netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

mąż chce rozwodu a ja go kocham

22 odpowiedzi11 831 wyświetleńzałożony przez zahir2603, 18.03.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » mąż chce rozwodu a ja go kocham

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 ]

1

Temat: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Witam! Jestem od woch miesięcy sama z córką. Byliśmy razem 9 lat. Dwa ostatnie to był koszmar. Kłótnie, pretensje, stracone zaufanie i moja nerwica. Mąż dużo pracował. Był w domu na niedzielę albo wracał po 22 i wstawał o 5. Ja sama, bez jego wsparcia, z taką ilością gotówki, która tylko na jedzenie wystarczała. Miał dość jak mówił utrzymywania mnie. Mieszkał u mnie, a ja nie pracowalam, więc zyliśmy za jego. Od ponad roku szukalam pracy i szukam nadal. Mieszkam na wsi, ciężko tu o pracę a nie chciałam zostać sprzątaczka z mgr. Ja prosilam go żeby tyle nie pracował, klócilam się ciągle o ten czas. Nie wyklócilam ani dnia wolnego. Czasem nawet na nocki nie wracał bo spał u rodziców gdzie ma pracę. Jak twierdzi moje zachowanie sprawiło ze nie miał chęci wracać. A ja byłam uparta, bo nie umiem żyć sama. Chcialam męża obok a nie na papierku.O nic się nie martwił. Drobne awarie w domu na mojej głowie, opłaty na mojej głowie, dziecko na mojej głowie. Nigdy nie zajął się córką, nigdy sam nie zabrał jej na spacer, nie przewijał. A teraz ma żal bo ja nie pracowalam a On był tylko od dawania kasy, jak twierdzi. Razem żadko wychodziliśmy. W domu każde w swoim kącie, on z telefonem w ręce cały czas-gry, internet itp. Po dwóch mniejszych wyprowadzkach nastąpiła ta radykalna.  Córkę zabiera dwa razy w tygodniu a ja go nie widuje, nie chcę mu patrzeć w oczy. On widzi głownie moją winę. Uważa, że moje pretensje ciągle i doręczenie do tego doprowadzilo. A ja owszem miałam pretensję, bo domagalam się zainteresowania nami. Nigdy nie byłam szczęśliwa z nim. Mam malo fajnych wspomnień. Nawet pamiątek nie mam, bo na urodziny była 100 i kup sobie coś a poza tym nic. Nawet zdjęć nie mamy, bo on stronił od zdjęć, imprez, spotkań. A teraz kiedy zostalam sama tęsknię i nie umiem sobie poradzić z tym. On chce spokoju, tak mi napisał. Wiem, ze jemu to wystarczy. Dobrze zarobi, ma gdzie mieszkać a rodzice zawsze byli ważniejsi ode mnie. Tam umiał coś pomóc, tu zawsze nie miał czasu. Czekam na jego wniosek rozwodowy. Tez chcę tego rozwodu, ale ta samotność ten żal sprawiają, że ciągle myślę. Obwiniam siebie. Żałuje mojego zachowania. Po rozmowie z psycholog zrozumiałym, ze moje nerwy nie wzięły się z nikąd ale mimo to nie daję rady. Był moją jedyną miłością. Ciągle go kocham, mimo tego, ze On ma mnie gdzieś. Nie wiem, jak przeżyje ten rozwód. Chciałabym zamknąć oczy i się nie obudzić. Czasem wierzę, że dam radę a czasem beczę cały dzień. Pomózćię, jak wyjść z tego bagna. Jak zacząść wszystko od nowa, jak nie myśleć o nim.

2

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Zyliscie obok siebie i wiez miedzy wami oslabla na tyle, ze maz postanowil ten zwiazek zakonczyc. Natomiast psycholog daje Ci tylko czesciowe zrozumienie calej sytuacji, poniewaz posrod tych wielu zali, ktorych wiekszosci nie wypowiedzialas, jest obraz dwojga ludzi, ktorzy pogubli sie w tym co najwazniejsze a wiec budowaniu wiezi przez wspolny, codzienny kontakt, z czym wykonywanie obowiazkow domowych czy praca, nie maja nic wspolnego. W dzisiejszych czasach dla samej wdziecznosci za cos, nie da sie juz wymagac, utrzymac zwiazku. Przypuszczam, widze ze jest Ci ciezko, zwlaszcza ze jestes kobieta na wsi. Jedyne co moge Ci poradzic teraz to ze najlepiej byloby wprowadzic "obraz" dobrej zony i matki, poniewaz pretensje do niczego nie prowadza. Jesli dojdzie do sprawy staraj sie wykazac ze wina lezy po stronie meza - nocowal u rodzicow i zaburzyl wiezi malzenskie. Chociaz rzeczywista wina lezy po obu stronach, poniewaz rowniez tolerowalas rozpad tych wiezi. To moze, przy wykazaniu jego winy, dac Ci alimenty na Ciebie co plus alimenty na dzieci da Ci jakas podstawe egzystencjalna. Jezeli cokolwiek mozesz zrobic to pokazac ze jestes spokojna, usmiechnieta i zrownowazona. Zbywac pretensje meza, i sama ich nie zglaszac. Bo jak nie ma woli naprawy to klotnie doprowadza tylko do pogorszenia sie stosunkow miedzy wami, ew. moga dac Ci wole do walki ale tych stosunkow nie polepsza. Mow co czujesz i przygotuje sie do zycia dla dzieci. Dobrze jakbys poza obowiazkami odnalazla cos co Ci by dawalo radosc zycia, czy to ksiazki, czy uprawa ogrodka, czy rozwoj jakis wlasnych zainteresowan.

3

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze ja obwiniam siebie. Nie dostrzegamy w tym momencie tych krzywd, które mi wyrządził. Idealizuje go. Dwa lata łez, próśb, żeby wracał do domu, zęby spał ze mną. Był taki czas, ze spał w osobnym pomieszczeniu. był czas ze dwa miesiące spał u rodziców bo się zastanawiał co właściwie do mnie czuje. Zawsze prosilam się o uwagę, a potem moje prośby przerodziły się w groźby. Były awantury, kłótnie non stop. Nie widzę z nim przyszłości. Mam wrażenie, ze uzależnilam się od tego człowieka. Dlatego tak ciężko to przeżywam. Myślalam, że będzie lepiej a tu jest coraz gorzej. Może jest ktoś, kto przeżył to co ja? Co wam pomogło zapomnieć, uwierzyć w jutro, w lepsze życie

4 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-03-18 18:54:57)

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Skoro byly awantury to nie mow ze obwiniasz tylko siebie a jego idealizujesz. Mialas pretensje, oczekiwania, to ludzkie i jakiejs winy w tym nie ma. To tak gwoli szczerosci ciebie samej ze soba. Ja natomiast widze, ze po prostu bylas sklonna do napraw, kompromisow, ustepstw ale to nic nie dawalo.

5

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Dzięki za odpowiedz. Tak chciałam normalnej rodziny. Nie wyobrazam sobie małżeństwa weekendowego. Czulam się źle w takiej relacji. Wiedział o tym, nie odpuścil ani dnia w pracy. A ja postawilam sprawę jasno, ze nie odpuszczę, ze to nie rodzina. Żałuje, że wpędzilam się w to tak głęboko. Doprowadził mnie do zachowań, których właśnie teraz żałuje. Długo nie potrafilam zrozumieć, ze dla niego rodzina nie jest tak ważna jak dla mnie. I być może wiele jego zachowań dluuugo nie będę umiała zrozumieć.

6

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Mąż dużo pracował. Był w domu na niedzielę albo wracał po 22 i wstawał o 5. Ja sama, bez jego wsparcia, z taką ilością gotówki, która tylko na jedzenie wystarczała. Miał dość jak mówił utrzymywania mnie. Mieszkał u mnie, a ja nie pracowalam, więc zyliśmy za jego. Od ponad roku szukalam pracy i szukam nadal. Mieszkam na wsi, ciężko tu o pracę a nie chciałam zostać sprzątaczka z mgr. Ja prosilam go żeby tyle nie pracował, klócilam się ciągle o ten czas. Nie wyklócilam ani dnia wolnego. Czasem nawet na nocki nie wracał bo spał u rodziców gdzie ma pracę. Jak twierdzi moje zachowanie sprawiło ze nie miał chęci wracać. A ja byłam uparta, bo nie umiem żyć sama. Chcialam męża obok a nie na papierku.

Maz pracował bo żonie nie chciało się iść do pracy poniżej kwalifikacji bo by jej korona spadła. Sama twierdzi, że ledwo zarabiał na życie ale żądała aby mniej pracował, chciała pewnie tylko żyć "miłością".

Nie dziwie się, że mu się odechciało takiego życia, wypruwał żyły a w domu spotykały pretensje od żony księżniczki - daj mi czasu, mniej pracuj. Gdyby księżniczka zaczęła pracować to by mniej pracował.

Idź do pracy a nie pasożytujesz. Rodzina była dla niego ważna, po to pracował abyście mieli co jeść.

7 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-03-18 23:26:47)

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Nie ledwo zarabiał na życie, a zarabiał dobrze. Pieniadze są jego, o więcej niż raczył dać nie prosilam. Jakieś dodatkowe pieniązki zawsze miałam, więc opłaty robilam za swoje. Nigdy nie kupowalam sobie nic za jego kasę.Rodzina nigdy nie była ważna. Jak córka miała 40 stopni gorączki przez trzy dni nawet nie raczył wrócić do domu. Nigdy go w domu nie było, nigdy z moją opinią się nie liczył, nie brał pod uwagę moich planów. Nie miałam w nim żadnego wsparcia. Prosilam o pomoc przy założeniu własnego handlu odmawiał za każdym razem. A jaka ważna była dla niego rodzina, mam potwierdzenie u dziecka, ani razu nie zapytała gdzie tata, bo taty nigdy nie było. A pracował nie po to zeby zarobić dla nas, tylko żeby do domu nie wracać, bo może trzeba by było naprawić np kolo u kosiarki albo pojechać po coś do miasta, a po co mu taki balast?!! Prosi o pomoc sąsiadów niech prosi dalej, prosi kuzyna żeby jechał z dzieckiem do logopedy niech jeździ dalej...ale fajnie, że piszesz bo to mi uświadamia, jak zylam. I wraca zdrowy rozsądek;)

8

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

No niestety, moja droga, on Cię po prostu nie kochał. Gdyby kochał, pędziłby z roboty na skrzydłach "do swoich dziewczyn". Nie ma co płakać na dłuższą metę - na krótszą metę należy, bo to oczyszczające. Zmień coś - fryzurę, przemaluj mieszkanie, zrób przemeblowanie, wywal stare rzeczy, odchudź się, wyjdź do ludzi. Znam to - zasnąć i się nie obudzić. To prowadzi do depresji i ani się obejrzysz, jak parę lat przeleżysz.
Wiem, że go kochasz, ja też kocham, pół roku czekam już. W między czasie urodziłam mu dziecko. I co, i się nie doczekam, nie zmusimy nikogo do miłości. Natomiast powinnyśmy kochać same siebie. A Ty masz do siebie pretensje, nie cofniesz tego, co było złe. Ale dziś jest pierwszy dzień reszty Twojego życia i staraj się robić tak, aby była ona warta budzenia się z uśmiechem smile

9

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Przemeblowanie tak, rzeczy juz wydalone a z moim wyglądem ok. Może właśnie to u mnie wywołało ten upór. Jestem atrakcyjna, wartości rodzinne są dla mnie najważniejsze. Trafilam na egoistę, który nie dorósł do założenia rodziny słowa p.psycholog). Ale wyprół ze mnie radość życia, optymizm. Odsunęlam się od przyjaciółek bo jego do ludzi nie ciągnęło. Taki typ samotnika. Żal mi, ze tak długo robilam sobie nadzieję. A przecież ludzie się nie zmieniają. Dzięki za wsparcie. I ty się trzymaj i nie poddawaj!

10

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham
zahir2603 napisał/a:

Dwa ostatnie to był koszmar. Kłótnie, pretensje, stracone zaufanie i moja nerwica.
Jak twierdzi moje zachowanie sprawiło ze nie miał chęci wracać.
Chcialam męża obok a nie na papierku.O nic się nie martwił. Drobne awarie w domu na mojej głowie, opłaty na mojej głowie, dziecko na mojej głowie. Nigdy nie zajął się córką, nigdy sam nie zabrał jej na spacer, nie przewijał. A teraz ma żal bo ja nie pracowalam a On był tylko od dawania kasy, jak twierdzi. Razem żadko wychodziliśmy.
On widzi głownie moją winę. Uważa, że moje pretensje ciągle i doręczenie do tego doprowadzilo. A ja owszem miałam pretensję, bo domagalam się zainteresowania nami. Nigdy nie byłam szczęśliwa z nim. Mam malo fajnych wspomnień. Nawet pamiątek nie mam, bo na urodziny była 100 i kup sobie coś a poza tym nic. Nawet zdjęć nie mamy, bo on stronił od zdjęć, imprez, spotkań. A teraz kiedy zostalam sama tęsknię i nie umiem sobie poradzić z tym. On chce spokoju, tak mi napisał. Wiem, ze jemu to wystarczy. Dobrze zarobi, ma gdzie mieszkać a rodzice zawsze byli ważniejsi ode mnie. Tam umiał coś pomóc, tu zawsze nie miał czasu. Czekam na jego wniosek rozwodowy. Tez chcę tego rozwodu, ale ta samotność ten żal sprawiają, że ciągle myślę. Obwiniam siebie. Żałuje mojego zachowania. Po rozmowie z psycholog zrozumiałym, ze moje nerwy nie wzięły się z nikąd ale mimo to nie daję rady. Był moją jedyną miłością. Ciągle go kocham, mimo tego, ze On ma mnie gdzieś.
Jak zacząść wszystko od nowa, jak nie myśleć o nim.

Zamęczyłaś go tymi kłótniami i pretensjami.  Dwa lata życia w takiej atmosferze i dziwisz się,że nie wytrzymał ? Ile jeszcze miał znieść, byś poczuła się dla niego ważna? Był przemęczony, tyle godzin poza domem, nie miał ochoty wychodzić. Postaw się w jego sytuacji, jeśli potrafisz, i pomyśl, czy Ty byłabyś jeszcze chętna do wyjść i zajmowania się dzieckiem? Siedziałaś w domu, to zrozumiałe, że ciągnęło Cię do ludzi, ale może trzeba było bywać samej z małą, a jego wyciągać w tych ważniejszych chwilach. Zresztą, gdybyś poprosiła go o to normalnie, bez nerwów, wskórałabyś na pewno o wiele więcej.
Chciałaś, żeby pracował mniej. Czy to było możliwe? Sam sobie regulował godziny? Rozumiem Cię, bo sama o to czepiałam się swojego nieraz. Tylko przyznaję, niemądrze, bo tak jego praca wygląda, tego wymaga szef. Jeśli ją lubi, albo nie ma szans na znalezienie innej, równie dobrze płatnej, to przyznasz, że to bez sensu. A pracować musi, bo ,nie obraź się, Ty byle czego nie bierzesz. Rozumiem, nie po to się człowiek uczył, ale tak można czekać długie lata na odpowiednią posadę. Może warto się jednak dostosować do rynku? Między ludźmi może jednak przewartościujesz swoje wymagania, poniekąd lekko kosmiczne.
Pretensje, że rodzice są ważniejsi od Ciebie, sorki, ale poniżej krytyki. I może nawet nieprawdziwe, ale nawet gdyby, dziwi Cię to?
W ogóle nie potrafisz docenić w nim zalet, tylko wytknąć i piętnować wady. Pomyśl, sama byś uciekła od takiego partnera, który Cię poniża i dołuje. Dorośnij, czas najwyższy, i dla odmiany, pomyśl o innych, a nie tylko o sobie. To znaczy, zdrowy egoizm, jak najbardziej wskazany, ale nie kosztem bliskiej osoby, i to naprawdę nie takiej złej.

11 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-03-22 11:30:20)

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Starlet007 jak ty byś zniosla to wszystko?! Pięć lat były prośby o wszystko. Dosłownie czy to było wyjście do sklepu, czy wyjazd na większe zakupy do miasta. Zawsze prośby i zawsze odpowiedz z jego strony- nie, kiedy indziej, dziś nie. I moje pytanie dlaczego?! Jego odpowiedz-bo nie! I koniec dyskusji. Ja się miałam zamknąć i nie dociekac, dlaczego 'bo nie'?! Przez pięć lat ten człowiek nie poszedł do sklepu który jest 15 metrów dalej. Niewyobrazasz sobie jakie jest życie z takim człowiekiem jak wszystko jest na nie. Jak ty mówisz- mężu nie plac tego rachunku bo to są naciagacze, a on jedzie do mamy i ona to robi za niego.
Ale dzięki za opinię, każde są cenne.

12 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-03-22 12:12:10)

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Zas jeśli chodzi opracę był to problem, ale nie najważniejszy. Największym był brak zaufania. Ja po pewnych wydarzeniach nie umialam mu zaufać. A jak można zaufac człowiekowi, który ma dwa telefony, oba poblokowane, chodzi z nimi wszędzie i patrzy na nie co 15 minut. Jak można ufać jak spi 3 miesiące u rodziców, bo niby pomaga jak są chorzy a tak naprawdę zastanawia się co czuje do zony. Uciekl w pracę ode mnie. Skoro się odkochal mógł mi spojrzeć w oczy i to powiedziec. nie byłoby tych dwóch lat, pretensji, kłótni. Do miłości nikogo nie zmusimy!

13

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Zahir2603, jesteś w przełomowym momencie swoijego  życia i ja Ci się kompletnie nie dziwię, że jednocześnie  czujesz złość na to, co się stało, żal, krzywdę i w sumie bezradność, bo przecież co można zrobić w takiej sytuacji. Jak piszesz: do miłości się nikogo nie zmusi.

Sama byłam dwa lata w takim związku, że o wszystko musiałam prosić, dopominać się, proponować, a partner non stop odpowiadał "nie". Czasu na bycie razem nigdy nie było, w czasie rozmów komórka była w centrum jego zainteresowania itp. itd. Ja mam szczęście, bo nie byliśmy małżeństwem. Mimo to po rozstaniu ogromnie ciężko mi zapomnieć, a jeszcze trudniej wybaczyć kłamstwa  i tysiące niespełnionych obietnic, którymi marnowano mój czas.

Tobie jest teraz potwornie trudno, ale podstawowa rada, której chciałam Ci udzielić, to: pozwól mu odejść.
Teraz cierpisz, ale kiedyś dzięki temu będzie Ci lżej. Nie zmarnujesz więcej czasu. Zaczniesz krok po kroku radzić sobie sama, tylko na to potrzebujesz odrobiny spokoju i...  czasu.

A druga rada na Twoje cierpienie, to: zacznij szukać pracy. Przeglądaj ogłoszenia, pisz i wysyłaj CV, rozmawiaj ze znajomymi, że szukasz. Nie musisz od razu znaleźć, wiadomo, że w Polsce znalezienie dobrej pracy jest wyzwaniem. Ale każdego dnia działaj w tym kierunku. Nie licz na nikogo, nie licz na niczyje pieniądze i pomoc, tak jak z tym własnym handlem, o którym marzyłaś. Tym razem musisz załatwić  to sama.

Ostatnią radą, jaką dla Ciebie mam, jest to, żebyś... uwierzyła.  Uwierzyła w siebie, w sens i piękno  swojego życia, w siłę, którą w sobie masz. Dasz radę poradzić sobie z tą sytuacją. Musisz to sobie powtarzać w myślach, musisz na początku udawać, że w to wierzysz, musisz zachowywać się tak, jakbyś już w to wierzyła. Wtedy sama nie zauważysz kiedy, ale te dobre zmiany i szczęście do Ciebie  przyjdą.

14 Ostatnio edytowany przez starlet007 (2015-03-22 13:34:25)

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham
zahir2603 napisał/a:

Starlet007 jak ty byś zniosla to wszystko?! Pięć lat były prośby o wszystko. Dosłownie czy to było wyjście do sklepu, czy wyjazd na większe zakupy do miasta. Zawsze prośby i zawsze odpowiedz z jego strony- nie, kiedy indziej, dziś nie. I moje pytanie dlaczego?! Jego odpowiedz-bo nie! I koniec dyskusji. Ja się miałam zamknąć i nie dociekac, dlaczego 'bo nie'?! Przez pięć lat ten człowiek nie poszedł do sklepu który jest 15 metrów dalej. Niewyobrazasz sobie jakie jest życie z takim człowiekiem jak wszystko jest na nie. Jak ty mówisz- mężu nie plac tego rachunku bo to są naciagacze, a on jedzie do mamy i ona to robi za niego.
Ale dzięki za opinię, każde są cenne.
Zas jeśli chodzi opracę był to problem, ale nie najważniejszy. Największym był brak zaufania. Ja po pewnych wydarzeniach nie umialam mu zaufać. A jak można zaufac człowiekowi, który ma dwa telefony, oba poblokowane, chodzi z nimi wszędzie i patrzy na nie co 15 minut. Jak można ufać jak spi 3 miesiące u rodziców, bo niby pomaga jak są chorzy a tak naprawdę zastanawia się co czuje do zony. Uciekl w pracę ode mnie. Skoro się odkochal mógł mi spojrzeć w oczy i to powiedziec. nie byłoby tych dwóch lat, pretensji, kłótni. Do miłości nikogo nie zmusimy.

Pewnie,że nie zmusimy. i zgodzę się,że dla Was chyba jest już za późno, choć wróciłby, gdybyś się zmieniła. Zaparłaś się, nie potrafisz dostrzec w nim tego ,w którym się zakochałaś. Bo on nadal taki jest, tylko zmienił swoje zachowanie pod wpływem Twoich pretensji i żali.
Nie chciałam Ci dokopać, chciałam otworzyć Ci oczy na Twój bardzo duży udział w zniszczeniu tego związku. Byłaś zrzędą. Kłótnie o nie wychodzenie do pobliskiego sklepu? O pieniądze zamiast prezentu?  O brak pomocy w pomyśle na własny biznes, obarczony dużym ryzykiem? O rachunek, który chyba nie przyniósł niczego złego? To jest dla Ciebie problem? To są duperele. Rzeczy, które załatwiłabyś sama, bez jego udziału. Brak zaufania, tak, to duży problem. Wcześniej o tym nie wspomniałaś. Ale...to przez Twoje awantury odsunął się, choć potrzeby jak każdy normalny człowiek miał. Mógł Cię rzucić, powiedzieć ,że się odkochał...a może nie, tylko ta miłość osłabła, przestał wierzyć w Twoją, pomyśl,czy nie słusznie? I po prostu nie chce TAK żyć. Nie wiesz, czy był/jest ktoś inny. Zapytaj, może powie Ci prawdę.
Doczytałam gdzieś, że postawiłaś mu ultimatum, Ty albo rodzice? To jest niepoważne, wręcz dziecinne. Rodzice są ważną częścią naszego życia, zwłaszcza jeśli mamy z nimi dobry kontakt. To dobrze świadczy o nim,że  nie uległ.
Wyobrażam sobie jak to jest, bo mój też jest typem niedostępnym. Nie powie, co myśli, czuje, jest uparty. Ale w kryzysowych chwilach jest opoką. Też usiłowałam go kiedyś zmienić, ustawić według własnego widzimisię. Aż dojrzałam, odpuściłam, i on się wtedy  otworzył i ocieplił. Potrzebował tylko do tego BEZWARUNKOWEJ akceptacji i poczucia,że mi zależy. Jeśli nie potrafisz tego docenić,  to nie ma sensu, męczylibyście się tylko oboje.

15

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Witaj Zahir smile

Jego zachowanie wygląda mi na kogoś trzeciego...a ta mamusia czy też rodzice to przysłowiowy przystanek i alibi...no ale skoro już jest jak jest  to czas się ogarnąć
otrząsnąć z tego i podnieść głowę do góry mówiąc sobie "Jedno jest życie nie wolno
mi go zmarnować na żale i dręczenie samej siebie.
Kobietka dobrze napisała................. także czas abyś stanęła na własnych nogach.
Nie cofając się wstecz podnosić się coraz wyżej.... i tak  pozwolić mu odejść bez
nacisku i pretensji.... ")


Wiele z nas przeżyło rozstanie, porzucenie itd..... i wiesz teraz wiem że żyję smile
Pozdrawiam serdecznie nie poddawaj się  bo czas teraz abyś żyła dla siebie
i dziecka......... smile

16

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Scarlet masz duuuuzo racji. Ale czy moje ;dobre zachowanie; by coś zmieniło!? Watpie. A wiesz czemu?! Bo teraz jak spoglądam na to z dystansem nie widzę Nas. Zawsze zyliśmy osobno. A co to za rodzina, w której jedno nie może liczyć na drugiego. Ja nie mogłam. Wiesz co, teraz jestem sama ale nie samotna. A tak się czulam, praktycznie przez cale to małżeństwo. Nie dopasowalismy się i juz.

17 Ostatnio edytowany przez starlet007 (2015-03-22 14:46:13)

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Z taką konkluzją rozstanie będzie może mniej bolesne. Powodzenia w nowym rozdziale życia smile

18 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-03-22 15:32:30)

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Kobietka85 dzięki za mile słowa!
Praca jest teraz moim priorytetem. Szukam jej od ponad roku. Czasami drobnymi zleceniami cos sobie dorobilam.  CV wysylam, znajomości poruszam. Być może szczęście się do mnie wkrótce uśmiechnie:)
I wierzę, ze tak będzie.
A sama sobie radzę dlatego, ze wszystko było na mojej głowie. Począwszy od zakupów na malowaniu mieszkania skończywszy. On był od kasy-jak mi nie raz mówił, a ja to potwierdzalam. Także z mojej strony tylko praca, żeby tą kasę mieć.
Trzymaj kciuki!

19 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-03-22 15:04:45)

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Milionek chciałabym kiedyś napisac- czuję, że żyję!

20

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Zafirku, przeczytałam i postaram się jakoś Tobie pomóc- może mi się uda, zobaczymy.
Z tego, co nam tu opisałaś wynika, że Twoje małżeństwo właśnie się posypało, a wcześniejsza jego agonia trwała jakieś dwa lata, a może nawet i pięć lat. Ty nie za bardzo dajesz sobie radę z całym tym bajzlem i chociaż doskonale rozumiesz, że ten związek i tak nie miał przyszłości, to jednak teraz, gdy stanęłaś oko w oko z wizją rozwodu, nagle zrobiło Ci się smutno i dziwnie pusto. To normalne uczucia- to żal za czymś, co minęło i już nie wróci.
Niczego sobie nie wyrzucaj -  to nie Twoja wina, że tak się między wami stało. Ty byłaś w tym związku sobą i miałaś określoną wizję tego, jak, Twoim zdaniem, powinien wyglądać Twój związek. Dążyłaś do tego, by Twoje wyobrażenie i marzenie stało się rzeczywistością.
Może nie zawsze potrafiłas być sprytną dyplomatką i może troszkę za często okazywałaś zniecierpliwienie, ale raczej trudno jest się Tobie dziwić, bo rzeczywiście, mało która kobieta wytrzymałaby spokojnie tak przebiegające małżeństwo.
Można i nawet trzeba zrozumieć polskie beznadziejne warunki bytowania, problemy ze znalezieniem sensownej pracy i tego, że małżeństwo nie polega tylko i wyłącznie na wspólnym spędzaniu czasu wolnego, na trzymaniu się za rączki i oglądaniu zachodów słońca oraz na uprawianiu nieziemskiego seksu od każdej porze dnai i nocy- życie dyktuje inne warunki. Trzeba wstać rano i zabrać się do roboty, trzeba pójść do pracy i zarabiać pieniądze, trzeba zająć się domem i dzieckiem itd. Wiadomo jak jest- tylko idiota będzie myślał, że manna sama spadnie mu do garnka.
Twój mąż ciężko pracował, ale w pewnym momencie zaczął uciekać w swoją pracę od obowiązków domowych, od żony i od dziecka. Na początku mogło wynikać to z tego, że faktycznie był przemęczony, ale potem wkradła się miedzy was rutyna i szare życie zabiło romantyczność. a może tej romantyczności tak naprawdę nie było i to od samego początku?Napisałaś, że właściwie nie macie żadnych wspólnych pamiątek, praktycznie żadnych wspomnień, do których chętnie wraca się pamięcią, znikomą ilość zdjęć, zero prezentów- pod tym wzgledem właściwie jest bida z nędzą. Jesteś osobą wykształconą, więc masz jakieś wyższe oczekiwania   od życia i może niekoniecznie zadowalała Ciebie rola woła roboczego, którym w istocie byłaś. Niby nie pracowałaś zawodowo w taki stały regularny sposób, ale ciągle przecież miałaś ręce pełne roboty w domu i przy dziecku. Sama remontowałaś chałupę, sama jeździłaś na zakupy, sama naprawiałaś męskie rzeczy, gdy się zepsuły albo latałaś po sąsiadach, by Ci pomogli. Niby miałaś męża, a tak naprawdę, gdy przyszło co do czego, to właściwie  go nie miałaś.
Byłaś więc sama- trudno więc Tobie się dziwić, że momentami wymiękałaś i miałaś dość wszystkiego serdecznie.
Taki stały wewnętrzny konflikt w jakim tkwiłaś utrzymywał się całymi latami, aż w końcu zaczęłaś mieć problemy zdrowotne. Nabawiłaś się nerwicy wegetatywnej i nawet zaczęłaś chodzić do psychologa, bo nie dawałaś sobie rady w tym nienormalnym, według Twoich kryteriów, małżeństwie. Wcale Ci się nie dziwię i skoro nabawiłaś się z tego wszystkiego aż nerwicy, to ja wyobrażam sobie, jak bardzo musiałaś się i  to całymi latami, mordować.
Dobrze, że doszło między wami do takiej sytuacji, jaką macie teraz, bo chociaż Tobie jest teraz bardzo ciężko,  to jednak, gdy okrzepniesz w nowej roli, w nowych realiach, gdy pogodzisz się z tym wszystkim, to sama przekonasz się, jak bardzo odpoczniesz, jak świetnie się któregoś dnia poczujesz.
Nie ma niczego gorszego od wiecznego wyczekiwania w napięciu i szarpania się z koniem, który na dodatek jest narowisty.
Im więcej Ty wysiłku wkładałaś w reanimację waszego małżeństwa i im mniej dostałas tego, czego oczekiwałaś, tym bardziej męczyłaś się i wykańczałaś nerwowo. dodatkowo ciągle musiałaś nadrabiać miną, czasem przełknąć gorzką pigułę niepowodzenia i wiecznie zagryzać wargi licząc do dziesięciu,żeby nie wybuchnąć- nic dziwnego, że nabawiłaś się nerwicy.
Teraz masz szansę uwolnić się od tego zasranego czekania na czyjaś łaskę i niełaskę.
Przez jakis czas będzie Ci bardzo ciężko, tak ciężko, jak nigdy dotąd jeszcze Ci nie było, będziesz chodziła niemalże po ścianach z tego bólu, ale potem  to wszystko gdzieś w Tobie pęknie i zaczniesz wypuszczać z siebie wszystkie te toksyny.
Gdy będzie już po wszystkim, to sama sobie będziesz się dziwiła, że mogłaś znosić tak przebiegające małżeństwo i że tak długo wytrzymałas tego rodzaju absurd, absurd rozmijający się totalnie z Twoim wyobrażeniem związku.
Facet Ciebie nie kocha i ja sądzę, że tak naprawdę on nigdy nie kochał Cię taką romantyczną miłością, szaloną i namiętną- pod tym względem u was zawsze było miernie. Może ten facet takim jest człowiekiem, a może Ty nie byłas tą jedyną i tą dla niego wymarzoną i wyśnioną, a może nie ma czegoś takiego, jak ta jedyna, wymarzona i wyśniona? Nieważne- nie pasowaliście do siebie i pod wieloma względami dzieliła was przepaść-  to musiało więc pęknąć w któryms momencie.
On ma dwa poblokowane telefony, które nosi przy dupie i zagląda do nich co 15 minut, nie nocuje w domu i robi uniki oraz ucieka od rodziny, dla Ciebie jest ordynarny i chamski. Moim zdaniem on ma jakąś babę i albo jest to jedna boczna dupa, albo jest ich nawet i kilka. To niemożliwe, żeby zdrowy młody mężczyzna tak długo wytrzymał w celibacie, gdy na dodatek żona go nie kręci. On ma boczne baby.
Potem jeszcze  coś do Ciebie napiszę- teraz muszę przerwać, bo mam coś do zrobienia.

21

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Zafirku, przeczytałam i postaram się jakoś Tobie pomóc- może mi się uda, zobaczymy.
Z tego, co nam tu opisałaś wynika, że Twoje małżeństwo właśnie się posypało, a wcześniejsza jego agonia trwała jakieś dwa lata, a może nawet i pięć lat. Ty nie za bardzo dajesz sobie radę z całym tym bajzlem i chociaż doskonale rozumiesz, że ten związek i tak nie miał przyszłości, to jednak teraz, gdy stanęłaś oko w oko z wizją rozwodu, nagle zrobiło Ci się smutno i dziwnie pusto. To normalne uczucia- to żal za czymś, co minęło i już nie wróci.
Niczego sobie nie wyrzucaj -  to nie Twoja wina, że tak się między wami stało. Ty byłaś w tym związku sobą i miałaś określoną wizję tego, jak, Twoim zdaniem, powinien wyglądać Twój związek. Dążyłaś do tego, by Twoje wyobrażenie i marzenie stało się rzeczywistością.
Może nie zawsze potrafiłas być sprytną dyplomatką i może troszkę za często okazywałaś zniecierpliwienie, ale raczej trudno jest się Tobie dziwić, bo rzeczywiście, mało która kobieta wytrzymałaby spokojnie tak przebiegające małżeństwo.
Można i nawet trzeba zrozumieć polskie beznadziejne warunki bytowania, problemy ze znalezieniem sensownej pracy i tego, że małżeństwo nie polega tylko i wyłącznie na wspólnym spędzaniu czasu wolnego, na trzymaniu się za rączki i oglądaniu zachodów słońca oraz na uprawianiu nieziemskiego seksu od każdej porze dnai i nocy- życie dyktuje inne warunki. Trzeba wstać rano i zabrać się do roboty, trzeba pójść do pracy i zarabiać pieniądze, trzeba zająć się domem i dzieckiem itd. Wiadomo jak jest- tylko idiota będzie myślał, że manna sama spadnie mu do garnka.
Twój mąż ciężko pracował, ale w pewnym momencie zaczął uciekać w swoją pracę od obowiązków domowych, od żony i od dziecka. Na początku mogło wynikać to z tego, że faktycznie był przemęczony, ale potem wkradła się miedzy was rutyna i szare życie zabiło romantyczność. a może tej romantyczności tak naprawdę nie było i to od samego początku?Napisałaś, że właściwie nie macie żadnych wspólnych pamiątek, praktycznie żadnych wspomnień, do których chętnie wraca się pamięcią, znikomą ilość zdjęć, zero prezentów- pod tym wzgledem właściwie jest bida z nędzą. Jesteś osobą wykształconą, więc masz jakieś wyższe oczekiwania   od życia i może niekoniecznie zadowalała Ciebie rola woła roboczego, którym w istocie byłaś. Niby nie pracowałaś zawodowo w taki stały regularny sposób, ale ciągle przecież miałaś ręce pełne roboty w domu i przy dziecku. Sama remontowałaś chałupę, sama jeździłaś na zakupy, sama naprawiałaś męskie rzeczy, gdy się zepsuły albo latałaś po sąsiadach, by Ci pomogli. Niby miałaś męża, a tak naprawdę, gdy przyszło co do czego, to właściwie  go nie miałaś.
Byłaś więc sama- trudno więc Tobie się dziwić, że momentami wymiękałaś i miałaś dość wszystkiego serdecznie.
Taki stały wewnętrzny konflikt w jakim tkwiłaś utrzymywał się całymi latami, aż w końcu zaczęłaś mieć problemy zdrowotne. Nabawiłaś się nerwicy wegetatywnej i nawet zaczęłaś chodzić do psychologa, bo nie dawałaś sobie rady w tym nienormalnym, według Twoich kryteriów, małżeństwie. Wcale Ci się nie dziwię i skoro nabawiłaś się z tego wszystkiego aż nerwicy, to ja wyobrażam sobie, jak bardzo musiałaś się i  to całymi latami, mordować.
Dobrze, że doszło między wami do takiej sytuacji, jaką macie teraz, bo chociaż Tobie jest teraz bardzo ciężko,  to jednak, gdy okrzepniesz w nowej roli, w nowych realiach, gdy pogodzisz się z tym wszystkim, to sama przekonasz się, jak bardzo odpoczniesz, jak świetnie się któregoś dnia poczujesz.
Nie ma niczego gorszego od wiecznego wyczekiwania w napięciu i szarpania się z koniem, który na dodatek jest narowisty.
Im więcej Ty wysiłku wkładałaś w reanimację waszego małżeństwa i im mniej dostałas tego, czego oczekiwałaś, tym bardziej męczyłaś się i wykańczałaś nerwowo. dodatkowo ciągle musiałaś nadrabiać miną, czasem przełknąć gorzką pigułę niepowodzenia i wiecznie zagryzać wargi licząc do dziesięciu,żeby nie wybuchnąć- nic dziwnego, że nabawiłaś się nerwicy.
Teraz masz szansę uwolnić się od tego zasranego czekania na czyjaś łaskę i niełaskę.
Przez jakis czas będzie Ci bardzo ciężko, tak ciężko, jak nigdy dotąd jeszcze Ci nie było, będziesz chodziła niemalże po ścianach z tego bólu, ale potem  to wszystko gdzieś w Tobie pęknie i zaczniesz wypuszczać z siebie wszystkie te toksyny.
Gdy będzie już po wszystkim, to sama sobie będziesz się dziwiła, że mogłaś znosić tak przebiegające małżeństwo i że tak długo wytrzymałas tego rodzaju absurd, absurd rozmijający się totalnie z Twoim wyobrażeniem związku.
Facet Ciebie nie kocha i ja sądzę, że tak naprawdę on nigdy nie kochał Cię taką romantyczną miłością, szaloną i namiętną- pod tym względem u was zawsze było miernie. Może ten facet takim jest człowiekiem, a może Ty nie byłas tą jedyną i tą dla niego wymarzoną i wyśnioną, a może nie ma czegoś takiego, jak ta jedyna, wymarzona i wyśniona? Nieważne- nie pasowaliście do siebie i pod wieloma względami dzieliła was przepaść-  to musiało więc pęknąć w któryms momencie.
On ma dwa poblokowane telefony, które nosi przy dupie i zagląda do nich co 15 minut, nie nocuje w domu i robi uniki oraz ucieka od rodziny, dla Ciebie jest ordynarny i chamski. Moim zdaniem on ma jakąś babę i albo jest to jedna boczna dupa, albo jest ich nawet i kilka. To niemożliwe, żeby zdrowy młody mężczyzna tak długo wytrzymał w celibacie, gdy na dodatek żona go nie kręci. On ma boczne baby.
Potem jeszcze  coś do Ciebie napiszę- teraz muszę przerwać, bo mam coś do zrobienia.

22 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2015-04-08 19:01:29)

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

BYłabym ostrożna julko z "wybielaniem" jednej ze stron związku...
Wiesz dlaczego? bo gdy się znajdzie usprawiedliwienie dla własnych "błędów i wypaczeń" to się usypia czujność.
Efektem zaś może stać się ICH POWIELANIE, tych własnych - nieuświadamianych - bo USPRAWIEDLIWIONYCH przecież! niedociągnięć.
Nie ma tak dobrze, żeby jedno było WYŁACZNIE winne jeżeli:

zahir2603 napisał/a:

Scarlet masz duuuuzo racji. Ale czy moje ;dobre zachowanie; by coś zmieniło!? Watpie. A wiesz czemu?! Bo teraz jak spoglądam na to z dystansem nie widzę Nas. Zawsze zyliśmy osobno. A co to za rodzina, w której jedno nie może liczyć na drugiego. .

Pewnie na pytanie skierowane do męża usłyszelibyśmy iż... "któż by chciał wracać do miejsca gdzie spotykają go wieczne i nieustające wyrzuty i pretensje"? Kija ma dwa końce... Nikt chętnie w takie miejsca nie biegnie wink Na początku pewnie była radośnie rozświergotana i pyłek spod stóp zdmuchująca... Jak to mówiła nieboszczka Chmielewska: "jak ona pięknie pluje" wink a potem... strach się bać!
Sam tytuł wątku O CZYMŚ mówi...
Mam wrażenie ogromnej przepaści między deklaratywnością autorki a codzienną praktyką prowadzonego przez nich życia. Myślę, że warto się temu przyjrzeć, zamiast zamiatać pod dywan. By na przyszłość uniknąć takich rozdźwięków, BEZ względu na fakt, iż ta przyszłość będzie prawdopodobnie osobna dla tych dwojga. Jednak do końca życia będzie ich wiązać wspólne dziecko.

23 Ostatnio edytowany przez zahir2603 (2015-04-08 21:06:02)

Odp: mąż chce rozwodu a ja go kocham

Anhedonia masz dużo racji. Wiele popelnilam błędów. Nie dziwię mu się, ze nie miał chęci wracać. Zapędzilam się w tych pretensjach i to był mój największy błąd. Ale to był ostatni rok, po tym jak uslyszalam, ze on Nie wie czy mnie kocha i dlatego nie wraca do domu. Był czas, ze ja powiedziałem koniec nie ma juz miłości. Chcę rozwodu. Zadzwonił ze on przemyslał, ze kocha itp, ze chce wrócić. Pozwolilam. Ale jak poprosilam- odblokuj te telefony, to tego nie zrobił. Po drugie zaczął ciut mniej pracować, nie do 23 a wracał ok 20. Jasno i wyraźnie powiedziałem, ze ma wracać do nas. A po kilku tygodniach znowu zaczęły się nocki u rodziców. Zaczął wywozić swoje rzeczy, sprzedawać je na allegro z konta swojej siostry. Odkrylam to teraz, przypadkiem. Telefon sprzedał, kupił nowy a mi powiedział ze zamienił się z kolegą.
To było o ten rok za dużo.
Co do córki obawiam się, ze może przestać się nią interesować. Teraz zabiera ją na 4 godziny dwa razy w tygodniu, z czego chciał jeden dzien.
Ojcem był tragicznym, nawet na ten temat się nie będę rozpisywac.

A tytul-...ja go kocham. zaraz po rozstaniu te uczucia są zmienne milość-nienawiść. Te, które to przechodzą rozumieją
Był moją jedyna miłością, jedynym facetem, zawsze jakieś uczucie pozostanie, gdzieś na dnie serducha.

Posty [ 23 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » mąż chce rozwodu a ja go kocham

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026