witam, mam 30 lat, moj partner 28. Od połtora roku jesteśmy zaręczeni. Już raz mieliśmy zaplanowaną datę ślubu ale mój narzeczony się rozmyślił. Kocham go, on mówi że mnie też kocha, ale boi się odpowiedzialności.
Nie chce dziecka, nie chce ślubu. Myślałam że może będziemy planować ślub na 2016 rok - jak zwykle odmowa: "on nie jest pewny".
Mam dosyć, ile można czekać. Co wy o tym sądzicie? Dodam że kłócimy się tylko czasami o nic nie znaczące bzdety (takie zwykłe przemawianie się). Wiem, że go kocham, odłożyłam już ten ślub na później. Przyszło później a on znowu nie wie czego chce. Mam dosyć, jestem w roztroju nerwowym. On mnie chyba zwyczajnie zwłóczy na czas. Ile można żyć na kocią łapę??
Podobne tematy
Co jakiś czas pojawia się tutaj podobny wątek. Uważam, że dużo ryzykujesz, a mianowicie; samotność w przyszłości, że nie wspomnę o posiadaniu dzieci. Tym bardziej, że Twój chłopak jasno deklaruje, że nie chce potomstwa.
Bardzo prawdopodobne, że kiedyś zmieni pogląd w tej sprawie, ale dla Ciebie może być już za późno. Wierzę, że trudno w takiej sytuacji zdecydować o ostatecznym zakończeniu relacji, jednak różnią Was poglądy w bardzo ważnych życiowych kwestiach.
Obyś nie obudziła się kiedyś z ręką w nocniku.
różnicie się i to znacznie. Nie macie tych samych poglądów. Co robić? Raczej się rozstać.
Moja kolezanka juz 16 rok tak czeka. Uwazasz, ze kwarto?
5 2015-01-30 11:43:33 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-01-30 11:44:55)
Czemu dziewczyny nie kierujecie się podstawowa nauka spoleczna dotyczaca rodziny i społeczeństwa. Wiem, wiem to nie jest jasno powiedziane w szkole, w mediach. Ale jest cos takiego jak nauka spoleczna Kosciola Katolickiego, niestety opluwana przez wielu. Nie będę się tutaj odnosil do wiary, czy konkretnego kościoła ale w tym przypadku pewne rzeczy sa wynikiem studiow i opracowan rzeszy ludzi. I tutaj KK definiuje cele rodziny jako obopólny rozwój malzonkow oraz posiadanie dzieci (rozwój spoleczesntwa) i ich rozwój w rodzinie (domyślnie). To so wiec konkretne cele i podwaliny malzenstwa. Dzisiejszy swiat dodaje jeszcze pieniadz i przyjemnośc.
Otoz, weź te wykladnie jako wynik pracy wielu specjalistow (biore KK bo naprawdę nie znam takiej ogolnodostepnej nauki społecznej na temat rodziny z innego zrodla a te akurat najłatwiej znalezc, niestety szkola i państwo dalo po prostu "plame" w tym temacie). I teraz zobacz, czy w zgodzie z celem związku, ma to szanse? Przede wszystkim obopólny rozwój to dla Ciebie posiadanie dzieci, macierzyństwo, wychowanie, rozwój osobowości Twojej przez to. To jeden z filarow zycia wogole. Czy taki rozwój będzie możliwy dla Ciebie w związku bezdzietnym? Wiedzac to pstaw sobie pytanie dlaczego Twój mezczyzna rozwala, atakuje ten podstawowy cel związku? Bo jest wygodny, bo nie lubi dzieci, bo jest egoista. To sa proste odpowiedzi ale w nich może znajdować się i jego odpowiedz. Skoro wiec swoja postawa niszczy was zwiazkek to jak będzie w przyszłości, za 5, 10 lat. Jedna sprawa jest wiec dlaczego to robi, druga ze to robi. Brakuje tu pochylenia się nad drugim człowiekiem. Zdrowy mezczyzna może mieć dzieci i wieku 40 i 50 lat, natomiast plodnosc kobiety spada drastycznie już po 26 roku zycia! To pokazuja badania.
Ja uważam ze powinniscie usiadc i pogadać. Niech powie jakie cele, jakie zycie sobie wyobraza? Postawa ramy czasowe, niech się zdecyduje albo się rozstańcie. Może się po porstu boi a może chce prowadzic sobie wygodne zycie.
Nieczesto Maniek zgadzam sie z Toba, ale w tym przypadku - nic dodac nic ujac. Bardzo trafne!
Niestety niczego na nim nie wymusisz.Twoja frustracje zupelnie rozumiem-nikt nie chcialby byc zwodzony.wychodzi na to,ze macie inne oczekiwania.pzdr.
czy to frustracja? Raczej zniesmaczenie i żal że straciłam na niego tyle czasu! po co się oświadczał??
Jakie Ty masz priorytety ? Slub ? Rodzina ? Dzieci ?
Skoro on tego nie chce to czy chcesz sie poswiecic dla niego ? Czy na tyle go kochasz żeby z tego zrezygnowac ?
Nulka, widzę że jesteś w moim wieku. Słuchaj miałam w sumie podobną sytuację. Mój facet ma 32 lata w chwili obecnej. Baaardzo długo zwlekał także i z zaręczynami.. Trwalo to i trwało i trwało. I mnie też już zaczęły dręczyć pewne wątpliwości. Tamten rok był pod tym kontem najpaskudniejszy. To jest niebywale wyniszczające uczucie. Kochasz kogoś, nie chcesz nawet wyobrażać sobie życia z kimś innym ale w sferze życiowej stoisz w miejscu.. Zaczęłam się naprawdę poważnie zastanawiać nad sensem takiego życia. I w chwili w której najmniej bym się tego spodziewała Stało się! Zaręczył się i nawet ochoczo zaczął planować nasz ślub. Myślę że po prostu większość facetów tak ma. Fachowa nazwa to syndrom Piotrusia Pana czyli strach przed dorośnięciem i objęciem poważnej roli życiowej. Ale na szczęście u większości przypadków po 30 objawy zanikają:D Spróbuj z nim poważnie porozmawiać, postaw sprawę na ostrzu noża. Powiedz mu z jaką frustracją i smutkiem się borykasz. Niech ma kawę na ławę. Do faceta trzeba w sposób prosty i broń Boże skomplikowany, bez owijania w bawełnę inaczej nie zrozumie nic. Sama weź wasz los w swoje rece. Zaplanuj datę, wstępnie zarezerwuj salę. Daj mu trochę czasu do namysłu i powiedz że jeżeli nie pomoże Ci w planowaniu waszego ślubu i wspólnej przyszłości to po prostu odejdziesz i koniec kropka. Pierwszy krok bedzie zrobiony. Jeżeli nie będzie chciał o to walczyć to znaczy że może nie postrzega waszego związku przyszłościowo. Powiedz mu że dla Ciebie naturalym nastepstwem zaręczyn jest ślub i trzega go zaplanować. I koniec dyskusji! ![]()
Cześć Monika, dziękuję za wpis. Krok o którym mowa był już zrobiony rok temu. Były oświadczyny, a po paru miesiącach planowanie ślubu, sala zamówiona. Ślub który miał odbyć się 2014 odwołał, "bo nie był pewny". Cierpiałam niesamowicie. Przeplatał słowa "kocham cię" z "niepewnością". Pare dni temu zapytałam go czy planujemy ślub na 2016 rok - a on ta sama gadka , nie wie, nie jest pewny, on jeszcze nie czuje się odpowiedzialny. Nawet nie wiesz jaki rozstrój psychiczny przechodzę. Moja rodzina już go na oczy nie chce widzieć za to że wciąż mydli mi oczy. Planuje ze mną wakacje, jakieś wyjazdy ale żeby ślub był to nie, gdzie tam. Jak mam to rozumieć? Że co, póki jest dobrze to ze mną jest, ale w każdej chwili może znajdzie sobie inną bo ja już mu się znudzę? Tak to wygląda!! To wyniszcza mnie i jestem już wrakiem. To po prostu nie jest dla mnie takie huśtawki i ciągłe życie w niepewności
Cześć Monika, dziękuję za wpis. Krok o którym mowa był już zrobiony rok temu. Były oświadczyny, a po paru miesiącach planowanie ślubu, sala zamówiona. Ślub który miał odbyć się 2014 odwołał, "bo nie był pewny". Cierpiałam niesamowicie. Przeplatał słowa "kocham cię" z "niepewnością". Pare dni temu zapytałam go czy planujemy ślub na 2016 rok - a on ta sama gadka , nie wie, nie jest pewny, on jeszcze nie czuje się odpowiedzialny. Nawet nie wiesz jaki rozstrój psychiczny przechodzę. Moja rodzina już go na oczy nie chce widzieć za to że wciąż mydli mi oczy. Planuje ze mną wakacje, jakieś wyjazdy ale żeby ślub był to nie, gdzie tam. Jak mam to rozumieć? Że co, póki jest dobrze to ze mną jest, ale w każdej chwili może znajdzie sobie inną bo ja już mu się znudzę? Tak to wygląda!! To wyniszcza mnie i jestem już wrakiem. To po prostu nie jest dla mnie takie huśtawki i ciągłe życie w niepewności
Nie mam pojęcia na co Ty czekasz...?
Przecież ewidentnie widać, że koniec waszego związku jest nieunikniony.
Poniżasz się tylko czekając aż książę wyrazi zgodę na ślub, którego nie chce.
Nie możesz być aż tak ślepa.....
przecież na nic nie czekam. Spokojnie, tylko mówie o swojej sytuacji że po co czas zabiera po co się oświadcza jak nie myśli żeby się ożenić
Nawet jeśli jakimś cudem wymusisz na nim ten ślub, będziesz nieszczęśliwa. Bo on do tego nie dorósł. I nie jestem pewna, czy kiedykolwiek dorośnie i wymówka "niepewności" zniknie.
Cześć Monika, dziękuję za wpis. Krok o którym mowa był już zrobiony rok temu. Były oświadczyny, a po paru miesiącach planowanie ślubu, sala zamówiona. Ślub który miał odbyć się 2014 odwołał, "bo nie był pewny".
Faceta Cię najzwyczajniej w świecie upokorzył. Taka akcja z odwoływaniem ślubu bez żadnego sensownego powodu, to koniec związku. Bo co niby się ma zmienić w 2016 w stosunku do 2014?
Facet nie chce się ożenić z Tobą, albo w ogóle z nikim. Kto go wie.'
Według mnie tracisz z nim czas.
przecież na nic nie czekam. Spokojnie, tylko mówie o swojej sytuacji że po co czas zabiera po co się oświadcza jak nie myśli żeby się ożenić
Hmmm na nic nie czekasz...to skąd tytuł wątku? I ja jestem spokojna
spokojnie:)
Tu jest bardzo podobny wątek... tylko że dziewczyna czeka już 10 lat...
http://www.netkobiety.pl/t80781.html
Gościowi po prostu tak wygodnie... Po co ma się żenić i babrać z dzieciakami jak ma sex, wikt i opierunek... a na dodatek w każdej chwili może Cię wymienić na młodszy model. Żyć nie umierać ![]()
A ja się dziwię... dlaczego się nie szanujesz?
Prosić się o ślub to dla mnie coś niezrozumiałego.