netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

59 odpowiedzi12 131 wyświetleńzałożony przez problem25, 08.05.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 60 ]

1

Temat: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Witajcie, nie znalazłam podobnego wątku.
Mam taki problem - pracuję więcej i zarabiam więcej niż mój partner. Do tej pory było dla mnie normalne, że rozliczamy się po połowie a to, co jemu brakuje, ja mu pożyczam, on mi oddaje w kolejnym miesiącu. Z góry zaznaczę, że on nie zarabia na tyle, byśmy składali się typowo po połowie, czyli np. ja 1000 i on 1000.
Kiedy "pochwaliłam się" koleżankom z tego modelu, stwierdziły, że rozliczamy się jak obce osoby a nie jak para narzeczonych, że urwałam facetowi jaja i że go poniżam przez to, że mu niejako "pożyczam".

Jak to wygląda w praktyce:
Robimy opłaty, płacimy wszystkie pożyczki, razem robimy zakupy, po 15tym on jest bez kasy. Średnio mu "pożyczam" około 400zł, wiec nie są to małe kwoty.

Wiem, że przyjdzie macierzyński i ja będę zarabiać mniej i niejako brać od męża. Chociaż ja sobie tego nie wyobrażam, dla mnie to jest nie do pomyślenia.

Powiecie - dziewczyno, tworzycie wspólną rodzinę, nie możecie dzielić kasy! Dobrze, zgadzam się, ale...ja pracuję 10-12h a on w tym czasie ogląda tv. Ja pracuję w domu, przez co tym bardziej to widzę. Co więcej, wiecznie ma pretensje, że ja tyle pracuję. Też mnie to trafia, ale jak jest okazja, to wolę zarobić. Uprzedzę pytanie - nie lubi robić tego co ja i nie będzie tak zarabiać,.

Dziewczyny - miałyście taką sytuację?
Panowie - jak z tego wybrnąć?

Z góry dzięki!

2

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
problem25 napisał/a:

Powiecie - dziewczyno, tworzycie wspólną rodzinę, nie możecie dzielić kasy! Dobrze, zgadzam się, ale...ja pracuję 10-12h a on w tym czasie ogląda tv. Ja pracuję w domu, przez co tym bardziej to widzę. Co więcej, wiecznie ma pretensje, że ja tyle pracuję. Też mnie to trafia, ale jak jest okazja, to wolę zarobić. Uprzedzę pytanie - nie lubi robić tego co ja i nie będzie tak zarabiać,.

Ja tak nie powiem. Nie dziwię się, on siedzi przed TV, Ty zasuwasz, a macie mieć po równo? o.O Jeśli nie lubi robić tego, co Ty, to niech robi coś innego, jeśli mu kasy brakuje. Nie słuchaj znajomych, Ty mu nie urwałaś jaj, to on sam się ich pozbył, pozwalając, by taki stan rzeczy trwał. Albo mu to po prostu nie przeszkadza - wygoda.
Cóż, nie wiem, jak pracujesz, ale jeśli sama możesz sobie ograniczyć na jakiś czas ilość pracy i zarobków... ja bym po tekście, że za dużo pracujesz, ograniczyła właśnie pracę. Zaczęła z nim spędzać czas, choćby i leżąc przed TV. Tyle że kolejna prośba o pożyczkę napotkałaby wyraźne "wytykałeś mi, że za dużo pracuję, więc ograniczyłam czas poświęcany pracy, co oznacza, że nie dysponuję już taką kwotą, by pożyczać". wink No ale to zależy od charakteru pracy, nie zawsze tak się da.

I serio, nie daj się wpędzić w jakieś wyrzuty sumienia, urywanie jaj i Bóg wie, co jeszcze. To jest DOROSŁY FACET, a w połowie miesiąca nie ma już pieniędzy? I jeszcze wyrzuca Tobie, że za dużo pracujesz, skoro gdyby nie to, to on by nie miał za co żyć w pewnym momencie? Sorry, ale nie mieści mi się to w głowie. Niech się ogarnie, sam ruszy tyłek do pracy, nie wymaga pożyczek od Ciebie, to i Ty będziesz mogła pracować mniej. wink

3

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Tak sobie siebie zobaczyłam sprzed kilku lat. Tyle, że ja już jestem po rozwodzie wink Mąż od małego miał wszystko podane na tacy, więc kiedy przyszedł czas, żeby dorosnąć i zaprzestać wiszenia na garnuszku u rodziców, pojawił się problem... Studia olał, no bo to tylko papierek. Zaczął pracę u znajomych w firmie budowlanej za jakąs marną pensję. Ja na szczęście byłam bardziej ogarnięta. Jeszcze na studiach znalazłam pracę i zarabiałam więcej, niż on. Żeby zarobić na ślub wyjechałam na pół roku do Holandii, bo nie chciałam prosić o pomoc rodziców. On w tym czasie siedział w Polsce, bo wielki patriota hmm Po ślubie niby zmienił pracę na lepszą, ale jego sytuacja finansowa się nie zmieniła - o czym dowiedziałam sie dużo później. Okłamywał mnie, że zarabia więcej a w rzeczywistości wpadł w pętlę kart kredytowych i pożyczek... Dowiedziałam się o tym, kiedy po raz pierwszy dorwałam w swoje ręce pismo z firmy windykacyjnej. Pracował na zasadzie własnej działalności a nie odprowadzał podatków... Po jakimś czasie to na moje konto wszedł US. ZUS zajął nam hipotekę. A ja z uwagi na to, że zarabiałam więcej i nie mieliśmy rozdzielności - spłacałam jego długi... Kiedy mnie zostawił i odszedł do mojej najlepszej przyjaciółki zostałam z jego długami... Bo on na piśmie zarabiał tylko 300zł a resztę dostawał pod stołem, a więc był niewypłacalny... Zgotował mi piekło! A co usłyszałam od jego mamusi już po rozstaniu? Że to wszystko moja wina, że popadł w długi. Bo chciał sprostać moim oczekiwaniom i wystawnemu trybowi życia, co było oczywiście kompletną bzdurą. To tylko takie małe ostrzeżenie z mojej strony. Mam nadzieję, że Twój partner nie wpadnie na podobny, idiotyczny pomysł... Pozdrawiam.

4

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Dziękuję Wam dziewczyny:). Podniosłyście mnie na duchu!
Pracuję na własnej dzialalności ,także po częsci mogę wziac wolne, po części nie. Nie ruzmiem tylko (czemu zdaniem rodziny i znajomych) powinnam mu oddawac częśc. Ja wiem, że te kobiety, moje koleżanki korzystają z pieniędxzy mężów i mężowie nie mają nic przeciwko. Ale ja nie wiem ,czy chce zarabiac na naszą dwójke...wolalałbym cos odłożyć. Wiem tylko ,ze kiedys moze zycie się odwróci i to ja wyciągnę rękę,,,tylko ze tego nie przewidze sad. Poki co mam przeciwko sobie znajomych, rodzinę, narzeczonego (w tej kwestii oczywiście). Tylko mama jest za mną, bo z tatem ma to samo i też ona większość płaci (pewnie stad moje podejscie).
Nie ma kasy, bo tez ma kredyty itp. Takze nie wydaje na pierdoly, co to to nie:).
Dziekuje jeszcze raz za wsparcie smile!

5

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Pomiedzy tym co moze zarobic moj maz i co ja jest bardzo duza roznica. Jakos nie wyobrazam sobie zyc na takich warunkach tylko na jakie pozwalala by jego mozliwa pensja.
Wole zeby on zreszta nie byl zwiazany godzinami pracy, bo ja jestem bardzo i to wystarczy.
Ciagle bysmy sie mijali.

6

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Jeżeli jemu starcza pensji tylko do 15- tego podczas gdy jest was na razie dwoje  to jakim cudem weźmiesz od niego gdy będziesz na macierzyńskim i do tego będzie dziecko?
On już nie ma tyle aby mu starczyło na cały miesiąc.

7

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Uwazam, ze pieniadze trzeba traktowac jako wspolne w zwiazku i niewazne kto wiecej zarabia, ale... jezeli facet notorycznie jest splukany w polowie miesiaca, to cos jest nie halo, bo albo ukrywa wydatki jakies albo jest rozrzutny i niepoukladany.

8 Ostatnio edytowany przez piroman1981 (2015-05-09 03:02:33)

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Hajtając się z moją żoną (jako że oboje mamy niezależne charaktery i nie lubiliśmy nigdy być zdani na kogoś innego) mieliśmy od początku podejście i wspólnoty i jednocześnie rozdzielności majątkowej  na własne fanaberie, na podobnych zasadach - pozostały nasze konta i założyliśmy dodatkowe trzecie "małżeńskie" na które szła określona kwota z naszych prywatnych dochodów. Jako że ona zarabiała więcej ode mnie było powiedziane że proporcjonalnie dzieląc się po połowie obowiązkami w domu odpalamy mniej więcej ten sam % z naszych pensji ma wspólne konto, które było przeznaczone na wspólne wydatki typu zakupy, rachunki czy wyjazdy razem.
Ale że ja miałem stałe wynagrodzenie przez cały rok a ona motywacyjne ze sporą różnorodnością + dość sezonową pracę gdzie przez ponad 3 miesiące w roku nie zarabiała nic było to podatne na pewne wahania. Z czasem zaczęły się przepychanki o zaangażowanie finansowo-domowe. I zauważyliśmy że to z jednej strony istotny a z drugiej dośc przyziemny czynnik który nas rózni i z którego powodu się kłocimy.
Zmieniliśmy podejście potem. Założyliśmy wspólne konto na które przelewają się nasze comiesięczne dochody. Z pozostałości po opłaceniu wszystkiego wrzucamy co miesiąc resztę na nasze prywatne konta oszczędnościowe na zasadzie podziału po 50% na każdego.
Jak na razie nie ma żadnych afer smile

9

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
problem25 napisał/a:

Jak to wygląda w praktyce:
Robimy opłaty, płacimy wszystkie pożyczki, razem robimy zakupy, po 15tym on jest bez kasy. Średnio mu "pożyczam" około 400zł, wiec nie są to małe kwoty.

Wy jesteście małżeństwem? To nieźle się urządziłaś. Traktujesz go jako zewnętrzną osobę. Ty mu się dziwisz dlaczego po opłatach "po równo" mu nic nie zostaje po 15? Może napisz lepiej jakie są kwoty tych waszych wynagrodzeń. Myślę, że takie "układziki" nieźle potrafią podciąć  skrzydła i upodlić człowieka. Małżeństwo to wspólnota i kasa powinna być wspólna. Można mieć też 2 osobne konta osobiste i jedno wspólne, gdzie wpłaca się ustalony % od przychodu każdego z małżonków.

Oshh, ależ mnie zmroziłaś swoją kalkulacją i podejściem.

10

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Problem25 , nie słuchaj koleżanek! Jemu tak jest dobrze, gdyby nie było, dorabiałby.Dajesz z siebie więcej,pracujesz w firmie, w domu.
Jesli wspólnota jest tak oczywista, to np. przy rozwodach Sąd nie brałby pod uwagę, kto ile wkładał do budzetu? Nie rozumiem tych pozyczek, na swoje wydatki powinien zapracowac.
Ja zawsze zarabiałam wiecej i nie ma problemu.Mąż pracuje równie ciężko i długo, jednak nie zarabia tyle co ja.Mamy osobne konta , podział w wydatkach i trzecie konto tzw. oszczędnościowe.

11

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
lifrinat napisał/a:
problem25 napisał/a:

Jak to wygląda w praktyce:
Robimy opłaty, płacimy wszystkie pożyczki, razem robimy zakupy, po 15tym on jest bez kasy. Średnio mu "pożyczam" około 400zł, wiec nie są to małe kwoty.

Wy jesteście małżeństwem? To nieźle się urządziłaś. Traktujesz go jako zewnętrzną osobę. Ty mu się dziwisz dlaczego po opłatach "po równo" mu nic nie zostaje po 15? Może napisz lepiej jakie są kwoty tych waszych wynagrodzeń. Myślę, że takie "układziki" nieźle potrafią podciąć  skrzydła i upodlić człowieka. Małżeństwo to wspólnota i kasa powinna być wspólna. Można mieć też 2 osobne konta osobiste i jedno wspólne, gdzie wpłaca się ustalony % od przychodu każdego z małżonków.

Oshh, ależ mnie zmroziłaś swoją kalkulacją i podejściem.

Ona się nieźle urządziła? Ja mam odwrotne wrażenie, to jej facet się świetnie ustawił. Dorosły mężczyzna, a pracuje tyle, że mu do połowy miesiąca wystarcza. No sorry, tyle to małolaty dorabiające w McDonald's weekendami mają. Po pracy on sobie wraca do domku, siada przed TV, a autorka dalej pracuje. A on? Żeby mu dać pieniądze i jeszcze pretensje, że ona za dużo pracuje.

No kurde, naprawdę, ja rozumiem, żeby autorka zarabiała 20 tys. na miesiąc, pracując po po 2-3 godziny, a on biedny się zaharowywał dniami i nocami. Ale tu jest biedny miś, który siedzi na tyłku i chce tylko dostawać. Świetny układ dla autorki, poważnie, taaak bardzo się urządziła. No wybaczcie, ale jakoś nie jestem w stanie szanować dorosłego faceta, który w połowie miesiąca regularnie nie ma już pieniędzy i zamiast coś z tym zrobić, wyciąga ręce po pieniądze, które zarabia jego partnerka, podczas gdy on ogląda TV. Żałosne.

12 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-05-09 09:50:49)

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Jeśli facet zarabia tylko tyle, że mu nawet do końca miesiąca nie wystarcza, to nie jest upodlony, tylko wykorzystuje Autorkę. Powinien ruszyć tyłek do roboty. A jeśli mu się nie chce, to niech tak gospodaruje pieniędzmi, by mu wystarczało. Takie pożyczanie jest dla mnie zrozumiałe tylko w kilku przypadkach:

1) Facet nie może znaleźć lepszej pracy (wtedy pomoc jest czymś naturalnym, ale jeszcze nikt nie znalazł lepszej pracy od oglądania tv)
2) Macie taki układ, że Ty więcej zarabiasz, a on w zamian np. zajmuje się domem.

Ja nie wyobrażam sobie jednego wspólnego konta. Mamy 3. Jedno jest wspólne, a do swoich prywatnych mamy nawzajem dostęp, ale nie po to, by brać te pieniądze na codzienne wydatki, tylko raczej na wszelki wypadek, gdyby któremuś z nas coś się stało. Nie dopłacałabym do faceta, jeśli nie zaszłaby jedna z 2 wymienionych sytuacji (wtedy to zrozumiałe). To trochę robienie z siebie frajerki. Faktycznie nie zdziwiłabym się, gdyby on odkładał część pieniędzy, bo nie wierzę, że nawet przy zarobkach 1200 zł pieniądze kończą się w połowie miesiąca. A jeśli za jakiś czas on Cię rzuci, Autorko, to tych pieniędzy już nie odzyskasz, a mogłabyś je odkładać jako własne zabezpieczenie na przyszłość.

13

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Nie mamy wspólnego konta. Raz płace rachunki ja raz ona, raz robię zakupy ja raz ona. Nie ma u nas kłótni. A nie. Mamy wspólne oszczędnościowe na które co miesiąc odkładamy trochę kasy, premie i dodatki żeby nie płacić kredytu hipotecznego z bieżącej pensji. Nie ma czegoś takiego jak pożyczanie. Braknie jej na krem bo było więcej wydatków to jej ten krem kupię, bo jak mnie trochę przyciśnie to wiem, że ona też mi kupi co będę potrzebował:)

14

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Hm, powiem tak, jak dla mnie to facetowi powinno byc wstyd, że kobieta go utrzymuje a on przed tv siedzi zamiast sobie znalezc jakies dorywcze prace, jesli nie moze znalezc lepszej. Swego czasu tez były miesiace, kiedy ja zarabiałam wiecej niz mój partner, ale z racji tego, że on miał początkowo u siebie mniejszą stawkę godzinową. Potem jak dostał wiecej to mielismy po równo zarobki. Ale widziałam, że chciał więcej zarabiac, bo źle się czuł kiedy ja przynosiłam więcej do domu. Za to chodził do sąsiadki swoich rodziców i wykonywał u niej jakies prace na podwórku, za które ona mu płaciła. Kobieta majętna, męża ma lenia, to się cieszy jak ktoś jej trawę skosi, drewno porąbie, w szopie uprzątnie. Nawet z ojcem na budowę jeździł w soboty, żeby zarabiać kasę. Więc jak ktoś chce, to może. Może gdyby partner autorki wykazywał chęć znalezienia lepszej pracy, albo imał się innych pozytecznych rzeczy, więcej jej pomagał, to jej nastawienie co do pozyczania lub utrzymywania byloby inne, a tak? Wcale jej się nie dziwię, że jest do tego uprzedzona.

15

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Jeszcze nie jestem w takiej sytuacji bo nie mieszkamy razem.
Jednak ja zarabiam wiecej niz moj facet i czuje ze tak by było.
On owszem zarabia mniej ale tez bez zbytniego wysilku. Nie probuje zarabiać wiecej.

Żyjemy osobno ale tez na innym poziomie.
On np wiecznie kombinuje jak zaoszczędzić tu 50 na czynszu, tu 50 na paliwie, skromnie je, skromnie sie ubiera. Nie jezdzi na wakacje.
Woli oszczędzać na czym sie da niz wziac sie do roboty i zarobic wiecej.
A moglby - ma dobre wykształcenie, własna firmę a po za tym fach w ręku ktorego nauczył go jego ojciec. Moglby wyremontować dwa puste mieszkania po rodzicach i je wynajmować.
Ale on nie chce....

I pewnie gdybyśmy zamieszkali razem byłoby u nas jak u was. Ja chcialabym utrsymac poziom zycia jak teraz a on zarabiałby nadal tyle ile obecnie i jemu poziom zycia lepszy potrzebny nie jest.
Wiec ja utrzymywałbym nas za moje większe pieniadze na lepszym poziomie.

Troche otwarlaś mi oczy na moj zwiazek swoja historia.
Dziekuje ....

16

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

To po co jesteście z takim mężczyzną, który wam ani ambicjonalnie, ani ekonomicznie nie odpowiada. Potem się tworzą takie dziwne chimery - ni to związek, ni to układ, nie ma wsparcia, "pożyczki", brak zaufania, pretensje.

17

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Nie ma czegoś takiego jak wspólny budżet, nie polecam nikomu! Kiedy jest dobrze to wszystko jest niby ok, ale jak tylko zaczynają się niesnaski albo rozstania, to się robi wtedy duży problem, np. jakieś wspólne kredyty itp... masakra! Niepotrzebne wspólne konto jest zupełnie i nie ma to nic wspólnego z zaufaniem!

18 Ostatnio edytowany przez Lenaa1983 (2015-05-09 13:15:43)

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
lifrinat napisał/a:

To po co jesteście z takim mężczyzną, który wam ani ambicjonalnie, ani ekonomicznie nie odpowiada. Potem się tworzą takie dziwne chimery - ni to związek, ni to układ, nie ma wsparcia, "pożyczki", brak zaufania, pretensje.

No właśnie nie wiem.
Nie chce zeby ktos bral mnie za materialistke. Nie jestem taka. Ale potrzebuje poczucia ze facet robi cos, ze sie stara, ze wykorzystuje swoje mozliwosci zeby zapewnić rodzinie finansowa stabilizacje. I naprawde nie chodzi mi turaj o jakies luksusy, wczasy na Majorce i trzy auta w garażu.
Mowie o całkiem przeciętnym zyciu.
Moj facet zamiast wtkorzystwac mozliwisci ktore ma a ma ich sporo wolo spędzać dnie na tym aby wymyslic jak zaoszczędzić 100 zł na miesiac. Gdyby ten czas przeznaczył na prace zarobiłby ze 2 tysiace.
Nie rozumiem tego zupełnie.

Ja tego wczesniej nie widzialam ale z czasem otwierają sie oczy .....

(Przepraszam za bledy - pisze z telefonu)

19

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

hm, my mamy wspolne konto i co? to zle? Odkad zamieszkalismy razem to mamy wspolna kase. Placimy razem rachunki, czynsz, robimy zakupy,  cos dla siebie kazdy kupi co mu potrzeba i wsio jest oki bez wypominania ze ty nie mozesz kupic w tym miesiacu spodni bo mniej zarobiles. Chore jakies..

20

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
duszyczka napisał/a:

hm, my mamy wspolne konto i co? to zle? Odkad zamieszkalismy razem to mamy wspolna kase. Placimy razem rachunki, czynsz, robimy zakupy,  cos dla siebie kazdy kupi co mu potrzeba i wsio jest oki bez wypominania ze ty nie mozesz kupic w tym miesiacu spodni bo mniej zarobiles. Chore jakies..

Nie przesadzajmy.
My mówimy o innej sytuacji. O takiej kiedy kobieta sie zapracowuję a facet siedzi przed tv zamiast wzmocnić budżet. A moglby.
Chciałabyś byc całe zycie kogos utrzymaniem? Bo jemu sie nie chce?

21

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Nie chcialabym i napisalam wyzej ze nie dziwie sie iz autorka ma takie podejscie, odpisalam jedynie na posty gdzie chyba jest zdrowa sytuacja finansowa a mimo to zarzekaja ze wspolne konto to zlo wcielone ktorego trzeba sie wyrzekac. Co kto woli. Ja na szczescie mam faceta ktorego sumienie bardzo rusza bo jako facet chce wiecej przynosic do wspolnego budzetu.. jesli   natomiastjest to len  zerujacy  na kobiecie to ona jako glowny  zywiciel domu powinna znalezc rozwiazanie lub  postawic  ultimatum.

22

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

A co to za różnica kto więcej zarabia...
Jeżeli partnerka więcej zarabia to więcej pieniędzy w związku.... jeżeli tutaj piszecie,że facet powinien wam dorównywać to już zaczyna się robić materialistycznie....
czyli można powiedzieć liczy sie dla was kasa....
jeżeli by partner stracił pracę... to wąt ze dwora... mam rozumieć..

23

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Paulo, jeżeli straciłby pracę i nie robił nic, zeby znaleźć inną, tylko by się byczył przed tv to chyba nic dziwnego, że nie chciałoby się zapierdzielać na jego leniuchowanie? Jeśli by się starał szukać pracy, byłby to stan przejściowy, to wtedy zrozumiałe, że chwilowo utrzymuje jedna osoba, ale wtedy druga musi jakoś zadośćuczynić, dbać o dom, zajmować się innymi sprawami, itp. A jeśli stan "szukania pracy" trwa bardzo długo i nie widać efektów to cóż... tak, won z dwora tongue

24

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
duszyczka napisał/a:

Paulo, jeżeli straciłby pracę i nie robił nic, zeby znaleźć inną, tylko by się byczył przed tv to chyba nic dziwnego, że nie chciałoby się zapierdzielać na jego leniuchowanie? Jeśli by się starał szukać pracy, byłby to stan przejściowy, to wtedy zrozumiałe, że chwilowo utrzymuje jedna osoba, ale wtedy druga musi jakoś zadośćuczynić, dbać o dom, zajmować się innymi sprawami, itp. A jeśli stan "szukania pracy" trwa bardzo długo i nie widać efektów to cóż... tak, won z dwora tongue

Przecież zrozumiałe jest w związku że jedno i drugie sobie pomaga...
Jak napisałaś: A jeśli stan "szukania pracy" trwa bardzo długo i nie widać efektów to cóż... tak, won z dwora:
Tak samo można było by potraktować kobietę....

25

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

No ile tu jest wątków typu "Jest nam ciężko, bo mąż pracuje całymi dniami, ale mało zarabia, a potem nie ma na mnie ochoty bo wraca zmęczony i nic nie pomaga w domu. A mógłby zarabiać więcej i mniej pracować". A sama siedzi w domu i zajmuje się dzieckiem zamiast pójść do pracy. A na takie uwagi reaguje złością, że przecież dziecka nie zostawi i dzieckiem ma się opiekować. A mąż powinien być w domu częściej i zarabiać więcej. Śmieszne.

26

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
paulo71 napisał/a:

A co to za różnica kto więcej zarabia...
Jeżeli partnerka więcej zarabia to więcej pieniędzy w związku.... jeżeli tutaj piszecie,że facet powinien wam dorównywać to już zaczyna się robić materialistycznie....
czyli można powiedzieć liczy sie dla was kasa....
jeżeli by partner stracił pracę... to wąt ze dwora... mam rozumieć..

Niby żadna. I jak dla mnie, facet nie musi zarabiać więcej ode mnie. Może mniej. Ale tyle, żeby był w stanie siebie utrzymać. Jednak dorosły, zdrowy facet, który nie jest w stanie utrzymać TYLKO SIEBIE, jest dla mnie trochę no... ciamajdą? wink A to jest niemęskie. tongue Może i materialistycznie, ale z drugiej strony to nie tak, że on ma zarabiać na mnie. Ja też bym się czuła źle z tym, że ktoś mnie musi utrzymywać. Jakbym co najmniej upośledzona była. Inna sprawa, to oczywiście wypadek czy CHWILOWE problemy z pracą - jasne, dam pieniądze, postaram się zrobić tak, żeby nie czuł się utrzymankiem, żeby to nie było upokarzające dla niego. I tego samego bym oczekiwała. Ale tylko tego i niczego więcej - na pewno nie ciągłego utrzymywania mnie. A daję tyle, ile oczekuję. wink

27

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Autorka też przedstawiła swojego mężna z określonej perspektywy. Nie wiemy jaka jest w domu. Może każdego dnia rzuci do swojego partnera mięsem: ty jesteś nic nie warty, nawet nie zarobisz tyle co ja. Potem przychodzi na forum i się żali: mój mąż siedzi tylko przed TV, a ja ciężko pracuję.

Ewidentnie, ze stylu wypowiedzi, a także z braku odzewu i kontynuacji rozmowy na forum, wynika, że autorka przyszła się tylko utwierdzić w przekonaniu, że układzik jest ok, że mąż to nierób i patałach, któremu tylko do 15 starcza.


Szkoda gadać. Ciekawe, czy gdyby mniej zarabiała od męża, czuła się spoko i cool jakby znalazła taki wątek, gdzie mąż obrabiałby jej tyłek, w stylu: siedzi w domu przed TV, moją żona, do 15 (!!!) jej starcza, pożyczki jej robię, leniwa i na nic się nie nadaje. Macie pomysł kobitki? Co robić z tają niedojdą i leniem? big_smile.

28

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Dziekuję Wam wszystkim:) DObrze wiem ,ze z perspektywy faceta to wyglada inaczej, bo w koncu nietrzadko to on utrzymuje kobiete - tego tez chcialabym uniknac. To wyglada tak ze on ma najnizsza krajowa, wiec jak odejmiemy z 300 na czynsz, z 300 na raty, z 200 na paliwo, to faktycznie nie zostaje duzo. Dlatego tak to pozniej wyglada. Ale tu musze stanac w jeg obronie, bo jak tylko ma pieniadze, jak tylko ma jakas premie, to kupilby dla mnie wszystko. Dla niego pieniadze nie sa wazne, dlatego wiem, ze ja bym swobodnie od niego maila pieniadze...tylko denerwuje mnie to "wypominanie", kiedy bedziemy mieli wspony bduzet. Kiedys mu powiedzialam ,ze wspolny budzet bedziemy mieli wrtedy, jak on bedzie dawal do niego tyle ile ja. Wiem, ze zrobilo mu sie przykro...ale kurcze jakos nie umiem teg przeklknac...ze mamy wspolnie krozystac z tej kasy,...mi sie wydaje, ze zrzucanie sie po np,. 1000 do wspolnego bduzetu jest bardziej fair...

29

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Lifrinat jestyem caly czas...ale pracuje po 12h i miedzy innyi dlatego nie mam na to czasu! Nie powiedzialam, ze jest nierob, nigdy i nigdzie nie wspomnialam ,ze mi przeszkadza zem alo zarabia! Inni zrobili to za mnie. Przeszkadza mi tylko to, ze mam mu nie pozyczac, ale dawac...tylko tylw...

30

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
problem25 napisał/a:

Dziekuję Wam wszystkim:) DObrze wiem ,ze z perspektywy faceta to wyglada inaczej, bo w koncu nietrzadko to on utrzymuje kobiete - tego tez chcialabym uniknac. To wyglada tak ze on ma najnizsza krajowa, wiec jak odejmiemy z 300 na czynsz, z 300 na raty, z 200 na paliwo, to faktycznie nie zostaje duzo. Dlatego tak to pozniej wyglada. Ale tu musze stanac w jeg obronie, bo jak tylko ma pieniadze, jak tylko ma jakas premie, to kupilby dla mnie wszystko. Dla niego pieniadze nie sa wazne, dlatego wiem, ze ja bym swobodnie od niego maila pieniadze...tylko denerwuje mnie to "wypominanie", kiedy bedziemy mieli wspony bduzet. Kiedys mu powiedzialam ,ze wspolny budzet bedziemy mieli wrtedy, jak on bedzie dawal do niego tyle ile ja. Wiem, ze zrobilo mu sie przykro...ale kurcze jakos nie umiem teg przeklknac...ze mamy wspolnie krozystac z tej kasy,...mi sie wydaje, ze zrzucanie sie po np,. 1000 do wspolnego bduzetu jest bardziej fair...

W którymś momencie przez to związek wam się rozpadnie... Wiesz, że zrobiło mu się przykro, a  nadal go krzywdzisz??? Czy dla ciebie pieniądze są najważniejsze?? Szkoda mi tego chłopa...

31

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
problem25 napisał/a:

Lifrinat jestyem caly czas...ale pracuje po 12h i miedzy innyi dlatego nie mam na to czasu! Nie powiedzialam, ze jest nierob, nigdy i nigdzie nie wspomnialam ,ze mi przeszkadza zem alo zarabia! Inni zrobili to za mnie. Przeszkadza mi tylko to, ze mam mu nie pozyczac, ale dawac...tylko tylw...

Czy wy jesteście małżeństwem? Serio, pytam, bo kwestia pożyczki w małżeństwie to jest grube hallo.

32 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-05-09 21:22:21)

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
lifrinat napisał/a:

Szkoda gadać. Ciekawe, czy gdyby mniej zarabiała od męża, czuła się spoko i cool jakby znalazła taki wątek, gdzie mąż obrabiałby jej tyłek, w stylu: siedzi w domu przed TV, moją żona, do 15 (!!!) jej starcza, pożyczki jej robię, leniwa i na nic się nie nadaje. Macie pomysł kobitki? Co robić z tają niedojdą i leniem? big_smile.

Ale tu nie chodzi o same zarobki, ale o to, że jemu nie wystarcza. Przecież nawet 1200 zł można rozsądnie zagospodarować, gdy nie ma się dzieci, problemów ze zdrowiem i innych tego typu dodatkowych wydatków. Na studiach miałam miesiące, gdy nie pracowałam i miałam na życie tylko 1400 zł ze stypendiów. Tzn. rodzice mi dawali pieniądze, ale nie ruszałam ich na codzienne życie, tylko odkładałam sobie na konto. Spokojnie wystarczało mi 1400 na jedzenie, wynajem pokoju, rachunki, bilet miesięczny, kosmetyki itp. Jeszcze mi się udawało trochę odłożyć. Nie wiem na co wydaje facet Autorki, bo to też zależy. Jeśli faktycznie na jakieś leki, to wtedy powinna mu pomagać i nie wypominać. A jeśli wydaje na fajki, piwska i imprezy, no to kopnęłabym takiego w tyłek. big_smile Te 400 zł wystarczyłoby mi na jedzenie i kosmetyki. Zwłaszcza, że jeśli gotuje się dla 2 osób i składa, to wychodzi taniej. Skoro on pożycza dodatkowe 400 zł, to ja nie wiem na co potrzeba mu aż 800 zł już po opłaceniu mieszkania, paliwa i rachunków. Wygląda mi to na dorzucanie się do zachcianek faceta. Pewnie, że mu pasuje taki układ, ma jak pączek w maśle. big_smile Dopłacasz mu 1/3 jego pensji. Zajmuje się chociaż za to domem, kiedy Ty pracujesz przez 12 h? Gotuje, sprząta? Bo jeśli tylko siedzi na tyłku, to ładnie się urządziłaś. big_smile

33

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
cslady napisał/a:
lifrinat napisał/a:

Szkoda gadać. Ciekawe, czy gdyby mniej zarabiała od męża, czuła się spoko i cool jakby znalazła taki wątek, gdzie mąż obrabiałby jej tyłek, w stylu: siedzi w domu przed TV, moją żona, do 15 (!!!) jej starcza, pożyczki jej robię, leniwa i na nic się nie nadaje. Macie pomysł kobitki? Co robić z tają niedojdą i leniem? big_smile.

Ale tu nie chodzi o same zarobki, ale o to, że jemu nie wystarcza. Przecież nawet 1200 zł można rozsądnie zagospodarować, gdy nie ma się dzieci, problemów ze zdrowiem i innych tego typu dodatkowych wydatków. Na studiach miałam miesiące, gdy nie pracowałam i miałam na życie tylko 1400 zł ze stypendiów. Tzn. rodzice mi dawali pieniądze, ale nie ruszałam ich na codzienne życie, tylko odkładałam sobie na konto. Spokojnie wystarczało mi 1400 na jedzenie, wynajem pokoju, rachunki, bilet miesięczny, kosmetyki itp. Jeszcze mi się udawało trochę odłożyć. Nie wiem na co wydaje facet Autorki, bo to też zależy. Jeśli faktycznie na jakieś leki, to wtedy powinna mu pomagać i nie wypominać. A jeśli wydaje na fajki, piwska i imprezy, no to kopnęłabym takiego w tyłek. big_smile Te 400 zł wystarczyłoby mi na jedzenie i kosmetyki. Zwłaszcza, że jeśli gotuje się dla 2 osób i składa, to wychodzi taniej. Skoro on pożycza dodatkowe 400 zł, to ja nie wiem na co potrzeba mu aż 800 zł już po opłaceniu mieszkania, paliwa i rachunków. Wygląda mi to na dorzucanie się do zachcianek faceta. Pewnie, że mu pasuje taki układ, ma jak pączek w maśle. big_smile

Ja nie wiem, ale pewne osoby, które tkwią jeszcze w jakimś myśleniu studencko-akademickim chyba nie powinny się wypowiadać w takich tematach. Z resztą, jak się okazało, autorka wychwala nagle lubego? Tylko pieniądze się nie zgadzają... smile.

34 Ostatnio edytowany przez Eileen (2015-05-09 22:36:22)

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
lifrinat napisał/a:

Szkoda gadać. Ciekawe, czy gdyby mniej zarabiała od męża, czuła się spoko i cool jakby znalazła taki wątek, gdzie mąż obrabiałby jej tyłek, w stylu: siedzi w domu przed TV, moją żona, do 15 (!!!) jej starcza, pożyczki jej robię, leniwa i na nic się nie nadaje. Macie pomysł kobitki? Co robić z tają niedojdą i leniem? big_smile.

Gdyby mi nie wystarczało do 15., to nie siedziałabym na tyłku przed TV, tylko szukała pracy takiej, jaka mi zapewni utrzymanie. Od niedojd i leni nie musiałby mnie wyzywać, bo sama bym się tak czuła. Co w tym dziwnego? Skoro jestem dorosła, zdrowa, nie mam 12-tki dzieci na utrzymaniu, a nie umiem NA SIEBIE zarobić, to widocznie jestem wybrakowana. smile Normalny dorosły człowiek jest w stanie na siebie zarobić. Albo jest leniwy. Albo niezaradny. Albo wygodny. A pomysł wspólnego budżetu w takiej sytuacji przez gardło by mi nie przeszedł - przecież równie dobrze mogłabym spytać "skarbie, a kiedy będę mogła wydawać Twoje pieniądze, bo nie  umiem zarobić własnych?".

I tak, wiem, mamy XXI wiek, ale jednak u faceta wygląda takie coś gorzej, niż u kobiety. Z mojej perspektywy - mimo że jestem jak najdalsza od "kobieta do garów, facet do roboty" - również.

Jakby autorka napisała, że wspiera partnera zawsze, a on jej dogryza, to miałaby prawo oczekiwać równowagi we wsparciu psychicznym? A dlaczego nagle w złym tonie jest chęć bycia z osobą, która będzie partnerem również pod względem finansowym? Serio, każda z krytykujących chciałaby utrzymanka? :>

Poza tym nie rozumiem oburzenia, skoro autorka nie wymaga tych pieniędzy ani dla siebie, ani w kwocie 10 tys. miesięcznie. Wymaga tylko tyle, żeby mu starczyło na utrzymanie. JEGO utrzymanie. Więc w ogóle jak można się z tym nie zgadzać? Źle, że autorka nie chce utrzymywać jego, ale on już nie musi utrzymywać nawet siebie? Czyli ona ma zamknąć buzię i pracować na dwie osoby, bo on to księżniczka jakaś, która nie musi prawie wcale? Boże... Od autorki wymagacie utrzymywania dwóch osób. Od niego - ani jednej. Coś chyba nie tak?

35

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Eileen dobrze mówi...ja wcale nie oczekuję, ze on będzie zarabiał 10 tysięcy...tylko żebym nie musiała mu "oddawać" swoich pieniedzy.
Wiem tylo, ze na macierzymskiem moze sie to odwrocic i ze pozyczna w malzenstwie, to cos nie halo...
Szczegolnie ,ze i pomaga i ugotuje...wiem tez, ze jak beda wspolne, to to nie bedzie 400zł, tulko duzo wiecej..ile naznieramy, tyle bdzie wspolne...to nie jest tak ,ze jam u zaluje...tylko ze wolalabym jedka miec jakies rozgraniczenie..zarabiac trochen a siebie...nie tlunmaczyc sie, czemu nie chce "dodac kasy do wspolnego budzetu"...

36

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
problem25 napisał/a:

tylko żebym nie musiała mu "oddawać" swoich pieniedzy

Aaaa, tutaj cie boli smile. Proponuje albo zmienic poglady, albo meza, albo znalezc rozwiazanie.

37 Ostatnio edytowany przez problem25 (2015-05-10 08:39:46)

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Lifrinat, z ciekawości zapytam...negujesz kwestie pożyczki a to Ty bierzesz od męża, czy on od Ciebie? Bo to dość istotne..jeśli Ty od męża, to pewnie, że negujesz, bo nie chcesz od niego pożyczać. Jeśli jest odwrotnie, no to szacun smile.
W jaki sposób go krzywdzę? Nie chcąc mu oddawać MOICH pieniędzy? A czemu w takim razie role się nie odmienią, to ja sobie wrócę o 16tej, odpalę kompa, wezmę chipsy, lakier do paznokci i powiem...Kochanie, kasa mi się skończyła, dasz?
Otoczenie ma do mnie pretensje, że nie gotuję (nie lubię, jem w pracy a na śniadanie i kolacje jem proste rzeczy, gotuje tylko w weekend), nie robie narzeczonemu kanapek (no jak to tak?) i jeszcze do tego, że kasy mu nie oddaję...
Cały remont naszego wspólnego mieszkania (formalnie moje) zrobiłam z własnych pieniędzy...od niego jest jeden sprzęt na raty (zasugerowałam mu...) i jakieś tam budowlane pierdółki - NIE MAM pretensji, w końcu to moje mieszkanie. Kredyt na mieszkanie spłacam sama (on nie ma jak się dołożyć)...- NIE MAM pretensji, w końcu to moje mieszkanie (ale trzeba na to zarobić) a otoczenie i tak oczekuje, że to mieszkanie będzie nasze...cholera, czy ja wymagam tak wiele? Nie mam sił już...:(.
Czasem, kiedy wszyscy jadą nad wodę, kiedy jest piękna pogoda, kiedy zmęczenie daje się we znaki, kiedy otoczenie na mnie siada, mam ochotę zrezygnować z drugiej pracy, zarabiać tyle co on i mieć wszystko w...:(. I wrócić do starego podziału ról...bo nawet koledzy mnie nie rozumieją...bo sami przecież dają więcej i pretensji nie mają...


Eilen jeszcze raz bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję, bardzo trafnie to ujęłaś:)
LIfrinat Tobie też dziękuję, nie przyszłam tu, żeby mnie ktoś pogłaskał:)

38

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Ja bym nie oddawała pieniędzy z jednego względu. Dobrze jest mieć swoje oszczędności na wypadek np. choroby. Dlatego nie oddawałabym facetowi pieniędzy, które mogę przeznaczyć na czarną godzinę. Do tego zdrowemu facetowi, któremu nie chce się mieć lepszej pracy, bo woli oglądać tv. Na emeryturę też nie mamy co liczyć, więc dodatkowe pieniądze odkładałabym sobie jako zabezpieczenie zamiast utrzymywać kogoś, komu potrzeba aż 800 zł na jedzenie i własne wydatki.

39

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Chce wziąć ślub? Nie bierzcie. To nie ma sensu.

40

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Problem25

Z tego co piszesz to niezdrowy układ.
Czyli on ma na free super mieszkanie za ktore Ty płacisz i ktore Ty urządziłas?

Ja rozumiem ze to Twoj facet ale facet - nie maz.
Ty masz zasuwać i dawac mu pieniadze? A on Cie np zostawi za rok czy trzy?

Masz jakies oszczędności? Myslisz o tym?

Ja bym twardo podzieliła rachunki i wydatki na pol.
Darowałbym mu ostatnia pożyczkę zeby nie musiał oddawać z następnej pensji bo rozumiem ze on tak w kolko? I od następnej pensji powiedziałabym mu ze od teraz tak gospodaruje swoimi pieniędzmi na ile ma.
To dorosły facet - jak nie na na piwo to niech nie pije. Jak bedzie dziecko to tez stwierdzi ze na pieluchy nie ma to nie ma - siadam przed tv i czekam az ktos mi pożyczy?

41

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
problem25 napisał/a:

Lifrinat, z ciekawości zapytam...negujesz kwestie pożyczki a to Ty bierzesz od męża, czy on od Ciebie? Bo to dość istotne..jeśli Ty od męża, to pewnie, że negujesz, bo nie chcesz od niego pożyczać. Jeśli jest odwrotnie, no to szacun smile.
W jaki sposób go krzywdzę? Nie chcąc mu oddawać MOICH pieniędzy? A czemu w takim razie role się nie odmienią, to ja sobie wrócę o 16tej, odpalę kompa, wezmę chipsy, lakier do paznokci i powiem...Kochanie, kasa mi się skończyła, dasz?
Otoczenie ma do mnie pretensje, że nie gotuję (nie lubię, jem w pracy a na śniadanie i kolacje jem proste rzeczy, gotuje tylko w weekend), nie robie narzeczonemu kanapek (no jak to tak?) i jeszcze do tego, że kasy mu nie oddaję...
Cały remont naszego wspólnego mieszkania (formalnie moje) zrobiłam z własnych pieniędzy...od niego jest jeden sprzęt na raty (zasugerowałam mu...) i jakieś tam budowlane pierdółki - NIE MAM pretensji, w końcu to moje mieszkanie. Kredyt na mieszkanie spłacam sama (on nie ma jak się dołożyć)...- NIE MAM pretensji, w końcu to moje mieszkanie (ale trzeba na to zarobić) a otoczenie i tak oczekuje, że to mieszkanie będzie nasze...cholera, czy ja wymagam tak wiele? Nie mam sił już...:(.
Czasem, kiedy wszyscy jadą nad wodę, kiedy jest piękna pogoda, kiedy zmęczenie daje się we znaki, kiedy otoczenie na mnie siada, mam ochotę zrezygnować z drugiej pracy, zarabiać tyle co on i mieć wszystko w...:(. I wrócić do starego podziału ról...bo nawet koledzy mnie nie rozumieją...bo sami przecież dają więcej i pretensji nie mają...


Eilen jeszcze raz bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję, bardzo trafnie to ujęłaś:)
LIfrinat Tobie też dziękuję, nie przyszłam tu, żeby mnie ktoś pogłaskał:)

Myślę, że jeszcze trochę i wybuchniesz z tej wściekłości na świat, że ty masz tak ciężko (kto ci każe na 2 etaty pracować? długi jakieś masz? dzieci na wychowaniu, czy po prostu lubisz mieć dużo kasy, posiadać pieniądze?), a inni jedzą chipsy i siedzą przed TV, albo ze znajomymi wyjeżdżają w wolnym czasie nad jezioro smile.

Ponawiam swoje pytanie: po co ty jesteś z tym facetem, nie odpowiada ci on w ogóle, masz tylko pretensje, że nic nie robi, nie zarabia, nie dokłada się do kredytu, nie inwestuje w mieszkanie, pożycza od ciebie pieniądze, wymaga od ciebie, abyś się z nim dzieliła własnymi pieniędzmi. No po co z takim darmozjadem jesteś. I tak go nie szanujesz, może on też ciebie nie (a może ma po prostu inne spojrzenie na kwestie pieniędzy w związku. zobacz z jakiej rodziny ty pochodzisz, jak tam był układ ekonomiczny).

Po cholerę ci takie coś? Masz własne mieszkanie, odkładaj te pieniądze w skarpetę, po cholerę szarpiesz się z kimś, z kim nie chcesz się dzielić materialnie. No po cholerę zatruwasz sobie i jemu (albo on tobie) życie? Żyj sobie jako szczęśliwa singielka, dobrze zarabiająca, we własnym mieszkaniu. Przyjaciół chociaż masz, czy też nie masz czasu nawet zadbać...?

42

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Dokładnie to nie ma żadnego sensu. Znajoma się męczyła z takim gościem przez parę lat. Parę razy chciała go wywalić z chaty, ale zawsze jakoś teście ją ubłagali żeby dała mu szansę. Ale tam nawet chęci poprawy nie było. Ona robiła na dwa etaty, on albo coś dorywczego albo siedział w chacie i nic nie robił. Nawet nie posprzątał czy obiadu nie zrobił. No i już ich nie ma razem. Rozwód dostała bez problemu z orzeczeniem o winie. U Ciebie autorko wszystko do tego zmierza. Niesnaski jeśli chodzi o kasę zawsze tak się kończą i to już nie ma znaczenia czy zarabia mniej kobieta, czy facet. Ślub jeśli macie zamiar go wziąć byłby głupotą.

43

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Dołączę się do tych, co czarno widzą ten związek. Małżeństwo to wspólna przyszłość, a tutaj dwie osoby mają dokumentnie odmienne zapatrywania na podwaliny tej przyszłości. Jedna by chciała żyć na przyzwoitym poziomie, drugiej wystarczy wegetacja. To się nie da pogodzić. Nawet jeśli autorka uznałaby za swoją powinność utrzymywanie męża to takie ustępstwo zaowocuje stoponiową utratą szacunku do niego, ona w końcu przestanie widzieć w nim faceta.

Autorko, wspominasz o macierzyńskim. Na jakiej podstawie Ty wydedukowałaś, że on Ci pomoże finansowo?. Jeśli w obecnej sytuacji zdcydujecie się na dziecko - to Ty będziesz to dziecko samodzielnie utrzymywać. Bo, skoro ktoś nie jest w stanie utrzymać sam siebie, to tym bardziej nie dołoży się do utrzymania dziecka. A skoro jego jedynym pomysłem na poprawę sytuacji finansowej (swojej) jest wspólny budżet to raczej nie jest to deklaracja przyzwoitej sytuacji finansowej przyszłej rodziny.

To trudny temat, bo lawiruje po cienkiej granicy społecznej akceptacji. Ociera się o chwytliwe hasła: "miłość" i "materializm".  Rozdzielność finansowa nie cieszy się społecznym uznaniem. Ale...zwolennicy wspólnego budżetu jakoś sprytnie pomijają kwestię wspólnej odpowiedzialności. Jeśli obie strony w podobnym stopniu poczuwają się do odpowiedzialności za ten budżet - to ok, można mieć wspólny. Jeśli jednak "wspólny" budżet to wkład jednej strony i korzystanie drugiej to co to wspólnota? Dla idei "bo tak trzeba w małżeństwie"? A przypadkiem w małżeństwie nie trzeba dokładać wszelkich starań, żeby zapewnić rodzinie jakieś przyzwoite warunki finansowe? Zadowolenie się najniższą krajową i rozpłąszczenie się przed tv po wyrobieniu tejże najniższej krajowej nie jest zapewnieniem rodzinie niczego.

Gdyby partner akceptował ilość pracy autorki, gdyby deklarował opiekę nad przysżłymi dziećmi, zajmowanie się domem itp - mogliby przyjąć model, że jedna strona dba o byt, druga o domowe ognisko. Ale tu jest brak kasy połączony z chęcią korzystania z kasy osoby, której zarzuca się nadmiar pracy. Zero logiki, zero podstaw do stworzenia harmonijnego związku. Klapa - wcześniej czy później.

44

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Wybaczcie, ale zwijam się ze śmiechu. big_smile Facet mieszka w dodatku w mieszkaniu autorki, nie płaci za żaden wynajem, nie spłaca kredytu i NIE MA PIENIĘDZY? Przecież to jest jakaś paranoja. big_smile big_smile Z tego, co napisane, on nie ma praktycznie żadnych wydatków. Boże... big_smile

Problem25, ja się zgadzam z Vinngą, niestety. O jakim Ty wsparciu w związku z dzieckiem myślisz? On nie ma NA SIEBIE, skąd będzie miał wziąć fundusze, żeby utrzymywać dziecko czy pomóc Tobie na macierzyńskim? A jeśli uważasz, że wtedy weźmie się za siebie i coś zrobi, to dlaczego nie zrobi tego teraz, jeśli ma możliwość? Sądzisz, że to w porządku? Że póki może, to żeruje na Tobie, nie myśli o tym, żeby Cię odciążyć choćby z wydatków na niego samego, a do pracy pójdzie dopiero, jak to będzie konieczne? A nie ze zwykłej chęci pomocy Tobie w formie niewyciągania od Ciebie pieniędzy? I on jeszcze ma pretensje o ilość pracy i o to, że nie ma wspólnego budżetu... Przecież to naprawdę tak, jakby pytał "kiedy będę mógł robić z Twoimi pieniędzmi, na co mam ochotę?". Serio, nie zwracaj uwagi na koleżanki i całą resztę, bo to chodzi o TWOJE pieniądze i to TY się wpakujesz w związek z osobą, która zamiast coś wnieść w kwestii finansów, to wyciąga.

45

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
Eileen napisał/a:

Wybaczcie, ale zwijam się ze śmiechu. big_smile Facet mieszka w dodatku w mieszkaniu autorki, nie płaci za żaden wynajem, nie spłaca kredytu i NIE MA PIENIĘDZY? Przecież to jest jakaś paranoja. big_smile big_smile Z tego, co napisane, on nie ma praktycznie żadnych wydatków. Boże... big_smile

Nie zawsze zgadzam się z Eileen , ale w tym wątku zgadzam się całkowicie.
Gdyby pytanie postawione w tytule wątku było teoretyczne, to mogłabym odpowiedzieć inaczej.
Ale w sytuacji Autorki jest inna strona medalu. Sama różnica w dochodach nie musi stanowić problemu (u mnie taka różnica jest). Problemem jest podejście partnera Autorki. Przy takim podejściu nie wyobrażam sobie wspólnego budżetu. Prawdę mówiąc, to nie wyobrażam sobie wspólnego życia.
Przyłączam się do zdania tych, którzy kiepsko widzą prognozy na przyszłość tego związku.

46

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
M?rtainn napisał/a:

Nie mamy wspólnego konta. Raz płace rachunki ja raz ona, raz robię zakupy ja raz ona. Nie ma u nas kłótni. A nie. Mamy wspólne oszczędnościowe na które co miesiąc odkładamy trochę kasy, premie i dodatki żeby nie płacić kredytu hipotecznego z bieżącej pensji. Nie ma czegoś takiego jak pożyczanie. Braknie jej na krem bo było więcej wydatków to jej ten krem kupię, bo jak mnie trochę przyciśnie to wiem, że ona też mi kupi co będę potrzebował:)

U nas identycznie, nawet z tym kontem na kredyt hipoteczny smile
Aha, kiedy poznałam męza, też zarabiał duzo mniej ode mnie, ale do głowy by mu nie przyszlo o cokolwiek prosić. Jeszcze na sobie oszczedzał, zeby mnie kupowac prezenty.

47

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Generalnie to nie powinno to być problemem. Można być szczęśliwy tym że np można pomóc w domu. Nie oszukujmy się dziś trzeba się napracować aby zarobić  więcej więc coś kosztem czegoś . A prezencik od czasu do czasu jest miły nie ważne ile kosztował. Może to być zwykły lakier hybrydowy, byle by prezent był szczery.

48 Ostatnio edytowany przez problem25 (2015-05-11 19:58:39)

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Powiem tak - mi ten układ odpowiada. Za wynajem płaci, wszystkie rachunki tez płaci, tylko kredyt jest na mnie. On zarabia 1200, po czynszu, kredycie na auto itp. zwyczajnie wiele nie zostaje. Jesteśmy bardzo zgraną parą i mi ta roznica w zarobkach absolutnie nie przeszkadza. Ja bym po prostu chciała, żebyśmy się składali po X pieniędzy i już. Wiem, że nie muszę pracować, ale w pierwszej pracy mam większośc dzieki prowizji a to oznacza, że to raz jest a raz nie ma. A opłat też sporo, bo koło 1000. Dlatego wolę pracować na dwa etaty, jest łatwiej. Ale układa nam się znakomicie, nigdy to nie było problemem. Co więcej, narzeczony mki nieraz mówi, że jak on xacznie zarabiać wiecej, to nie będzie podziału, bo on został tak wychowany, Z tym, że ja nie weznme tych pieniedzy. Ja nie lubie byc na czymis utrzymaniu. Ale nie umiem tez zaakceptowac, ze jakies tam rowery,w yjazdy maja byc "ze wspolnych", czyli z moich..ale z Waszej dyskusji wynika, ze jestem jedyna w takim podesjciu....

Poza tym przeciez wiekszosc mezcyzn tak utrzymuje kboiety i one nie widza w tym nic zlego..wiec moze ja tez nie powinnam smile

49

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Nie wyobrażam sobie z kimś żyć i dzielić czegokolwiek na moje i twoje nawet kasy i nawet jak on siedzi przed tv. Tak to sobie dzielić mogę jak ze znajomymi mieszkanie wynajmuję, a życiowy partner to chyba ktoś więcej niż znajomy żeby go dokładnie w ten sam sposób traktować.

50

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
problem25 napisał/a:

Ale nie umiem tez zaakceptowac, ze jakies tam rowery,w yjazdy maja byc "ze wspolnych", czyli z moich..ale z Waszej dyskusji wynika, ze jestem jedyna w takim podesjciu....
Poza tym przeciez wiekszosc mezcyzn tak utrzymuje kboiety i one nie widza w tym nic zlego..wiec moze ja tez nie powinnam smile

A skądże Ty te wnioski wyciągasz? Bo ja widzę w tym wątku przewagę opinii, że Twój facet zwyczajnie na Tobie żeruje, że wspólna kasa w waszym związku to zły pomysł. Więc skąd Twoje przeświadczenie, że "jesteś jedyna w takim podejściu"?
Drugi hit - większość mężczyzn? Na pewno czasem tak się zdarza, ale ja nie znam ani jednej kobiety w moim otoczeniu, która nie zarabiałaby na swoje utrzymanie, wiele z nich zarabia więcej od swoich partnerów.

Zresztą - tak jak zauważyła Luc - tu nie chodzi o kwoty, ale o podejście. Twój partner czeka na przyzwolenie, żeby zacząć legalnie korzystać z Twoich pieniędzy. Karmi Cię obietnicami: "jak on będzie więcej zarabiać". Ale...on raczej nie ma predyspozycji, żeby więcej zarabiać. Chyba, że "wiecej" oznacza podwyżkę o 50zł co kilka lat. Jeśli jego satysfakcjonuje najniższa krajowa, jeśli on nie ma ambicji poszukać dodatkowego źródła dochodu w sytuacji, kiedy nie wystarcza na JEGO wydatki, w końcu - kiedy on ma pretensje, że za dużo pracujesz - to on zwyczajnie nie widzi potrzeby dbania o sytuację finansową związku. I wszystko jest pięknie, dopóki motylki fruwają. Ale motylki szybko zdechną, jak będziesz notorycznie pracować obok partnera oglądającego TV, kiedy zmęczona tę pracę w końcu skończysz to usłyszysz wyrzuty, że nie poświęcasz mu odpowiedniej ilości czasu, a za chwilę zauważysz, że ubyło kilka stówek ze WSPÓLNEGO konta, na które wplacasz głównie Ty.
I jest jeszcze urok wspólnych planów. Ciekawe jak długo będzie podobało Ci się finansowanie wspólnych wyjazdów, remontów, większych zakupów - przecież on Ci nie dołoży, skoro nie ma na podstawowe wydatki tylko na siebie...

51

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Ale są tez glosy, że podzialu nie ma...ze wszyscy maja wspolne pieniadze. Dobrze mowisz, bo tak to wlasnie bedzie. Ze bedziemy gdzies jechac, czy cos i to bedzie szlo z mojej kasy...dlatego na razie, jak obcy, "pozyczam mu". Wtedy przynajmniej wiem, ze on mi odda. I ze ta kase moge zaiwnestowac w cokolwiek, chocby i dalszy remotn. to nei ejst tak, ze za ja robie zakupy za 50zl i on tez tak musi...to wlasnie chodzi o te drozsze wydatki typu wyjazdy itp.

52 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-05-12 09:59:37)

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Wspolnego konta mozna nie miec, sam go nie mam, bo to jest tez kwestia odpowiedzialnosci i powstrzymywania sie od pokus i "niespodziewanych" wydatkow. Jednak kiedy obie osoby zarabiaja rozne kwoty nie widze innego wyjscia jak:

Wydzielenie z kazdej pensji 3 baz, czyli

A. kwoty na wydatki zyciowe, ktore moze byc podzielona celowo, np. zywnosc, ubranie, dziecko, rozwrywki, inne

B. kwoty do wlasnej dyspozycji

C. kwoty na osczednosci i zobowiazania dlugoterminowe (oszczednosci moga byc na wspolne lub swoje konto)

przy czym przy nierownych zarobkach kwoty nie sa sobie rowne (dokladanie sie po "rowno" powinno uwzgleniac mozliwosci

np. 3 warianty, min. + srednia, ponizej sredniej+urlop m., dwie srednie lub wyzej

osoba 1 2, kwota wydatkow na zycie 2000zl/mies.

                     wariant 1                                                          wariant 2                                                                wariant 3
               1.300zl      3.000zl                                            2.500zl   300zl                                                       3.000zl  4.000zl

A.              500zl      1.500zl                                             2.000zl   0zl                                                           1.250zl 1.250zl

B.              300zl       500zl                                                 300zl  100zl z puli partnera                                     500zl  750zl

C.               500zl      1.000zl                                              100zl 0zl                                                              1.250zl  2.000zl

przeanalziujcie to zrozumiecie o co mi chodzi:

A. Parnerzy dokladaja sie nie rowno do wydatkow domowych w zaleznosci od swoich zarobkow

B. Partnerzy zostawiaja cos na wlasne wydatki (w zaleznosci od wlasnych dochodow) a partner ktory nie zarabia otrzymuje od drugiego symboliczna (100-200zl) kwote na wlasne wydatki

C. Parnerzy odkladaja czesc zrodkow na inwestycje, w siebie, dom ,dziecko, wspolne spedzane czasu, realizacje planow

X. Jesli zarobki sa zbyt male rezygnujemy z ktoregos z punktow w tym C. ew. ograniczajac B. do 50-100zl, czy probujac wygospodarowac cos z A. dla B.

bo takie sa Polskie realia.

Tak to u mnie fukcjonuje, z tym ze wydatki na zycie mam wieksze (wiecej i starsze dzieci). Partner ktory wiecej zarabia ma wieksze mozliwosci oszczedzanai i wydawanai na siebie, nie zaniedbujac innych sfer. To jest chyba oczywiste zwlaszcza dla faceta. Gdyby kobieta zarabiala wiecej to mysle ze rowniez do tego bym sie dostosowal z tym ze wspolne wydatki z puli C. zawsze mozna razem przedyskutowac.

53

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

A ja mam swoje konto, a żona swoje. Ona dochody ma mniejsze, ja teoretycznie nie wiem ile ona ma pieniędzy i na co je wydaje. Ja "swoje" wydaje na opłacenie wszystkich wspólnych rachunków, na jedzenie, chemię do domu i takie tam, i w sumie na tzw. własne potrzeby wydaję grosze. Jakieś fajki, a teraz płyn do e-papierosa, abonament na internetową grę i w zasadzie to wszystko. Ona wydaje swoje np. na ubrania dla dzieci, na jakieś swoje ciuchy, fryzjera itp. Teraz np. na komunię dziecka. Czasem ją poproszę aby mi pożyczyła jakąś sumę. Jeśli chodzi o moje konto, to służy ono do opłacenia kosztów naszego życia więc jeśli marudzę kiedy on chce kasę, to dlatego, że mam wyliczone ile "mnie" potrzeba na te opłaty itd. i po prostu nie widzę możliwości wydania pieniędzy na coś innego. Kiedy mam większy przypływ gotówki, to marudzę na zapas lol

54

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
problem25 napisał/a:

Powiem tak - mi ten układ odpowiada. Za wynajem płaci, wszystkie rachunki tez płaci, tylko kredyt jest na mnie. On zarabia 1200, po czynszu, kredycie na auto itp. zwyczajnie wiele nie zostaje. Jesteśmy bardzo zgraną parą i mi ta roznica w zarobkach absolutnie nie przeszkadza. Ja bym po prostu chciała, żebyśmy się składali po X pieniędzy i już. Wiem, że nie muszę pracować, ale w pierwszej pracy mam większośc dzieki prowizji a to oznacza, że to raz jest a raz nie ma. A opłat też sporo, bo koło 1000. Dlatego wolę pracować na dwa etaty, jest łatwiej. Ale układa nam się znakomicie, nigdy to nie było problemem. Co więcej, narzeczony mki nieraz mówi, że jak on xacznie zarabiać wiecej, to nie będzie podziału, bo on został tak wychowany, Z tym, że ja nie weznme tych pieniedzy. Ja nie lubie byc na czymis utrzymaniu. Ale nie umiem tez zaakceptowac, ze jakies tam rowery,w yjazdy maja byc "ze wspolnych", czyli z moich..ale z Waszej dyskusji wynika, ze jestem jedyna w takim podesjciu....

Poza tym przeciez wiekszosc mezcyzn tak utrzymuje kboiety i one nie widza w tym nic zlego..wiec moze ja tez nie powinnam smile

Problem25, ale czy Ty nie dostrzegasz, że na razie to TY pracujesz na dwa etaty, a nie on? Nie uważasz, że jeśli to jemu brakuje pieniędzy, to on powinien iść do drugiej pracy? Poza tym, zostawiając już kwestie materialne, kto i ile zarabia, bo poglądy ludzie mają na ten temat różne, to przecież on powinien to zrobić chociażby po to, żeby Tobie pomóc. Bo to już nie chodzi tylko o to, kto kogo utrzymuje, tylko o to, że Ty jedna praca, druga praca, w domu pracujesz też, jak pisałaś, a on siedzi w tym czasie przed TV.

Chodzi mi o to, że jeśli ktoś chce mieć wspólny budżet przy takiej dysproporcji zarobków, to jego sprawa. Ale czy nie sądzisz, że on choćby dlatego, że Cię kocha, powinien ruszyć się do innej pracy, żebyś Ty nie musiała tyle pracować? Ja sobie po prostu nie wyobrażam, że ja się lenię w domu, a facet zasuwa na jednym etacie,  na drugim, żebym JA MIAŁA.

55

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
problem25 napisał/a:

Ale są tez glosy, że podzialu nie ma...ze wszyscy maja wspolne pieniadze. Dobrze mowisz, bo tak to wlasnie bedzie. Ze bedziemy gdzies jechac, czy cos i to bedzie szlo z mojej kasy...dlatego na razie, jak obcy, "pozyczam mu". Wtedy przynajmniej wiem, ze on mi odda. I ze ta kase moge zaiwnestowac w cokolwiek, chocby i dalszy remotn. to nei ejst tak, ze za ja robie zakupy za 50zl i on tez tak musi...to wlasnie chodzi o te drozsze wydatki typu wyjazdy itp.

U mnie też podziału nie ma. Mamy wspólne, zarówno pieniądze, jak i rzeczy materialne. Nie istnieją w związku z tym żadne pożyczki.
Ale już pisałam, że nie w tym problem. Problem jest w podejściu Twojego partnera.
U mnie oboje przykładamy się na max do utrzymania domu, nie tylko jeśli chodzi o stronę finansową.

Z drugiej strony piszesz:

problem25 napisał/a:

Powiem tak - mi ten układ odpowiada.

to nie rozumiem w takim razie w czym jest problem?
Skoro Ci taki układ odpowiada.
A może jednak nie...

56

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Od zawsze pracuję na dwa etaty, także już przywykłam. Z tym,że mój były zarabiał porównywalnie i po prostu mielismy pewna kwote, ktora odkladalismy do wspolnego budzetu. Teraz z tym jest problem, tak jak pisalam wczesiej. Wspolnego konta na pewno miec nie bedziemy, chyba ze takie, na ktore sami wrzucamy kase a nie takie, na ktore przychodza nam pieniadze.
W domu dzielimy sie mniej wiecej po polowie, tzn sprzatamy po polowie, co do gotowania, to tylko narzeczony gotuje. Takze mozna powiedziec, ze w tym wzgledzie jest okej.

Nie pasuje mi tylko to, ze w prawie kazdej rodzinie zaeobki sa wspolne i on tez do tego dazy. NMysle ze gdybym miala takie zarobki po 8h pracy, to tez patrzylabym ianczej, bo jendnak jakos latwiej. A jednak to popoludniowe obciazenie, niemoznosc robienia pewnych rzeczy, ciagle zajeta glowa, to swoje robi. a do tego pretensje, czemu juz idziesz spac...czemi sie nie usmiechasz...czemu ciagle o czyms myslisz...czemu rozliczamy sie po polowie...czemu doliczasz mi to do dlugu...czasem to meczy. Dlatego napisalam tego posta...bo troche juz jestem padnieta tym...dzien w dzien do tej 22 praca...z chwila oddechu po jednej pracy....i codziennie to samo...to meczy czlowieka...szczegolnie jak na dworze ladnie albo znajomi nęcą "koktajlem"... smile

57

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?
problem25 napisał/a:

Od zawsze pracuję na dwa etaty, także już przywykłam. Z tym,że mój były zarabiał porównywalnie i po prostu mielismy pewna kwote, ktora odkladalismy do wspolnego budzetu. Teraz z tym jest problem, tak jak pisalam wczesiej. Wspolnego konta na pewno miec nie bedziemy, chyba ze takie, na ktore sami wrzucamy kase a nie takie, na ktore przychodza nam pieniadze.
W domu dzielimy sie mniej wiecej po polowie, tzn sprzatamy po polowie, co do gotowania, to tylko narzeczony gotuje. Takze mozna powiedziec, ze w tym wzgledzie jest okej.

Nie pasuje mi tylko to, ze w prawie kazdej rodzinie zaeobki sa wspolne i on tez do tego dazy. NMysle ze gdybym miala takie zarobki po 8h pracy, to tez patrzylabym ianczej, bo jendnak jakos latwiej. A jednak to popoludniowe obciazenie, niemoznosc robienia pewnych rzeczy, ciagle zajeta glowa, to swoje robi. a do tego pretensje, czemu juz idziesz spac...czemi sie nie usmiechasz...czemu ciagle o czyms myslisz...czemu rozliczamy sie po polowie...czemu doliczasz mi to do dlugu...czasem to meczy. Dlatego napisalam tego posta...bo troche juz jestem padnieta tym...dzien w dzien do tej 22 praca...z chwila oddechu po jednej pracy....i codziennie to samo...to meczy czlowieka...szczegolnie jak na dworze ladnie albo znajomi nęcą "koktajlem"... smile

Sama sobie to wszystko zrobiłaś? Masz jakieś marzenia, czy tylko praca i praca? smile. Poza tym, co ty zamierzasz ze swoim "problemem" zrobić? Co postanowiłaś? Czy wątek był ci potrzebny tylko do upewnienia się w swojej racji i poglądach?

58 Ostatnio edytowany przez problem25 (2015-05-13 22:15:14)

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Tak, odkąd kiedyś miałam możliwość drugiego zarobku, tak to ciągnę. Nie zrezygnuję z tego tylko dlatego, zeby miec czas. W końcu na marzenia tez trzeba zarobic a jakie sa zarobki w Polsce, kazdy wie:)

A Ty Lifrinat co robisz po pracy, jak realizujesz marzenia:)?

59

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

boze swiety czemu ja tego watku nie przeczytalam przed slubem.....ech...aha wiem wtedy zarabialam mniej od meza i bylo inaczej, teraz mam 2 razy wiecej niz on a jemu jakby to pasowalo

60

Odp: Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Temat trudny w naszym kraju... postępowym, ale nadal hołdującym katolickiej zasadzie małżeństwo, rodzina, wspólnota. Matka polka wychowująca dzieci i mąż zdobywca, żywiciel rodziny... i jeżeli jest inaczej to już wrony zakraczą, rodzice i teście się oburzą, przyjaciółki skrytykują.
Czasy się zmieniły, kobiety chcą więcej, sięgają po więcej, samo-stanowią o sobie i chcą decydować o sobie i swoich zarobkach. A mężczyźni niekoniecznie tych zmian chcą.

Związek powinien być satysfakcjonujący dla obu partnerów. Sprawy wspólnego życia w tym finansów powinny zostać omówione zawczasu. Mamy bowiem prawo mieć inne poglądy na kwestie finansowania związku.

vinnga ma racje. Pisze mądrze, rzeczowo i obiektywnie. Ale często w związku na początku rządzi miłość , a logika przychodzi za późno. Założyłam wątek w tym temacie, wiele różnych opinii w zależności od tego co ludzie wynieśli z domu, co przeżyli i czy ich model sprawdza się.

Powiem jedno... nigdy nie doczekałam tego momentu kiedy to partner/mąż miał mi pomagać... to moja pomoc była niekończącą się historią. Niezależnie od tego czy jesteśmy w związku sami czy pojawi się dziecko... nie ma co liczyć, że to zdarzenie nagle zmieni podejście partnera i nagle zacznie zarabiać więcej i utrzymywać rodzinę.

A podsumowując: górnolotne słowa "miłość" "małżeństwo" jeszcze nikogo nie nakarmiły. To nie słowami i miłością płaci się za rachunki i jedzenie. A związek jest jak spółka, powinien przynosić korzyści wspólnikom /niekoniecznie po równo i niekoniecznie tylko finansowe - przede wszystkim satysfakcjonujące/.
Ponadto dlaczego w imię miłości mam kogoś utrzymywać? Jeżeli chcę - ok, ale dlaczego ktoś tego ode mnie oczekuje? A Ty autorko nie czujesz się z tym dobrze. Polecam książkę dawcy i biorcy.

Posty [ 60 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Gdy kobieta zarabia więcej...co ze wspólnym budżetem?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026