To tak strasznie skomplikowane, że nie wiem od czego zacząć.
Mam 21 lat, jestem studentką i szczęśliwą młodą osobą. Od prawie 2 lat jestem w związku, to historia platonicznej miłości (z mojej strony) zakończony happy endem. Wiadomo czasem są wzloty i upadki, w głównej mierze z powodu mojego wybuchowego charakteru, ale żyjemy zgodnie. Nie planujemy na razie ślubu, ani nie jesteśmy zaręczeni.
I tu wszystko się komplikuje. Od gimnazjum wiedziałam, że cierpię na żeńską odmianę kompleksu Edypa. Fascynują mnie starsi, dużo starsi mężczyźni. Podziwiałam ich i często 'zakochiwałam' się w takowych. Gdy miałam 18 lat oszalałam na punkcie pewnego lekarza, był przed 40, z opowiadań wiedziałam, że jest rozwiedziony i ze smutku całkowicie zatracił się w pracy. Co taki dojrzały mężczyzna zobaczył we mnie, że zdecydował się na przełamanie bariery - nie wiem. Nasza silna relacja zawiązywała się rok. Wiedziałam, że nigdy nie będziemy razem, tym bardziej że gdzieś tam z tyłu głowy układałam życie z rówieśnikami, ale nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo on na mnie działał, fascynowało mnie to jak opowiadał o pracy, o każdym przypadku, jego doświadczenie i odwaga niesamowicie mi imponowały, gdy był wzywany nagle do pracy potrafiłam czekać całą noc, żeby go tylko zobaczyć, byłam szalenie zakochana, on chyba bardziej. Wyjeżdzaliśmy na wakacje gdzie zapoznawał mnie z różnymi miejscami, kulturami i obyczajami, jego wiedza naprawdę była ogromna. Przy tym był niezwykle czuły, opiekuńczy, szarmancki i zwyczajnie dobroduszny. Przez rok nauczył mnie więcej niż zdołałam sama przez pół życia. Wprowadził mnie w świat seksu i dorosłego życia. Jednak z każdym dniem wiedziałam, że raz został zraniony i nie mogę zrobić tego po raz kolejny. Uświadomiłam mu to i chyba dotarło do niego, że nie będziemy nigdy razem - cios ? owszem. Obudziłam w nim poczucie własnej wartości, otworzył się na nowe kontakty i co najważniejsze kobiety. Rok minął, a ja nawiązywałam coraz bliższą relacje z moim obecnym facetem. Przez parę miesięcy trudno było mu się z tym pogodzić, ale zrozumiał, ze chyba poznałam kogoś z kim będzie mi 'lepiej' ? no właśnie. Nie zerwałam z nim relacji jesteśmy bardzo blisko. Zawsze mogę liczyć na wsparcie i pomoc. To on mnie pociesza gdy pokłócę się z moim chłopakiem. Jednak nie nawiązujemy żadnych intymnych relacji, oprócz jego pocałunku w czoło, zawsze gdy się żegnamy.
Opisałam wam to, bo wiem, że poznał kogoś i powoli się zakochuje, po tych dwóch latach myślałam, że będę z tego bardzo zadowolona, ale ja jestem totalnie podłamana, czuje się tak jakbym miała stracić kogoś bardzo ważnego, czuje się bardzo źle, jestem załamana i z udawanym trudem mówie mu, ze bardzo się ciesze i mu kibicuje.
Z drugiej strony mój chłopak mówi coraz cześciej o tym, ze chciałby związać się ze mną na całe życie i że dziękuje za dzień w którym pierwszy raz mnie zobaczył.
Chyba potrzebuje pomocy psychologa, bo sama nie daje sobie z tym rady. Liczę na waszą pomoc, musiałam się komuś wyżalić.