Moim zdaniem najlepiej i najzdrowiej ażeby w związku był kompromis. Natomiast zwykle jest tak, że jedna ze stron jest dominująca.
Jak to wygląda u Was?
Czy chciałybyście być z tzw "pantoflarzem" czy raczej wolicie pewnych siebie, zdecydowanych facetów, którzy uważają się za władczych , dominujących?
Zapraszam do podzielenia się refleksjami.
Podobne tematy
Z mojej strony wygląda tak; miałam faceta pantoflarza, który był uległy, zgadzał się na wszystko z mojej strony, mogłam mu wejść na głowę.. Przez to nie było kłótni, ale.. Nie tylko mi ustępował, nie miał własnego zdania, sugerował się zdaniem rodziców, każdy się wtrącał w nasze życie, a on nic z tym nie zrobił. W końcu z mojej strony miłość się skończyła..
Teraz mój narzeczony jest osobą zaborczą, mało kompromisową, władczą i przez to są kłótnie, ale nie pozwala aby inni wtykali nos w nasze życie..
Z dwojga złego nie wiem kto gorszy. Z mojego życia wynika, że jednak ten pantoflarz, ale to tylko moja sugestia ![]()
Po to mężczyzna został obdarzony wyższą inteligencją od kobiety, aby to on dominował i podejmował decyzje (oczywiście to nie wyklucza konsultacji z partnerką)
Powinno być pół na pół
U nas to on jest głową a ja szyją ![]()
PS. nie znoszę facetów pantoflarzy. Facet to powinien być facet ![]()
Po to mężczyzna został obdarzony wyższą inteligencją od kobiety, aby to on dominował i podejmował decyzje (oczywiście to nie wyklucza konsultacji z partnerką)
z tą wyższą inteligencją bym polemizowała ![]()
NowyŚwit napisał/a:Po to mężczyzna został obdarzony wyższą inteligencją od kobiety, aby to on dominował i podejmował decyzje (oczywiście to nie wyklucza konsultacji z partnerką)
z tą wyższą inteligencją bym polemizowała
A ja nie.
Po to mężczyzna został obdarzony wyższą inteligencją od kobiety, aby to on dominował i podejmował decyzje (oczywiście to nie wyklucza konsultacji z partnerką)
Uważasz, że masz wyższą inteligencję
od kobiety? Bo...?
Również nie znoszę pantoflarzy. Myślę, że na początku związku może i to być ok, fajne, ale z czasem, gdy pojawią się problemy, potrzeba wsparcia ze strony partnera czy liczenie na to, że wyjdzie z jakąś inicjatywą, no to niestety.
Oczywiście nie może być tak, że facet ciągle rządzi, nie pyta dziewczyny o zdanie.
U mnie to jest tak, że dobrze się dogadujemy, bo mamy podobne zdanie w wielu kwestiach i zwykle jesteśmy jednomyślni , natomiast sa i przeciwieństwa , co jest oczywiste, ale nie ma kłótni póki co.
9 2014-12-28 17:21:50 Ostatnio edytowany przez Espinela (2014-12-28 17:23:09)
Wyższą inteligencją? Co Ty bredzisz
Według mnie powinno być po równo, są ludzie z natury ugodowi, ale potrafiący powiedzieć STOP gdy ktoś wpycha się do ich życia. To zależy z kim kto chce żyć. Według mnie raz jedna, a raz druga strona powinna dominować. Wiadomo, fajnie jak facet decyzje podejmuje sam z kobietą konsultuje (oh, oh to takie męskie), ale do czasu. Ja bym nie chciała wiecznie być na drugim miejscu jako głos mniejszej wagi, ale też nie chciałabym ciągle dominować. Złoty środek uważam za najrozsądniejszy.
Owszem, powinno być pół na pół. Ja natomiast jestem osobą strasznie upartą, dlatego w znacznej większości przypadków (wypady z jego znajomymi) partner ze mną przegrywa i z reguły idzie wtedy sam gdzieś się ''zabawić'', bo jestem skora na to się zgodzić, jednak on musi się za mnie wiecznie tłumaczyć.
A jeśli chodzi o wspólne robienie czegoś (wycieczka, zakupy) to super nam idzie pójście na kompromis.
Czy to jest zdrowy związek - nie wiem, mam z nim tylko 3lata praktyki ![]()
Jak to kto rządzi w związku? Ten, kto trzyma kasę.
12 2014-12-28 18:00:09 Ostatnio edytowany przez kicur (2014-12-28 18:01:00)
Czyli u ciebie maż. Bo nie wierzę że jesteś ta trzymającą kasę ![]()
U mnie mamy totalną rozdzielność nikt nie trzyma kasy, może dlatego że kasa moja bądź partnerki(raz ja mam więcej raz ona) wystarczyła by na nas dwóch
A tak to większość kasy idzie na nasze kaprysy ![]()
A 1/6 (1/3 mojej i 1/3 jej) na życie (żywność plus rachunki + dziecko)
Jak to kto rządzi w związku? Ten, kto trzyma kasę.
Dokładnie tak.
O to mamy męża iceni
Co powiesz o naszym układzie ![]()
15 2014-12-28 18:04:13 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2014-12-28 18:06:23)
U mnie jest "każdy sobie rzepkę skrobie"
Np ja sie chce przeprowadzic i mowie o tym mezowi i pytam czy chce ze mna sie przeprowadzic - jak chce, to sie przeprowadzi, jak nie to zostanie gdzie jest i cos sie wymysli. Ale ja i tak zrobie swoje.
I w odwrotna strone to samo. Jedno drugiemu mowi swoje plany, a drugie wie na czym stoi i mysli czego chce.
Jestesmy dobrani stylem zycia, wiec nie ma problemow.
A z ta kasa sie nie zgodze. Moj tata trzyma kase w banku na swoim koncie, ale to moja mama rzadzi wszystkim. Podobnie bylo u mojej prababki i babki. ![]()
U mnie jest "każdy sobie rzepkę skrobie"
Np ja sie chce przeprowadzic i mowie o tym mezowi i pytam czy chce ze mna sie przeprowadzic - jak chce, to sie przeprowadzi, jak nie to zostanie gdzie jest i cos sie wymysli. Ale ja i tak zrobie swoje.
I w odwrotna strone to samo. Jedno drugiemu mowi swoje plany, a drugie wie na czym stoi i mysli czego chce.
Jestesmy dobrani stylem zycia, wiec nie ma problemow.A z ta kasa sie nie zgodze. Moj tata trzyma kase w banku na swoim koncie, ale to moja mama rzadzi wszystkim. Podobnie bylo u mojej prababki i babki.
Nina... taka władza jest pozorna - rządy twojej mamy czy babki by się momentalnie skończyły gdyby mąż jednej czy drugiej zablokował konto. (Chyba, że ma własne dochody na podobnym poziomie)
To że twój mąż jest uzurpatorem to nie znaczy że każdy taki jest ![]()
Jak ktoś blokuje konto to można pójść do sądu i narobić mu czy jej problemu. Niezależnie czy mąż czy żona.
Czyli u ciebie maż. Bo nie wierzę że jesteś ta trzymającą kasę
U mnie mamy totalną rozdzielność nikt nie trzyma kasy, może dlatego że kasa moja bądź partnerki(raz ja mam więcej raz ona) wystarczyła by na nas dwóchA tak to większość kasy idzie na nasze kaprysy
A 1/6 (1/3 mojej i 1/3 jej) na życie (żywność plus rachunki + dziecko)
Ja nie mam męża, nigdy nie miałam. Będąc w związku decydowaliśmy wspólnie o tym, za co płaciliśmy wspólnie, jeżeli musiał płacić za coś on, miał decydujące słowo.
Owszem, sytuacje gdzie nikt nie trzyma kasy są możliwe w życiu codziennym - ale np zakup domu, samochodu, inwestycje długoterminowe... nie ma znaczenia kto wybiera kolor ścian w kuchni - ma znaczenie kto decyduje gdzie ta kuchnia będzie wybudowana.
No gdyby maz zablokowal konto to by koniec zwiazku byl i tyle
Wiec wtedy nie byloby zadnej dominacji juz, zreszta we wszystkich trzech przypadkach facet trzymal pieniadze dlatego, ze kobiecie sie znudzilo placenie rachunkow i liczenie kasy jaka pojdzie na zakupy i robienie takich zwyklych zakupow
A mam takie pytanie po czym poznać faceta pantoflarza? Jakieś przykłady?
Jak to kto rządzi w związku? Ten, kto trzyma kasę.
Raczej pilota ![]()
Dobrze, że nie mam telewizji ![]()
22 2014-12-28 18:28:19 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-12-28 18:29:42)
Gdyby pieniądze w związku nie miałay znaczenia, to by nie było tych wszystkich słów krytyki, ostrzeżeń itd w wątkach na temat kobiet pozostających na utrzymaniu męża.
Wystarczy sobie poczytać jaka jest reakcja kobiet po informacji, ze ktoś tam zamierza po ślubie przestać pracowac i być utrzymywaną przez męża.
Owszem, zawsze można odejść - gorzej jak po 20 latach małżeństwa nie ma z czym...
Właśnie według mnie dominatorami są takie cwaniaki,którzy nic nie robią,a żona na nich robi
To już wyższa półka i trzeba mieć wybitny urok osobisty i zdolności dominacyjne.
Gdyby pieniądze w związku nie miałay znaczenia, to by nie było tych wszystkich słów krytyki, ostrzeżeń itd w wątkach na temat kobiet pozostających na utrzymaniu męża.
Wystarczy sobie poczytać jaka jest reakcja kobiet po informacji, ze ktoś tam zamierza po ślubie przestać pracowac i być utrzymywaną przez męża.
![]()
Owszem, zawsze można odejść - gorzej jak po 20 latach małżeństwa nie ma z czym...
Zawsze jest z czym - jest podzial majatku.
Wiec ma znaczenie kto trzyma pieniadze, czy kto zarabia?
Ja nie widze nic zlego w byciu na utrzymaniu kogos -zalezy na jakich zasadach.
Wiec ma znaczenie kto trzyma pieniadze, czy kto zarabia?
Dla mnie nie ma, ale takie mamy zasady w małżeństwie.
NinaLafairy napisał/a:Wiec ma znaczenie kto trzyma pieniadze, czy kto zarabia?
Dla mnie nie ma, ale takie mamy zasady w małżeństwie.
Dla mnie tez nie ma. Lepiej zeby nie bylo jak jest duza roznica w zarobkach.
A mam takie pytanie po czym poznać faceta pantoflarza? Jakieś przykłady?
Facet lub mąż wykonujący każde polecenie lub zachciankę kobiety.
- Idziesz na piwo?
- Nie mogę. Muszę iść żonie po cukier do sklepu.
- Ale z ciebie pantoflarz!
mieczyk napisał/a:A mam takie pytanie po czym poznać faceta pantoflarza? Jakieś przykłady?
Facet lub mąż wykonujący każde polecenie lub zachciankę kobiety.
- Idziesz na piwo?
- Nie mogę. Muszę iść żonie po cukier do sklepu.
- Ale z ciebie pantoflarz!
Dziwnie do tego podchodzicie...
Pantoflarz to ktoś bezwolny i uzalezniony we wszystkim od decyzji partnerki. Ktoś nie mający w niczym własnego zdania, nie potrafiacy autonomicznie podjąć decyzji i nie umiejacy sobie - bez kobiety - poradzic. To takie bezradne dziecko we mgle... Bezjajowiec.
Przykład z tym cukrem troche mnie drażni... Bo to, ze facet odmawia pójścia na piwo z racji zakupów - to pantoflarz? Czyli "niepantoflarz" ma w dup...e obowiazki domowe i rzuca wszystko dla piwa i kolegów (by nie byc posadzonym o pantoflarstwo)?
Fakt, w tym przykładzie umotywowanie odmowy "muszę iść żonie po" świadczy o znamionach bezwolnosci
Można przeciez powiedzieć, że idę kupic cukier i tyle... Tyle tylko, ze to juz świadczyłoby o własnej niezależnej decyzji "pójścia po". Takie podkreslanie, ze "zonie" nie dość, że świadczy o podległosci to jeszcze dobitnie pokazuje brak własnego "ja", bo cokolwiek taki ktos robi to robi "żonie", dla żony itp...
Masakra innymi słowy... Zapewne sa kobiety, które wolą mieć takie bezrozumne i bezwolne ciele, którym moze dyrygować do woli i które w niczym sie nie sprzeciwi
Tyle tylko, ze co to za "wspólne" zycie czy zwiazek? Moze i tak lepsze - mimo, ze nudniejsze - od zycia z kims majacym na wszystko wyj...ne i wymagajacego, roszczeniowego samca wyznającego ...ortodoksyjny patriarchat.
Co kto woli ![]()
majka1986 napisał/a:mieczyk napisał/a:A mam takie pytanie po czym poznać faceta pantoflarza? Jakieś przykłady?
Facet lub mąż wykonujący każde polecenie lub zachciankę kobiety.
- Idziesz na piwo?
- Nie mogę. Muszę iść żonie po cukier do sklepu.
- Ale z ciebie pantoflarz!Dziwnie do tego podchodzicie...
Przykład z tym cukrem troche mnie drażni... Bo to, ze facet odmawia pójścia na piwo z racji zakupów - to pantoflarz? Czyli "niepantoflarz" ma w dup...e obowiazki domowe i rzuca wszystko dla piwa i kolegów (by nie byc posadzonym o pantoflarstwo)?
Zgodzę się z Kosmicznym.
Podany przykład z cukrem wcale nie świadczy o pantoflarstwie.
kosmiczny nick napisał/a:majka1986 napisał/a:Facet lub mąż wykonujący każde polecenie lub zachciankę kobiety.
- Idziesz na piwo?
- Nie mogę. Muszę iść żonie po cukier do sklepu.
- Ale z ciebie pantoflarz!Dziwnie do tego podchodzicie...
Przykład z tym cukrem troche mnie drażni... Bo to, ze facet odmawia pójścia na piwo z racji zakupów - to pantoflarz? Czyli "niepantoflarz" ma w dup...e obowiazki domowe i rzuca wszystko dla piwa i kolegów (by nie byc posadzonym o pantoflarstwo)?Zgodzę się z Kosmicznym.
Podany przykład z cukrem wcale nie świadczy o pantoflarstwie.
No może faktycznie przykład niezbyt trafny
Bynajmniej chodziło o to, że pantoflarz wykonuje wszystkie polecenia żony, uważa ze ona zawsze ma racje, nie ma swojego zdania. A przede wszystkim nie umie się postawić ![]()
Czy chciałybyście być z tzw "pantoflarzem" czy raczej wolicie pewnych siebie, zdecydowanych facetów, którzy uważają się za władczych , dominujących?
Zapraszam do podzielenia się refleksjami.
Ja nie mogłabym być w żadnym z tego typu związków. Pantoflarza bym nie umiała szanować, więc odpada z marszu. Kogoś, kto uparcie próbowałby mnie zdominować zwyczajnie bym rzuciła bardzo szybko, bo bardzo tego nie lubię i drażni mnie, kiedy ktoś mi próbuje cokolwiek narzucać po swojemu.
Bardzo mi się natomiast podoba, jak to ujęłaś - UWAŻAJĄ SIĘ za władczych, dominujących. Bardzo trafne. Wielu znanych mi facetów UWAŻA SIĘ za dominujących, a nie są tacy. Tego też nijak nie umiem szanować i budzi raczej moje politowanie.
Jeśli mam mieć związek z prawdziwego zdarzenia, partnerski, to jedynie równe relacje wchodzą w grę, żadne tam dominacje.
Moim zdaniem najlepiej i najzdrowiej ażeby w związku był kompromis. Natomiast zwykle jest tak, że jedna ze stron jest dominująca.
Jak to wygląda u Was?
Czy chciałybyście być z tzw "pantoflarzem" czy raczej wolicie pewnych siebie, zdecydowanych facetów, którzy uważają się za władczych , dominujących?
Zapraszam do podzielenia się refleksjami.
Dla mnie dominacja w związku tylko jednej ze stron (kobiety lub mężczyzny) to niestety patologia. Przecież ta "druga" strona musi być wówczas zawsze bierna, czyli niezdolna do funkcjonowania bez partnera, często np. w jakiś krytycznych wypadkach. A jak wiadomo w związku nikt nie jest nieomylny. Nie wyobrażam sobie, abym nie potrafiła utrzymać domu i dzieci, gdybym została bez męża.
Uważam, że każdy w związku ma Swoje "koniki", które lepiej pozostawić im do załatwienia, bo o wiele szybciej i efektywniej to wykonają. A resztą można się bez problemu podzielić. Ważne decyzje, zawsze podejmuje się razem.
Ja lubię jak mężczyźni są "wyważeni". Zbyt mało dominujący charakter nie daje poczucia podpory (nie możesz na nim polegać), natomiast bardzo dominujący są konfliktowi i irytujący (patrz jaki to ja nie jestem). Należy wiedzieć kiedy należy postawić na Swoim, a kiedy wyluzować
.
Z dwojga złego wolę już jeśli mężczyzna jest trochę bardziej dominujący. Powinien brać moje zdanie pod uwagę i liczyć się z nim, ale ostateczną decyzję podejmuje on, od tego jest przecież facetem ![]()
34 2014-12-29 17:55:43 Ostatnio edytowany przez Majki (2014-12-29 17:56:59)
Z dwojga złego wolę już jeśli mężczyzna jest trochę bardziej dominujący. Powinien brać moje zdanie pod uwagę i liczyć się z nim, ale ostateczną decyzję podejmuje on, od tego jest przecież facetem
Co Ci po tym, że bedzie sie liczył z Twoim zdaniem i brał je pod uwage jeśli ostateczna decyzja zawsze będzie mężczyzny?:P
Kobieca logika
![]()
felizaa napisał/a:Z dwojga złego wolę już jeśli mężczyzna jest trochę bardziej dominujący. Powinien brać moje zdanie pod uwagę i liczyć się z nim, ale ostateczną decyzję podejmuje on, od tego jest przecież facetem
Co Ci po tym, że bedzie sie liczył z Twoim zdaniem i brał je pod uwage jeśli ostateczna decyzja zawsze będzie mężczyzny?:P
Kobieca logika
![]()
Starałam się to inaczej ująć, wytłumaczyć, ale nie jestem w stanie - może nie do końca wyraziłam swoje myśli jasno, ale inaczej nie potrafię ![]()
Majki napisał/a:felizaa napisał/a:Z dwojga złego wolę już jeśli mężczyzna jest trochę bardziej dominujący. Powinien brać moje zdanie pod uwagę i liczyć się z nim, ale ostateczną decyzję podejmuje on, od tego jest przecież facetem
Co Ci po tym, że bedzie sie liczył z Twoim zdaniem i brał je pod uwage jeśli ostateczna decyzja zawsze będzie mężczyzny?:P
Kobieca logika
![]()
Starałam się to inaczej ująć, wytłumaczyć, ale nie jestem w stanie - może nie do końca wyraziłam swoje myśli jasno, ale inaczej nie potrafię
Spoko
Troche jedno drugiemu przeczy, ale można sie domyślić chyba ![]()
Z dwojga złego wolę już jeśli mężczyzna jest trochę bardziej dominujący. Powinien brać moje zdanie pod uwagę i liczyć się z nim, ale ostateczną decyzję podejmuje on, od tego jest przecież facetem
Czyli ma odgrywa role tatusia
Ty szukasz partnera w związku ,czy ojca ?
felizaa napisał/a:Z dwojga złego wolę już jeśli mężczyzna jest trochę bardziej dominujący. Powinien brać moje zdanie pod uwagę i liczyć się z nim, ale ostateczną decyzję podejmuje on, od tego jest przecież facetem
Czyli ma odgrywa role tatusia
![]()
Ty szukasz partnera w związku ,czy ojca ?
Nie ojca, ale ma być pewny siebie i zdecydowany. Dla mnie partnerstwo to wspólna rozmowa i podejmowanie decyzji we dwoje.Jednak czasem chciałabym się wycofać i zobaczyć , czy sam jest w stanie decydować o sobie, albo naszym związku. Moim zdaniem podejmowanie mądrych , samodzielnych decyzji świadczy o sile charakteru . Choć oczywiście powinien brać pod uwagę moje uczucia.
Jak ja nie lubię związków na zasadzie kto rządzi. Jestem za związkami parytnerskimi. Jak się lepiej znam na wystroju to parner logicznie myśląc zostawi mi ten dział, on wybierze model samochodu, bo ma do tego głowę. I tak z innymi kwestiami. Tematy sporne to negocjacje. Nikt nie lubi zajmować sie wszystkim, ani niczym.
O jakiej dominacji piszecie, dziewczyny? Jeśli jest miłość to z obu stron powinna być zgoda i tolerancja. Niemożliwe? Możliwe! Mam partnera, z którym jestem półtora roku i nie było miedzy nami kłótni, narzucania jakiś warunków. Ustalamy krótko, co i jak robimy. Nie ranimy sie, życie jest zbyt krótkie...
Ja bym nie mogła być w związku ani z pantoflarzem, ani z despotą. Rzecz w tym, żeby tolerować swoje (często odmienne) poglądy i znaleźć kompromis. Także, zdecydowanie związek partnerski. Myślę jednak, że nigdy nie da się tego wyważyć równo po 50%. Dlatego chętnie oddaję te kilka "moich %" facetowi. On się spełnia jako facet, ja się cieszę, że mam chłopa- nie babę. ![]()
felizaa napisał/a:Z dwojga złego wolę już jeśli mężczyzna jest trochę bardziej dominujący. Powinien brać moje zdanie pod uwagę i liczyć się z nim, ale ostateczną decyzję podejmuje on, od tego jest przecież facetem
Czyli ma odgrywa role tatusia
![]()
Ty szukasz partnera w związku ,czy ojca ?
A co,już chyba lepsze to niż jakby miała odgrywać rolę mamusi, nie? Potem widzę takich lamusów co mówią do swoich dziewczyn żeby poszli z nimi do lekarza albo żeby potowarzyszyła mu jak musi taki koleś na coś poczekać,śmiechu warte :DDD I potem ta sama dziewczyna gada,że tak bardzo kocha bad boyów i lubi zdecydowanych mężczyzn,a większość pełni rolę mamusi dla swoich facetów,zauważyłem że bardzo często tak jest. I to im częściej dziewczyna tak gada,tym z większym "facetem" (mentalnym dzieckiem wymagającym opieki) jest związana.