Nie sądziłam, że opiszę kiedyś swoją historię na forum, ale widocznie bardzo potrzebuję rady i zmierzenia się z tym. Mam 20 lat. Moja historia sięga marca tego roku. Wówczas poznałam swojego obecnego chłopaka - jest rok starszy ode mnie. Nasza znajomość zaczęła się przez internet dzięki pewnemu znanemu portalowi randkowemu. Co tu dużo mówić - nie korespondowaliśmy ze sobą długo, szybko doszło do spotkania, co raczej było sprzeczne z moim charakterem. Zawsze byłam zdania, że warto jest się wcześniej lepiej poznać, w tym przypadku zaryzykowałam jednak. Kwestia wyglądu nie była tu bez znaczenia - spodobał mi się. Już na pierwszym spotkaniu niewyraźnie zaświeciła mi się czerwona lampka - niedojrzały emocjonalnie chłopczyk, który chyba lubi ''bajerować''. Nie miałam wcześniej wielkich doświadczeń z płcią przeciwną. Mimo wszystko jakoś dziwnie dobrze spędzało nam się czas, po niecałym miesiącu byliśmy, nazwijmy to, ''parą''. Tak, wiem co sobie pomyslicie. Jednak człowiek zauroczony, nawet tak racjonalnie podchodzący do życia jak ja może mieć klapki na oczach. Po miesiącu poszliśmy do łóżka, był to mój pierwszy raz. Niczego nie żałuję. POd koniec kwietnia zaczęły dziać się dziwne rzeczy... Wyszły sprawy a nieusuniętym kontem na portalu randkowym. Strasznie ciężko było mi z Nim o tym rozmawiać, kiedy poruszałam temat naszego ''związku'' zawsze rozklejałam się. Nie kochałam Go wtedy, On mnie też. Po pewnej szczerej rozmowie miałam wrażenie, że coś do Niego dotarło - usunął konto, wszystko dobrze się rozwijało.
Na początku maja zauważyłam, jak przy mnie pisze smsy z niejaką, nazwijmy ją A. Ukuło mnie i zaczęły się podejrzenia. Należę z natury do osób zazdrosnych i podejrzliwych. Próbowałam sobie jednak racjonalnie to tłumaczyć, nie pytałam Go o nic. W połowie maja miałam tygodniowy wyjazd związany ze studiami. W tym czasie On codziennie dzwonił i pisał, a ja, nawet tak nieufna, nie miałam wątpliwości co do Jego intencji. Był stęskniony. Po moim powrocie wszystko było normalnie, ale pod koniec maja... przestał się odzywać. Cisza. Nie reagował na próby kontaktu z mojej strony. Dla mnie było wszystko jasne- zakończył znajomość w tak beznadziejny sposób. Pogodziłam się z tym, bo wówczas oprócz dużej sympatii nie czułam nic więcej. Szybko doszłam do siebie. Na początku czerwca nagle odezwał się... Byłam szczerze zdziwiona. Twierdził, że coś zrozumiał, że coś do niego dotarło i abyśmy się spotkali. Nie dowiedziałam się wtedy za wiele - co działo się w tym czasie, dlaczego przestał się odzywać. Zaczęliśmy jeszcze raz. Moje Drogie, uwierzcie mi. Tak szczęśliwa jak wtedy w czerwcu, lipcu nie byłam dawno. Czułam, że może w końcu oboje dojrzeliśmy do czegoś poważniejszego. Ale cofnę się trochę. W czerwcu byłam w jego nowym mieszkaniu, które zaczął wynajmować z kolegą. W kuchni znalazłam umowę najmu z nazwiskiem wcześniej wspominanej A, która była do końca czerwca. Do dziś wypominam sobie, że nie poruszyłam tematu. Ale nieważne. dobrze było między nami. Przyszedł sierpień i dotarło do mnie, że Go kocham. Doszło między nami do wyznania. Wtedy pod koniec maja wrócił do mnie, bo zrozumiał, że mnie kocha. Byłam w siódmym niebie. Czego chcieć więcej, jak kochać i być kochaną?
Wtedy w sierpniu pozyczałam mu swój komputer. Zapisały się hasła. To, co zrobiłam, było złe, ale zrobiłabym to drugi raz. Weszłam bez wahania na jego fb. Znalazłam tam wszystko. Przez wakacje pisywał z różnymi dziewczynami. Z jedną spotkał się 2 tyg wcześniej. A później przewinęłam do starszych wiadomości... Korespondencja z A, która zakończyła się jakoś w czerwcu. A tam rzeczy z maja, że okres jej się spóźnia. To wystarczyło - wiedziałam już, ze wtedy mnie zdradzał. I przez cały maj z nią mieszkał w tym mieszkaniu.
Napisałam do niej. Od razu powiem, że dziewczyna nakłamała mi, że jest z Nim w ciąży, nieważne. Wszystko mi się zawaliło. Błagał mnie o szansę, że nie wyobraża sobie, że mnie nie bedzie, że dopiero zrozumiał, co dla Niego znacze itd. Chyba standard w takich sytuacjach. Rozstaliśmy się al nie potrafiłam zerwać z nim całkowicie kontaktu. Nie chciałam. Spotykaliśmy się pod byle pretekstem, dochodziło do zbliżeń.
Jesteśmy razem. Kocham Go, wiem o tym. Wiem, że On kocha mnie. Takie rzeczy się czuje. Wielokrotnie widzę, jak mu zależy i nie powinnam mieć powodów do obaw. Staram się trzymać i nie popadać w paranoje, ale mam takie okresy, że podejrzewam najgorsze. Ze mnie zdradza. Że kręci z koleżanką z uczelni. Wchodzę na jego pocztę, jedną i drugą, bo znam hasła, choć on o tym nie wie. Czuję się z tym strasznie, wiem, że to złe ale nie potrafię przestać. Próbowałam złamać nowe hasło do fb. miewam okropne myśli, bywam zaborcza. Tak jest np. teraz, kiedy wyjechał na święta i nie widzimy się już 2 tygodnie. Moje zachowanie bywa chore.
Kiedy jesteśmy razem - czuję się cudownie i nie mam żadnych wątpliwości. Jesteśmy na dojrzalszym etapie.
Zastanawiam się, czy mimo uczucia z obu stron nie lepiej się rozstać, bo są momenty, kiedy mam wrażenie, że w końcu się zamęczę. Że nie wytrzymam. Czy warto zaufać? Czy ludzie są w stanie się zmienić dla kogoś? Czy warto walczyć, jeśli się kocha? Nie wiem, czy słuchać głosu rozsądku czy serca. Sercem jestem z Nim. Rozsądek każe rezygnować dla włąsnego dobra.
Przepraszam z góry za chaotyczność. Byłabym ogromnie wdzięczna za jakiekolwiek rady, spostrzeżenia.