Wiem, że były tutaj podobne tematy ale chodzi mi o to, że chcę schudnąć 10kg w 2 miesiące. Mam niedoczynność tarczycy i wtedy gdy się dowiedziałam to przytyłam dobre 15kg i czuję się strasznie w swoim ciele. Mam mega apetyt i zastanawiam się jak ja wytrzymam na diecie.. Ale chce spróbować. Jaka diete polecacie i co wogóle jeść? bo słyszałam, że przy niedoczynności trzeba unikać niektórych warzyw. I czy działają tabletki na zmniejszenie apetytu?
Podobne tematy
2 2015-03-21 13:31:53 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2015-03-21 14:23:19)
10 kilo przy niedoczynności w 2 miesiące? Zejdź na ziemię. No i też ciekawy jest ten mega apetyt, przy niedoczynności go nie ma, po prostu się tyje, ale wcale nie je się więcej. Fajnie by było jakbyś podała swoje ostatnie wyniki badań tarczycy.
Nie da rady tyle zrzucić? Źle się wyraziłam jem tak jak jadłam tylko mam apetyt na jedzenie, że tak powiem gorszej jakości. Nigdy się nie odżywiałam zdrowo ale półtora roku temu nie miałam problemu ze swoją wagą wręcz przeciwnie płaski brzuszek, który mi się podobał a teraz? no cóż. Endokrynolog popatrzyła na moje wyniki USG i badań krwi i stwierdziła, że moja tarczyca jest bardzo malutka. A TSH nie stoi źle bo na początku miałam 8.00 później 5.00 a ostatnie wyniki to 2.60
No to Twoja niedoczynność jest unormowana, możesz normalnie schudnąć tak jakbyś była zdrowa, to dobra wiadomość. Zła jest taka, że 10 kilo w dwa miesiące to lekka przesada, stawiasz sobie wysoko poprzeczkę, ambicja jest dobra, ale stawiaj sobie realne cele, bo nawet jeśli to Ci się uda, to z takim nastawieniem chwila moment wróci. Postaw na ruch i dietę niskowęglowodanową, unikaj cukrów prostych, jedz dużo warzyw i białka, ale nie mów sobie "schudnę 10 kilo w 2 miesiące" bo to bez sensu, tego się nie da przewidzieć, a i nie ma sensu się głodzić, jedz normalnie, tylko często i zdrowo, bez syfu i cukrów prostych, a na pewno będzie efekt.
To ja pozwolę sobie zarekomendować dietę LCHF - u mnie będzie to prawie 10 kg w 2 miesiące. Choć przy niewielkiej nadwadze będzie trudniej niż u mnie
, ponadto dieta bardzo dobrze się sprawdza przy niedoczynności tarczycy i innych problemach hormonalnych (Hashimoto, PCOS itd.)
![]()
No i smaczna jest! ![]()
6 2015-03-21 15:27:30 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2015-03-21 15:29:00)
Ja stosuję coś w tym stylu, znaczy nie liczę tego ile czego zjadłam bo bym oszalała już mi wystarczy mierzenie cukru i inne pierdoły, ale jem dużo białka mlecznego, z uwagi na to że jem masło, sery żólte to tłuszczu nieco też, a węgli jem mało, w sumie jedyne moje węgle to warzywa ale i tak o niski IG. Też jem ile chcę, głodna nie chodzę i to tak a schudłam w sumie 60 kilo ![]()
Jednak nie stawiaj sobie "schudnę tyle i tyle" bo organizm może się buntować i można kilka tygodni nie chudnąć wcale, możesz chudnąć wolniej, jak i oczywiście możesz zgubićte 10 kilo, ale każdy efekt nawet mniejszy będzie dobry.
No w zasadzie podstawowym założeniem tej diety jest to, ze ona działa nawet bez liczenia (tzn oprócz węgli, które jednak trzeba pilnować, choć nie tyle liczyć, co po prostu wybierać produkty/warzywa niskowęglowodanowe i tyle) tylko zachowywać deficyt energetyczny i "samo się będzie chudło" ![]()
8 2015-03-21 15:35:51 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2015-03-21 15:38:46)
No dokładnie tak, znaczy ja miałam nawet kilkutygodniowe zastoje, ale po kawałku i zleciało i zwykle te zastoje łapały mnie jak byłam chora (a wtedy właśnie robiły mi się jaja typu kwasica, wysoka glikemia mimo diety) albo jak TSH poszło do góry, przy normalnym było bardzo ładnie i pierwsze 3 miesiące to mi spadło 17 kilo, a głodna wcale nie chodziłam i wtedy nawet jeszcze zbytnio nie ćwiczyłam bo byłam dekilatnie mówiąc w fatalnym stanie.
Ja sobie jeszcze robiłam jeden dzień luźniejszy taki, że nie jakieś mega żarcie, ale że ziemniaczek, czy pełnoziarnista pizza i to mi ładnie podkręcało metabolizm, bo po takim dniu leciało szybciej ![]()
9 2015-03-21 15:37:13 Ostatnio edytowany przez Cleopatra (2015-03-21 15:41:30)
Uważam, że lepiej jest chudnąć powoli, wtedy skóra pozostaje elastyczna. 10 kg w 2 miesiące, to za szybko, jest ryzyko, że skóra będzie potem wiotka. Może być trudno taki efekt zniwelować, nawet ćwiczeniami. Domyślam się, że chcesz schudnąć do lata, by fajnie wyglądać. Ale zapewniam Cię, że lepiej mieć trochę więcej tłuszczyku i go najwyżej apetycznie opalić niż paradować jako szczupła z obwisłą skórą.
Skoro tak to cieszę się co do tej niedoczynności ![]()
No tak 10 kg w 2 msc to jest troche ale wcześniej nie brałam się za odchudzanie, bo na internecie wyczytałam, że przy niedoczynności się bardzo wolno chudnie więc stwierdziłam, że bez sensu. Ale teraz muszę się wziąć za siebie, bo lato a ja nie dość, że mam sadełko to jeszcze cellulit i rozstępy- porażka jakaś.
Ale przy odpowiedniej diecie i ćwiczeniach liczę, że zrzuce to co chcę zrzucić ![]()
A jakie warzywa powinny być najlepsze według was dziewczyny? ![]()
Małpa69 zrzuciłaś 60kg? wow no podziwiam Cie ![]()
11 2015-03-21 16:57:15 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2015-03-21 16:59:22)
Dziękuję ![]()
Warzywa o niskim IG
Czyli np marchew surowa, bo gotowana ma już dość wysoki (ale taka ugotowana na twardo może być, tzn nie na papkę), ziemniaki tylko młode (mają mniej skrobi), brokuły, bakłażan, cukinia, cebula, cykoria, fasola, wszystkie grzyby, kiełki, sałaty, kapusta, szparagi, papryka itd
Więcej ma niski niż wysoki ![]()
Ziemniaki prócz młodych mają wysoki IG, buraki również, ale buraki mają wiele właściwości pro zdrowotnych i nie ma potrzeby z nich rezygnować zupełnie, Bób również wysoki, ale znowu bez przesady, jest zdrowy trochę można zjeść, także warzywa właściwie możesz jeść wszystkie jedynie unikaj tych z wysokim IG, ale nie musisz ich zupełnie wywalać, w końcu i buraki i bób to bardzo zdrowe warzywa więc bez przesady ![]()
Ziemniaki, makarony, ryż możesz zastąpić ciecierzycą i soczewicą, są smaczne, sycące, ale mają niski indeks i dużo białka.
Dzięki za opisanie ![]()
A co z chlebem, makaronem, ryżem itd? bo słyszałam też coś o takiej diecie, żeby zrezygnować i zamiast chleba to np wafel ryżowy z szynką i pomidorem ![]()
Boże tylko nie wafle ryżowe. Jeżeli normalnie trawisz, nie uczula Cię gluten to jedz pieczywo żytnie, orkiszowe. Wafle ryżowe są kaloryczne i niezbyt wartościowe. Makaron, ryż, ziemniaki, najlepiej zamienić na soczeiwcę i cieciorkę, te mają dużo białka zamiast cukrów.
A pieczywo chrupkie? ![]()
Ale po co? Zwykle pieczywo chrupkie czy takie wafle mają w przeliczeniu na 100g więcej kalori niż razowe pieczywo, no to jaki jest sens? To mit i marketing, że to produkty dietetyczne i mają jakąś rolę w odchudzaniu, nie mają żadnej ![]()
Myślałam, że lepsze to jest ale widzę, że się myliłam ![]()
Nie, to tylko mit, chleb razowy, orkiszowy, pełnoziarnisty syci na długo i ma dużo błonnika a ten sprzyja chudnięciu, a te chrupkie bzdety raczej nie są zbyt sycące i nie mają tyle błonnika, a tak jak mówiłam w przeliczeniu na 100g mają więcej kalori niż normalny chleb ![]()
W sumie to może i lepiej ![]()
To ja pozwolę sobie zarekomendować dietę LCHF
Masz na myśli dietę a la dieta Kwaśniewskiego?
Trochę ryzykowna. Może coś mniej ryzykownego, na przykład dieta doktora Wolfganga Lutza?
Wiem że są osoby z typem metabolizmu, dostosowanym do LCHF ale nie ma ich zbyt dużo.
A jakie warzywa powinny być najlepsze
Te które można jeść na surowo.
Trochę zbyt duże uogólnienie.
22 2015-03-24 10:50:20 Ostatnio edytowany przez Rumpelstiltskin (2015-03-24 11:04:32)
Trochę zbyt duże uogólnienie.
Tylko pozornie jest to uogólnienie.
Wszystko wyjdzie w praniu, jeśli się trochę poeksperymentuje.
Próbowałem już kiedyś typowego LCHF i LC. Nie były to krótkie okresy. Było nawet nieźle bo ketony i wolne kwasy tłuszczowe to świetne paliwo ale szału nie było. Wymierne efekty zauważyłem wtedy kiedy zastosowałem LC w której większość to nie przetworzone i nie poddane obróbce termicznej produkty żywnościowe. Dostałem kopa energetycznego który utrzymuje się do dziś. Mam tyle samo energii co wtedy gdy miałem 20 lat a dziś mam ponad 2 razy więcej, lepiej się czuję pod względem fizycznym jak i psychicznym.
Nie stosowałem nigdy diety żeby regulować wagę ciała bo bez względu na rodzaj diety oscyluje ona w granicach prawidłowego BMI.
Chodziło mi o widoczny spadek energii z wiekiem.
To co można jeść na surowo to nie jest uogólnienie. Każdy ma inne preferencje. U mnie z czasem pojawił się smak na tatara, kogel-mogel i także większość produktów zwierzęcych zacząłem jeść tak jak w raw-paleo.
Jedzenie tego co nie jest przetworzone i nie poddawane długiej obróbce termicznej nie stwarza ryzyka niedoborów witamin i minerałów w formie jonowej, zmniejsza ryzyko chorób z autoagresji a wręcz im zapobiega lub je cofa.
W każdym rodzaju diety są ogólne wytyczne. Jest to po to żeby każdy kierując się rozumem zastosował brzytwę Ockhama i zostawił to co w jego przypadku działa. To wcale nie jest trudne.
Problem w tym że nie każdy może jeść surowiznę, bo u wielu osób po surowiźnie pojawiają się problemy trawienne. Druga sprawa surowe mięso? Skąd to mięso? Z marketu? Smacznego.
24 2015-03-24 22:45:24 Ostatnio edytowany przez Rumpelstiltskin (2015-03-24 22:46:10)
Problem w tym że nie każdy może jeść surowiznę, bo u wielu osób po surowiźnie pojawiają się problemy trawienne.
Druga sprawa surowe mięso? Skąd to mięso? Z marketu? Smacznego.
Problemy trawienne po surowiźnie mijają po krótkim czasie. Każda zmiana sposobu żywienia wymaga okresu adaptacji. Można jeść na surowo tylko część produktów, to i tak da pozytywne efekty.
Skąd mięso.... Z supermarketu od czasu do czasu ujdzie w tłumie.
Nie można popadać w paranoję w kwestii diety, wszędzie szukać zagrożeń czyhających w produktach żywnościowych bo jedzenie powinno być przyjemnością a nie ciągłym analizowaniem.
No nie wiem czy jedzenie na surowo mięsa z supermarketu może być przyjemne albo zdrowe, ale co kto lubi.
I to nie prawda, niektórym ludziom surowizna nie służy i nigdy się do niej nie przyzwyczają. Dwa, niektóre produkty przy obróbce termicznej zyskują, a nie tracą.
I to nie prawda, niektórym ludziom surowizna nie służy i nigdy się do niej nie przyzwyczają.
Dwa, niektóre produkty przy obróbce termicznej zyskują, a nie tracą.
To że surowizna nie służy może mieć wiele przyczyn. Może to być wskaźnik złego stanu jelit, wątroby. Pomijam barierę psychologiczną bo ta jest czasem nie do pokonania.
Tak. Niektóre produkty zyskują po obróbce termicznej. Jest to z reguły to co nie jest jadalne na surowo np strączkowe. Ale nie tylko te.
Znajduje się palenisk sprzed 450 000 lat, wokół których znajduje się kości zwierząt np z rodziny koniowatych. Przez tak długi okres metabolizm człowieka zdążył się przystosować do jedzenia potraktowanego ogniem, tak więc twoje twierdzenia są słuszne. To w neolit narobił największego bałaganu.
Badania wskazują również że owszem obróbka powoduje ubytek witamin, ale przeprowadzona dobrze nie niszczy ich zupełnie, a witaminy z pokarmu ugotowanego mają cechować się większą wchłanialnością.
Ja bym więc jednak nie przesadzała, o ile warzywa to warzywa, to już bez przesady czy ugotowane czy nie, mięsa z marketu też bym na surowo nie jadła, a ze wsi też tylko przebadane, a nie na lewo od gospodarza bo to z kolei grozi pasożytami.
Badania wskazują również że owszem obróbka powoduje ubytek witamin, ale przeprowadzona dobrze nie niszczy ich zupełnie, a witaminy z pokarmu ugotowanego mają cechować się większą wchłanialnością.
Z ugotowanych warzyw także cukry i białko są lepiej przyswajalne. To dlatego że wysoka temperatura narusza strukturę błon komórkowych roślin co jest korzystne bo człowiek nie wytwarza enzymów które to robią. Jest to dowód że człowiek jest drapieżnikiem. Tylko przeżuwacze wytwarzają takie enzymy.
Trawienie produktów zwierzęcych wymaga enzymów które normalnie są wytwarzane przez ludzki organizm czyli lipaz, proteaz i jesli zawierają niewielką ilość węglowodanów to amylaz. Surowe produkty zwierzęce są lepiej trawione niż poddane wysokiej temperaturze. Z mięsem istotnie może być problem bo takie niewiadomego pochodzenia może zawierać pasożyty.
Można starać się po prostu gotować, piec, smażyć tylko tyle na ile to niezbędne.
Wśród warzyw zmniejszających apetyt wiodące miejsce zajmują buraki, które wyjątkowo korzystnie wpływają na nasz układ pokarmowy. Przede wszystkim zawierają błonnik, który pomaga w trawieniu i na długo zapewnia uczucie sytości. Dodatkowo buraki wzmacniają odporność organizmu na choroby, zwłaszcza wirusowe. Zawierają witaminę C, cukry, białko, karoten i mnóstwo pierwiastków mineralnych - żelazo, magnez, potas, wapń, a także kwas foliowy.
Jeśli chcemy szybko oszukać głód sięgnijmy po szklankę soku warzywnego - najlepszy jest pomidorowy, marchwiowy lub buraczany. Osoby pijące warzywne drinki przed posiłkiem, spożywają dziennie o 135 kcal mniej. Sokoterapia to również popularny sposób na usuwanie toksyn z organizmu.
Jabłko to absolutny faworyt i król każdej diety. A wszystko dzięki pektynom, które dają uczucie pełnego żołądka. Dodatkowo pektyny oczyszczają organizm z substancji trujących, a podczas trawienia wiążą niektóre metale ciężkie w nierozpuszczalne sole, które są wydalane z organizmu. Neutralizują też florę bakteryjną, wymiatają resztki pokarmów i substancje toksyczne. Jabłka skutecznie regulują poziom glukozy i zwiększają energię. Badania dowodzą, że zjedzenie jabłka wymaga czasu, który jest potrzebny organizmowi, by "uświadomił" sobie, że nie jest już głodny.
Po trzecie - jabłka
Jabłko to absolutny faworyt i król każdej diety. A wszystko dzięki pektynom, które dają uczucie pełnego żołądka. Dodatkowo pektyny oczyszczają organizm z substancji trujących, a podczas trawienia wiążą niektóre metale ciężkie w nierozpuszczalne sole, które są wydalane z organizmu. Neutralizują też florę bakteryjną, wymiatają resztki pokarmów i substancje toksyczne. Jabłka skutecznie regulują poziom glukozy i zwiększają energię. Badania dowodzą, że zjedzenie jabłka wymaga czasu, który jest potrzebny organizmowi, by "uświadomił" sobie, że nie jest już głodny.
Po czwarte - imbir i migdały
Imbir od lat stosowany jest jako środek pobudzający system odpornościowy. Pomaga zwalczyć przeziębienie, kaszel, ból gardła, reguluje pracę woreczka żółciowego. Zawiera wapń, magnez, fosfor i potas. Kluczową substancją jest gingerol, który rozgrzewa, przyspiesza przemianę materii, poprawia trawienie i hamuje apetyt. Podobnie działają migdały. Są one bogatym źródłem przeciwutleniaczy - w tym witaminy E, która chroni przed niekorzystnym wpływem wolnych rodników - witaminy B2, odpowiedzialnej za prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego, cynku oraz magnezu. Z wielu badań wynika, że migdały zwiększają poczucie sytości i pomagają w kontrolowaniu wagi. Nie wolno ich jednak jeść zbyt dużo (wystarczy garść dziennie).
Na deser - gorzka czekolada
Jak się okazuje, również gorzka czekolada może pomóc w chudnięciu. Badania dowodzą, że kawałek czekolady skutecznie może ograniczyć głód, a to m.in. dzięki zawartości kwasu stearynowego. Są jednak pewne warunki - musi to być czekolada o zawartości minimum 70 proc. kakao i nie można jej zjeść zbyt dużo - wystarczą dwa, trzy kawałki.
I wreszcie - woda plus zielona herbata
Podobno wypicie dwóch szklanek wody przed posiłkiem pozwoli nam zjeść aż o 90 kcal mniej. Dobra woda mineralna dostarcza nam ważnych składników odżywczych i wypełnia żołądek. Po większe ilości wody powinny sięgać osoby mające kłopoty z pracą jelit, bowiem płyny nawadniają pokarm podczas jego wędrówki przez przewód pokarmowy. Dziennie powinniśmy wypijać ok. 2 litrów wody. Jeśli lubimy herbatę, sięgajmy jak najczęściej po zieloną. Picie zielonej herbaty pomaga bowiem powstrzymać się przed odruchowym sięganiem po przekąski typu paluszki czy chipsy. Napój ten przyspiesza też spalanie tłuszczu, czyli termogenezę.
A jeszcze mam takie pytanie co powinnam jeść przez cały tydzień, żeby dostarczyć organizmowi niezbędnych witamin?
I jakie jogurty powinnam wybierać?
Opijanie sie woda przed posilkiem to prosta droga do chorob zoladka - 0,5l wody przed jedzeniem to mocno rozrzedzone kwasy zoladkowe podczas trawienia, czyli w konsekwencji pokarm niedotrawiony trafia do jelit, gdzie zaczyna gnic, a skladniki odzywcze z niewystarczajaco strawionego pokarmu nie moga sie wchlonac z jelita cienkiego. Do tego duza ilosc wody + posilek = rozepchany zoladek.
Nie powinno sie pic godzine przed posilkiem i do dwoch godzin po, wlasnie zeby sprawnie trawic. A podczas posilku tylko pokarmy wyjatkowo suche.
Opijanie sie woda przed posilkiem to prosta droga do chorob zoladka - 0,5l wody przed jedzeniem to mocno rozrzedzone kwasy zoladkowe podczas trawienia, czyli w konsekwencji pokarm niedotrawiony trafia do jelit, gdzie zaczyna gnic, a skladniki odzywcze z niewystarczajaco strawionego pokarmu nie moga sie wchlonac z jelita cienkiego. Do tego duza ilosc wody + posilek = rozepchany zoladek.
Nie powinno sie pic godzine przed posilkiem i do dwoch godzin po, wlasnie zeby sprawnie trawic. A podczas posilku tylko pokarmy wyjatkowo suche.
No brawo! Teraz to mi dziewczyno zaimponowałaś wiedzą z zakresu fizjologii.
Warto jeszcze dodać że ta zalecana ilość wody to woda zawarta w produktach + ta czysta woda którą wypijemy.
Zresztą czystą wodą nikt się jeszcze nie nawodnił http://m.youtube.com/watch?v=8tciz0a38Uw
Wodę należy pić, wtedy... kiedy chce się pić i tyle
Wpychanie jej w siebie na siłę to bzdura, picie przed posiłkiem 0,5 l wody również. No i ja mam na tyle mało pojemny bebech że gdybym wypiła nawet jedną szklankę wody to już bym nic nie zjadła, a to chyba nie o to chodzi ![]()
Ja piję stosunkowo mało samej wody, że wody, ja się nie potrafię napić wodą i tak dalej chce mi się pić ![]()
Iceni, normalnie w szoku jestem
, cale zycie pije po jedzeniu, jak nie wode to cos innego. W trakcie nigdy ale po to zawsze! Jakos nie moge sobie wyobrazic zeby godzine przed i dwie po nic nie wypic, to sa trzy godziny w sumie! Nie wiem czy bym dwie godziny na sucho wytrzymala po jajecznicy na boczku albo kielbasie z musztarda
. Ty stosujesz ta zasade?
Duzo moich zyciowych schematow zostalo tutaj postawionych do gory nogami i o ile jestem w stanie uwierzyc, ze opijanie sie woda przed posilkiem rozpycha zoladek, o tyle dziwi mnie taka dluga, sucha, przerwa po. Szok. Musze podrylowac ten temat.
Malpko, mnie zawsze uczulano na picie wody nawet jezeli nie czujemy pragnienia. Jezeli chce ci sie pic to znaczy, ze jestes odwodniona, dopiero wtedy zostaje wysylany sygnal do mozgu. Nalezy pic na tyle czesto, zeby nie dopuscic do uczucia pragnienia.
Koncem koncow, sprobuje zastosowac wstrzymanie sie od picia na godzine przed jedzeniem i jutro sprobuje nie pic dwie po, echhhh, watpie czy wytrzymam.
36 2015-03-26 22:30:13 Ostatnio edytowany przez Iceni (2015-03-26 22:34:31)
Sienna, i tak, i nie. Nie mam zwyczaju pić przy jedzeniu chociaż nie utrzymuję takich długich odstępów. Ja mam to szczęście, że mam grupę krwi 0 czyli produkuję stosunkowo dużo kwasów żołądkowych, więc mój układ pokarmowy daje sobie radę tak, czy inaczej, bo trudno go zmęczyć
I też to zależy co się je - głównie chodzi o potrawy wysokobiałkowe, tłuste lub ciężkostrawne - jeżeli popijesz kanapkę z plasterkiem wędliny, to nic się nie dzieje, ale jeżeli masz w planie kawał pieczeni, to lepiej poczekać z wypiciem szklanki napoju po (chyba, ze to będzie kieliszek czerwonego wina, albo kawa - oba napoje pobudzają wydzielanie soków żołądkowych
)
Może źle się wyraziłam, chodzi mi bardziej o to żeby nie wlewać w siebie na siłę litrów wody, bo niby to ma odchudzać
Ja się nie dowadniam, piję dużo, ale często po trochu, a nie chlust 2 szklanki.
Ja trochę nie wierze w to, że pragnienie jest sygnałem, ze organizm jest odwodniony. Nie takie zwykłe "pić mi się chce".
Czym jest prawdziwe pragnienie z odwodnienia to się można przekonać na kacu. Jest różnica?
Nikt mi nie wmówi, że pragnienie z braku picia przez kilka g o d z i n w optymalnej temperaturze powoduje odwodnienie ![]()
Podczas upału, wysiłku tak, kilka godzin może powodować duży ubytek wody, ale pokażcie mi osobę, która w czasie upału nie czuje pragnienia!
Ten system działa niezawodnie i naprawdę nie wierzę w to, że pragnienie jest oznaką odwodnienia (dużego odwodnienia, bo jakiś tam ubytek wody jest) - nie, jest oznaką tego, że zbliżamy się do granicy, kiedy trzeba uzupełnić płyny.
Picie na zapas powoduje tylko uczucie ociężałości w żołądku ![]()
39 2015-03-27 00:13:53 Ostatnio edytowany przez Sienna (2015-03-27 00:14:47)
Ojej, chyba za szybko sie temat rozwija, jestesmy juz przy grupach krwi?
Tez mam O czyli wnioskuje ze moge sie cieszyć?
Rowniez nie wlewam w siebie wody bez umiaru ale dwa litry dziennie staram sie wypić.
Dzieki za tyle pomocnych rad!
Wystarczy obserwować kolor moczu, jeśli jest jasny słomkowy to organizm jest nawodniony, jeśli ciemny to nie (no chyba że ktoś jest na coś chory to inaczej się to interpretuje)
Ojej, chyba za szybko sie temat rozwija, jestesmy juz przy grupach krwi?
Tez mam O czyli wnioskuje ze moge sie cieszyć?
Rowniez nie wlewam w siebie wody bez umiaru ale dwa litry dziennie staram sie wypić.Dzieki za tyle pomocnych rad!
Cieszyć nie cieszyć... ponoć osobom z grupą krwi 0 bliżej do ludzi pierwotnych (bo to własnie pierwotna grupa krwi, wszystkie pozostałe wykształciły się później), jesteśmy zwykle bardziej mięsożerni. Raczej nam szkodzą zboża. (Co akurat moja obecna dieta niejako to potwierdza - dawno nie czułam się tak dobrze
)
Ojej, to ja chyba nietypowa bo mięcha za bardzo nie lubie, jedynie wybrane frykasy ![]()
43 2015-03-28 18:29:07 Ostatnio edytowany przez Rumpelstiltskin (2015-03-28 18:29:31)
ponoć osobom z grupą krwi 0 bliżej do ludzi pierwotnych (bo to własnie pierwotna grupa krwi, wszystkie pozostałe wykształciły się później), jesteśmy zwykle bardziej mięsożerni. Raczej nam szkodzą zboża. (Co akurat moja obecna dieta niejako to potwierdza - dawno nie czułam się tak dobrze
)
Mnie zboża szkodzą mimo że moja grupa to B rh+
Celiakii nie mam ale po zbożach kiepsko się czuję. Wyjątkiem jest ryż.
Poza tym wcinam wszystko, większość na surowo i trochę gotowanego, smażonego. Zdarza mi się jeść także przetworzone przemysłowo produkty ale niewiele. Z mięcha trudno byłoby mi zrezygnować. U mnie to raczej podstawa diety niż dodatek ![]()
Spróbuj programów motywacyjcnych jak tomekg.myvi to bezpłatne a może pomóc. Jeszcze nagrody mozna wygrać
Hej, w takich sytuacjach zdecydownaie najlepiej doradzi dietetyk. Jak nie chcesz wydawać pieniędzy czy szukać specjalisty po całym mieście, to najlepiej napisz do dietetyczki internetowo. Ja korzystałam z darmowych porad p.Gosi za pomocą tej strony: sklepdiety.pl/analiza-skladu-ciala-pm-55.html i jestem bardzo zadowolona. Tylko jeden dzień czekałam na odpowiedź. wymieniłyśmy 6 e-maili i 2 razy rozmawiałyśmy już przez telefon ![]()
Zdecydowanie wolę się spotkać z dietetyczką zrobi mi badania tłuszczu czy wody w organizmie i będę miała wszystko jasne jakoś nie ufam takim przez internet, bo taką ciemnotę to sobie sama mogę ustalić nie ma żądnego problemu tu jest ważny profesjonalizm działania co wolno czego nie, bo alergia też jest ważna. Możesz mieć alergie i już zaczynają się schody.
Powiem tak że jeśli chodzi dietę czy też daje problem z apetytem są dobre tabletki na chęć jedzenia słodkich rzeczy czy duża ilość jedzenia albo tak jak koleżanka wyżej napisała po prostu udać się do dietetyczki to będzie najlepsza decyzja jaka można podjąć w tej sytuacji.
No w zasadzie podstawowym założeniem tej diety jest to, ze ona działa nawet bez liczenia (tzn oprócz węgli, które jednak trzeba pilnować, choć nie tyle liczyć, co po prostu wybierać produkty/warzywa niskowęglowodanowe i tyle) tylko zachowywać deficyt energetyczny i "samo się będzie chudło"
podpisuje się pod tym ;-P