Witam was.
To mój pierwszy wątek. Specjalnie dla niego założyłem konto. Otóż 20 stycznia rozstałem się z dziewczyną z którą 6 lutego miałbym 6-tą rocznicę naszego związku. Kończyłem wtedy studia, musiałem skupić się na pracy inżynierskiej, a my się ciągle kłóciliśmy. Stwierdziliśmy, że wyprowadzę się 30 stycznia czyli w dniu do kiedy musiałem oddać swoją pracę na uczelnię. Tak jak wspomniałem nie mogłem się skupić i wyprowadziłem się nagle 20 stycznia, gdy wróciła z pracy (studiuje zaocznie) zobaczyła moje spakowane rzeczy i czekałem na transport. Wtedy ją trochę to ruszyło bo się rozpłakała, tyle że jak 2 tygodnie potrafiła się do mnie nie odzywać ani słowem (ogółnie mieszkaliśmy razem teraz 3-ci rok) to jakoś ją to nie ruszało, jak pytałem czy mnie jeszcze kocha odpowiadała, że nie wie co czuje. Mniejsza o to. Po pierwszym dniu wiedziałem, że zrobiłem błąd wyprowadzając się bo... Wczoraj minął 3 miesiąc od kiedy się rozeszliśmy zadzwoniłem do niej i spytałem czy nie wyszła by ze mną na kawę, minęło w końcu tyle czasu. Odpowiedziała, że to zły pomysł (jest na mnie jeszcze zła za "akcję z pieniędzmi, otóż pożyczyłem jej pieniądze na czesne 650zł, lecz jak się rozstaliśmy to po tygodniu już próbowałem się z nią skontaktować itp, mówiła, że nie chce mieć ze mną nic wspólnego, ale pieniędzy też mi nie oddała, mówiła, że odda jak będzie miała, jak najszybciej, tyle że co jakiś czas widziałem ją przy galeriach obładowaną siatkami z sieciówek, w końcu się wkurzyłem i pod koniec marca zadzwoniłem do jej matki bo i mi w końcu były potrzebne pieniądze, po tamtym telefonie miałem już wszystkie pieniądze w ciągu 3 dni, ale była jest za to wściekła), ale gdy już zadzwoniłem to porozmawialiśmy około godziny... W ciągu tego czasu dowiedziałem się, że gdybym się wtedy nie wyprowadził to pewnie nadal byśmy byli razem bo ona by się łudziła, że uda nam się naprawić nasz związek (tyle, że to ja go próbowałem naprawić, a ona czekała na gotowe
mówiła, że nie ma motywacji, żeby o niego walczyć itp, lecz gdy ja się starałem proponowałem wyjścia to tu, to tam, to ona ciągle odmawiała). Ogólnie w głównej mierze rozstaliśmy się przez głupoty: bo byłem zazdrosny (jak była na pierwszym roku to nie byłem zazdrosny, chodziła jak chciała ubrana itp bo czułem, że mnie kocha, okazywała mi tę miłość, później z biegiem czasu gdy jeszcze zmieniła pracę, to zaczęła się oddalać, nie czułem tej czułości i zaczął mi przeszkadzać jej ubiór do pracy tzn. krótkie spódniczki itp, taki wyzywający, do tego np. do pracy szła w szpilkach i krótkiej spódniczce, wracała do domu i jak już mieliśmy gdzieś wyjść to sie przebierała w jakieś jeansy, płaskie buty itp), za to, że ja za rzadko sprzątałem w domu i za to, że ona nie zmywała co mnie irytowało, bo ciągle leżały naczynia w zlewie (mieliśmy taką zasadę, że jak jedno robi posiłek, np obiad to drugie po nim zmywa i czesto było tak że po obiedzie i kolacji, które ja robiłem ona nie zmywała, rano wychodziła do pracy a ja nie miałem sobie w czy zrobić śniadania i chcąc nie chcąc zmywałem za nią, i gdy zwracałem jej uwagę to była zła i szukała tylko możliwości, żeby wytknąć mi jakiś błąd zamiast przyjąć z pokorą uwagę i powiedzieć ok przepraszam, tak jak ja to robiłem gdy jej przeszkadzało coś). Rzadko też wychodziliśmy, najpierw gdy ja chciałem wychodzić to ona ciągle się uczyła (na pierwszym roku studiowała dziennie) i co weekend jeździła do domu, ciągle mówiła nie, ciągle zmęczona itp. później gdy poszła na zaoczne i miała trochę więcej czasu to mi odechciało się ciągle proponować bo i tak znałem odpowiedź więc często siedzieliśmy w domu, ten ostatni rok (rok akademicki) widziałem, że zaczyna się robić źle i znów zacząłem chcieć wychodzić ale musiałem też skupić się na obronie i pracy inż. więc też było z tym ciężko. Wczoraj jak z nią rozmawiałem to mówi, że teraz robi to co zawsze chciała (mieszkamy w Gdańsku), czyli zwiedzia sobie trójmiasto, itp i że znajomi jej sami proponują (pomyślałem sobie, że szkoda że nic nie proponowali gdy byliśmy razem, nie chciała mnie z nimi integrować, podczas gdy ja zabierałem ją zawsze gdy tylko wychodziłem, lecz zaznaczam było to baardzo rzadko). Teraz mam więcej czasu, chciałbym z nią zobaczyć jakieś ciekawe miejsca w trójmieście, niekoniecznie zabytki, chciałbym się z nią zejść, kocham ją. Minęły 3 miesiące a ja przeżywam to jakby to stało się wczoraj, zdarza mi się ryczeć mimowolnie, takie dziwne nieprzyjemne uczucie w klatce czasami czuje, nie mam motywacji do niczego, ręce mi się trzęsą, strasznie za nią tęsknie, ciągle rozmyślam. Kocham ją i może pomyślicie, że to jakieś bzdety ale na serio uważam, że to dziewczyna mojego życia, po prostu nie potrafię bez niej żyć, przewegetowałem te 3 miesiące bo tego nie można nazwać życiem. Ludzie mówili znajdziesz inną. Inne mnie nie interesują... Nie mam ochoty nawet na rozmowy z innymi dziewczynami, marzę o tej jednej, jedynej.
Co ciekawe byłem jej pierwszym chłopakiem, ona taką moją pierwszą prawdziwą dziewczyną, poznaliśmy się uwaga... w kościele, znaczy to ona mnie wypatrzyła
ciągle czułem czyjś wzrok na sobie w jedną niedzielę, za tydzień usiadłem w tym samym miejscu i to samo. Drobna blondynka jak tylko na nią spojrzałem odwracała wzrok. Gdy wieczorem usiadłem przy komputerze (wtedy jeszcze popularna nasza-klasa) zobaczyłem, że ktoś odwiedził mój profil i skojarzyłem osóbkę z kościoła z tą z internetu i napisałem. Tak to się zaczęło ja Wtedy miałem 19 lat, czekała mnie matura, ona 16, zastanawiałem się czy to ma sens na początku, myślałem 16 lat? ale później mówię jak będę miał 25 a ona 22 to już żadna różnica i się zdecydowałem i nie żałuję. Żałuję tylko tego, że się wtedy wyprowadziłem, może nadal byśmy byli razem.
Powiedzcie mi proszę, co mogę zrobić, żeby znów mnie pokochała (teraz czuje do mnie tylko złość), radzono mi odczekać, ale każdy tydzień dla mnie to jak wieczność, 2 tygodnie odczekałem i więcej nie wytrzymałem Bo napisałem do niej też s prośbą o spotkanie przed samymi świętami wielkanocnymi w piątek ale mówiła, że jest zajęta do tego miała być chrzestną i takie tam przygotowania ją czekały. A propo mówiła, jak dzwoniłem ostatnio do niej, że nawet miała się ze mną spotkać w te święta co były jak bym zadzwonił ale po tej akcji z telefonem do jej matki to powiedziała, że przeszedłem samego siebie. A nic takiego nie powiedziałem, grzecznie sie przywitałem i powedziałem ze jest taka niezreczna sytuacja ze XXX jest mi winna pewna sume pieniedzy i minelo juz 2 miesiace (wtedy) a ja jeszcze ich nie odzyskalem i tyle. matka odpowiedziala ze po 1-szym (kwietnia) dostane pieniadze, odpowiedziałem dobrze dziękuję i do widzenia, nic więcej.
Proszę pomóżcie mi bo nie potrafię bez niej żyć... Nie chcę bez niej żyć, nie umiem, byliśmy ze sobą tyle czasu, ja planowałem się oświadczyć przed wakacjami, myślałem po obronie pójdę do pracy i odłożę na pierścionek, a psuć się zaczęło od września...
Nie wiem jak sobie z tym pomóc. Przepraszam za chaotyczne pisanie ale mam w głowie milion myśli na sekundę i nie daję już sobie z tym rady ![]()
Jeśli coś jest dla was nie jasne a pomogłoby wam ocenić tę sytuację to odpowiem na każde pytanie, tylko proszę dajcie mi jakieś rady jak ją do siebie przekonać, żeby na początek spotkała się chociaż ze mną na tą piepr..ną kawę ![]()