Nie wiem do jakiej kategorii należy mój problem, więc napiszę to po prostu tutaj. Chciałabym was tylko prosić o podanie jakichś fajnych kierunków studiów. Jakichkolwiek. Nie mam żadnych ambicji, marzeń czy życiowych planów. Wszystko jedno co będę studiować byle to robić i mieć później pracę. Na maturze rozszerzam geografię, polski i angielski. Tylko po to, by mieć szerszy zakres w wyborze studiów. Ma ktoś jakieś ciekawe propozycje?
Podobne tematy
Ale dziwny ten Twój post;) Nie ma dla Ciebie nawet znaczenia czy będziesz studiować coś ścisłego czy humanistycznego? A z jakiego miasta jesteś? Bo np na UW chyba było coś takiego że wpisujesz przedmioty, które zdajesz na maturze i pokazują Ci się kierunki, na które mogłabyś pójść
Nie mam żadnych ambicji, marzeń czy życiowych planów. Wszystko jedno co będę studiować byle to robić i mieć później pracę.
Przy takim podejściu nie idź na żadne studia, tylko od razu szukaj pracy. To nie jest sarkazm ani żadna złośliwość, mówię poważnie
Bo w dzisiejszych czasach żadne studia nie dają Ci gwarancji pracy, najważniejsze i tak jest realne doświadczenie. Jest teraz mnóstwo magistrów, którzy po 5 latach studiowania (tylko studiowania, bez jakichkolwiek praktyk, pracy czy wolontariatu nawet) budzą się z ręką w nocniku, że mają te 20-parę lat i zero doświadczenia zawodowego, a potem płaczą, że nikt ich nie chce zatrudnić. Takie są realia - jeśli nie wiesz, co chcesz w życiu robić, popróbuj najpierw pracy w różnych branżach, zdobądź jakieś doświadczenie i zarabiaj pieniądze, bo w takim przypadku podjęcie "byle których" studiów będzie tylko marnowaniem czasu.
najprosciej to byloby najpierw dorosnac, proponuje jak u Czerwonych Gitar...znow za rok matura, za rok caly.
a ze studiow proponuje ichtiologie, skoro i tak wszstko Ci jedno. Jak nie do oceanarium to na kuter rybacki moze sie do pracy zalapiesz.
Czy jest taki kierunek: pustkologia albo wszystkomijednologia? Bylyby na pewno oblozone:)
Polecam Ci najpierw przeczytanie tej książki: Rób to, do czego jesteś stworzony - Paul D. Tieger a potem zastanowić się nad wyborem studiów.
Ta książka pomoże Ci rozpoznać własny typ osobowości i i powie o Twoich mocnych i słabych stronach oraz zasugeruje typ zajęcia odpowiedni dla Ciebie. A wtedy będziesz wiedzieć jaki kierunek studiów wybrać.
Studiowanie byle czego, byle tylko studiować a potem mieć "jakąś tam pracę" to najgorszy wybór. Przecież to ważna decyzja życiowa. Chcesz się męczyć kilka lat ucząc się rzeczy, które wogóle Cię nie interesują?
Bo w dzisiejszych czasach żadne studia nie dają Ci gwarancji pracy, najważniejsze i tak jest realne doświadczenie. Jest teraz mnóstwo magistrów, którzy po 5 latach studiowania (tylko studiowania, bez jakichkolwiek praktyk, pracy czy wolontariatu nawet) budzą się z ręką w nocniku, że mają te 20-parę lat i zero doświadczenia zawodowego, a potem płaczą, że nikt ich nie chce zatrudnić. Takie są realia
nie do konca to tak wyglada. Owszem do byle jakiej fuchy mozna i bez studiow, jednak jesli ktos ma ambicje (jesli..) startu z nieco wyzszej polki niz obsluga kasy czy ukladanie posadzki i chce pozniej piac sie w gore, robic cos wymagajacego wiedzy teoretycznej nie tylko fachu w reku, to nie ma mocnych, wczesniej czy pozniej ktos sie w firmie o papierek upomni. I np. awans dostanie kolega z takim samym albo nawet krotszym doswiadczeniem, ale dodatkowo z dyplomem.
Studia nie stracily na wartosci, jest tylko coraz ciezej o prace, jakakolwiek. Niemniej odbebnienie studiow tez uwazam za calkowita strate czasu. Nie kazdy musi miec magistra przeciez.
Mozna tez zrobic studia pozniej, pracujac juz i wiedzac co sie chce robic w zyciu.
Tak, już widzę tę radość mojej mamy, kiedy mówię jej, że nie idę na studia. Z maturą to ja mogę ulice zamiatać. Chcę w przyszłości mieć możliwość jakichś awansów w pracy a nie zostać sekretarką, która nadaje się tylko do kserowania i parzenia kawy.
nie do konca to tak wyglada. Owszem do byle jakiej fuchy mozna i bez studiow, jednak jesli ktos ma ambicje (jesli..) startu z nieco wyzszej polki niz obsluga kasy czy ukladanie posadzki i chce pozniej piac sie w gore, robic cos wymagajacego wiedzy teoretycznej nie tylko fachu w reku, to nie ma mocnych, wczesniej czy pozniej ktos sie w firmie o papierek upomni. I np. awans dostanie kolega z takim samym albo nawet krotszym doswiadczeniem, ale dodatkowo z dyplomem.
Nie chodziło mi o to, że studiować w ogóle nie warto, tak nie uważam. Miałam na myśli, że nie warto, kiedy się nie ma absolutnie żadnego pomysłu na swój przyszły zawód. Lepiej robić cokolwiek, co od razu przyniesie jakieś pieniądze, niż tracić 3-5 lat na coś, co BYĆ MOŻE kiedyś przyniesie pieniądze, a może się przecież zdarzyć tak, że nie przyniesie nic - ani pieniędzy, ani satysfakcji, ani nawet umiejętności (bo jak się studiuje coś, co nas nie interesuje, to trudno wyskrobać motywację do nauki).
Studia nie stracily na wartosci, jest tylko coraz ciezej o prace, jakakolwiek. Niemniej odbebnienie studiow tez uwazam za calkowita strate czasu. Nie kazdy musi miec magistra przeciez.
Moim zdaniem studia jednak straciły na wartości - za czasów moich dziadków, a nawet jeszcze rodziców studia były czymś prestiżowym, nieliczni zdobywali wyższe wykształcenie, a jak już ktoś je miał, to świadczyło to o ambicji i skonkretyzowanych życiowych celach. Różnic między "studiami dziś" a "studiami kiedyś" jest wiele:
1. Kiedyś na studia były egzaminy wstępne, które w dodatku do łatwych nie należały; teraz na prywatną uczelnię można się dostać pokazując świadectwo maturalne i wpłacając pieniądze
2. Kiedyś matura była trudniejsza do zdania, teraz wystarczy nędzne 30%
3. Kiedyś same studia były trudniejsze - mam na myśli przede wszystkim poziom trudności egzaminów, w tym egzaminu dyplomowego.
Oczywiście dokonałam tu pewnego uogólnienia, bo wiadomo, że są lepsze i gorsze uczelnie, podobnie jak trudniejsze i łatwiejsze kierunki.
Tak czy inaczej: dawniej dyplom studiów wyższych posiadało znacznie mniej osób niż obecnie, zatem można chyba powiedzieć, że wyższe wykształcenie straciło na wartości, bo nie jest już w żadnym stopniu deficytowe - stało się powszechne.
Anemonne, nie mialam na mysli wartosci studiow czyli poziomu nauczania tylko ich wartosci w pracy, dla pracodawcy. Bo jednak kazdego niemalze pracodawce bardziej zainteresuje kandydat z dyplomem nawet prywatnej uczelni niz taki tylko z matura.
Oczywiscie zaleznie od zawodu, nie wszedzie studia sa wymagane, potrzebne a czasem wrecz sa niemile widziane:)
ja jestem po studiach dziennikarskich. 5 lat studiowałam i nie pracuję w swoim zawodzie, robię kompletnie co innego. studia w dzisiejszych czasach wyglądają trochę jak przykry obowiązek, który trzeba spełnić. tzn wszyscy "muszą" mieć studia. kierunki są przepełnione, ludzie je kończą i potem nie mają co ze sobą zrobić. polecam szkoły zawodowe. albo rozkręcenie własnego biznesu. tylko trzeba mieć pomysł, wiadomo. jedyną umiejętnością nad którą warto pracować jest nauka języków obcych. ostatnio myślałam o tym, żeby zapisać się do jakiejś szkoły językowej. trochę zmienię temat, ale może macie jakąś do polecenia? jestem z Warszawy i niektórzy polecają Speak Up. ktoś słyszał coś na jej temat?