Witam, to moj pierwszy post na tym forum. przepraszam ze ten post bedzie dlugi ale niestety nie da sie tego strescic w dwoch zdaniach. jestem z facetem 7 miesiecy. jednak czesto odczuwam ze nie daje mu szczescia choc wiem ze nikogo nie kochalam tak jak jego i nikt mnie nie kochal tak jak on. porusze kilka watkow
wszystko zaczelo sie od kwestii zamieszkania ze soba. pochodze z innego miasta niz on, jednak wynajmuje pokoj ze wspollokatorka w jego miescie. sytuacja wyglada tak ze mamy sie wyprowadzac do konca miesiaca. Ewa (wspollokatorka) oznajmila ze juz nie bedzie ze mna mieszkac bo ma juz cos na oku. zostalam na lodzie. wtedy Piotrek (moj chlopak) powiedzial mi ze zamieszkamy ze soba i wspolnie we 2 wynajmiemy kawalerke. dodal jednak ze nie widzi przeszkod by zamieszkac ze mna ale ze nie cieszy sie z tego powodu i jest mu to obojetne.
Juz Wam pisze skad u niego takie zdanie. mam 24 lata a do tej pory miaszkalam juz z 3 facetami. z pierwszym zamieszkalam po...3dniach znajomosci. wygladalo to tak, ze bylam z ex chlopakiem 4 lata. on wyjechal do norwegii, od tej pory zylismy na odleglosc. ogolnie nie byl to dobry partner dla mnie. wtedy poznalam innego a tamtego z Norwegii zostawilam a z tym nowym zamieszkalam po 3 dniach. oddalam mu sie (temu od 3 dni) po czym sie to rozpadlo niemal w tym samym tygodniu. wtedy postanowilam ze wracam do bylego i pojechalam do Norwegii (wiedzial o wszystkim). zamieszkalam z nim. po czasie znow sie rozstalismy. wyprowadzilam sie od niego, jednak nadal zostalam w norwegii. poznalam kolejnego chlopaka z ktorym tez tak jakby zamieszkalam. co prawda w osobnych pokojach ale w jednym mieszkani. po czasie wrocilam do polski bo urlop dziekanski mi sie skonczyl. z tym chlopakiem rowniez zerwalam. kilka miesiecy bylam sama.
po czasie poznalam Piotrka (tego obecnego). jestesmy ze soba 7 miesiecy. poruszylismy temat wspolnego mieszkania. jak wczesniej napisalam. Piotrek powiedzial ze moze ze mna zamieszkac ale nie cieszy go to i jest mu to obojetne czy wynajme cos z nim czy z kims innym. jednak dal do zrozumieniem ze on bylby gotowy na zamieszkanie mimo swoich niecheci. jego niechec spowodowana jest tym ze jak sam mi zarzuca nie cieszy go to ze zamieszkamy skoro ja tak na prawde nie jestem gotowa zamieszkac z "tym jedynym" tylko doslownie z kazdym. tak jak opisalam wczesniej. On ze swoja byla partnerka rowniez mieszkal. ale to bylo z milosci jak sam mowi. tlumaczy mi ze dla niego zamieszkanie to nie jest zwykla czunnosc tylko decyzja podjeta w wyniku silnego uczucia i takie cos symbolizuje dla niego chec bycia ze soba i powaznego traktowania partnera. ze mna byl gotowy zamieszkac bo mnie okropnie kocha (co z reszta widac bo nikt mnie nie kochal tak jak on, czuje to) ale ze wzgledu na moja przeszlosc nie czuje radosci z faktu ze ze mna zamieszka bo nie czuje sie w moich oczach tym wyjatkowym tylko wie ze decyzje o zamieszkaniu moglam podjac z kazdym nawet z kims kogo znam 3 dni.
po czesci go rozumiem ze zamieszkanie dla niego ma taka wartosc i ze tak to odczuwa bo np w moim przypadku dla mnie takim dowodem checi bycia na zawsze jest np pierscionek zareczynowy. On byl zareczony ze swoja byla jednak sie rozstali. zarzucilam mu ze ja tez moge tak odebrac to ze gdyby on mi sie zareczyl to moge sie nie czuc ta jedyna skoro juz innej sie oswiadczal. jednak zrozumialam go gdy powiedzial ze on zareczyl sie nie ot tak po prostu tylko zrobil to bo chcial byc z tamta do konca zycia. on wie o tym ze ja marze o tym by mi sie oswiadczyl i wczoraj powiedzial ze pewnie by tez nie mialo to dla mnie wartosci gdybym np wiedziala ze zareczal sie z bez uczuc tak jak ja bylam gotowa mieszkac z kazdym. i ma racje....
byla miedzy nami wymiana zdan.... jednak mimo wszystko trzymal sie zdania "mozemy zamieszkac ale nie cieszy mnie to". na nastepny dzien napisalam do niego. ze mam mozliwosc zamieszkac z kolezanka i powiedzialam zeby on sie okreslil konkretnie bo nie wiem co mam robic. on odpisal "moje zdanie znasz, juz ci mowilem co mysle na ten temat. jesli masz mlzowosc zamieszkac z Magda to ok". Tego samego wieczora ta Magda powiedziala ze nie aktualne. o czym pwoiedzialam piotrkowi. on dalej byl zdanie ze mu to obojetne z kim zamieszkam, ale jesli nie mam wyboru to ze bedzie mogl zamieszkac ze mna. na nastepny dzien dowiedzialam sie ze moja inna kolezanka szuka czegos do wynajecia. zagadalam z nia.. potem napisalam do Piotrka i znow kazalam mu sie okreslic co mam robic, a on nadal przy swoim zdaniu "mozemy zamieszkac ale nie cieszy mnie to z powodow ktore juz znasz, obojetne jest czy zamieszkasz ze mna", wiec ja nadal go cisnelam zeby sie okreslil. wtedy on powiedzial "dobra juz wynajmij z KArolina" (ta z ktora zaczelam gadac juz o mieszkaniu). wieczorem zaczelismy sie sprzeczac, zarzucilam mu ze zmienil zdanie. wtedy on wytlumaczyl ze po prostu wkurza go to ze wiem ze on ze mna moze zamieszkac a mimo to szukam innych mozliwosci. mnie chodzilo tylko o to ze nie bylam pewna czy on na pewno chce ze mna mieszkac. stanelismy na tym ze w koncu zamieszkam z ta KArolina.
cala historia "nabrala kolorow" wczoraj. otoz... dotychczas Piotrek sypiał bardzo czesto u mnie. jesli chodzi o moja kolezanke karoline to ona jest swiezo po zerwaniu z chlopakiem, wtedy powiedzialam Piotrkowi "ale jak z Karolina zamieszkam to napewno nie bedzie takiego nocowania u mnie caly czas bo ona jest po zerwaniu i moze byc jej przykro patrzac na zakochana pare". Piotrek odebral to w ten sposob ze ja bardziej sie przejmuje uczuciami kolezanki niz relacjami miedzy nami. nie mialam tego na mysli. chodzilo mi o to ze jak jej byloby przykro widzac zakochana pare to moglaby sie w nerwach wyprowadzic i zostalabym na lodzie. tlumaczylam to Piotrkowi o co mi chodzilo, jednak jemu nic sie nie dalo przetluamczyc. denerwowalo mnie to do czasu gdy mi powiedzial ze takich sytuacji bylo pelno. wiele razy odczul ze mam postawe "po co ktos ma wiedziec ze sie kochamy". gdy mi przyblizyl kilka przykladow to stwierdzam ze tak samo by mi bylo przykro. o tamtych sytuacjach Piotrk nigdy mi nie mowil, poniewaz zawsze jak cos go zabolalo to odwracalam kota ogonem i nie umialam sie przyznac do bledu. powiedzial ze skoro nie byly to powazne sprawy to nie mowil mi o tym zeby sie nie klocic, bo wiedzial ze przez moje odwracanie kota ogonem bylaby klotnia na dwa dni. rzeczywiscie bylo tak ze gdy cos mi zarzucil to mialam pretensje ze szuka problemu chociaz tak samo bym sie czula na jego miejscu.
kolejna kwestia... na poczatku zwiazku oboje pytalismy sie siebie jaka mamy przeszlosc "partnersko-seksualna". Piotrek mowil ze miał 3 dziewczyny. 2 powazne zwiazki i jeden trwajacy miesiac. z tymi co byl kilka lat wspolzyl natomiast z ta co byl miesiac odmowil seksu poniewaz mial zasade ze seks moze wystapic tylko wtedy gdy miedzy dwojgiem ludzi jest milosc i chec bycia na zawsze. od poczatku naszego zwiazku byl szczery, powiedzial tez ze po rozstaniu z ta z ktora byl zareczony stracil wiare w to ze warto miec zasady i zaczal korzystac z zycia. przyznal ze czesto zdarzaly mu sie wtedy jakies "macanki" i z jedna dziewczyna przypadkowy sex. dodal ze raz malo co nie wyladowal w lozku ze swoja przyjaciolka (odkad jest ze mna nie ma z nia zadnego kontaktu). mowil wprost ze zdarzyly mu sie przygody (ale do sexu doszlo tylko raz). ja niestety udawalam swieta, mowilam ze wspolzylam tylko z dwoma z powaznych zwiazkow i ze nigdy nie dopuscilabym do seksu bez zobowiazan,a tymbardziej do zdrady. po czasie przyznalam mu sie ze poza tymi dwoma byl ten trzeci (ten z ktorym zamieszkalam po 3 dniach zdradzajac bylego). Pawel wyznal tez ze z ta jego przyjaciolka bylo tak ze nie prawie wyl;adowali w lozku tylko ze juz zaczeli stosunek ktory przerwali. obiecalismy sobie ze juz nie mamy tajemnic i wszystko o sobie wiemy. po czasie wyszlo na jaw ze w moim zyciu byl jeszcze jeden facet z ktorym sypialam i z jednym byly zabawy. Zdenerwowal sie ze co chwile cos nowego sie dowiaduje i ze nie wierzy mi juz w nic bo co jakis czas cos nowego wychodzi na jaw. dal mi do zrozumienia ze gdyby znal prawde od poczatku to by nawet na mnie nie spojrzal, ale da nam szanse bo mnie kocha, ze jest mu dobrze chociaz ze wzgledu na to jaka bylam czuje do mnie niechcec. ja obiecalam mu ze juz nigdy z niczym go nie oklame, nawet z najmniejsza blahostka...
wczoraj gdy sie sprzeczalismy o kwestie mieszkania ze soba od slowa do slowa doszlismy do tego ze on nie potrafi wierzyc mi na slowo, bo czesto mowilam cos co tak na prawde nie mialo pokrycia w rzeczywistosci (ma racje). co prawda byly to blahe sprawy ale jednak byly. dodam ze ja nigdy nie przylapalam go na zadnym klamstwie. powiedzial ze czesto klame wiec nie on ma podstaw by wierzyc mi zawsze w to co mowie.. oczywiscie bronilam swojego ze to jemu sie nie da czegos przetlumaczyc.. w pewnej chwili wytknal mi pare moich klamstw. o ktorych wczesniej nie mowil ze wie. drobne sprawy ale podal wiele przykladow na to ze go oklamalam kilka razy zapewniajac wowczas ze jestem szczera wobec niego.. wtedy zakonczylam temat bo nie mialam juz nic na swoje obrone...
Jesli chodzi o piotrka to z nim jest tak ze wiele rzezcy przemilczal bo nie chcial klotni, wczoraj dopiero mi wiele rzeczy wygarnal o kotrych nie wiedzialam. mowil ze nie poruszal tych tematow bo to maloistotne sprawy i nie chcial po prostu sie klocic. jednak gdy cos go zabolalo bardziej zawsze mowil wprost... czesto nawet nie odpuszcal do momentu az nie przyznalam mu racji. przyznawalam wtedy dopiero gdy Piotrek przedstawil ta sama sytuacje ale odwrotnie, ze ja jestem na jego miejscu a on na moim. i rzeczywiscie odczulabym to tak jak on.... jednak zawsze chcial gadac o problemach, zawsze chcial cos wyjasniac. nigdy nie zostawil tematu dopoki nie wyjasnimy sobie czegos i bedzie dobrze...
niestaty wczoraj przed snem zachowal sie inaczej niz zwykle. mam wrazenie ze stalo mu sie juz wszystko obojetne. otoz... jak napisalam wczesniej na poczatku zwiazku pytalismy sie o swoja przeszlosc seksualna. z gory dziekuje za komentarze ze trzeba prywatnosci itp, bo oboje chcielismy wiedziec cos o sobie. ja zadawalam bardzo intymne pytania, odpowiedzi byly szczere choc nie zawsze prawda byla taka jakiej oczekiwalam... Piotrek np zapytal czy kiedys uprawialam sex oralny z finalem. powiedzialam ze tak (z tym co do norwegii pojechal). jednak mowilam ze wypluwalam i ze ogolnie tego nie lubilam nigdy.... Piotrk nie byl tym zgorszony poniewaz uwazal ze skoro bylam z tamtym w powaznym zwiazku to takie rzeczy mogly miec miejsce. z obecnym Piotrkiem doszlo do "finalu z polykiem", sama mu to zaproponowalam. spodobalo mu sie... wczoraj przed snem gdy juz nasza atmosfera wrocila do normy po klotniach (z mieszkaniem, klamstwami itp) lezelismy przytuleni. nagle poruszylismy te tematy. w sensie wspolzycie nasze
Zaczelismy gadac o lodziku itp.. Piotrk zapytal czy kiedys ktos skonczyl u mnie w buzi... powiedzial ze "nie" ;/ Zdenerwowal sie mowiac "jeszcze 2 godziny temu gadalismy o klamstwach i widze ze znowu klamiesz. przeciez kiedys mowilas co innego na ten temat". ja oczywiscie szlam w zaparte ze nigdy nikt nie skonczyl w mopich ustach i wypieralam sie ze nigdy mu nic takiego nie mowilam. do tej pory Piotrek by pewnie drążył temat, ale się odwrócił bez słowa i poszedł spać... rano gdy wstaliśmy do pracy, ponowiłam temat wczorajszy. tlumaczylam mu ze nigdy nikt w moich ustach nie skonczyl . Piotrek oznajmił "nie musisz mi sie tlumaczyc, juz mam gdzieś Twoje tłumaczenia"... wyszedł do pracy... ja mu napisałam że z tym byłym jednak było tak ze raz skonczyl ale wyplulam bo nie chcialam tego.. wtedy on napisał "na poczatku zwiazku wersja ze robiliscie to chociaz tego nie lubilas, wczoraj wersja ze nigdy tak nie bylo, a dzis juz trzecia wersja ze jednak raz sie zdarzylo. nie chce mi sie juz ciebie sluchac, milego dnia"... odpisalam mu...on juz nie wczesniej przy podobnych sytuacjach by ciagnal temat a teraz juz skonczyl na jednym smsie i zakonczyl temat. przed poludniem znow do niego napisalam ze nie chce sie klocic zebysmy sie nie gniewali...nawet nie odpisal..
I PO PRZECZYTANIU HISTORII PROSZE O ODPOWEDZI NA TE PYTANIa:
-JESLI CHODZI O MIESZKANIE JAK MAM GO PRZEKONAC ZE CHCE Z NIM MIESZKAC Z MILOSCI I CHCE WKROCZYC NA NOWY ETAP ZWIAZKU, I ZE Z NIM JEST INNA SYTUACJA NIZ Z POPRZEDNIMI
-CZY JEST W TYM MOJ BLAD ZE ZACZELAM SZUKAC WSROD KOLEZANEK CHETNYCH DO ZAMIESZKANIA ZE MNA MIMO ZE PIOTREK ZGODZIL SIE ZAMIESZKAC MIMO SWOICH NIECHECI, I CZY MIAL POWOD BY SIE ZDENERWOWAC ZE SZUKAM INNYCH ROZWIAZAN
-CO ZROBIC BY ZACZAL MI UFAC I WIERZYC W TO CO MOWIE (wiem, ze najprosciej nie klamac, ale co robic w obecnej sytuacji)
-CZY PIOTREK MA POWODY BY MI W NIC NA SLOWO NIE WIERZYC SKORO PRZYLAPYWAL MNIE NA WIELU KLAMSTWACH CHOCIAZ MALOISTOTNYCH (POMIJAJAC TE Z PRZESZLOSCIA EROTYCZNA)
-CZY JEGO NAGLA ZMIANA NASTAWIENIA OD WCZORAJ MOZE SWIADCZYC O TYM ZE COS W NIM PEKLO I TO JUZ KONIEC?
napiszcze tak szczerze, gdzie jest jakas moja wina a gdzie jego