Witam
czytałem kilka wątków nim zdecydowałem się napisać. Mój przypadek jest bardzo podobny do przypadku kolegi Cenaa z tego linku
netkobiety.pl/t66524.html
Przepraszam za monolog ale muszę opisać wszystko by sprawa była jasna od początku..
Jednak by była jaśniejsza sytuacja opiszę jak to wygląda u mnie.
Otóż poznałem w zeszłym roku przez internet mojego małego klona jak ja to żartobliwie ujmuję
22 grudnia 2014 napisała do mnie na portalu randkowym na który wręcz trafiłem przypadkiem. Zapisałem się i po kilku dniach pojawiła się ona. Drobniutka i bardzo wesoła dziewczyna. Taka o jakiej zawsze marzyłem.
Sama się odezwała i zaczęliśmy rozmawiać. Po pierwszych paru godzinach rozmów, zbierała się z czatu bo następnego dnia jechałą do rodziców na święta, ale dała mi nr telefonu..
Wszystko przebiegało wspaniale, dogadywaliśmy się w wszystkim, ja rozumiałem ją wręcz idealnie i ona mnie również. Dlaczego mój mały klon? Bo ona to taki ja tylko w wersji żeńskiej. Mamy te same upodobania, ulubione potrawy, takie same gesty i w ogóle praktycznie w 95% jesteśmy identyczni.
Mieliśmy spotkać się w sylwestra niestety nie wypaliło i spotkaliśmy się tydzień później pierwszy raz. Już na wstępie zrobiła mnie w konia mówiąc iż czeka na światłach bo ma czerwone a w rzeczywistości stała za rogiem hihocząc się do telefonu
Mógł bym napisać o wielu na prawdę wielu pięknych chwilach ale nie to jest tu celem..
Pierwsze spotkanie spędziliśmy 5 cudownych dni, potem kolejne było dwa tyg później na 3 dni, i kolejne po 3 tyg na 4 dni (akurat chyba walentynki wypadały)..
Już na pierwszym spotkaniu powiedziała mi iż czuje się mocno rozumiana jak przez nikogo do tej pory i ,że się chyba zakochała we mnie. Tak po chwili wyznała mi miłość i przyznam iż ja czułem to samo, pierwszy raz w życiu szczerze przyznaję zakochałem się PRAWDZIWIE..
Każdy dzień był dla mnie wspaniały spędzony z nią, i niestety byłem zaślepiony, nie widziałem iż zacząłem popełniać błędy.. Planowaliśmy iż po jej studiach (obecnie na 3 roku doktoratu) zamieszka ze mną na pomorzu (ona w Bydgoszczy obecnie).. Ja jak to głupi, wszystko na już chciałem mieć - tak wiem brak mi cierpliwości niestety ![]()
Zacząłem wywierać nacisk, nieświadomie wręcz ale ona mi zwracała uwagę ja jednak nie widziałem iż to robię..
W dniu walentynek przegiąłem. Oświadczyłem się - TAK wiem za szybko. Ale zrozumcie iż moje serce szalało i nadal szaleje za nią, i tego byłem jak niczego w życiu bardzo pewny iż chcę.. Zapytała czy ja jestem tego pewny, odpowiedziałem iż tak i z łzami w oczach i jednocześnie ogromnym uśmiechem na twarzy przyjęła oświadczyny. Tego dnia też porozmawiałem z nią o sytuacji która miała miejsce kilka dni wcześniej.. Ona w ciągu dnia jest mocno zajęta na labolatorium i sprawami z uczelnią związanymi i ja to rozumiałem, nie wciskałem się jakos specjalnie. Jednak jednego dnia przed spotkaniem rano pisaliśmy potem do ok 18 cisza.. Gdy już się odezwała rozmowa toczyła się wesoło od słowa do słowa, ale w pewnym momencie zapytałem czy ma humor bo tak jakoś dziwnie odbieram jej wiadomości jakby się czymś martwiła.. Napisała iż ma dobry bo gdybym widział o jakich to pierdołach z kolegą pisała w ciągu dnia to też bym się śmiał.. Przyznam zabolało mnie to, zabolało mnie to iż miała czas na pisanie smsów z kolegą a do mnie ani jednego w ciągu tych kilku godzin, ale wtedy nic nie odpowiedziałem na to tylko poczekałem do spotkania, by porozmawiać w cztery oczy.
Powiedziałem jej o tym, na spokojnie rozmawialiśmy ale widziałem iż to ją w jakiś sposób zabolało.. Jednak ja nie robiłem wyrzutów tylko uczciwie powiedziałem ,że trochę mnie to zabolało.. Ale ona to jakoś dziwnie odebrała ,że chyba ją oskarżam o flirt z kolegą - a tak nie było.. Po kilkunastu minutach tej rozmowy wyjaśniliśmy sobie co nieco i dla mnie temat był jasny i zostawiłem za sobą.. Wieczorem jednak ona do tego wróciła, a mnie coś napadło i złość ze mnie wyszła i po złości powiedziałem iż ona chyba chce zakończyć wszystko między nami.. Wpadła w płacz wręcz histeryczny, takiego jakiego w życiu nie widziałem.. Poczułem co zrobiłem złego i przez kolejne 2 h próbowałem ją uspokoić i przepraszałem za swoje słowa.. Zakończyło się to seksem, i sądziłem iż było ok. Stało się tak? Zrobiłem coś złego ale przeprosiłem, i myślałem że to wszystko załatwi - myliłem się..
Niestety po moim wyjeździe dwa dni później napisała iż potrzebuje czasu na pewne przemyślenia bo nie jest pewna tego co czuje (a chodziło głównie o to iż za szybko z wszystkim parłem do przodu, zbyt duży nacisk kładłem na nią).. Z czasem wyszło iż przestała się czuć rozumiana przeze mnie, i szczęście z bycia ze mną z niej uciekało. Próbowała się tym czasem przed tym bronić i ja durny zamiast dać jej trochę czasu przestać pisać ześwirowałem, doszukując się co ja zrobiłem złego.
Poddała mnie jednego dnia (dokładnie 25 lutego) próbie zaufania - trochę dziwnej.. Napisała iż kiedy mnie nie było dużo się działo, że ten ktoś gdy chciała porozmawiał a gdy nie chciała nie naciskał i nie wie czy się nie zakochała.. To była próba dla mnie czy ja jej ufam - a wierzcie mi NIE MIAŁEM NAJMNIEJSZEGO powodu by nie ufać, dawała mi tyle powodów do zaufania iż ja tylko będąc zaślepiony tym iż zostanę sam znowu z durniałem po tym smsie.. Przestraszyłem się iż ktoś mi odbierze moje największe szczęście jakie w życiu zaznałem i co zrobiłem?
Wystrzeliłem z domu na pociąg do Bydgoszczy, po 3h byłem u niej na mieszkaniu.. Wpuściła mnie jej współlokatorka bo jej akurat nie było.. Wróciła po ok godzinie. Zdziwiona ,że ja jestem zaczęliśmy rozmawiać na cały temat co się dzieje.. W pewnym momencie zaczęły się lekkie zgrzyty bo czułem jak grunt usuwa się mi pod nogami i nie wiedziałem co robić.. Wpadłem w panikę i powiedziałem kilka słów za dużo - nie nie obraziłem jej nie wyzywałem ani nie było przemocy tylko po prostu nie byłem zbytnio miły..
Sprawiłem jej sporo bólu swymi słowami w jednym momencie a w drugim próbowałem wszystko zaraz naprawiać.. Nie wiem co mnie opętało..
Przenocowała mnie, po czym następnego dnia gdy emocje już opadły odprowadziłem ją na przystanek.. porozmawialiśmy szczerze jeszcze, i wręcz stało się coś niewiarygodnego.. Pozwoliła się przytulić i nie wyrywała mi się po chwili ale stała twardo, ja mówiłem spokojnie o wszystkim, potem sama wzięła mnie za rękę tak jak trzyma się para nie jak kolega koleżankę.. Odprowadziłem ją na następny przystanek, podczas drogi zapytałem czy da mi rękę.. Lekko ją cofała z uśmiechem ale widziałem iż gdybym chciał to by mi ją dała jednak nie wykonałem takiego kroku.. Na drugim przystanku pocałowała mnie, jednak w policzek tylko.. Ale dała mi iskierkę nadziei..
W drodze powrotnej pisaliśmy jeszcze trochę.. Nie pisała mi jasno iż coś z tego będzie ale prosiła wciąż o czas dla niej by mogła się pozbierać i poukładać swoje sprawy.. Wiecie grant, pisała publikacje, badania które jak się okazało w ostatnich dniach prawdopodobnie wywali pół roku do kosza, i jej promotorka która chciała ją zostawić na pastwę losu samej sobie a bez promotorki nie podejdzie do obrony, wszystko zwaliło się jej na głowę i to był powód dla którego chciała trochę czasu dla siebie, a nie mówiła tego wprost bo chciała bym ją zrozumiał tak jak na początku ją rozumiałem..
Próbowałem dać jej czas, nie pisałem co 5 min ani nie dzwoniłem co chwilę, kilka dni spokoju dawałem potem coś napisałem ale zamiast coś od siebie co u mnie co u niej jak idą badania to wylewy ,że tęsknię i tego typu
ona wciąż to wytrzymywała i wciąż dawała mi szansę bym pokazał ,że rozumiem ją, aż do ostatniego piątku..
W zeszłym tygodniu zacząłem szukać pracy na Bydgoszczy - niestety na pomorzu nie mam ofert obecnie w moim zawodzie, a tam mam ją i była praca..
Pojechałem w piątek do Bydgoszczy, gdy wysiadałem napisałem jej smsa z prośbą czy by znalazła dla mnie w tym dniu 15-20min na rozmowę. Na prawdę nie chciałem robić wylewów tylko samemu przekazać informację co tu robię i ,że chcę tu podjąć pracę.. Chciałem uniknąć w przyszłości sytuacji ,że któraś z jej współlokatorek czy ona sama mnie zobaczy na mieście spacerującego czy idącego z zakupów i pomyśli sobie ,że przyjechałem ją szpiegować co nie było prawdą..
Nie chciała się spotkać, napisała iż między nami jest wszystko jasne obecnie i ,że jestem na tyle inteligentny facet iż rozumiem, ale po tym jak usłyszała o pracy już było mniej przyjemnie.. Napisała iż jest to chore co robię, bo tyle miejsc pracy w PL jest a ja akurat tutaj. Próbowałem jakoś uspokoić rozmowę ale kolejny sms był gwoździem..
Napisała prosto iż jeśli w grę wejdzie policja to wejdzie, bo o swoje bezpieczeństwo trzeba walczyć, po czym od ostatniego piątku nr jest nieaktywny i na pewno ma inny, a na FB zostałem zablokowany.. Obecnie jedyny kontakt jaki z nią mam to teoretycznie skype na który wchodzi baaardzo rzadko (ost w styczniu), email ale kilka dni przed piątkiem napisała mi iż czyściła historię i ciasteczka i hasła nie pamięta więc nie wiem czy ma dostęp do poczty tak na prawdę, FB ale pisanie do niej z innego konta jeśli już (jednak wiadomości trafiają do skrzynki INNE więc nawet nie wiem czy odczyta), jedna z jej współlokatorek która była przychylna wobec mnie - z nią rozmowa przez FB bo nr do jej współlokatorki nie mam, oraz ostatnia możliwość o ile to też się nie zmieniło jeszcze to znam adres zamieszkania..
Co zrobiłem w ostatnich dniach?
Napisałem wiadomość na fb z innego konta, w którym wyjaśniłem chęć w tamtym dniu spotkania z jakiego powodu, to iż nie zamierzałem jej śledzić, to iż zrozumiem iż nowego nr mi nie poda i poprosiłem byśmy nadal byli w znajomych na fb by od czasu do czasu porozmawiać po koleżeńsku, oraz na koniec dodałem iż dam jej czas o który tak prosiła.. Nie dostałem odpowiedzi od tamtej pory mam zerowy w zasadzie kontakt..
Z dnia na dzień świruję bardziej, i nie wiem co zrobić.. Mam tą ofertę na Bydgoszczy, ale w dniu dzisiejszym trafiła mi się oferta tu na miejscu u mnie.. Obie są można powiedzieć tak samo warte.. Jedni znajomi mówią mi bym tam jechał inni bym nie jechał.. Gubię się w tym wszystkim i nie wiem co robić.. Chciał bym tam być, bliżej niej, by w każdej chwili być u niej jeśli by tego chciała tzn nie tak 5min po tym jakby się odezwała rzecz jasna ale ja od siebie do niej mam minimum 4h czasu drogi jeśli trafię dobrze w kolejki, bez większego czekania..
Tak bardzo ją kocham ,że zrobił bym wszystko.. Wiem iż to nie jest wyjście iż powinienem zając się sam sobą, ale obecnie nie potrafię skupić myśli na niczym.. Źle sypiam, nie jadam praktycznie i tylko mizernieje w czasie.. Od wczoraj jest mi nieco lepiej, dorwałem książkę na necie "jak odzyskać byłą kobietę w 30dni" - nie wiem czy ona ma jakiś sens ale czytając widzę iż facet pisze wg mnie dobrze..
Proponuje napisać prosty krótki list typu iż rozumiem jej decyzje odnośnie nas, że nie jest gotowa na związek, że stało się u mnie coś dobrego o czym bym chciał z nią porozmawiać za jakiś czas, i że dam jej obecnie trochę czasu dla niej samej.. Po czym urwać kontakt na ok 3tyg.. Dalej nie wiem nie doszedłem jeszcze (w połowie książki jestem)..
Być może w tym wszystkim już nie ma najmniejszych szans na cokolwiek z tym moim małym klonem:) ale jest jeszcze kwestia tego iż w myślach mam to czy nie jest przypadkiem w ciąży ze mną, a to całkiem prawdopodobne.. Tu jeszcze mam małą iskierkę iż jeśli dam czas i popracuję nad sobą przez ten czas to jeszcze jest szansa na uratowanie tego wszystkiego, a strasznie mi zależy.. Ona jest osobą bardzo wesołą i uczciwą dawała mi ogrom dowodów dzieki którym nie mogę i nie dam sobie powiedzieć by miała flirtować z innymi, czy kłamać.. Zawsze była szczera ze mną wręcz do bólu, tylko ja momentami doszukiwałem się drugiego dna podczas gdy go nie było..
Bardzo chcę ją odzyskać i licze się z tym ,że to wymaga czasu.. WAS KOCHANI proszę o rady, nawet te najboleśniejsze, ale jeśli ktoś jest mi w stanie poradzić, pomóc będę na prawdę wdzięczny..
Pozdrawiam
Krystian