Witam drogie panie. Przepraszam z góry, że znalazłem się na tym forum, ale coś mi nie daje spokoju.
A wiec problem dotyczy oczywiscie realcji damsko - meskich. Zaczęło się od wyjazdów mojej ukochanej za granice (za bardzo nie byla zainteresowana praca w Polsce, ktora chcialem jej zalatwic). Nie podobalo mi sie to oczywiscie, ale sam czasem jezdzilem, wiec nie chcialem jej ograniczac itd. Byla w Hiszpanii 3 miesiące w 2013 roku. Jakoś to przetrwaliśmy bez większych problemów. Myślałem, że na tym sie skonczy... Niestety na przełomie 2013/2014 roku pojawiła się znowu Hollandia. Zaczely sie klotnie, poniewaz moja droga podpisala jakas umowe, ze musiala zostac na swieta i sylwestra co mi sie nie podobalo za bardzo. Czesty kontakt przez internet niestety tez nie sluzyl dobrym relacjom (w hiszpanii nie miala internetu). Zawsze lepiej sie dogadywalismy na zywo niz przez net / telefon, zreszta na tym chyba zycie polega. Nie podobalo mi sie to, ze siedzi na facebooku i dodaje roznych dziwnych ludzi m.in jakies tam niby szefostwo z hiszpanii itd.
Problem pojawił się, gdy strzelilo mi do glowy skopiowac dane z jej karty pamieci telefonu (wysylala mi rozne zdjecia bedac w hollandii i moja ciekawosc chciala sprawdzic co tam jeszcze jest). Przerazilem sie, co zobaczylem w folderze zdjec z facebooka... Bylo tam pare zdjec jakiegos "brudasa" z hiszpani gdzie wczesniej pracowala. Zrobilem ogromny blad, bo powinienem z nia o tym pogadac, a ja natomiast wybralem ta gorsza droge i probowalem osmieszyc i zwyzywac przez internet owego "kolesia". Po tym co sie stalo, moja dziewczyna powiedziala, ze tam juz wiecej nie pojedzie (planowala wyjazd w marcu 2014r) itd... Wymyslila wiec plan, ze jedzie w inne miejsce z polecenia. Niestety dalem sie na to nabrac i lyknalem ta bajke. Nie podejrzewalem, ze moze mnie oklamac dokad jedzie do hiszpanii.. Wszystko bylo ok, nawet jak tam zajechala, mielismy kontakt dopoki (poraz kolejny przez moja ciekawosc), nie dowiedzialem, sie ze faktycznie jest w tym samym miejscu. Wpadlem w totalna furie, wydarlem sie na nia, temu kolesiowi tak samo zrobilem kolo tylka, a szefowi napisalem ze ten koles ma spieprzac od mojej dziewczyny itd. Miala przez to problemy i niestety odwrocila sie ode mnie... Posypalo sie wszystko.
Teraz winuje siebie, ze spokojnie nie porozmawialem, nie potrafilem jakos rozwiazac tego problemu... Oczywiscie, te wyjazdy to byl idiotyczny sposob na zycie, bo chcialem zeby w Polsce normalnie pracowala, nie zwracajac nawet uwagi na pieniadze, pozniej chcialem cos z nia otworzyc swojego, zeby nie musiala sie tak wloczyc po swiecie. Zarzucala mi, ze sie nie zareczylismy i dlatego ona tez musi cos zarobic i moze wyjezdzac. Mialem to w planach po jej powrocie, no ale niestety... Ogolnie to takie troche dziecinne problemy, a my przeciez jestesmy doroslymi ludzmi. Twierdzila, ze za granica odpoczywa psychicznie, ze taka ciezka praca ja mobilizuje itd. Oczywiscie ma juz problemy z kregoslupem, przez te zakichane truskawki, kwiatki itd.
Przez ta informacje wpadlem w złość. Rozeslala to swoim znajomym
"jakby Piotrek sie pytał gdzie jade do Hiszpani to gdzie indziej niz byłam ale z polcenia"
a tutaj jeszcze taka rozmowa dot tego "brudasa" ktory jej tam pare zdjec wyslal:
"ja tylko pisalam a on tak to rozdmuchal ze potem nekal ta osobe
ja sie wkurzylam i sie zaczelo"
Czy faktycznie zachowalem sie jak totalny idiota ??? Mam do siebie tysiace wyrzutow i cala wine biore na siebie... Ze zrobilem ta idiotyczna awanture, ze sie nie zareczylem (moglem pomyslec ze tym ja powstrzymam od tych wyjazdow).
Dodam tyle, ze ona ma 30 lat, a ja 27....