Jest tak - za jakiś miesiąc rozpoczynam nową pracę, zmieniam z innej. W związku z tym wyjazd za granicę, przeprowadzka i to wszystko. Planowałam tę zmianę już parę lat temu, wtedy nie wyszło (z kilka powodów - koleżanka na macierzyńskim, druga koleżanka świeżo w firmie, do tego podwyżka... czy mogłam szefowi powiedzień "sorry, ale nie"? No, mogłam... ale nie powiedziałam). Pod koniec lutego otrzymałam ciekawą propozycję do Warszawy, rozmowa z agencją, dwie rozmowy z firmą (niech żyję Skype), sprawdzenie umiejętności językowych i oferta pracy. Najpierw się przestraszyłam, odmówiłam, ale przekonali mnie. Reakcja moich rodziców - najpierw tak sobie, ale chyba już się pogodzili (wygląda nawet na to, że tata pomoże mi załatwić przeprowadzkę), babcia - łzy i to wszystko (zwariowałaś, tak daleko, za granicę... itd), ale chyba już teraz jest lepiej. Ale trochę się zastanawiam nad wątkiem dziewczyny, która pisała, że w swoim wieku czuje się jak uczennica... mam tak samo (jestem od niej starsza), mam 32 i nadal myślę jak dziewczyna o 15 lat młodsza - może ten wyjazd traktuję trochę jak ucieczkę? Od rodziców (do których jestem dosyć przywiązana) i od życia, które mam tutaj (w Czechach, znaczy)?
Jak pisałam, coś takiego planowałam od dłuższego czasu, najpierw nie wierzyłam, że może się udać. Teraz bardzo się cieszę (z jednej strony), ale z drugiej strony boję się jak nie wiem co. Dam radę, nie dam rady? Nie jadę w ciemno, mam znajomych, po polsku mówię, powinno być OK. Ale gdzieś tam w głowie siędzi lęk...
Podobne tematy
Jest tak - za jakiś miesiąc rozpoczynam nową pracę, zmieniam z innej. W związku z tym wyjazd za granicę, przeprowadzka i to wszystko. Planowałam tę zmianę już parę lat temu, wtedy nie wyszło (z kilka powodów - koleżanka na macierzyńskim, druga koleżanka świeżo w firmie, do tego podwyżka... czy mogłam szefowi powiedzień "sorry, ale nie"? No, mogłam... ale nie powiedziałam). Pod koniec lutego otrzymałam ciekawą propozycję do Warszawy, rozmowa z agencją, dwie rozmowy z firmą (niech żyję Skype), sprawdzenie umiejętności językowych i oferta pracy. Najpierw się przestraszyłam, odmówiłam, ale przekonali mnie. Reakcja moich rodziców - najpierw tak sobie, ale chyba już się pogodzili (wygląda nawet na to, że tata pomoże mi załatwić przeprowadzkę), babcia - łzy i to wszystko (zwariowałaś, tak daleko, za granicę... itd), ale chyba już teraz jest lepiej. Ale trochę się zastanawiam nad wątkiem dziewczyny, która pisała, że w swoim wieku czuje się jak uczennica... mam tak samo (jestem od niej starsza), mam 32 i nadal myślę jak dziewczyna o 15 lat młodsza - może ten wyjazd traktuję trochę jak ucieczkę? Od rodziców (do których jestem dosyć przywiązana) i od życia, które mam tutaj (w Czechach, znaczy)?
Jak pisałam, coś takiego planowałam od dłuższego czasu, najpierw nie wierzyłam, że może się udać. Teraz bardzo się cieszę (z jednej strony), ale z drugiej strony boję się jak nie wiem co. Dam radę, nie dam rady? Nie jadę w ciemno, mam znajomych, po polsku mówię, powinno być OK. Ale gdzieś tam w głowie siędzi lęk...
A czemu byś miała nie dać rady?
Wierz, że dasz;)
A jeśli nawet nie- to w ostateczności wrócisz do domu.
Grunt to próbować.
przynajmniej rok wytrzymać muszę, żeby im nie zwracać pakietu relokacyjnego :-D
Spróbuj, lepiej spróbować i żałować, niż żałować że się nie spróbowało.
Przeprowadzasz się z Czech do Polski? Przecież to rzut beretem
Jak się uprzesz możesz nawet co weekend wpadać do rodziców (no, może troszkę przesadziłam). To normalne że człowiek się boi kiedy czeka go coś nowego. Pomyśl sobie że to idealna okazja do tego żeby zacząć żyć samodzielnie. Nie wiem jak Ty ale ja już w wieku 23-24 lat nie mogłam wytrzymać w domu mimo że relacje z domownikami były dobre. Po prostu tak ciągnęło mnie do tupnięcia nóżką i krzyknięcia: "Ja sama!!"
Przeprowadzasz się z Czech do Polski? Przecież to rzut beretem
Jak się uprzesz możesz nawet co weekend wpadać do rodziców (no, może troszkę przesadziłam). To normalne że człowiek się boi kiedy czeka go coś nowego. Pomyśl sobie że to idealna okazja do tego żeby zacząć żyć samodzielnie. Nie wiem jak Ty ale ja już w wieku 23-24 lat nie mogłam wytrzymać w domu mimo że relacje z domownikami były dobre. Po prostu tak ciągnęło mnie do tupnięcia nóżką i krzyknięcia: "Ja sama!!"
no, ten rzut beretem trwa jakichś 7 godzin, może trochę więcej (nie wiem, bo ja zawsze autobusem i to jest prawie 11, no i potem jeszcze z Pragi do nas, Karkonosze). Samodzielnie funkcjonuję od kilku lat, mam pracę - będę miała prawie taką samą, wynajmuję mieszkanie, teraz jeszcze tego faceta brakuje (chociaż czasami mam tak, żebym chciała, czasami "dajcie mi wszyscy spokój"; ale to jest inna bajka). Chyba wyglądam na ustatkowaną osobę i teraz sobie wymyślę coś takiego... planuję to od kilku lat, i kiedy podpisywałam umowę, to tylko myślałam "co ja takiego zrobiłam".
Strach to najgorszy doradca.Troche wiary w siebie. ..bo jeśli Ty nie uwierzysz to nikt nie uwierzy:) Wiesz czasem dobrze jest odciąć pępowine od rodzicow