Kino na niedzielny wieczór zaplanowane, póki co ;).
Colt- jakoś mi ta Twoja agresja pachnie wspomnianym już mizoginizmem. Pomijam też fakt, że jest zwyczajnie niegrzeczna. Nie powinieneś się tak odzywać do obcego człowieka, nawet jeśli Ci się wydaje, że mówisz otwierające oczy słowa prawdy. Nic o mnie nie wiesz i wyciąganie wniosków dot. mojej osoby na podstawie kilku postów na forum jest niedorzeczne, a przedstawianie ich w formie cepa, młócącego na oślep, najzwyczajniej chamskie. A chamskich odzywek nie chce się słuchać, nawet gdyby były prawdziwe do bólu.
Nie nazwałabym siebie "kobietą z bagażem"- w małżeństwie nigdy nie byłam, dzieci nie mam. "Z doświadczeniem" to owszem, bo byłam w kilku długich związkach i wiem, z czym 'to" się je. Uważam, że to może być zaleta w stosunku do młodocianych panienek, które oprócz ciała mają niewiele do zaoferowania. Jak już wspomniałam, ja póki co na ciało również nie narzekam, więc jestem 2 w 1 :P.
A tak a propos- mając 22-23 lata zakochałam się po uszy w facecie 10 lat starszym. Owszem, wdziękiem i seksapilem szybko go "usidliłam", ale widziałam, że on oczekiwałby ode mnie więcej... zrozumienia dla jego punktu widzenia, wynikającego właśnie z wieku, z określonych przeżyć. Wtedy to było zadanie ponad moje siły. Dziś pewnie lepiej byśmy się rozumieli i dogadywali.
Tekst o automatycznym połączeniu zawodu i inteligencji był ironiczny, szkoda, że tego nie zauważyłeś w swoim zacietrzewieniu. Ale spuśćmy na to w sumie zasłonę miłosierdzia, podobnie jak na inne tego typu wycieczki osobiste, które mają w sobie duży negatywny ładunek emocjonalny, za to niewiele oparcia w faktach.
Byłam dziś na rowerowej przejażdżce po Warszawie połączonej z piknikiem w parku. Fakt, paru samotnych facetów widziałam, ale akurat dziś wyjątkowo miałam ochotę być sama. Następnym razem może do jakiegoś zagadam, chociaż pomyślę o tym jeszcze, bo skoro nawet w necie nie chcą odpowiadać, to w realu chyba uciekną na drzewo.
Jedne kobiety się peszą, zagadywane na ulicy, inne nie, nie ma reguły. Ja jeszcze nie spotkałam się z subtelnym podrywem w realu ze strony faceta. Z wyjątkiem jednego, ale ten koleś był Włochem :). Polacy raczej nie mają odwagi i finezji, no chyba, że są w towarzystwie kolegów lub mają trochę w czubie.
Kolegów z pracy nie podrywam, bo 1) źle się takie relacje kończą (gdzie żywiosz, nie jeb...osz) ; 2) nie ma nikogo ciekawego. Wierzcie mi, dziennikarze i ekipy telewizyjne to specyficzni ludzie. Nota bene- w większości samotni, po rozwodach, nieszczęśliwi, zaniedbani... Taki zawód...
Moja sytuacja osobista jest aktualnie taka, że po ośmioletnim poważnym związku nie mam ochoty od razu wiązać się z kimś na nie wiadomo jak poważnie. Na razie chciałabym po prostu móc z facetem wyskoczyć do kina czy rower, o czym już pisałam. Nie mam parcia na miłość aż po grób, choć docelowo z pewnością będę do tego dążyć.
Sport traktuję poważnie, więc uprawiając go skupiam się raczej na wynikach, a nie na otoczeniu. Zresztą , większość najlepiej wyglądających facetów na siłowniach sprawia jednocześnie wrażenie cholernych głupoli, szczególnie poprzez głośne i debilowate zachowanie. Chyba zacznę znowu jeździć konno, to sport dla elit, większe szanse na ustrzelenie kogoś z eleganckimi manierami :D:D:D:D:D.