Cześć dziewczyny,
Postanowiłam tu napisać bo już sama nie wiem co robić...
W pracy miałam umowę na czas określony do lutego, zdarzyło się tak, że zaszłam w ciążę z mężem i teraz mam tylko przedłużenie do dnia porodu no i zasiłek macierzyński który będę otrzymywać z zusu.
Powiedziałam w pracy po 3 miesiącu, przed zakończeniem umowy. Mieli ze mną podpisywać kolejną umowę na czas nieokreślony, więc pomyślałam sobie, że warto się przyznać - jak nie powiem to stworzę wrogą atmosferę w pracy zatajając całą sprawę i tym bardziej zwolnią po macierzyńskim. Łudziłam się, że może jak uczciwie powiem to przedłużą umowę? Gadałam o tym z szefem ale on uciął rozmowę i powiedział, że nie wie co będzie za rok, jak wrócę (w domyśle to chyba oznaczało "nie podpiszemy kolejnej umowy")
Mimo to cały czas chodziłam do pracy -wytrzymywałam trudny dojazd, ciągłe zmęczenie no i nudności - w dodatku budynek, w którym pracuję jest remontowany (wiercenie przez 8 godz, pył, kurz i inne przyjemności).Wg. prawa powinnam spędzać tylko 4 godziny przed komputerem ale chciałam się wykazać w nadziei, że przedłużą mi umowę i siedziałam całe 8 godzin. Moja praca jest prawie wyłącznie przed komputerem więc poza komputerem nie miabym co robić i wg. prawa pracodawca musiałby mnie puszczać do domu po 4 godz- nie byłby zadowolony. Poszłam na zwolnienie na początku 6 miesiąca (i jestem do tej pory), jak lekarka wykryła nieprawidłowości w łożysku, nie było to bardzo groźne ale wolałam dla dobra dziecka trochę odpocząć.
Nie wiem czy wracać w 7 miesiącu ciąży do pracy i dalej walczyć i prosić o przedłużenie czy po prostu sobie odpuścić.
Boję się że po rocznym macierzyńskim już nie znajdę innej pracy bo będę miała roczną lukę w CV a wiadomo jak to jest- 50 kandydatów na jedno miejsce i młoda matka z rocznym dzieckiem nie jest konkurencyjna...