Od 3 miesięcy spotykam się z facetem poznanym na portalu randkowym. Mam 31, on 39 lat. Czasem jest bardzo fajnie, jest słodki, opiekuńczy. Ale czasem nie proponuje spotkania przez kilka dni (mieszkamy blisko) i to mnie wkurza, bo nie czuję, żeby miał ochotę się ze mną spotykać. Mamy też problem z seksem. Na jednym z pierwszych spotkań u niego w domu, prawie się na mnie rzucił, a teraz... ledwo raz na 2 tygodnie i to nie widzę inicjatywy z jego strony. Dla mnie to dziwne. Ja mam ochotę, a on nie. Najpierw mówił, że on nie lubi wieczorem, wtedy kiedy ja, tylko rano - ale my praktycznie nigdy rano nie mamy okazji, bo rzadko nocujemy razem do rana, rano trzeba się zrywać do pracy, itp. Potem powiedział, że on też ma za mało seksu, ale nie wie czemu, nie ma ochoty nawet jak jest okazja. Ja to odbieram tak, że go nie kręcę i tyle.
O co chodzi? Twierdzi, że do seksu musi mieć luz, fajną atmosferę i poczucie, że wszystko jest ok, podczas gdy czuje jakąś presję z mojej strony i wie, że jak nie będzie seksu, to będę miała zły humor, czepiała się, itd. Ostatnio usłyszałam też (co mnie dobiło), że były kobiety, z którymi zawsze miał ochotę i nie potrzebował jakichś specjalnych okoliczności. No a ze mną potrzebuje miliona okoliczności, które muszą się razem spotkać i nawet wtedy nie zawsze ma ochotę. Jasny gwint!
Nie umiem wyluzować, bo za każdym razem, gdy dochodzi do sytuacji "łóżkowej" faktycznie czuć w powietrzu taką jakby presję i oczekiwanie typu "będzie czy nie będzie". Ja już się zachowuję jakoś nienaturalnie - zabijam w sobie ochotę na seks. Nie wiem, czy mam przejmować inicjatywę, czy lepiej nie. Co to jest, kurde?? Nigdy nie miałam z facetem takiego problemu.
A może to po prostu wiek?? Może spadek libido jest spowodowany nadchodzącą andropauzą??
A może poczuł, że za bardzo mi zależy i wie, że jestem dla niego zawsze dostępna. Może to go nudzi.
Czuję się źle z tą sytuacją, czuję się nieatrakcyjna. Jakby prosiła się faceta o seks. Porażka...
Nie wiem co robić. Zależy mi na nim, ale cholera nie mam ochoty być stroną, która się prosi o spotkania i o seks! Skoro nie ma ochoty, to po co się deklaruje, że chce ze mną być?
Rozmawialiśmy o tym już kilka razy, ale nie ma poprawy.
Co robić?
Podobne tematy
Ojej, ja osbiście nie lubię takich spięć. W sensie najlepiej jak wszystko jest spontaniczne, po prostu się dzieje, czasem nieoczekiwanie! Eh, tego typu problemy nie wróżą dobrze, szczególnie na początku. Wydaje mi się że rozmawiacie o tych sprawach, ale albo się nie słuchacie, albo nie mówicie sobie wszystkiego i gdzieś tak tkwią jakieś problemy u niego, lub u ciebie. Popracujcie nad komunikacją!
3 2015-06-08 18:48:03 Ostatnio edytowany przez JoasiaHa (2015-06-08 18:53:24)
Od 3 miesięcy spotykam się z facetem poznanym na portalu randkowym. Mam 31, on 39 lat. Czasem jest bardzo fajnie, jest słodki, opiekuńczy. Ale czasem nie proponuje spotkania przez kilka dni (mieszkamy blisko) i to mnie wkurza, bo nie czuję, żeby miał ochotę się ze mną spotykać. Mamy też problem z seksem. Na jednym z pierwszych spotkań u niego w domu, prawie się na mnie rzucił, a teraz... ledwo raz na 2 tygodnie i to nie widzę inicjatywy z jego strony. Dla mnie to dziwne. Ja mam ochotę, a on nie. Najpierw mówił, że on nie lubi wieczorem, wtedy kiedy ja, tylko rano - ale my praktycznie nigdy rano nie mamy okazji, bo rzadko nocujemy razem do rana, rano trzeba się zrywać do pracy, itp. Potem powiedział, że on też ma za mało seksu, ale nie wie czemu, nie ma ochoty nawet jak jest okazja. Ja to odbieram tak, że go nie kręcę i tyle.
O co chodzi? Twierdzi, że do seksu musi mieć luz, fajną atmosferę i poczucie, że wszystko jest ok, podczas gdy czuje jakąś presję z mojej strony i wie, że jak nie będzie seksu, to będę miała zły humor, czepiała się, itd. Ostatnio usłyszałam też (co mnie dobiło), że były kobiety, z którymi zawsze miał ochotę i nie potrzebował jakichś specjalnych okoliczności. No a ze mną potrzebuje miliona okoliczności, które muszą się razem spotkać i nawet wtedy nie zawsze ma ochotę. Jasny gwint!
Nie umiem wyluzować, bo za każdym razem, gdy dochodzi do sytuacji "łóżkowej" faktycznie czuć w powietrzu taką jakby presję i oczekiwanie typu "będzie czy nie będzie". Ja już się zachowuję jakoś nienaturalnie - zabijam w sobie ochotę na seks. Nie wiem, czy mam przejmować inicjatywę, czy lepiej nie. Co to jest, kurde?? Nigdy nie miałam z facetem takiego problemu.
A może to po prostu wiek?? Może spadek libido jest spowodowany nadchodzącą andropauzą??
A może poczuł, że za bardzo mi zależy i wie, że jestem dla niego zawsze dostępna. Może to go nudzi.
Czuję się źle z tą sytuacją, czuję się nieatrakcyjna. Jakby prosiła się faceta o seks. Porażka...
Nie wiem co robić. Zależy mi na nim, ale cholera nie mam ochoty być stroną, która się prosi o spotkania i o seks! Skoro nie ma ochoty, to po co się deklaruje, że chce ze mną być?
Rozmawialiśmy o tym już kilka razy, ale nie ma poprawy.
Co robić?
Czyli nie tylko seks, ale w ogóle niechęć do tematu czy spotkań... Pachnie mi to obojętnością i utrzymywaniem znajomości dla pogotowania seksualnego ![]()
Może warto poluzować kontakt z tym panem, nic nie oczekiwać, wyłączyć się i niejako stanąć z boku - jeśli problem jest w tym, że mu tak naprawdę nie zależy, ochoczo podtrzyma tą obojętność, rzadziej będzie się kontaktował etc. aż zaprzestaniecie się kontaktować. Albo sam zerwie z różnych powodów kontakt.
Jeśli problem leży w tym, że jest presja, czuje nacisk, etc. i to jest rzeczywiście powodem, to trochę dystansu może przywrócić spontaniczność i chęć na spotkania ![]()
Wydaje mi sie,ze chodzilo mu tylko o to, zeby Cie zdobyc.On chyba wyczuwa,ze Tobie na tym zalezy-a u niego jest wtedy odwrotnosc-Ty chcesz,to jego to nie kreci.
Wydaje mi sie,ze chodzilo mu tylko o to, zeby Cie zdobyc.On chyba wyczuwa,ze Tobie na tym zalezy-a u niego jest wtedy odwrotnosc-Ty chcesz,to jego to nie kreci.
tez tak sadze...typ zdobywcy....
Dlatego jest mu ganz egal-po co ma sie starac?smutne...
Dzięki. Sporo mądrych słów.
Co do trzymania mnie jako rekwizytu do seksu, to chyba nie. No bo same widzicie - seksu prawie brak.
Natomiast możliwe, że faktycznie typ zdobywcy. Na początku naszej znajomości on zabiegał, mówił żebym dala mu znac od razu jak poczuje, ze to nie to, bo widzi, że on się wkręca, a ja nie. I faktycznie chyba tak było. Ja miałam wątpliwości, stopowałam go. Czasem czułam, że jest wręcz nachalny, Szukał kontaktu, dotyku, itp. Na jednym z pierwszych spotkań u niego w domu, prawie zdzierał ze mnie ubranie. Był zdecydowanie chętny.
Zastanawiam się tylko, co spowodowało zwrot o 180 stopni. Teorie są 2:
1. Podczas gdy miałam wątpliwości, informowałam go o tym otwarcie (już tak mam) i jemu wtedy jakby zrobiło się przykro, powiedział, że rozumie i decyzja należy do mnie, ochłodził nieco swój zapał i nasze relacje. Wtedy ja się wystraszyłam, że go stracę i starałam się jednak podtrzymać nasze relacje, które w końcu dalej się rozwinęły. Były obiadki u jego mamy, wspólne wyjazdy na weekend, pomagał mi w codziennych sprawach, gdy miałam problem, ale ogromny zapał z początku już nie wrócił.
2. W pewnym momencie, kiedy mniej się kontaktował, ja zaczęłam chyba trochę histeryzować i możliwe, że wyszłam na desperatkę. Zaczęłam wypisywać, wydzwaniać, okazywać zdenerwowanie, ciskać się, strzelać fochy, płakać do telefonu i takie tam...
Trochę wychodzi na to, ze jak żuraw i czapla z tego wiersza. Raz ja czuję, że on chce i tracę zainteresowanie, a potem na odwrót. Masakra. Chyba trochę sama nawaliłam.
Czasem bywa naprawdę super. Jest przyjemnie, miło, wesoło. On potrafi być czuły, słodki, troskliwy i kochany dla mnie. Byliśmy ostatnio razem na imprezie, nie odstępował mnie na krok, skakał koło mnie jak koło księżniczki. Czułam się cudownie. Gdy jesteśmy razem, śmiejemy się, przytulamy, itd., widzę tą iskrę w jego oczach gdy na mnie patrzy, ale potem jeśli coś idzie nie po mojej myśli, a ja zaczynam strzelać fochy, milczeć, robię mu wyrzuty - on jakby traci tą iskrę.
Postanowiłam wyluzować. Nie jestem nachalna, jestem spokojna, nie okazuję zdenerwowania, że "znowu nie masz dla mnie czasu, znowu nie masz ochoty na seks". Nie dzwonię do niego, on dzwoni pierwszy. Nie narzucam kontaktu ani spotkań. Nie robię wyrzutów. Przestaję histeryzować.
Czy jest szansa przywrócić między nami równowagę? Jeśli wyszłam na desperatkę, to przepadło, czy jeśli wrzucę na luz i trochę się wycofam, jest szansa odzyskać twarz i przywrócić jego ochotę na wszystko? ![]()
Niepokoi mnie to, że on mówi mi czasem: Liczę się z tym, że podziękujesz mi za współpracę. Liczy się, ale nic nie robi, by tak nie było. Mam czasem wrażenie, że z premedytacją przetrzymuje mnie np. bez spotkania, żebym to ja zerwała z nim.
Ale z drugiej strony, kiedy ja dyskretnie sugeruję, ze nic z tego nie będzie, on zawsze mówi, że próbujemy coś stworzyć, poznajemy się dopiero, musimy dać sobie czas, żebyśmy coś spróbowali zmienić, dopracować, dostosować się do siebie, itp.
Witam.
Ja mam w sumie trochę podobną sytuację a przynajmniej tak mi się wydaje.
Poznałam go w miejscu pracy - przyszedł jako klient kilka miesięcy temu. Przez ten czas wpadał sporadycznie, ale za każdym razem z uśmiechem od ucha do ucha na mój widok. Ignorowałam to - jestem w trakcie rozwodu i nie potrzebuję dodatkowych problemów. Pewnego razu przyszedł do mojej pracy składał zamówienie ja je przygotowywałam i w pewnym momencie zniżył głos tak bardzo że musiałam się pochylić w jego stronę aby go usłyszeć, a on w tym momencie pocałował mnie w policzek i odsunął się mówiąc, że nie ma zamiaru za to przepraszać. Po tym dotyku myślałam, że moje serce wyskoczy z piersi, a skóra piekła jak szalona a ręce mi się trzęsły. Dałam mu numer telefonu. Zaprosił mnie na spacer. Świetnie się Nam rozmawiało, sam jest po rozwodzie więc część rozmowy zeszła między innymi na ten temat, następnie na temat dzieci on ma parkę a ja dwie dziewczynki. Na spacerze powiedział mi, że nie jestem kobietą wskakującą do łóżka, że fascynuję go i chce mnie lepiej poznać. Nie ma chwili żebym nie myślała o nim, jego dotyku - jak na to reaguję... Spotkaliśmy się zaledwie 3-4 razy - marzę abyśmy spotykali się częściej, ale jest biznesmenem, ma dzieci itp, nie chcę być nachalna, tym bardziej że w jednym z ostatnich smsów napisał mi coś odwrotnego od tego co wcześniej od niego usłyszałam - że fascynacji między nami nie będzie że możemy się spotkać od czasu do czasu. Zabolała mnie tak nagła zmiana w jego zachowaniu - tym bardziej że do łóżka nie poszliśmy. Następnie napisał smsa - cześć Ewcia co u ciebie słychać spotkajmy się. Zgodziłam się a kiedy chciał położyć rękę na moim udzie odsunęłam jego rękę i powiedziałam mu wprost że możemy się poznawać ale bez dotykania ponieważ moje serce wówczas bije jak szalone i muszę sobie z tym poradzić a jego dotyk mi w tym nie pomoże. Sama nie wiem co już o tym wszystkim sądzić. Może ktoś mi pomoże to zrozumieć?
Podstawowe pytanie brzmi: po co być w związku na siłę, w układzie w którym nie ma miłości? Reszta jest już tylko konsekwencja tego pierwszego.
Marita, strasznie się ciskasz, sama przyznajesz. Już wiesz co masz robić, trochę się wycofać i pozwolić mu przejąć inicjatywę. Wyznacz sobie czas na obserwację, czy to pomaga, np. 2 mce. W tym czasie max musisz wyluzować, nie naciskać, nie rozmawiać o Was.
11 2015-06-10 08:47:04 Ostatnio edytowany przez marita30 (2015-06-10 09:46:04)
Marita, strasznie się ciskasz, sama przyznajesz. Już wiesz co masz robić, trochę się wycofać i pozwolić mu przejąć inicjatywę. Wyznacz sobie czas na obserwację, czy to pomaga, np. 2 mce. W tym czasie max musisz wyluzować, nie naciskać, nie rozmawiać o Was.
Dzięki. Tak zrobię.
Ale jeśli to będzie wyglądało tak jak w tej chwili, to aż 2 miesiące tak nie wytrzymam. Zobaczymy, jak to się ułoży.