Witam,
Jestem zrozpaczona. Nie wiem co mam zrobić. Proszę Was o radę. Mam 30 lat. Rozstałam się po 10 latach związku, połowe tego mieszkaliśmy razem. To był chyba toksyczny związek, bardziej dla niego niż dla mnie bo to ja byłam tą "złą". Nie wiem co było w większym stopniu przyczyną tego zła, moje problemy ze sobą(depresja, kompleksy,zaburzenia osobowosci,brak akceptacji siebie i partnera, niedojrzałosć, problemy z alkoholem) czy brak miłości z mojej strony.
Rozstanie bylo z mojej inicjatywy. On tego nie chciał choć przeżyl piekło ze mna i przeze mnie. Ale mimo to mnie kochał ponad życie. A ja czulam ze już nie mogę w tym tkwić, chciałam czegoś lepszego, normalniejszego (choc mnie samej daleko do "normalności") ,czulam niechęć do niego, ciągłą złość o wszystko, mialam tez problem z ogromną zazdrością przez swoje kompleksy. On też ma problemy ze sobą(choroba psychiczna choc nienasilona, bardziej dająca objawy nerwicy) i ja do końca nie mogłam zaakceptować tego(choć sama mam problemy, a może właśnie dlatego...). Plus jego niska samodzielnosć życiowa, nadopiekuńcza matka. Seks też kulał, ja miałam bardzo duże potrzeby, on dużo mniejsze. Pomijając to wszystko to opiekuńczy, ciepły, troskliwy, czuły, oddany czlowiek.
Po rozstaniu on poznał kogoś. To bardzo fajna dziewczyna i bardzo jej zależy na nim. Jakoś nie widzi jego niedoskonałości...choć on powiedział jej o sobie bardzo dużo.
Cierpiałam po tym rozstaniu, najbardziej jak się dowiedziałam że on kogos poznał, i choc wcześniej zarzekałam sie że nigdy więcej nie chciałabym do niego wrócić, to zaczęłam mieć wątpliwości czy nie popełnilam błędu, czy nie stracilam czegos pięknego. Tęskniłam, nie byłam w stanie nawet myśleć że on jest z inną...A on zamiast cieszyć się tym nowym związkiem, nie potrafi o mnie zapomnieć, chcial miec ze mną kontakt ale ja nie byłam w stanie kontaktować sie z nim wiedząc że on uklada sobie życie z inną. To za duży ból dla mnie, wiedziałam, ze najlepiej zerwać kontakt i zapomnieć. I dla mnie i dla niego. Ale on mi nie daje zapomnieć, pisze, dzwoni,przyjeżdza czasem do mnie. I teraz stwierdzil ze on nie wytrzyma beze mnie i chce z nią zerwać. A ja choć strasznie za nim tęsknię to boję się ze znowu go skrzywdzę, że znowu za jakiś czas stweirdzę że jednak nie mogę z nim być, a on straci szanse na szczęsliwy zwiazek. Mam poczucie winy że swoim stanowczym zachowaniem nie potrafię definitywnie zerwać tej znajomości, zeby on mógł byc szczęśliwy, może by pocierpiał na początku ale z czasem może by ją pokochal a o mnie zapomniał.
Dodam, ze teraz biorę leki na depresje i na uspokojenie i jest trochę lepiej ze stanem moich emocji. Nie piję. Ale nadal nie wiem czego chcę tak naprawdę, co jest właściwe i nadal kieruje mną lęk.
Proszę, nie piszcie komentarzy ostro oceniających mnie, ja wiem co źle zrobilam, moge się tylko usprawiedliwiać problemami emocjonalnymi...mam nadzieję że to było przyczyną a nie to że jestem zlym czlowiekiem choc tak właśnie się czuję...
Podobne tematy
Sama choruje na depresje i doskonale rozumiem co czujesz. Czlowiek nie panuje nad soba, nad slowami czynami, wie ze rani tym druga osobe, ale nie unie nad tym wszystkim zapanowac.
Zastanowcie sie nad tym co bedzie dobre dla nas obojga. Jesli on zwiazał sie z kobiera czuła wspaniala itd. To czy ona nie jest tylko dla niego plastrem na zlamane serce, raniac tym przede wszystkim nia siebie i ciebie.
Zacznijcie moze razem terapie. Skoro i ty i on sie nadal kochacie?
Widzisz, ja mam problem z tym, że ja nie wiem co ja czuję tak naprawdę, nie rozumiem do końca znaczenia slowa "kocham". Nie czułam się nigdy kochana w dzieciństwie, w domu mialam tylko obojętność i złość...i to dokladnie oddałam partnerowi..nie potrafilam przyjąć jego miłosci.
Mówią ze jak ma się wątpliwosci czy się kogoś kocha to nie ma wątpliwości...ale u mnie dochodzi jeszcze kwestia moich nie do końca zdrowych emocji.
On prawdopodobnie właśnie dlatego się z nią związał, jak mówił, dał się wciągnąć, to ona nalegała...
On mnie na pewno kocha, ale ja bym chciała tylko żeby on był szczęśliwy a ona może dać mu więcej tego szczęścia niz ja...ona nie ma depresji, jest wesoła, radosna, jest silna. Ja na pewno zmieniłam sie przez to wszystko no i biorę leki ale wiem że ludzie i charakter az tak bardzo się nie zmieniają...
Boję się że u mnie dochodzi jeszcze lęk ze zostanę sama, że nie trafię już na takiego porządnego i oddanego faceta, bo wiem jakimi draniami potrafią być faceci...
Ale z drugiej strony tęsknię za nim, brakuje mi go.
Nie wiem co mam robić. Nie chcę go skrzywdzić. Nie chcę tez żyć z poczuciem winy że zmarnowalam mu życie jeszcze bardziej i stracił przeze mnie szansę na szczęście.
Kiedy pierwszy raz chorowałam tez sadziłam ze nie kocham mojego partnera... bylego partnera bo on odszedł ode mnie z powodu mojej depresji bo zaczęłam znowu chorowac... ale to moja historia
Poprostu w czasie choroby nie wiemy czy kogos kochamy. Ja zostalam z nim, on pomogł mi wyjsc z choroby. Poprostu czulam w glebi siebie ze go bardzo kocham.
Pomysl czy on bedzie szczesliwy w zwiasku z przymusu z ta kobieta bo ona chce. Skoro tak naprawde kocha ciebie? tu bedzie sie usmiechal a w środku cierpial.
Skoro on mowi ze chce ciebie, mimo tych problemow, to znaczy ze bardzo cie kocha. On tego pragnie. Sam wybral czego chce.