Ja sama nigdy nie miałam problemu, aby swoje dziecko zostawić pod opieką taty, dziadków czy bliskiej koleżanki, przy której maluch czuł się komfortowo. Nigdy też nawet nie przyszło mi na myśl, aby moja pozycja miała być przez to w jakikolwiek sposób zagrożona. Uważam zresztą, że nie ma nic gorszego, jak uwiązanie do dziecka - jest to niezdrowe zarówno dla niego, jak i mamy.
Mąż od pierwszch chwil nawiązał z synem świetny kontakt, sama go zresztą zachęcałam, aby się nim zajmował. Dzięki temu on nie miał problemu z radzeniem sobie z dzieckiem pod moją nieobecność, a ja spokojnie mogłam kończyć studia, równolegle prowadzić niewielką działalność czy od czasu do czasu po prostu wyrwać się z domu, choćby po to, aby nie tracić kontaktu z przyjaciółmi.
Biorąc przy tym pod uwagę, że maluch, choć był dzieckiem żywym, to był też bardzo radosny, otwarty, nie bywał złośliwy, uparcie kapryśny, nie niszczył cudzych rzeczy, to inni bardzo go lubili, a przebywając w zmiennym otoczeniu dodatkowo się socjalizował. Jednym słowem - wynikały z tego same korzyści
.