Witam.
Bardzo Was proszę o radę, o jakiegoś kopniaka w tyłek ,bo ciężko mi normalnie funkcjonować:(
Jesteśmy razem 1,5 roku. Oboje mam po 23 lata.
Jestem zakompleksiona. Ale robię postępy i naprawdę jest mi coraz lepiej-sama to zauważam na każdym kroku.
Początki naszego związku były dla mnie bardzo trudne. Na początku nie byłam zazdrosna. Mówił mi ,że była do Niego pisała jak się dowiedziała ,że mnie poznał ( chciała oddać prezenty,które od Niego dostała, a to chciała żeby Jej coś kupił przez internet) . Nie ruszało mnie to absolutnie. Miał przyjaciółkę o której mi dużo mówił ( nie , nie pytałam,ale wspominał o Niej na każdym kroku). Nie załapałam wtedy. Okazało się ,że to była przyjaciółka 'z bonusem'( nie spał z Nią odkąd się poznaliśmy - wiem,bo dobijała się do Niego, przestał się odzywać do Niej).Pytałam co ich łączy na samym początku ( swoją drogą , wiecie jak się o Niej dowiedziałam, o Jej istnieniu? W dzień ,w którym się poznaliśmy ,odprowadzając mnie do domu , pomylił imiona,i nazwał mnie Jej imieniem.) No i jak się pewnie domyślacie , moje zaufanie do Niego prysło totalnie. Powiedział,że zapracuje na nie. Ok, dostał szansę.
Bardzo bolesne było dla mnie to,że wiecznie mówił o innych dziewczynach. Nie,że się zachwycał czy coś ,ale a to o jakiejś poznanej na koncercie , a to o byłej ( np.: oglądaliśmy serial a On mówi,że musiał tego dużo z byłą oglądać) . Prosiłam, tłumaczyłam. Pewnego dnia się popłakałam. Nie wytrzymałam. Byłam w trakcie 'walki o siebie', o swoje poczucie własnej wartości. I podcinało mi to skrzydła. Opowiadał o swoich 'podbojach' i wyrobił sobie u mnie opinie takiego faceta , który każdą by zaliczył ![]()
Kolejna kwestia -patrzenie na inne. Potrafił się 'zagapić', siedząc ze mną w kawiarni ,czy stojąc w kolejce. A wiecie co było najgorsze? Że się wypierał, że mówił mi,że jestem nienormalna, że On nic nie robi. Ja naprawdę próbuję rozumieć ,że 'każdy facet tak robi'. Ale to zwalnia ich z odrobiny taktu? I to też bolało. Robił ze mnie wariatkę,a ja czułam jak to wszystko ciągnie mnie w dół...
Jednego razu byliśmy na imprezie. Dwudniowej , nad jeziorem. Pojechał z Nami mój brat z dziewczyną i kumpela z facetem.Koleżankę znam bardzo długo. Zawsze czułam ,że jest ładniejsza, chudsza, fajniejsza. Na ten wyjazd i impreze przygotowywałam się długo. Ćwiczyłam, bardzo długo szukałam odpowiednich ciuchów. Chciałam się czuć wartościowa . Mój chłopak o coś tam był na mnie wściekły ( bo nie poszło po Jego myśli i nie docierało do Niego ,że skoro wyjazd jest GRUPOWY to decyzje np.: o godzinie wyjazdu też powinny byc wspólne). No i chcąc mi dać 'karę' zaczął mnie traktować jak najgorszą. Odzywał się do mnie tylko kiedy chciał 'warknąć' w jakiejś sprawie. Przez resztę czasu rzucał głupimi żarcikami w stronę mojej koleżanki ( a Jej się to podobało) ,albo dbał o dziewczynę mojego brata, nazywając Ją ' Paulinką'. Kolejny bolesny kopniak , prosto w twarz. Oczywiście ,po powrocie znowu mój płacz , Jego przeprosiny, bukiet z 32 czerwonych róż ( mama jak zobaczyła to myślała ,że się oświadcza) . Kolejna impreza w tej samej grupie, On już przy mnie , byłam w centrum . Ale ja czułam przerażenie. Ścisk w żołądku na samą myśl o tym co zrobił tam, nad jeziorem.
Od października, po szczerej rozmowie , wszystko się zmienia. On staje na wysokości zadania. Koniec z gapieniem się , mówieniem o innych itp.Tłumaczył,że to pierwszy prawdziwy związek, że w poprzednich mógł robić co chciał etc.
Jesteśmy zupełnie inaczej wychowani. Mój tata to dla mnie wzór faceta. Nigdy nie usłyszałam od żadnego z mężczyzn w mojej rodzinie jakiegoś durnego tekstu typu 'fajna laska'. Nigdy żaden z nich nie napalał się na młodszą.
Z kolei tata mojego chłopaka ostentacyjnie gapi się na inne. Bajeruje , zagaduje, ślini się i mówi o tym głośno. Ostatnio byłam z nimi na imprezie i Jego mama mówi do ojca 'chodź, zamienimy się miejscami, będziesz mógł sobie młode dziewczyny pooglądać'. Dla mnie to coś zupełnie obcego, niepojętego.
Jak jest teraz? Świetnie! Jest idealny. Ja swoje poczucie wartości dźwigam i czuje Jego wsparcie.
Ale to co było mnie prześladuje. I czuje,że zaczynam mieć obsesje. Każdą napotkaną dziewczynę obserwuje, oceniam i już wiem,że spodobała by mu się. Że patrzył by na Nią z pożądaniem, chciałby Ją. Przerażają mnie wspólne wyjścia w jakieś miejsce publiczne. Przeraża mnie wiosna, dziewczyny w sukienkach , spódniczkach. Aż mnie coś ściska w gardle i w żołądku. Bałam się przedstawić mu moje przyjaciółki, bałam się ,że zachowa się jak nad jeziorem. Bardzo staram się,żeby nie zauważył. Nie zauważył mojego przerażenia w momencie kiedy koło nas pojawia się jakaś fajna dziewczyna. Boje się cholernie ,że znowu będzie się dziać to samo.Że będę się czuła jak gówno a On będzie robił ze mnie wariatkę i wmawiał ,że zupełnie przypadkiem odprowadził wzrokiem laskę w krótkiej spódniczce w trakcie ROZMOWY ze mną.
Bardzo się stara, widzę to, czuję.
Co ja mam zrobić? Na samą myśl o kolejnym wspólnym wyjeździe nad jezioro sztywnieje .
Wiem,że kiedyś był prostakiem. Pokochałam to starałam się przetrwać . No i udało się,doczekałam się momentu, w którym jestem ja a inne się nie liczą. Ale wiecie co ? Gdybym miała od nowa zaczynać ten związek, z wszystkimi perypetiami to nie zdecydowałabym się...
Jestem chorobliwie zazdrosna i mimo ,że bardzo mocno pracuję nad sobą i swoją samooceną , ciężko mi. W tym początkowym okresie było tak jakbym ja próbowała wyjść z kanału. Podnosiła powoli wielką i ciężką metalową klapę a On co jakiś czas stawał na niej i leciałam w dół.
Jak się pozbyć tej obsesji na temat innych kobiet? On JUŻ nie daje mi powodów,a ja sama mam paranoję.
Błagam ;(