Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 41 ]

1 Ostatnio edytowany przez Ania2019 (2021-05-11 12:17:08)

Temat: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Drodzy, witam Was serdecznie.
Mam straszliwy ból w sercu. Moj mąż miał romans z koleżanką z pracy. Znamy się 20 lat i jesteśmy od początku razem, myślałam, że to wielka i prawdziwa miłość, że to dobry człowiek, a jednak...
Od kilku lat odsunął sie ode mnie, był obcy, nerwowy, mówił, że to z powodu pracy, prosiłam o terapię, o wsparcie, żeby poszedł do lekarza, ale nie chciał a moje łzy budziły w nim jakieś zło. Zaczął później wracać, raz wrócił nad ranem, nic do niego docierało, nie odbierał wtedy ode mnie telefonu i nie odpisywał na smsy, prawie dostałam zawału tamtej nocy. Czułam co się dzieje, ale nie dopuszczałam myśli, ze on mógłby... To przecież niemozliwe. Nocami wychodzil, mówił, ze to stres, tak się martwiłam o niego. Mieliśmy rocznicę ślubu, był taki obcy, zimny, nieobecny, czułam się tak bardzo sama. Powiedziałam mu wtedy, że czuję, że to ostatnia nasza rocznica, a on strasznie się zdenerwował.
I nagle zaczęło być lepiej ale ja miałam wtedy alarm w głowie i zaczełam szukać sama nie wiedząc czego.
I znalazłam, setki starych smsów i godziny rozmów na starym billingu z tamtego czasu i serce mi pękło. Wypierał się, kłamał, w końcu się przyznał, ze to minęło juz, ze byl glupi, ze to bardzo dużo młodsza ode mnie dziewczyna z pracy.
Cos mi sie wtedy stalo, tak fizycznie, tak jakbym widziała jakiś film, jakby to nie dotyczyło mnie. Wstałam rano jak zombie, poszlam do pracy, zasłabłam, wylądowałam u lekarza, dostałam zwolnienie, pozniej tez leki na zalamanie nerwowe - biorę je do dzis, bylam tez na terapii, kilka razy mi towarzyszyl.
To co sie potem dzialo to był horror, klotnie, krzyki, plakalam nocami, wyłam z bólu, ale mimo ze byl gdzies obok, to bylam z tym całkiem sama, nie umiał albo nie chcial mi pomóc.
Udawałam tez przed calym swiatem, covid tylko mi to ułatwił.
Minęło półtora roku juz ponad od tamtego czasu, ale wracają do mnie obrazy, koszmary.
On jest ciagle przy mnie.
Ostatnio cos sie zmieniło we mnie. Zrozumiałam, ze łudziłam sie latami i czekałam az on wyjdzie ze swojej skorupy i do mnie wróci, ze bedzie jak kiedys, ze bedzie lepiej.
Wiem juz, ze nie będzie.
Mamy dziecko, mieszkanie, we dwoje jest łatwiej, wiec niech tak bedzie jak jest, ale z mojej strony jest to takie podejście czysto racjonalne, nie potrzebuje juz jego bliskości, potrzebuje tylko wsparcia w codzienności.
Chciałabym juz tylko wyzdrowieć i przestać myśleć o tym wszystkim, uwolnić się psychicznie z tych kajdan i zacząć żyć.

Gdzieś kiedyś przeczytałam o zadośćuczynieniu, ze to być powinno. Może tego zabrakło. Może jestem infantylna, ale czekałam na kwiaty, prezent, słowa, romantyzm... Tego nie było. Była obecność i wsparcie, ale tez kłótnie i zmęczenie tematem, a moj biedny mózg i wykończone ciało chciały czegoś innego.
Niepotrzebnie szukałam u niego pomocy, to takie nielogiczne jest jak na to teraz patrzę, bylam jak zraniony pies, który szuka pomocy u pana, który go kopnął i nie chciał, ale wtedy nie umiałam inaczej.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

"Chciałabym juz tylko wyzdrowieć i przestać myśleć o tym wszystkim, uwolnić się psychicznie z tych kajdan i zacząć żyć."
Wiesz co masz zrobić, tylko boisz się. Uważam, że nie warto "naprawiać" związku po czymś takim, to tylko strata czasu. Może niech lepiej wypowiedzą się kobiety, które wybaczyły i żyją szczęśliwe z takimi facetami... o ile takie się znajdą.

3 Ostatnio edytowany przez Pronome (2021-05-11 12:27:33)

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Trwacie ze soba, bo nikt z was nie chce wziac odpowiedzialnosci za rozwod.
Uczuc juz tutaj dawno nie ma, przynajmniej z jego strony, a Ty chorujesz. Przykro sie to czyta.
Wiesz co masz robic, jednak nie podejmujesz dzialan.

4

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

jeśli między wami jest i tak dennie, nie masz wsparcia to raczej się organizuj w kierunku samodzielnego życia.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

5 Ostatnio edytowany przez Ania2019 (2021-05-11 14:28:59)

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

On sie stara, jest obok, pomaga mi bardzo,
mówi, ze zrozumiał błąd, ze żałuje, ze byl glupi, ze teraz bedzie lepiej, itd..., że miał wtedy okropny czas, że mial myśli nawet aby skończyć ze sobą.
Szkoda tylko, ze nie chcial ode mnie pomocy.

Teraz on opiekuje się nami i to jest wygodne.
Ale ja jestem już jakby obok tego wszystkiego, stało się coś takiego, ze mnie nie obchodza juz jego sprawy, jak jest chory to daje mu tabletkę, ale bez empatii, jak kiedyś.

I nie wiem ile tak można żyć w zawieszeniu.
Emocjonalnie jestem obok. Doktor mowi, że straciłam ufność w ludzi i wszystko sobie zracjonalizowalam, pewnie cos w tym jest. Tylko, ze ja nigdy taka nie byłam, byłam czuła i empatyczna, pomocna i wesoła, a teraz tak jakoś niewiele czuję

6

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

mam wrażenie że trochę się motasz- raz piszesz że nie chciał Ci pomóc i siedzi w skorupie, a potem jaki to jest opiekuńczy i pomocny.

no to jaki on w końcu jest w porównaniu do tego jaki był?

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

7 Ostatnio edytowany przez Olinka (2021-05-11 16:07:50)

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Zamknal sie w takiej emocjonalnej skorupie i czułam obcość i wiedzialam, że będzie z tego coś złego. Ale pomocny w domu tez wtedy byl.

W tym okresie jak sie dowiedzialam to byl w domu, nie chcial odejsc i nie dal sie wygonic, byl obok, opiekował się dzieckiem i mna, ale to byl inny poziom porozumienia, a raczej jego brak, czeste klotnie. Z perspektywy czasu myślę, ze jego obecność bardziej mi zaszkodzila niz pomogla. Nie mogłam nabrać dystansu.

Teraz stara sie bardziej, dzwoni, pisze, ale to jest już jakos poza mna.

------------

Po tych awanturach on byl wypalony a ja oczekiwałam jakiś gestów.
Pewnie sporo w tym mojej winy jest, bo szukałam potwierdzenia, ze byłam ważna zawsze, nawet w czasie zdrady, a przecież nie byłam







Nie pisz, proszę, postów jeden pod drugim – łamiesz w ten sposób obowiązujący na forum regulamin. Jeśli chcesz coś do swojej wypowiedzi dopisać, użyj funkcji "edytuj", która znajduje się po prawej stronie każdego z Twoich postów.
Z góry dziękuję i pozdrawiam, Olinka

8 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-05-11 15:52:08)

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

no właśnie.. wiele zdradzanych żon tak robi by mąż skruszał.. I nie potrafię Ci powiedzieć czy to dobre czy złe, na forum zauważam że w niektórych przypadkach skuteczne chyba.
U Ciebie chyba też, bo mąż stara się bardziej..ale Ty nie jesteś szczęśliwa.. Co byś chciała by zrobił? albo co miałoby się stać byś poczuła się lepiej.

piszę to, mimo iż moim wewnętrznym przekonaniem było że po takim krachu przebacza się albo i nie, jak decyzja na pójście dalej to przebacza bez fochów i wspólnie z całej siły pracuje nad związkiem. Ja tak zrobiłam i dalej poszłam bez żalu i własnych histerii- ale po latach usłyszałam od Exa ze to było słabe, tak łatwo mu wybaczyć smile że nie dostał ode mnie wystarczającej nauczki.

ja nie żałuję swojego postępowania, bo było zgodne z moją moralnością i nie mogłabym inaczej- ale ze względu na skutki, nie mogę go polecać. smile

wiec moze robisz dobrze i mąż powinien odbyć swój czyściec?

moze wypowiedzą się Panie co przeszły taką ścieżkę- karania grzesznika- ja niestety nie potrafię.
ale życzę powodzenia waszej rodzinie, by się ułożyło.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

9 Ostatnio edytowany przez Ania2019 (2021-05-11 16:08:04)

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Ela210 ja nie wiem sama. Chciałabym nie pamiętać, nie myśleć o tym, iść dalej, ale slabo mi to wychodzi
Co do niego to chciałam jakiś wielkich gestów i zapewnień o miłości, to takie puste było z mojej strony, ale tak czułam wtedy i tego potrzebowałam w tym koszmarze, a dostawałam opiekę i pomoc w domu. Ja wiem, ze to duzo, bo on byl tez wrakiem człowieka wtedy jak i ja, ale niestety nie obchodzi mnie to jakoś wielce, bo teraz to chyba pierwszy raz w życiu zaczynam myśleć o sobie i wcale nie jest mi z tym zle.
teraz to już chyba nic nie chce od niego, mam wrażenie, ze nasz czas minął i powoli godzę sie z rzeczywistością.

10 Ostatnio edytowany przez Pronome (2021-05-11 17:02:35)

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Ania, Twoja historia nie jest spojna i trudno zlapac jednoznaczna mysl, z twoich wypowiedzi. Odnosisz sie do przeszlosci, a ona juz nie istnieje, jest tylko dzis i jutro. Twoj obraz jest dosc zamazany i wnioskuje, ze musisz bardzio cierpiec i przechodzic powazna depresje. Na twoim miejscu skupilam bym sie na odbudowaniu zdrowia psychicznego, bo to jest motor calego twojego zycia, a gdy nabierzesz sil i poziom energetyczny wzrosnie, zaczniejsz widziec rozwiazania. Nie zawsze musimy miec gotowa odpowiedz na juz i teraz i rozwiazywac problem od razu. Warto zrobic na odpowiedz ''co zrobic'' miejsce, bo ona pojawi sie za jakis czas. W miedzyczasie zajac sie priorytetami. Twoj problem widze jako sprzegniecie depresji, zalu za utracnym czasem, leku przed rostaniem, samodzielnoscia i nowym zyciem. Jak uczucie sie wypalilo i tyle zlego sie wydarzylo, lepiej pojsc nowa droga. W tym nie ma nic zlego, laczymy sie, idziemy przez zycie, czasami sie to konczy. Tak bywa. Zbieraj sily na wyleczenie.

11

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Proponuję też wziąć pod uwagę, że mężowi wcześniej czy później znudzi się skakanie koło żony, która ''jest gdzieś obok tego wszystkiego'' i odejdzie na dobre.

Zastanów się, czy wówczas znów Ci się nie włączą żale nad przeszłością, że jednak można było inaczej.

Pora zdecydować, czy w prawo, czy w lewo i działać podług decyzji. Takim staniem w rozkroku i użalaniem się nad sobą daleko nie zajedziesz.

12

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Ludzie popelniają błędy niestety. Coś im odbiera rozum, robią różne głupoty, których potem żałują.
Czy on żałuje ? Porozmawiaj z nim. Jeśli zapewni że nadal Cię kocha, że za to co zrobił nie może na swoją gębę patrzeć - to spróbuj wybaczyć. Czasem trzeba przegrać bitwę , żeby wygrać wojnę. Znam wiele maĺżeństw, które po takiej " przygodzie" bardzo dobrze żyją....czy się kochają nie wiem, myślę, że są dla wygody. Jeśli zdecydujesz się na pozostanie w związku to musisz przestac o tym myśleć, nie roztrząsać tematu bo nic z tego nie będzie - zamęczysz siebie i jego.
Jeśli nie możesz przestać myśleć, wybaczyć, odpuścić - rozejdź się bo szkoda źycia i Twojego zdrowia.

13 Ostatnio edytowany przez Ania2019 (2021-05-13 13:24:32)

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Dziękuję Wam za wsparcie,
rzeczywiście muszę stanąć na nogi w końcu. Skupię się na swoim zdrowiu, odstawieniu leków, pracy. A nie ciagle jestem obok wszystkiego i rozmyślam, to już za długo trwa. Dziecko też widzi mamę jakąś inna.
Co do męża, ja wiem, ze on żałuje i sie stara, tylko mam straszliwy żal do niego, bo sam cierpiał jako dziecko i robi dokładnie to samo co jego ojciec.
Dowiedziałam się już po wszystkim, to byla moja pierwsza miłość, dlatego ten mój stan zawieszenia trwa tak długo, poza tym ja zawsze myślę o innych i nie chce nich ranić.
Ale chyba już wystarczy, nie ma co płakać za czymś co okazało się nieprawdą. Smutne jest tylko to, ze on tu byl, pomagał w domu, ale tak naprawdę to nie zachował się jak facet, a poza tym nie miał dokąd iść, panna go nie chciała i byl covid (szkoda, ze wcześniej nie widziałam tego, tylko karmiłam sie marzeniami i psychologicznym bełkotem szukając winy w sobie).

14

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Ja doradziłbym Wam czasowe rozstanie na próbę uprzednio po przeprowadzonej szczerej rozmowie. Póki co w takim stanie zawieszenia tak zagęszczona atmosfera nie pozwoli Wam wyciągnąć racjonalnych wniosków i będzie Was to powoli zjadało kawałek po kawałku. Jeśli mąż ze wszystkich sił stara się naprawić to co zepsuł, a w Tobie mimo wszystko jeszcze tli się płomyk nadziei, to argument, że to rozstanie dla Waszego ewentualnego dobra powinien go przekonać. On będzie miał spokojny czas na swoje przemyślenia (choć pewnie myśli i tak bez przerwy), a Ty złapiesz oddech i łatwiej Ci będzie usłyszeć siebie.

15

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Aniu nie warto się tak męczyć. Nie jesteś jeszcze zapewne stara, mogłabyś ułożyć sobie życie od nowa - nawet sama, z dzieckiem, ale już bez męża. Uwierz, że lepsze to niż taki zły, zimny związek - i co to za przykład dla dziecka? myślisz, że ono tego nie czuje, nie widzi Was?... To też ma na nie duży wpływ, negatywny oczywiście. Wychowywanie się w takim domu nie jest dobre. A mąż się już raczej nie zmieni, przykro mi. To on zniszczył Wasze małżeństwo swoją zdradą. Nie Ty.
Ratuj siebie i dziecko.

16

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Rozumiem  twój ból. Ból psychiczny jest dużo gorszy niż ból fizyczny.  Skup się teraz na sobie  . Ratuj siebie bo masz dziecko.

17

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Bardzo boli fakt, że nasz życiowy partner wyrzucił przysięgę małżeńską do kosza w tak haniebny sposoby jakim jest zdrada... Nie ma gorszego bólu niż ból zadany przez osobę, którą kochamy, której ufaliśmy i wobec której cały czas byliśmy lojalni. A po wielu latach przeżytych razem, ten ból się potęguje i nigdy nie znika, zawsze będzie powracał. Może po latach ten ból już nie będzie taki silny ale zawsze będziemy pamiętać zdradę i zadawać sobie pytanie "dlaczego"?. Tak zawsze można zostać, zawsze mamy czas na rozstanie ale myśleć o tym nie przestaniemy nigdy.

18

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Ania jak długo to wszystko trwa, od momentu odrzucenia męża przez kochankę?
Ile wasze dziecko ma obecnie lat?

19

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?
Ajko napisał/a:

Ania jak długo to wszystko trwa, od momentu odrzucenia męża przez kochankę?
Ile wasze dziecko ma obecnie lat?

To już 2 lata mija. Wcześniej się oddalił, był obcy, zimny, mówił że się czepiam.
To był podobno krótki romans, ale już w nic nie wierzę. Wiem tyle ile sama sie dokopałam.
Żyjemy razem, on twierdzi, że to się ułoży, niby jest dobry i ja to doceniam, ale w środku we mnie nie ma
juz nic. Biorę leki, chodziłam na terapię.
Dziecko już duże mamy i pewnie się domyśla.
To bycie razem a obok doprowadziło do tego że przestałam go chyba już kochać, ale to dobrze, wtedy mniej boli, on chyba to czuje, bo ostatnio stara sie bardziej, ale teraz to mnie juz malo obchodzi.
Jakby po tym wszystkim może były kwiaty, słowa kocham, czułość, ale nie, były awantury tylko, a potem codzienność, obowiazki i to mnie dobiło już do końca.
W domu jest spokój, to najwazniejsze,
ofiara wszystkiego jestem ja, bo cierpiałam przed, cierpiałam w trakcie i po wszystkim tez cierpię, ciagle czekałam na cud i zmianę.
Czasami myślę, ze to ze mna jest cos nie tak, nigdy tez nie myślałam, ze mogłabym żyć z kimś po zdradzie.

20

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Aniu wiesz, że jedyne co sprawiłoby ulgę to cofnięcie czasu przed zdradę. Prawda jest taka, że nawet gdyby ci przynosił te kwiaty i mówił o swoich uczuciach to też by nic nie zmieniło. Twoje uczucia są naprawdę uzasadnione, bo zostałaś zdradzona, w chwilę potraktowana jak ktoś nieważny, gdzie przestało się liczyć wszystko co razem przeżyliście.
Prawda jest taka, że nigdy nie możemy liczyć na trwały związek, na to, że coś będzie na zawsze, że zawsze będzie przewidywalnie. Ty tego doświadczyłaś jak w jednej chwili to się zmienia. Nie zawsze powodem zmian są zdrady, czasem problemy ze zdrowiem, wypadki.
Ania twoje życie dalej skupiasz wokół męża, od niego ciągle uzależniasz swoje samopoczucie. Twój żal ciagle kręci się wokół niego jakby był jedynym człowiekiem na świecie który może cie uszczęśliwić. Póki  będziesz uzależniać swój stan szczęscia, wartości od drugiego człowieka póty ciągle będziesz trwać w wiecznym rozczarowaniu. Jeśli chcesz odzyskać spokój zacznij sama szukac w sobie tego na co czekasz od męża. On ci tego nie da, nikt ci tego nie jest w stanie dac, bo nie jest tobą. To co daje ktos drugi to namiastka, to narkotyk miło podnoszący samopoczucie, ale na chwilę. Nie zastąpi nigdy twojego braku bycia dobrą dla siebie. Znajdź terapeutę, który zacznie z tobą pracować nad odzyskaniem siebie. Bo teraz jedyną osobą, która pilnuje byś ciagle była tym porzuconym psem jesteś ty sama. Przytulam mądra kobietko smile.

21

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?
Ajko napisał/a:

Aniu wiesz, że jedyne co sprawiłoby ulgę to cofnięcie czasu przed zdradę. Prawda jest taka, że nawet gdyby ci przynosił te kwiaty i mówił o swoich uczuciach to też by nic nie zmieniło. Twoje uczucia są naprawdę uzasadnione, bo zostałaś zdradzona, w chwilę potraktowana jak ktoś nieważny, gdzie przestało się liczyć wszystko co razem przeżyliście.
Prawda jest taka, że nigdy nie możemy liczyć na trwały związek, na to, że coś będzie na zawsze, że zawsze będzie przewidywalnie. Ty tego doświadczyłaś jak w jednej chwili to się zmienia. Nie zawsze powodem zmian są zdrady, czasem problemy ze zdrowiem, wypadki.
Ania twoje życie dalej skupiasz wokół męża, od niego ciągle uzależniasz swoje samopoczucie. Twój żal ciagle kręci się wokół niego jakby był jedynym człowiekiem na świecie który może cie uszczęśliwić. Póki  będziesz uzależniać swój stan szczęscia, wartości od drugiego człowieka póty ciągle będziesz trwać w wiecznym rozczarowaniu. Jeśli chcesz odzyskać spokój zacznij sama szukac w sobie tego na co czekasz od męża. On ci tego nie da, nikt ci tego nie jest w stanie dac, bo nie jest tobą. To co daje ktos drugi to namiastka, to narkotyk miło podnoszący samopoczucie, ale na chwilę. Nie zastąpi nigdy twojego braku bycia dobrą dla siebie. Znajdź terapeutę, który zacznie z tobą pracować nad odzyskaniem siebie. Bo teraz jedyną osobą, która pilnuje byś ciagle była tym porzuconym psem jesteś ty sama. Przytulam mądra kobietko smile.

Dziękuję Ajko, tak trafnie to napisałas, aż się wzruszyłam. Uczę sie myśleć o sobie, ale ciężko mi idzie, bo zawsze myślałam o innych. Ale zrobilam przez ten czas drugie studia, zmieniłam pracę, staje na nogi powoli. Smutne tylko, że wszystkim zawsze pomagam, tez zawodowo, a sobie jakos nie moglam.
Dziękuję za wsparcie

22 Ostatnio edytowany przez random87 (2021-06-22 08:58:32)

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Dużo takich historii ma wspólny mianownik. I wspólny mianownik mają osoby które dopuszczają się nielojalności w związku. Łączy ich to że są egoistami. Nawet chęć poprawy, naprawienia tego wg mnie jest w większym stopniu plasterkiem na ich sumienie i poprawieniem sobie jakoś obrazu tego co zrobili, a chyba rzadko wynika ze szczerej pokuty i uczucia do drugiej osoby. Możesz znaleźć mój wątek na tym forum, sporo rzeczy jest analogicznych.
Nam się nie udało posklejać tego na nowo -mimo że ze względu na dziecko wyglądało tak jakby nam bardzo na tym zależało. Nie przyłapałem żony na zdradzie fizycznej, bardziej emocjonalnej, ale co tam było to się już nie dowiem. Na pewno pojawiło się uczucie, przynajmniej ze strony mojej Żony, na pewno uczucie do mnie wygasło, mimo że oczywiście zapierała się do końca że tak nie jest..
Tak jak Ty dostałem od Niej ogromnego kopa obojętności,  zabrała mi wszelkie nadzieje - co później z dużą determinacja chciala jak najszybciej naprawić. Dała nam jakieś 2 miesiące, i na tyle starczyło Jej zapału żeby naprawiać cos co sama mówiła że rozwaliła, że chce to zmienić, naprawić, rozumie swoje błędy itp. Chciala to zmienić ale na swoich zasadach. Też do wszystkiego musiałem dojść sam, Ona sama z siebie musiałaby być postawiona pod ścianą jak do rozstrzelania żeby się przyznać. Kłamała, zarzekała się, tworzyła jakąś druga rzeczywistość. Była w tym dobra. Chyba że powiedziałem wprost że wiem jak było, wtedy bez większej żenady brnęła dalej, uznając że to już wiem, wiec po co mi więcej.. mówiła tylko to co juz wiedziałem..

Dla mnie mimo wszystko dużo większym szokiem niż fakt że moja Żona przestała mnie darzyć uczuciem i szczęścia szukała świadomie gdzie indziej - było to , że rozwala mi się rodzina. Po prostu. To dlatego chciałem to ratować. Szczerze myślałem że będzie to łatwiejsze. Ona chyba też..
Była to większa strata, niż to że zawiodłem się na żonie i mnie bardzo zraniła. Przynajmniej wtedy tak myślałem. Ale nie umiałem tego odciąć. Nie mógłbym zapomnieć,  i nie mógłbym żyć z myślą że przy pierwszej większej sytuacji kryzysowej których w życiu może być dużo- ona znowu poszuka szczęścia gdzie indziej. Egoistycznie, patrząc tylko na swój tylek znów poczuje się na tyle silna, że postanowi za moimi plecami układać sobie życie. Z natury jestem niestety pesymistą, więc to słaba opcja na ratowanie i pozytywne myślenie po czymś takim. Ale suma sumarun nie żałuję tego, bo widzę że sporo osób ma rację twierdząc, że ludzie którzy zdradzają będą to robić nadal. Wiadomo że nie wszyscy, ale napewno spora część ma jakąś łatwość w tym, łatwo się dopasowują do sytuacji, badają na ile mogą sobie pozwolić, nie myślą o konsekwencjach, no i są egoistami...
Po naszym rozstaniu( jeszcze nie rozwodzie) moja żonka od razu z marszu uderzyła do kolejnego amanta, żeby go zdobywać. Do takiego pewniaka -"ex kochanka". Słabe to ,ale jaki mam na Nią wpływ? No nie mamy wpływu na drugą osobę, chyba że na dziecko, ale nie na dojrzała dorosła osobę. Rozstanie było definitywne, z mojej inicjatywy ale nikt normalny, zaangażowany w jeden związek nie wyskakuje z marszu w drugi i nie wymazuje 6 wspólnych lat, założenia rodziny itp w moment jak czarodziejska różdżką..
Mogłem dużo rzeczy robić inaczej ale czy warto siebie dołować i poświęcać się aż tak , wbrew sobie tylko i wyłącznie dla dziecka? Wszyscy z którymi rozmawiałem zdecydowanie mówili że nie, i raczej się nie mylili. Teraz wiem że nie warto. Warto żyć dla siebie i myśleć o sobie, być silnym dla dziecka a nie być cierpientnikiem dla dziecka , bo Ono tego nie potrzebuje...

Mamy różne charaktery, różne postrzeganie pewnych zasad, chyba inny kręgosłup moralny. Dla mnie jakieś podwójne życie, udawanie uczuć, czy granie żeby coś uzyskać to byłoby za dużo. Pogubilbym się, zeżarloby mnie to od środka. Nie mógłbym synowi spojrzeć w oczy. Straciłbym szacunek do siebie. Miałem różne myśli jak nam się już nie układało i różne możliwości, ale nie zdecydowałbym się na takie coś.
Moja żona nie miała z tym problemu. Grała , manipulowała że jest w tym wszystkim ofiarą, ale jednocześnie przepraszała, twierdziła że mnie nadal kocha że jest tego pewna, udawała że nic się nie stało.
Tak naprawdę chciała tylko jednego - żebym zapomniał że przestała mnie kochać, że gdzieś miała mnie, dziecko, że przekopała mnie jak już defacto leżałem na glebie czując od Niej od dłuższego czasu chłód  - że zauroczyła się jakimś pierwszym lepszym gościem którego wtedy w momencie kryzysu miała pod ręką. Tylko tyle... no bo biedna się przecież pogubiła, a tak naprawdę nie chciała tego....
Może z kimś innym miałaby łatwiej, ale wlasnie chyba za bardzo się różnimy..
U Was jest myślę że podobnie.
Dlatego Ty wpadłaś w depresje, a Twój mąż przykleił sobie plasterek że teraz się stara, i jakoś sobie radzi. Może tak jak u mnie - Twojej depresji nie wywołała sama zdrada, a świadomość że coś się skonczylo. Że to co było dla mnie wszystkim na moich oczach się rozwala i nie mam na to większego wpływu? Że już nigdy nie będzie jak kiedyś, a sam na początku gdy żona prosiła mnie o szansę oszukiwałem sie, że może być jak kiedyś...
Dopiero jak zobaczyłem że straciłem jakikolwiek zapał do czegoś co wcześniej było dla mnie wszystkim, przestałem żyć domem, nie chciało mi się angażować w jakieś wspólne inicjatywy, zacząłem samoczynnie wypierać jakiekolwiek plany związane z Żoną, jak dotarło do mnie - że Ona defacto nie pokazała żadnej skruchy, że gdybym sam nie dowiedział się jak było, to nic by mi nie powiedziała, żeby chronić swoje egoistyczne ego - dopiero wtedy zobaczyłem że nie chce tak żyć, że mnie to rozwala dużo bardziej niż Ją.. że Ona o tym nie myśli nawet w ułamku tyle co ja, że po trupach ale idzie dalej...

Bardzo mądry post powyżej, też się do tego stosuje. Najlepsze co możesz zrobić teraz to zadbać o swoje ja. Wyciągnąć z tej sytuacji ile się da dobrego, tylko dla Ciebie. Nie rozmyślać i nie szukać w tym swojej winy (choć wiem że trudno), to Ci nie pomoże ruszyć do przodu. A musisz ruszyć i dzięki temu naprawdę możesz udowodnić że jesteś wartościowa, i jesteś ponad tym - nie dla kogoś, tylko dla samej siebie.
Powodzenia

23

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

doskonałe podsumowanie Random. Seks z kimś przypadkowym można zapomnieć- ale po takich sytuacjach zwykle następuje odkrycie prawdziwej twarzy i dziwisz się ilu egoizmów do ttej pory się nie widziało u tej drugiej osoby. Ja pomyślałam wtedy, że gdyby była wojna, alebo inna sytuacja zagrożenia, ex poświęciłby mnie bez wahania, że gdybym zachorowała kiedys poważnie, nie mogę na niego liczyć itd.
nie chodziło  o niewierność, tylko postawę, której nie zauważaliśmy wcześniej. Bo kocham- to chronię osobę którą kocham. I to jest sedno zdrady: nie kocham, nie chronię. Wg mnie większość zdradzających nie ma żadnych wyrzutów sumienia, co najwyżej żal że jest im w danym momencie niewygodnie.
wiec wybierając człowieka na życie nie oceniajcie uroku, zaradności itp.
oceńcie jaki to człowiek- czy moralny: czyli nie krzywdzący innych.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

24 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-06-22 09:18:14)

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

random Akurat Twoja historia jest jedną z wielu, gdzie obserwator z boku dostrzega jedną wspólną rzecz a mianowicie to, żę ludzie zawsze będą wybierac łatwiejsze DLA SIEBIE rozwiązanie. Pomimo pewnej wspólnoty, jaką powinni tworzyć razem w związku, ogromna większość ośób, w chwilach kryzysu, myśli głównie o tym, żeby pomóc SOBIE. Chociaż pomoc to chyba złe słowo, bo oni często mogą być świadomi, że uciekają od problemów, ale nie chcą im stawić czoła, bo to wymaga wysiłku, działań i i cierpliwości. Poza tym, w obecnych czasach, ludzie się nauczyli, że mają(mogą mieć) wszystko na wyciągniecie ręki. Ludziom się chyba wydaje, żę ich życie powinno być bezproblemowe i usłane różami, skoro rezygnują z tego, przy pierwszym lepszym kryzysie czy trudnościach. Tym bardziej, jeżeli ktoś jest przyzwyczajony do pewnych schematów  i nie potrafi rozwiązywać problemów, bo oczekuje, że zawsze wszystko się będzie układało pomyślnie.

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

25

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Czy można wymazać pamięć? Nie licząc amnezji i innych jednostek chorobowych, niestety nie można. Możemy nauczyć się myśleć o tym inaczej. Z doświadczenia wiem, że młode osoby łatwiej wybaczają, niby zapominają, chyba nie chcą pamiętać No i życie pędzi im inaczej, niż dojrzałym.
Człowiek o stażu małżeńskim takim naprawdę długim, inaczej to znosi i nie ma w tym nic dziwnego. Ale boli bardziej, bo całe życie staje pod znakiem zapytania, jego sens, uczucie zmarnowania i straconych lat. Ale człowiek to takie zwierzę, że wiele zniesie. Czasem włącza się zimna kalkulacja, ale wszystko zależy od zdradzacza, czy naprawdę żałuje, czy on chce zostać, ale tak szczerze i od serca. Jeśli tak, to związek przetrwa ten huragan, ale pamięć o zdradzie i złamanym sercu zostanie.

26 Ostatnio edytowany przez Ania2019 (2021-07-03 14:44:15)

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Random
dziękuję za Twój post, oddałeś dokładnie to co czuje.
Mój mąż mówi mi, żeby zapomnieć o tym, iść dalej, zapomnieć, ze w pewnym momencie jak to on mowi "zapomniał że mnie kocha".
Wiesz, ja najbardziej wstydzę się swoich emocji z tamtego czasu, ze tak bardzo samą siebie skrzywdziłam, schudłam straszliwie, leki, terapia itd...
dziś wiem, że siła jest we mnie i mogę liczyć na siebie tylko,
ze ta jego troska i coś co nazywa "miloscia" nie jest na zawsze,
ze kolejna "inna" spowoduje, ze znowu o mnie zapomni.
On mówi, ze nie, ze byl w depresji, ze praca, ze stres, ale ja tak bardzo chciałam mu pomóc, pomóc nam, a z jego strony byla tylko bariera obojętności.
Ciesze sie, ze Tobie udało się podjąć decyzję i postawić na siebie, rodzinę i prawdę.
Ja myślałam, ze to czlowiek z wartościami, ze bedziemy razem na zawsze, ze skoro ja kocham szanuje dbam ufam nie zdradzę, to on też,
jedno dobre z tego to, ze nie jestem juz ta sama osoba, że zobaczyłam jaki jest swiat i ludzie,
Slabe jest to, ze stracilam poczucie wlasnej wartości i kobiecości.

Johanna
Masz racje, ja mam 15 lat stażu, po zdradzie chciałam poczuć sie kochana przez meza, ale przecież jak on o mnie zapomnial w jednej chwili, to przecież kochac szalenie nagle nie zacznie i zapomnieć moze znowu.
Bylam chyba egoistka, ze tak myslalam o sobie, ze on teraz wlasnie zrozumie jaka jestem wazna i na rękach nosić mnie bedzie.
Ale zrozumialam to niedawno.
Na razie zyje z dnia na dzien i wlacza mi sie kalkulacja powoli.

bagienni_k i Ela210
Ja myslalam, ze to wartosciowy calowiek, ze tyle przeszedl w zyciu, to doceni to co ma,
a teraz wlasnie dostrzegam, ze on jest dobry jak jest dobrze, a jak sa problemy to on sie zmienia, nie dopuszcza mnie do siebie, zamyka w sobie.
Naprawde mu uwierzyłam, ze chciał ze soba skończyć w tamtym czasie i nawet myślałam, ze dziunia była dobrem i balam sie, ze to zrobi jak sie rozstaniemy,
ale jeżeli to co mowi jest prawdą, to przeciez on mial dylemat śmierć albo dziunia i wybral dziunie, nie bylo w tym mnie i rodziny naszej jako alternatywy, smutne to, jakbym była jakims złem od ktorego się ucieka.

27 Ostatnio edytowany przez random87 (2021-07-12 10:27:43)

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?
Ania2019 napisał/a:

smutne to, jakbym była jakims złem od ktorego się ucieka.

Otoz to. Ja czułem dokładnie to samo.
Moja Ż wytworzyła sobie w głowie jakąś projekcje że musi ode mnie uciekać, mimo że ta cała ucieczka moralnie z której strony na to nie spojrzeć - pokazała że jest po prostu słabą osoba bez jakiegoś kręgosłupa moralnego. Która ucieka od zwykłych problemów w rodzinie i to bezpośrednio w ramiona jakiegoś napalonego na Nią typa...
Miała dziecko, miała męża, nie miała do mnie większych zastrzeżeń do momentu jak nie zaczęła szukać gdzie indziej (przynajmniej mi o tym nie mówiła, zarzekała się do końca że wg Niej jest ok że tak wygląda życie i Ona jest z tym pogodzona).
Zaczęła się usprawiedliwiać dopiero po fakcie, jak sam doszedłem co kombinuje/ kombinowała. To wyszło że ja jestem taki i taki, przytoczyłem Ją, musiała uciekac , pogubiła się itp...
W akcie desperacji jak już widziała że mi tak łatwo nie przejdzie uderzyła w tony - że wie że mam empatię i jestem dobry, i że była głupia, że nie dociniła, żebym wybaczyl, zapomniał, nie karał Jej itp - tylko ja to skwitowałem może trochę zbyt mocno, stwierdzeniem że mam empatię i jestem wyrozumiały, ale dla dobrych ludzi, a ja już zwątpiłem czy Ona jest dobra... oczywiście łzy, jak ja tak mogę mowic i Ją oceniać, tylko właśnie Ona miala ten komfort że ja mówię co myślę, nie gram i nie kombinuje. Sytuacje ma jasną... ja takiego komfortu nie mam i nie miałem bo wiem że moja była Ż jedno mówiła mi i zaklinała, drugie mówiła wszystkim na około, trzecie mamusi, czwarte myślała, a piąte robiła... duzo rzeczy robiła na pokaz, bo tak wypada , bo będzie miała jakąś korzyść, jednocześnie wiedząc że robi to trochę wbrew sobie bo ja jestem taki a taki... słaba opcja jak ma się taka świadomość...



W kwestii depresji hmmm u nas było na odwrót, to mnie w depresje wciągnęło to że się coraz bardziej oddalamy, że to Ona się oddala jakoś mimo woli, że jest chłodna mówiąc mi jednocześnie że nic takiego się nie dzieje. To mnie ta sytuacja jak powiedziała że musi odpocząć i chce separacji a jednocześnie wyszło że zacieśniła relacje z pierwszym lepszym z pracy dowalila całkowicie do gleby. Też schudłem, nie mogłem normalnie żyć, pracować, spać... Przez tą niepewność, przez to że wywaliła z tym tak nagle... przez to że ona była z kolei taka pewna siebie i chłodna... Ale jednocześnie ta sytuacja dała szansę się odbić od dna, bo zaczynałem dodawać dwa do dwóch i rozumieć o co tak naprawdę chodzi otwierać oczy na to jaki ma charakter...
U niej natomiast dół czy jakaś depresja przyszła dopiero jak zaczęła odczuwać konsekwencje tego co narobiła. Jak nie poszło tak jakby chciała, jak ja szybko wstałem do pionu i zająłem się sobą a Ona w relacji z tym typem znalazła się w jakiejs ślepej uliczce.
Jak zobaczyła że syn ma ze mną lepszy kontakt niż z Nią... Wtedy nagle przyszedł u niej dół i strach - przed konsekwencjami tego  co do czego była taka pewna...

Więc depresja Twojego faceta raczej to słabe wytłumaczenie, bo u nas ja sam mówiłem Zonie chwilę przed tą rozwałką - że mam depresje żebyśmy jakoś spędzali więcej czasu razem, że stanę na nogi tylko żeby mi troszkę pomogła , było to przed zeszlymi świętami BN.. W życiu bym wtedy nie myślał żeby szukać sobie innego obiektu westchnień, chciałem to rozwiazac w rodzinie - z żoną. A że dla Niej to było za dużo, wycofała się bo myślała już wtedy o kimś innym, nie wiem myślała że Ją na litość biorę czy coś, i  Zamiast wsparcia postanowiła mnie podeptać i na chwilę rzucić żeby spróbować z kimś innym to inna sprawa. Ten mój rzut depresyjny w okolicach świąt to też nie było jakieś silne, normalnie pracowałem, zorganizowałem święta masę czasu spędzałem sam z synem( bo moja Żona już wtedy nie miała potrzeby raczej spędzać czasu w domu) raczej to ona była wtedy całkiem bierna...
Natomiast to co zrobiła po świętach gdzie jawnie powiedziała że nie wie co czuje, że nie chce tak żyć i uderzyła do kogoś innego, no to nie jednego by w takiej sytuacji wykończyła na amen, albo wysłała gdzieś pod pociąg...
i jeszcze później mi wyjechała z tą empatią, i że Ona tego nie chciała - tylko się po prostu stało... ma tupet co big_smile

Edit: jeszcze jedno apropo tego jak kto znosi takie sytuacje, myślę że wiele zależy od tego właśnie jak jesteśmy zaangażowani w ten związek. Ja żonę szczerze kochałem ( Ona później mówiła że za bardzo), dla mnie to wszystko jak się działo to był koniec świata nie mogłem normalnie funkcjonować. Dla Niej to było raczej uwolnienie się od jakiegoś problemu, myślę że już od dawna nie darzyła mnie uczuciem, tylko oszukiwała sama siebie. Dlatego Ona była taka twarda jak decydowała żeby to grzebać i nie myślała o konsekwencjach. Dowalily Ją dopiero konsekwencje, to że wszystko wyszło na jaw, że wyszło że poniekąd od dawna miałem rację a Ona paliła franka i zaklinała rzeczywistość. To że rozwaliła rodzinę naszemu synowi. Ze mogla próbować to ratować wcześniej ze mną, tak jak chciałem już wtedy jak pisałem tutaj pierwszy temat na tym forum, czyli ponad półtora roku temu, a nie dopiero jak wpuściła w naszą relację kogoś trzeciego... Że traktowała mnie jak wroga kiedy chciałem jakiejś pomocy, a później się dziwiła że po tym wszystkim to ja ją traktuje jak wroga.
To ją dowalilo i zmusiło do zmiany frontu że nagle zaczęła mnie zapewniać że chce takie życie jak wcześniej ze mną, że była taka szczęśliwa tylko tego nie doceniła itp - KONSEKWENCJE, kwestie praktyczne tego co zrobiła, to że zobaczyła że tak łatwo tego nie odkręci na swoich nieszczerych zasadach, a nie samo to że tak postąpiła...

28

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Nawet jezeli on juz jest czysty i tak dalej - to Ty nie masz obowiazku mu wybaczyć. Ja uważam ze zlamanie zaufania w związku w taki sposob to naprawde koniec. Nawet jesli do konca zycia on juz nie zdradzi- to skutki zdrady w Waszym związku są nieodwracalne. Nie zaczniesz mu juz nigdy ufac. Zresztą Twoja reakcja jest dowodem na to - zobojętnialas na meza, pewnie juz go nie kochasz, raczej jestes z rozsądku i przywiązania, łatwości zycia we dwojke. Zdrajcy tego nie rozumieją- nawet jeśli beda sie starać i juz nigdy nie zdradza - to juz sie stalo. Wazon pękł. Posklejany nadal ma pęknięcia i kiedys sie rozleci.
Meczysz sie ewidentnie i nie dajesz sobie szans na wyleczenie bo obok masz kogos kto przypomina Ci każdego dnia o największej traumie zycia.
Moim zdaniem tylko robisz sobie krzywde.
Odejdź i zacznij żyć. Zobaczysz, za tym zakretem jest tęcza

29 Ostatnio edytowany przez Ania2019 (2021-07-16 18:55:39)

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Random, życzę Tobie dużo sił i zdrowia, aby dziecko zdrowo rosło, abyście byli szczęśliwi.
PainIsFinite, bardzo Ci dziękuję za wsparcie, wszystko co napisałas bardzo mnie wzruszyło i podpisuję sie pod tym.

Jednak ze wzgledu na samą siebie i chęć uwolnienia sie od lekow i terapii i zadbania o siebie zdecydowałam, ze nie moge się dluzej motać i szarpać sama ze soba.
Przeszliśmy przez piekło, byłam na dnie, dłużej nie chce i nie moge sie topić we wlasnym zalu.

Zdecydowałam się zostać z mężem,
tak naprawdę to dałam mu szansę na początku, gdy otworzyłam drzwi ze slowami "wyp...aj" i pozwalajac mu zostac i opiekować się mną w tym czasie trudnym i starajac sie uwierzyć w jego dziwną historię.

Czy robię dobrze, czas pokaże.
Pewnie powinnam odejść, dla samej siebie, ale zawsze myślę o innych, teraz tez.

Na pewno to jest inne zycie, inni my,
ale można sie śmiać i planować wakacje, zajmować sie razem domem i dzieckiem, patrzeć jaki dziecko ma super kontakt z tata, jak sie śmieja,
dawac sobie robic herbate i nakrywać się kocem,
To wszystko jest dla mnie bardzo wazne.

Zobaczymy co bedzie dalej,
dam Wam znać, czy sie udalo, czy bylo warto,
na razie zyje z dnia na dzień i staram sie cieszyć malymi rzeczami i coraz lepiej mi to wychodzi.

A miłość i zaufanie może kiedyś powrócą, na razie o tym nie myślę, na razie jest jak jest.

30

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

W takim razie zycze Ci szczęścia. Tylko prosze nie rob nic swoim kosztem - jeśli to Cie przerosnie to nadal masz prawo odejść, mimo ze minęły 2, 3, 5, 10 lat. Próbujesz odzyskać zaufanie ale nie jestws w stanie tego sobie narzucić. Mnie w Twoich postach uderza jak bardzo cierpisz. I po dwoim doświadczeniu i dziesiątek innych ludzi wiem, ze lepiej raz zerwac plaster i pozwolic sie ranie zagoic niz trzymac ją w brudnym bandazu zeby bolała w nieskonczonosc. Ale to Twoja decyzja. Trzymaj sie i dbaj o siebie Aniu!!

31 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-07-16 20:42:35)

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Co z, przyznam że nie rozumiem  tego, że ktoś niby podejmuje decyzję,  a kisi w sobie jakieś żale.
Przerobilam na sobie i wiem że jak poszło postanowienie odpuszczenia 1 zdrady,  to nie kisilam tam niczego już.
Naprawdę rozumiem żal Aniu, ale nie to że chcesz by mąż Ci jakoś  udowodnił,  jak jesteś dla niego ważna jakimiś  romantycznymi gestami.
Proponuję  Ci grubą krechę i rozpoczęcie jakby nowego związku z nowym mężczyzną  z nastawieniem że jak Ci żle będzie to koniec z wami.
To nie może być tak, że on wykorzysta dziecko jako element działający ba jego korzyść 
Nie ma też sensu byście byli razem nie dla siebie ale dla dziecka. To się nie uda.

Może właśnie nawiązując do tego tytułu wątku powinnaś myśleć.  Czy jesteście dla siebie fajnymi kobietą i mężczyzną, czy Was to jakoś każdego z osobna podnosi, czy się rozumiecie.
A nie patrzeć  na wszystko z pozycji że ktoś  komuś jest coś winien.
Wtedy zobaczysz czy cos z tego będzie.
Obrazki szczęśliwej rodziny to za malo
Czy Twój mąż to ten mężczyzna do którego Ty pasujesz i vice versa.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

32

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

PainIsFinite dziekuje Kochana, obiecuje Tobie, ze będę.

Elu, nie, nie oczekuje juz tego, bylam dziecinna strasznie w tych swoich wyobrażeniach jaki facet byc powinien po takim wydarzeniu, ale tak czulam.

Przyjęłam co mam w zyciu końcu i lepiej mi sie zrobilo na duszy, nawet leki mam zmniejszone przez lekarza. Oby to trwalo, ale bede ostrożna, j
uz nie jestem ta naiwna zakochana od 20 lat Ania, jestem Anna.

Jednak ta codzienność jest u nas fajna, lubie ja, lubie śmiech dziecka jak sie wydurnia z tata, lubie jak on cos robi w domu, moge z nim swobodnie rozmawiac. Chce by to trwało.

Czas pokaze co dalej. Jak mnie znowu skrzywdzi, to ani dnia dluzej, drugi raz takiego piekla nie zniose. Ale na razie daje zielone swiatlo, przede wszystkim sobie.

Zaczelam sie ostatnio smiac w końcu, tak szczerze, z jakiejs glupoty, dziecko przybiegło z radoscia i slowami, mamo jestes taka jak kiedys, domowa zwierzyna skakala z radości i widzialam jak maz sie cieszy.
Moze to sie da... Moze jesteśmy w tym 1 %

33

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Aniu, o zdradzie raczej nie zapomnisz, bo jest to fakt, który pojawił się w Waszym życiu i wywarł na nie ogromny wpływ. Możesz jednak nie pielęgnować w sobie urazy i starać się zaakceptować tę nową, inną rzeczywistość. Zaakceptować to jednak nie znaczy, że godzisz się ze zdradą, ale że POMIMO tego, co się wydarzyło, jesteś gotowa żyć z mężem na normalnych, zdrowych zasadach. Jeśli podjęłaś decyzję, że chcesz z nim być, nie możesz nieustannie karać go, wbijać w poczucie winy, obnosić się z miną cierpiętnicy, bo on też ma swój limit i kiedyś może się poddać w tym staraniu o Twoją pełną akceptację. Mało tego, można przypuszczać, że gdyby Ci na Waszym związku zależało, ale mąż tak bardzo nie pokazywał swojej skruchy i nie usiłował zrekompensować Ci tego, co zabrała zdrada, miałabyś w sobie lęk, że go stracisz i to on wówczas grałby pierwsze skrzypce, co znaczy, że nie byłoby miejsca na nieustanne wchodzenie w rolę ofiary.

Podejmowanie prób zapomnienia czegoś, co odbiło się piętnem, to nic innego jak próba wyparcia. Byłaby to strategia unikania, która wbrew pozorom wcale nie jest dobra, a jedynie dociąża psychicznie i podnosi poziom lęku. Problemu zdrady nie można wepchnąć pod dywan, udając, że się nie wydarzyła, on wymaga przepracowania.

W każdym razie to, że zaczynasz cieszyć się drobiazgami, wciąż nieśmiało, ale jednak wierzyć, że jeszcze będzie fajnie, to jest wielkie światełko w tunelu.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj! smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

34 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-07-17 20:51:28)

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Wg mnie nie tyle fakt  zdrady wymaga przepracowania, co relacje w związku.
Pomijasz autorko ten aspekt, a przecież zdrada nie zdarzyła się bez przyczyny.
Mam wrażenie że jak wiele kobiet wcześniej chcesz utrzymać ładny obrazek, ale On może okazać się fasadowy. Po zdradzie musi być progres  w związku, albo się nie uda.
A tymczasem z tego co widać na forum, przepracowywanie polega na uświęcaniu cierpienia "ofiary" i karaniu zdradzacza.
Często pewnie okaże się że w takim związku paliwa już dawno nie ma i wtedy lepiej się rozejsc.

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

35

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Mnie zdradziła żona jeszcze na etapie bycia para, zeszliśmy się po kilku miesiącach. Około 3-4 lata trwało zanim podjąłem decyzję, że poproszę ja o rękę. Nie wiem w sumie jakie mechanizmy w sobie uruchomiłem ale na prawdę zapomniałem, nigdy nie wypominalem, nigdy nie wróciłem do tematu. Zawsze wiedziałem że moja żona mnie w jakiś sposób zdradziła ale po postu starałem się nie rozpalać tych wspomnień. No może wróciły jak zastanawiałem się czy to jest kobieta z którą chce spędzić resztę życia - ale wówczas jakoś tłumaczyłem to sobie, że gorzej być nie może i, że zrozumiała swój błąd i nigdy go nie powtórzy.
Niestety scenariusz się powtórzył po 6 latach, i teraz nie mam żony.

Moim zdaniem wszystko zależy od predyspozycji zdradzonego czy nie przeżywa tego bólu, czy potrafi postawić krechę. Jeśli cały czas go to drąży to chyba nie warto tkwić w takim związku.
Dodatkowo nigdy nie mamy gwarancji, że sytuacja się nie powtórzy - statystycznie jest to partner podwyższonego ryzyka...

36

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Elu, pytasz dlaczego zdradził,
on ciagle mowil i mnie i pani psycholog, że to nie dotyczy mnie w ogóle, że ja jestem w tym bez winy, ze to tylko on jest winny, ze popadł w depresję, ktora ukrywał przede mna, a tamta byla mila bardzo, fajnie sie gadało o pracy, była bardzo ladna, miala klopty małżeńskie i tak jakoś wyszło, ze wtedy nie myslal wcale, ze zapomniał na chwile, ze mnie kocha.
Tak mówił. A jaka jest prawda, to wiedza tylko oni.

Na pewno moja wina jest jakas w tym, ale czy mozna kogos powstrzymać przed zdrada, przed sobą samym? Pewnie tak, ale nie na zawsze.

Byłam wesoła, otwartą, empatyczna osobą, bardzo lubiana, chyba dosc atrakcyjną, bo zawsze wzbudzalam zainteresowanie, oddana rodzinie bezgranicznie, zawsze u nas zdrowo ugotowane, wszystko sama robilam, o wszystko dbałam. On to raczej introwertyk.
Po prostu mu to ułatwiam.
Zajmowałam sie wszystkim równiez pracujac, on mogl dzieki temu pracować i awansować. A jak awansowal to poczul wladze i pieniadze i poczul sie kims waznym.
W domu tez byl ważny, ale mam wrazenie, ze przy moim ogarnianiu wszystkiego czuł sie moze nie taki super. A dla tamtej przez chwile był.
Tak myślę.

Dla.mnie byl ważny cale życie, a nie bylo nam latwo, ale zawsze stalam obok, a mogłam odejsc i pójść na latwizne. A jak zaczelo byc rozowo to on nagle stał się obcy, zimny i zapomnial ze mnie kocha i poszedl inna droga na chwilę.

Pisalam bylam bo jestem juz kims innym, dopiero wracam do siebie i zaczynam sie śmiać, a nie udawac śmiech, ale potrzebowałam dwóch lat.

Ja nie wypominam mu już, to nie tak,
po prostu on otwarcie mowi, ze by chcial by bylo dokladnie jak kiedyś, bo docenił to co ma i prawie stracil. A pewne rzeczy sie zmienily, bo ja sie zmienilam i  np. mowie, ze potrzebuje pomocy i jej wymagam a nie robie sama jak kiedyś, nie odmawiam sobie czasem pewnych rzeczy jak kiedyś z powodu rodziny ( wyjść, rzeczy itd),mowie ze nie mogę wziąć znowu zwolnienia na dziecko i niech urlop weźmie on tym razem, albo zawiezie dziecko na zajęcia chociaż raz w tygodniu.
Nadal rodzina najwazniejza, ale myślę też o sobie.

37

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?
Ela210 napisał/a:

Po zdradzie musi być progres  w związku, albo się nie uda.
A tymczasem z tego co widać na forum, przepracowywanie polega na uświęcaniu cierpienia "ofiary" i karaniu zdradzacza.
Często pewnie okaże się że w takim związku paliwa już dawno nie ma i wtedy lepiej się rozejsc.

Dokładnie tak - zmiana musi pojawić się po obu stronach. Po zdradzie, aby związek posklejać i czuć się w nim przynajmniej względnie dobrze, pracę musi wykonać zarówno osoba, która zdradziła, jak i zdradzona i to bez względu na to, jak bardzo ta pierwsza została skrzywdzona i czuje się ofiarą zaistniałej sytuacji, a ta druga winna. Bez tego nie da się odbudować fundamentów, na których potem oprze się tę nową konstrukcję. Już sam fakt ogarnięcia własnych emocji jest ogromnie ważny, a do tego dochodzi mnóstwo innych kwestii, jak choćby nauka komunikacji, zdobycie się na głęboką szczerość, otwartość, nabycie takiej umiejętności słuchania, by tę drugą osobę usłyszeć, dbania o zaspokojenie własnych potrzeb, ale i potrzeb partnera, wreszcie danie kredytu zaufania i tak dalej, i tak dalej.
Jednym słowem podjęcie decyzji "chcę z tobą być, pomimo tego co zrobiłeś/aś" to deklaracja "ja też będę pracować na to, abyśmy sobie z tym poradzili, a potem zbudowali satysfakcjonującą nas oboje jakość związku".

Ania2019 napisał/a:

Elu, pytasz dlaczego zdradził,
on ciagle mowil i mnie i pani psycholog, że to nie dotyczy mnie w ogóle, że ja jestem w tym bez winy, ze to tylko on jest winny, ze popadł w depresję, ktora ukrywał przede mna, a tamta byla mila bardzo, fajnie sie gadało o pracy, była bardzo ladna, miala klopty małżeńskie i tak jakoś wyszło, ze wtedy nie myslal wcale, ze zapomniał na chwile, ze mnie kocha.
Tak mówił. A jaka jest prawda, to wiedza tylko oni.
  A jak zaczelo byc rozowo to on nagle stał się obcy, zimny i zapomnial ze mnie kocha i poszedl inna droga na chwilę

Moim zdaniem choćby w powyższych słowach pojawia się coś, co pokazuje, że nie wszystko działało jak powinno. Gdyby było inaczej, mąż byłby w stosunku do Ciebie szczery, otwarty, a jednak depresję ukrywał i to niewątpliwie nie wzięło się z niczego. Być może brakowało mu zrozumienia, wsparcia, może obawiał się krytyki, czuł, że straci w Twoich oczach? I to jest tylko kilka z możliwych przyczyn. Ta druga przyciągnęła go do siebie tym, że była miła, co znaczy, że znalazł u niej coś, czego mu brakowało, przed nią, łatwiej niż przed Tobą, przyszło mu się otworzyć, być emocjonalnie blisko. 

Kolejną kwestią mógł być brak uważności, bo jednak nie zorientowałaś się, że z mężem dzieje się coś niedobrego, a między ludźmi, którzy są w naprawdę bliskiej relacji, takie rzeczy się wychwytuje. Być może pochłonięta innymi sprawami, przeoczyłaś coś bardzo ważnego, może nawet na tamten moment najważniejszego.

W tym miejscu chcę z całą mocą zaznaczyć, że NIC nie usprawiedliwia zdrady, bo zawsze ma się jakiś wybór, a zdrada jest decyzją, chodzi mi jedynie o to, że ogromnie często jest ona skutkiem, a nie przyczyną i warto się tym pochylić.

Z drugiej strony mąż postępuje rozsądnie całą winę biorąc na siebie. Tobie zadał już tyle bólu, że niewątpliwie ma świadomość, że próba obciążenia Cię za JEGO zdradę, zupełnie by go pogrążyła, do zera skreśliła w Twoich oczach. Zdradzający często stosują tę metodę (obciążanie innych), aby samemu przed sobą, a potem przed partnerem i ewentualnie otoczeniem jakoś się usprawiedliwić i wybielić, u Was na szczęście tego nie ma. Na szczęście, bo raz, że to przecież boli podwójnie, a dwa - wskazuje na zwykłą perfidię.

Regulamin Forum Netkobiety.pl - koniecznie przeczytaj! smile 
Dzieląc się swoją opinią pamiętaj, że po drugiej stronie siedzi drugi człowiek. Hejt może ranić!

"Nie czyń samego siebie przedmiotem kompromisu, bo jesteś wszystkim, co masz." (Janis Joplin)

38

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Zdradzający, który przyznaje się do błędu i bierze winę na siebie, nie obarczając partnera o to, co się stało wykazuje się minimalną dozą przyzwoitości, zważywszy na cąłą sytuację..

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

39

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

...i jest w 1% nieprzerzucających winę. Niestety.
Aniu, ja Ci zycze szczęścia ale ja przypomne sobie ten czas próbowania odbudowywania, gadania o tym, wątpliwości, domysłów.. Czulam sie ciągle jak na polu minowym. Teraz jest dużo lepiej samej. Dlatego podziwiam Cię ale i...wspolczuje. Jestem prawie pewna, ze sie rozstaniecie bo zmiana zadziala sie juz w TOBIE. Nie da sie byc z kims tak intymnie blisko, calym soba - po takim doświadczeniu. Zawsze juz jest ten mur. Ja to pamiętam.
I gdy za jakis czas na Twojej drodze stanie ktos z kim poczujesz taka czysta emocjonalna wiez, nie obarczona tym co zeobil Ci maz - to wszystko stanie sie jasne.

40 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-07-18 09:48:28)

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Nie zawsze musi być  jakaś wina.
Mogą być po prostu różne oczekiwania w relacji, czasem przez kogoś  świadomie lub podświadomie skrywane.
Po prostu ludzie mają różne wizje partnera, i mogą sobie zdawać sprawę z tego dopiero z czasem.
To nie znaczy że partner ma udawać kogoś innego.
Zobacz sam model małżeństwa.
Nie każdy mężczyzna doceni to że kobieta to wspiera, usunie się w cień.
Czy to znaczy,  że jeżeli Ty masz taki model w głowie, masz się dla niego zmieniać? Nagle stać się harpią, przycisnąć bo obcasem do podłogi, bo jego to kręci?
Przecież nie.
Mąż powinien zrobić porządek że swoimi emocjami indywidualnie,  by nie był pogubiony i widział czego chce.
Najgorsza sytuacja: jeśli jego plan idealny, idealny model relacji nie wypalił i on zgodnie z nieswoimi przekonaniami uważa że dużo stracił, bo rodziną to obiektywna wartość.
I dlatego z Tobą był.
Co zrobisz gdy dziecko dorośnie, będziesz z nim sama i okaże się że nie tego oczekuje od kobiety?.
Takie niedopasowanie się zemści.
To jak on mówi o swojej kochance to moim zdaniem kłamstwa,
Nie analizował tego.
To jakby nie analizować dlaczego samochód się zepsuł tylko cieszyć że jedzie.
Cześć zdrad jest dla seksu, da mu, emocji.
A inne wynikają z potrzeb emocjonalnych nieuswiadomionych, których nie było szans zaspokoić z niczyjej często winy w dotychczasowym związku.
W tym pierwszym przypadku jest większą szansa utrzymać związek.
W tym drugim..Sama sobie odpowiedz.
Zaufanie wynika z przekonania że kogoś znasz..
Oczywiście  jest wiele  związków z racjonalnego wyboru. Nie mnie je oceniać.
Masz dom, męża obok, bezpieczeństwo finansowe większe, rodzinne wakacje, seks z kimś kogo znasz. Nie udawajmy, że to śmieci.
Ale ja bym na beczce prochu nie siedziała,  chyba że masz  na to nerwy.
Chyba że naprawdę  znajdziecie w relacji coś co pozwoli wam wzajemnie się inspirować .
Gdyby on był obcy, zakochalabys się w nim?
Uwazalabyś że On jest zakochany?

jedni lubią zagadki kryminalne- a ja psychologiczne smile

większym nieszczęściem nie umieć kochać, niż nie być kochanym... smile

41 Ostatnio edytowany przez Ania2019 (2021-07-18 22:12:21)

Odp: Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?
Ela210 napisał/a:

Zaufanie wynika z przekonania że kogoś znasz..
Gdyby on był obcy, zakochalabys się w nim?
Uwazalabyś że On jest zakochany?

Ja bym sie w nim chyba już nie zakochała będąc ta osoba, która jestem dzis.
Owszem podoba mi sie, to taki typ intelektualisty-sportowca dla ktorego czas jest na korzysc i wyglada coraz lepiej. Wydaje sie być delikatny, jest troskliwy. Ale jakbym poznala jego historię rodzinna to bym sie nie związała. Ponad 20 lat temu myslalam ze to piekne i wzniosłe, ze on tak walczy itd i ja z nim stworzę piękny swiat i rodzinę. Dzis wiem, ze oczywiscie nie zawsze, ale trudne dziecinstwo i zycie jednak zostaje w człowieku i w jakis sposob determinuje przyszle wybory.

Czy on by zakochał sie we mnie? Mysle, ze teraz to juz nie, skoro poszedl do innej. Widać teraz kręcą go inne kobiety, mlodsze, bardzo chude, wrecz androgeniczne, z inna osobowością, łatwe, lekko wredne i zdecydowane

Posty [ 41 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy komuś sie udalo zostać i nie myśleć?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021