Ciężko jest opisać własną historię,ale wiem ,ze nie poradzę sobie bez pomocy.
Poznaliśmy się gdy on rozszedł się z żoną.Był sam ,pełen bólu i tęsknoty za synem.Twierdził, że żony nie kocha i myślę że tak było.Zakończył tamten etap życia definitywnie.Było to krótkie małżeństwo(niespełna 3 letnie) , żona go wyrzuciła,była ta zła ,niedojrzała ,zdradzająca.Wszystko to było wypowiedziane przez jego rodzinę i jego.Choć mówiąc szczerze to on sam nie wiele o tym mówił.Ja też nigdy nie dochodziłam prawdy uważając ,że to nie jest moja sprawa .Nigdy nie poznałam punktu widzenia tej drugiej strony.Chyba byłam dla niego lekarstwem , ale wiem że pokochał mnie szczerze.Byliśmy razem 15 lat . W tym czasie różnie bywało . Nie wzieliśmy ślubu , bo nigdy nie był nam potrzebny . Przeszliśmy razem przez biedę i najprawdziwszy brak gotówki. Chleba nie oglądaliśmy tygodniami, długi i brak perspektyw na lepiej. Mineło,wyjechaliśmy za granicę .Powoli pospłacaliśmy długi odbiliśmy się od dna.Trach-moja choroba i diagnoza nigdy nie będę mogła mieć dzieci.Przeszłam przez wszystkie etapy pogodzenia się z tym faktem.Było niewyobrażalne pragnienie dziecka, nienawiść do innych matek,odrzucenie widoku dziecka i na końcu pogodzenie się z tym faktem.Przeszłam przez to sama bo on nie miał takiego pragnienia,ciągle się bał , że wrócą te biedne dni i nie zapewnimy dziecku warunków .Rozumiałam go ,wiedziałam ,że on ma już syna i jego potrzeba bycia ojcem została już zaspokojona . Jeszcze wtedy myśle że mnie kochał ,choć doszło do pewnego incydentu, który jest bardzo bolesny do dziś.Chciał mnie zdradzić z bliską osobą , nie doszło do niczego, ale strasznie to przeżyłam.Wiedziałam ,że coś ma na sumieniu, że coś ukrywa .Dochodzenie do prawdy było bolesne .Walczyłam o niego,schudłam,zaczełam dbać o siebie .Nie zdobył się nigdy na otwartość ,ale moja mama mi o tym powiedziała.Wrócilismy do kraju z zaoszczędzonymi pieniędzmi.Mieliśmy kupić pole ,ale jego siostra budowała dom więc jej pożyczył.Ona oddawała nam to na raty ,wspomnę że na bardzo małe raty.Marzenia o polu stały się mrzonką.Kasy starczyło na rok.Znalazłam pracę , on też .Jednak jest to chłopak ze wsi,kocha pracę w polu i praca na 8 godzin nie cieszyła go.Jako odskocznia od rutyny zaczął inwestować w gospodarstwo rodziców.Doszło do tego ,że nie liczył się z innymi wydatkami tylko tam pchał wszystkie pieniądze.Godziłam się z tym do pewnego momentu.Postawiłam warunek- tylko połowa jego pensji i nadgodziny mogły być przeznaczone na to jego hobby.W tym czasie inwestycja nie przynosiła zadnych korzyści, a jedynie nakłady. Los i tym razem spłatał nam psikusa .W rodzinie mojej doszło do tragedii,zmarła moja mama a my podjeliśmy się opieki nad 3 małych dzieci.Zostaliśmy rodziną zastępczą , ja zrezygnowałam z pracy .Nasz świat wywrócił się do góry nogami.Spokojne życie , wygodne życie odeszło w dal.Dzieci chorowały ,zaniedbane emocjonalnie i wychowawczo stanowiły duże wyzwanie.Kochaliśmy je oboje.Jego rodzina przeciwna temu ,bo przecież nie będzie robił na cudze ma swojego syna.Inwestycje w gospodarstwo zaczeły przynosić zyski ,które lokował nadal w poszeżanie asortymentu.Ja w domu siedziałam z trudnymi dziećmi , on zaczął coraz później wracać do domu.Wolał poświęcać czas na gospodarkę niż wysłuchiwać płaczu dzieciaków.Coraz częściej kłóciliśmy się , a godzenie się było coraz trudniejsze.Ja przytyłam, zaniedbałam się.Wszystko było na mojej głowie-rachunki ,lekarze,zakupy ,codzienne sprawy.On rano jechał do pracy , potem na wieś,wracał późno .Tak mineły dwa lata odkąd wzieliśmy dzieciaki.
Głupia sprawa -zepsuł się samochód.Nie było kasy na nowy,doszło do kłótni,że pieniądze mi oddaje i nie mam nic zaoszczędzone.Zaczął zostawć u rodziców ,do mnie się nie odzywał.Wracał raz w tygodniu,zostawiał brudne ubrania,przespał się i następnego dnia wracał na wieś.Po miesiącu zapytałam się czy odpowiada mu takie życie, odparł tak.Nie wziełam od niego pensji ,bo wiedziałam że trzeba kupić auto.Ze wsi pierwsze zyski plus wypłata kupił samochód i spakował ubrania.Wyprowadził się.Po dwóch tygodniach przyjechał po reszte rzeczy pełen nienawiści i gniewu do mnie.Dzieci płakały i zapierały drzwi.Nie cofnoł się,wyszedł.Nie dzwoniłam , nie prosiłam aby wrócił,zero kontaktu.Od dwóch miesięcy tylko płaczę ,spojrzałam innym okiem na nasze życie.Zdałam sobie sprawę ,że byłam dla niego nikim przez 15 lat.Nawet nie wiem jaki był powód.Podejrzewam wszystko jego rodziców ,którzy byli zawsze przeciwni dzieciom ,może poznał kogoś ,a może to kryzys wieku średniego(ma 40 lat).Nie rozumię tego,był zawsze najważniewjszy dla mnie.Kochany przez nas wszystkich.On milczy , ja milcze bojąc się ,że nie wróci .Co począć?Nauczyć się z tym żyć ,bo dokonał takiego wyboru?Jak go odzyskać?
Mam już 38 lat i trójkę dzieci i jedyną miłość jego.
Podobne tematy
Nie wiem, co Ci doradzić, bo początki po rozstaniu są ciężkie i każdy radzi sobie inaczej. Może na początek poukładaj sobie swoje sprawy bez męża, dla siebie i dzieci, a czas pokaże, co dalej będzie.
Ciężko ogólnie funkcjonować ,a co mówić o układaniu spraw.Wstyd mi ,że zachowuję się jak nastolatka -mam przecież 38 lat.Nigdy nie myślałam,że może coś takiego mnie spotkać.Wydaje mi się ,że pomogło by mi zrozumienie dlaczego to zrobił?Z drugiej zaś strony to wiem ,że przestał nas kochać ,szczególnie mnie.Analizując nasz związek myślę ,że nastąpiło to już dawno temu ,choć do końca był ,przytulał,pieścił.Zmiana zaszła w ciągu miesiąca ,nagle stał się chłodny,obcy.Nie wiem co on czuje ,nie potrafię tego zrozumieć.
Jak przeżyć kolejną noc? Niewiele przez 15 lat było samotnych nocy.Kłębiące się pytania nie pozwalają zasnąć ,ani zrozumieć.Myślę , że pomogło by zrozumienie jego powodów.Rozpamiętuję najgorsze chwile naszego życia ,ale wydaje mi się ,że nie było dostatecznego powodu,aby tak postąpił.
5 2015-05-19 09:44:13 Ostatnio edytowany przez znikam (2015-05-19 09:44:39)
Rozumiem że teraz nie pracujesz? dla mnie ucieczką , pewną ucieczką i terapią zarazem jest praca. Nie wyobrażam sobie żyć bez pracy, bez pieniędzy - tych na podstawowe rzeczy. Musisz dbać o siebie, bo do zaniedbanej kobiety nie wróci.
Powodzenia!
wiem, że to pewnie będzie trudne, ale zamiast rozpaczać postaraj się zrozumieć sens tego wszystkiego, co Cię spotyka. Twoja droga nie prowadzi donikąd. Są dzieci, potrzebujecie się nawzajem. Może tak miało być? On wróci albo nie, na razie w tej sprawie nie rób nic. Zajmij się dawaniem. Dawaniem dzieciom wszystkiego, co masz najlepsze. Bo od Ciebie zależy przyszłość tych ludzi, a z tego, co pisałaś, są to osoby już porządnie doświadczone przez los. Tylko czynienie dobra i dawanie czegoś z siebie uleczy Cię. Jesteście na razie we czwórkę i to jest teraz Twoja rodzina. To w niej znajdziesz ukojenie.
Dziękuję dziewczyny za odpowiedź.Dbam o dzieci ,gotuję i sprzątam tyle tylko ,że ta pustka w duszy jest tak porażająca ,że uczucie do dzieci jakby było niewystarczające.Nic nie cieszy ,nic nie motywuje...Czuję się taka samotna.Ja naprawdę nie mam nikogo oprócz jego.Tata zmarł jak byłam dzieckiem ,mama 2 lata temu,siostra pijaczka nie wiadomo gdzie.Sama ........
pisz do nas, to pomaga. Może wtedy poczujesz się lepiej. Póki co masz przed sobą ciężki okres, ale pamiętaj "po każdej burzy przychodzi słońce". Widocznie tak miało być. Głowa do góry i powodzenia!
Dziś moje kochanie nagle zadzwoniło i dowiedziałam się jaka okropna byłam , skrzydła mu podcinałam ,przeze mnie nigdy nie miał kasy,nie słuchałam go ,a on ciągle mi powtarzał abym się zmieniła.Pomimo jego gniewu ucieszyłam się bo zaczął rozmawiać i pojawiło się złudne uczucie ,że się opamiętał , zatęsknił.Na sam koniec usłyszałam ,że jest już za późno ,bo on sobie układa nowe życie z inną.Ot i zagadkę mamy rozwiązaną.A ja się pytam ,jak można tak zakpić ,oszukać ,obedrzeć ze złudzeń?Tyle spraw nas łączyło ,tyle uczucia,tyle planów i marzeń.To jest nic,ja nikim nie byłam ,nic nie znaczyłam?
jesteś wartościowym człowiekiem, świadczy to to np jaka miłością darzysz dzieci, one są dla ciebie teraz całym światem. Jesteś im niezwykle potrzebna. Z czasem twój ból ustąpi. Pozdrawiam Cię serdecznie!
Nie jestem przekonana o tym ,że jestem wartościowa.Z dziećmy było tak- moja siosta za panienki miała syna.Gdy poznała swojego przyszłego męża wypieła się na niego i wychowywała go moja mama.Juz wtedy siostrzyczka miała problem z alkoholem.Wyszła za mąż za kryminalistę,który był skazany za gwałt na nieletniej.Patologia konkretna.Zamieszkali w domku w lesie,bez sąsiadów ,jedynie mozna sobie wyobrazić co tam się działo.Mieli trzy dziewczynki.Gdy najstarsza miała 7 lat ,małe 2 i rok zainteresował się tym MOPS ,wynik tego -natychmiastowe odebranie im dzieci.Małe trafiły do babci ojczystej na 2 m-ce.Jak się okazało babcia też lubiła chlapnąć ,ponad to dzieci nadal były u pijanych rodziców ,ale zasiłek pobierali na nie jako rodzina zastępcza.Sąd nakazał odebrać dzieci babci i miały trafić do domu dziecka.Kuratorka odszukała mnie i padło stwierdzenie ,że muszę je wziąść dla ich dobra.Nie chciałam!!!Wiedziałam ,że to jest straszny obowiązek.Lubiłam swoje wygodne życie z Jaruniem.To on podjął tą decyzję - bierzemy .Wydaje mi się,że je pokochał.Opiekował sie nimi, troszczył.To ja byłam tą co trzyma dyscyplinę,on tym za którego plecami kryją się dzieciaki.Z czasem coraz mniej się nimi zajmował ,coraz później wracał ze wsi.Przytłoczyły go,na dodatek jego rodzina,która miała za złe ,że na cudze dzieci robi.Wszysko było na mojej głowie,ale BYŁ.Wydawało mi się ,że nas kocha.Zamknął za sobą drzwi , nie obejrzał się.Dziś ma nową miłość jest szczęśliwy.A ja ...płaczę bo to boli nie do opisania.On mówi ,że jest już za późno,może i tak ....
Twój facet okazał się dupkiem i tyle. Pewnie namawiał Cię na wzięcie dzieci, aby spełnić Twoje potrzeby. Sam emocjonalnie niedojrzały do funkcjonowania z dziećmi i problemami, które z nimi się często wiążą. Nie martw się. Mój małżonek też tego ciężaru nie może unieść (i nie chodzi tylko o finanse) jak dzieci ciągle chorują, a ja nie mogę iść do pracy.
Twój wybrał wygodne życie...jak wielu innych. Nie mamy na to wpływu, ale jedno co możesz zrobić to kochać te dzieci i im zapewnić dom. Myślę, że w przyszłości będziesz miała w nich wsparcie. Mnie w mojej obecnej sytuacji trzyma tylko to przy życiu. Przechodzę przez to samo, ponieważ też nie mam wsparcia w mężu, wręcz przeciwnie.... Może dziwnie to zabrzmi, ale... doceń to, że go z Tobą nie ma i że nie wyżywa się na Tobie i dzieciach za swoje frustracje. Musisz dążyć do podziału zysków z tego gospodarstwa, choć jeśli nie byliście małżeństwem to nie będzie to takie proste. Polecam poradę prawnika, bo nie orientuję się w konkubinatach.
ps. a co do odchudzania i wagi polecam odstawić chleb i pszenicę oraz jeśli dasz radę gluten ( potrawy z mąki pszennej, pełnoziarnistej i innej, chleb, bulki, przekąski, ciastka- czytaj etykiety) jeśli będziesz konsekwentna to schudniesz sama nie wiedząc kiedy
Warzywa, mięso, tłuszcz i jajka można bez ograniczeń
Polecam książki na temat diety bez pszenicy np. Williama Davisa. Mój mąż zrzucił dzięki takiej diecie już z 8 kg. Ja również schudłam i zrzuciłam oponkę z brzucha.
pozdrawiam i życzę powodzenia
Rozumiem że teraz nie pracujesz? dla mnie ucieczką , pewną ucieczką i terapią zarazem jest praca. Nie wyobrażam sobie żyć bez pracy, bez pieniędzy - tych na podstawowe rzeczy. Musisz dbać o siebie, bo do zaniedbanej kobiety nie wróci.
Powodzenia!
To jest fajna rada, ale dla osoby, która może ją spełnić. Ja kiedy mam wybór czy iść do kosmetyczki czy kupić dziecku buty - to wybieram buty dla dziecka. Nie oznacza to, że jestem zaniedbana, ale wybieram najważniejsze priorytety. Owszem można spróbować zadbać domowymi sposobami- zmianą diety, makijażem, czy nowym ubraniem nawet kupionym w ciucholandzie. I nie rozumiem takich stwierdzeń ,że "ja nie mogłabym żyć bez pracy". A można, a częściej nawet trzeba, trzeba bo dzieci są chore a nikt się nimi nie zajmie, trzeba bo samemu się choruje czy są inne okoliczności, których się nie przeskoczy. Ale to zrozumieją tylko osoby, które są w podobnej sytuacji i które już te tematy przerobiły. A całą reszta, dopóki ich nie spotka jakieś niespodziewane zdarzenie będzie posługiwała się właśnie tym wyświechtanym frazesem.
Mała34. Nie potrafię żyć bez pracy. Miałam głównie na myśli kontakt z ludźmi i odcięcie się od domowych obowiązków. Oczywiście ja mogę pracować. Co innego gdybym nie mogła, pewnie wtedy zmieniłabym specjalnie podejście do sprawy, dla swojego dobra. Dlatego właśnie staram się z każdej sytuacji cieszyć i znaleźć plusy. Póki mam siły, jestem zdrowa na tyle żeby móc pracować- praca jest moim lekarstwem, bo choruję na depresję i schizofrenie.
No to trafił Ci sie dupek i to z niezłą rodzinną. Nie napisze ze Ci współczuje bo to Ci nie pomoże, napisze Ci że Cię podziwiam wychowywać 3 nie swoich trudnych dzieci, to naprawdę postawa godna podziwu. Ja myślę że ten dupek bo inaczej sie nie da, stracił silną wartościową babkę, która jeszcze mu pokaże co miał i co stracił. Próbuj sie nie załamywać chociaż wiem ze to nie takie proste, pokaż mu kim jesteś, a za jakiś czas moze poznasz godnego ludka
który Cie doceni i pokocha Ciebie i twoje dzieciaczki. Pozdrawiam