netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Proszę o Wasze sugestie i rady.

7 odpowiedzi2 927 wyświetleńzałożony przez znaczek, 26.05.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Proszę o Wasze sugestie i rady.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1

Temat: Proszę o Wasze sugestie i rady.

Witam wszystkich. Chciałbym opisać państwu mój obecny związek jaki tworze z dziewczyną. Proszę o radę i obiektywne oceny. Mam lat dwadzieścia sześć natomiast moja obecna partnerka  ma lat dwadzieścia dwa. Razem tworzymy prawie od pięciu lat związek (jesteśmy razem, mieszkamy oboje z rodzicami). Od samego początku spotykamy się dość często czasami codziennie po kilka godzin. Aktualnie oboje pracujemy. Ale na chwilę wrócę do początku. Więc na początku było chyba jak u każdego, pięknie słodko, zauroczeni, zakochani, pożądaliśmy siebie. Ciągle chcieliśmy przebywać ze sobą i oczywiście tak było, oboje tego chcieliśmy. Dużo czasu spędzaliśmy razem na dworze, w domu, wszędzie gdzie się tylko da. Byłem jej pierwszym chłopakiem z którym kochała się. Było cudownie. Na początku związku pojawiły się niekiedy kłótnie wtedy tłumaczyłem sobie tym, że po prostu przesadzam z alkoholem. Wtedy uważałem, że to ja wszczynam kłótnie jak się później okazało po jej przyznaniu (z racji tego, że mało pamiętałem) to ona specjalnie prowokowała pewnymi zachowaniami, wtedy mi przysłowiowo odbijało i oczywiście ona czuła się w tym wszystkim pokrzywdzona. Przychodziłem, przepraszałem, kupiłem raz miśka. Potrafię się przyznać w tamtych czasach, trochę balowałem z kolegami. Często się z nimi spotykałem, piliśmy. To był początek naszego związku. Po jakimś czasie doszedłem do wniosku, że takie balowanie ze znajomymi idzie w złą stronę, że nie tędy droga. Doszedłem do tego, że kompletnie się nie rozwijam.

Tak przyszedł czas na odstawienie alkoholu i papierosów, zajęcie się rozwojem osobistym, sportem, swoimi pasjami, które kiedyś miałem tylko w głowie. Czy byłem bądź jestem alkoholikiem? Przecież żaden się nie przyzna. Myślę, że mając dwadzieścia jeden lat chciałem się zwyczajnie wyszaleć. Wtedy miałem coraz częściej poczucie winy, że niszczę sam ten związek. Budziłem się na kacu i miałem za każdym razem ogromnego moralniaka, że znów poszedłem do dziewczyny pijany, że znów się awanturowałem. Przyznam się, że kilka razy może i mi odbiła palma ale wiem doskonale, że niekiedy ona celowo prowokowała w czasie kiedy przyszedłem do niej po kilku głębszych. Dlaczego to robiła? Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Rzuciłem papierosy i ograniczyłem alkohol. W zasadzie zrobiłem to dla siebie, jestem tego świadomy. Dzięki temu, że odstawiłem używki, zaraziłem się strasznie sportem. Pierw były to sztuki walki, aktualnie dużo biegam, dużo ćwiczę na miejskich siłowniach. Dla siebie, dla lepszego samopoczucie, dla zdrowotności. Sport pomógł w fazach krytycznych gdy nie miałem co robić w weekend a byłem przyzwyczajony do wieczornego piątkowego balowania do rana i leżeniu całej soboty w domu na kanapie z bólem głowy. Sport wyciągnął mnie z papierosów, z alkoholu z fałszywych przyjaźni. Zajął mi czas. W ten sposób ukształtowałem sobie psychikę jestem zdyscyplinowany, wstaje rano nawet gdy mam  na popołudnie do pracy. Mam energie na cały dzień. Sport nagle mi uświadomił, że w sumie wszyscy moi koledzy byli kolegami od kieliszka. Wracając do sedna sprawy bo chodzi mi tutaj głównie o moje relacje z moją dziewczyną. W całym naszym prawie pięcioletnim związku pojawiały się kłótnie, czasami bywało lepiej czasami gorzej. Do tej pory uważałem, że tak wszyscy mają po jakimś czasie, że trzeba się dotrzeć ale teraz zastanawiam się, że coś jest nie tak. Mało się kochamy od roku, prędzej mieliśmy więcej okazji bo mieliśmy częściej mieszkania wolne (nie było rodziców) teraz jest z tym rzadziej a jak już jestem to mam wrażenie, że gdy ja nie zacznę to nie będzie nic. Jakby brak inicjatywy z jej strony. Czasami czuje się jak jakiś zboczeniec. Oczywiście rozmawiałem z nią na ten temat kilka razy, pierw w bardzo delikatny jak tylko potrafię sposób. Oczywiście wszystko zostało zwalone na brak wolnego mieszkania itp. Raz dosłownie kilka tygodni temu zrobiłem po prostu zwyczajnie awanturę. Zapytałem się wprost czy ja ją jeszcze podniecam, czy ona mnie pragnie i dlaczego jak ja nie zacznę to nie ma nic. Dlaczego ja zawsze muszę zaczynać. Powiedziała, że przesadzam i patrzała na mnie jakbym był jakimś wariatem, jak ja mogę o takie coś awanturę robić ?że nie ma kochania, nie ma bzykania, nie ma seksu?. Przed tą awanturą doszło do bliskości, zaczeliśmy się przytulać gra wstępna itd. Ona chciała być na mnie i nagle wstała i zaczeła się ubierać z fochem. Zapytałem o co chodzi a ona na to, że za szybko próbuje w nią wejść (przepraszam za takie słownictwo ale inaczej nie potrafię tego opisać) a ona nie jest gotowa- czy to jest powód do tego, żeby tak szybko rezygnować? Wiedząc, że nie zawsze możemy razem na luzie się kochać bez zmartwień, że za chwile rodzice wejdą. W tym samym czasie było kolejne zbliżenie. Byliśmy u mnie, rodziców nie było. Ona siedziała u mnie w pokoju, ja poszedłem pod prysznic. Wymyśliłem, że nie ubiorę się i przyszedłem do pokoju, po chwili i ona była też nago. Dotknełem jej ciała a ona z fochem dosłownie z fochem, że mam bardzo zimne dłonie i nic z tego nie wyszło zresztą. Zdążyłem jej tylko powiedzieć, że może przecież to normalnie powiedzieć i, że mogłaby np. powiedzieć ?kochanie ogrzejmy dłonie- cokolwiek? ale ona jakby się pogniewała. Więc się ubraliśmy. Czy to jest powód do tego, żeby tak reagować? Obrażaniem się dlatego, że mam zimne dłonie. Doskonale rozumie, że było to dla niej jakiś tam szok i dyskomfort ale czy na pewno tak powinna zareagować? Jak Ty byś zareagowała wiedząc, że masz ograniczony dostęp do kochania się ze swoim facetem....

W ostatnim czasie też napotkała mnie dość dziwna sytuacja mianowicie wracałem z nią z knajpy, przejeżdzaliśmy przez parking tam ujrzała jakiegoś gościa i zaczeła się dziwnie zachowywać, odwróciła się w moja strona (jechaliśmy samochodem ona siedziała z przodu na miejscu pasażera) usłyszałem, że powiedziała ?to on, lepiej, żeby mnie nie widział?- jechałem dalej ale troche zwolniłem mój samochód od tego gościa był dosłownie o metr usłyszałem ?ciekawe czym jeździ?, spojrzała się na niego dość nerwowym tikiem widziałem dokładnie na jej twarzy najpierw wyraz jakby przerażania, później jakby uśmiech do tego gościa i wtedy już normalnie patrzała przed siebie. Zapytałem się co to był za gość. Chciałem się dowiedzieć wszystkiego bo jej zachowanie było bardzo dziwne jak dla mnie. Opowiedziała mi, że ten gość to taki jeden typek co przyjeżdża do niej do firmy czasem z jakimś produktami. Zapytałem się też co jej zachowanie miało znaczyć ale nie potrafiła mi w jakiś sposób logiczny wytłumaczyć tego. Opowiadała też, że rzekomo wszystkie dziewczyny z pracy mają ubaw z tego gościa. Czy powinienem w to wszystko wierzyć? Dziwne na pewno było jej zachowanie, przeciez nikt się tak nie zachowuje widząc znajomego, najpierw chęć ucieczki, ukrycia się nagle uśmiech a potem, że niby wszyscy mają z niego ubaw. Co o tym myślicie?
Czasami w tym wszystkim mam wrażenie, że zbyt bardzo się poświęcam temu wszystkiemu. Bardzo często po nią jeżdziłem po jej pracy mimo tego, że sam od rana byłem na nogach. Jeździłem nie tylko dlatego, że ją kocham nie tylko dlatego, że ją chce zobaczyć ale dlatego, też, że bałem się o nią. Nie chciałem, żeby wracała sama w nocy do domu. Mimo, że bardzo blisko ma z pracy do domu. Nie raz i nie dwa byłem wręcz wykończony. Nie chce się żalić czy coś w tym stylu ale byłem potwornie zmęczony, pojechałem po nią (sytuacja sprzed kilku dni) mimo zmęczenia cieszyłem się, że jadę po nią. Miałem doskonały humor. Jak wracaliśmy nie rozmawialiśmy o czymś konkretnym a raczej luźna rozmowa. Do momentu kiedy powiedziała coś co wywołała u mnie dosłownie atak nerwów. Znów była zazdrosna o jakieś dziewczyny, którym ja mówię tylko zwyczajne ?cześć? czasem parę razy wymienimy po dwa zdania. I tyle. Nic więcej. Te dziewczyny nie są kompletnie w moim guście i ona doskonale o tym wie dlatego, że ten temat jest wałkowany co najmniej od roku. Na początku było miło, że jest zazdrosna. Potem zacząłem olewać jej docinki na temat tych dziewczyn. Ale teraz to już staje się nie do zniesienia wręcz. Potrafi to wtrącić jak tylko rozmawiamy o czymś poważnym o czymś co dotyczy jej samej. Po ostatniej takiej docince, że mogę iść do tych dziewczyn dostałem po prostu ataku furii. Dłużej już tego po prostu nie wytrzymuje. Tak z innej perspektywy  mogę napisać, że wszystko rozumiałbym gdyby te dziewczyny były w moim guśćie, żeby były dla mnie jakoś atrakcyjne a nie są bo lubię kobiety w czarnych włosach z lekką opalenizną, malutkie (jeżeli chodzi o wygląd) a w charakterze musi być to coś tak po prostu. A te dziewczyny to blondynki. Oczywiście nie chce wyjść na takiego co patrzy tylko na wygląd. Chodziło mi tylko o zrozumienie sytuacji. Ona doskonale o tym wie, sama taką jest, niejednokrotnie rozmawiałem z nią na ten temat, że tylko ona dla mnie się liczy. Ale dłużej już nie wytrzymuje tych bezpodstawnych docinek. Bardzo zdenerwowałem się, jechałem po nią wykończony ale z pozytywnym nastawieniem a jak zwykle wyszło tak jak wyszło. Bo to nie jest pierwszy raz kiedy po nią przyjeżdżam, żeby nie wracała sama, żebym ją zobaczył, żebyśmy się spotkali i zaczynamy się kłócić. Jak nie chorobliwa zazdrość to coś innego.

Czy wychodzimy gdzieś teraz? Niestety nie. Dlaczego? Dlatego, że kiedyś jak wychodziliśmy i byliśmy np. w knajpie i przechodziła moja jakaś znajoma (z która nic mnie nie łączyło) zaczeło się z mojej dziewczyny strony wypytywanie, a kto to jest, a jak długo się znacie co dla Ciebie znaczy. I tak za każdym razem. Rozumie ciekawość ale czasami czułem się jak na jakimś policyjnym przesłuchaniu. Jestem taki, że zawsze wolałem się cieszyć, że wspólnie gdzieś wyszliśmy. Teraz obawiam się, że znów gdzieś wyjdziemy i znów jakaś znajoma będzie przechodzić i zacznie się przesłuchiwanie. Po prostu zwyczajnie, nie jest to miłe. Oczywiście rozmawiałem z nią na ten temat ale może to się powtórzyć. Czasami brakuje mi z jej strony jakiejś inicjatywy. Jak Ja chcę, żebyśmy zostali w domu, zostajemy jak jedziemy gdzieś tam to jedziemy. Zawsze coś muszę wymyślić bo ona jakby była bierna albo obojętna co będziemy robić.

Bardzo dużo się kłócimy ale ostatnio coraz częściej.
Aktualnie tak się zdenerwowałem na nią po tych jej docinkach i chorobliwych zazdrościach, że nie odzywamy się drugi dzień do siebie. Już tak nie raz było.
Proszę Was o jakieś rady. Nie jestem idealny, też mam wady. Ale przy niej czuje się dosłownie wykończony psychicznie.
Aha sprawa wspólnego zamieszkania. Oczywiście ja bardzo chciałem bynajmniej do tej pory, lecz ona nie była gotowa. Nagle coś ją olśniło, że tylko coś tam załatwi i wtedy ona może, ma policzone kiedy, w którym miesiącu. A ja się czuje troche zdziwiaczało w tym temacie dlatego, że jak prędzej rozmawialiśmy na ten temat to było katygoryczne ?nie? z jej strony a teraz nagle ma wszystko wyliczone kiedy możemy. I czuje się tak, że nie planujemy tego razem tylko wtedy kiedy ona będzie chciała to zamieszkamy. Jeszcze jedną sprawą jest to, że czasem dopowiada sobie jakieś słowa, które niby ja powiedziałem w trakcie kłótni wszystko tylko po to, żeby mnie obarczyć winą za cała jakąś kłótnią. Nie raz rozmawiałem z nią na temat odstawienia tabletek antykoncepcyjnych i papierosów. I dalej mam wrażenie, że jak ona powie, że nie odstawi to koniec i kropka. A ja w większości jakiś tam spraw muszę iść na kompromis i koniec i kropka. Zawsze chciałem mieć zdrowe dziecko.
Nie chce patrzeć egoistycznie ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że oprócz niej, nie mam nikogo. Przez częste kłótnie jestem wrakiem człowieka, może tego nie widać z zewnątrz ale w wewnątrz jestem facetem z wszystkimi możliwymi zaburzeniami lękowymi. Jestem znerwicowany tak, że niekiedy dostaje bardzo silne napady lęku. Zawsze boli mnie po kłótniach lewa strona brzucha. Byłem na badaniach, miałem robione usg, wszystko w normie, miałem badaną morfologie wszystko w normie. Przez te kłótnie jestem innym człowiekiem niż wcześniej. Kiedyś miałem mnóstwo znajomych z którymi mogłem wyjść, ale moja obecna dziewczyna zawsze miała jakieś obiekcje do tych wyjść, zawsze kończyło się to ?łótniami. Teraz mam problem z poznawaniem ludzi, ograniczam się do tych do których muszę. Rodzina, praca. Zero innych znajomych z którymi mógłbym wyjść gdzieś, coś porobić. Z tymi z którymi ćwiczę także jestem tylko na cześć. Mam lęki, tylko sport mi pomaga. Spotykając mnie na ulicy nigdy nikt by nie pomyślał, że mam jakieś problemy. A jest zupełnie inaczej. Dlaczego ona nie chce zauważyć tego, że oprócz niej nie mam nikogo innego. Jestem za dobry? A może ja czegoś nie dostrzegam.

Co o tych sytuacjach myślicie. Proszę o konkretne wypowiedzi, szczere bo bólu ale beż uszczypliwych żartów.

2

Odp: Proszę o Wasze sugestie i rady.

Chyba przesadziłem z długością? Bo chyba nie bardzo ktoś chce pomóc... Nie wiem co robić czy tkwić w tym dalej, jak Wy to oceniacie?

3

Odp: Proszę o Wasze sugestie i rady.

Streszczenie:

Dziewczyna 22 lat, chłopak 26 lat, od 5 lat w związku, nie mieszkają razem
Na początku było dobrze. Potem chłopak dużo pił i imprezował, ale po pewnym czasie z tym skończył i zajął się sportem. Dziewczyna nie chce się z nim kochać. Jest bardzo zazdrosna przez co nie wychodzą razem. Ciągle się kłócą.

Mój komentarz:
Jesteście razem długo, a ona na początku związku miała 17 lat. Pewnie dużo zmieniła się przez ten czas. Może nie czuje do ciebie już tego samego? Nie napisałeś czy czasem jest dobrze. Nie chce się kochać, a co z przytulaniem, miłymi słowami? Jak wyglądają wasze spotkania? Tylko siedzicie w domu? Ona nic nie zaproponuje?

Wydaje mi się, że z tego już nic nie będzie. Ten związek trwa, bo jesteście do siebie przyzwyczajeni. Te kłótnie cię wykańczają. Tak nie powinno być. Pomyśl czy nie chciałbyś być szczęśliwy? Widzisz jakąś szansę na poprawę sytuacji?

4

Odp: Proszę o Wasze sugestie i rady.

Dziękuje za odpowiedź, piłem na samym początku naszej znajomości jak i przed. Później po prostu zacząłem się rozwijać i olałem imprezy. Przytulanie i owszem ale 95% to jest moja inicjatywa, a jak jej nie ma to jeszcze na mnie potrafi się obrazić "dlaczego jej nie przytulam". Ogólnie to jestem takim trochę "przylepką do dupki"- oczywiście też bez przesady, po prostu bardzo lubię się przytulać ale dziwnie się czuje jeśli to ma wychodzić tylko z mojej strony a jak nie mam ochoty na przytulanie to ona focha strzela. Przecież mogłaby sama przytulić, nie odtrąciłbym jej. Analogiczna sytuacja jest z np sms"ami albo z dzwonieniem. Jeśli w danym dniu zajmuje się sobą i nie odzywam się dlatego, że np naprawiam auto (a wiadomo jak czas wtedy leci) to ona ma jeszcze do mnie pretensje dlaczego się nie odzywam. Przecież nie będę za każdym razem tłumaczył się z każdego swojego ruchu np "Idę do sklepu, robię przy aucie, jestem w garażu, jestem na treningu". Nie raz wiedziała doskonale gdzie jestem i co robię, mogłaby przyjść zobaczyć a jakby jej się znudziło to przecież mogłaby wrócić do domu np wtedy kiedy naprawiam auto. Mogłaby się zainteresować czy nie jestem głodny albo czy czegoś nie potrzebuje. Przez pięć lat ani razu nie przyszła do garażu, żeby choćby udawać, że się interesuje tym co robię.

To wszystko dla mnie zaczyna być jakieś dziwnie dziecinne bo pisze o smsach o połączeniach a ludzie mają o wiele większe problemy, dom na utrzymaniu, niestabilna praca, dziecko o które trzeba zadbać i wychować. Ale przez takie pierdoły zaczynam wierzyć w to, że wymagam jakiś niemożliwych rzeczy od swojej dziewczyny. Mam spraną głowę totalnie. Bywało, że było u nas bardzo dobrze, że się dogadywaliśmy. Ale chyba nigdy nie było trzech miesięcy, żebyśmy się porządnie nie pokłócili.
Chciałbym być szczęśliwy, z nią szczęśliwy i żeby ona też była. Ale już chyba więcej siły nie mam. Zawsze byłem silny psychicznie facetem ale wydaje mi się, że rozbroiła totalnie mnie jedna kobieta. Tyle razy rozmawiałem z nią o wspólnych wycieczkach, żebyśmy trochę pieniędzy zaoszczędzili i pojechali gdzieś na fajna wycieczkę- zawsze był powód, żeby się nie zgodzić brak pieniędzy albo jakieś inne czynniki. Ale na perfumy, kosmetyki potrafiła wydać. Później mnóstwo rozmów o wspólnym mieszkaniu, ale albo nie gotowa, albo brak pieniędzy albo jakieś teraz ogromne wydatki ma. Wszystko potrafię zrozumieć ale chciałbym, żebyśmy to my RAZEM zadecydowali o naszym wspólnie terminie zamieszkania gdzieś na wynajętym mieszkaniu  a nie tak jak ona to sobie obliczyła, że tego i tamtego ona będzie gotowa i będzie mogła. Ciężko to wszystko opisać ale mam nadzieje, że choć trochę rozumiecie to o czym pisze i pomożecie, doradzicie bo ja już sam nie wiem czy ja źle robię czy z nią jest coś nie tak. Kocham ją szczerze ale rujnuje mi życie ciągłe fochy, brak seksu, brak jakichkolwiek konkretnych planów z jej strony. Nie jestem idealnym facetem, mam swoje wady, mam też humory ale zawsze próbowałem i mówiłem, że wszystko musimy rozwiązywać rozmową bo inaczej się nie da. Nie wiem już sam...

5

Odp: Proszę o Wasze sugestie i rady.

hm a mysleliście o zamieszkaniu razem, bo już jak pracujecie macie taką możliwość? Hm spoko, moja narzeczona też często nie chciała seksu, zbliżeń ale na ciepłe słowa ja nie reagowałem bo tak było. Hm teraz jak między nami lepije to zbliżeń mamy sporo bo nauczyliśmy się rozmawiać co, kiedy, jak tak aby było lepiej. Hm kłocicie się o wszystko, no ciężko powiedzieć. Chodziłeś pod wpływem alkoholu, a wiesz co ja zrobiłem po pijaku u narzeczonej w domu, poszedłem do toalety wiesz gdzie do salonu bo myślałem że tam toaltea i efekt w postaci nasikania był, ale na moje szczęscie nikt się o tym nie dowiedział uh...He od tamtej pory unikam alkoholu, nie że jestem nerwowy ale zwyczajnie dziwne rzeczy są po głowie hehe. Czlowiek uczy się na błędach, nie ma ludzi idealnych. Grunt top znaleźć rozwiązanie, pogadaj gdzie jest problem, że Ciebie to wszystko męczy, rani, nie masz oparcia, a ona odsuwa Ciebie jak zużytą zabawkę, a to nie jest fajne. Hm może gdzieś jest problem glęboko ukryty o ktorym nie chcecie rozmawiać. Seks to dodatek, a związek na nim budowany hm.. słabe oj słabe. Sam doznałem zdrady emocjonalej, ale wybaczyłem i po czynach kobiety wiem że stara się, załuje i popełniła błąd ale tak już jest w życiu. Zwyczajnie rozmowa szczera to klucz do sukcesu.

6

Odp: Proszę o Wasze sugestie i rady.

Ja myślałem bardzo szybko o wspólnym zamieszkaniu, ale na początku rozumiałem moją lubą. Niedawno skończona szkoła (początek naszego związku), postanowiłem odpuścić ten temat na jakiś czas ale po pięciu latach nie ma od niej konkretnej odpowiedzi.. niby mówi, ze chce zamieszkać, niby mówi, że chce mieć dziecko. Ale mam wrażenie, że ona tylko potrafi o tym mówić. Bo tabletek antykoncepcyjnych do tej pory nie odstawiła może to i lepiej bo najpierw chcieliśmy zamieszkać razem, żeby zobaczyć jak to jest i oczywiście trochę poznać życia bez rodziców obojętnie jakie ono jest, wszystko byłoby na naszych głowach. Zaczyna mnie wkurzać to "wspólne planowanie, wspólne marzenia", rozmawiałem z nią kilkanaście razy, na kilkanaście różnych sposobów. Próbowałem nie tyle co przekonać bo tak to nie powinno wyglądać moim zdaniem ale próbowałem z nią rozmawiać na temat wyprowadzenia się od rodziców, od zaczęcia "na swoim". Prędzej nie była gotowa- potrafię to zrozumieć, przecież nie każdy chce chcieć to samo co inna osoba. Jak już wszystko zaczeło się prostować, jak już było tak jak powinno być to oczywiście na siłę sprawiła, że ma bardzo ważne wydatki. Wiem, że na siłę bo znam ją bardzo dobrze. Po za tym na kosmetyki zawsze jakieś drobniaki znajdzie. Rozumie, że dla kobiety są ważne kosmetyki ale czasem warto się poświęcić dla wspólnego dobra. Nie zabraniam jej kupować ale to jest takie wydawanie pieniędzy wręcz na siłę wszystko tylko, żeby mieć powód, żeby nie zamieszkać. Wspomnę jeszcze, że ten główniejszy powód wydatków jest zupełnie inny od kosmetyków ale to raczej też taka gra na zwłokę...Nigdy mi nie powiedziała, że nie chce ze mną zamieszkać ale ile można czekać. Mi się już zaczyna odechciewać wszystkiego. Rozumie, rok, dwa, trzy, cztery ale pięć lat razem i w sumie nić poważnego.
Jeżeli chodzi o alkohol to nie chodzi co ja robiłem tylko o to, że ona doskonale prowokowała sytuacje takie, żebym się po alkoholu zaczął z nią kłócić. Z tym, że według jej myślenia to skoro ja jestem pijany to i moja wina będzie tej awantury. Manipulacja?
Próbuje rozmawiać za każdym razem, niekiedy zabierałem ją w jakieś neutralne dla nas miejsce, np park albo gdzieś nad rzeką tam gdzie mogliśmy spokojnie porozmawiać, nie raz i nie dwa próbowałem mówić o swoich uczuciach o tym co sprawia mi przykrość to i tak zawsze potrafiła w przepiękny sposób obrócić, że nie miała sobie nic do zarzucenia. Teraz jesteśmy pokłóceni bo już nerwowo nie wytrzymałem jak po raz tysięczny dogryzła mi, że mam iść do jakiś tam niby moich koleżanek z którymi tak naprawdę jestem tylko na zwykłe "cześć" (tłumaczyłem to jej nie raz nie dwa). Rozmawiałem też z nią, żeby zwyczajnie odpuściła bo wszystko jest wesołe i fajne do czasu. Ale i tak do tego wróciła, dogryzła i nie wytrzymałem. Zatrzymałem dośc ostro samochód i zaczełem tak mocno za przeproszeniem ryja drzeć, ze chyba ludzie kilka metrów od samochodu wszystko słyszeli. Pękłem jak bańka mydlana. Powiedziałem wszystko co myślę, że mam dość tej cholernej zazdrości mimo tego, że rozmawialiśmy a bynajmniej Ja próbowałem rozmawiać na ten temat. Teraz jest cisza, wiem, że była u mnie ale nie było mnie bo musiałem jechać na miasto coś załatwić. Cisza. Pamiętam jak Ja coś zbroiłem to potrafiłem czekać do nocy u niej przed klatką. A ona przyszła raz, nie zastała mnie i cisza. Ja nie wymagam od niej, żeby się nade mną pastwiła ale żeby choćby trochę pokazała, że jej na tym wszystkim zależy, że choćby trochę przemyślała to, że po raz kolejny w celowy sposób zdenerwowała mnie. Mieszkamy od siebie kilka bloków dalej. Nie spodziewałem się kiedyś, że będę tak zakochany w osobie, która mam wrażenie ma mnie teraz w dupie. Nie wiem co ona sama czuje raczej rzadko mi mówiła co czuje kiedy zwyczajnie coś źle zrobiłem. Lepiej dla niej było walnąć focha.

7

Odp: Proszę o Wasze sugestie i rady.

rozumie Twoje rozgoryczenie. Opisujesz swoja sytuacje klarownie i odnosze wrazenie, ze jestes dojrzalym mezczyzna, ktory zdolny jest do samorefleksji. Co zauwazylam, to to, ze na poczatku Waszej znajomosci Ty duzo piles i trwalo to dosc dlugo. To byl czas, gdzie sie poznawaliscie. Moim zdaniem Ty widziales ja wtedy przez pryzmat Twojej niedojrzalej osobowosci. Potem nastal czas, gdy Ty zmadrzales, dojrzales i zajales sie sprawami, ktore rozwijaja a i Twoja osobowosc zaczela sie rozwijac. Zaczales dostrzegac, ze dziewczyna taka nie jest jak na poczatku. Ale poczatek przezywales inaczej, bo Ty byles inny. Przypuszczam, iz dziewczyna pozostala na tym samym etapie rozwoju i po prostu jestescie inni i do siebie prawdopodobnie nie pasujecie. Z opisu wynika, ze dziewczyna chcialaby kazda sytuacje kontrolowac, a wiec kontrolowac takze Toba, poniewaz boi sie Ciebie stracic. Jest niczym kobieta bluszcz. Przypuszczam, ze Ciebie postrzega jako wlasnosc i dlatego sie tak zachowuje, mam na mysli jej zazdrosc. Ona tez spostrzegla, ze Ty teraz sie zmieniles (dla Ciebie na dobre smile) a jej to po prostu nie pasuje, bo nie ma Ciebie w garsci. Przyjzyj sie uwaznie jej rodzinie. Zwlaszcza jej rodzicom, jak oni ja wychowali, jacy sa dla siebie. Tutaj  znajdziesz odpowiedz dlaczego ona sie tak zachowuje wobec Ciebie.
Jesli chodzi o sytuacje z tym chlopakiem, to moze ona jego zna lepiej, ale Tobie tego nie powiedziala. Moze nawet z nim cos miala, ale to tylko domniemania. Nieraz bywa tez tak, ze ludzie sa chorobliwie zazdrosni o partnera, poniewaz sami sa niewierni....

Seksu dziewczyna z Toba nie chce, bo w zwiazku sie zle dzieje i to rzutuje na sprawy lozkowe. Moze jest to tez takie kontrolowanie Ciebie lub karanie (podswiadome), ze Ty sie zmieniles... i ona po prostu nie chce zblizenia.
Bedac z kims w zwiazku oznacza to  prace nad samym soba i prace nad tym zwiazkiem. Jesli wiec jedna osoba rozwija sie i  idzie do przodu, a druga osoba nie robi nic, to ryzyko jest duze, ze zaczyna nam taka sytuacja nie pasowac. Jesli dajemy z siebie duzo i poswiecamy sie  durgiej osobie a rezygnujemy ze swoich potrzeb, to doznamy predzej czy pozniej frustracji. Taki zwiazek nie bedzie mial przyszlosci.
Zwiazek ma uskrzydlac a nie podcinac skrzydla. W zwiazku nie mozemy rezygnowac z siebie na rzecz drugiej osoby. My jestesmy na pierwszym miejscu, bo tylko wtedy bedziemy mogli dac wystarczajaco duzo z siebie.

Czy nie uwazasz, ze Ty sie tutaj zatracasz? Czy nerwice leki i stany, ktore tutaj opisujesz to jest to czego chcesz na przyszlosc? Wyobraz sobie jak Twoje zycie bedzie wygladac za powiedzmy trzy lata z ta sama osoba? Czy myslisz, ze taki zwiazek Ciebie satysfakcjonuje? Czego potrzebujesz, abys byl szczesliwy? CZY myslisz, ze Twoja dziewczyna jest w stanie dac Ci to, czego oczekujesz? Czy myslisz, ze ona sie zmieni? Czy ma zdolnosc do samorefleksjii? Czy ona potrafi konstruktywnie rozwiazywac problemy dotyczace Waszych relacji? Czy potrafi z Toba rozmawiac tak aby byla miedzy Wami bliskosc? .... Zycze powodzenia smile

8

Odp: Proszę o Wasze sugestie i rady.

Jeżeli ona i nie chce seksu i nie chce się przytulać i nie interesuje się twoją pasją, to jej nie zależy. Fakt na początku chłopak powinien się bardziej starać, ale potem też miło robić coś dla chłopaka.

Lepiej to skończ. Po co się tak męczyć? Samo uczucie nie wystarczy, trzeba jeszcze się dogadywać.

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Proszę o Wasze sugestie i rady.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026