witam
nie bywam często na forach (szczególnie kobiecych) itp. ale stwierdziłem że warto tu opisać sytuacje może ktoś miał, zdarzył się z czymś z czymś takim lub ma jakąś intuicje. Posłużę sie imieniem zmyślonym aby tekst był jasny.
Mianowicie: znajomość z Olą trwa (trwała) od czasów licealnych już kilka lat. Od początku wydawała mi się uroczą osobą która mi sie podobała ale nie traktowałem tej znajomości jako jakiejś próby zbliżenia się do niej, po prostu cieszyłem sie z fajnej koleżanki. Raz lepsze raz gorsze relacje, ale przeważnie rozumieliśmy się dobrze, gdyż mamy podobne charaktery. Wszystko zaczęło się psuć gdy poznałem swoją pierwszą jak i się potem potem toksyczną miłość życia po której zostały przykre wspomnienia. W tym samym czasie z Olą zaczęła wywiązywać się chyba jakaś nić więzi spotkania na m. in. zabawach gesty, spojrzenia, przypadkowy dotyk owocowały super spędzonym czasem czymś czego nie potrafię opisać ale z perspektywy czasu czuje że to mogło być wstępem do czegoś więcej, jednak wtedy tylko utwierdzałem się przekonaniu jakiej to ja nie mam super kumpeli. W tym samy czasie rozpocząłem związek z inną czując że stać nas na coś co będzie trwać długo. Wtedy na początku Ola zaczęła mnie ignorować ale potem mimo że nie była to już ta relacja, zawsze widząc sie przynajmniej witaliśmy się wydawałoby się szczerymi uśmiechami. Po burzliwym związku po roku rozstałem się z moją dziewczyną i po smutnym okresie, chciałem jakoś powrócić do dawnych dobrych znajomości z kumplami jak i z Olą oczywiście. Ale ona stała się dziwna, na moją obecność zaczęła się peszyć czerwienieć unikać, kompletnie zgłupiałem nie wiedziałem o co chodzi, chciałem dowiedzieć się o co chodzi jednak nie dała ze sobą porozmawiać, ba nawet odpisać na smsa kompletnie urwała kontakt. Nie chciałem się narzucać odpuściłem sobie. Czas mijał, studia odległość sprawiły Ze zapomniałem o wielu problemach i było ok. Minęło ponad rok czasu gdy w dzień jej urodzin postanowiłem wysłać Oli życzenia, zwykłe krótkie szczere życzenia na które odpisała a rozmowa toczyła sie tak jakbyśmy widzieli się wczoraj. Jednak znowu nie minęło kilka dni gdy znowu mimo tego ze odległość pozwalała tylko na wysyłanie wiadomości zaczęło się psuć, zdawkowe odpowiedzi, lekko uszczypliwe krótkie i kolokwialnie mówiąc czuje się jakbym został spławiony, zaproponowałem spotkanie gdyż wiele dni ciszy pompowały we mnie ta bańkę jednak bez rezultatu. Nie utrzymujemy kontaktu a czas powoduje rozmyślania i czuje jakby to było niespełnionego, znowu jakieś chore uczucie.... zaczynam o niej myśleć, wspominać niby fajne koleżeńskie chwile a wszystko sugeruje mi jakbym ją zranił odrzucił a ta po prostu boi się mnie.. Czuje choć to cholernie dziwne jakbym ją stracił na zawsze i choćbym chciał powiedzieć Ze ten dzieciak jak ja dorósł tego zeby powiedzieć ze tęsknie nie mam takiej szansy
nie wiem czy poprostu zostało mi życzyć jej jak najlepiej i dać spokój czy jest jeszcze jakiś cień szansy postarać się spróbować.....
z góry dziękuje za każdą odpowiedź pozdrawiam ![]()