Witam wszystkich, bylam w 6 letnim zwiazku z chlopakiem. Ogolnie przez pierwszy rok bylo cudownie. Byla to moja pierwsza milosc. Mialam wtedy 17 lat jak go poznalam. Bylam zakochana po uszy. Na imprezach po alkoholu nie szanowal mnie wyzywal lecz trwalam w tym myslac ze to sie zmieni. Przestal sie starac mimo to zaeyzykowalam i zamieszkalam z nim i z jego mama. Na wszystko sie zgadzalam.. mialam zanizona samoocene. Poznalam w pracy chlopaka przeciwienstwo swojego. Bardzo dobry. Rozmawialam z nim w pracy. Stracilam cierpliwosc jak moj chlopak wyzwal mnie na trzezwo. Postawilam warunek ze odchodze albo slub i nie mial ochoty sie ze mna zenic. Jestem teraz z tym drugim chlopakiem. Prawiie rok. Nie umiem pokochac go jak tamtego. Coraz bardziej mnie drazni irytuje. O tamtego musialam zabiegac a ten mnie bardzo kocha i nawet starac sie nie musze. Na wszystko sie zgadza itp. I nie mam pojecia co mam robic. Czy sens to ciagnav... to moj drugi chlopak a mam 24 lata. I juz nie wiem na czym milosc polega;( czy ktoras z was miala podobna sytuacje?
Podobne tematy
2 2015-06-02 22:44:36 Ostatnio edytowany przez Ewcia SC (2015-06-02 22:45:54)
Mężczyźni gorzej podchodzą do kobiet, które się o nich postarają niż do tych, o które to oni muszą się postarać jak widać na załączonym obrazku. Nie doszłaś do siebie po pierwszym związku, a od razu zaczęłaś drugi czego aktualnie ponosisz konsekwencje. Jesteś typem kobiety, którą pociągają źli mężczyźni, a dobrzy odpychają. Może spróbuj się przeprogramować i docenić obecnego partnera, a jeśli to nie pomoże rozstań się z nim i przetraw ten związek zanim wejdziesz w kolejny.
no właśnie, czytam to forum i znajduję odpowiedzi na dręczące mnie pytania, też jestem po długim związku w którym było wspaniale dopóki
nie rzuciłem wszystkiego dla swojej wybranki, moje uczucie i zaangażowanie rosło coraz bardziej a jej jakby odwrotnie proporcjonalnie malało, byłem atrakcyjny jako weekendowy kochanek a jak zapragnąłem być z nią na stałe to usłyszałem, że jej uczucie już się wypaliło,
weź tu człowieku bądź dobry i okaż kobiecie serce... wiem że nie wszystkie tak reagują ale ja akurat pokochałem "tą złą" ![]()
Pod tym względem jak pod prawie każdym innym życie jest niesprawiedliwe, bo Ci dobrzy i Ci źli powinni trafiać na siebie wartych.
Uwazam ze to byl zwiazek poprostu patologiczny. Biegalam za nim bylam na jego skinienie. Tak bardzo chcialam zeby sie udalo. Odeszlam bo nie wytzymalam tego. A ten drugi mi ulega we wszystkim typu dobrze zrobimy jak zechcesz. Malo zaradny. Zauroczona bylam nim motylki byly, minal rok a ja sie zastanawiam czy ja go wogole kocham. Drugi raz bym odczekala zanim wchodzila w ten drugi zwiazek.
Niska samoocena zawsze dąży do patologii i nieszczęść. Problem jest w tobie, bo chcesz sobie poprawić samopoczucie kimś lepszym od siebie samej. Tutaj zaradniejszym i odmawiającym ci. Nie masz pojęcia o miłości.
Jak go poznalam milalam bardzo wysoka samoocene. Mial wtedy duzy tradzik to wlasnie z czasem on chcial sie dowartosciowac.dzieki niemu mialam niska samoocene. Kochalam go bardzo prawko zrobilam zeby zamieszkac z nim i dojezdzac do pracy mieszkal na wsi. Odkad odeszlam samoocene mam wysoka;)
Samoocena nie zależy od sytuacji, człowieka, tylko jest niezmienna. Mylisz pojęcia. Wysokie mogłaś mieć samopoczucie co najwyżej.