netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

I co ja mam zrobić, co myśleć...

48 odpowiedzi5 726 wyświetleńzałożony przez niezrozumiany1234, 04.02.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » I co ja mam zrobić, co myśleć...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 49 ]

1 Ostatnio edytowany przez niezrozumiany1234 (2015-02-04 15:06:20)

Temat: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Od czego tu zacząć.. OK, może najpierw od tego, że pokrótce całą historię postaram się opisać jak najbardziej obiektywnie... Postaram się...

Poznałem ją przypadkowo. Jest starsza 6 lat. Ja 20, Ona 26... To był listopad 2013... Była moderatorką pewnego forum dot. pewnego schorzenia... Ja też tam pisywałem... Przyszła odwiedzić mnie w szpitalu, jak leżałem po zabiegu. Kolejny raz spotkaliśmy się w marcu 2014... Byłem na kontroli. Przyszła, pogadaliśmy dwie godziny...
Napisałem do Niej w lipcu 2014, zaczęliśmy zarywać noce na Skype... Zaprosiła mnie do siebie... Siedzieliśmy na ławce, sami - przytuliła się... Ja się zakochałem, wtedy się zakochałem... Powiedziałem jej o tym, nie oczekiwała tego... Prywatnie zdradziła komuś, że niepotrzebnie mnie zapraszała, bo się zakochałem... Mimo tego ciągle byliśmy dzień w dzień na skype, na SMS... Kochałem ją bardzo, w końcu zacząłem lekko oszukiwać, że kocham ją jak przyjaciółkę - nie chciałem, by przestraszyła się mojego uczucia i nie uciekła...

Nie uciekła: miała i ma swoje problemy, wspierałem ją dzień w dzień. Byłem dla niej codziennie. Pojechałem dla niej 400 km w jedną stronę by się spotkać... Samochodem, nie patrząc na koszta.. Stwierdziła, że gdybym tylko był lekko starszy... Ja ciągle mówiłem o uczuciu jak do przyjaciółki, że kocham ją jak córkę... W istocie kochałem ją jak kobietę, jak partnerkę... Wspierałem ją, dzień w dzień dla niej byłem... Ona też była, też się kontaktowała.. Widać było, że przyzwyczaiła się do mnie... Codzienny kontakt był normą..Ona zniechęcała mnie do siebie dzień w dzień, że nie mam jej kochać, bo będę cierpiał, bo Ona jest trudna, bo ma problemy, że zniechęca po to, abym był świadomy, w co się pakuje.... Walczyła ze mną, z moim uczuciem... Poza tym rozmawiała, ja ją wspierałem, rozmawialiśmy - byliśmy...

W końcu coś pękło: stwierdziła, że przecież kocham ją jak partnerkę i oswoiła się z tym... A poza tym, Ona zaczęła coś czuć do mnie tylko jej własne problemy (jest borderline, DDA i ma chorobę dwubiegunową) nie pozwalają jej zidentyfikować tych uczuć... Czy mnie kocha... Powiedziała, że robiła wszystko, by się do mnie nie przywiązać... Że zniechęcała mnie na każdym kroku i widzi mój opór: że Ona się poddaje i nie walczy ze mną: że akceptuje moje uczucie i będzie się starała rozwijać swoje, tylko na razie nie wie co to za uczucie... Czy miłosne, czy niemiłosne...

Przyjechała w listopadzie na cały weekend... To było nie do uwierzenia, że ukruszyłem tak potężny mur... Spaliśmy ze sobą, było wszystko poza stosunkiem... Nie naciskałem... Przecież i tak sporo osiągnąłem: przyjechała, dla mnie!... i skoro pozwalała się rozbierać, całować, to faktycznie coś do mnie czuje.... W trakcie tego wszystkiego pytałem, czy w porządku, czy nie za szybko.. Stwierdziła, że nie, ze wszystko OK... Wyjechała. Krótko potem stwierdziła, że nie żałuje, ale że to dla niej było za wcześnie... że miała wyrzuty sumienia, że poszła ze mną do łóżka. Że chce zwolnić... To był jak cios w serce... Przecież tak się starałem, tak uwierzyłem, że ona coś do mnie ma, a teraz mówi takie rzeczy?

Nie określała się, kiedy przyjedzie znowu, ani kiedy ja mam wpaść do niej... Miała dużo pracy... Czasem nie odbierała telefonów, nie odpisywała - mówiła, wiarygodnie, że pracuje, że nie może i spokojnie: zadzwoni potem/wieczorem. Tu dałem plamę... Zawsze ją opieprzałem, że tak się nie robi, że nie mówi się że sie zadzwoni a potem się zapomni/nie da znać... Nie wyzywałem jej przy tym, zwracałem dość konkretnie uwagę, zaznaczałem moje prośby i moje granice. Że nie można tak robić drugiemu człowiekowi, trzeba o nim pamiętać... Wkrótce stwierdziła, że jestem zazdrosny, że ją sprawdzam, testuje... Fakt: czasem jej nie wierzyłem, że była w domu o tej i o tamtej godzinie, a przecież autobus wtedy nie kursował - ja głupi sprawdziłem to raz w internecie... Powiedziała, że to nie do końca wiarygodne, rozkłady bywają nocą różne... Znowu wtopiłem.. znowu jej zwróciłem uwagę...

Na początku stycznia 2015 stwierdziła, że powtórzyłaby to wszystko, co wydarzyło się w listopadzie. Że przemyślała i jest tego pewna... Ucieszyłem się: skoro powtórzyłaby takie rzeczy, to faktycznie musi być pewna swojego uczucia. Byłem bardzo uradowany.

Odnośnie sylwestra mówiła, że spędza go w domu, zawsze.. Sama.. Śpi. Taka jej tradycja. Uwierzyłem. Zadzwoniłem o 12:00 31 grudnia by złożyć życzenia. Mówiła, że jest nad morzem i jest cudownie: skoczyła z bratem, swoją najbliższą przyjaciółką i chłopakiem tej przyjaciółki. A że kocha morze, zrobiła to: spontan, zupełny spontan...

Lekko się obraziłem, chciałem z nią spędzić sylwestra... Powiedziała, że nie wie, że to było dla mnie takie ważne i że przeprasza... Stwierdziłem, że mnie nie potrzebuje, że widocznie nie jestem ważny... Więc usunę się z jej życia, nie będę ciężarem: zaproponowała, abym natychmiast przyjechał do niej, by mi wyjaśniła jak sprawy stoją, bo nie chcę, abym nie odebrał od niej już nigdy telefonu. 10 stycznia przyjechałem: powiedziała, że chce ze mną być. Tylko jeszcze nie teraz: że potrzebuje czasu.. Pół roku-rok.... Czas, proszę Cię o czas - tak mówiła...

Nie uwierzyłem... Codziennie dopytywałem, czy faktycznie się nie przesłyszałem, czy chce ze mną być? Zapierała się, że tak.. Mówiłem: nie wiesz co do mnie czujesz, więc jak możesz chcieć ze mną być? -To fakt, że nie wiem co czuje, ale chce, abyś mnie kochał... Więc to możliwe, byś był ze mną pomimo mojej niewiedzy odnośnie moich uczuć... - odpowiadała.
-Ale przecież żałujesz tych nocy które się wydarzyły...
-Nie żałuję...
-ale przecież traktujesz mnie tylko jak przyjaciela...
-czy przyjacielowi pozwala się na takie rzeczy w łóżku...?
-skoro pozwalasz, to czujesz... to bądźmy razem i bedzie wszystko OK
-potrzebuje czasu...
I tak wyglądały dialogi między nami przez następny tydzień... Zaczęła krzyczeć, że dopytuje o to codziennie: a ja dopytywałem, bo na przykład całowała się ze mną, ale robiła to niechętnie: mówiła, że ona za tym nie przepada.... W łóżku to ja działałem, ona tylko leżała.. Nic od siebie.. Stwierdziłem, że w takim razie chyba słabo do mnie czuje, skoro tak jest... Mówiła, że to problem w jej głowie... że kiedyś postara sobie z tym poradzić.

Dopytywałem tak przez tydzień i zaczęła na mnie krzyczeć: że traci cierpliwość, że nie chce już mi odpowiadać. A ja potrzebowałem by powtarzała, bym uwierzył w to, że nie zmienia zdania, że to trwałe, stałe i faktycznie tak jest. Jednego dnia po tym tygodniu tak się pokłóciliśmy, że wyrzuciłem jej wszystko: że nie respektuje moich potrzeb, że nie chce się ze mną widzieć nawet choć raz w miesiącu, bo bardzo tego potrzebowałem (zawsze mówiła, że nie może, że nie czuje się na siłach i możemy się widywać, ale raz na 2 miesiące: to bardzo mało przecież....). Potrzebowałem, a nie dostałem tego... Wszystko było pod jej dyktando... Akceptowałem i respektowałem każdą jej regułę, decyzję....

Po zaledwie tygodniu stwierdziła (a tylko dopytywałem o to co wyżej!), że nie chce się ze mną spotykać, że zmienia zdanie: nie chce ze mną być. chce być na razie sama, musi poukładać swoje sprawy... Że nie może mi dać tego czego ja potrzebuje więc nie może być na razie ze mną. I nie chce być na razie razem... Powiedziała, bez wyrzutu, że każdej nocy żałowała, że ze mną leży, że miała wyrzuty sumienia, że będąc niepewną swoich uczuć szła ze mną do łóżka.. Ze to niesprawiedliwe wobec mnie. Poczułem się strasznie oszukany, poczułem okropny żal... Prosiłem, by wrócić do tego co było w listopadzie: do spotykań, do rozwijania swoich uczuć... Prosiłem, błagałem o to... Oferowałem setki rozwiązań. Nigdy jej nie obraziłem... Szukałem rozwiązań.. Stwierdziła, że ostatecznie nie może mi dać tego czego ja chce i czego potrzebuje: po zaledwie tygodniu zmieniła zdanie o 180 stopni!

Czułem się okropnie... Jak ścierwo... Dzwoniłem i prosiłem, by mnie pocieszała, że potrzebuje tego pocieszenia. Była szorstka. Kopała mnie leżącego... Mówiła, że to nieodwzajemniona miłość, że na razie jestem tylko przyjacielem... i że mnie wcale nie potrzebuję. Mówiła, że mam się zachowywać jak dorosły a nie jak dzieciak, bo ma dość niańczenia dzieciaków i ona nie ma wpływu na to jak ja się czuję.
Jasne, że stwierdzenie i zmiana zdania po zaledwie tygodniu(!) - z chce z Tobą być na "nie chcę" nie mogła mieć na mnie wpływu.. I reszta słów bardzo krzywdzących też.... Przecież jestem ze skały i na taką wieść miałem skakać z radości. Akurat....

Kilka dni potem stwierdziłem, OK: zachowujesz się wobec mnie tak szorstko, że faktycznie musiało Ci przestać na mnie zależeć.. Więc odchodzę, bo nie widzę sensu kontynuacji.. Że jest mi trudno, ciężko.... Zablokowałem ją... Popłakała się, błagała, abym został: mówiła, że jak dam jej tylko trochę czasu, to będziemy razem (znowu zmiana zdania!), że ona ma na to nadzieję... Że jestem dla niej bardzo ważny, że ona potrzebuje mnie bardzo, że chce dzwonić, rozmawiać codziennie... Że nie wie czy mnie kocha, ale wkrótce się dowie (parę dni temu stwierdziła, że to nieodwzajemniona miłość!) Przyjąłem to... Powiedziałem, OK, zrobiło mi się żal: skoro tak mówi, to cholera: jej uczucia muszą być prawdziwe.... Skoro w obliczu takiej sytuacji mówi takie rzeczy, to zostaję, przepraszam: ciągniemy to dalej.
8 godzin później słyszę: musimy się rozejść na chwilę, proszę o przerwę, nie odzywajmy się do siebie na razie. Zarzuciła mi szantaż emocjonalny: że szantażuje ją odejściem, by wymóc na niej uczucia....  Powiedziałem, że czułem się fatalnie, że chciałem odejść bo nie widziałem sensu... że skoro to nieodwzajemniona miłość i skoro mnie potrzebujesz, to odejdę, nie będę cięzarem...

Nic już na niej nie robi wrażenia... Chciałem odejść, bo może tutaj by w końcu zastanowiła się nad tym co mówi, co czuje, jak się zachowuje niewłaściwie względem mnie.... Zmienia ciągle zdania, zmienia nastawienie z dnia na dzień... Czy to nie dziwne, że dopytywałem, skoro tak zmieniała non stop zdanie...? Oczekiwałem stabilności, pewności w tym co mówię: że cholera, chce z Tobą być, spotykajmy się i ciągnijmy to w dobrą stronę! A tu ciągle zmiany zdania... robienie ze mnie idioty.... A mnie chodziło i chodzi tylko o jedno: choć jest zaburzona, trudna, to chcę z nią być!

W tej relacji nigdy nie było tak, że poszła na moje potrzeby, na moje prośby... Nie spełniała ich nigdy: bo nie miała siły albo standardowa odpowiedź: "nie mogę teraz".

Powiedziałem wczoraj, po tym jak zmieniła po kilku godzinach stanowisko o 180 stopni, że czuję się fatalnie, boli mnie żołądek, głowa, wszystko... że znowu czuje się oszukany... Stwierdziła, że muszę zacząć żyć sam ze sobą, nie uzależniać swojego nastroju od niej(!), że sami decydujemy o tym, czy czujemy się też dobrze czy też nie i ona nie ma na to wpływu...(!)

Normalnie jakbym miał do czynienia z dwiema osobami w jednej postaci: aniołem i demonem. Raz jest dobrze, raz jest bardzo źle... Gdy już się czuje, że jest się na górze, że idzie wszystko w dobrym kierunku, to ona zmienia zdanie i zamiast przyjść szczyt: przychodzi głęboki dół. Istny rollercoaster! Sinusoida: rzeczy idą ku lepszemu po to, by potem zaliczyć efektowny upadek. Efektowne BUM. zawsze proponowałem jej sporo rozwiązań, ustępstw.. akceptowałem wszystko co mówiła... każdą jej decyzję... Po to, zeby teraz znowu przystać na jej decyzję o przerwie w tej relacji. Nigdy nie poszła i nie zgodziła się na moje prośby: na ani jedną.... Zawsze postawiła na swoim... Cholera... Najgorsze jest chyba to, że mimo moich zwracań uwagi, próśb, mówienia (bardzo wyważonym i spokojnym tonem) co mi się nie podoba, że jest rollercoaster i jest ciężko: stwierdzała: "no cóż! taka jestem! to Ty zdecydowałeś się mnie pokochać i wiedziałeś w co się pakujesz, jeśli masz z tym problem, poszukaj sobie kogoś innego. (!)"
Nigdy nie prawiła mi komplementów - przez całe 9 miesięcy intensywnej relacji chyba tylko dwa razy powiedziała "dziękuję że jesteś" - i to jeszcze po moich narzekaniach,  że mnie nie docenia.. Nienormalne! Ludzie muszą się doceniać, mówić sobie miłe rzeczy... Dziekować za siebie... Ona powiedziała: "taka jestem! nic nie zrobię..." Kurde: doceniałem ją na każdym kroku, pocieszałem zawsze, doceniałem zawsze...
Nie do wytrzymania dla zdrowego człowieka. Nie daję rady... Boli mnie żołądek, drżą mi dłonie, wszędzie mam spięte mięśnie.
Powiedzcie mi, co o tym wszystkim sądzić...

Dziękuję...

2

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Chryste facet...piszesz, że dziewczyna ma borderline i ChaD i dziwisz się, że ma tak zmienne nastroje? może skoro Ci tak na niej zależy, to poświęć chwilę i poczytaj o jej zaburzeniach. To po 1., po 2...jesteś cholernie nachalny i aż sam się prosisz o takie zachowanie. Lepiej zacisnąć zęby i czasem ją odepchnąć dla jej dobra, tylko wtedy ona "czuje naprawdę", bo wiec co traci. Jeśli jej serio zależy, zrobi wszystko, żebyś wrócił.

3 Ostatnio edytowany przez niezrozumiany1234 (2015-02-04 16:57:00)

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Chrystus tu nie pomoże, a mógłby Jej pomóc.
Ja doskonale wiem co to jest ChAD i borderline. Doskonale wiem, co to jest DDA, ortoreksja itp. Nie oceniaj ludzi, dopóty nie znasz prawdy: przerobiłem dość pokaźną stertę literatury na temat tych przypadłości. Ale nie można wszystkiego usprawiedliwiać chorobą: bo co, mam zgadzać się na wszystko, bo jest zaburzona i chora? A gdzie jestem ja i moje potrzeby bliskości/kontaktu/itp?

Nachalność - ok, ale czy próby dowiedzenia się co jest grane, jak jest, próby zrozumienia to nachalność? Co ja mam zrobić, że ma zmienne nastroje z godziny na godziny? To nie jest moja wina, nie mogę tego brać do siebie: bo ich zachowań nie można brać do siebie. Nie można nawet określić skąd to się bierze: po prostu tak jest.

Raz jest dobrze, raz jest beznadziejnie > i tak w kółko. Relacja to bardzo dobre i bardzo złe momenty. Istny rollercoaster bez trzymanki.
Czasem potrafi mną tak zawładnąć, że zastanawiam się, czy to nie ja powinienem iść na terapię oO.

4 Ostatnio edytowany przez Katri (2015-02-04 17:12:11)

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Po 1. Nie ma za co- spoko, jako jedyna poświęciłam swój czas, żeby przeczytać Twój kolosalnych rozmiarów post i odpowiedzieć, ale nie, nie musisz dziękować.

Po 2. Sama cierpię na takie zaburzenia, więc chyba coś na ten temat wiem, obawiam się, że nie czekasz na poradę, tylko odpowiedź, która będzie Ci pasować. Tego typu zaburzenia skutkują poczuciem osaczenia, co prowadzi do agresji, odrzucania wszystkiego i wszystkich, zwłaszcza tego co zakłóca spokój (może, trochę za mało jednak tej literatury przerobiłeś). "Szorstka miłość", a raczej nie latanie za nią cały czas pomogłyby jej sprecyzować co do Ciebie czuje- stąd moja rada.

P.S. co do rollercoastera, to może zadaj sobie jednak pytanie czy jesteś wystarczający silny na związek z taką osobą hmm

5

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Jak dla mnie to z Twojej strony za dużo kłamstw, za dużo desperacji i za mało cierpliwości.

6 Ostatnio edytowany przez niezrozumiany1234 (2015-02-04 17:27:16)

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Ad 1.
Dziękuję bardzo oczywiście, każdy post jest mile widziany: po to tu napisałem:)

Ad 2.
Czekam na poradę, ocenę sytuacji. Więc dzięki jeszcze raz za Twój post. Będę wdzięczny za kolejne:)
O osaczeniu nie czytałem: przede wszystkim to nigdy mi nie zarzuciła, że jest mnie za dużo, że ją nękam. Gdy sugerowałem, że tak się czuję, absolutnie zbijała mnie z takiego sposobu myślenia mówiąc, że nie mam tak nawet myśleć: bo gdybym ją osaczał, po prostu nie odebrałaby telefonu.

To ładny paradoks, że cierpi na tyle zaburzeń, a mimo to jest przede wszystkim dość zrównoważona - nie śwignęła mi ani razu słuchawką, nie nazwała mnie od takich i owakich. Jej zaburzenia dotyczą głównie działań przeciwko "sobie", nie przeciwko otoczeniu. Acting in, co nie?

A co do rollercoastera: nazwałem rzecz po imieniu. To nie jest normalne, by być aż tak niestabilną osobą, porzucać bardzo szybko zaplanowane działania/plany. Nie do pojęcia przez osobę względnie zdrową. Tutaj trzeba być raczej psychoterapeutą z wykształcenia, by wytrzymać taką kolejkę górską.

PS.
Na co cierpisz? Border/chad/ortoreksja/dda?


Jak dla mnie to z Twojej strony za dużo kłamstw

Jakich kłamstw?

7

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Ad. 1. Zapamiętaj złotą rzecz: to co mówi, zapewne ma niewiele wspólnego z tym co czuje. Np. Krzyczałam na swojego faceta, że ma się wynosić rzucałam rzeczami a jak tylko zamykał drzwi za sobą, leżałam na podłodze i czułam koszmarny ból, miałam ochotę krzyczeć "wróć, przepraszam"-dzięki Bogu znał mnie i oczywiście po 2 min. siedział ze mną na tej podłodze i mnie tulił, uspokajał.

Poza tym największy problem polega na tym, że ona pewnie często ma tak, że sama nie wie o co jej chodzi, ale się nie przyzna bo nie chce wyjść na wariatkę..

Ad. 2. Wiem, że to trudne być z kimś takim, ale z drugiej strony musisz w tym znaleźć "coś". Np. musisz przyznać, że Cię intryguje, zaskakuje.. no wiesz, coś co Cię jara, inaczej nie wytrzymasz..

8 Ostatnio edytowany przez niezrozumiany1234 (2015-02-04 17:47:49)

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Ad. 1
Tak, ma z tym ogromnym problem: ze zdefiniowaniem siebie, tego czego tak naprawdę chce.
"Wiem, ze coś czuję, ale nie wiem co" "nie wiem czego chce" - to standard.

Ad. 2
Och, ona wie wszystko co mnie w niej intryguje. Tyle co ona się nasłuchała ode mnie: ma tego pełną świadomość.

Ale co ja mam robić? Zgadzać się ciągle na jej zachcianki, respektować każdą jej decyzję: a gdzie ja i moje potrzeby, moje zachcianki?

Niedawno miałem ochotę ją odepchnąć: gdy mówiłem raz, że odchodzę, ona powiedziała: tak będzie dla Ciebie najlepiej, bo Cię krzywdzę...
Gdy tydzień później powiedziałem to samo: był płacz, zostań, potrzebuje Cie, jesteś cholernie ważny itp.
I jak to rozumieć?

9

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

...za dużo jest w niej rzeczy które zwyczajnie Ci nie odpowiadają i te huśtawki nastrojów..masz 20 lat...moja propozycja znajdź kogoś stabilnego emocjonalnie...i tak łatwo powiedzieć, ale tworzenie związku z taką osobą wymaga wiele cierpliwości i samozaparcia.....bardzo trudno będzie wpłynąć na jej postępowanie i postarać się ją ustabilizować....częste ataki silnych emocji oraz zachowania autoagresywne....może pomyślcie o pomocy np psychologa..

10

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Dzięki.
Ona jest od kilku lat (4-5 bodaj) pod opieką psychiatry i psychoterapeuty.

11

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

No dobrze, to co zrobić:
Katri, masz podobne zaburzenia, więc co byś zrobiła na moim miejscu, by wywalczyć w końcu tą dziewczynę? ...

12

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...
niezrozumiany1234 napisał/a:

No dobrze, to co zrobić:
Katri, masz podobne zaburzenia, więc co byś zrobiła na moim miejscu, by wywalczyć w końcu tą dziewczynę? ...

Przykro mi to napisać, ale nie wywalczysz tej dziewczyny - to nie nagroda w konkursie, tylko chora osoba.
Ona się nie zmieni. Już zawsze taka będzie. Możliwe, że wypracuje z terapeutą tyle, że powstrzyma się od niektórych zachowań, ale nie liczyłabym na zbyt wiele na Twoim miejscu.

Zdajesz sobie sprawę, że jesteś troszkę od niej uzależniony? Może warto popracować nad swoim własnym poczuciem wartości i samooceną.

13

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Zgadza się, jestem uzależniony. Codzienny kontakt... Miłe wydarzenia... dotyki, przytulania.. Ciężko o tym zapomnieć.

Jak w ogóle oceniacie całą sytuację?... Działania dziewczyny? Tak Waszym zdaniem... bo ja już się gubię we wszystkim. Może to ja postępuję bardzo źle...

14 Ostatnio edytowany przez mrbart (2015-02-05 00:21:24)

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Jej zachowanie nie ma żadnego znaczenia. To Ty jesteś niekonsekwentny i rozchwiany niczym chorągiewka na wietrze. Piszesz że Cię irytuje, blokujesz ją, zrywasz kontakt, a potem wszystko odwracasz i jeszcze próbujesz ją tłumaczyć (a nawet jak widać zwalać winę na siebie). Panna robi co chce, a Ty skaczesz wokół niej jak kangur.

niezrozumiany1234 napisał/a:

Powiedziałem wczoraj, po tym jak zmieniła po kilku godzinach stanowisko o 180 stopni, że czuję się fatalnie, boli mnie żołądek, głowa, wszystko... że znowu czuje się oszukany... Stwierdziła, że muszę zacząć żyć sam ze sobą, nie uzależniać swojego nastroju od niej(!), że sami decydujemy o tym, czy czujemy się też dobrze czy też nie i ona nie ma na to wpływu...(!)

I ma 100% rację!

15

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Tak, próbuje tłumaczyć... Tak mnie owija wokół swojego palca, że jestem w stanie wziąć wszystko na siebie....

Ale to Ona manipuluje, krzywdzi... prawda...?
Rozwińcie ludzie trochę swoje wypowiedzi, potrzebuję tego...

Dzięki...

16

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Przestań się taplać w tej smutnej brei i uświadom sobie, że ludzie są z natury:

- egoistami
- egocentrykami
- manipulantami

Cytat z "Przebudzenia" de Mello, idealnie pasuje do Twojej sytuacji:

"Młody człowiek przychodzi i żali się, że jego dziewczyna odeszła, że grała nieuczciwie. Na co się żalisz? Spodziewałeś się czegoś lepszego? Spodziewaj się zawsze najgorszego, masz do czynienia z egoistycznymi ludźmi. To ty jesteś idiotą - idealizowałeś ją, czyż nie tak? Sądziłeś, że jest księżniczką. Myślałeś, że ludzie są bardzo mili. Nie są! Nie są mili! Są równie źli, jak ty - źli, rozumiesz? Śpią tak jak i ty. A o co według ciebie mają zabiegać? O własny interes, tak jak i ty to czynisz. Nie ma między wami żadnej różnicy. Czy potrafisz sobie wyobrazić, jaka to ulga, że już nigdy nie dasz się zwieść, nie będziesz już nigdy rozczarowany? Już nigdy nikt nie doprowadzi cię do rozpaczy. Nie będziesz czuł się odrzucony. Chcesz się obudzić? Pragniesz szczęścia? Chcesz wolności? Proszę bardzo - odrzuć tylko fałszywe idee. Przejrzyj grę ludzi. Jeśli przejrzysz własną grę, przejrzysz grę innych. Wówczas ich pokochasz. W przeciwnym razie spędzisz życie szarpiąc się ze swymi fałszywymi pojęciami na ich temat, ze swymi iluzjami, które notorycznie rozpadają się w zderzeniu z rzeczywistością."

17

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Słuchaj. Mój znajomy właśnie zakończył taki związek. Mało brakowało aby się skończyło dla niego żle. Bardzo źle. UCIEKAJ!!!!To się nigdy dobrze nie kończy. Jeśli tak się zachowuje będąc pod opieką psychiatry to daleka droga dla niej. Ona musi zrobić ze sobą na tyle porządek by nie niszczyć bliskich. Ja sama jestem w trudnym związku z DDA ale nadzieja jest bo mój partner chce normalności . Ten mój znajomy tak się nacierpiał a nic z niej nie miał. Tylko wymagania. MOŻNA DAĆ INNEJ OSOBIE TYLKO TO CO SIĘ MA W SOBIE!!!! Ona nie da bo nie ma. Zrozum. Chce może ale nie może. Z daleka od takiej miłości. To jak od daltonisty wymagać rozróżniania kolorów. Tak się zakochałeś bo dużo dałeś z siebie. Proste. Nie dla tego że jest warta tego a dla tego że dużo cię kosztowała emocjonalnie. Tak mamy ze wszystkim w co wkładamy siły itd. Pomogła mi wstać z kolan John Powell ,, Jak kochać i być kochanym,,

18 Ostatnio edytowany przez niezrozumiany1234 (2015-02-05 03:18:21)

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Pasternak, rozwiniesz mi nieco? Może być na maila (pw). Może skype....?
Byłbym wdzięczny za więcej opinii nt. tego wszystkiego...

19 Ostatnio edytowany przez cb (2015-02-05 04:30:12)

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Ja Ci proponuję zrezygnować z tego. Zerwać kontakt.

20

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Czym to motywujecie bymzerwaćl kontakt?
Czy to ja popelnilem jakis blad czy to ona jest po prostu chora?

21

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Czytać umiesz? Bo mam wrażenie, że nie.
Ona jest CHORA, ale z Tobą też NIE JEST do końca dobrze.

Po co skomlesz o kontakt, kiedy ktoś Ci każe spieprzać? Uważasz, że to normalne?
Zajmij się sobą, swoją samooceną i poczuciem własnej wartości, a ona niech żyje swoim życiem.

22

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Właśnie, nie powiedziałeś jakie zaburzenie towarzyszy Tobie? Spotkaliście się na forum psychologicznym, więc coś Cię pewnie też męczy?

Zaburzone osoby często ciągnie w swoją stronę. Niestety po czasie okazuje się że dwie osoby z deficytami nie potrafią się dogadać. Osoba, która choruje duszą zwykle ma poważny brak czegoś (uwagi, bezpieczeństwa, miłości ect). Cechuje ją charakter żądaniowy, bo we wszystkim nieświadomie upatruje się swojej krzywdy. Np. Użyjesz innej tonacji w zdaniu, zwrócisz uwagę odnośnie błahej sprawy, nie odbierzesz tel i już w wyobraźni osoby zaburzonej emocjonalnie toczy się wojna (on nie kocha, krytykuje mnie, znęca się itd. itp.).

Z opowieści wynika, że oboje macie te deficyty, więc na początku zajmijcie się sobą i swoim poczuciem wartości. Następnie przejdźcie do budowani relacji.

23

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

No tak, DDA i borderline można wyleczyć z dużym wysiłkiem po jakimś czasie ale choroba dwubiegunowa to jest choroba psychiczna. W tym momencie powinieneś był się wycofać. Poza tym u ciebie niezrozumiany1234 też zauważam borderline. Jeżeli są trudne sytuacje w związku, jeżeli nawet grozi zerwanie, wszystko to należy bardzo spokojnie dyskutować z partnerem, inaczej tylko pogorszy się sprawę. Niestety ale trzeba wielu lat doświadczenia życiowego żeby to zrozumieć. Jak masz wybuch gniewu przez konflikt z dziewczyną, to staraj się pohamować emocje i dopiero wtedy zupełnie spokojnie dyskutuj z nią o tym. Po pewnym czasie nauczysz się szybko kontrolować emocje. Kontrola emocji to jest podstawowa sprawa w stałym związku. Kierowanie się głównie pragnieniami erotycznymi zamiast uczuciem chęci niesienia bezwarunkowej pomocy partnerowi, powoduje szybkie zerwania.

24 Ostatnio edytowany przez niezrozumiany1234 (2015-02-05 13:44:49)

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

sluuu, to było forum dotyczące wad związanych z kośćcem: typowo chirurgiczne. Nic wspólnego z psychologią. Jestem zdrową osobą z normalnej rodziny. Pragnę zwykłej miłości, opartej na wspólnym zaufaniu, zrozumieniu, poświęceniu obu stron. To chyba normalne..? Sporo włożyłem w tą relację: sił, cierpienia. Nie chcę, aby to poszło na marne. Boję się, że pójdzie to na marne. Zaszliśmy dość daleko i nożem w serce byłoby się teraz cofać....

MrSpock: uwierz mi, że trudne sytuacje próbowałem rozjaśnic, ciągle proponowałem jakieś rozwiązania, których Ona nie przyjmowała w ogóle, tylko stawiała na swoim. Stawiała na swoim, a ja w tych trudnych chwilach na wszystko się zgadzałem. Doszło do takiego etapu, w którym mówię stop: muszę zadbać o siebie, a nie ciągle dawać się manipulować, owijać wokół palca i podporządkowywać się każdej jej decyzji, bo doprowadzi mnie to do zguby. Czyli według Ciebie powinienem się zgadzać na wszystko co jest z jej strony? Miała mi pluć w twarz, a ja miałem mówić: ok, akceptuje to, możesz mi pluć, przecież jesteś chora, więc możesz robić co Ci się tylko podoba?...

To nie był wybuch gniewu, była atmosfera płaczu, że "kurde, dziewczyno, gdzie jestem tutaj ja, nie mogę się już dłużej na wszystko zgadzać, zwróć uwagę choć raz na mnie, na to czego ja chcę." - tak to było. Przecież ja jej non stop od miesiąca dzień w dzień proponuję, żeby się spotkać, chwilę porozmawiać, pocałować i zapomnieć o wszystkim i iść dalej! Dzień w dzień jej o tym powtarzam przynajmniej dwa razy. I ciągle słyszę "nie, nie mogę". "nie" "nie" i "nie". Zawsze stawia na swoim. A podobno chcieć to móc?

Nigdy nie mówiłem o pragnieniach erotycznych. Moimi pragnieniami były spotkania, spotykanie się, przytulanie, rozmowa, jej uczucia, o odwzajemnienie jej uczuć do mnie.. -
Erotyka była kompletnie nieważna, nie brałem i nie biorę jej w ogóle pod uwagę, bo mi po prostu zależy na niej jako osobie, a nie na "mięsie".

25

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Bracie, cieszę się że pytasz o kontakt. Może jakoś wybrniesz z tego. Miesiące przez długie godziny rozmawialiśmy z tym moim znajomym , można już nazwać go teraz przyjacielem, on mi pomagał a ja jemu. Wszyscy dookoła mają ( kto nie ma z tym problemu) cię dość. Rozumieją się i wspierają ludzie kt to przechodzą. Ja rok chodziłam do terapeuty by choć trochę zrozumieć i poradzić sobie z problemem partnera z DDA. Mój przyjaciel był w związku z kobietą,, dwubiegunową,,. Piszesz jak byś był nim.
,, Toczka w toczkę,, Mój skype zanna.soltan (chyba). Jak nie znajdziesz to napisz swój. Jeśli jakkolwiek będę mogła ci pomóc będę się cieszyć.

P.S. On już wylazł z tego ale ...tylko dlatego !!!że ona go nie chciała!!!. Jak by chciała z nim być, przyczołgał by się na kolanach mimo iż nie raz chciał zerwać jak były huśtawki. A to silny facet. Po prostu mama jego miała to samo. On się czuł z tym jak w domu, chociaż okropnie cierpiał. Call me

26

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...
niezrozumiany1234 napisał/a:

Przecież ja jej non stop od miesiąca dzień w dzień proponuję, żeby się spotkać, chwilę porozmawiać, pocałować i zapomnieć o wszystkim i iść dalej! Dzień w dzień jej o tym powtarzam przynajmniej dwa razy. I ciągle słyszę "nie, nie mogę". "nie" "nie" i "nie". Zawsze stawia na swoim. A podobno chcieć to móc?

To zrozum w końcu, że ona nie chce się spotykać, rozmawiać, całować się, zapominać i iść dalej. Daj jej i sobie spokój. Też masz problem - uparłeś się na dziewczynę, która nie ma ochoty na kontakty z Tobą. Nie możesz się z tym pogodzić, więc zwalasz podjęcie przez nią takiej decyzji, na jej zaburzenia i próbujesz ją na siłę "wyleczyć". W dodatku robisz to tylko po to by zadowolić siebie, a nie ją. Masz zadatki na takie historie: http://www.netkobiety.pl/t74357.html

27 Ostatnio edytowany przez niezrozumiany1234 (2015-02-05 20:40:37)

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...
mrbart napisał/a:

Też masz problem - uparłeś się na dziewczynę, która nie ma ochoty na kontakty z Tobą.

Cytuję jej słowa sprzed 2 dni:
"Nie odchodź, bardzo Cie potrzebuje, potrzebuje kontaktu z tobą, potrzebuję żebyś był bardzo blisko mnie". - i jak się do tego ustosunkujesz?

28

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Bo to jest taki cykl (mówię tylko o osobowości typu borderline):

1. Duża potrzeba bliskości (taka większa niż w przypadku innych osób)
2. Zaspokojenie potrzeby bliskości przez partnera
3. Problem ze zniesieniem tej upragnionej bliskości. Odtrącenie partnera przy jednoczesnym oczekiwaniu,
4. że partner obdarzy zrozumieniem/bliskością (brak refleksji na temat odczuć partnera, jego zranienia)

czyli punkt 4 to jakby 1 i koło się zamyka.

Jeśli partner jest silny i znosi dużo w punkcie 3, to zwiększa się natężenie zadawanych w nim ciosów.

Nie wiem, czy ten schemat konkretnie pasuje do Twojej partnerki, ale jest to coś zbliżonego.

29

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...
niezrozumiany1234 napisał/a:
mrbart napisał/a:

Też masz problem - uparłeś się na dziewczynę, która nie ma ochoty na kontakty z Tobą.

Cytuję jej słowa sprzed 2 dni:
"Nie odchodź, bardzo Cie potrzebuje, potrzebuje kontaktu z tobą, potrzebuję żebyś był bardzo blisko mnie". - i jak się do tego ustosunkujesz?

Oj tak, tak bardzo potrzebuje, że nawet Sylwestra nie miała zamiaru z Tobą spędzić. Podobnie jak nie ma zamiaru się spotykać. Widać że lubisz być na emocjonalnym haju, im bardziej Cię stłucze tym lepiej się czujesz, bo znowu możesz o nią zabiegać, coś się dzieje, możesz dogadzać księżniczce, masz co robić, naprawiać ją, leczyć etc., etc. Masz nie mniejszy problem niż ona. Każdy szanujący się człowiek już dawno urwałby kontakt. Lepiej skup się na swoich potrzebach i oczekiwaniach. Tyle tylko, że są one zapewne ściśle związane z ugraniem tej panny, więc będzie Tobą wycierała podłogi w dodatku ku Twej uciesze. To tyle z mojej strony.

30 Ostatnio edytowany przez niezrozumiany1234 (2015-02-05 22:17:32)

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...
cb napisał/a:

Bo to jest taki cykl (mówię tylko o osobowości typu borderline):

1. Duża potrzeba bliskości (taka większa niż w przypadku innych osób)
2. Zaspokojenie potrzeby bliskości przez partnera
3. Problem ze zniesieniem tej upragnionej bliskości. Odtrącenie partnera przy jednoczesnym oczekiwaniu,
4. że partner obdarzy zrozumieniem/bliskością (brak refleksji na temat odczuć partnera, jego zranienia)

czyli punkt 4 to jakby 1 i koło się zamyka.

Jeśli partner jest silny i znosi dużo w punkcie 3, to zwiększa się natężenie zadawanych w nim ciosów.

Nie wiem, czy ten schemat konkretnie pasuje do Twojej partnerki, ale jest to coś zbliżonego.

Oj pasuje i to bardzo!

mrbart: sylwester to słaby argument. Lekko zachwiałem obiektywizm całej sytuacji, wspominając o nim w moim pierwszym poście. Za sylwestra przeprosiła i zaprosiła mnie do siebie 10 stycznia.

Co nie zmienia faktu, że jest chora psychicznie, a ja widzę/widziałem się w roli zbawiciela!

OK, rada dla ludzi, którzy myślą zbliżyć się do osób z borderline/chad: uciekać gdzie pieprz rośnie. W tej cholernej intrydze w każdym przypadku jesteście skazani na porażkę. Border wytwarza taką pajęczą sieć, że nie nie wiecie co to jest "pięć". Rozbudowuje tą sieć z dnia na dzień, a na końcu stwierdzi, że i tak jej nie rozumiecie, bo myślicie tylko o sobie/jesteście egoistami/nie jesteście tak bardzo zaburzeni i nie wiecie co "ona czuje", że jesteście źli i potraficie tylko krytykować. Najlepsze jest w to, że w to uwierzycie i będziecie przepraszać za swoje zachowania! Nigdy tego nie róbcie. Nigdy nie przepraszajcie bordera.

Najgorsze co można zrobić, to podjąć próby zrozumienia takiej osoby. Ona na początku bardzo pięknie tłumaczy, tworzy wspaniałą, na pozór wiarygodną historyjkę, w którą wierzycie bez mrugnięcia okiem: potem do tej historyjki dokłada MILION innych podhistoryjek, robi Wam taką wodę z mózgu dokładając kolejne "podpunkty" do tej historyjki, że po kolei: 1. stwierdzacie wpierw, że nie rozumiecie, 2. potem staracie się zrozumieć ale i tak nie jesteście w stanie bo TEGO NIKT NIE ZROZUMIE, 3. i kończy się na tym, że sami macie się za osoby chore, które potrzebują pomocy specjalistycznej. Proszę Państwa, kobieta zaburzona/chora nie jest jak matematyka: matematykę da się zrozumieć: w tym przypadku taka osoba nie rozumie siebie samej, więc w jaki sposób Wy macie ją rozumieć?

Przykład ich pokrętnej logiki:
W poniedziałek mówi, że w piątek idziemy na kręgle. We wtorek stwierdza, że nic takiego nie powiedziała. W środę mówi, że faktycznie miała ochotę na kręgle, ale teraz chciałaby iść na łyżwy. W czwartek powiada Wam, że nie wspominała nic o łyżwach i masz z nią iść na kręgle! W piątek nigdzie nie idziecie, bo stwierdza, że jej nie rozumiesz. - KLASYK. Jeszcze wszystko byłoby OK, gdyby chodziło o takie bzdury jak rozrywka: ale ona mówiła tak o uczuciach, o bardzo ważnych tematach.

Border zrobi z Wami sieczkę, położy was na łopatki. Jedyną siłą, która się liczy w walce z nimi, to nie podejmować się żadnej walki. To wyrafinowane, perfidne i egoistyczne osoby: uczyły się w tym rzemiośle od najmłodszych lat: bo tego wszystkiego wymusił na nich instynkt przetrwania: biologia. One musiały się nauczyć tego wszystkiego od najmłodszych lat, żeby mogły w ogóle egzystować: ŻYĆ. Paradoksem jest, że to wina ich rodziców, otoczenia, nie do końca ich. Mistrzynie manipulacji - nie ma lepszych. Jeszcze jak dojdzie do tego terapia, jak terapeutka wytłumaczy takiej osobie jej zachowania, a ona będzie się nimi usprawiedliwiała na każdym kroku: to strach się bać: z Ciebie zrobi psychola! Istna sieczka. Istna kolejka górska bez trzymanki.

Jeśli ktokolwiek to czyta i kiedykolwiek usłyszy "border" "chadowiec", niech się strzeże. Godząc się na bliski kontakt z taką osobą, jesteście już jego ofiarą: z góry skazaną na porażkę, cierpienie i wyssanie jakichkolwiek sił witalnych. Nie róbcie sobie tego: ja zaryzykowałem, moje serce romantyka stwierdziło, że miłość wszystko przetrwa i wszystko pokona: to gówno prawda. Trzeba kochać siebie, a dopiero potem, w odpowiednich dawkach, kochać inną osobę. Nie można być za dobrym, nie można "kochać za bardzo". Życie to nie film, nie happy end.


Kiedyś wpadłem na taki wpis na forum internetowym, gdy bliżej zainteresowałem się jej przypadłościami. Nie wierzyłem w niego. Dzisiaj, powyżej, napisałem identycznie to samo, co w tym wpisie napisał ktoś bardzo mądry. To w 100% prawda:

A propos opisanego w artykule rysu samodoskonalenia...
Border upatruje źródła problemów i ich przyczyn prawie zawsze poza sobą (choćby był sprawcą) i nie ma żadnej motywacji aby się doskonalić, on nie rozumie relacji przyczynowo skutkowej, on nie rozumie stwierdzenia "uczyć się na błędach", która napędza samodoskonalenie, bo to nie są dla niego błędy ale kłody rzucane mu pod nogi przez tych innych, "złych".

UWAGA na jego przewrotną logikę !!!
Ona jest prosta i żelazna i nie jest to kwestia najwyższego IQ aby to rozpoznać.
Broń Boże abyście starali się z nim mierzyć i coś udowadniać - nic nie wskóracie,
jesteście jego krótką grą, etapem w życiu, choćby Wam obiecywał, że jesteście jedyni, niepowtarzalni, jesteście celem jego życia...

Ofiarami BL są ludzie najczęściej o dużej empatii (lub też skrajni narcyzi) - oni w swojej dobroci chcą mu pomóc w jego walce ze złym światem, nawet nie przypuszczają, że są JUŻ jego ofiarą.
Teraz BL będzie tylko zagęszczał sieć intryg.
Tacy ludzie dają z siebie coraz więcej i więcej bo są przekonani, że da się Bordera "wyleczyć" swoją miłością, oddaniem itd. wielokrotnie nie wytrzymują ale wtedy border wraca i LOGICZNIE I SENSOWNIE "przyznaje" się do swoich złych działań i obiecuje zmianę, poprawę i znowu jest sielanka...

Poznacie Bordera po tym, że w dłuższym okresie czasu WSZYSCY są lub byli jego wrogami.
Od rodziców, przez rodzeństwo, nawet dzieci, kolejno wszyscy partnerzy, przyjaciele i przyjaciółki.
Wrogie fronty ciągle się zmieniają. Jednego dnia możesz usłyszeć, że ktoś jest skończoną kanalią, z którą Border nie chce mieć już nigdy nic do czynienia, po jakimś czasie ta osoba jest autorytetem i przyjacielem, który dobrze jej życzy aby za jakiś czas znowu stać się ostatnim wrogiem.

To samo dotyczy wspomnień - raz są one traumatyczne
a później okazuje się że nie, że było całkiem fajnie....
U bordera nie istnieje coś takiego jak nienaruszalne wartości, obiekty szacunku - to tylko kwestia czasu aby o WSZYSTKICH usłyszeć, że są źli, najgorsi, że nigdy więcej nie chcą o nich słyszeć.

I na koniec...
Po bliższym kontakcie z Borderem jesteście psychicznym wrakiem, (znaczna część trafia w końcu do psychologa aby przywrócić własną samoocenę i stabilność świata) jesteście w centrum skłóconego świata, już odcięliście się od swoich dotychczasowych przyjaciół i znajomych, często rodziny. Wspierając bordera, chcąc mu pomóc, walczyliście w jego wojnach wszystkich ze wszystkimi.
W końcu czas przychodzi na Was, w końcu sami stajecie się jego wrogiem i dołączacie do długiej listy znienawidzonych, którzy są winny wszystkich jego krzywd - cokolwiek byście nie zrobili dla niego, jakkolwiek byście mu nieba nie przychylili - ta świadomość dla normalnego człowieka jest nie do zniesienia!

Co przyciąga do Bordera?
Te krótkie chwile, w których wychwala Was pod niebiosa, kiedy jesteście dla niego jedynymi wspaniałymi na tym złym świecie, którzy go rozumiecie, jedynymi którzy KIEDYKOLWIEK go rozumieli.
Ten sam motyw zauważycie nawet w opisie z punktu widzenia terapeuty.

BORDERÓW POWINNO SIĘ OZNACZAĆ!

Niestety piszę to w pełnej świadomości, że to i tak nic to nie da.
Z wewnątrz sieci Bordera nie da się dostrzec realnego świata.
Jakakolwiek próba dotarcia jest traktowana jako przejaw wrogości.

Może PO FAKCIE, komuś to pomoże zidentyfikować z kim mieli do czynienia
i że czas zgłosić się do terapeuty po pomoc sobie
aby dać się przywrócić do pełni sił psychicznych

31

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Uważam, że kluczem jest zerwanie kontaktu i dostrzeżenie problemu/problemów w sobie... Próba zmiany siebie. Po czasie nachodzą mnie coraz częściej refleksje na temat moich błędów i nieodpowiednich zachowań. Takie rzeczowe. Nie bezsensowne obwinianie się o wszelkie zło, jak to sam border ma w zwyczaju robić, tylko konkretne przyjrzenie się wadom. Niedojrzałości w niektórych momentach. Naiwności. Niewiedzy na temat relacji damsko-męskich. Im dalej od czasowo od zerwania jestem, tym więcej widzę jego dojrzałości i mądrości, momentów kiedy i ja to psułam. Abstrahując od jego nagannego zachowania. No ale to może po prostu ta mityczna faza trzecia po rozstaniu, czyli czysta tęsknota bez smutku czy złości.
Niezrozumiany, a jakie Ty masz problemy ze sobą? Może też wykazujesz pewne cechy borderline? Może masz niską samoocenę?

32 Ostatnio edytowany przez niezrozumiany1234 (2015-02-05 22:59:39)

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Zaznaczmy sobie jasno: cechy borderline wykazują wszystkie osoby: ja, Ty, każdy. Ale żeby być borderem, z tego co pamiętam trzeba spełniać 6 kryteriów. Tam jest coś takiego jak ryzykowna jazda samochodem, chroniczne poczucie pustki, poczucie winy, ryzykowne kontakty seksualne itp. itd. Ale osoba, która spełnia 2 kryteria spośród innych, nie jest borderem. To mówiła pani psycholog w wywiadzie radiowym.

Ja mam taki problem i do końca nie wiem czy to problem: ja po prostu potrzebuję innych ludzi. By porozmawiać. Potrzebuję jednej, bliskiej osoby, której się zwierzę, porozmawiam z nią o tematach, o których nie rozmawiam z innymi ludźmi. Nie uważam tego za coś nienormalnego. Kurde: każdy dąży do kontaktu międzyludzkiego: taki jest jeden z sensów naszego bytu. Takie są prawa biologii. Dlaczego zwierzęta żyją w stadzie... To jasne dlaczego... Po co ludzie się żenią, po co kochają, po co mają dzieci? To równowaga: jeśli ktoś tego nie ma, jeśli ktoś nie ma ludzi wokół siebie i nie dąży do kontaktu międzyludzkiego, to dopiero ma problem. Wtedy równowaga jest zaburzona.

Więc nie wiem czy to problem, ale ja po prostu potrzebuje bratniej duszy, potrzebuje kogoś, kto obudzi mnie smsem, kto powie mi dobranoc tuż przed snem. Pragnę komuś mówić, że jest wspaniałą osobą, że ją cenię i mi na niej zależy. Czy to nienormalne?

Samoocena: owszem, być może czasem jest zaburzona: ale w gruncie rzeczy wiem, że jest znakomitym i zajebistym facetem i nie każda na mnie zasługuje.

33

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Brzmi całkiem normalnie smile

Okreslenia borderline uzywam dla ułatwienia. Powinnam pewnie pisać "osobowość typu borderline", czy "wykazująca cechy borderline".

Czyli moim zdaniem masz średnią samoocenę. Dąż do wysokiej smile

34

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Ja się tylko zastanawiam czasem: że kurde, może to ja krzywdzę, może to ja jestem powodem wszelkiego zła w tej relacji?...
Tak potrafi zmanipulować, że czasem dokładnie tak się czuję...

35

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Wszelkiego na pewno nie.

Czego teraz chcesz? Do czego dążysz w związku z tą relacją?

36

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Najchetniej do tego by zapomnieć ale to bardzo ciezkie... bardzo ciężkie zapomniec nagle o kims z kim przez 9 miesiecy rozmawialo sie prawie codziennie

37

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Wiem, że ciężko. Nie mam na to recepty.
Na pewno zerwanie kontaktu pomaga, bo nie ma możliwości manipulacji. A każda taka manipulacja lub kontakt sprawia, że wracasz na start. Jeśli te trzy etapy żałoby są prawdziwe, to mam nadzieję, że mnie już niedługo czeka game over wink Chciałabym pisać do Ciebie z tej perspektywy i dodać otuchy.

38

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

A jakie sa te trzy etapy zaloby?;)

39 Ostatnio edytowany przez niezrozumiany1234 (2015-02-06 12:24:08)

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Sorry, double post...

40

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Pierwszy to smutek, drugi złość, a trzeci tęsknota.

41

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Czuję chyba wszystkie trzy...
I znowu rysuje marzenia... Mówi, że za jakiś czas do wszystkiego powrócimy i będziemy dążyli do tego, żeby być razem...
Znowu mówi, że pytanie czy chce być ze mną mam zadać za jakiś czas....

42

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Pewnie to nadmierne uproszczenie z tymi etapami. Też mi się mieszają, ale widać główny nurt z perspektywy czasu.

Za jaki czas? Za jakiś czas powinieneś już być w szczęśliwym związku.

Jak ktoś kocha to nie potrzebuje przerwy. Chyba że to jakaś wyjątkowa sytuacja. Przerwa na leczenie. Na pewno nie przerwa na innych partnerów... Co ona chce robić w tym czasie?

43

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Układać swoje ciężkie sprawy... Dopiero potem wziąć się za moją sprawę... Czyli najpierw jej chory kot, jej praca, jej terapia... Dopiero potem ja.
I co ja mam powiedzieć...?

44

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

No to brzmi rozsądnie, jeśli to prawda.

Wiesz, to chyba jest zdrowa kolejność, tylko tę terapię bym przesunęła przed pracę, bo praca i kot brzmią jak wymówka. Kotem się możecie zająć razem, a jak praca jest na 1 miejscu zawsze to jest pracoholizm.

Czyli kocha Cię i chce się zmienić, prosi Cię o czas. Dobrze to rozumiem?

45 Ostatnio edytowany przez niezrozumiany1234 (2015-02-06 17:17:43)

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Przedwczoraj pytam, czy mnie kocha. Odpowiada: NIE WIEM. Pytam czy coś do mnie czuje: odpowiada tak, ale nie wiem co.
Dzisiaj pytam, czy mnie kocha, odpowiada: nie.... Czy coś do mnie czuje? NIE
Zmiana zdań w mgnieniu oka. Okropność.

46

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Aha. U mnie bywało podobnie.

Może idźcie razem do psychologa?

Ona się spotyka już z kimś innym?

47

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Oj nie, nie spotyka się...

Rano rozmawialiśmy... Dzisiaj... Powiedziałem, że czuję się potwornie, baaardzo słabo... Okropnie. Powiedziała, że zadzwoni za parę minut... Nie zadzwoniła... Napisała, że bardzo się o mnie martwi i... zablokowała mnie, wyrzuciła ze swojego życia! Zablokowała numer, zablokowała FB.... Usunęła mnie.... W dodatku wiedziała, że ze mną jest BARDZO, BARDZO źle... I mimo tego, porzuciła mnie.... Zdeptała... Zniszczyła.

48 Ostatnio edytowany przez cb (2015-02-11 10:38:49)

Odp: I co ja mam zrobić, co myśleć...

Bo to nie jest osoba, która się opiekuje partnerem, jak mu jest źle. Raczej sama wymaga ciągłej atencji w razie zawirowania emocjonalnego.
Powyrzucała to pewnie boli. Przynajmniej nie będziesz miał z nią kłopotów w utrzymaniu braku kontaktu. Już załatwiła większość za Ciebie.


Czemu czułeś się źle? Wiesz, ludzie dobierają się częściowo na zasadzie podobieństw również w sferze problemów. Z pozoru nie widać podobieństwa, ale jak się głębiej zastanowisz... albo ktoś z boku to może lepiej widzieć.

Czasem wystarczy posłuchać, jak się ludzie kłócą. Niby takie różne charaktery, a wychodzi na to, że zarzucają sobie w gruncie rzeczy to samo.

Posty [ 49 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » I co ja mam zrobić, co myśleć...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026