Poznałam w pracy pewnego faceta... Okazywał mi zainteresowanie - ciągle zagadywał, przychodził... Znajomi mówili, że mu się podobam, mnie też intuicja podpowiadała, że z jego strony to coś więcej, ale nigdy nie proponował spotkania poza pracą... W końcu dostałam lepszą propozycję pracy i zwolniłam się...
Kilka dni po tym, jak odeszłam z pracy zaczął do mnie pisać smsy (wcześniej mieliśmy kontakt tylko w pracy)... Najpierw co 2-3 dni, potem praktycznie codziennie pisaliśmy do siebie... Po jakiś 2-3 tygodniach zaczął temat spotkania... I wreszcie spotkaliśmy się, po raz pierwszy na polu prywatnym - przyszedł do mnie na kawę... Przesiedzieliśmy i przegadaliśmy 4 godziny... Wieczorem przysłał mi smsa, że dziękuje mi za miłe popołudnie i ma nadzieję, że jeszcze będzie okazja żebyśmy się spotkali, o ile ja będę tego chciała... Oczywiście zgodziłam się...
Ale wydaje mi się, że od tego spotkania nasze relacje trochę się osłabiły... Sam z siebie napisze do mnie 1-2 razy w tygodniu... Tłumaczy się tym, że jest zmęczony, niewyspany, że w pracy są problemy z grafikiem, bo były zwolnienia... Z jednej strony go rozumiem i wiem, że nie kłamie - ma na głowie uczelnię, pracę (pracuje całe weekendy piątek-niedziela po 12-13 godzin + nocki na tygodniu), dodatkowo jest sportowcem i ma treningi... Ale zastanawiam się, czy rzeczywiście brak kontaktu można tłumaczyć zmęczeniem...?
Jedni mówią, że jak facet jest zmęczony, to nie ma ochoty na rozmowę z kimkolwiek... Inni natomiast, że jak mu zależy - zawsze się odezwie... Nie wiem czy to zwykły zbieg okoliczności, że po naszym spotkaniu te relacje są rzadsze... Znajomi z pracy mówili mi, że im się chwalił, że się spotkaliśmy i że było fajnie...
mam typowo kobiecy umysł + mało doświadczenia = proszę o pomoc w rozgryzieniu go...