Witam ,
Chciałabym się Was poradzić w kwestii szans na odzyskania Ex.
Byłam z Nim przez prawie rok i mogę śmiało powiedzieć ( chociaż pewnie zabrzmi to banalnie ) , że była to miłość od pierwszego wejrzenia dla każdego z nas.Na początku związku wszystko było cudownie , żadna ze stron nie była nigdy tak szczęśliwa jak wtedy.one ż
Po ok. 3 miesiącach padła propozycja zamieszkania razem ( wiem , że dla niektorych z Was pewnie jest to pochopna decyzja) , ale i tak spędzaliśmy ze sobą dużo czasu , a jak się nie widzieliśmy to godzinami rozmawialiśmy przez telefon. Każde z nas miało pracę , w miarę ułożone życie . Wiedzieliśmy , że to co nas jest czymś jedynym w swoim rodzaju.Jednak po przeprowadzce do innego miasta ( każde z nas pracowało ok. 30 minut drogi od niego) po ok. 2 miesiącach cos zaczęło sie psuc. Jednym z powodow byl napewno fakt , ze w pracy najpierw zdegradowali mnie na pól etatu , a później zwolnili. Ja jednak , bylam pelna entuzjazmu gdyz zadnej pracy się nie bałam i dalej nie boję więc stwierdziliśmy , że maksymalnie miesiac zajmie mi znalezienie pracy.Problem zaczal się poglebiac po kolejnych 3 miesiącach , gdy pracowałam dorywkowo , jednak już wtedy czulam , ze źle mi z tym - bedac praktycznie calymi dniami w domu. Starałam się robić wszystko , żeby pokazać mu , że wszystko się ułoży . Chociaz mialam pewnie oszczednosci , bolalo mnie to , że większość spraw finansowych było na jego głowie i chciałam czuć chociaż odrobinę niezależnosci finansowej. Zaczelismy mieć problemy z pieniędzmi . Żadnych długów , jednak musieliśmy trochę zacisnąć pasa. Los w końcu się do mnie usmiechnnął i zaoferowano mi dobrą pracę . Jedynym minusem był fakt , że większość czasu , tj. 2 tygodnie w miesiacu bym spędzała na delegacjach. Uzgodniłam z Nim , że nie mogę tego przyjąć , gdyż dla mnie związek na odległość nigdy nie istniał.Jednak odrzucenie tego to był największy błąd jaki popełniłam. Pętla się zaciskała , a atmosfera w domu stała się gęsta. Ciągłe kłótnie o nic , rozdrażnienie , rzucanie rzeczami itp. To był bardzo trudny czas dla Nas. Ostatnimi czasy się polepszylo - jego kuzynka przyjechala z Londynu , odwiedzic Go po 2 latach niewidzenia się - pędzaliśmy miło czas , było jak na początku. Pewnego dnia jednak wybuchla znowu awantura o nic ( jego kuzynka pojechala do jej znajomych) . Ja nastepnego dnia miałam wizytę u lekarza w poprzednim mieście , wiec stwierdzilam , że zostanę u rodziny 2-3 dni. Te 2-3 dni były najgorsze. Ciągłe kłótnie przez telefon , ignorowanie , wyzywanie itp. W końcu stwierdzilismy , że może musimy od siebie odpoczac - ja w tym czasie skupie sie wylacznie szukaniu pracy , a on na przemysleniu o wszystkich i uspokojeniu się , gdyż mial dosyc klocenia sie w kolko o to samo.Dramat zaczal się pozniej , gdyz stwierdzil , ze mam przyjechac zabrac swoje rzeczy , ze nie widzi juz sensu.
Chcialam rownie dodac jedną bardzo ważną rzecz - przed wprowadzeniem się do wspolnego mieszkania , mialem wiele propozycji pracy poza krajem , jednak rezygnowala z nich , ponieważ byłoby to bardzo trudne dla Nas. Wiem o tym , poniewaz raz wyjechalam na delegacje na 10 dni i on wpadal w panikę , gdy nie odbieralam bedac na spotkaniach.Tesknilismy do siebie nawzajem za bardzo.
Rzecz w tym , że nie powiedzialam mu prawdy , że je miałam . Byłam samolubna i głupia , gdyż wierzylam , że pracę ( byle jaką ) i tak znajdę.Po prostu go oklamalam.
W dzien gdy przyjechalam po swoje rzeczy , zapytał Mnie odnośnie jednej firmy , czy miałam ofertę pracy w niej i czy pracowalam dla niej. Powiedziałam mu prawdę .Potwierdziłam jego przypuszczenia , że od dłuższego czasu go okłamywałam w tej kwestii. Powiedzialam , że przez ostatni okres ciaglych klotni , problemow z pracą , pieniedzmi i nawet brakiem sexu , bardzo się zmienila . To prawda , ponieważ ledwo siebie rozpoznawałam . Wszyscy dookoła Mnie mi to mowili , rodzina i przyjaciele.Ten zwiazek kosztował mnie wiele , nie tylko w sferze miłosnej , ale także zawodowej i finansowej.Przez nie czułam się wystarczająco pewnie na polu poszukiwania pracy. Nie mogłam dać z siebie 100%. Potrzebowałam przebyć trochę czasu sama i rodziny i tam się rozejrzeć na spokojnie . Byłam pewna , że w ten sposób , będąc skupioną jedynie na tym jednym celu znajdą ją szybko - bez zbędnych kłótni i ciężkiej atmosfery , która aktualnie panowowała u Nas.Podziękował mi i powiedział , że w końcu czuje się wolny i że mogę zabrac wszystkie swoje rzeczy.Przypomniał mi również , że mam się wymeldowac , ponieważ on tu zostaje , ale między Nami koniec.
Nie płakałam , nie błagałam , nie obiecywałam nicczego,Stwierdziłam , że chciałabym ,żeby ten dom był naszym schronieniem , azylem. Do tego jednak potrzebowałam pracy i poczuć się w końcu potrzebna dla Nas , ale przede wszystkim dla Siebie. nak
Rozstanie przebiegło spokojnie , bez krzyków . Czułam jednak , że był zawiedziony i zniesmaczony tym kłamstwem .
Jego kuzynkę przeprosiłam , za to , że musiała być świadkiem Naszego rozstania.
Byłam w stanie wszystko zrobić , byle tylko mu pokazać , że jestem tu dla Niego i cokolwiek do Mnie należy , należy też do niego.Jakiekowiek pieniądze zarobiłam , wkładałam w Nasze życie , nie będąc sknerą by chociaż zatrzymać dla siebie złotówki.Wiedziałam jak cięzko jest.
Na pożegnanie życzył mi wszystkiego dobrego w życiu i pocałował w policzek.
Teraz jestem u rodziny , probujac ogarnąć cały ten balagan w moim życiu. Pracę znalazlam po 2 dniach. Cieszę się , jednak nie wiem czy warto walczyć o to było ( jest?) między Nami. Ja go kocham wciąż i wiem , że niektorzy z Was doradzą , że potrzebuję czasu. Ja wiem , że to była spora część mojej winy i chciałabym rozpoczac zwiazek na nowo - bez klamstw , klamstwek i tych negatywnych emocji. Zacząc od punktu zero. Chcialabym się usamodzielnic , wynajac mieszkanie samej i spedzac z Nim weekendy itp
Nie wiem jednak , czy jest jakakolwiek nadzieja.
Minął zaledwie dzień a już zauważyłam , że zawarł zjaomośc z kimś na pewnym popularnym portalu społecznościowym i daje jasno jej do zrozumienia , że jest zainteresowany.
Przepraszam za ten misz-masz , ale jestem w totalnej rozsypce i trudno mi pisać o tym.
Dziękuję z góry za odpowiedzi.