Byliśmy razem 5 lat. Momentami był to bardzo burzliwy związek, nikt nie był idealny, nie raz przez niego cierpiałam bo był porywczy, ja też miałam pewne wady. Ale gdy było dobrze to było naprawdę dobrze. Byliśmy parą, która może zrobić ze sobą wszytko, wszędzie pojechać, uprawiać razem każdy sport, wspierać się być dla siebie najlepszymi przyjaciółmi. On wiedział , że kocham go nad życie że zorbie dla niego wszytko. Mi też się wydawało, że naprawdę mnie kocha, brał mnie pod uwagę w każdym swoim planie na życie i zawsze mogłam na nim polegać. Spędzaliśmy każdą chwile razem.
Ostatnio powiedział mi,że mnie już nie kocha, że podoba mu się inna (z którą nawet nie ma za bardzo kontaktu i jej w zasadzie nie zna ale chce spróbować) i ze to koniec, że uczucie do mnie się wypaliło. Z drugiej strony powiedział,że nigdy nie miał takiej dziewczyny jak ja. Sam się popłakał z tego powodu. Powiedział, ze dałby wszytko, żeby mnie kochać bo jestem tak wyjątkową i ważna osobą w jego życiu, że zawsze byłam przy nim na dobre i na złe.
Problem jest jeszcze taki, że on nie raz w nerwach mówił, że mnie nie kocha, zrywał ze mną a potem jednak przepraszał i mówił ze kocha. Myślałam, że tym razem będzie tak samo.
Ale tym razem on usilnie mówi, że to koniec, że zawsze mi pomoże ale nie może być ze mną jeśli nic nie czuje. Już kilka razy rozmawialiśmy na ten temat. Pytałam go co dalej, czy już go nigdy nie zobaczę, powiedział, że on mnie z życia nie skreśla, że dopuszcza taką myśl, że będziemy jeszcze razem ale nie teraz, że może on potrzebuje jakiegoś nowego bodźca, spotkać się z tą nową, a może zatęsknić za mną, że czas pokaże.
Czy jest jakaś szansa, że on do mnie wróci, że zacznie za mną tęsknic jeśli jestem dla niego tak ważna i nigdy nie był z kimś takim jak ja?
Czy to tylko znów jego niestabilne emocje dają za wygraną?
Faktycznie mam dać nam czas i zobaczyć co się wydarzy czy mam już sobie nie robić nadziei?