Dobry wieczór wszystkim. Jestem nowa na forum, ale po przeglądnięciu kilku wątków uznałam, że to właśnie miejsce, gdzie mogę się wyżalić i poszukać porady... Po krótce, co by nie zanudzić - wyszłam za mąż 1,5 roku temu po 6 latach znajomości z moim mężem. Bywało różnie, nigdy nie była to wieczna sielanka i miłość jak z serialu, ale generalnie bez skrajnych sytuacji, patologii itp. Na tę chwilę mamy własny dom, śliczną córeczkę i w zasadzie oboje dość dobrą pracę. Od kilku miesięcy wszystko zaczęło się chrzanić... najpierw były problemy związane z dzieckiem. Mąż ciągle narzekał na Małą, mimo, że praktycznie się nią nie zajmował. Nigdy nie kazałam mu wstawać w nocy do niej, przebierać jej itp. Nigdy też nie narzekałam, że nie spałam od 3 nocy itp. Zresztą mieszkaliśmy wtedy jeszcze u moich rodziców, którzy mi pomagali a on zajmował się kwestiami związanymi z remontem i urządzeniem domu, w którym teraz mieszkamy. Stwierdziłam więc, że dzielimy się obowiązkami i sama załatwiałam wszelkie sprawy związane z córą. W grudniu zaczęły się schody, bo wróciłam do pracy i mąż musiał trochę czasu poświęcić córce. Jednak prawdziwy kwas małżeński trwa od 2 miesięcy, czyli od momentu przeprowadzki do naszego domu. Kłócimy się ciągle, on ciągle jest wściekły, chodzi zdenerwowany i nie chce ze mną rozmawiać. Kiedy proszę i tłumaczę to mi mówi, że jak mam problem to mogę sobie iść do psychoanalityka... wychodzi z pokoju jak chcę z nim rozmawiać, unika mnie, ciągle pyta czy jadę gdzieś w sobotę z Małą (na zakupy itp.) żeby tylko nie spędzać czasu razem... Dzisiaj powiedział mi, że nic go nie cieszy, ostatnio, że nie ma ochoty jechać na wakacje (a obiecywał mi to od 2 lat...). Miał sporo problemów w pracy to mi się nie przyznał a po kryjomu wrócił do palenia, zorientowałam się dopiero po kilku miesiącach. Sama jestem bardzo wrażliwą osobą, bardzo boli mnie ta sytuacja w domu, każdy doradza - pogadaj z nim. Ale mój mąż nie uznaje rozmowy.... nie odzywa się tydzień, dwa i pewnie dłużej tylko zawsze ja wychodzę z inicjatywą konwersacji. Nie umiem się pogodzić z taką sytuacją, płaczę po nocach, spać nie mogę, schudłam już tak, że wyglądam jak wieszak. A po nim to spływa, chodzi zadowolony, pośpiewuje sobie coś. Ostatnie Święta spędziłam sama w pokoju z córeczką. Ona jest taka piękna, taka słodka, szkoda mi tego czasu, tych dni, kiedy zaczyna próbować chodzić, za chwilę mowić a ja nie mogę się tym dzielić z mężem. Nie wiem co robić, jestem w totalnym dołku, w zeszłym tygodniu zwolniłam się z pracy, bo uznałam, zę może jak będę w domu to jakoś wszystko lepiej się ułoży. Szkoda mi było, bo bardzo lubię swoją pracę... poświęciłam to, nie wiem czy słusznie. Powoli staję się kłębkiem nerwów a najgorsze jest to, ze coraz częściej sięgam po alkohol, w zasadzie nie umiem wytrzymać bez niego dłużej niż 2-3 dni. Motywuje mnie tylko córeczka, boję się przy niej pić, ale jak tylko ją kładę to zaraz robię sobie drinka czy otwieram piwo... miało być krótko a tak przynudziłam... przepraszam.
Podobne tematy
Nie- nie pogadaj- bo on moze to odebrac, jak twoje narzekanie, czepianie sie...
Nie znam go, ale sprobuje w ciemno...
A jadacie razem posilki?
Jesli tak, to przy okazji....
- docen go,
- zainteresuj sie jego sprawami
-powiedz( a lepiej pokaz) jaki jest dla ciebie wazny
-badz blisko, drobny dotyk, przytulenie, , no pouwodz go..
- badz pogodna
- jak zapyta, to powiedz czego oczekujesz, w najkrotszej i najprostszej formie jak potrafisz.
- staraj sie byc atrakcyjna( zadbana)
Jesli to nie pomoze, znaczy, ze ma cie gdzies, i nic nie pomoze
Doceniam go, często słyszy ode mnie komplementy, jest pracowity, zawsze był i ja to cenię.
Narzekał, że ciągle mnie nie ma, że nie powinnam jeszcze pracować, bo córka jest za mała - ok. zrezygnowałam z pracy.
Jestem pogoda, zawsze witam go uśmiechem i pytaniem jak było w pracy.
Zadbana jestem, zawsze byłam w zasadzie to go chyba tylko trzyma przy mnie, pociąg seksualny, przy czym ja nie umiem się kochać bez uczuć, nie robimy tego od ponad miesiąca, nie potrafię a on chyba nie ma odwagi próbować się do mnie zbliżyć. Aż taka super też zresztą nie jestem, pewnie kochanka to kwestia czasu.
On ma dumę, która nie pozwala mu mnie przeprosić, mnie przytulić, itp.
To fakt - ma mnie gdzieś, tylko co ja mam z tym zrobić, nie chcę żeby córka wychowywała się w takiej rodzinie, w takiej atmosferze...
Doceniam go, często słyszy ode mnie komplementy, jest pracowity, zawsze był i ja to cenię.
Narzekał, że ciągle mnie nie ma, że nie powinnam jeszcze pracować, bo córka jest za mała - ok. zrezygnowałam z pracy.
Jestem pogoda, zawsze witam go uśmiechem i pytaniem jak było w pracy.
Zadbana jestem, zawsze byłam w zasadzie to go chyba tylko trzyma przy mnie, pociąg seksualny, przy czym ja nie umiem się kochać bez uczuć, nie robimy tego od ponad miesiąca, nie potrafię a on chyba nie ma odwagi próbować się do mnie zbliżyć. Aż taka super też zresztą nie jestem, pewnie kochanka to kwestia czasu.
On ma dumę, która nie pozwala mu mnie przeprosić, mnie przytulić, itp.
To fakt - ma mnie gdzieś, tylko co ja mam z tym zrobić, nie chcę żeby córka wychowywała się w takiej rodzinie, w takiej atmosferze...
Cholercia- pojecia nie mam...
Moze powinnas miec jednak prace/wlasne zycie...
Mam, jeszcze do końca maja, to mi dodaje optymizmu, pewności siebie, mam tam dużo znajomych, lubię tam spędzać czas, chociaż tęsknię za córką, ale jak tylko wracam do domu psuje mi się humor, chce mi się płakać, wracam i widzę męża który unika mojego wzroku, który wychodzi z pokoju... i na środku dywanu moją cudowną córę która wyciąga rączki do mnie i się śmieje a ja tulę ją ze łzami w oczach, ona za chwilę zacznie wszystko rozumieć i przeżywać to razem ze mną, to najbardziej boli.
Ostatnio mąz mi powiedział, żebym sobie znalazła kogoś na boku to mi będzie łatwiej....
Wiesz, coś jest nie tak z twoim mężem. Coś go trapi i nie potrafi sobie z tym poradzić. Dla mnie to objawy depresji. Im bardziej będziesz próbowała się zbliżyć, tym mocniej cię odrzuci i oberwiesz. Najlepiej byłoby aby on się zwierzył swojemu przyjacielowi, komuś z rodziny, bo może sam nawet nie wie co mu jest.
Ostatnio mąz mi powiedział, żebym sobie znalazła kogoś na boku to mi będzie łatwiej....
Nie chcę być złym prorokiem, ale to nie wygląda dobrze ![]()
Tym bardziej, że już wcześniej pisałaś:
A po nim to spływa, chodzi zadowolony, pośpiewuje sobie coś. Ostatnie Święta spędziłam sama w pokoju z córeczką.
Z moich ust padło już słowo "rozwód" ale mój mąż jest pewny,że żartuję, niestety coraz częsciej chodzi mi to po głowie. Nie mam niestety perspektyw na to, aby zamieszkać osobno. Mamy wspólny kredyt na dom, zobowiązania...
Jaszka - jeśli masz taką możliwość, to nie rezygnuj z pracy.
na tę chwilę to mam ochote zrezygnować z małżeństwa
Miałam niemal identyczną sytuację ,więc doskonale rozumiem problem.Tylko u nas było chyba więcej realnych problemów.ostatecznie zakończyło się rozwodem.Przede wszystkim to nie pij,znajdź sobie jakiś zamiennik np.jogę,sport,gadanie z przyjaciolka czy relaksacyjne nagrania itp.Druga kwestia-czy brałas pod uwagę z czego będziesz żyć jeśli zrezygnujesz z pracy i przy okazji odpukac!-doszłoby do rozwodu?wybacz,ale Pl to nie jest UK.tutaj samotna matka nic nie znaczy.Zabezpiecz się zanim bedzie za późno.Teraz kwestia faceta-z tego co widzę kobiety radzą starać się ,uwodzic,rozmawiac.Rozmowa a i owszem.Ale ta cała reszta?czy Twoj facet tak samo sie stara?uwodzi Cię?z tego co piszesz to chyba mu daleko do tego...Żylam z tzw.bucem wiec wiem jak to jest.nigdy nie przeprosi,wiecznie niezadowolony i wymagajacy.dla mnie to bylo nie do przejscia.I Ty i Twoj maz macie sie statac PO RÓWNO!co do depresji...to ciezka choroba,wiec poki sie nie zdiagnozuje,nie dawaj mu taryfy ulgowej.Ale sama graj czysto,bo bez tego bedzie rownia pochyła.Kryzys mozna i nalezy przewyciezac,czasem jedna osoba nie chce tego robic bojest za slaba i wtedy do akcji musi wkroczyc ta druga.jestes na forum wiec zapewne masz sporą świadomość problemu a to juz cos.Zacznij od siebie.Nie graj slowami,bo to niewiele zmieni.pokaz swoimi uczynkami ze jestes ponad to-zaakceptuj ten kryzys.Czas pokaże czy oboje tego chcecie.
A mnie dalo do myslenia" zebys sobie znalazla kogos na boku"...
Tak mowi ktos, kto juz ma kogos na boku......
Kocurek - a macie dzieci?
Praca sie nie martwie. W zasadzie jestem jeszcze na urolpie rodzicielskim i przez te kilka miesiecy dorabialam na uz. Od jakiegos czasu odkladam tez pieniadze, bo widze co sie dzieje. Tylko, ze nie chce tak szybko podejmowac decyzji o rozwodzie, mam nadzieje na to, ze nasze malzenstwo przechodzi tylko kryzys a ja za bardzo to przezywam...
nie mam glowy to innych zajec, jestem zalamana
watpie, zeby maz mial kogos. On poza praca jest ciagle w domu lub w garazu, cos sobie tam robi...
chyba, ze przez internet romansuje...
wiesz... może tak być, że romansuje przez net
u mnie było bardzo podobnie i właśnie jego romansowanie było przyczyną powolnego oddalania się ode mnie i dzieci
widziałam, że zakładałaś nowy temat a ja jestem ciekawa, jak teraz to u was wygląda?
ile to trwa?
A mnie dalo do myslenia" zebys sobie znalazla kogos na boku"...
Tak mowi ktos, kto juz ma kogos na boku......
Dokładnie to samo pomyślałam.
Witam! mam 31lat, prawie 5 lat po ślubie ale 10 lat razem a jestem samotna. Mamy 2,5 rocznego synka i drugie dziecko w drodze. Coraz częściej nie rozumiem mego męża a on chyba mnie. Kiedyś rozumiałam go, on potrafił mnie rozspieszyć, rozbawić nawet gdy wcześniej mnie zdenerwował, przepraszał jak coś zawalił. Teraz co razem robimy to zakupy i spanie w jednym łóżku. Perfekcyjnie podnosi mi ciśnienie, nie pamiętam kiedy mnie rozśmieszył, nie przeprasza za to zaczyna mówić że głupia jestem albo pyta czy dobrze się czuje. W tej chwili poszedł do baru niby na jedno piwko, a nie ma go już z 2h, i tak często jest. Lubi gdzieś iść lub jechać do kuzyna i przegadać pół dnia, a w domu to siedzi w kompie . Nawet jak obiad je to monitor ma przed sobą. Mówiłam że to mnie boli taki obiad i to że on w barze a ja z dzieckiem w domu, ale chyba mu nie zależy bo zaraz robi to samo. Staram się do niego dotrzerć, ale nie potrafie albo mu na mnie nie zależy. Niby faceci są prości w obsłudze jak cep, a u nas bez zmian. Kupiłam poradnik i nie wiele zdziałał, staram się go zaskakiwać, ale koronka tu nie pomorze:(Kiedyś żucił by się na mnie a teraz mu się nie chcę, a jak mu się chce a mi nie to bedzię nalegał aż ulegnę ( dawno czułam żeby żalerzało mu by mi spawić przyjemnośc a nie sobie). Zawsze pamiętam o jego urodzinach u niego to różnie, wkrótce mam urodziny marze by kupił mi kwiaty ale wiem że żuci od niechcenia życzenia i żadnej drobnostki mi nie kupi, bo nie miał czasu- w tej chwili nie pracuje, siedzi w domu. Utrzymujemy się z tego co sporadycznie zarobi za granicą. Jak jest za granicą, przez jakieś 2 tygodnie jestem zadowolona, wiem że muszę liczyć na siebie i mogę od niego odpocząć , póżniej zaczynam tęsknić ale jak jest z 1-2 miesiące w domu mam go dość, ciągła jego nie obecność duchem lub ciałem, proszenie aby coś zrobił w domu( z mizernym skutkiem)albo że z innymi potrafi godzinami mówić a ze mną nie ma czasu bo gra w kompie czeka. W kłótni potrafi mi powiedzieć że wszystko mu zawdzieczam, a ja też na to pracowałam, albo że mogę iść do mamy. Mam natłok myśli, nie wiem czasami co ja jeszcze w tym związku robię. Boję się, jak to rozpadnie się ,jak ja sobie poradzę z dwójką dzieci, bez pracy i dachu nad głową ( no bo mieszkanie kupił przed ślubem, ale remontowaliśmy wspólnie). Ale z drugiej strony mam dość jestem 5 lat po ślubie a nie 40 a jestem samotna, dom i dziecko na mojej głowie i mam dość jak mówi zaraz za chwilę albo już jadę a to wszysto znaczy że on dopiero myśli o powrocie do domu i będzię za minimum 2godz w domu, bo jeszcze się nie nagadał albo bo koledgę spotał (gdzie się nie ruszy zawszę kogoś spotka)albo piwo jeszcze pije.Nie wiem co robić , jak do jiego dotrzeć bo zależy mi na nim, ale myślę że jak on nie zmieni tego zachowania to miłość zginie i będą nas tylko dzieci lączyć. Sorki że przynudziłam , ale nie mam komu się wyżalić:(
Cześć Kochani Siedzę i płaczę,bo poraz nty mój mąż mnie oszukał,a ja nikomu nie mogę zaufać,aby sie wyżalić.Mój mąż często pije i wychodzi bez słowa .Cztery miesiące temu złamał nogę,bo był z kolegami,a ja głupia jeżdziłam do niego do szpitala autobusem(bo nie mamy samochodu) z naszymi małymi dzieciaczkami(8lat,6lat,17miesięcy).Po powrocie ze szpitala obiecywał mi,że już nie będzie pił,że to dało mu nauczkę,ale to były tylko obiecywanki.Teraz ,gdy juz prawie doszdł do zdrowia(pomogłam mu znaleźć dobrego fizjoterapeutę oraz gdy miał nogę w gipsie-zamówiłam wózek inwalidzki i woziłam go na spacery i zakupy) znów zaczął pić i nas opuszczać.
Ciężko mi,bo mamy nowy dom i dzieciaczki chciałyby mieć meble w swoim pokoju,ale finansowo nie dam rady.Chciałabym pracować,ale on jest nieodpowiedzialny nie mogę z nim zostawić dzieci pod jego opieką(gdy miał juz ściągnięty gips,dostałam pracę,ale musiałam zrezygnowć,bo mój mąż zostawiał nasze dzieciaczki same w domu).
Kochani napiszcie co powinnam zrobić.Prosze wczujcie się w moją sytuację i proszę Was o wsparcie.
Z góry wam dziękuję za każdy wpis
Poobserwuj Go. Nie chcę Cię straszyć, ale u mnie mąż zachowywał się podobnie, kiedy zaczął wchodzić w relację z inną kobietą. Może u Was to tylko kryzys. Poobserwuj Go trochę. Zobacz, czy chowa komórkę, chodzi z nią wszędzie... Mam nadzieję, że to tylko moje podejrzenia. Trzymam za Ciebie kciuki!