Witam Wszystkich serdecznie .
Na forum jestem nowa , aczkolwiek od jakiegoś czasu szukam wątków podobnych do mojej sytuacji .
Mam 28 lat , jestem z mężem od 12 lat , 6 lat po ślubie , mamy prawie 6 letnią córeczkę .
Tak w ogólnym skrócie : po 6 latach związku zdecydowaliśmy się na powiększenie rodziny , mieszkaliśmy już jakiś czas przed ciążą ze sobą , byliśmy pewni że chcemy być razem . Ja bardzo pragnęłam dziecka , mąż również , natomiast cała "inicjatywa " wyszła ode mnie . Byłam wtedy na drugim roku studiów dziennych , byłam pewna że wszystko pozaliczam i dotrwam do licencjata . Wiadomo swoje życzenia to jedno , życie to drugie . Zaszłam ciąże bardzo szybko bo już w drugim cyklu starania . Od początku ciąży nie było lekko , radość i szczęście mieszały się z niepokojem i prawie codziennym bólem brzucha oraz kręgosłupa . Dojazdy na uczelnie , wykłady , okienka oraz praktyki w szkołach były coraz bardziej męczące . W końcu na kolejnej wizycie moja pani ginekolog orzekła że ciąża jest zagrożona , mam brać leki na podtrzymanie ciąży i zadbać o indywidualny tok nauczania a jeszcze lepiej wnioskować o dziekankę . Wiadomo że córa była na pierwszym miejscu i postarałam się o urlop dziekański z nadzieją że jeszcze kiedyś wrócę i dokończę studia . W lipcu urodziła się nam śliczna ,zdrowa i wyczekiwana córeczka . Byliśmy szczęśliwi , chociaż wiadomo bywało ciężko . Kolki , ulewania , problem z karmieniem piersią (mimo naszych wielu starań ) , w końcu przejście na mleko modyfikowane ( i mój pierwszy poważniejszy dołek , bo jak to ja matka nie mogę karmić piersią ? ) chociaż jedno z lepszych na rynku i podawane z czułością , nie zagłuszyło niepotrzebnych wyrzutów sumienia . Młoda od samego początku była zadbana , miała wszystko od potrzebnych emolientów (skóra atopowa ) , po witaminy , zabawki a przede wszystkim miłość rodziców i naszej rodziny . Mijały miesiące , ja byłam z Nią w domu , taka była nasza decyzja , żadnych złobków , do 3 r.ż. będzie ze mną . Przyznam szczerze że ja zaczęłam się czuć źle psychicznie coraz bardziej , z osoby aktywnej i towarzyskiej , stałam się matką "polką -kwoką" . Rzadko wychodziłam , choć mąż nigdy nie oponował z tego tytułu , jest dobrym ojcem , ale wiele razy zadania które miał powierzone , nie zostały wykonane . A to zapomniał podać Małej syropu , a to nie umył ząbków , a to znów co innego . Myślę sobię , ok , szczegóły , nie mogę narzekać na nic więcej . Z czasem coraz więcej spraw zawala , coraz to bardziej odpuszcza jak trzeba zrobić typowo męskie rzeczy w domu , zapomina o opłatach , zapomina o podstawowych rzeczach , tłumaczy się tym że wiecznie nie pamięta . Coraz więcej obowiązków spada na mnie , od rachunków , po rzeczy związane z mieszkaniem , każdą decyzje muszę podejmować sama , bo On wiecznie nie wie co będzie lepsze itd . Zaczynam się czuć jak Żona i Mąż w jednym . Wpadam w nerwicę , wielu rzeczy zaczynam się obawiać , oprócz opieki nad dzieckiem które jest dla mnie wszystkim i przy którym zdaję sobie sprawę że nie zależnie od tego jak się czuję , Mloda ma być zadbana , i czuć się bezpiecznie . Wyrzucam sobie że nie zawsze jest obiad , nie zawsze jest posprzątane jak się należy , jedynie jako matka oprócz tego że Młoda jest nadmiernie chroniona przeze mnie , nie mam sobie nic do zarzucenia . Zaczynam chodzić na spotkania z psychologiem , zaczynam mieć coraz większą świadomość , że jestem zdrowa fizycznie i wiele z moich lęków jest po prostu głupich . Rezygnuję po 3 sesji , kiedy pani psycholog pyta tylko czy oddycham w domu relaksacyjnie i to by było na tyle . Po dwóch latach zlotów i upadków , nastepuje u mnie zmiana , przeprowadzamy się do innego mieszkania ( wynajmowane ) , ja dostaję staż w przychodni , Młodą ze stresem i obawą puszczamy do prywatnego przedszkola i zaczynam odżywać . Dom właściwie zawsze błyszczy czystością , jest prawie zawsze obiad , ja mam coraz częściej o wiele lepszy humor , zaczynam stawać na nogi , staram się być znów nie zależna od męża i jego wypłaty , chce znów zacząć się realizować . Mija jakiś czas , córka trafia do przedszkola publicznego , ja zmieniam pracę , jestem zadowolona , nie mam już napadów lękowych , dużo w to wsadziłam pracy , ale jest dobrze . Któregoś dnia mój mąż oznajmia mi że chce kartę kredytową ! Ja oczywiście się nie zgadzam , tym bardziej że znam go na tyle i wiem że nie będzie spłacal rat w terminie , będzie zapominał , więc mówię kategorycznie NIE ! I się zaczyna ... Poszedł do sklepu , po drodze odwiedził bank , wziął kartę i dopiero mnie o tym poinformował po fakcie . Pytam co jakiś czas co robi z tą kartą czy jeśli wyciąga to spłaca w terminie , On mówi że oczywiście , wszystko jest ok . Jakoś w grudniu , przez przypadek zobaczyłam list z banku o zadłużeniu prawie na 4 tyś zł . Zaczyna się piekło , zaczyna kłamać , obiecywać że sprawę załatwi , idziemy razem do banku , ja czuję się upokorzona , inwigiluję własnego męża z panią przy okienku , wstyd mi że nic o tym zadłużeniu nie wiedziałam . Jak zwykle to ja stoję na glowie , pożyczam kasę na spłatę , reszte On ma zarobić w dodatkowej pracy ... Chociaż mąż miał tą kasę pożyczoną załatwić , nie spieszy mu się do tego i tak lecą kolejne odsetki , kolejne "tylko" wg. niego 400 zł . Coraz bardziej zaczyna kłamać od błahych spraw po coraz poważniejsze , zataja a to mandaty , a to zakup fajek , wiecznie słyszę że bał się przyznać i nie chciał mnie denerwować , więc po raz kolejny tłumaczę jak dziecku że wolę znać najgorszą prawdę a i tak jak się dowiem to bedzie o wiele gorzej , bo znów mnie okłamał . I tak znów mnie uprosił żebym z nim została , mijają kolejne miesiące , w domu sie wiele rzeczy sypie , trzeba zrobić instalację nową , położyć tapety , zadbać o przedpokój i wiele innych rzeczy . Pokój Młodej (wrociliśmy na inne mieszkanie) maluję prawie 3...miesiące ;/ . Zaprowadzam Go jak male dziecko do internisty , proszę o zrobienie podstawowcyh badań , sprawdzenie żelaza , tarczycy i skontrolowania ciśnienia które już wiele razy miał podwyższone , lekarka oczywiście rozmawia głównie ze mną a bo on albo nie wie , albo bedzie robił tak dalej , i w ogóle to po co mu leki . Po badaniach okazuję się że ma anemie z niedoboru żelaza , jest wiecznie zmęczony , nic mu się nie chce , najlepiej by siedział w domu . Robi mi się nie dobrze kiedy to znów słyszę . Zwalam wszystko na anemię , pilnuję ! żeby brał leki ,biore coraz to więcej na siebie , od wyboru wyjścia gdzieś razem , wyjazdu , opłat , opieki nad Małą , decyzjami do jakiej szkoły pójdzie , co trzeba załatwić u lekarza , jakie zrobić zakupy , co zrobić w domu ... Czuję się jakbym była sama , a przecież mam męża . I teraz nie dawno kolejny policzek . Znów przez przypadek kolejne awizo o nie zapłaconych odsetkach , o odnowieniu karty kredytowej o zadłużeniu na prawię 2 tyś . Szok , bezradność , upokorzenie , po prostu leże . Pytam , słyszę znów to samo że nie chciał , że przeprasza , że jest głupi itd . Ja się jego pytam jak po takiej nauczce , mógł zrobić to samo . Widać mógł . Kolejne kłamstwo wychodzi na dniach , pytam czy kupił sobie fajki , bo znalazłam w jego kutrce sądząc że to moja , a on mnie w żywe oczy kłamie że nic nie kupił . I tak mogę wymieniać bez przerwy . I teraz najważniejsze , bardzo Go kocham , to jest ogólnie dobry człowiek , fajny ojciec , dobrze spisuje się w pracy , jako mąż spełnia się bardzo średnio . Ale chce z nim być mimo wszystko , tylko czasem nie mam na to siły zwyczajnie , nie wiem co dalej robić , nie mogę życ wiecznie z chłopcem , nie mam poczucia bezpieczeństwa , że już nie wspomnę , kiedy gdzieś sam mnie od siebie zabrał . Może ktoś z Was ma analogiczną sytuację do mojej ? Nie zależnie od płci oczywiście . Co wybrać ? Rozdzielność majątkową czy zupełnie co innego ? Rozwodu nie chce , chociaż myślałam o separacji kiedyś . Nie moge żyć wiecznie w strachu , co znów zawali , co wykombinuję , czego nie zrobi . Chce żeby nie było mu wiele rzeczy obojetnych ,żebysmy oboje podejmowali decyzję , żeby mnie nie okłamywał , tym bardziej że staram sie jak tylko mogę , by wszystko było załatwione . Szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy bym coś zawaliła sama .
Przepraszam za tak długi post , ale ciężko zmieścić 12 lat naszego wspólnego życia , w małym poście . Chociaż i tak o wielu sprawach jeszcze nie napisałam .