Do tej pory nie bardzo przykładając do tego wagi, po prostu je przyjmowałam. Głębsze zastanowienie wzięło mnie wczoraj, gdy jak wiadomo - na walentynki, przydreptał mój "przyjaciel" z upominkiem, wyznając mi miłość. Byłam skrępowana. Mimo to, nie wzięłam go za kabaty i nie wyrzuciłam. Przyjęłam, upominając, że nie powinien, że między nami nigdy nic więcej nie będzie i nie chcę żeby się skrzywdził, ani ja krzywdzić go nie chcę. Niby zrozumiał, swoje zachowanie wytłumaczył tym, że chce po prostu sprawiać mi radość. Początkowo się nie wahałam, nastało to, gdy oboje się odwróciliśmy by każde poszło w swoim kierunku. "To nie w porządku" przebiegło mi przez myśl, nie zawróciłam, ale uznałam, że dziś, ponieważ i tak będziemy się widzieć, po prostu mu to zwrócę. I tu czynniki. Mam chłopaka, po primo. Co prawda olał mnie na 14 lutego, ale jednak mam. Co on robi, jego sprawa. Powinnam wziąć jednak pod lupę swoje zachowanie, uważam, że mimo wszystko ów prezentu przyjąć nie powinnam. Drugi czynnik, ten "przyjaciel" chcąc "sprawiać mi radość", sądzę przekracza granice zwykłej znajomości. Przynosi mi kwiaty, zaprasza na kawę na, której za wszystko płaci. Buntuję się na podobne wyjścia ponieważ nie jestem osobą zarabiającą i zwykle zwyczajnie nie posiadam funduszy na takie przyjemności. Jednak zawsze dawałam się namówić. To wygląda jakbym na kimś żerowała. Chcąc ostatnio popracować nad własną, jakże zagubioną we wszystkim osobą, proszę was o opinię. Gdzie są granice w przyjmowaniu podobnych prezentów, gestów? Jak wytłumaczyć drugiej osobie, że przesadza?
Podobne tematy
2 2015-02-15 13:33:29 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-02-15 13:43:32)
Dla mnie to nie wygląda jak żerowanie na nim, tylko jak zwodzenie go i dowartościowanie się jego zainteresowaniem, bo Twój chłopak ma do Ciebie olewczy stosunek. Powiedział Ci, że Cię kocha, więc to chyba wyraźna oznaka, że chce przekroczyć granicę przyjaźni. Mogłaś mu tłumaczyć, że dla Ciebie tylko przyjaźń, ale Twoje czyny mówią coś innego niż słowa, bo jednocześnie przyjmujesz kwiaty, prezenty i zaproszenia na randki. Jeśli on Cię kocha, to nie wróżę przyszłości tej przyjaźni, bo on zawsze będzie próbował, a Ty go po prostu zwodzisz, bo mu na to pozwalasz. Problemem nie jest tu przyjmowanie prezentów od innych mężczyzn, bo ja sama przyjmuję. Problemem jest przyjmowanie prezentów od tego konkretnego mężczyzny, który Cię kocha, bo jego prezenty i płacenie za kawę to zaloty, a nie zachowanie przyjaciela.
A dlaczego Ty jesteś bardziej zainteresowana facetem, który ma Cię w d..e, niż tym, któremu na Tobie autentycznie zależy?
My się znamy od gimnazjum, wtedy pierwszy raz dowiedziałam się, że coś do mnie czuje. Widywaliśmy się przez lata z różną częstotliwością. Stawiałam słownie karty jasno, ale macie rację - czyny tu mówią coś innego. Przez ten czas nasze relacje były różne, gdy miał dziewczynę, nie pomyślałabym ani na moment, że może coś do mnie mieć. I szczerze sądzę iż nie miał. Teraz od roku jest wolny, widujemy się bo lubię czasem po prostu z kimś gdzieś wyjść, choćby na zwykły spacer. I masz babo placek, znowu. Nie chcę go odtrącać bo po prostu go lubię, ale czy fakt, że on "lubi mnie" w inny sposób zmusza mnie do tego? Nie mogę jakoś inaczej mu uświadomić, że możemy się widywać, ale na innych warunkach? I jak to osiągnąć? Nie wydawało mi się dziwnym jeśli nie widzieliśmy się dwa, trzy miesiące i zaciągną mnie na kawę. Wtedy nie widziałam nic w tym złego. Teraz to bardzo nie w porządku, gdy bardzo nabrało na częstotliwości. Czy jest tu różnica otrzymywania prezentów z takiej okazji jak wczoraj, a np. dniem kobiet? Urodzinami? Kiedy mogłabym je przyjąć i to byłoby normalne, a kiedy nie? Czy jego uczucia wykluczają wszystko?
Dlaczego nie jestem zainteresowana "przyjacielem"? Szczerze powiedziawszy, sądzę, że jego zachowanie jest kapkę desperacją i usiłuje się zaczepić o związek. Często żalił mi się na samotność, że mu kogoś brakuje, chodził nawet po rozstaniu ze swoją ostatnią dziewczyną do lekarza. Może i on mnie lubi, ale na bank idealizuje. Nie sądzę aby te uczucia były takie silne, on dopiero je stopniowo budzi, nakręca. Kolejny powód, to, to, że nie ma między nami chemii. Nie ten charakter. Nie pociągają mnie jego niesmaczne żarty, gdy przy każdym spotkaniu wspomina o piep**eniu, męskich szminkach, odchodach. Opowiada czasem głupoty nie z tej ziemi, że np. w parku koło nas jastrzębie porywają yorki. Z przyjaciółką zastanawiałyśmy się kiedyś czy on nie ma schizofrenii. Nie podoba mi się jego podejście do mnie, to idealizowanie, zagłaskiwanie. Ja potrzebuję kogoś kto mi powie, gdy coś robię źle, a nie obsypie lukrem. Potrzebuję kogoś kto czasem skłoni do myślenia, popchnie w dobrym kierunku, a nie przytaknie bo wszystko co ja zrobię jest najlepsze. Lubię widzieć swoje wady i nad nimi pracować. Ktoś taki jak on mi to uniemożliwia. Brakuje tu również jakiegokolwiek pociągu fizycznego.
Odnośnie mojego obecnego. To też był przyjaciel (i to kolejny morał - nigdy nie wiązać się z przyjacielem bo się go końcem końców straci jeśli związek nie przetrwa), zakochany we mnie od 10-11 lat. Sądzę, że jego uczucie było znacznie bardziej realne czego dowodów miałam naprawdę nie mało. Po roku związku, mimo to, znudziłam mu się. Nie zawsze był du**iem.
5 2015-02-15 14:28:02 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-02-15 14:32:36)
Nie wiem ile macie lat, ale podejrzewam, że od gimnazjum trochę czasu minęło, więc skoro nadal mu nie przeszło, to może coś jest na rzeczy. Tym bardziej nie powinnaś go zwodzić i się nim bawić. Nieważne desperat, czy nie desperat, ale nie zasługuje na takie traktowanie. Sama przyznałaś, że widujesz go, bo chcesz czasem gdzieś z kimś wyjść, czyli własny facet najwyraźniej Ci tego nie daje i wykorzystujesz do tego przyjaciela. On Cię nie będzie traktował jako koleżanki i żadne Twoje tłumaczenia tu nie pomogą, bo słowa sobie, a czyny sobie. Nie chodzi o same przyjmowanie prezentów, ale konkretnie chodzi mi o to, że wysyłasz mu sprzeczne sygnały, bo z jednej strony tłumaczysz i wyjaśniasz, a z drugiej strony zachowujesz się jakby był Twoim chłopakiem, bo przyjmujesz kwiaty, walentynkowe prezenty i chodzisz z nim na randki, gdzie to on płaci. Może on wierzy, że kobiety mówią "nie", ale myślą "tak", bo Ty doskonale to potwierdzasz. A co do porywania yorków to nie świadczy o żadnej schizofrenii, tylko to zwykła legenda miejska, bo słyszałam o tym od różnych ludzi. Poza tym to nie jest czymś niestworzonym, bo jakoś tydzień temu widziałam w internecie filmik, jak sokół (czy jakiś inny ptak, nie znam się) próbował porwać małe dziecko, ale nie dał mu rady.
Chcesz mieć 2w1, a tak się nie da. Chcesz mieć jednocześnie faceta macho, który Cię olewa i ma w d...e, ale chcesz też mieć zapatrzonego w Ciebie przyjaciela, który Cię idealizuje. Po prostu znajdź sobie jednego faceta, który połączy w sobie te 2 typy i nie będzie zagłaskiwał, ale nie będzie też olewał.
Ja mam 23, on jest rok młodszy. Niemniej jak siebie lustruję ostatnio, robię naprawdę masę głupot. W moim życiu podziało się sporo rzeczy. Kiedyś byłam jak sądzę mądrą osobą, potem żyjąc w ciągłych absurdach, paradoksach, dałam się wciągnąć w te gierki. Straciłam grunt pod nogami. Chcę go odbudować. No i zaczynam zmiany od siebie. Później poukładam sprawy z chłopakiem, które mają się tak, a nie inaczej. Temu proszę o rady, żeby ktoś mądry właśnie mi co nieco rozświetlił w głowie ![]()
Chciałam tu zaprzeczyć pojęciu "randka". Nigdy na takowej z nim nie byłam, chyba, że uważasz, że każde wyjście z osobą płci przeciwnej nią jest. Mówisz, że moja chęć wyjścia gdzieś z kimś jest efektem tego, że mój chłopak mi tego nie daje. Nie, daje - owszem, ale nawet gdyby dawał, nie rozumiem podejścia, że nie mogę spotykać się z nikim innym? Mój chłopak ma być jedyną osobą z którą spędzam wolny czas? To troszkę toksyczne. Chyba, że po prostu z grona znajomych absolutnie wykreślasz u siebie osoby płci przeciwnej. Tu przyznam rację, popełniam błąd pozwalając mu zachowywać się jak mój chłopak. I to zamierzam zmienić, ale wydaje mi się, że mimo wszystko wyjście od czasu do czasu na spacer nie jest niczym złym.
W ostatnich zdaniach nie zrozumiałam przesłania. Chłopak macho, który olewa i przyjaciel, który mnie idealizuje. Nie chcę mieć chłopaka, który traktuje mnie w podobny sposób. Jednak jak już wspomniałam, sprawami z nim związanymi zajmę się później. Przyjaciel zaś to przyjaciel. Posiadanie chłopaka wyklucza posiadanie przyjaciela?
cslady dobrze pisze.
Ani jeden, ani drugi nie jest dla Ciebie. Zakończ ten bezsensowny układ, bo tylko tracisz czas i robisz niepotrzebne nadzieje niby Przyjacielowi. Choć ktoś o kim tak myślisz źle, to żaden przyjaciel, tylko raczej zapchajdziura na gorsze czasy.
Dwóch się zainteresowało, to będzie i trzeci.
8 2015-02-15 15:27:30 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-02-15 15:32:21)
Tak, posiadanie chłopaka wyklucza posiadanie przyjaciela, który Cię kocha. Z jego perspektywy to jest randka z powodów, o których już pisałam. Dla Ciebie może nie być. Ja się spotykam sam na sam z innymi mężczyznami i to nie są randki, ale ci mężczyźni mnie nie kochają. Często oni za mnie płacą, ale na następnym spotkaniu ja płacę za nas. Gdybym jednak spotykała się sam na sam z zakochanym we mnie facetem, przyjmowała od niego kwiaty i pozwalała za siebie płacić bez wzajemności to tak, to byłaby randka. Możesz się spotykać ze znajomymi i generalnie z mężczyznami, ale z takimi, którzy faktycznie traktują Cię jak kumpelę. Daj spokój temu biednemu chłopakowi, nie trać jego czasu i niech sobie znajdzie kobietę, która będzie chciała z nim być.
Napisałam, że "chcesz" macho trochę jako skrót myślowy. Chodzi mi o to, że bardziej Cię pociąga taki niedostępny i niegrzeczny typ niż ten biedny, kluchowaty, zdesperowany przyjaciel, który chce Ci "sprawiać radość". Taki typ faceta ciężko zmienić, ale życzę powodzenia i poukładania Waszych spraw.
O ile po przemyśleniu, logicznym zdało mi się, że nie powinnam umawiać się z nim na tego typu spotkania, dawać za siebie płacić, przyjmować prezenty, tak jakoś ciężko mi zdławić myśl, że miałabym z nim zerwać kontakt. Dlaczego? Potrzebuję go. Nie jestem jakąś wielką duszą towarzystwa, grono bliskich mi osób składa się z ich naprawdę niewielkiej ilości. Mam jedną przyjaciółkę, ale wiadomo, ona też ma życie i nie mogę polegać ciągle, bezustannie tylko na niej. Reszta to jedna koleżanka z którą nie zawsze da się pogadać i... faceci, którzy chcąc nie chcąc coś do mnie mają lub po prostu lubią sugerować takie rzeczy. Mądrym według tego co mówicie, byłoby "pozbycie się" ich. Często jednak ta niewielka gromadka osób jest dla mnie dużą siłą wsparcia. Może temu, że się ku mnie mają, potrafią przyprawić mnie swoim zachowaniem o uśmiech. Nie wiem. Tak czy siak, jak każdy zwyczajnie potrzebuję towarzystwa, nie jestem samowystarczalna. Zwłaszcza, że jestem osobą wrażliwą i ciężko przechodzę problemy na polach uczuciowych. Obecnie stopniowo wprowadzam zmiany w życiu, pracuję nad samooceną, szukam właściwej drogi - dzięki czemu już zauważyłam, że więcej czasu zajmuje mi poświęcanie go samorozwojowi niż zamartwianiu się tym dlaczego mój luby traktuje mnie tak, a nie inaczej. W każdym dniu odszukuję rzeczy, z których czerpię radość i na podsumowanie mogę powiedzieć, że wydarzyło się to i to dobrego. Mimo to, potrzebuję ludzi, potrzebuję się z nimi podzielić przemyśleniami, odczuciami, pośmiać się, zająć czymś czas. Jeśli będę tak ich wykluczała, zostanę sama. Nawet jeśli tak być powinno, to słuszna decyzja, egoistycznie jednak ich potrzebuję.
10 2015-02-15 20:41:30 Ostatnio edytowany przez cslady (2015-02-15 20:42:30)
No ale w tym momencie zachowujesz się egoistycznie i do tego jak klasyczna definicja wampira emocjonalnego. Tym bardziej, że tych facetów, którzy "coś do Ciebie mają" jest więcej. Fajnie, że nad sobą pracujesz i się starasz, ale zacznij od tego, żeby nie wykorzystywać innych ludzi. Zawsze możesz nawiązać nowe, zdrowe znajomości, bo te są toksyczne dla zakochanej w Tobie osoby. Tego przyjaciela traktujesz instrumentalnie, jak przedmiot służący do poprawy Twojego samopoczucia. Zależy Ci tylko na własnym dobrym humorze i żeby przyjaciel zawsze Cię wspierał. Nie zadajesz sobie trudu, żeby pomyśleć jak on się z tym czuje, bo ani razu nie zwróciłaś tu na to uwagi. Tutaj na forum są historie chłopaków, których zwodziły kobiety takie jak Ty. Możesz sobie znaleźć i poczytać jak to wygląda z drugiej strony.
Jak wampir energetyczny ponieważ go lubię? Lubię go i to idzie w parze z faktem, że sprawia mi radość spędzanie z nim czasu.
Wiem jak on się czuje, ponieważ go o to pytałam. Rozmawiałam z nim nie raz, najdalej właśnie wczoraj. Pytałam czy się nie zastanawiał nad tym czy siebie nie zrani. Czy nie zrani się tym jak wobec mnie się zachowuje, a czego nie odwzajemnię. Mówiłam, że ja nie chcę go zranić. On odparł, że zastanawiał się nad tym, ale mówiłam mu już dużo razy, że nic z tego i niezależnie od tego kim dla mnie będzie, chce dalej mnie wspierać i widzieć mój uśmiech.
Jak wampir energetyczny ponieważ go lubię? Lubię go i to idzie w parze z faktem, że sprawia mi radość spędzanie z nim czasu.
Wiem jak on się czuje, ponieważ go o to pytałam. Rozmawiałam z nim nie raz, najdalej właśnie wczoraj. Pytałam czy się nie zastanawiał nad tym czy siebie nie zrani. Czy nie zrani się tym jak wobec mnie się zachowuje, a czego nie odwzajemnię. Mówiłam, że ja nie chcę go zranić. On odparł, że zastanawiał się nad tym, ale mówiłam mu już dużo razy, że nic z tego i niezależnie od tego kim dla mnie będzie, chce dalej mnie wspierać i widzieć mój uśmiech.
Ale Ty jedno mówisz, a robisz kompletnie coś innego! Myślisz, że jak będziesz tylko mówić, to Twoje podłe zachowanie jest usprawiedliwione, bo przecież Ty mu powiedziałaś? Jesteś wampirem emocjonalnym, ponieważ traktujesz ludzi instrumentalnie i służą Ci do pocieszania, rozweselania Cię itp. A czy go naprawdę lubisz, to szczerze wątpię. Zgadzam się z tym, co napisała wcześniej Szarlotkanagorąco, że przyjaciółka nie mówi o swoim przyjacielu tak, jak Ty tutaj pisałaś. Ani razu nie przejawiałaś tutaj żadnej troski o niego, a jedynie się tłumaczysz, że przecież mu powiedziałaś! Przekleję Ci część definicji wampira: "Wampir emocjonalny traktuje ludzi instrumentalnie. Odczuwa wewnętrzną pustkę, więc tworzy relacje w taki sposób, żeby uzależnić innych od siebie. Nie potrafi obdarzyć partnera dojrzałym uczuciem. Zaburzone relacje charakteryzują się tym, że wampir emocjonalny nie tylko nie szanuje, ale i nie wyczuwa granic drugiej osoby; wiecznie żąda wsparcia dla siebie, ale sam nie umie go dać drugiej osobie. W relacji skupia się wyłącznie na sobie, nie jest zdolny do empatii i przyjmuje postawę roszczeniową. Świat musi kręcić się wokół niego." Zastanów się nad tym, bo z Twoich postów niestety wyłania się taki obraz.
Jak wampir energetyczny ponieważ go lubię? Lubię go i to idzie w parze z faktem, że sprawia mi radość spędzanie z nim czasu.
Wiem jak on się czuje, ponieważ go o to pytałam. Rozmawiałam z nim nie raz, najdalej właśnie wczoraj. Pytałam czy się nie zastanawiał nad tym czy siebie nie zrani. Czy nie zrani się tym jak wobec mnie się zachowuje, a czego nie odwzajemnię. Mówiłam, że ja nie chcę go zranić. On odparł, że zastanawiał się nad tym, ale mówiłam mu już dużo razy, że nic z tego i niezależnie od tego kim dla mnie będzie, chce dalej mnie wspierać i widzieć mój uśmiech.
Jako ten z drugiej strony, on, mówiąc tak oszukuje Ciebie a pewnie i siebie.
Jako ten z drugiej strony, on, mówiąc tak oszukuje Ciebie a pewnie i siebie.
Tak, to już inna sprawa, ale on może po prostu ma nadzieję, że z czasem ona zmieni zdanie, bo przecież się zgadza na prezenty, kwiaty i częste spotkania. Do tego pewnie narzeka na swojego faceta i nadzieja gotowa.
Własnie wróciłam ze spotkania. Wytoczyłam mu rozmowę odnośnie sprzecznych sygnałów, że zgadzam się na zbyt wiele i to nie jest w porządku. Zwróciłam mu prezent. Prosił abym tego nie robiła, mimo to, zostawiłam go z nim. Nie zrozumiał dlaczego. Wydaje mi się, że własnie tym sposobem unieszczęśliwiłam go bardziej...
adam79 napisał/a:Jako ten z drugiej strony, on, mówiąc tak oszukuje Ciebie a pewnie i siebie.
Tak, to już inna sprawa, ale on może po prostu ma nadzieję, że z czasem ona zmieni zdanie, bo przecież się zgadza na prezenty, kwiaty i częste spotkania. Do tego pewnie narzeka na swojego faceta i nadzieja gotowa.
To pogrubione jest właśnie przyczyną tego że oszukuje i ją i siebie.
Własnie wróciłam ze spotkania. Wytoczyłam mu rozmowę odnośnie sprzecznych sygnałów, że zgadzam się na zbyt wiele i to nie jest w porządku. Zwróciłam mu prezent. Prosił abym tego nie robiła, mimo to, zostawiłam go z nim. Nie zrozumiał dlaczego. Wydaje mi się, że własnie tym sposobem unieszczęśliwiłam go bardziej...
Na dłuższą metę go uszczęśliwisz. Musi zrozumieć że z Tobą nie czeka go wspólna droga, musi znaleźć inną towarzyszkę podróży. Im szybciej to do niego dotrze tym lepiej dla niego. Ty mu możesz tylko w tym pomóc w wiadomy sposób.
A Ty? Będziesz fair, wobec siebie i wobec niego.
Mimo to, to boli. Nie chciałam ranić osoby, która o mnie dba. Nie chciał źle, przesadzał po prostu... nie zrozumiał. Czy ja takim sposobem nie odepchnę od siebie każdego, komu na mnie zleży? Pozornie to dobrze. Ale czy faktycznie...? Ktoś jest. Chce być. Ja mówię "nie".
Raniłabyś go, gdybyś się z nim dalej przyjaźniła, chociaż on wcale nie czuje przyjaźni, tylko coś więcej. Znajdź sobie kumpli, których nie interesujesz jako kobieta, to nie będziesz musiała nikogo odpychać. No i faceta, któremu będzie na Tobie zależało. Nie da się jednocześnie mieć ciasto i zjeść ciastko.
Jak już wspominałaś, jestem wampirem energetycznym więc to raczej nie przejdzie ![]()
Ale co nie przejdzie? Stworzenie zdrowej relacji? Przecież nie każdy facet się w Tobie zakocha. A poza tym są jeszcze koleżanki. A co do wampira, to pisałam konkretnie o tej relacji, że ona właśnie tak wyglądała. Wszystko zależy tylko od Ciebie.
Skąd ta ksywa ?...Wiem że nie chcesz nosić spodni ale czy oczekujesz partnerstwa czy dominacji ? Jeśli tego drugiego to licz się z tym że w 88% masz gwarancję zdrady(i 80% powtórnej gdy wybaczysz) a praktycznie na 100% masz gwarancję kiepskiego ojca ale dobrego DLA CIEBIE kochanka ![]()
Statystyki są bezlitosne.
Może tak wygląda, ale nie zgodzę się aby była taka i tylko taka w stu procentach. Akurat jestem bardzo empatyczną osobą, ludzie często widząc to, za bardzo chcą mi się odwdzięczać tym samym. Czasem w przypadku płci przeciwnej, kończy się jak tu. Nie chciałam aby poczuł się tak jakbym nie doceniała wszystkiego co dla mnie robi. Doceniałam, słowo. Bardzo, naprawdę bardzo i chciałabym dalej być jego koleżanką. Spotkać się od czasu do czasu, pogadać. Wiedzieć, że jesteśmy typami osób na których zawsze można polegać. Błąd zrobiłam jedynie pozwalając mu na zbyt wiele, to akurat się zgodzę - powinno się ukrócić aby tych nadziei nie było z jego strony. Mimo to... strasznie się czuję ze świadomością, że go skrzywdziłam.
Skąd ta ksywa ?...Wiem że nie chcesz nosić spodni ale czy oczekujesz partnerstwa czy dominacji ? Jeśli tego drugiego to licz się z tym że w 88% masz gwarancję zdrady(i 80% powtórnej gdy wybaczysz) a praktycznie na 100% masz gwarancję kiepskiego ojca ale dobrego DLA CIEBIE kochanka
Statystyki są bezlitosne.
Oczywiście, że partnerstwa. Skąd w ogóle taki pomysł? Często jestem nazywana "księżniczką". Mam strasznie idealistyczne spojrzenie na świat, takie wręcz infantylne i bajkowe pewnie powiedziałoby wielu. I tak, o.
Mimo to... strasznie się czuję ze świadomością, że go skrzywdziłam.
Na razie to go zranilas, skrzywdzić dopiero mogłaś
Czasami trzeba zranić żeby nie skrzywdzić.