Na wstępie chcę przeprosić, bo wiem, że forum jest dla kobiet a ja jestem mężczyzną, chociaż to zbyt dużo powiedziane.
Niestety mężczyźni albo nie rozumieją, nie widzą problemu, albo wręcz śmieją się z tego, a ja ma problem, z którym naprawdę nie mogę sobie poradzić.
Pisząc tutaj liczę na wrażliwość i mądrość kobiet, lecz nie liczę na litość, bo to jest ostatnia rzecz, jakiej bym chciał.
Mój problem może wydawać się banalny, bo dotyczy uczuć, chociaż nie tylko w czystej kwestii damsko-męskiej.
Problem miłości czy może jej deficytu dotyczy mnie już od dziecka, gdy tata zmarł a mama mówiąc w sposób kolokwialny mnie olała.
Mówiąc prościej ja chyba nie potrafię kochać, chociaż nie raz już ktoś mi mówił, że kocham pięknie, bo całym sobą i nie dotyczy to tylko ludzi, ale też i zwierząt.
Niestety to są tylko słowa, bo ja, chociaż kocham to boję się tego uczucia. Im więcej ktoś ofiaruje mi miłości tym bardziej ja uciekam, jakkolwiek w głębi serca tak jej pragnę i tak jej wyczekuję.
Strach przed miłością to nie jedyny mój strach. Boję się, że kogoś zranię w sposób nawet niezamierzony i ktoś będzie cierpiał z tego powodu, boję się, że nie podołam, że zawiodę pokładane we mnie nadzieje, boję się, że nie tyle ja, ale ktoś będzie cierpiał, gdy coś pójdzie nie tak.
Ale to też nie jest wszystko, czego się boję. Od zawsze porównywałem się z innymi ludźmi, ich wyglądem, ich dokonaniami a nawet z ich statusem materialnym, i na tle tych ludzi wypadam blado, naprawdę blado pomimo już słusznego wieku. Boję się, bo każdy może dać więcej niż ja, a ja nie mam prawa stawać komuś na drodze i tym samym odbierać mu takiej możliwości.
Wiem, że może jeszcze nie jest najgorzej, bo są i gorsze przypadki, ale jakoś nie przemawia to do mnie.
Przechodząc jednak do sedna to poznałem kobietę, którą już wcześniej znałem. Ona jest wolna, ja jestem wolny i coś pomiędzy nami zaczęło kiełkować tylko, że ja chyba w takim samym stopniu jak pragnę to boję się tego uczucia. Boję się, że czemuś nie sprostam, że zawiodę, że będą łzy jeszcze większe, niż jeśli teraz by się to skończyło.
Tak, łez się boję również i od zawsze łzy w oczach każdego wywoływały i u mnie łzy, chociaż zawsze staram się to ukrywać, ale nie zawsze się udaje.
Ja naprawdę nie chcę szczęścia tylko dla mnie, ale przede wszystkim chcę go dla Niej, tylko nie wiem czy temu wszystkiemu dam radę.
Nie wiem, co robić ani jak robić, a coś zrobić muszę, bo nie może to wszystko tak wisieć.
Co ja mam zrobić, gdy serce mi mówi kochaj i daj się kochać a rozum, co innego? Tylko czy ja mam rozum? Czy ktoś tak strachliwy jak ja w ogóle wart jest miłości?
Wiem, że mam dylematy być może jak gimnazjalista, ale naprawdę nie wiem, co począć, co byłoby, co będzie mniejszym złem, bo to, że już nim będzie bez względu na... raczej wątpliwości nie mam.