W sumie jesteśmy ze sobą 1,5 roku (nie licząc przerw), a wszystko zaczęło się tak...
Znałam go z widzenia od długiego czasu, później nawiązaliśmy kontakt koleżeński. W tamtym czasie był dla mnie tylko kolegą i nawet nie zauważyłam jak się we mnie zakochał (ani, że ja powoli zakochiwałam się w nim). Pocałunek wszystko zebrał do siebie i zaczęliśmy być oficjalnie jako para. Na początku nie traktowałam tego poważnie, po co robić sobie nadzieje. Po ok. 3 miesiącach jego przyjaciel popełnił samobójstwo. To był pierwszy ciężki czas - nie odzywał się do mnie tygodniami, a ja próbowałam na siłę uszanować to, że chce być teraz sam, choć wolałabym być przy nim, słysząc komentarze od jego znajomych, że "zostawiłam go w potrzebie". Nie poruszałam z nim tego tematu, jakoś wszystko przeszło do normy. Następnie zaczęło się coś psuć, coraz mniej się widywaliśmy, on wolał towarzystwo swoich znajomych i dowiedziałam się, że pali marihuanę (czas związku ok. 6-7msc.) - powiedziałam wprost, że nie chcę być z kimś kto to robi, że moja rodzina rozpadła się przez narkotyki i tego nigdy nie zaakceptuje. Po szczerej rozmowie o tym, powiedział, że skończy z tym, bo nie jest nałogowym palaczem. Cieszyłam się, że w tej kwestii się tak dogadaliśmy. W sierpniu wyjechałam na 3 tygodnie do ojca, żeby się z nim zobaczyć (takie spotkanie przypada mi raz w roku). Okazało się, że ten cały czas on CODZIENNIE palił trawę, bo długi czas tego nie robił, a zostawiłam go na tyle czasu samego i nie wytrzymał. Masakra, niby dorosły człowiek, a nie potrafi się kontrolować. Była okropna awantura, wyrzuciłam mu wszystkie swoje problemy wobec niego. On obiecywał, że zmieni to itp. Nic podobnego się nie stało. Zbliżał się rok naszego związku, nie wytrzymałam i zakończyłam to. Nigdy nie czułam się gorzej, dałam się wodzić za nos jakiemuś chłoptasiowi - bo inaczej wtedy nie można było tego nazwać. On się załamał, zaczął na umór pić niemal codziennie. Cały czas próbował się ze mną kontaktować. Zgodziłam się go wysłuchać. Powiedział mnóstwo rzeczy, o których ja nigdy nie wiedziałam - niemal przez rok czasu!!! - że jego ojciec choruje na raka, w domu od małego miał patologiczną sytuacje, itd. On płakał, ja płakałam, było mi niesamowicie przykro, że nigdy nie zebrał się, żeby mi takie coś powiedzieć. Zaczęliśmy rozmawiać częściej, czasem nawet przychodził mnie odwiedzić. Zapytał wprost, czy jest jakaś szansa abym znowu chciała z nim być. Odpowiedziałam, że tak pod warunkiem, że nie będzie już brać narkotyków, zacznie mnie traktować poważnie i zostawi swoje głupie towarzystwo. On się zgodził, ja nie od razu. Półtora miesiąca go obserwowałam, czy wrócić czy nie. Nie było żadnych przeciwwskazań.
Kilka miesięcy związku (aktualnie) i on zaczął mieć do mnie wyrzuty, że go ograniczyłam i to wszystko przeze mnie, że zostawił znajomych dla mnie (znajomi naprawdę nie ciekawi, próbowałam nawet się z nimi w jakiś sposób zakolegować, ale nie nadaje na tych samych falach z ludźmi "ale się ostatnio nawaliłam, pamiętacie jak tańczyłam na stole? hehehe"). Dodam, że w ciągu tego czasu gdy do siebie wróciliśmy wyszło na jaw, DWA RAZY, że ma zamiar sadzić z kolegami zielsko i różne inne dziwne rzeczy. Ręce mi opadają. Powiedział mi, że niby udaje, że mi zależy na związku, a on nie może się nawet z nimi widywać. Odpowiedziałam argumentem równie głupim - że dla mnie to jest tak, że to on mnie nie kocha i woli swoje towarzystwo, poza tym ma wybór, bo może wybrać ich (1 część argumentu całkowicie sarkastyczna).
Nie wiem jak z tego wybrnąć. Chciałabym, aby zdecydował. Denerwuje mnie przeciąganie tego całego cyrku.
Podobne tematy
Rozumiem cię co do wyboru bo sam stawiałem kobiety często przed takimi wyborami i nie rozumiem dalej wyborów ludzi. Hmm powiem ci, że to nie ma sensu za bardzo, jesli cię kocha to sie postara, jeśli nie to będzie dalej robił tak jak robi. Hmm mogli byście pójść na układ, że będzie sie spotykał ze znajomymi ale bez brania, cpania i wgl. Chociaż nie wiem czy to coś da. On sam musi mieć własny rozum, a z tego co piszesz on go nie posiada.
Wydaje mi się, że efekt jaki Cię interesuje możesz uzyskać tylko przez ultimatum+ustępstwa. Tzn. ultimatum dotyczące narkotyków, jeśli pojawią się jeszcze raz to po prostu koniec i już. Bez tłumaczenia, bez przepraszania. Jeśli się na to zgodzi a znów zawiedzie - to lepiej będzie dla Ciebie jeśli rozejrzysz się za kimś, kto potrafi dotrzymywać słowa.
Natomiast ustępstwa... przez całkowite odcięcie go od dawnych kolegów faktycznie może mieć poczucie uwiązania. Może udałoby się pójść na jakiś kompromis, przeboleć jakoś jeden-dwa weekendy w tygodniu, kiedy mógłby wybrać się z nimi na jakąś imprezę.
Oczywiście to zależy od Ciebie i od tego, czy jesteś w stanie to tolerować. Tak czy inaczej, życzę powodzenia. ![]()