiedy mąż umówi się z kolegą/ami. Na jego twarzy pojawia się uśmiech, nagle znajduje tematy do dyskusji których ze mną nigdy nie ma!!! Jest pogodny, bardzo rozmowny, słucha co koledzy do niego mówią. W towarzystwie sprawia wrażenie miłego - dla mnie. Ale chwile po tym jak drzwi za kolegami się zamkną wszystko wraca do stanu sprzed wizyty znajomych. Chociaż nie do końca jestem wtedy ' ważna ', bo ważniejsi są koledzy, to co akurat robią np. xbox, alkohol. W towarzystwie mężowie/partnerzy moich koleżanek przytulają swoje kobiety mówią im czułe słowa, a mój maż po prostu jest uśmiechnięty - wielokrotnie przez 2 czy 3 godziny np. gry nawet mnie nie dotknął w sensie przytulenia, pocałowania choć by w policzek. Nie było by w tym nic złego ponieważ zazwyczaj z jego kompanami do gry przychodzą moje koleżanki i wtedy też mam zajęcie. Ale umilanie sobie czasu przez mojego męża dopiero na takich domowych schadzkach się zaczyna. Problem trwa od ok. 2 lat - przykład: w ubiegłym roku kiedy to mój mąż obchodził urodziny nie urządzał żadnej imprezy i w efekcie 2 czy 3 razy odwiedzili go koledzy z alkoholem. Jedna z tych sytuacji zakończyła się w sposób taki, że mój mąż wychodząc ok 23 aby odprowadzić kolegę na autobus wylądował w pubie po czym bez uprzedzenia mnie wrócił o 4 rano - telefon był wyłączony, twierdzi że się rozładował. Wielokrotnie mnie okłamywał, że wypije np. 2 piwa a wracał po 5 czy 6 oczywiście kłamiąc mi w oczy, że tak nie jest dopiero drugiego dnia przyznawał się aby mnie udobruchać i nie musieć wysłuchiwać mojego gadania. Kilkukrotnie wybierał kolegów - mieliśmy niesprecyzowane dokładnie plany na wieczór np. oglądnięcie wspólnie filmu czy cokolwiek innego - w ostatniej chwili dzwoni kolega z propozycją wyjścia mój mąż mimo, że chwilę prędzej chciał iść spać bez oglądnięcia filmu, bo padał z nóg wybywa z domu na skrzydłach z kolegą. Były też takie sytuacje gdzie wracaliśmy do domu od znajomych, gdzie to mój luby grał 3 czy 4 godziny z kolegami w xboxa i jedzie odwieźć fotelik samochodowy ( tylko odwieźć fotelik ), a wraca za 3 godziny, bo grał jeszcze z kolegą. Była też taka sytuacja, że zaprosił bliskiego znajomego, który pomógł nam przy przeprowadzce kiedy kupowaliśmy mieszkanie żeby coś z nim wypić. Oczywiście nie był by sobą gdyby nie zrobił czegoś co mnie zdenerwuje - idzie rzekomo odprowadzić kolegę na taxówkę ( co od razu wydało mi się podejrzane, bo przecież taxi zamawia się telefonicznie w dzisiejszych czasach ). Po 10-15 minutach wchodzi do domu - widziałam, że coś jest nie tak - zapach i oczy nie te. Twierdzi ze poszli do sklepu na ' kielicha ', ale sklep jest daleko i 15 minut nie wystarczyło by pytam co palił ( wiem, że ten kolega ma takie zapędy ) - zarzeka się, że nic. Za chwile dowiaduje się, że skręta. A w domu dziecko,  które nie śpi i tatuś wracający po skręcie do domu...

Ja właściwie nie wychodzę z domu, jeżeli już to w 99% przypadków z dziećmi! Zazwyczaj są to wizyty u koleżanki, która też ma dziecko/dzieci. Nie mam żadnych zajęć typu aerobik, babskie wieczory raz w miesiącu czy cokolwiek innego jest to głównie spowodowane finansami, a za raz po tym brakiem czasu - siłą rzeczy kiedy mąż pracuje ja zajmuje się dziećmi. Zaś wieczorami marze o ciszy, która w ciągu dnia jest towarem luksusowym, czułym słowie, rozmowie o ważniejszych czy też mniej ważnych sprawach. Ale niestety tak nie jest, mój mąż nawet wtedy kiedy chcę wieczorem oglądnąć coś co mnie interesuje, a go już nie bardzo rzuca hasłem ' spoko, oglądaj sobie co chcesz ja w takim razie idę spać ' - jak gdyby ważniejsze dla niego było to co leci w tv niż ja...

Mam już po prostu dość! Chciałabym być szczęśliwa z moim mężem tak jak kiedyś, za starych czasów. Chciałabym żebyśmy spędzali czas razem, żebyśmy rozmawiali ( cały czas staram się o czymś rozmawiać, ale mój mąż albo jest zmęczony, albo przeszkadzają mu dzieci, albo nie ma zdania na owy temat, albo on milczy i poburkuje ' yhym' a ja sama do siebie mówie), żeby wolał spędzać czas ze mną nie z innymi. Dlaczego ja nie czuje potrzeby wychodzenia z domu? Pytałam go kiedyś dlaczego potrzebuje tak tych wyjść skoro kiedyś tego nie robił ciągle odpowiadał że nie wie, aż w końcu powiedział mi, że się ze mną nudzi...

Czy tylko mi wydaje się, że coś jest nie tak skoro mąż jest naburmuszony, nie miły, burkliwy, wykorzystuje każda okazje żeby wyjść gdzieś z kolegami, o niczym ze mną nie rozmawia, a twierdzi, że mnie kocha. Dla mnie to bardziej przyzwyczajenie niż miłość. Ja sama nie wiem co czuje z jednej strony bardzo mnie to boli i czuje się ' nieszczęśliwie zakochana ', a z drugiej mam tego dość... Czasem zastanawiam się co by było gdyby...

Po prostu chciałabym być szczęśliwa i czuć sie kochana, adorowana, ważna.

Przepraszam, że aż tak się rozpisałam - bez ładu i składu zapewne, ale nawet i te wypociny nie oddają tego co czuje. Chciałabym aby ktoś mógł zagłębić się w moją duszę i poczuć to co czuję kiedy osoba mająca być najbliższą mi na świecie wybiera innych i móc powiedzieć co mam zrobić żeby to zmienić!

Czy są tu kobietki, które czują się tak jak ja bądź czuły się i dały radę do zmienić?

2 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-15 23:47:42)

Odp: Samotność w małżeństwie...

Pewnie, że są tu osoby, które doskonale rozumieją o czym piszesz.
Niestety, nie mam dobrych wieści..Zresztą, sama całkiem trafnie problem zdiagnozowałaś, a mąż to potwierdził 'przyparty do muru'.
Z jego strony uczucie się wypaliło, choć nie mówi tego wprost.
Wszystkie symptomy, które opisałaś sugerują, że ma dość. Takie "ostatnie podrygi".

A co masz zrobić?
SAMA niczego nie zmienisz, przykro mi.

Dopóki jemu też nie będzie zależało by coś zmienić,  możesz się zafoszyć wink albo zagadać na śmierć, on nawet ciebie w tym momencie nie zauważa, myślami jest już daleko.

Staraj się nie wpaść w pułapkę obwiniania się. Jesteście rodziną, macie dzieci.
A on od jakiegoś czasu zaczął "gwiazdorzyć" wink

Szansą byłaby jakaś wspólna terapia, tyle że biorąc pod uwagę stan wyparcia w jakim on tkwi, wątpię, by taką propozycję wziął na poważnie.

3 Ostatnio edytowany przez SamotnaMamaCórek (2014-11-15 23:56:25)

Odp: Samotność w małżeństwie...

Z tym, że mój mąż twierdzi, że kocha mnie ponad życie! Bywają lepsze dni, ale tak właściwie codziennie o coś jest sprzeczka.

Wielokrotnie rozmawialiśmy na tematy, które mnie nurtują i choć wyciągnięcie z mojego męża czegokolwiek jest trudne to wywnioskowałam z tego co mówił, że jedynym problemem jest moje nieakceptowanie jego potrzeb związanych z wychodzeniem z kolegami, odstresowaniem się.

Nie rozumiem co daje mojemu mężowi upicie się przy wyjściu z kolegami, zapalenie skręta, pójście na imprezę...

Czy to znaczy, że mamy się rozwieść i tak będzie lepiej?

Za każdym razem kiedy osiągam punkt krytyczny i po prostu ryczę jak głupia w końcu wykrzesuje z siebie krztę emocji i przeprasza, ale co z tego jak prędzej czy później robi to co zawsze robił.

Jest myślami daleko - gdzie? Gdzieś gdzie nie ma mnie i dzieci?

Ciągle mówi, że nie mamy dla siebie czasu, że dzieci nam przeszkadzają, że nie mam pieniędzy żeby zaszaleć, ale prawda jest taka, że jeśli komuś zależy na byciu po prostu z kimś to ani pieniądze, ani nieobecność dzieci nie jest potrzebna....

Nie rozumiem, dlaczego mówi, że kocha a odpycha mnie swoim zachowaniem i postępuje w sposób który mnie drażni, bo chyba przyznacie mi racje, że nocne imprez czy skręty nie są przykładem do  naśladowania dla dzieci!?

4

Odp: Samotność w małżeństwie...

wyciągnięcie z mojego męża czegokolwiek jest trudne to wywnioskowałam z tego co mówił, że jedynym problemem jest moje nieakceptowanie jego potrzeb związanych z wychodzeniem z kolegami, odstresowaniem się.

Słyszałam to samo, w międzyczasie byłam regularnie zdradzana. OD kochanki dowiedziałam się po czasie oczywiście, że ów pan twierdził, "że go ograniczam". big_smile
Dlatego ilekroć słyszę podobny tekst w sytuacji, gdzie jedna strona walczy o relację, a druga stara się problemy umniejszać lub bagatelizować i podaje jakiś dziwaczny powód, który tak naprawdę  jest EFEKTEM a nie przyczyną, to zapala mi się lampka ostrzegawcza.

Plus: odprowadzanie kolegów, którzy mają blisko. Wszystko byle dłużej być poza domem, albo ten dom częściej opuszczać.
Dobrze to nie wróży, a na pewno nie pokazuje otwartości na Ciebie czy troski o to jak Ty się z tym czujesz.

Jest myślami daleko - gdzie? Gdzieś gdzie nie ma mnie i dzieci?

To jedna z opcji.. Oby tylko to.

Ciągle mówi, że nie mamy dla siebie czasu, że dzieci nam przeszkadzają, że nie mam pieniędzy żeby zaszaleć, ale prawda jest taka, że jeśli komuś zależy na byciu po prostu z kimś to ani pieniądze, ani nieobecność dzieci nie jest potrzebna....

Tekst o tym "By zaszaleć": najlepiej osobno i z kolegami- oczywiście od czasu do czasu, dla higieny psychicznej i dla dobra związku wink, usłyszałam po raz pierwszy kiedy zaczęło się dziać coś nie tak.
Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że nie jestem jedyną kobietą tamtego faceta.

Nie rozumiem, dlaczego mówi, że kocha a odpycha mnie swoim zachowaniem

Wiesz i rozumiesz, tylko trudno Ci przyznać racje intuicji.
To się zawsze wie..

5 Ostatnio edytowany przez SamotnaMamaCórek (2014-11-16 00:22:06)

Odp: Samotność w małżeństwie...

Wszystko ładnie, pięknie, ale zdrada mi tu nie pasuje. Mój mąż pracuje od rana do wieczora - kiedykolwiek by do mnie nie dzwonił zawsze słychać charakterystyczne dźwięki jego miejsca pracy. Druga sprawa jest taka, że nie miał by kiedy zdradzać bo ciągle pracuje, ciągle!

Gdyby pominąć motyw zdrady - co może być tego przyczyną? Ja?

Nadal nie rozumiem dlaczego mówi, że kocha a zachowuje się jak było by inaczej...
Wybacz, ale może jestem na tyle głupia i nie rozumna, ale ja po prostu nie wiem dlaczego tak jest! Gdybym to wiedziała to albo starała bym się to zmienić albo zaakceptowała i przeszła nad tym do porządku dziennego przez co może aż tak by mnie to nie bolało...

A boli nada, z dnia na dzień co raz bardziej.

Dziś nawet zaczęłam się zastanawiać nad ofiarowaniem mu wolności w takiej ilości jakiej potrzebuje - niech robi co chce, niech nie pomaga w domu, nie zajmuje się dziećmi może wówczas znowu będę traktowana jak przed laty...

Gdzie może błądzić myślami po za miejscem beze mnie i dzieci, gdzie?

Nie potrafię się z tym pogodzić! Co mam zrobić rozwieść się i do końca życia ledwo wiązać w samotności koniec z końcem, nigdy nie byc już kochaną? Choć śmiesznie to brzmi, bo w chwili obecnej tez sie tak czuje... Ale serio, serio myślę że nie da rady stworzyć szczęśliwego związku, rodziny po rozwodzie i z 2 dzieci... Z tego zawsze są problemy z partnerem.

6

Odp: Samotność w małżeństwie...

Ja nie mówię, że to zdrada na 100%, ale głupotą byłoby taką możliwość w 100% wykluczyć, no chyba że pracuje w całkowicie męskim środowisku np. w tartaku wink

Ale pomijając ten motyw, drugim najbardziej prawdopodobnym jest klasyczne wypalenie uczuciowe, ale o tym tez pisałam.
Nie potrafisz tego zrozumieć, bo sama ciągle dążysz męża tym samym poziomem uczuć i atencji. Jemu z koli trudno "wczuć się" w Ciebie z jego minimalnym poziomem uwagi skierowanej w Twoją stronę.

Ból psychiczny w tej sytuacji jest zrozumiały. Ale wbrew pozorom boli nie brak miłości, tylko przekonanie, że ten mężczyzna jest dla Ciebie jej jedynym na świecie źródłem , co stoi w oczywistej opozycji do tzw. Prawdy Uniwersalnej, więc wywołuje uczucie dyskomfortu i dysonans.
Innymi słowy: Dopóki będziesz "uwieszona" myśli, że to Twój mąż decyduje o tym, na ile sama siebie akceptujesz i kochasz, dopóty od jego uwagi, reakcji i zachowania będziesz uzależniała swoje samopoczucie i  poczucie szczęścia.

7

Odp: Samotność w małżeństwie...

Z pewnością w tym co piszesz jest sporo prawdy - w chwili obecnej moje samopoczucie uwarunkowane jest moim związkiem, a że czuje się odrzucona i nie kochana to też ogólnie czuję się nieszczęśliwa. Pożeram tony słodyczy, nie mam momentami ochoty wykąpać się, umyć zębów, makijażu. Momentami nie chce mi się nawet wychodzić z domu. Być może jest to uwarunkowane też tym, że wszędzie muszę zabierać dzieci, a i tez listę rozrywek mam ograniczoną ze względu na finanse, które są dośc okrojone.

Chciałabym poczuć się szczęśliwa! Tak po prostu, ale nie wiem co mam zrobić żeby tak było - może dając mężowi tylke wolności ile chce coś się zmieni? Tylko co  ja mam w tym czasie robić - ogarniając sama dom jestem wieczorami zmęczona, o wyjściu samemu nie ma mowy i co robić bez funduszy? Moim życiem jest pranie, sprzątanie, gotowanie, zaprowadzanie córki do zerówki. Gdyby po całym dniu był ktoś dla kogo warto zrobić makijaż, wypachnić się żeby chociaż przez chwile czuć się szczęśliwą wszystko miało by sens, ale kiedy każdy dzień jest taki sam, a w nim nikt nie daje Ci poczucia bycia potrzebnym sa dni kiedy na drugi dzien nie mam ochoty wstac z łóżka. Tak po prostu, bo po co... Świat nie zubożeje na nie umytej podłodze czy nie wytartych kurzach... Bo tylko to robie....

8

Odp: Samotność w małżeństwie...

może dając mężowi tylke wolności ile chce coś się zmieni

Na pewno nie zaszkodzi. smile
Ale czy "coś zmieni" w sensie o jaki Ci chodzi to gwarancji żadnej nie ma. Może jak przestaniesz zupełnie zwracać na to co on robi uwagę (tak jak on na Twoje samopoczucie i łzy) to pójdzie już zupełnie w tango, hamulce puszczą itp. wink A może zachłyśnie się ta wolnością i za jakiś czas ona mu się zwyczajnie znudzi. Tego nie przewidzimy.

Ale jedno jest konieczne: Musisz wykorzystać ten czas, który masz bez niego na wzmocnienie poczucia pewności siebie i własnej wartości, bo w tej chwili jakie jest i co powoduje sama widzisz.


Chciałabym poczuć się szczęśliwa! Tak po prostu

Paradoks polega na tym, że możesz być szczęśliwa cały czas, nawet teraz, tylko sobie tego odmawiasz. Dlaczego? Napisałam powyżej.
Karasz się za to, że mąż szuka wrażeń gdzieś poza domem. Dlaczego czujesz się winna wyborów dorosłego faceta?

Gdyby po całym dniu był ktoś dla kogo warto zrobić makijaż, wypachnić się żeby chociaż przez chwile czuć się szczęśliwą wszystko miało by sens,

O zaraz zaraz..Tylko nie rób se jaj.
Makijaż, ubranie i inne kobiece czynności uzależnione od tego czy męzullo zwróci na to uwagę?
<Niech mnie ktoś pierdolnie w głowę z patelni>


Przeczytaj jeszcze raz co napisałaś, tylko tym razem udawaj, że czytasz tekst jakiejś kobiety z boku.


a w nim nikt nie daje Ci poczucia bycia potrzebnym

Problem w tym, że całe życie skupiałaś się na tym żeby to poczucie 'bycia potrzebną' uzyskać od kogoś. Wcześniej pewnie byli rodzice, potem kolejni faceci, wreszcie Pan Mąż.
A co powiesz na perspektywę bycia potrzebnej ot tak - bez żadnego określonego powodu, za to że jesteś po prostu i dla SIEBIE smile a potem dla reszty świata dopiero.
Umiesz to sobie wyobrazić chociaż na pare sekund?


Świat nie zubożeje na nie umytej podłodze czy nie wytartych kurzach... Bo tylko to robie....

To przestań robić to, co nie daje Ci satysfakcji i podążaj za tym co daje.
Wiesz co to jest?

9

Odp: Samotność w małżeństwie...

Normalnie jak bym czytala kawalek swojego zycia, mam tak samo, przy czym moj problem jest troszeczke inny, to ja mam ochote wybyc z domu na dluzej, bo tez moja rozrywka sa podlogi, obiadki i moj lobuz dwulatek, a moj maz coz, kocham go ale czuje sie strasznie samotna... no i mam wrazenie ze najlepsze lata zycia mam juz za soba choc jestem przed 30tka.
Nie wiem co tobie doradzic, moze to dziwnie zabrzmi ale z mojej perspektywy troche twojego meza moge zrozumiec, skoro pracuje calymi dniami a potem wraca do domu i np obrzucasz go zmywaniem naczyn, albo inna robota to na jego miejscu tez bym wolala do domu nie wracac. Oczywiscie to nie jest afront w twoja strone, bo rozumiem tez ciebie jako kobieta, ze potrzebujemy bliskosci, rozmowy etc. mnie najbardziej wkurzal fakt ze nasze wieczory spedzamy glowie przed tv, a moglibysmy robic cos zupelnie innego no ale co z dzieckiem? Bo nie mamy rodziny w poblizu by odrzucic np babci.
Sprobuj znalezc wlasne hobby, ale cos innego niz sciereczka i talerze, to moze byc cokolwiek, np szycie lalek, albo czytanie ksiazek, albo nauka nowego jezyka... moze jak zobaczy ze nie zajmuje twojej calej uwagi to zmieni nastawienie? Zateskni? Sprobowalabym najpierw w  te strone niz na sil szukala powodu np w innej kobiecie

10

Odp: Samotność w małżeństwie...

Właśnie na tym polega problem, że nie wiem co mogłabym robić w życiu po za tym co robię teraz. Nie potrafię znaleźć sobie zajęcia, czegoś co mnie pochłonie. Marzę o tym żeby nie zwracać uwagi na męża, na jego zachowanie, ale nie potrafię, bo to przykuwa moją uwagę w całości np. teraz mój mąż jest po imprezie z kolegą, śpi - chciałam zapłacić przez internet za rzecz, którą kupiliśmy dziś a że sms przychodzi na męża telefon to też po niego sięgnęłam - jest wyłączony... No cóż dziwne jest to, że zawsze po takich imprezach wyłącza telefon... I to, tylko to teraz siedzi mi w głowie co chciał przede mną ukryć, że wyłączył telefon. Mogę się założyć, że jutro wyczyści skrzynkę z wiadomościami - mimo, że nigdy nie sprawdzałam mu telefonu to zazwyczaj po takich imprezach kiedy pytam o jakąś ew. kobietę afiszuje się z opróżnioną skrzynką telefoniczną.

Nie wiem dlaczego ja nie potrafię robić czegoś dla siebie  nie będąc docenianą przez męża. Czuje się źle, jestem w czarnej dziurze, w zawieszeniu... Cały czas powtarzam sobie, że skupię się na dzieciach, ale na dłuższą mete to nie funkcjonuje dobrze, bo dzieci mnie pochłaniają, a ja po tylu latach potrzebuję czegoś dla siebie, dla kobiety, nie dla matki.

Nie mam po prostu pomysłu na siebie, bo wychodziłam do tej pory z założenia, że zawarcie związku małżeńskiego to patrzenie na świat tymi samymi oczami, czucie tym samym sercem, słyszenie tych samych dźwięków i dążenie w tym samym kierunku - jak widać, pomyliłam się.

Jeszcze taka dygresja - mój mąż nie zwraca na mnie uwagi, jest obojętny, a jak juz nadejdzie dzień w którym to mam ochotę zrobić makijaż, pomalować paznokcie nigdy nie mówi ' pięknie wyglądasz ' tylko doszukuje się zdrady i trzeciej osoby dla której to zrobiłam....

11

Odp: Samotność w małżeństwie...
SamotnaMamaCórek napisał/a:

Nie mam po prostu pomysłu na siebie, bo wychodziłam do tej pory z założenia, że zawarcie związku małżeńskiego to patrzenie na świat tymi samymi oczami, czucie tym samym sercem, słyszenie tych samych dźwięków i dążenie w tym samym kierunku - jak widać, pomyliłam się.
Jeszcze taka dygresja - mój mąż nie zwraca na mnie uwagi, jest obojętny, a jak juz nadejdzie dzień w którym to mam ochotę zrobić makijaż, pomalować paznokcie nigdy nie mówi ' pięknie wyglądasz ' tylko doszukuje się zdrady i trzeciej osoby dla której to zrobiłam....

i to wlasnie sa skutki wielowiekowego upodlenia kobiet, bo bez meza jestes nikim - co za bzdura! Ja tez musialam dojrzec w sobie do tej mysli, bo nie zyjemy tylko dla facetow, obiadkow i brudnych skarpet, dla dzieci poswiecamy siebie cale zapominajac o sobie - teraz to rozumiem jak juz jest po ptakach, szkoda ze dopiero teraz... ale do rzeczy, myslisz teraz w kategoriach co robic zeby czuc sie potrzebna komus - a teraz zmien nastawienie,
Z tym tel to rzeczywiscie dziwna sprawa ale i dogadywanie ze moze masz kogos etc jest dziwne, moj dyrdymalometr juz by eksplodowal, moj mi tez dogaduje ale on wie ze jestem atrakcyjna i moge sie podobac innym facetom...
zbierz dystans maksymalny jaki tylko mozesz miec, jezeli poczuje smak takiej mega wolnosci to kto wie moze puszcza mu hamulce do konca, ale jezeli to taki typ to choc bys na smyczy go trzymala to i tak znalazl by okazje by skoczyc w bok, ja mimo to wierze ze jezeli poczuje ze nie jest glownym podmiotem twojego zainteresowania to zacznie go to zastanawiac i moze zmieni swoje postepowanie.

12

Odp: Samotność w małżeństwie...

MlodaMamaPyta - właśnie jestem osobą, która z racji tego iż jest z całym domem i dziećmi sama za upraszczaniem sobie życia - mamy zmywarkę, spore mieszkanie z tak zaplanowaną powierzchnią, że łatwo utrzymać porządek, generalnie z większością czynności wyrabiam się sama kiedy mąz jest w pracy proszę go ew. o wykąpanie młodszej córki, wyrzucenie rano śmieci ( śmietnik ma przy wyjściu z klatki ) przykręcenie jakiejś śrubki czy innej typowo męskiej czynności albo o pomoc przy ' strzepaniu ' wypranej powłoki od kołdry - o drobnostki nie o duże rzeczy.

Widzisz Wy choć oglądacie razem telewizje, my nawet tego nie robimy razem. Nasza starsza córka boi się ciemności i nie chce spać w swoim pokoju mimo, że od dobrych 6 miesięcy młodsza córka dzieli z nią pokój. Kiedys mój mąż czekał az zaśnie w naszym łóżku i ją przenosił bądź szukał sposobów aby zachęcić ją do spania w swoim łóżku teraz od razu kładzie się u niej, nie czeka nawet az zaśnie.

Chętnie znalazłabym sobie jakaś pasje, coś dla siebie, ale jak już wspomniałam jest ciągle z dziećmi i niestety nie mam większych funduszy. Może na coś drobnego pieniądze by się znalazły jak np. na basen przez godzine ale ja nie czuje takiej potrzeby. W ogóle nie czuje potrzeby wyjścia z domu, czuje potrzebe bliskości, rozmów, spędzania czasu razem, trzymania się za rękę...

Moje życie jest takie monotonne - wstaję o 6 przygotowuje do wyjscia dzieci, zaprowadzam starsze dziecko do zerówki wracam do domu i sprzątam plus przygotowuje obiad, odbieram starsze dziecko ze szkoły zajmuje sie nakarmieniem pociech ogarnieciem domu po obiedzie i bawie sie z dziecmi pozniej włączam tv az wroci łaskawca do domu ogarniamy dzieci do snu i dobranoc, a na drugi dzien od 6 to samo. Latem jeszcze pojechałam z koleżanką i jej dziecmi czy to na basen czy nad jezioro, czasem działka u dziadków - ale nigdy nie ma w tym mnie samej czy nas jako małżeństwa, bo mój mąz mając czas wolny albo spędza go z kolegami albo gra w xboxa czy robi cokolwiek innego co nie jest zwiazane ze mna... Amen.

My chyba po prostu do siebie nie pasujemy, może to małżeństwo to jakas pomyłka? Może to nie ten człowiek?

13

Odp: Samotność w małżeństwie...

Dobrze, że zdajesz sobie sprawę gdzie tkwi problem.

Teraz pytanie, co zamierzasz z tym zrobić, oprócz dalszego uwieszania się na szyi mężowi?
Przez tyle lat jak żyjesz, nie jesteś w stanie rpzypomnieć sobie CZEGOKOLWIEK czym kiedyś się interesowałaś?

14

Odp: Samotność w małżeństwie...

idealny moment by otworzyc winko i podumac smile

15

Odp: Samotność w małżeństwie...
MlodaMamaPyta napisał/a:
SamotnaMamaCórek napisał/a:

Nie mam po prostu pomysłu na siebie, bo wychodziłam do tej pory z założenia, że zawarcie związku małżeńskiego to patrzenie na świat tymi samymi oczami, czucie tym samym sercem, słyszenie tych samych dźwięków i dążenie w tym samym kierunku - jak widać, pomyliłam się.
Jeszcze taka dygresja - mój mąż nie zwraca na mnie uwagi, jest obojętny, a jak juz nadejdzie dzień w którym to mam ochotę zrobić makijaż, pomalować paznokcie nigdy nie mówi ' pięknie wyglądasz ' tylko doszukuje się zdrady i trzeciej osoby dla której to zrobiłam....

i to wlasnie sa skutki wielowiekowego upodlenia kobiet, bo bez meza jestes nikim - co za bzdura! Ja tez musialam dojrzec w sobie do tej mysli, bo nie zyjemy tylko dla facetow, obiadkow i brudnych skarpet, dla dzieci poswiecamy siebie cale zapominajac o sobie - teraz to rozumiem jak juz jest po ptakach, szkoda ze dopiero teraz... ale do rzeczy, myslisz teraz w kategoriach co robic zeby czuc sie potrzebna komus - a teraz zmien nastawienie,
Z tym tel to rzeczywiscie dziwna sprawa ale i dogadywanie ze moze masz kogos etc jest dziwne, moj dyrdymalometr juz by eksplodowal, moj mi tez dogaduje ale on wie ze jestem atrakcyjna i moge sie podobac innym facetom...
zbierz dystans maksymalny jaki tylko mozesz miec, jezeli poczuje smak takiej mega wolnosci to kto wie moze puszcza mu hamulce do konca, ale jezeli to taki typ to choc bys na smyczy go trzymala to i tak znalazl by okazje by skoczyc w bok, ja mimo to wierze ze jezeli poczuje ze nie jest glownym podmiotem twojego zainteresowania to zacznie go to zastanawiac i moze zmieni swoje postepowanie.

W szczególności ostatnie zdanie mnie zaciekawiło - bo przyznam, że była sytuacja w naszym zyciu gdzie miał powod by byc o mnie zazdrosnym. Wówczas ja kompletnie nie zwracałam na niego uwagi i latał za mną jak pies za kiełbasą z tym, że to był moment w moim życiu gdzie nie zależało mi na nim ani trochę... Chciałam nawet odejść, ale po głębszym przemyśleniu sprawy tego nie zrobiłam. .. Oczywiście z dogadywaniem to dłuższa historia - nawet jak pisze z kimś smsy czy na FB ciagle dopytuje z kim, o czym i po co. Co dziwniejsze  założył sobie jakiś czas temu n owe konto na portalu społecznościowym z hasłem, którego nie znam mimo, że nigdy go nie sprawdzałam ( on mnie tak ) na pytanie dlaczego nie znam hasła i w ogóle w jakim celu założył nowe konto odpowiedzi nie uzyskałam do dziś. Wiadomości sa pilnie strzeżone. Nie rozumiem takiego postępowania, skoro traktuje mnie jak szmatę do wycierania podłogi to po co ze mna jest? Rozwód i problem z głowy - mnie nie bedzie wysłuchiwał już w ogóle dzieci bedzie widywał w weekendy wiec nikt w niczym mu nie bedzie przeszkadzał tylko wystaczy to powiedziec - wszystko wskazuje ze tak chce, a zarzeka się ze mnie kocha ponad zycie...

Jak mam to zrozumieć i zrobić coś z tym?

16

Odp: Samotność w małżeństwie...

My chyba po prostu do siebie nie pasujemy, może to małżeństwo to jakas pomyłka? Może to nie ten człowiek?

Jeśli wasze wspólne życie od samego początku właśnie tak wyglądało to znaczy, że jakiś czas temu jeszcze obojgu to odpowiadało, czyli do siebie pasowaliście.
Ale wiadomo - ludzie zmieniają się w czasie, zmieniają się też potrzeby i nie ma w tym nic złego.

Żeby było jasne:
W tym, że lubisz spędzać czas w domu i najlepiej czujesz się z rodzina i z dziećmi nie ma nic złego. Problem w tym, że ograniczyłaś siebie tylko do tego. Identyfikujesz się TYLKO z rola matki, żony. A gdzie jesteś Ty jako Kobieta, jako Człowiek, który robi coś dla siebie, just for fun of it? Człowiek, który wie co lubi, co mu sprawia przyjemność i "zaraża" tym inne osoby?
Człowiek, z którym można ciekawie pogadać, nie tylko o dzieciach i sprawach z tym związanych.
Wyoutowałaś się w pewien sposób z życia.
Ale nie z życia rozumianego jako 'standardy społeczne', bo coś tam trzeba czy wypada, tylko odwróciłaś się od siebie i swoich potrzeb plecami.

Jeśli nie potrafisz wpaść od razu na coś, co lubisz to idź za głosem intuicji i rób po kolei to, w czym czujesz jakąś mała iskrę. Krok po kroku..w końcu trafisz na coś.

17

Odp: Samotność w małżeństwie...
Elle88 napisał/a:

Dobrze, że zdajesz sobie sprawę gdzie tkwi problem.

Teraz pytanie, co zamierzasz z tym zrobić, oprócz dalszego uwieszania się na szyi mężowi?
Przez tyle lat jak żyjesz, nie jesteś w stanie rpzypomnieć sobie CZEGOKOLWIEK czym kiedyś się interesowałaś?

Generalnie przed pierwszą ciąża i za raz po niej bardzo interesowałam się, wręcz holistyczne traktowałam zdrowy styl zycia - byłam w miarę wysportowana, dbałam o menu itp.  Niestety po drugiej ciąży z racji zmniejszenia sie budżetu i nieudolnej walki z nagromadzonymi kilogramami zaprzestałam. Z żalu nad soba - niezadowolenie z wyglądu i związku zaczęłam obżerać się wręcz słodkim. Może nie do rozpusty, bo wagę trzymam i mieszczę się w prawidłowym BMI, ale różnica jest spora między stanem obecnym, a tym z choc by 2012 roku. Niestety nie widzę sensu ani potrzeby sama dla siebie żeby coś z tym zrobic - jestem po prostu zbyt zmęczona zajmowaniem się wszystkim w pojedynke żeby wieczorami ćwiczyć. Książek nie lubiłam czytac nigdy! WYjatkiem był Paulo Coelhio, któego przeczytałam chyba wszystkie mozliwe książki do 2011 roku. Cóż innego - lubie pisac o swoich uczuciach, przelewac na papier swoje przemyslenia, poglądy - dyskutować co za tym idzie z ludźmi. Ja niestety szybko sie nudze, próbowałam wielu rzeczy na raz i po czasie z nich rezygnowałam. Lubie zwiedzać, wychodzić z domu ( paradoksalnie do chwili obecnej ) celem zrobienia czegoś. Ja generalnie lubie mieć coś do zrobienia bo wtedy mam plan i lepiej funkcjonuje. Zbawieniem była by dla mnie praca, ale teraz totalnie to odpada!

Dobija mnie to, że starsza córka po powrocie ze szkoły całą resztę dnia, nawet i nocy niekiedy wisi mi na szyi, że nawet nie mogę iśc sama do wc. Wkurza mnie to, że dzieci ciągle czegoś ode mnie chcą. I zawsze jest to ' mama ' nie tata. Jestem wypalona tym, że ciągle jestem tylko mamą. Chciałabym być zona i kochanką, obiektem pożądania, ale niestety sa to tylko marzenia.

A co Wy kobietki robicie same ze sobą?

18

Odp: Samotność w małżeństwie...

to chyba wiesz co t znaczy? No bo przeciez nie zalozyl sobie nowego loga zeby napisac do ciotki z Krakowa albo dzidka ze Szczecina...
Jedno jest pewne, na pewno ci sie sm do niczego nie przyzna

19

Odp: Samotność w małżeństwie...

Co dziwniejsze  założył sobie jakiś czas temu n owe konto na portalu społecznościowym z hasłem, którego nie znam mimo, że nigdy go nie sprawdzałam ( on mnie tak ) na pytanie dlaczego nie znam hasła i w ogóle w jakim celu założył nowe konto odpowiedzi nie uzyskałam do dziś. Wiadomości sa pilnie strzeżone.

Wybacz, ale albo jesteś aż tak naiwna, albo Twój stan emocjonalny na ta chwilę jest tak kiepski, że wolisz sama przed sobą udawać, że normalne jest to co normalne w 100% nie jest. Normalnie ani w kilkumiesięcznym związku bez poważniejszych planów, a co dopiero w małżeństwie.

Ta historia robi się coraz bardziej podobna do tych, które już są na Forum (tylko w innym dziale), a Ty autorko zdaje się, że masz tendencję do wiary we wszystko 'na słowo'.

20

Odp: Samotność w małżeństwie...
MlodaMamaPyta napisał/a:

to chyba wiesz co t znaczy? No bo przeciez nie zalozyl sobie nowego loga zeby napisac do ciotki z Krakowa albo dzidka ze Szczecina...
Jedno jest pewne, na pewno ci sie sm do niczego nie przyzna

Więc jak mam dowiedzieć się sama o co chodzi? Skoro telefon jest pilnie strzeżony - źródło smsów i FB, a haseł gdziekolwiek nie znam, bo też pilnie ich strzeże.

21

Odp: Samotność w małżeństwie...
SamotnaMamaCórek napisał/a:
MlodaMamaPyta napisał/a:

to chyba wiesz co t znaczy? No bo przeciez nie zalozyl sobie nowego loga zeby napisac do ciotki z Krakowa albo dzidka ze Szczecina...
Jedno jest pewne, na pewno ci sie sm do niczego nie przyzna

Więc jak mam dowiedzieć się sama o co chodzi? Skoro telefon jest pilnie strzeżony - źródło smsów i FB, a haseł gdziekolwiek nie znam, bo też pilnie ich strzeże.

W związku z tym przyjęłaś taktykę, że albo przyłapiesz go OSOBIŚCIE z penisem w czyjejś części ciała, albo temat nie istnieje, bo "nie ma bezpośrednich dowodów"?
O naiwności big_smile

Zapraszam Cię do działu Zdrady i Rozstania, to już czas..

22

Odp: Samotność w małżeństwie...
Elle88 napisał/a:

Co dziwniejsze  założył sobie jakiś czas temu n owe konto na portalu społecznościowym z hasłem, którego nie znam mimo, że nigdy go nie sprawdzałam ( on mnie tak ) na pytanie dlaczego nie znam hasła i w ogóle w jakim celu założył nowe konto odpowiedzi nie uzyskałam do dziś. Wiadomości sa pilnie strzeżone.

Wybacz, ale albo jesteś aż tak naiwna, albo Twój stan emocjonalny na ta chwilę jest tak kiepski, że wolisz sama przed sobą udawać, że normalne jest to co normalne w 100% nie jest. Normalnie ani w kilkumiesięcznym związku bez poważniejszych planów, a co dopiero w małżeństwie.

Ta historia robi się coraz bardziej podobna do tych, które już są na Forum (tylko w innym dziale), a Ty autorko zdaje się, że masz tendencję do wiary we wszystko 'na słowo'.

Do tej pory mój mąż był ze mną szczery, to co mówił miało pokrycie w jego czynach. Zawsze znajdowaliśmy wspólną nić porozumienia, potrafiliśmy się dogadać - może trochę w stylu włoskiego małżeństwa, ale udawało nam się to. Mimo, że z męża ciężko wyciagnąć jest co czuje, co myśli to jakoś do tej pory mi się to udawało. Funkcjonowaliśmy jako małżeństwo raz lepiej raz gorzej, ale oboje staliśmy za sobą i w miare możliwości jedne wspierało drugiego. Z mojej strony nic się nie zmieniło - z męża tak. Ja to rozumiem, że ludzie się rozstają bez względu na fakt czy mają dzieci czy nie, czy żyja bez papierka czy z nim, ale jak mam podiąć jakąś decyzje i obrać jakąś drogę skoro mój mąż nie widzi problemu. A na proste pytanie dlaczego ma nowe konto z nowym hasłem nie odpowiada i ucieka od odpowiedzi?

Wychodzi na to, że jestem aż tak tempa i albo nie widzę czegoś co jest oczywiste albo mój mąz ma jakieś dziwnie zwyczej o ktorych mi nic nie wiadomo. A co do zdrady chyba bym coś zauważyła? W końcu piore jego gacie, sprzątam w jego szafie z ubraniami/ dokumentami itp/ znam jego kolegów - w końcu coś by nie zadziałało i wydała by się wielka tajemnica - tak?

23

Odp: Samotność w małżeństwie...
SamotnaMamaCórek napisał/a:

Więc jak mam dowiedzieć się sama o co chodzi? Skoro telefon jest pilnie strzeżony - źródło smsów i FB, a haseł gdziekolwiek nie znam, bo też pilnie ich strzeże.

sa na to sposoby ale wymagaja nieco wiekszej znajomosci na sprzecie komputerowym, musialabys poszukac w necie, na forach informatykow, nie lubie dawac takich rad bo wiem ile to nerwow kosztuje, sami przeszlismy wiele i czasami sama sie dziwie ze jeszcze chcemy byc razem, ale za to pomoglo mi to uzyskac wieksza pewnosc siebie, ty tez powinnas zaczac o sobie myslec inaczej niz sprzataczko/kucharko/niania

24 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-16 01:52:37)

Odp: Samotność w małżeństwie...

Wychodzi na to, że jestem aż tak tempa i albo nie widzę czegoś co jest oczywiste albo mój mąz ma jakieś dziwnie zwyczej o ktorych mi nic nie wiadomo. A co do zdrady chyba bym coś zauważyła? W końcu piore jego gacie, sprzątam w jego szafie z ubraniami/ dokumentami itp/ znam jego kolegów - w końcu coś by nie zadziałało i wydała by się wielka tajemnica - tak?

smile
Każdy zdradzany powie Ci dokładnie to samo.

Paradoks tej "zabawy" polega na tym, że się intuicyjnie czuje, że coś jest nie tak i to poczucie graniczy niemal z pewnością, ale lęk przed utratą i/lub samotnością potrzebuje racjonalizacji, więc 'równoważy' się podszepty intuicji "twardymi dowodami" w postaci braku dowodów lub argumentami, które zacytowałam.
Tak w skrócie to wygląda. Narazie idzie podręcznikowo.

25

Odp: Samotność w małżeństwie...
Elle88 napisał/a:

Wychodzi na to, że jestem aż tak tempa i albo nie widzę czegoś co jest oczywiste albo mój mąz ma jakieś dziwnie zwyczej o ktorych mi nic nie wiadomo. A co do zdrady chyba bym coś zauważyła? W końcu piore jego gacie, sprzątam w jego szafie z ubraniami/ dokumentami itp/ znam jego kolegów - w końcu coś by nie zadziałało i wydała by się wielka tajemnica - tak?

smile
Każdy zdradzany powie Ci dokładnie to samo.

Więc co powinnam teraz zrobić?

26

Odp: Samotność w małżeństwie...

Powinnaś zachować się zgodnie z tym co podpowiada Ci subtelny głos intuicji.
Skoro zadajesz pytania odnośnie tego portalu i haseł tzn., że potrzebujesz się upewnić. Skoro potrzebujesz upewnienia tzn., że nie ufasz. Skoro nie ufasz to (o ile wcześniej nie cierpiałaś na paranoję wietrzenia wszędzie zdrady) -masz powody.
Skoro mąż nie ma niczego do ukrycia - nie powinno byc problemu z "okazaniem", skoro nie potrafi podać prostego powodu dlaczego tam założył konto i wysiaduje.
Logika.


Teraz: Jest wszystko inaczej, mąż idzie w zaparte. Co powinnaś zrobić?'
Jasno, dobitnie (nie mylić z histerią) i stanowczo zażądać odpowiedzi.
Jeśli znów Cię zbędzie lub zamilknie powiedzieć o swoich podejrzeniach WPROST i zapowiedzieć rychłe rozstanie z powodu nielojalności.

I obserwować reakcję.
Będzie złość i gwałtowne próby przerzucania winy i odwracania kota ogonem w stylu: "A bo ty zawsze musisz znaleźć dziurę w całym." "Nie życzę sobie żebyś zaglądała mi w prywatną korespondencję." itp. itd. - to wnioski są jasne.

Jeśli udzieli jakiejkolwiek sensownej (choć trudno mi w to uwierzyć w świetle tego co wyprawia) odpowiedzi- pomyślisz co dalej.

27 Ostatnio edytowany przez redapples (2014-11-16 02:12:46)

Odp: Samotność w małżeństwie...
MlodaMamaPyta napisał/a:
SamotnaMamaCórek napisał/a:

Więc jak mam dowiedzieć się sama o co chodzi? Skoro telefon jest pilnie strzeżony - źródło smsów i FB, a haseł gdziekolwiek nie znam, bo też pilnie ich strzeże.

sa na to sposoby ale wymagaja nieco wiekszej znajomosci na sprzecie komputerowym, musialabys poszukac w necie, na forach informatykow, nie lubie dawac takich rad bo wiem ile to nerwow kosztuje, sami przeszlismy wiele i czasami sama sie dziwie ze jeszcze chcemy byc razem, ale za to pomoglo mi to uzyskac wieksza pewnosc siebie, ty tez powinnas zaczac o sobie myslec inaczej niz sprzataczko/kucharko/niania

Są takie programy, które logują każdą wiadomość wystukaną na klawiaturze, są one wykrywane przez antywirusy, osobiście nie bawiłabym się w takie typu rzeczy, bo łatwo o wpadkę, przy Twoim wycofaniu i strachu przed prawdą może się skończyć źle.
Przytoczę swoją historię, miałam faceta który mnie zdradzał mówiąc że kocha i zachowywał się w identyczny sposób jak Twój mąż, wypierałam to z głowy i jak baranek wierzyłam w każdy ochłap miłości. Twoje posty przypominają te sytuacje z jakimi ja miałam styczność robiłam wszystko by gościa wybielić i szukać w winy w sobie, jak zostało napisane wziąć się za siebie a maż jak strup, albo odpadnie, albo otrzeźwieje. Droga wyboista, ale warta swojej ceny, kierowanie swoim życiem wynagradza trudy. Podpiszę się pod tym co napisała Elle wymagać, strach jest najgorszym doradcą.

28

Odp: Samotność w małżeństwie...
redapples napisał/a:
MlodaMamaPyta napisał/a:
SamotnaMamaCórek napisał/a:

Więc jak mam dowiedzieć się sama o co chodzi? Skoro telefon jest pilnie strzeżony - źródło smsów i FB, a haseł gdziekolwiek nie znam, bo też pilnie ich strzeże.

sa na to sposoby ale wymagaja nieco wiekszej znajomosci na sprzecie komputerowym, musialabys poszukac w necie, na forach informatykow, nie lubie dawac takich rad bo wiem ile to nerwow kosztuje, sami przeszlismy wiele i czasami sama sie dziwie ze jeszcze chcemy byc razem, ale za to pomoglo mi to uzyskac wieksza pewnosc siebie, ty tez powinnas zaczac o sobie myslec inaczej niz sprzataczko/kucharko/niania

Są takie programy, które logują każdą wiadomość wystukaną na klawiaturze, są one wykrywane przez antywirusy, osobiście nie bawiłabym się w takie typu rzeczy, bo łatwo o wpadkę, przy Twoim wycofaniu i strachu może się skończyć źle.
Przytoczę swoją historię, miałam faceta który mnie zdradzał mówiąc że kocha i zachowywał się w identyczny sposób jak Twój mąż, wypierałam to z głowy i jak baranek wierzyłam w każdy ochłap miłości. Twoje posty przypominają te sytuacje z jakimi ja miałam styczność robiłam wszystko by gościa wybielić i szukać w winy w sobie, jak zostało napisane wziąć się za siebie a maż jak strup, albo odpadnie, albo otrzeźwieje.

Szczerze mówiąc uwierzyłabym w jakieś flirty z koleżanką przez internet - bycie do przesady miłym czy nawet pisanie z kimś przez internet, ale nie w fizyczne posiadanie kogoś. Jakoś mi to nie pasuje do typu człowieka jakim jest mój mąż... Tylko właśnie te tajemnice mnie zastanawiają - dlaczego, skoro jak twierdzi nie ma nic na sumieniu to dlaczego wszystko tak strzeże?

29

Odp: Samotność w małżeństwie...

Hej Redzia ;*


Jakoś mi to nie pasuje do typu człowieka jakim jest mój mąż..

Znasz takie powiedzenie "Najciemniej pod latarnią?" wink
Ja i tysiące użytkowników tego Forum też się 'nie spodziewaliśmy': "Każdy, tylko nie mój Zdzichu!"
A potem było zderzenie z całym wagonem cegieł <otrzeźwiających> wink

30

Odp: Samotność w małżeństwie...

No dobrze, ale idąc Waszym tokiem myślenia co mam zrobić jutro rano - zapewne będzie mnie przepraszał, że się upił i że nie dotrzymał danego słowa, że mnie zawiódł i że bardzo mnie kocha...

Co mam robić o co pytać? Na pewno chce wiedzieć dlaczego wyłączył telefon i jak nawiązać do tego FB? Bo uwierzcie mi poruszałam ten temat setki razy, nigdy nie uzyskałam odpowiedzi. Kiedyś bez zalogowania się na FB przy mnie pokazał skrzynkę, ale wszystkie wiadomości były usuniete tzn. skrzynka była pusta - twierdził, że nikt do niego nie pisze.

31 Ostatnio edytowany przez redapples (2014-11-16 02:29:48)

Odp: Samotność w małżeństwie...
SamotnaMamaCórek napisał/a:
redapples napisał/a:
MlodaMamaPyta napisał/a:

sa na to sposoby ale wymagaja nieco wiekszej znajomosci na sprzecie komputerowym, musialabys poszukac w necie, na forach informatykow, nie lubie dawac takich rad bo wiem ile to nerwow kosztuje, sami przeszlismy wiele i czasami sama sie dziwie ze jeszcze chcemy byc razem, ale za to pomoglo mi to uzyskac wieksza pewnosc siebie, ty tez powinnas zaczac o sobie myslec inaczej niz sprzataczko/kucharko/niania

Są takie programy, które logują każdą wiadomość wystukaną na klawiaturze, są one wykrywane przez antywirusy, osobiście nie bawiłabym się w takie typu rzeczy, bo łatwo o wpadkę, przy Twoim wycofaniu i strachu przed prawdą może się skończyć źle.
Przytoczę swoją historię, miałam faceta który mnie zdradzał mówiąc że kocha i zachowywał się w identyczny sposób jak Twój mąż, wypierałam to z głowy i jak baranek wierzyłam w każdy ochłap miłości. Twoje posty przypominają te sytuacje z jakimi ja miałam styczność robiłam wszystko by gościa wybielić i szukać w winy w sobie, jak zostało napisane wziąć się za siebie a maż jak strup, albo odpadnie, albo otrzeźwieje. Droga wyboista, ale warta swojej ceny, kierowanie swoim życiem wynagradza trudy. Podpiszę się pod tym co napisała Elle wymagać, strach jest najgorszym doradcą.

Szczerze mówiąc uwierzyłabym w jakieś flirty z koleżanką przez internet - bycie do przesady miłym czy nawet pisanie z kimś przez internet, ale nie w fizyczne posiadanie kogoś. Jakoś mi to nie pasuje do typu człowieka jakim jest mój mąż... Tylko właśnie te tajemnice mnie zastanawiają - dlaczego, skoro jak twierdzi nie ma nic na sumieniu to dlaczego wszystko tak strzeże?

Powiem tak ja za swojego byłego dałabym sobie uciąć rękę(teraz bym jej  nie miała), bo to dobry człowiek, wszystkim pomoże, troszczy się o chorą mamę, musi wyjechać by jej pomóc itd. w życiu by mi nie przyszło do głowy że przez dwa lata mnie oszukuje i jeszcze perfidnie wykorzystuje do tego celu swoją rodzinę. Elle post wyżej napisała co można zrobić w takiej sytuacji i ja bym postępowała zgodnie z jej wskazówkami, obserwując reakcję męża tylko potrzeba trochę siły i wiary w siebie oraz nie należy schodzić z raz obranej drogi.

32 Ostatnio edytowany przez SamotnaMamaCórek (2014-11-16 02:22:56)

Odp: Samotność w małżeństwie...

Przeryczę dziś chyba całą noc. Zastanawiam się co jeśli to nie zdrada - bo zdrada i to jego zachowanie było by takie oczywiste... A jeśli nie zdradza to co jest przyczyną - strach przed moją reakcją - kiedys mi powiedział, że boi się moich reakcji jak robić coś co mi się nie podoba. Ja nie wiem co mam robić, co mam myśleć.

Boże przeciez my mamy 2 dzieci! Jeżeli się rozstaniemy to do końca życia będę sama, będę musiała wrócić do rodziców i moje życie będzie jakąc porażką, klęską...

33

Odp: Samotność w małżeństwie...
SamotnaMamaCórek napisał/a:

No dobrze, ale idąc Waszym tokiem myślenia co mam zrobić jutro rano - zapewne będzie mnie przepraszał, że się upił i że nie dotrzymał danego słowa, że mnie zawiódł i że bardzo mnie kocha...

Co mam robić o co pytać? Na pewno chce wiedzieć dlaczego wyłączył telefon i jak nawiązać do tego FB? Bo uwierzcie mi poruszałam ten temat setki razy, nigdy nie uzyskałam odpowiedzi. Kiedyś bez zalogowania się na FB przy mnie pokazał skrzynkę, ale wszystkie wiadomości były usuniete tzn. skrzynka była pusta - twierdził, że nikt do niego nie pisze.

on ci sie sam nie przyzna - koniec kropka

34

Odp: Samotność w małżeństwie...
MlodaMamaPyta napisał/a:
SamotnaMamaCórek napisał/a:

No dobrze, ale idąc Waszym tokiem myślenia co mam zrobić jutro rano - zapewne będzie mnie przepraszał, że się upił i że nie dotrzymał danego słowa, że mnie zawiódł i że bardzo mnie kocha...

Co mam robić o co pytać? Na pewno chce wiedzieć dlaczego wyłączył telefon i jak nawiązać do tego FB? Bo uwierzcie mi poruszałam ten temat setki razy, nigdy nie uzyskałam odpowiedzi. Kiedyś bez zalogowania się na FB przy mnie pokazał skrzynkę, ale wszystkie wiadomości były usuniete tzn. skrzynka była pusta - twierdził, że nikt do niego nie pisze.

on ci sie sam nie przyzna - koniec kropka

Dobrze nie przyzna, to co ja mam robić? Czekać aż wpadnie jakimś cudem i dalej być poniewierana i traktowana gorzej niż powietrze?

35

Odp: Samotność w małżeństwie...

Im więcej piszesz autorko o tym w jaki sposób on Ci odpowiada, a w zasadzie mydli oczy, jakich słów-kluczy używa, tym bardziej obstawiam wersję nr 1 hmm

Mój ex też ze spokojnego, rodzinnego człowieka nagle stał się imprezowiczem i mega towarzyskim kolesiem -totalnie niepodobne to było do niego. Zwłaszcza, że znałam historię jego związku z kimś na kim mu zależało i wiedziałam, że tam było dokładnie odwrotnie -on siedział w chacie i płakał w poduchę, a ona chodziła w tango.
Zachowania i wymówki -identyko.

Autorko, przykro mi to mówić- Jesteś zdradzana.
A on jest wyrachowany i nie ma empatii na ta chwilę. Jest tak znudzony i zblazowany obecną sytuacją, że kompletnie nie wzrusza go ani nie zastanawia co będzie.
Robi co jak i kiedy chce, Tobie na odczepnego rzuci jakiś tekst o tym jak to Cię znowu zawiódł i przeprasza. I za chwilę znów robi to samo.

Obudź się!
Uwierz mi, że o wiele gorzej będzie jak to on Ciebie zostawi. A idzie ku temu, on po prostu szuka już kogoś, a podwójne życie prowadzi -w zasadzie oficjalnie- odkąd ma konto, do którego nie masz dostępu.

Uwierz mi, że na seks można umawiać się podczas 2h wyjścia "na siłownię" lub z psem, co dopiero całonocne imprezy.

36

Odp: Samotność w małżeństwie...

z mojego punktu widzenia jezeli bedziesz go pytac o to codziennie to on codziennie bedzie dbac o to, zebys nic nie znalazla nawet jak ci przyjdzie do glowy samej szukac, cholernie trudne, ale czekaj na odpowiedni moment, antyviry mozna skutecznie obejsc ( co pokazuje ile one sa warte)

37

Odp: Samotność w małżeństwie...

Tak, tylko cały czas mnie zastanawia kiedy on miał by okazje mnie zdradzać skoro psa nie mamy, nie wychodzi na siłownię, własciwie od pn do pt o 5 do 18.30 jest w pracy. W soboty do 14.30. Reszte czasu gł. spędza w domu no chyba, że idzie z kolegami na impreze czy zaprasza kolegów do siebie więc wychodzi, że 3x w miesiącu a czasem raz w miesiacu miał by okazję, bo ostatnio więcej jesteśmy w domu ze znajomymi.

Ja już nie myślę logicznie, jestem tym zmęczona - skoro chce innej to niech mnie zostawi i tak jestem wiecznie sama z dziećmi. I tak nikt mnie nie bedzie chciał, bo mam 2 dzieci i zniszczone ciało ciążami, raczej nie jestem dobrą kochanką, bo wiecznie mi to powtarza. Po prostu jestem do bani, a skoro taka jestem to po co się ze mną męczy?

Nic nie rozumiem! Nic!

Mam ochotę go obudzić i żądać wyjaśnień TERAZ!!!

38

Odp: Samotność w małżeństwie...
MlodaMamaPyta napisał/a:

z mojego punktu widzenia jezeli bedziesz go pytac o to codziennie to on codziennie bedzie dbac o to, zebys nic nie znalazla nawet jak ci przyjdzie do glowy samej szukac, cholernie trudne, ale czekaj na odpowiedni moment, antyviry mozna skutecznie obejsc ( co pokazuje ile one sa warte)

Nie wracam do tego codziennie - przez rok czasu temat był poruszany może 4 razy.

39 Ostatnio edytowany przez redapples (2014-11-16 02:44:16)

Odp: Samotność w małżeństwie...
SamotnaMamaCórek napisał/a:

Przeryczę dziś chyba całą noc. Zastanawiam się co jeśli to nie zdrada - bo zdrada i to jego zachowanie było by takie oczywiste... A jeśli nie zdradza to co jest przyczyną - strach przed moją reakcją - kiedys mi powiedział, że boi się moich reakcji jak robić coś co mi się nie podoba. Ja nie wiem co mam robić, co mam myśleć.

Boże przeciez my mamy 2 dzieci! Jeżeli się rozstaniemy to do końca życia będę sama, będę musiała wrócić do rodziców i moje życie będzie jakąc porażką, klęską...

Tez się dowiedziałam od osób trzecich dlaczego mój były nie zakończył związku ze mną, bał się moich reakcji, tłumaczył to tym ze pochodzę z domu w którym dzieje się nie najlepiej i on nie chce mnie ranić, litościwy Pan. Pech chciał że trafiłam na jego zdjęcia z kochanką z jakiejś imprezy, zdjęcia umieścił niczego nieświadomy kolega, fakt było to chwilę po jak się dowiedziałam. Zapytałam jeszcze już dla 'zabawy' jak długo z nią jest, powiedział że od niedawna, że to tylko raz itd. a zdjęcia były datowane na dwa lata wcześniej, po tych kłamstwach wysłałam mu linka do zdjęć i dalej szedł w zaparte że to tylko chwilowe a ja jestem najważniejsza.

P.S. Dlaczego zakładasz czarny scenariusz że będziesz sama? Teraz jest Twój czas by pokierować swoim życiem, jak nie teraz to nigdy. Podnosić swoje kwalifikacje, poszukać pracy, wiem że może to jest abstrakcyjne a i banalne.

40

Odp: Samotność w małżeństwie...
SamotnaMamaCórek napisał/a:

Tak, tylko cały czas mnie zastanawia kiedy on miał by okazje mnie zdradzać skoro psa nie mamy, nie wychodzi na siłownię, własciwie od pn do pt o 5 do 18.30 jest w pracy. W soboty do 14.30. Reszte czasu gł. spędza w domu no chyba, że idzie z kolegami na impreze czy zaprasza kolegów do siebie więc wychodzi, że 3x w miesiącu a czasem raz w miesiacu miał by okazję, bo ostatnio więcej jesteśmy w domu ze znajomymi.

Ja już nie myślę logicznie, jestem tym zmęczona - skoro chce innej to niech mnie zostawi i tak jestem wiecznie sama z dziećmi. I tak nikt mnie nie bedzie chciał, bo mam 2 dzieci i zniszczone ciało ciążami, raczej nie jestem dobrą kochanką, bo wiecznie mi to powtarza. Po prostu jestem do bani, a skoro taka jestem to po co się ze mną męczy?

Nic nie rozumiem! Nic!

Mam ochotę go obudzić i żądać wyjaśnień TERAZ!!!

Moze to ja jestem jakas zdeformowane mentalnie kobieta ale powiedz mi czy to bycie Z KIMS czy to w zwiazku czy malzenstwie konstytuuje ciebie jako czlowieka/kobiete? tez nie mam idealnego ciala, jestem krasnalem a cycki mam jak klementynki, i co... to nie jest powod zachowania twojego meza, powod jest inny, byc moze rowniez znudzenie obecna sytucja zyciowa, ale nie szukaj winy w sobie bo juz zaczynasz to robic!

41

Odp: Samotność w małżeństwie...
MlodaMamaPyta napisał/a:
SamotnaMamaCórek napisał/a:

Tak, tylko cały czas mnie zastanawia kiedy on miał by okazje mnie zdradzać skoro psa nie mamy, nie wychodzi na siłownię, własciwie od pn do pt o 5 do 18.30 jest w pracy. W soboty do 14.30. Reszte czasu gł. spędza w domu no chyba, że idzie z kolegami na impreze czy zaprasza kolegów do siebie więc wychodzi, że 3x w miesiącu a czasem raz w miesiacu miał by okazję, bo ostatnio więcej jesteśmy w domu ze znajomymi.

Ja już nie myślę logicznie, jestem tym zmęczona - skoro chce innej to niech mnie zostawi i tak jestem wiecznie sama z dziećmi. I tak nikt mnie nie bedzie chciał, bo mam 2 dzieci i zniszczone ciało ciążami, raczej nie jestem dobrą kochanką, bo wiecznie mi to powtarza. Po prostu jestem do bani, a skoro taka jestem to po co się ze mną męczy?

Nic nie rozumiem! Nic!

Mam ochotę go obudzić i żądać wyjaśnień TERAZ!!!

Moze to ja jestem jakas zdeformowane mentalnie kobieta ale powiedz mi czy to bycie Z KIMS czy to w zwiazku czy malzenstwie konstytuuje ciebie jako czlowieka/kobiete? tez nie mam idealnego ciala, jestem krasnalem a cycki mam jak klementynki, i co... to nie jest powod zachowania twojego meza, powod jest inny, byc moze rowniez znudzenie obecna sytucja zyciowa, ale nie szukaj winy w sobie bo juz zaczynasz to robic!

Kobieto dałaś sobie wmówić że jesteś do bani. Koleś ma za nic obowiązki, marudzi by tylko przygotować sobie grunt a niepowodzenie zwalić na Ciebie.
Pracuje z gościem który ma kochankę i z pracy się urywają na 2h, po pracy przykładny maż i ojciec, robi zakupy, wkłada wózek do auta.  Zle się czujesz on jeszcze zniża poczucie Twojej wartości, czas zrobić na odwrót i pomyśleć sobie że jestem coś warta i silna. Ogarniasz dom, dzieci, logistyka na dobrym poziomie, więc zacznij też dbać o swoje uczucia.

42

Odp: Samotność w małżeństwie...

Dziewczyno myślę że to nadszedł czas żebyś przejrzała na oczy. Płacz tu nic nie da. Wiem bo ja też się napłakałam z podobnego powodu. Tkwić w takim związku to porażka. Wiem to, dużo faktów z Twojej i mojej historii jest podobnych. Po 10 latach małżenstwa zostałam odstawiona na półkę. Czas z kolegami na hobby na którym spędzał większość czasu. i praca, praca bo ciągle mało. Ile się natłumaczyłam że przecież źle nie jest. Ja też zarabiałam. Ale kochałam i uważałam że drugiej osoby w związku nie można ograniczać. Popełniłam ten sam błąd co Ty. Obiadki, sprzątanie, pranie, dzieci, praca zawodowa. Ja dawałam wiele a otrzymywałam tylko foch. Podczas wielu rozmów zdarzało się że nawet mnie nie słuchał. Próbowałam różnych sposobów żeby zauważył że JA też JESTEM. W końcu się zbuntowałam. Zaczęłam żyć swoim życiem, wychodzić z domu. I tu nastąpił atak. Oskarżył mnie o zdradę. Zagroził rozwodem. I wyszło wszystko. Był ktos inny już nie tylko ja. Niestety miłość czasami zaślepia. Postanowiłam to posklejać ale chyba bardziej dla dzieci. i to był mój błąd.  z pozoru wyglądało że jest dobrze to i tak nie było. Zakpił sobie z moich uczuć. 
Telefonów, smsów,skrzynek pocztowych nie sprawdzaj. Miej trochę szacunku do siebie.

43

Odp: Samotność w małżeństwie...

Dokładnie. Sprawdzanie tak naprawdę jest po to by utwierdzić oporny umysł, który szuka usprawiedliwień dla zdradzającego, bo i tak się czuje i wie, że jest coś bardzo nie tak.To działa na tej zasadzie, że chce się samego siebie przekonać, że to co się zobaczy/usłyszy to nic takiego żeby trzeba się było zaraz rozwodzić, kończyć związek itp. - "Tylko zajrzę pod łóżko co tam naprawdę jest i będę mogła wreszcie zasnąć." wink A to działa niestety odwrotnie.

Czasem, jak to zaślepienie jest wielkie, to nawet twarde dowody nie wystarczą, bo strach przed samotnością paraliżuje i się "wybacza". Ale to taki wybaczenie z pistoletem przy skroni.


Natomiast to co najgorsze po takim sprawdzaniu zostaje to obrazy i słowa (smsy, maile), które zostają w głowie.
Dlatego lepsza jest rozmowa i obserwacja mowy ciała. I zaufanie do siebie, do tego co się 'widzi' intuicją.

44 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2014-11-16 23:55:16)

Odp: Samotność w małżeństwie...

to może i ja dołożę swoje trzy grosze. ogólnie podpisuję się dwiema rencami pod tym co pisze Elle. intuicja jest niezawodnym narzędziem do poznania prawdy. niestety przez większość sabotowanym. opisałaś w zasadzie sytuacje podobną do mojej z tym że mój mąż (były) na tamten czas nie chronił swojej komórki czy nie logował się na przeróżne portale. natomiast bardzo był mną znudzony i zmęczony. objawiało się to u niego pracoholizmem sypianiem w pokoju dzieci stwarzaniem wszelkich sytuacji byle tylko być daleko ode mnie. wówczas jeszcze funkcjonowałam podobnie do ciebie. strach lęk histeria olaboga co ja zrobię jak zostanę z dwójką dzieci sama. ja taki leń śmierdzący i do tego imbecyl. a on taki cud miód malina właściciel firmy. i pewnego dnia się stało a ja w zasadzie się do tego przyczyniłam. w rozmowie stwierdził że chciałby przemyśleć więc ja mu na to rzekłam: tak to może dobry pomysł przemyśl to pomieszkaj sam i wrócisz odmieniony (to ostatnie było moim pobożnym życzeniem). i se ...... przemyślał. mija 7 rok od rozwodu. całe moje 12 lat pisałam coś w rodzaju pamiętnika właśnie takiego wylewania swoich myśli uczuć emocji. i całe moje 12 lat  w małżeństwie wciąż pisałam o samotności w tym związku i o tym że coś czuję że jest coś źle. ale ze strachu przez te 12 lat odrzucałam to uczucie które wielokrotnie gniotło mnie w środku. po rozwodzie związałam się z facetem na tamten czas myślałam że pana boga za nogi złapałam tak był różny od mojego ex. ale już nastąpił progres. zrozumiałam że to uczucie gniecenia w środku to nic innego jak moja własna intuicja. przyrzekłam sobie że nigdy już nie pozwolę sobie jej nie słuchać. i tak sobie trwałam w niesatysfakcjonującym związku. facet wmawiał mi przez 4 lata że to ja mam problem z seksem bo wciąż mam ochotę i stawiam seks na pierwszym miejscu. ba nawet byliśmy w tej sprawie u seksuologa. nawet uwierzyłam że może jestem uzależniona i szukałam informacji w necie na ten temat. ale moja intuicja waliła mnie niemiłosiernie po głowie. i nastąpił przełom. rozmawiałam z moją mamą przez telefon i poprosiłam partnera o jego komórkę bo miałam coś obliczyć na kalkulatorze. i wówczas dostałam potężny strzał od intuicji. jak w transie weszłam w wiadomości i nie było już czego zbierać. smsy seks telefony. próbował mi jeszcze pięknie tłumaczyć ale ja jak w transie powtarzałam sobie :"czego miałam nie robić, miałam nie spychać intuicji na tył głowy". a intuicja jak wściekła dawała mi sygnały. w ciągu dwóch dni odkryłam przerażającą prawdę że ten jego proceder trwa od początku znajomości. a mi wciskał kit że to ja mam nierówno pod sufitem i w sumie z porządanym skutkiem. słuchaj swojej intuicji podążaj tam gdzie ona cię prowadzi. nie lekceważ jej sygnałów. ona doprowadzi cię do prawdy. a prawda wcześniej czy później wyjdzie na jaw. i zapewniam cię że dasz sobie radę. kobiety są silne i mądre. ja dałam sobie radę choć byłam totalnie stłamszona przez męża. dziś jestem szczęśliwa. i tak jak piszą moje poprzedniczki zrozumiałam że to nie tak że to ja coś źle robiłam dlatego ci mężczyźni szczególnie mąż z którymi byłam nie byli mną zainteresowani bo byłam czemuś winna. to oni nie chcieli i w zasadzie mogłabym być kompilacją Matki Teresy i Cindy Crawford i tak nic by to nie dalo.

45

Odp: Samotność w małżeństwie...

Karolcia, również dziękuję za wpis, bo to jest o czym każdy z Nas powinien pamiętać, również nie kierowałam się intuicją a ona zawsze waliła mnie prawdą po czole.

46 Ostatnio edytowany przez zozi35 (2014-11-17 15:24:45)

Odp: Samotność w małżeństwie...

Czytam was z uwagą,  rowniez probuje znalesc odpowiedz, co robie nie tak ze mąż ucieka do kolegów,  najpier co sobote, potem z 3 razy w tygodniu, na godzinke- półtorej,  ktora konczy sie na 24-2 w nocy. Nie podejzewam go o zdradę,  bardziej ze jest mna znudzony, przyjemniej spedzic czas przy piwku niz w domu z zona ktora ma pretensje o klejne wyscie. Wiec przestalam sie odzywac ze wychodzi w soboty wiec wychodzil coraz czesciej, przejelam obowiazki domowe, mimo ze pracy nad malym dzieckiem jest masa, nie mialam go juz dla siebie, nawet na rozmowe telefoniczna z kolezanka. I co mi to dalo? nic. Dalej jestem wszystkiemu winna, i nikt mnie nie lubi- ostatnio to tylko slyszalam.
Do tego jeszcze dochodzi konflikt z tesciowa z którą mieszkamy, ktora rowniez postanowila wszystkim udowodnic ze jestem zla, bo sie sprzeciwilam jej i nie zyje pod jej dyktando, maz broni jej strony, w razie kłótni biegnie do niej i wtedy maja dużo do powiedzenia na moj temat. Zaczelam wierzyc w to ze problem tkwi we mnie, ze naprawde jestem nielubiana i nic nie warta.
Zachorowalam, postanowilam ze na ten czas z dzieckiem zostane u rodzicow, bo sama nie podolalabym opiece, sama wymagalam opieki, w to ze przestanie wychodzic, tez nie wierzylam. Nie bylo problemu. Chcialam uciec, odetchnąć,  nabrac sil, pomyslec co dalej. Przyjezdza codziennie do dziecka, nie rozmawiamy o  powrocie, wogule o nas, zawiezie mnie do lekaza, kupi co potrzeba. To ja zawsze zaczynalam rozmowy, teraz postanowilam, nie. Nie wiem co dalej bedzie, nie bardzo chce wracac do tesciowej, a na osobne mieszkanie bez mamusi sie nie zgodzi, bo jak twierdzi osobne pietro mamy, a mamusia sie jego zdaniem nie wtraca, a na wyzwiska z jej strony twierdzi ze mama sie zdenerwowala, nerwy jej puscily, po co ja denerwuje. Tego co ta kobieta mi zrobila, powiedziala, oczernila przez lata mieszkania, moglabym niezła ksiege napisac. Tylko co to da. Ona i tak wszystkiego sie wypiera, twierdzi, ze nie ma sobie nic do zazucenia.  Moze ta rozlaka cos da mu do myślenia,  a moze nie. Zaczelam myslec o sobie i swoim zdrowiu, chce wysc do ludzi, narazie zdrowie nie pozwala, ale czuje sie coraz lepiej, chce odzyskac wiare ze cos warta jestem, ale nie wiem od czego zacząć. Zabardzo zdeptana jestem.

47

Odp: Samotność w małżeństwie...

Oj kochana jedna z gorszych rzeczy jaka cie spotkała to mieszkać z teściową. Jak masz gdzie być to nie wracaj tam. Daj mężowi ultimatum - albo mieszkacie sami albo nie wracasz. Mąż powinien być po twojej stronie jak cię kocha i zależy mu na waszej wspólnej przyszłości . Pępowina powinna zostać odcięta. Wybrał sobie Ciebie i Ty powinnaś być dla niego najważniejsza. a nie mamusia i to jeszcze taka która Cię nie szanuje. Ja teściową mam, tzn miałam 200 km ale i tak dała mi w kość. Przez jakiś czas wogóle ze sobą nie rozmawiałyśmy. I tak było dobrze. Zupełnie przestałam się nią przejmować . Niestety od czasu do czasu mi o sobie daje przypomnieć w niezbyt sympatyczny sposób. Nawet teraz po śmierci mojego męża. nawet jak będzie Ci się wydawało że jest do Ciebie przyjaźnie nastawiona to w to nie wierz. Wiem to z doświadczenia. Zaraz coś uknuje. Bądź silna. Zdrowiej a jak będzie ok to zacznij wychodzić z domu. Musisz uwierzyć w siebie, każda z nas jest wartościową kobietą.

48

Odp: Samotność w małżeństwie...

karolcia_38,Ellie nic dodać nic ująć

Albo go kocha, albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską

W. Szymborska

49

Odp: Samotność w małżeństwie...

Aguniai ja tez unikam tesciowej nie rozmawiam z nia, wiem ze jej juz nie zmienie, chocbym ja na renkach nosila i tak nazekac bedzie ze jej nie wygodnie, podczas jej choroby zanosilam jej jedzenie chcialam pomóc, ( mimo ze jak twierdzi ma wspanialego syna, szkoda ze jednego bo maz ma jeszcze rodzenstwo,) tak mnie nauczono mimo tego wszystkiego co mi zrobila i powiedziala, a i tak uslyszalam za plecami ze jej szklanki wody niepodam ze musiala sobie wziac kogos do pomocy.
Przykładów moge namnazac, tylko co to zmieni, z nia slubu nie bralam, nie wiedzialam przed slubem i nawet chwile po slubie co mnie czeka, To mi wypominano i wykpiono kontakty z rodzina ze sa za czeste, a jezdzilam tylko wtedy jak maz byl w pracy, swieta zawsze pierwsza kolejnosc jego rodzina, przez cale  10 lat malzenstwa na wielkanoc nie zjadlam sniadania z moja rodzina, bo trzeba bylo z nimi.
Przez te lata zauwazylam ze to co mi sie przypisuje to ich cechy charakteru, ich zachowanie. Jestem zdeptana psychicznie zaczelam wierzyc ze problem jest we mnie i odciazac meza, zeby nie nazekal, zeby nie szedl do niej i nie darli kotow na mnie ( wiem ze to glupie, ale chcialam dogodzic).
Przegladam forum od kilku dni i prubuje zbalesc odpowiedz z punktu widzenia kazdej stron, zajzalam na watek tesciowych gdzie sie dowiedzialam ze to chyba dobrze ze syn sie wyplakuje w rekaw matce a nie obcej kobiecie - tak dobrze tez bym nie miala przeciwko temu nic jakby ta kobieta potem nie smialami sie  mi w twarz, i wysmiewala problemow, poproszona o zatrzymanie pewnych informacji dla siebie, okazuje sie ze wiedza wszyscy na okolo, zapytalam dlaczego? Przeciez prosilam osobiscie, odpowiedz jej- przeciez ludzie i tak by sie domyslili,dla niej najwazniejsi ludzie co powiedza, a w domu mozna miec sajgon.   Za duzo o niej tu pisze nie chce sie nakrecac z jej powodu, nie wiem co bedzie dalej z naszym małżeństwem, ja sie wypalilam czuje sie ponizona, upokozona, zaniedbana samotna.
Nawet nie wiem czy maz mnie kocha, nie mówił mi tego, nie okazuje uczuc, ciepla, czulosci, takjakbym tylko sluzyla za pomoc domowa i tyle. 
Czytalam rowniez wypowiedz pana ktorego zona opuscila i zabrala dzieci, jego odczucia, i jedno mi utkwilo w pamieci, ze chcial ja ukarac brakiem sexu, czyli brak sexu w naszym przypafku to tez ma byc kara dla mnie? Ja sie doszukiwalam w sobie wad, braku atrakcyjnosci, choc po porodzie szybko schudlam, nic mi nie obwislo, staram sie dbac o siebie, na ile mi czas pozwala, bo nawet glupie wyjscie do fryzjera przeradza sie w mega stres, kto bedzie z dzieckiem i czy mi wydzwaniac nie bedzie z pospieszaniem, bo placze i ile jeszcze mi zejdzie, do  kolezanek juz od dawnanie wychodze. 
Wiem ze go nie przekonam o przerowadzce, bo to jego bedzie jak twierdzi i czego on ma isc jak mi nie pasuje.  Dlatego tematu nie podejmuje, bo sie boje ze znowu bedzie awantura i zostane sprowadzona do poziomu zero. On nie pyta kiedy wracamy, ja tez tematu nie podejmuje. Nie wiem czy mu zalezy na mnie, na dziecku napewno,  jest mezem jakim jest ale jako ojciec sie stara.  Nie chcialabym tym samym odbierac dziecku ojca i rozbijac rodziny. Musze wybrac sie do psychologa, czy poprosic o leki bo stres coraz wiekszy, i bardzi cierpie, moje poczucie wartosci jest na poziomie zero, nie chce czuc sie ofiara, a niestety nia jestem.

50

Odp: Samotność w małżeństwie...

Jest tu jeszcze ktos kto chce pogadac? Może jeszcze ktos sie wypowie, coś poradzi?

51

Odp: Samotność w małżeństwie...

Rozumiem wszystko o czym piszecie, nie jestem pewnie w waszym wieku moze troche mlodsza o kilka lat ale swoje w zyciu przeszlam i tez mam jedno dziecko, z kims kto przez cale zycie byl " idealem" a ja bylam zawsze ta zla. Na poczatku nie wiedzialam co zrobic, balam sie ze zostane sama, zakladalam najgorsze scenariusze, az w koncu przyszedl dzien kiedy powiedzialam KONIEC. Zostawilam wszystko, i zaczelam myslec o sobie i o swoim zyciu, ktorego nigdy nie chcialam zmarnowac i ktore w koncu zaczelo miec dla mnie znaczenie. Na poczatku bylo ciezko, ale ja wierzylam ze przetrwam. Zrobilam sobie plan jak ma wygladac dzien. Niewazne ze bylam sama, wazne ze odzyskalam poczucie kobiecosci i wlasnej wartosci. Nie obchodzilo mnie czy jestem ladna, czy brzydka, gruba czy szczupla, wazne ze akceptuje siebie. Potrzebowalam pomocy, normalne, ale nie myslalam o tym ze bedzie gorzej tylko budzac sie kazdego dnia mowilam sobie ze juz gorzej byc nie moze, ze moze byc tylko lepiej, i tak sie stalo. Po jakims czasie poznalam kogos, kto wogole byl mi obojetny( bo stracilam zaufanie do mezczyzn) , traktowalam go jak kolege, nie dopuszczalam mysli, ze on i ja kiedykolwiek razem, poprostu smialam sie z tego. A jednak z biegiem czasu stalo sie inaczej, ale to on musial wlozyc wiele pracy, zaangazowania, itp. rzeczy zeby mnie do siebie przekonac. Dzis jestesmy razem, ja spodziewam sie dziecka, on poza mna i moja ciaza swiata nie widzi, cala jego rodzina traktuje mnie jak jakas ksiezniczke, dzwonia, pytaja jak sie czuje, czasem mi glupio ze robia ze mnie taka Pania, ale co tam skoro im to odpowiada to czemu nie, w koncu moze zycie dalo mi to czego nie mialam wczesniej. Dlatego  uwazam ze nie powinnas przejmowac sie tym ze jest dwojka dzieci, kazdy ma prawo do szczescia, a dziecko, jesli cie kocha i jest mu z toba dobrze to zawsze z toba zostanie, a tatus bedzie je odwiedzac. Rozstanie to nie koniec swiata. Tak na marginesie powiem ci ze moja mama tez rozstala sie z ojcem i ja to zaakceptowalam kocham jej meza mimo to ze nie jest moim biologicznym ojcem, ale dzieki niemu mialam normalny dom, moja mama byla szczesliwa, i to bylo dla mnie najwazniejsze, nie wazne kto splodzi lecz kto wychowa. nie sztuka jest zrobic dziecko i nie miec dla niego czasu ale sztuka jest je miec i pomimo pracy i innych obowiazkow znalezc tez czas dla niego zeby czulo ze tata mnie kocha i ma ten czas. Zycie mnie nauczylo jednego, ze jesli jest sie dobrym to kiedys to dobro do Ciebie wroci z podwojna sila. Ty jestes dobra matka, nie zaniedbujesz dzieci, kochasz je, chociaz pewnie jestes zmeczona tym wszystkim, ale pamietaj, czekanie az go przylapiesz z inna albo tkwienie w tym nie ma sensu. Zycze Ci zebys odnalazla w sobie sile i energie, a reszta sama sie rozwiaze, i pomysl o sobie. Nawet jesli nie masz pomyslu co robic z wolnym czasem zacznij od byle czego, moze w miedzy czasie pojawi sie cos co polubisz, moze kogos poznasz, roznie bywa, czasem zycie potrafi byc tak zaskakujace, ze potem mozna sie tylko potem samemu z siebie smiac. Nie poddawaj sie. Jestem pewna ze jeszcze usmiech zagosci na Twojej twarzy. Trzymam kciuki i wierze w to mocno.
Pozdrawiam

52 Ostatnio edytowany przez Annpet (2014-12-21 03:50:53)

Odp: Samotność w małżeństwie...

Jestem samotna i bardzo nieszczęśliwa....
Mój mąż często wyjeżdża, a kiedy jest to i tak zachowuje się jakby go nie było.
Wszystkie obowiązki domowe, dzieci itd. spoczywają na mnie. Wczoraj powiedział naszej czternastoletniej córce, że jak matka chce świąt to niech je sobie wyprawi..Żal mi dzieci... Mamy dwie córki cztero i czternastoletnią, trudny to wiek.Mąż bez przerwy podkreśla, że to on przynosi kasę do domu, ja pracuję na pół etatu. Kiedy mała jest chora, a on jest w domu to i tak ja muszę brać na nią opiekę, bo przecież nie on jest od tego. Choć tak głośno deklarował jak chce mieć drugie dziecko. Jest mi strasznie przykro. Idą święta, a on znika na całe dnie na swojej winnicy, wraca do domu wieczorem, albo zostaje na działce na noc, nie interesuje się tym co dzieje się u nas, w naszym domu, zresztą demonstracyjnie się też w domu nie stołuje. Kiedy córka staje w mojej obronie , to wykrzykuje do niej że jest taka jak jej  matka. Obecnie ze mną nie rozmawia, bo się obraził, że nie chciałam go zarejestrować do lekarza tylko prosiłam, by sam to zrobił. Ozajmił mi, że nie ma przyjemności ze mną przebywać, choć zjechał  do domu wcześniej bo poważnie zachorowałam i istniało prawdopodobieństwo szpitala. Rzekomo tak się martwił, po czym demonstracyjnie wychodzi z domu zostawia mnie chorą i na dodatek chore na anginę dziecko,bo go do lekarza nie zarejestrowałam. Koszmar. Wraca do domu z działki następnego dnia wieczorem. Najchętniej zostawiłabym to wszystko, ale nie mam dokąd pójść, a sama nie jestem w stanie się utrzymać. Mam dość.  Nie chce mi się żyć, ale mam dzieci i dla nich muszę...

53

Odp: Samotność w małżeństwie...

Annpet dla dzieci musimy byc silne, to dla nich żyjemy,  a swieta to,, wypraw,, dla dzieci bo to sa ich wspomnienia z dziecinstwa i ważne zeby byly wyjatkowe, i mialy mile wspomnienia. Doskonale rozumie co czujesz, przezywam to samo. Wazne zeby w tym wszystkim nie zapomniec tez o sobie, ja o tym po drodze zapomnialam, teraz powoli to naprawiam, jak nabiore sil zajme sie małżeństwem.

54

Odp: Samotność w małżeństwie...

Jak to czytam, to jakby o sobie.Też przez lata pozwoliłam zrzucić na siebie wszystkie obowiązki. Jaśnie Pan tylko pracował. Gdy pojawiły się problemy wychowawcze z synem to zaczął uciekać. A już za chwilę okazało się ,że ma nową towarzyszkę. Winę zrzucił na mnie. Że byłam wiecznie "nadąsana i nie potrafiłam nigdy żartować"To tak jakby życie było żartem. Przez kilka tygodni żyłam w przeświadczeniu ,że nasza miłość "wygasa". A tak naprawdę on układał sobie życie na nowo. Do mnie nie docierało że może zdradzić. Przecież nie mnie. I nie mój mąż. Przykładny, dobry, szczery.
Niestety całe życie przewartościowałam. Dotąd nie wychodziłam nigdzie. Brak czasu, partnera na miejscu. To był błąd. My kobiety oprócz gotowania, sprzątania i dzieci musimy mieć własne życie. Cały czas jeszcze nad tym pracuję. Ale znalazłam światełko w tunelu.
Nie jest lekko. Ale trzeba stanąć na własnych nogach,

55

Odp: Samotność w małżeństwie...

Zasmucona to dobrze ze masz to swiatelko w tunelu, ja go ciagle szukam.

56

Odp: Samotność w małżeństwie...

Do autorki. Elle dobrze Ci radzi ale ... powinnas swoje podejrzenia przede wszystkim wyjasnic. Po pierwsze nie ma czegos takiego jak stwierdzenie ze mój maz czegos nie zrobi. Maz jest człowiekiem jak każdy a my wiemy co człowiek potrafi zrobić. Wiemy także ze statystyk. To wiele wnosi do obrazu społeczeństwa, która nazywam małpiarnia, gdzie tylko nieliczni nie sa zdolni do zdrady, a wielu, wbrew pozorom potrafi doskonale udawac. Co to znaczy wyjasnic? Otoz masz prawo do uzyskania odpowiedzi na wszelkie swoje pytania, bo masz prawo do podejrzeń i wątpliwości. To ludzkie a przecież jesteś człowiekiem. Po drugie wszelkie aktywności skierowane na zewnątrz związku czyli wyjścia, portale internetowe, kontakty niszcza związek i zabierają czas, który można poswiecic dla rodziny. Po trzecie to ze masz 2ke dzieci jest ważne ale tylko dla Ciebie, dla drugiej osoby wcale ważne być nie musi. To kwestia spojrzenia, wiec jak widzisz Twoje "siedzenie w domu" nic Ci nie daje, poza tworzeniem wiezi z dziecmi. Oczywiście o związek można zawalczyć ale musi być dobra wola naprawy (albo i zal jeśli się cos stało) z drugiej strony. Wpolne checi. W każdym razie co się najgorsze moglo stac to już wiesz ale gorsza od tego jest utrata wiezi. Rodzina to skarb, szkoda ze dla nielicznych.

57

Odp: Samotność w małżeństwie...

Witam serdecznie czytając treść Twojego wpisu mam wrażenie, że czytam o sobie, ale z pewnymi niuansami. Chętnie porozmawiam poważnie na mailu, zapraszam do kontaktu. Może warto mieć wsparcie chociażby mailowe. Też ma dwójkę wspaniałych dzieciaków! pozdrawiam serdecznie i czekam na kontakt

58 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-02-11 07:34:53)

Odp: Samotność w małżeństwie...

A ja sprobuje zaimprowizowac rozmowe tego meza na portalu:

Moja zona jest nieciekawa, zaniedbana baba, nic tylko beczy i sie czepia...
Zycie z nia, to udreka, ja mam prace, znajomych, zainteresowania( np. Xbox:-) ), chce sie podobac wartosciowym kobietom, nawiazuje kontakty, rozwijam sie...a ona siedzi w domu, przy garach, i mozna z nia tylko gadac o sprzataniu, albo ogladac tv. Nuuuudaaaa

Z drugiej strony, zajmuje sie domem i dziecmi, - ktos musi- wiec sie nie rozwide/odejde, tylko szukam ciekawej odskoczni.

Malzenstwo to grob milosci, to udreka, i zniewolenie, ale i koniecznosc, jak sie chce miec dzieci. Jedyne wyjscie dla faceta, zeby nie zwariowac, to podwojne zycie....na to niema rady.


Autorko- co bys zrobila, gdybys znalazla w necie taki wpis swojego meza????

Pomysl, i TO wlasnie zrob.zanim to przeczytasz na jakims portalu...

Wiekszosc mowi tak: jakbym powiedzial to zonie- to bylyby fochy, lzy, pretensje, , wiec sciemniam, bo nie wiem co innego mam zrobic.

59 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2015-02-11 07:37:05)

Odp: Samotność w małżeństwie...

Dziewczyny wypowiadające się na tym wątku.
Ja Wam powiem jako facet.
Wiem, że jesteście rozczarowane waszymi związkami.
Bo mąż pracuje nawet i w niedziele, bo mąż spotyka się z kolegami i gra na kompie, bo mąż idzie na pifko etc.
Ja jestem już wiele lat po ślubie (38) a razem z żoną 44 lata i też to przechodziłem.
Też bylem znudzony żoną, dzieckiem i jeszcze na dodatek teściową.
Aczkolwiek przyznam szczerze, że teściową mam cudowną.
Traktuję jak własną matkę.
Ale wracając do tematu, to powiem Wam, że w małżeństwie trzeba rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać.
Mężowie to duzi chłopcy i pamiętajcie o tym.
Teraz to ja zmądrzałem i wiem co to jest ŻONA.
To jest mój największy przyjaciel.
Owszem co jakiś czas pogada, ale ona jest moja.
Wierzcie mi, że ja cały czas walczę o związek i nie chcę popaść w rutynę.
To co zdobyłem jest najpiękniejsze na świecie.
Dlatego Wy moje miłe powinniście pokazać tym swoim mężom/ partnerom co jest dla Was ważne w życiu.
Ja może już jestem stary ( aczkolwiek tak się nie czuję) ale dla mnie najważniejsze było wyjscie na spacer z synem, wygłupianie się z nim.
Ten jego śmich, ta jego radość to było bezcenne..
Żona w tym czasie odpoczywała a ja z nim szalałem.
Zaznaczam, że jak był mały to też go kąpałem, przewijałem i karmiłem.
Tylko ja zawsze wiedzialem, że to ona (żona) dała mi to dziecko, zresztą w wielkim bólu i pomimo tego, że po jakimś czasie było u nas licho, to teraz jest super i nie wyobrażam sobie źycia z inną kobietą.
Dlatego dziewczyny rozmawiajcie z waszymi partnerami co czujecie, czego oczekujecie.
Bo niestety facetowi trzeba to uświadomić.
Facet jest niestety słabą istotą. ????
To jest tylko duźe dziecko.

60

Odp: Samotność w małżeństwie...

a ja nie skupiałabym sie na tym co zmienić w mężu, jak na niego wpłynąć. Ja skupiłabym sie na sobie. Zostaw na chwilę rozgryzanie męża.  To Ty czujesz się nieszczęśliwa, zapętlona w domu z dziećmi. Kochasz rodzinę ale czegoś Ci brak. Kluczowe pytanie - czego? Na Twoim miejscu zaczęłabym od znalezienia czasu dla siebie- zapisz się na aerobik, do klubu ksiązki lub inne zajęcia która sprawiają Ci frajdę- opiekunka na dwie godziny  nie powinna stanowić obciążenia finansowego. Jesli to możliwe zastanów się nad powrotem do pracy  ( złobek, przedszkole) zacznij mieć inne życie poza dziećmi. Może jak odzyskasz wiarę w siebie, w swoje pasje, spojrzysz na swoje małżeństwo z innej perspektywy.
Kiedy JAKO PARA byliście gdzieś bez dzieci? kiedy spędziliście noc bez dzieci? Może Twój mąż zagoniony między pracą, obowiązkami a domem czuje że też mu coś brak ale też nie wie czego? Jedno jest pewne. jeśli szybko nie zaczniecie walczyć o odnowę relacji- małżeństwo padnie. Walka nie polega jednak na kłótniach i żadaniach zmian od partnera bo to zaostrza konflikt- a zmian w sobie. Mąż nie może być JEDYNYM żródłem Twojego szczęścia- jeśli zakotwiczysz życie tylko na jednej linie - będziesz nieszczęśliwa-   I pamiętaj - dom nie musi być perfrekcyjny, kuchnia nie zawsze musi słuzyć do gotowania smile a dzieciom rozłąka z mamą nie zawsze szkodzi smile czasem dzięki tej odrobinie bałaganu w życiu zaczyna się odczuwać zadowolenie  smile Zawalcz o siebie- to podstawa smile

Posty [ 61 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Samotność w małżeństwie...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026