Witajcie, nie znalazłam podobnego wątku.
Mam taki problem - pracuję więcej i zarabiam więcej niż mój partner. Do tej pory było dla mnie normalne, że rozliczamy się po połowie a to, co jemu brakuje, ja mu pożyczam, on mi oddaje w kolejnym miesiącu. Z góry zaznaczę, że on nie zarabia na tyle, byśmy składali się typowo po połowie, czyli np. ja 1000 i on 1000.
Kiedy "pochwaliłam się" koleżankom z tego modelu, stwierdziły, że rozliczamy się jak obce osoby a nie jak para narzeczonych, że urwałam facetowi jaja i że go poniżam przez to, że mu niejako "pożyczam".
Jak to wygląda w praktyce:
Robimy opłaty, płacimy wszystkie pożyczki, razem robimy zakupy, po 15tym on jest bez kasy. Średnio mu "pożyczam" około 400zł, wiec nie są to małe kwoty.
Wiem, że przyjdzie macierzyński i ja będę zarabiać mniej i niejako brać od męża. Chociaż ja sobie tego nie wyobrażam, dla mnie to jest nie do pomyślenia.
Powiecie - dziewczyno, tworzycie wspólną rodzinę, nie możecie dzielić kasy! Dobrze, zgadzam się, ale...ja pracuję 10-12h a on w tym czasie ogląda tv. Ja pracuję w domu, przez co tym bardziej to widzę. Co więcej, wiecznie ma pretensje, że ja tyle pracuję. Też mnie to trafia, ale jak jest okazja, to wolę zarobić. Uprzedzę pytanie - nie lubi robić tego co ja i nie będzie tak zarabiać,.
Dziewczyny - miałyście taką sytuację?
Panowie - jak z tego wybrnąć?
Z góry dzięki!