Witam !
wiem, że odpowiedzi na postawione pytanie będzie tyle, ile odpowiadających, ale chciałabym się Was poradzić, bo średnio już ogarniam tą relację.
Długo jestem już sama, po tym jak zostawił mnie facet (to właśnie tutaj na tym forum dostałam wtedy wiele wsparcia i ciepłych słów). Wydawało mi się nawet, że już nigdy nie poczuję motylków w brzuchu.. Jednak stało się inaczej... Na imprezie poznałam Faceta. Przegadaliśmy i przetańczyliśmy całą noc, wymieniliśmy się numerami. Pisaliśmy jakiś czas, po czym dostałam "status koleżanki". Jak się okazało, spotkał byłą i postanowił o nią powalczyć. Ok, przeżyłam... Zapomniałam. Jako, że był to jeden wieczór, nieszczególnie to przeżyłam. To był wrzesień.
Pod koniec grudnia znów się odezwał. Że żałuje, że poczuł chemię, a stracił to przez eks etc.. Postanowiłam dać mu szansę, przygotował dla nas kolację, zaprosił do siebie. Było genialnie. Sam też tak mówił, prawił milion komplementów. Później się troszkę posprzeczaliśmy i jako osoba impulsywna nazwałam go per Dupkiem... Wiem, słabo.. Obraził się. Od tamtej pory traktuje jak powietrze, ja chciałam przeprosić, wyjaśnić, ale brak jakiegokolwiek zainteresowania sprawił, że przestałam to robić... Napisał, że nie ma ochoty na spotkanie, na pytanie "Czy uważa, że to ma jakikolwiek sens?" odpowiedział "Nie wiem".... I znów zaczęłam o nim zapominać...
Wczoraj spotkaliśmy się znów na imprezie, powiedział cześć, uśmiechnął się i tyle. A ja od wczoraj mam zjechany humor i biję się z myślami, czy do niego pisać... Kurcze, poczułam coś, po 2 latach chciałam tak po prostu w to wejść....
I teraz pytanie- warto zawracać sobie głowę i znów robić pierwszy krok ? Znów przeproszać, odezwać się?
Mi rzadko ktoś wpada w oko, a tak jak wpadł On, to już w ogól.e... Nie umiem o nim niestety zapomnieć...
Boję się wyśmiania, boję się, że moje starania odniosą odrotny skutek i zniechęcę go do siebie.... ![]()