Cześć. Jestem nowa. Założyłam tutaj konto, bo widzę po poziomie wypowiedzi, że potraktujecie mnie poważnie.
Dwa miesiące temu przez portal randkowy poznałam faceta. Długo byłam sama, więc zależało mi, by kogoś mieć. Na początku wszystko świetnie- kilometrowe maile, długie rozmowy przez telefon. Potem pierwsze spotkanie i stwierdziłam, że jednak nie będę sobie nim giwery zawracać za bardzo. Z jego strony widziałam słabe zainteresowanie moją osobą. Niby nadal cudownie się rozmawiało, ale oboje nie przypadliśmy sobie do gustu pod względem wyglądu.
Nazajutrz dostałam grzecznościowego smsa, że było fajnie itp. Też z kultury odpisałam i tak sobie z kultury odpisywaliśmy jeszcze przez kilka godzin.
On coś zainsynuował, ze wygląd nie ma znaczenia, ze ja mu się nie podobam, ale może z czasem się to zmieni itp. Oczywiście nie powiedział w prost, ale bardzo wyraźnie, BARDZO! wyraźnie zainsynuował, aż mi w pięty poszło. Potem się tego wypierał, wręcz stwierdził, że bał się, że jestem dla niego za ładna i go nie zechcę. Faktycznie na 1. spotkaniu dopytywał się, czy jego wzrost mi nie przeszkadza (przeszkadza, ale zaprzeczyłam, bo widać od razu że to jego wielki kompleks).
Doszło do następnego spotkania- pojechałam do niego do domu. Mieszka z mamą, bo tak jak ja jest studentem. Po tym spotkaniu zmieniłam o nim zdanie i zauroczyłam się. Na piątym spotkaniu poszliśmy już ze sobą do łóżka. Do teraz było sporo tych zbliżeń, bo oboje mamy duży popęd. Lubię robić pewną rzecz, która sprawia mu przyjemność, ale w pewnym momencie on zaczął mnie zmuszać do robienia tego, gdy nie miałam ochoty. Tak naprawdę perfidnie zmuszać, że zaczęłam się zastanawiać czy on nie ma jakichś gwałcicielskich skłonności. To mnie od niego odstraszyło i aktualnie od 2 tygodni nie pozwalam się dotknąć (ale tak bez focha, po prostu nie mam ochoty).
Tydzień temu podpytałam go co jest między nami. Odpowiedział, ze nie ma potrzeby jakoś konkretnie tego nazywać. Nadal ma konto na tamtym portalu randkowym, ale mówi, że zawieszone. Kiedy idziemy razem, nie łapie mnie za rękę (raz się zdarzyło, ze złapał, ale to tyle). Chodzimy na randki (kino, pizza, ciekawe miejsca), ale najcześciej on chce, bym jeździła do niego i zostawała na noc. Zawsze obiecuje, ze mnie odwiezie, ale nigdy tego nie robi, bo zawsze coś mu wypada. Raz powiedziałam, ze kolega, któremu się podobam zaprasza mnie na piwo i czy nie miałby nic przeciwko temu, gdybym poszła, a on nawet nie posmutniał. Zgodził się bez wahania. Na to piwo i tak nie pójdę, bo nie pociąga mnie mój kolega i nie chcę mu żadnych nadziei robić.
Kilka dni temu poszliśmy na koncert rockowy- płaciłam za siebie, a on kazał mi oddać mu 5 zł za szatnię.
Nie traktuje mnie poważnie. Wiem, ze błędem było to, że jeździłam do niego na każde skinienie jego palca, że tak szybko poszłam z nim do łóżka. Poradźcie tylko co robić dalej? Nie chcę go sobie odpuszczać, chociaż przyjaciółka nie widzi innej opcji.