netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Chcę być fair, ale nie umiem.

36 odpowiedzi6 819 wyświetleńzałożony przez malinowysorbecik, 14.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Chcę być fair, ale nie umiem.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 37 ]

1 Ostatnio edytowany przez malinowysorbecik (2015-01-14 15:43:53)

Temat: Chcę być fair, ale nie umiem.

Chodzę do klasy maturalnej, mój chłopak jest rok starszy. Jesteśmy razem od 2 lat, przed nim nie miałam chłopaka "naprawdę", jedynie spotykałam się z jednym przez rok, lecz z wielkimi dziurami, więc można powiedzieć, że pół roku. Związek na początku był bardzo dziecinny, myślałam, że to ten jedyny, byłam pewna, że nikt inny nie czuje tego co my, co jednak szybko okazało się bzdurą wink Ekscesy skończyły się po około roku i przeszliśmy w stan raczej pozytywnie stabilny. Jedyne, co mi przeszkadzało, to to uczucie, że jak teraz jest dobrze, to wiem, że później będzie gorzej. Przez cały czas czułam, że moje emocje co do niego znacznie stopniały, ale zdarzały się momenty, że mogłam go stracić i inne przemyślenia, podczas których czułam, że go naprawdę kocham. Trzymało mnie przy nim to, że był zawsze kochany, miły, wierny, zawsze mogłam na niego liczyć. Ja mam ciężki i twardy charakter, on jest raczej troszkę miękki. Planowaliśmy studia w jednym mieście, jako, że on ma rok dłuższą naukę wyjeżdżalibyśmy w tym samym czasie. Muszę przyznać, że na początku bardzo mnie fascynował, a byłam okropnie dziecinna, jednak w ciągu tych dwóch lat wiele się w tym zakresie zmieniło. Oceniam siebie jako realistkę, z ambicjami, która nadal psychicznie dorasta i ewoluuje. Pierwszy większy zgrzyt nastąpił kiedy moje aspiracje sięgnęły jednej z najlepszych uczelni politechnicznych w kraju, zaczęłam dużo się uczyć, miałam mało czasu. Do tego doszedł fakt, że studia są w innym mieście niż pierwotnie zakładaliśmy. Wszystko zaczęło się rozmywać. Bardzo przeszkadzało mu to, że mam dla niego mało czasu, bo szkoła, rysunek, nauka, zawsze lubiłam coś przeczytać, wyjść gdzieś z moim jedynym przyjacielem, po szkole też często musiałam się zdrzemnąć żeby funkcjonować, a w weekendy pracowałam. Według mnie to była jednak nieprawda, ponieważ cały pozostały czas poświęcałam jemu, ciągle pisaliśmy, nocował u mnie praktycznie każdego dnia. Poza tym, gdy się spotykaliśmy, poświęcałam mu 100% uwagi.

Teraz sprawa tak się komplikuje, że nie jestem pewna, od czego zacząć.

Czułam, że nie pasujemy do siebie, przeszkadzało mi to, jak bardzo dziecinny jest, za to, jakim jest marzycielem. Wierzył, że świat jest pięknym łatwym do życia miejscem, a on wszystko dostanie jak na otwartej dłoni. Wiem, że nic nie robi w kierunku tego czego pragnął, wiem, że tego nie osiągnie. Interesuje go multum rzeczy, które nudzą mu się po tygodniu a wydaje na nie pieniądze, które z resztą dostaje od ojca. Wydaje mi się, że nie umie pracować. Mam do siebie wyrzuty za to, że go nie wspieram i ciągle skazuję go na klęskę, ale nigdy się nie pomyliłam w tym, czuję, że jestem złą dziewczyną i go ograniczam.
On zmienił się na gorsze, nie dawał mi już tego, co doceniałam tak bardzo w przeszłości. Przestał mówić o mnie jak o ważnej dla niego osobie, prawić komplementy (wyprzedzam komentarze, ja wciąż to robiłam), przestał być miłym chłopakiem który w razie czego by o nas zawalczył. Zaczął tworzyć kłótnie z byle czego, nie umiał odpuścić, czasem zachowywał się jak okropny dupek, ranił mnie, szantażował, przestał rozśmieszać.

Myślę, że czuł, że się oddalam, dlatego była taka sytuacja w której bardzo mocno dręczył mnie psychicznie podczas kłótni całą noc, szarpał mną, bolało. Po tym zerwałam kontakt na ponad tydzień, ale nie dał mi odejść. To było kilka miesięcy temu i od tej pory jest coraz gorzej.

Gdy zaczyna kłótnię, już nawet nie mam siły nic mówić, więc przyznaję mu racje, ale jemu nie chodzi o to, by mieć rację, lecz o to, by się pokłócić. W końcu wymyśla tak absurdalne rzeczy, że nie umiem się powstrzymać przed zareagowaniem. Za każdym razem, gdy planuję gdzieś wyjść bez niego, tak go to boli, że wymyśla niestworzone rzeczy na mój temat byleby mnie tego dnia spacyfikować , zniszczyć, bylebym nigdzie nie poszła.

Nie wiem już co robić, patrzyłam miesiąc temu na nasze zdjęcia i płakałam nad tym jak kiedyś czułam się szczęśliwa, jak między nami było, i jak teraz nie jest. Wiem w głębi serca, że to się już nie zmieni, za dużo słów padło i za dużo sobie zrobiliśmy. Teraz jednak na nie patrze i już nawet nie czuję bólu. Mam ciągle nadzieję, że to się zmieni. Kilkanaście dni temu powiedziałam mu to wszystko od serca, popłakałam się, co robię bardzo rzadko i poprosiłam, żebyśmy to naprawili i wrócili do tego co było. Zgodził się, ale już tego samego dnia sprawdził mi telefon, uczepił się jakiejś rzeczy i miałam całonocną kłótnię.

Często sprawdza mi telefon, Fb, przeglądarkę, gdy wracam później ma jakieś podejrzenia.
W tym momencie zupełnie się nie dogadujemy, czuję się stłamszona, nieszczęśliwa, czuję , że go nie kocham. Spędzanie razem czasu polega na przytulaniu, bez rozmowy, ponieważ to jedyny miły aspekt tego związku. Jednocześnie nadal się oszukuję, że wrócimy do tego co było i po prostu nie umiem sobie wyobrazić zerwania. Nie chcę go ranić, myślałam o rozstaniu na ferie, ale wiem, że zniszczyłabym mu ten czas wolny. Tak bardzo nie chcę go tym zranić.

Do tego dochodzą sny o moim byłym, w których jesteśmy blisko i czuję się szczęśliwa. Coraz częściej myślę o tym, co gdyby.... i już nie wiem co robić.

2

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.
malinowysorbecik napisał/a:

Chodzę do klasy maturalnej, mój chłopak jest rok starszy. Jesteśmy razem od 2 lat, przed nim nie miałam chłopaka "naprawdę", jedynie spotykałam się z jednym przez rok, lecz z wielkimi dziurami, więc można powiedzieć, że pół roku. Związek na początku był bardzo dziecinny, myślałam, że to ten jedyny, byłam pewna, że nikt inny nie czuje tego co my, co jednak szybko okazało się bzdurą wink Ekscesy skończyły się po około roku i przeszliśmy w stan raczej pozytywnie stabilny. Jedyne, co mi przeszkadzało, to to uczucie, że jak teraz jest dobrze, to wiem, że później będzie gorzej. Przez cały czas czułam, że moje emocje co do niego znacznie stopniały, ale zdarzały się momenty, że mogłam go stracić i inne przemyślenia, podczas których czułam, że go naprawdę kocham. Trzymało mnie przy nim to, że był zawsze kochany, miły, wierny, zawsze mogłam na niego liczyć. Ja mam ciężki i twardy charakter, on jest raczej troszkę miękki. Planowaliśmy studia w jednym mieście, jako, że on ma rok dłuższą naukę wyjeżdżalibyśmy w tym samym czasie. Muszę przyznać, że na początku bardzo mnie fascynował, a byłam okropnie dziecinna, jednak w ciągu tych dwóch lat wiele się w tym zakresie zmieniło. Oceniam siebie jako realistkę, z ambicjami, która nadal psychicznie dorasta i ewoluuje. Pierwszy większy zgrzyt nastąpił kiedy moje aspiracje sięgnęły jednej z najlepszych uczelni politechnicznych w kraju, zaczęłam dużo się uczyć, miałam mało czasu. Do tego doszedł fakt, że studia są w innym mieście niż pierwotnie zakładaliśmy. Wszystko zaczęło się rozmywać. Bardzo przeszkadzało mu to, że mam dla niego mało czasu, bo szkoła, rysunek, nauka, zawsze lubiłam coś przeczytać, wyjść gdzieś z moim jedynym przyjacielem, po szkole też często musiałam się zdrzemnąć żeby funkcjonować, a w weekendy pracowałam. Według mnie to była jednak nieprawda, ponieważ cały pozostały czas poświęcałam jemu, ciągle pisaliśmy, nocował u mnie praktycznie każdego dnia. Poza tym, gdy się spotykaliśmy, poświęcałam mu 100% uwagi.

Teraz sprawa tak się komplikuje, że nie jestem pewna, od czego zacząć.

Czułam, że nie pasujemy do siebie, przeszkadzało mi to, jak bardzo dziecinny jest, za to, jakim jest marzycielem. Wierzył, że świat jest pięknym łatwym do życia miejscem, a on wszystko dostanie jak na otwartej dłoni. Wiem, że nic nie robi w kierunku tego czego pragnął, wiem, że tego nie osiągnie. Interesuje go multum rzeczy, które nudzą mu się po tygodniu a wydaje na nie pieniądze, które z resztą dostaje od ojca. Wydaje mi się, że nie umie pracować. Mam do siebie wyrzuty za to, że go nie wspieram i ciągle skazuję go na klęskę, ale nigdy się nie pomyliłam w tym, czuję, że jestem złą dziewczyną i go ograniczam.
On zmienił się na gorsze, nie dawał mi już tego, co doceniałam tak bardzo w przeszłości. Przestał mówić o mnie jak o ważnej dla niego osobie, prawić komplementy (wyprzedzam komentarze, ja wciąż to robiłam), przestał być miłym chłopakiem który w razie czego by o nas zawalczył. Zaczął tworzyć kłótnie z byle czego, nie umiał odpuścić, czasem zachowywał się jak okropny dupek, ranił mnie, szantażował, przestał rozśmieszać.

Myślę, że czuł, że się oddalam, dlatego była taka sytuacja w której bardzo mocno dręczył mnie psychicznie podczas kłótni całą noc, szarpał mną, bolało. Po tym zerwałam kontakt na ponad tydzień, ale nie dał mi odejść. To było kilka miesięcy temu i od tej pory jest coraz gorzej.

Gdy zaczyna kłótnię, już nawet nie mam siły nic mówić, więc przyznaję mu racje, ale jemu nie chodzi o to, by mieć rację, lecz o to, by się pokłócić. W końcu wymyśla tak absurdalne rzeczy, że nie umiem się powstrzymać przed zareagowaniem. Za każdym razem, gdy planuję gdzieś wyjść bez niego, tak go to boli, że wymyśla niestworzone rzeczy na mój temat byleby mnie tego dnia spacyfikować , zniszczyć, bylebym nigdzie nie poszła.

Nie wiem już co robić, patrzyłam miesiąc temu na nasze zdjęcia i płakałam nad tym jak kiedyś czułam się szczęśliwa, jak między nami było, i jak teraz nie jest. Wiem w głębi serca, że to się już nie zmieni, za dużo słów padło i za dużo sobie zrobiliśmy. Teraz jednak na nie patrze i już nawet nie czuję bólu. Mam ciągle nadzieję, że to się zmieni. Kilkanaście dni temu powiedziałam mu to wszystko od serca, popłakałam się, co robię bardzo rzadko i poprosiłam, żebyśmy to naprawili i wrócili do tego co było. Zgodził się, ale już tego samego dnia sprawdził mi telefon, uczepił się jakiejś rzeczy i miałam całonocną kłótnię.

Często sprawdza mi telefon, Fb, przeglądarkę, gdy wracam później ma jakieś podejrzenia.
W tym momencie zupełnie się nie dogadujemy, czuję się stłamszona, nieszczęśliwa, czuję , że go nie kocham. Spędzanie razem czasu polega na przytulaniu, bez rozmowy, ponieważ to jedyny miły aspekt tego związku. Jednocześnie nadal się oszukuję, że wrócimy do tego co było i po prostu nie umiem sobie wyobrazić zerwania. Nie chcę go ranić, myślałam o rozstaniu na ferie, ale wiem, że zniszczyłabym mu ten czas wolny. Tak bardzo nie chcę go tym zranić.

Do tego dochodzą sny o moim byłym, w których jesteśmy blisko i czuję się szczęśliwa. Coraz częściej myślę o tym, co gdyby.... i już nie wiem co robić.

osaczył cię,stłamsił,nie ma żadnych ambicji,szybko mu sie wszystko nudzi,poza chora kontrola oczywiście,nie rozmawiacie ,on cię tuli........
ciagnie ciebie w dół,nie motywuje do działania ,wiejjjjjj. I nie oglądaj sie za siebie zanim zryje ci psychikę to toksyk

3

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

uciekaj od niego

4

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

To nie jest do końca tak, po pierwsze, piszę to w emocjach, a zawsze jest druga strona medalu. Po drugie, on zawsze był fantastycznym chłopakiem, dlatego ciężko tak odpuścić. Po trzecie, nadal mam nadzieję, że to się da naprawić

5

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

Jak każda idealizujesz go, nie da się kogoś naprawić musisz to zrozumiesz. On musi sam też tego chcieć. Możesz oczywiście postawić sprawę na ostrzu noża ale jak na razie emocje i motylki chyba uniemożliwiają ci takie rozsądne podejście do sprawy.

6 Ostatnio edytowany przez Gary (2015-01-14 17:16:15)

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

Często sprawdza mi telefon, Fb, przeglądarkę, gdy wracam później ma jakieś podejrzenia.
W tym momencie zupełnie się nie dogadujemy, czuję się stłamszona, nieszczęśliwa, czuję , że go nie kocham.

Uciekaj dziewczyno. Im szybciej tym lepiej -- tym będziesz miała więcej czasu na poznanie kogoś, z kim spędzisz życie.

Po trzecie, nadal mam nadzieję, że to się da naprawić

Sorki... nie da się naprawić. Taki on jest, albo tacy Wy już jesteście. Możesz próbować dalej z nim być... rok, dwa... dziesięć. Będziesz się męczyć i zawsze myśleć co by było, gdybyś "wtedy zdecydowała się odejść".

7

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

Znam taki typ człowieka.
On zostaje w tyle,
i nie pozostało mu nic innego, jak być Twoim hamulcowym.
Im prędzej to zrozumiesz, tym łatwiej Ci będzie podjąć jedyną właściwą decyzję.
Jeśli go nie zostawisz, za jakiś czas zacznie obwiniać Ciebie za własne niepowodzenia i wpędzi Cię w poczucie winy.
Jest zazdrosny, bo czuje, że wymykasz mu się, choć nieprawidłowo ocenia powody Twojego.
oddalenia.

Chłopak z dnia na dzień nie zmieni się, a wątpię, czy w ogóle będzie chciał to zrobić.
Jesteś na tym etapie życia, kiedy rozstrzyga się Twoja przyszłość.
Nie zaprzepaść szansy na dobre życie.

8

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

Co zrobić, jeśli dla mnie w tej chwili to jest abstrakcja, zerwanie. Wiem, że on mnie mocno kocha, ja nie umiem tak mocno kogoś ranić, a do tego od 2 lat nie była dnia żebym go z nim nie spędziła... Nie jestem chyba gotowa na to.

9

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.
malinowysorbecik napisał/a:

Co zrobić, jeśli dla mnie w tej chwili to jest abstrakcja, zerwanie. Wiem, że on mnie mocno kocha, ja nie umiem tak mocno kogoś ranić, a do tego od 2 lat nie była dnia żebym go z nim nie spędziła... Nie jestem chyba gotowa na to.

to ze nie jestes gotowa to niestety widać,masz jedno życie ,nikt za ciebie go nie przeżyje,pomyśl czy on jest tym czlowiekiem z którym chcialabys je spędzić,co on ci daje ,jak spędzacie czas,przecież to mlodosc,juz nigdy czegoś takiego nie przeżyjesz,to będą twoje wspomnienia,wg mnie niefajne,jakas totalna przepychanka,kontrola wszystkiego,potem ubezwłasnowolnienie,bo to będzie eskalowało,wyzbadz sie złudzeń ,bo to sie nie naprawi,myslisz ze jak spytasz tu o rade ,to co?
będziemy mieć taką moc sprawczą ze chlopak zmieni sie w kogoś kto będzie cię motywował,ufał ci ,będziesz miała w nim oparcie?ani ty ani tym bardziej my takiej mocy nie posiadamy ON JUZ TAKzI JEST

10

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

Zastanawiam się czy nie lepszym pomysłem będzie poczekać do wyjazdu na studia, wtedy nasze drogi na pewno się rozejdą.

11 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-01-14 19:54:37)

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.
malinowysorbecik napisał/a:

/..../.

Moja żona wydobyła się z takiego czegoś - sama, bez wsparcia. Chłopak, bardzo ją kochający, zabiegający, ale niestety bez potencjału rozwojowego, stopniowo, w miarę jak mu intelektualnie uciekała stawał się coraz bardziej nieznośny, w końcu zniszczył wszystko dobre co było między nimi.
Mimo że uciekała w samotność, wolała to niż stagnację.

Gdy spotkała go po roku (nadal nic nie rozumiejącego) zdała sobie sprawę z jednej rzeczy:
Człowiek, który przez rok jest dokładnie W TYM SAMYM MIEJSCU gdzie go zostawiła nie
był nigdy człowiekiem dla niej. Człowiek, który przez rok się nie zmienił, nie rozwinął,
nie może być atrakcyjny przez następne 20-30 lat.

Czy inaczej byłoby możliwe, żeby ludzie będący w związku przez czas dłuższy niż Twoje życie
mieli ochotę ze sobą rozmawiać godzinę, dwie i więcej tylko dlatego,
że są CIEKAWSZYMI rozmówcami dla siebie od
innych? Że każdego dnia coś nowego zrozumieli, zaobserwowali, nauczyli się i chcą to
pokazać drugiej osobie? Usłyszeć Jej zdanie?

12

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

Zadzwoniłam do niego, wiem, że nie powinnam załatwiać tego przez telefon, ale dziś wychodzę z przyjacielem (zdeklarowanym gejem) na piwo, więc miałam olbrzymią kłótnię. Dowiedziałam się między innymi, że z nim  nigdy nie wychodzę (mimo, że już byliśmy umówieni na piątek) i duuużo innych wyrzutów nawet z początku związku. Powiedziałam, że od teraz, naprawdę, postarajmy się. Opowiedziałam mu o swoich emocjach, które skwitował "ok", rozłączył się, i od razu napisał na portalu społecznościowym, że to on mi daje ostatnią szansę... Ehh.. chyba jej nie chcę.
Prawda jest taka, że gdyby on zerwał, prawdopodobnie to byłby koniec, bo ja bym nie walczyła a miałabym usprawiedliwienie dlaczego nie chcę tego naprawiać "masz, co chciałeś". Niestety on o tym wie i gdy widzi, że moja postawa się zmienia, on również się zmienia. Na pięć minut.

13

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

Moja siostra w wieku 14 lat związała się z podobnym chłopakiem (ja w wieku 16 lat), który miał dużo mniejsze aspiracje. Byli razem 3 lata, gdzie wspomina, że po roku przewyższyła go inteligencją (chłopak nie ukończył gimnazjum), i wtedy zaczęło się piekiełko. Po dwóch latach, jak ja, miała już zupełnie dość, a ostatni rok sprawił, że znienawidziła go i się bała. Podjęła decyzję o rozstaniu, przez 2 miesiące się do niego przygotowywała psychicznie, żeby się nie dać stłamsić, i odeszła. Mówi, że to była najlepsza decyzja w jej życiu. Obecnie studiuje informatykę w biznesie, a chłopak w wieku 28 lat, dalej mieszka z mamą. Mój partner jest dużo inteligentniejszy od niego, jego plany to szkoła Oficerska. Problem w tym, że on uważa to za pewniaka, że się tam dostanie, nawet nie trenuje przez testami fizycznymi... mam wrażenie, że się na tym przejedzie, nie wiem nawet, czy zda maturę z matematyki.

14

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

Wiesz przykro mi, że taka fajna dziewczyna męczy się z takim arogantem. Nie trać czasu i życia. Tym bardziej, że pozwolił Sobie na szarpanie Ciebie podczas kłótni. U mnie out od razu.
Jedź i się rozwijaj, znajdź kogoś kto będzie szanował całą Ciebie i Twoje aspiracje. Twój chłopak chce wypracować Sobie (po jakiego grzyba nie wiem; prawdziwy związek to nie walka o pozycję) być lepszym w związku. A, że nie jest to prawda, próbuje wpłynąć na Twoją ocenę sytuacji. Chce, abyś zaczęła WIERZYĆ, że jesteś tą gorszą. Czuć, że Go zaniedbujesz.
Nie pakuj się dalej w taki związek, bo nie wiadomo co Mu jeszcze STRZELI DO ŁBA. Odejdź i nie oglądaj się za Siebie.

15

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

Wydaje mi się, że wy, nektarynka, LUSILJU i extra macie rację. Dlatego to skończę. Mam nadzieję, że wytrzymam.

16

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

Powodzenia. Wytrwaj w swojej decyzji, bo podjęłaś słuszną. Wiem coś o związku z takim typem. Wkrótce byłoby jeszcze gorzej. Zaufaj sobie. Samotność w związku to piekło.

17

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.
malinowysorbecik napisał/a:

Wydaje mi się, że wy, nektarynka, LUSILJU i extra macie rację. Dlatego to skończę. Mam nadzieję, że wytrzymam.

Dorzucę jeszcze komentarz żony, która podczytuje to co piszę (mam wierną czytelniczkę hehe ;-) uważa, że ten jej poprzedni chłopak był właściwie bardzo dobrym człowiekiem. Kochał ją "na zabój", starał się - bardzo trudno było zerwać. Urządzał pod koniec niezłe "jazdy", był bardzo zdesperowany - jak ktoś kto traci WSZYSTKO. Zresztą nie dziwię się, chyba rozumiał że "drugiej takiej" już nie będzie. Pominę szczegóły. Podejrzewam nawet, że spotykając mnie po ponad roku od tego zerwania, wiedziała, że ja nie będę tak się "podkładał" czy zabiegał rezygnując z poczucia godności. Ale i tak nie miało to znaczenia. Nie ma żadnych resentymentów z nim związanych. Mówi, że nawet nie chodzi o "intelektualny" poziom, ale "dopasowanie" - o to, że wzajemne zrozumienie wytwarza bliskość, więź emocjonalną - o czym jako "mniej emocjonalna" połówka nie napisałem, choć w pełni się z tym zgadzam. :-)

18

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

Rozumiem. Ja w tym momencie czuję, że chcę ruszyć na przód - on mi to umożliwił, mówiąc, że jutro chcę się spotkać, możliwe, że zabierze swoje manatki. Czuję, że jednak te ferie to idealny moment na rozstanie. Nie myślę o innych; chcę zostać na dłużej sama. Myślę za to o wyjazdach i innych rzeczach, które mnie czekają, bez niego...

19

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.
malinowysorbecik napisał/a:

Rozumiem. Ja w tym momencie czuję, że chcę ruszyć na przód - on mi to umożliwił, mówiąc, że jutro chcę się spotkać, możliwe, że zabierze swoje manatki. Czuję, że jednak te ferie to idealny moment na rozstanie. Nie myślę o innych; chcę zostać na dłużej sama. Myślę za to o wyjazdach i innych rzeczach, które mnie czekają, bez niego...

Ważne, że podjęłaś decyzję, jedyną słuszną zresztą.

20

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.
malinowysorbecik napisał/a:

Rozumiem. Ja w tym momencie czuję, że chcę ruszyć na przód - on mi to umożliwił, mówiąc, że jutro chcę się spotkać, możliwe, że zabierze swoje manatki. Czuję, że jednak te ferie to idealny moment na rozstanie. Nie myślę o innych; chcę zostać na dłużej sama. Myślę za to o wyjazdach i innych rzeczach, które mnie czekają, bez niego...

Brawo. Najlepsza możliwa decyzja.

21

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

Nie chcesz niszczyć mu życia kosztem swojego?
On jest cwany. Owinął sobie Ciebie wokół palca, manipuluje, gra i wykorzystuje Twoje zwichrowane emocje...
Czemu na to pozwalasz? On się doskonale bawi, a Ty cierpisz.
Jesteś młoda, nie czas na deklaracje.

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś- uciekaj!

22

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.
malinowysorbecik napisał/a:

Rozumiem. Ja w tym momencie czuję, że chcę ruszyć na przód - on mi to umożliwił, mówiąc, że jutro chcę się spotkać, możliwe, że zabierze swoje manatki. Czuję, że jednak te ferie to idealny moment na rozstanie. Nie myślę o innych; chcę zostać na dłużej sama. Myślę za to o wyjazdach i innych rzeczach, które mnie czekają, bez niego...

i bardzo dobrze,wieki temu ,jako nastolatka tez miałam chlopaka takiego pajaca jak ten twój,ciagnal mnie w dol,zero aspiracji,najlepiej jakby dziewczyna zakonczyla edukacje na szkole podstawowej,w sumie i tak jest od gotowania i tyłka dawania ,to byly jego priorytety,żadnych ambicji,wizji przyszłości o motywacji to juz wogole mozna bylo zapomniec,starslam sir ,podsuwałam ksiazki,żeby go cokolwiek intetesowalo....bosheee nic ....tylko to SIEDZENIE I MIGDALENIE,W CISZY,bo teraz to wiem ,on nic do powiedzenia ciekawego nie mial,żadnych zainteresowań,żadnego pojęcia o świecie,tylko to tulenie sie do siebie do zrzygania,normalnie  ,aż ciarki mam jak sobie przypomnę,do tego to naleganie na seks wrrrr ,potem kontrola,co ,gdzie ,jak ,z kim,wtedy komórek i Internetu nie bylo ,bo juz sobie to wyobrazam co by wyrabial,a tak codziennie pod szkolą warowal,jak wyjezdzalam na wakacje schizy dostawał,jeju.....no koszmar

23 Ostatnio edytowany przez malinowysorbecik (2015-01-15 15:47:20)

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

LUSILJU, on jest w miarę inteligentnym człowiekiem, ambicji na szkole podstawowej nie skończył... Po  prostu on ma jeden jedyny plan na życie; szkołę oficerską, a ja widzę, że a) się tam nie nadaje, b) może się nie dostać. Jednak to nie o to zupełnie chodzi... Mam na myśli to, jak się zmienił, z początku związku do teraz. Wszystko to, co w nim kochałam, znikło. On mi wciąż miesza w głowie tym, że jak jest awaryjna sytuacja, nadal potrafi być kochany, problem w tym, że ja już nie czuję się tak dobrze jak kiedyś. Ciężko mi będzie go zostawić i patrzeć na jego łzy, boję się rozmyślania o nim, samotności, bólu i tego, że kiedyś pożałuję... Boję się momentu, kiedy go spotkam z kolejną dziewczyną. Wiem, że to nie ma sensu, ale to jednak pierwsza miłość i ponoć najciężej jest się pozbierać.
PS. Tak samo ciągle temat numer jeden to seks smile

24 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-01-15 18:16:59)

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

No tamten mój glut to tez nie poprzestał na podstawówce ,ale totalnie ambicji nie mial ,ja ciągle mialam przy nim wrażenie ze wyhamowuje,a nawet sie cofam,powiem ci ze on tez potrafil byc miluchny,kochany,spijalby mi z dzióbka ale.......a podtekście byl seks,ja na ten seks nie bylam wcale gotowa,nie daeal mi on żadnego spelnienia,przyjemnosci,moglam spokojnie poczekac,ale czulsm sie,,upupiona,,ta jego miloscia,jakoś tak mna manipulowal,taki byl niby wtedy kochany,ze ten seks ,,wyżebrał,, tak to jest wlasciwe słowo,ale bylo mi z tym źle, czulam ze robie cos wbrew sobie,wtedy nawet nie potrafiłam nazwac swoich uczuć,bylam przez niego jakby,,opetana,, w jakiejs ,matni,,ale zajęło mi wiele lat żeby do tego dojść,niestety dużo mnie kosztowal ten związek,wlasciwie jego zakończenie nie wyszlo ode mnie zresztą zakonczen bylo kilka,taka pajęczyna zdarzeń,ale zakończenie nastapilo dlatego,ze ,,dałam bana na sex,, mialam dość ,nie potrzebowalam go na tamtym etapie swojego życia,myślę ze zwyczajnie nie doroslam,bylo dla mnie za wczesnie,nie lubię siebie z tamtego okresu,niestety to co nastapilo potem nie bylo wcale fajne,coż.....jednak pozwoliło mi odnaleźć siebie,ukształtowac siebie własciwie,nie był ani łatwo,ani krótko.......ale dało sie

25

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

Przed chwilą przyszedł.. wręczył mi rafaello, mówił, że ja wcale nie chce się rozstać, że go jedynie szantażuję...
Powiedziałam, że chcę przerwy do końca wolnego. Takiej prawdziwej, żeby nie pisał, nie przekabacał jak zawsze tylko NAPRAWDĘ dał mi pomyśleć... a teraz płaczę jak bóbr.

26 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-01-15 20:37:17)

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

Zazdraszczam smile Tobie chłodnej oceny własnej sytuacji.
Dobrze, że uczucia nie przesłaniają Tobie jasności widzenia.

27

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.
Przyszłość napisał/a:

Zazdraszczam smile Tobie chłodnej oceny własnej sytuacji.
Dobrze, że uczucia nie przesłaniają Tobie jasności widzenia.

Dołączam się. Obiektywizm w myśleniu w sytuacji zagrożenia "ja"
- od razu wziąłbym taką adeptkę na staż z tego "dżedaj" którego uczę. :-)
No ale może do "politechnicznych" rzeczy ma jeszcze większy talent.

28

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.
EXTRA_terrestrial napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

Zazdraszczam smile Tobie chłodnej oceny własnej sytuacji.
Dobrze, że uczucia nie przesłaniają Tobie jasności widzenia.

Dołączam się. Obiektywizm w myśleniu w sytuacji zagrożenia "ja"
- od razu wziąłbym taką adeptkę na staż z tego "dżedaj" którego uczę. :-)
No ale może do "politechnicznych" rzeczy ma jeszcze większy talent.

Haha, na żadną polonistykę nie pójdę, nie ma mowy big_smile
Dla mnie dzień bez matematyki to dzień stracony smile
Wydaje się, że to chłodne myślenie... W środku czuję się taka niespokojna; mam wrażenie, że i tak nie jestem gotowa na rozstanie i do niego w końcu wrócę, niepotrzebnie zadając mu teraz ból... Gdy myślę o poprzednim rozstaniu, gdyby do niego jednak doszło, to w sumie z perspektywy tych kilku miesięcy lepiej mi było chyba z nim niż jakby go nie było.
To pierwszy dzień a już tęsknię... najbardziej boli to, że jego boli. Tyle tego przytulania było, że nie wiem, czy bez tego zasnę.
Tu zaś pojawiają się sprzeczności, bo pamiętam jak blisko byliśmy kiedyś, mając na myśli tu fizyczność. Nie chodzi o publiczne okazywanie uczuć, żadnego ślimaka; po prostu zawsze szukaliśmy kontaktu typu trzymania się za ręce, przy stole dotykania się nogą, w tym dotyku była duża czułość. Teraz niestety jego dotyk często nawet irytuje, a te czułości znikły.
Zastanawiam się czy znajdę jeszcze kiedyś kogoś, komu tak zaufam i pokocham... Przez pierwsze miesiące był dla mnie wszystkim, jednak mnie złamał w chwili gdy był tym jedynym, zostawiając mnie przez portal społecznościowy. Od tamtego czasu wszystko się powoli zmieniało.

29

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.
malinowysorbecik napisał/a:

/.../
Haha, na żadną polonistykę nie pójdę, nie ma mowy big_smile
Dla mnie dzień bez matematyki to dzień stracony smile

Proszę mnię tu nie imputować jakieś polonistyki i braku matematyki ;-)
(choć zazwyczaj mam do czynienia ze statystyką matematyczną)
Jak zacznie działać priv mogę ci wrzucić parę tytułów popularno-naukowych
po przeczytaniu których gwarantuję że zaczniesz się zastanawiać czy
przypadkiem nie znalazłaś "świętego Graala" ;-)
/tu nie napiszę, bo jestem "incognitem" i "tabula rasa" nie chcę tego zmieniać/

malinowysorbecik napisał/a:

Wydaje się, że to chłodne myślenie... W środku czuję się taka niespokojna; mam wrażenie, że i tak nie jestem gotowa na rozstanie i do niego w końcu wrócę, niepotrzebnie zadając mu teraz ból... Gdy myślę o poprzednim rozstaniu, gdyby do niego jednak doszło, to w sumie z perspektywy tych kilku miesięcy lepiej mi było chyba z nim niż jakby go nie było.
To pierwszy dzień a już tęsknię... najbardziej boli to, że jego boli. Tyle tego przytulania było, że nie wiem, czy bez tego zasnę.
Tu zaś pojawiają się sprzeczności, bo pamiętam jak blisko byliśmy kiedyś, mając na myśli tu fizyczność. Nie chodzi o publiczne okazywanie uczuć, żadnego ślimaka; po prostu zawsze szukaliśmy kontaktu typu trzymania się za ręce, przy stole dotykania się nogą, w tym dotyku była duża czułość. Teraz niestety jego dotyk często nawet irytuje, a te czułości znikły.
Zastanawiam się czy znajdę jeszcze kiedyś kogoś, komu tak zaufam i pokocham... Przez pierwsze miesiące był dla mnie wszystkim, jednak mnie złamał w chwili gdy był tym jedynym, zostawiając mnie przez portal społecznościowy. Od tamtego czasu wszystko się powoli zmieniało.

Tak piszesz, że zaraz JA zacznę się łamać. Obawiam się że będzie trzeba wezwać posiłki
specjalizujące się w kasowaniu toksycznych związków... Jak trwoga to do Elle...;-)

30

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

Twoja miłość już się wypaliła, został żal za tym, co minęło.
Nie chcesz być fair, nie chcesz być sama.

31

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

Trochę takie aktywowanie wątku.
Dałam kolejną szansę, dałam też sobie trochę czasu żeby nie poruszać wątku niepotrzebnie i po tygodniu pisać, że jednak się nie zmienił.
Jednak... zmienia się powoli. Myślę, że to po części dlatego, że ja też staram się dawać mu to, czego oczekiwał. Zaczął prawić mi komplementy, odwiedzać w pracy, gdy chcę gdzieś wyjść, nie ma problemu. Jedyne, o co się boję, to to, że to runie przy którejś kłótni i powróci stary on. Myślę jednak, że jestem gotowa mu zaufać, i po prostu postawić to na jedną kartkę i cieszyć się tym co teraz mamy. Wiem, że mogę być szczęśliwa z nim, oraz, że gdyby okazało się to błędem, to po rozstaniu będę w stanie ruszyć dalej.
Powiedziałam także, że jak nie dostanie się na studia na uczelnię X, to nie będę rezygnować ze swoich planów i zakończymy znajomość, więc jeśli mu zależy, niech się uczy.
Póki co idzie mu dobrze big_smile

32

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

No i znowu poruszam ten sam wątek. Ciągle... ciągle znajdowałam w nim nowe wady. Zupełnie się nie dogadywaliśmy. W tym momencie muszę zasięgnąć rady u kogoś, kto jest bardziej doświadczony.

Nie wiem, bo nigdy wcześniej nie miałam takiej sytuacji - ale wygląda to tak;
Był trochę bardziej jak przyjaciel, bardzo fajny chłopak, bardzo fajne w gruncie rzeczy wspomnienia przez ostatnie 3 lata. Na jego dotyk nie reagowałam już z przyjemnością, a raczej z irytacją. Lubiłam bardzo spędzać z nim czas, ale ciągle tak samo, przychodził wieczorem i kładliśmy się z filmem spać. Jakiekolwiek rzeczy nie wyskakiwały, wsadzałam je w miejsce naszych spotkań, ale też prawda jest taka, że te spotkania były ciągle.  Rozmawialiśmy mało, raczej opowiadaliśmy co się działo za dnia, a potem tematy cichły. Do ostatnich dni każdy dzień zwieńczony był soczystą wymianą zdań bo się nie dogadywaliśmy. Nie umiał zaakceptować, w ogóle zrozumieć, że ktoś może nie myśleć jak on, to znaczy, że na przykład nie chce się przytulać w danym momencie. Wymuszał na mnie dużo zachowań których nie lubię a robiłam tylko dla niego, buziaki w komunikacji miejskiej, rozmowy o uczuciach kiedy wszystko było ok. i tak dalej.

Ostre kłótnie rzeczywiście w jakimś stopniu zniknęły bo oboje ustępowaliśmy wiedząc, że to i tak do niczego nie prowadzi. Jednak potyczki słowne były praktycznie non stop, ja coś mówiłam, on odpowiadał "wiedziałem, że mnie nie kochasz" (nienawidzę takiego brania pod włos)  na co odpowiadałam pół ironią, pół naśmiewając się z jego dziecinności... i to było podstawą większej kłótni.
Rutyna, dużo rutyny, ale też dużo miłych chwil. Lubiłam zasypianie razem i to że mogłam na niego liczyć, nie mogłam zdzierżyć braku dogadywania się.

Teraz widzę, że podczas jakiejś kłótni w przeszłości przeszłam na pozycję tej, której mniej zależy, czując się bardzo pewnie. To zostało już na zawsze, a on nie chcąc rozstania przyjął pozycję takiego potulnego pieska, który zrobi wszystko, żebym nie zostawiła. To jedynie pogorszyło sprawę, chciałam czuć się zagrożona, mieć granicę, bać się, że go stracę, cokolwiek. Stał się nudny i denerwujący, wciąż chciał rozmawiać o tym co czuje, wciąż dawał mi dyktować warunki. To nie tak, że go pacyfikowałam, bo ja CHCIAŁAM, żeby coś zrobił. Chciałam mieć faceta, któremu zależy, ale nie uzależnia ode mnie swojego życia. Chciałam korelację, jak drzewo z grzybem, ale podgrzybkiem, a nie hubą. Zamiast tego miałam kleszcza bez swojego życia który chciał za mnie decydować, od którego wciąż się oddalałam w samoobronie przed tą wielką miłością. Kolejne kłótnie kończyły się zerwaniami, moimi, a on coraz bardziej pokazywał, że mogę się nawet przespać z innym a on to będzie tolerował. Jednocześnie nie dało się z nim żyć za normalnego dnia. Ciągle coś nie pasowało, głównie w tym, że nie jestem taką romantyczką.

Miałam dość wracania bo było mi go żal. Widziałam, że jest dobry, ale nie dla mnie. Nawet nie wiedziałam, że to zrobię, któregoś ranka gdy znowu absurdalnie się pokłóciliśmy, po prostu mu powiedziałam, że go nie kocham. Przeprosiłam go szczerze, poprosiłam o wyrozumiałość, bo przecież tak samo przestał kochać swoją eks i nie mógł nic na to poradzić. Tak w życiu bywa, i wiem, że to może spotkać też mnie. Jedyne co czułam, to ogromny, przeogromny żal, że sprawiam mu ból. Ten chłopak naprawdę bardzo nie zasługiwał na to, żeby cierpieć. Można powiedzieć, że był dla mnie za dobry, nie umiałam tego docenić... ale przedobrzył... skupił się na kochaniu, a nie na relacjach. Chciałam mu dać szansę na znalezienie kogoś, kto go będzie uzupełniał, będzie mu dawał tak dużo miłości jak potrzebuje.

Kolejne dni były okropne i dla mnie i dla niego. Bardzo cierpiałam w tęsknocie za nim, wahałam się czy dobrze zrobiłam, bardzo źle było mi z tym ile cierpienia mu właśnie zadałam. Prosił o powrót i pisał, żebym się nie martwiła, bo da radę.

Wciąż cierpię, tęsknię, samotność mnie dobija i ciężko funkcjonować. Nie umiem się do niczego zmotywować, po prostu śpię po 16 godzin dziennie. Boję się ogromnie, że odpuściłam w złym momencie, że może tak wygląda miłość po 2,5 roku, że nie ma już tych wielkich emocji a swojego zakochania nie czułam, bo wiedziałam, że mam go na wyciągniętej dłoni.  Wciąż mam ochotę mu o czymś powiedzieć, łapię się na tym, bardzo brakuje mi rozmowy, przytulenia, jego towarzystwa. Boli mnie bardzo i już nie wiem czego chcę, czy to normalne z przyzwyczajenia po tak długim związku i po tym, że zraniłam kogoś kto na to nie zasługiwał, czy może naprawdę go kocham i robię błąd?

Nie chcę cofać zeznań i mu mieszać żeby okazało się że to był jedynie syndrom zabranej zabawki. Wiem, że po tym nie uwierzyłby mi, że może jednak go kocham, ja nie chciałabym o tym rozmawiać, on nie mógłby być z kimś z kim czuje się tak niepewnie, a mnie by to irytowało. A może udałoby się to naprawić? 2 miesiące temu czułam się bardzo dobrze. Z resztą ja, sama nie wiem. Nie umiem znieść myśli że już z nim nie porozmawiam. Chcę żeby był szczęśliwy i nie chcę mu tego utrudniać swoimi emocjami.

33

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

Czyli
- chciał dać ci miłość, a ty go odsuwałaś obrażając
- nie komunikowałaś mu wprost czego potrzebujesz
- kochałaś go zawsze, ale dla ciebie miłość to emocje a nie stałość i ciepłota
- osiągnęłaś to co chciałaś (odsunął się) i dlatego tęsknisz
- gdyby wrócił znowu byś chwile sie nim pocieszyła i dalej byla niezadowolona

Zrozumiesz za jakieś 10 lat.

34

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

możesz z nim być, możesz go olać, ale błagam nie rezygnuj z siebie- swoich ambicji i marzeń. Nie ma takiego faceta, który byłby ważniejszy niż Twoja nauka, czy praca. Faceci przychodzą i odchodzą, a to na co sama zapracujesz będzie Twoim doświadczeniem przydatnym w dalszym życiu.

35 Ostatnio edytowany przez malinowysorbecik (2015-05-12 22:02:24)

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

TKZ, a dlaczego uważasz, że nie rozumiem? Tylko jedno należy sprostować, nigdy go nie obrażałam a miłość dla mnie to stałe uczucia.

Dziękuję nirvanka, masz rację, on i tak będzie studiował w innym mieście ale na razie mi bardzo ciężko i wciąż nie umiem zdefiniować czy to była miłość czy nie.

36

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

nie rozumiesz pewnie dlatego ze mowisz w sposob jakbys rozumiała, ale czujesz inaczej
czyli nie rozumiesz, tylko pojmujesz
cos jak wklepanie formułki na pamięć, ale problemu nie rozwiązuje

37

Odp: Chcę być fair, ale nie umiem.

malinowysorbecik, jak ktoś już wyżej napisał: Ty szukasz w związku przede wszystkim emocji, żeby "się działo", a Twój facet jest typem spokojnym, lubi stabilizacje - dla niego nie musi się dziać i nawet lepiej jak się nie dzieje .

Ty wiesz, że to porządny, dobry chłopak, ale nie podziwiasz go, ani nie fascynuje Cię - a bez tego nie można się zakochać. Ty go 'kochasz', ale jak brata, nie jak mężczyznę, dlatego tego nie czujesz.

Dla niego było OK, dla Ciebie niekoniecznie.


Pilnuj byś w przyszłości nie skrzywdziła kogoś nie wiedząc sama czego chcesz.

Posty [ 37 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Chcę być fair, ale nie umiem.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026