Ja byłam dwa razy na woodstocku. Raz sama z koleżanką, bo nikogo więcej nie dało się wyciągnąć, drugi raz też w sumie sama z koleżanką jechałam, ale na miejscu byli znajomi, którzy wcześniej tam przyjechali. Generalnie wrażenia pozytywne, jednak zdecydowanie lepiej w większym gronie.
Co do kradzieży. Jasne, że takie miejsce to raj dla złodziei. Nam jednak na szczęście niczego nie ukradli. Myślę, jednak, że trochę zbyt przesadne stwierdzenie, że wrócisz i namiotu nie będzie. Myślę, że jak się rozbije w jakimś w miarę normalnym miejscu, a nie gdzieś w krzakach (tam często menelnia się osiedla), to źle nie będzie. O skrojeniu portfela to słyszałam, ale namiotu nie. Co do wartościowych rzeczy- najlepiej brać ich jak najmniej. Jednak, to co miałam nosiłam ze sobą. Miałam małą torebkę, której pilnowałam jak oka w głowie, w niej dokumenty, telefon i kasa. Zostawiałam sobie tylko w namiocie bilet powrotny, "jakby co" i też jakąś kasę niewielką, ale za którą byłabym w stanie do domu wrócić. Obie te rzeczy schowane w dwóch odmiennych miejscach.
Klimat fajny, muzyka też, ale więcej już bym nie pojechała. Rok temu na przykład byłam trochę wyciągana, ale podziękowałam. Dlaczego? Pierwszy raz byłam na Woodzie mając lat 17-naście, drugi raz- 2 lata później. Wtedy to było dla mnie takie "fajnie", słuchałam sporo punku (chociaż w żaden sposób nie wyglądałam na taką osobę, no jedynym moim znakiem rozpoznawczym były trampki, czerwone po kostkę.
). Teraz, jakoś to wszystko mnie nie bawi "aż tak", jak kiedyś bawiło. Byłam niedawno na koncercie Piżdżamy Porno (którą kiedyś uwielbiam, w sumie w dalszym ciągu cenię, ale raczej raz na rzadszy czas posłucham), było spoko, ale czułam, że to już nie to samo, co w liceum. Na kulcie podobnie. Kiedyś o wiele częściej chodziłam na koncerty, a teraz jeśli już, to na juwenalia jedynie.
Jeżeli chodzi o transport. Stanowczo odradzam podróż tym pociągiem Woodstockowym podstawionym specjalnie z okazji imprezy. Koszmar. Jechałam nim łącznie 3 razy (na pierwszy Woodstock i z powrotem oraz na drugi). Dodam, że ode mnie to jest kawał drogi do Kostrzyna. Z drugiego Woodstocku już wracałam z przesiadką, normalnym pociągiem i komfort o wiele większy.
Pamiętam, jak w Woodstockowym pociągu leżałam na skrawku podłogi, w przejściu. Wiało od podłogi, która była twarda i zimna. Co śmieszniejsze- miałam w ręce kurtkę, którą chciałam sobie pod tyłek podłożyć, ale najnormalniej w świecie był taki tłok, że nie mogłam wykonać takiego manewru. Innym razem stałam przez pierwsze 2h podróży, było dosłownie tak ciasno, że nie dało się nawet usiąść w tym miejscu, w którym się stało. Raczej nie radzę kimać, bo można się bez... wszystkiego obudzić.
W dodatku w tym pociągu jest mega syf, wszyscy chleją i niejedni rzygają i potem trzeba z tymi rzygami jechać przez ileś tam godzin. No i, z wsiadaniem jest mega problem, bo hołota jest niemiłosierna, potrafią Cię ciągnąć za plecak do tyłu, gdy już jesteś na schodkach pociągu. Pomijając to, że jakieś ziomki chodziły po pociągu i próbowały kasę wyłudzać. No i, jeszcze problem z toaletą. Jeśli się jedzie te ileś tam godzin, to wiadomo, że można poczuć potrzebę fizjologiczną. Dostać się do toalety (która jest z resztą mega obskurna) to kolejny wyczyn. Ludzie są wszędzie, nie ma skrawka podłogi. Generalnie są dwie metody- niektórzy chodzili po oparciach od foteli (ale tutaj też jest ryzyko, bo możesz usłyszeć, że ktoś Ci zaraz "przypier.oli"
) albo czekać do stacji i wsiąść w miejscu, gdzie jest toaleta. Tylko, że wtedy trzeba tam zostać do kolejnej stacji.
Jest jeszcze opcja ulokowania obok toalety, ale nie polecam, bo też przerabiałam. Śmierdzi niemiłosiernie i w dodatku cały czas ktoś po Tobie depta.
Polecam poczekać chociaż pół dnia i nie rwać się pierwszymi pociągami po zakończeniu imprezy, bo to jest dramat. Chociaż wydaje mi się, że tak jest przynajmniej przez jeden dzień. Nie wiem, jak jest teraz, ale kilka lat temu, to Kostrzyn zawalił po całej linii jeśli chodzi organizację na tym małym, biednym dworcu PKP. Zrobili bramki, a nawet chyba jedną bramkę przez którą miało przejść multum ludzi (ponoć było w jednej chwili na dworcu około 20 tysięcy). To było idiotyczne. Ta kolejka w ogóle się nie ruszała, ustawiali się w niej ludzie, którzy mieli mieć pociąg dajmy na to za 3h i nie chcieli przepuszczać tych, których pociąg podjechał i w efekcie sporo osób nie pojechało pociągiem, na który miało bilet. Co do biletu- z powrotnym radzę się wstrzymać i kupować, gdy już się wie, czym i kiedy chce się wracać. Tutaj akurat raczej płynnie szło, sporo dodatkowych kas postawili i dobierali Ci dogodne połączenie do domu.
Rozpisałam się na temat tego transportu, bo uważam, że to jest największy minus, jeśli nie jesteś "miejscowy". Impreza sama w sobie na plus.
Jeśli ktoś jeszcze ma jakieś pytania, to o ile będę w stanie- mogę odpowiedzieć.
Aha, jeśli ktoś do Was (albo nie do Was) będzie się drzeć "ZARAZ BĘDZIE CIEMNO!!!", to bez wahania odkrzyczeć "ZAMKNIJ SIĘĘĘĘ!!!". 